Wasza Świątobliwość,
przeczytałem z uwagą intencję modlitewną na miesiąc wrzesień, poświęconą trosce o wodę, potępieniu marnotrawstwa i zanieczyszczenia oraz obronie prawa każdego człowieka do „picia bez lęku, bez nierówności” (Leon XIV: woda jest prawem, a nie towarem, potępić marnotrawstwo i zanieczyszczenia – Vatican News).
Żaden chrześcijanin nie może pozostać obojętny wobec cierpiących pragnienie, pokonujących kilometry w poszukiwaniu źródła czy chorujących z powodu konieczności picia skażonej wody. Sam Chrystus utożsamił pragnienie ubogiego ze swoim własnym: „Bo byłem spragniony, a daliście mi pić” (Mt 25, 35). Napojenie spragnionych jest uczynkiem miłosierdzia co do ciała i w pełni wpisuje się w tradycję chrześcijańską.
A jednak, Ojcze Święty, czytając tę intencję, poczułem pewną obcość. Trudno mi było odnaleźć w niej głos Pasterza, który od początku swojego pontyfikatu przypomina światu, że „ludzkość potrzebuje” Chrystusa i że świat łaknie Jego światła.
Dlatego pozwalam sobie skierować do Waszej Świątobliwości szczerą, a może i niewygodną refleksję: kto konkretnie redaguje te intencje modlitewne? Kto wybiera słowa przedstawiane następnie wiernym jako intencje Papieża?
Nie wiem, jaki był Wasz osobisty udział w powstaniu tego tekstu. Nie zamierzam nikogo oskarżać ani podważać Waszej wrażliwości na los ubogich. Trudno mi jednak uwierzyć, by wyrażenia takie jak „zasoby Ziemi”, „prawo bez granic”, „trzeźwość” czy potępienie zanieczyszczeń same w sobie oddawały to, co uznajecie za najbardziