Pages

_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

czwartek, 28 listopada 2013

Z księgarskiej półki c.d. - Esej o przywróceniu własności Belloca


Hilaire Belloc

ESEJ O PRZYWRÓCENIU WŁASNOŚCI

bellocesej

Wydawca:, Warszawa 2013 
ISBN:
Format:  A5, s. , op. miękka, cena 20,00 zł 
Do nabycia w SKLEPIE ARCHIPELAG

Jedna z podstawowych publikacji ruchu dystrybucjonistycznego. Hilaire Belloc, wraz G.K. Chestertonem, twórca nowatorskiego kierunku systemowego jest w Polsce praktycznie nieznany – „Esej o przywróceniu własnośći” to pierwsza jego książka w języku polskim. Przedmowę napisał specjalnie dla tej edycji Aidan Mackey.

WSTĘP AUTORA

„Esej o przywróceniu własności”, który niniejszym przedkładam czytelnikowi wymaga kilku słów wstępu, aby nie został źle odebranym.

Po pierwsze czytelnik zauważy, że problem potraktowałem nie z perspektywy ogólnej ale partykularnej. Omawiałem bowiem jedynie szanse na przywrócenie własności we współczesnej Anglii. Podałem swoje powody dla takiego ograniczenia. Uwzględniając społeczeństwo angielskie, które stać dziś na ekstremalny przypadek niszczenia własności jako instytucji, ukazanie możliwości jej przywrócenia tutaj jest jednocześnie wykazaniem możliwości takiego jej przywrócenia gdziekolwiek.

Kolejny, bardziej praktyczny powód jest taki, że pisząc o Anglii, pisarza zajmuje konkretny przedmiot, znany mu w znacznie większej mierze, niż uwarunkowania mające miejsce w innych krajach.

Dlatego rozpatrywanie przypadku Anglii nie jest czczym wysiłkiem ani prowincjonalną anomalią, ponieważ to, co jest prawdziwe w tej materii odnośnie Anglii, można będzie odnieść do jakiegokolwiek mniej kapitalistycznego państwa. Moje argumenty dałyby się zastosować na ten przykład do Belgii w jej uprzemysłowionej części, choć Belgia zachowała duży zakres powszechnej własności prywatnej oraz silne chłopstwo, które nie wymaga odrodzenia.

Niektórzy ludzie mogą mnie krytykować za brak dyskusji na temat społecznych i politycznych argumentów przeciw niewielkiej własności. Jej braki i wady są znaczne i z pewnością zasługują na porównanie z zaletami. Własność albo struktura zarządzania skoncentrowana w rękach nielicznych wykorzystywana jest przy większej wiedzy i pod lepsze szanse na duże przedsięwzięcia rozwojowe. Społeczność małych właścicieli może być nazbyt konserwatywna i nieśmiała, prawdopodobnie też wykazywać będzie większą ignorancję od ekonomicznej oligarchii, kontrolującej swoje masy niewolników salariatu. W sprawach zagranicznych jest mniej prawdopodobne by osądzała mądrze i działała gwałtownie. Może również być podejrzliwa co do nowych wynalazków oraz niezdarna i oporna w stosowaniu nowych narzędzi. Powodem, dla którego nie poruszyłem tych aspektów państwa własnościowego, w którym determinująca charakter państwa liczba rodzin jest gospodarczo wolna, ani też korespondujących z nimi moralnych zalet wolności oraz częstych jej przewag praktycznych wynika z tego, że w dziele równie niewielkim, co niniejszy kompas zapragnąłem ograniczyć się jedynie do kwestii opisującej, jak wolność taką przywrócić. Przy wprowadzeniu dodatkowych rozważań ta prosta kwestia uległaby zagmatwaniu. To tak, jak gdyby dyskutować o sposobie przywracania życia poprzez sztuczne oddychanie, wiedząc przy tym doskonale, że samo życie może okazać się poważnym brzemieniem.

Kolejną sprawą, co do której czytelnik może posądzić mnie o grzech zaniechania, jest brak jakiejkolwiek pełnej dyskusji na temat nowych schematów Kredytu Społecznego. Zaledwie dotknąłem ich w ostatniej części eseju, ale jedynie bardzo zwięźle. Powód jest taki, że schematy tego rodzaju (z których wyraźnie głównym jest schemat Majora C. H. Douglas’a) nie rozwijają bezpośrednio, ani też nie są bezpośrednio związane z ideą własności. Związane są jedynie z ideą dochodu. Proponują natomiast, zwłaszcza kredytowy Schemat Douglas’a, przywrócenie mocy nabywczej ogołoconym masom społeczeństwa zrujnowanego przez kapitalizm przemysłowy.

Dokładnie taki sam efekt zostałby osiągnięty dzięki odpowiedniej dystrybucji własności, ale schemat kredytowy mógłby, przynajmniej w teorii, dokonać tego od razu i uniwersalnie, podczas gdy restytucja mienia nie może się tak dokonać i musi, jakkolwiek skuteczna, być długim przedsięwzięciem rozłożonym przynajmniej na kilka pokoleń. Co więcej, żadna restytucja mienia nie może być uniwersalna, na równi aplikowana wobec całości społeczeństwa.

Przedmiotem osób myślących podobnie do mnie nie jest przywrócenie zdolności nabywczej ale przywrócenie wolności ekonomicznej człowieka. Prawdą jest, że nie może być mowy o wolności gospodarczej bez zdolności nabywczej i prawdą jest, że wolność gospodarcza różni się w pewnym stopniu bezpośrednio od zdolności nabywczej; nie jest zatem prawdą by zdolność nabywcza i gospodarcza wolność były względem siebie ekwiwalentne. Menedżer zarabiający £1000 rocznie, który może zostać zwolniony w wyniku kaprysu swego pana, posiada sporą zdolność nabywczą, ale nie dysponuje w ogóle wolnością ekonomiczną. Nie unikam dyskusji nt. nowych systemów kredytowych ani przez wzgląd na ignorancję, ani niedocenianie ich ważności, ale jedynie dlatego, że nie są one moim celem. Jeżeli starasz się przekonać ludzi, by zamieszkiwali raczej ziemię niż wody, wówczas nie potrzebujesz dodawać rozdziału opisującego sztukę pływania.

Co więcej, okaże się, że nie proponuję żadnego ogólnego schematu na restytucję wolności i mienia. Być może zostanie to uznane za kapitalny defekt. Wszystkie reformy polegają na pewnej jasnej doktrynie, postulowanej i rozwijanej. Żadna reforma (tak się wydaje) nie może mieć nadziei na sukces, jeśli nie przedkłada programu obejmującego ogół zagadnień. Nie podjąłem się takiej próby. Dla przykładu, choć wiele mówiłem o dystrybucji akcji w przedsiębiorstwie korporacyjnym, niewiele uwagi poświęciłem mechanizmowi, dzięki któremu posiadacz zaledwie kilku akcji mógłby otrzymać pewną realną kontrolę nad dalszą polityką firmy.

Mój powód na śladowe potraktowanie tak wielkiego problemu wynika z przeświadczenia, że jest to problem nie dający się rozwiązać przy pomocy ogólnikowych środków. Zło rozprzestrzeniło się tak daleko, że choć propagowanie nowej doktryny jest bezcenne, to utworzenie nowych i efektywnych mechanizmów natychmiastowego działania jest niemożliwe. Restytucja mienia musi być zasadniczo wynikiem nowego społecznego nastroju, nie zaś nowego schematu. Musi bowiem wyrastać z nasienia zasadzonego w sercu. Zbyt późno na ponowną infuzję własności w wyniki jakiegoś projektu, a nasze wysiłki muszą wszędzie być konkretne, lokalne, oraz – przynajmniej u podstaw – niewielkie.

Na koniec muszę powiedzieć parę słów na temat czegoś, co pojawia się w tekście parokrotnie, a jest to moja silna wątpliwość w jakąkolwiek szansę przywrócenia własności, gdy ta już doszczętnie zaniknie.

Zwyczajowo podczas prezentacji jakiejkolwiek tezy politycznej mówca dodaje element nadziei. Zawodowi politycy zawsze czynią uwagi dotyczące przepowiadania sukcesów, a nawet co znamienitsi i szczerzy reformatorzy uwielbiają wyolbrzymiać szanse własnego ideału i zapewniają o jego ostatecznym zwycięstwie, jako czymś z góry przesądzonym. Zawsze uważałem to za wielką głupotę. Wiedza pochodzi z wdzięczności dla tego, co rzeczywiste. Jeżeli podejdziesz do najtrudniejszego zadania pod pozorem, czy pretekstem mniejszego stopnia trudności, możesz wzmocnić swych zwolenników narkotykiem iluzji, ale osłabisz ich o wiele bardziej perswazją do pracy na próżno.

Szacunek dla rzeczywistości zmusza mnie do powiedzenia, że przywrócenie własności, gdy instytucja ta jeszcze w pełni nie zanikła jest zadaniem prawie niemożliwym. Gdyby okazało się to zadaniem zupełnie niewykonalnym, nie byłoby warto marnować nań oddechu, czy atramentu. Nie jest zadaniem zupełnie niemożliwym, a przynajmniej nie jest zupełnie niemożliwym rozpoczęcie początkowych procesów zmiany. Jednak szanse przeciwko rekonstrukcji ekonomicznej wolności człowieka w społeczeństwie, które od dawien wykształciło nawyk niewolnictwa pensji są tak nikłe, a stopień trudności zadania tak wysoki, że wykracza poza dowolne działanie polityczne.

Nie wiem, czy uda się nam wystartować nawet z początkami takiej zmiany. Bardzo mocno wątpię, by można było z powodzeniem zasadzić nawet najmniejsze sadzonki wolności gospodarczej w naszym społeczeństwie, w tym miejscu, w Anglii, w dniu dzisiejszym.

Z całą pewnością wiem jednak, że w przypadku zaniechania takiej zmiany nasze społeczeństwo przemysłowe musi z konieczności wieńczyć powrót niewolnictwa. Wybór leży zatem pomiędzy własnością prywatną z jednej strony, a niewolnictwem, bądź to prywatnym, bądź publicznym z drugiej. Tertium non datur.

0 komentarze:

Prześlij komentarz




______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________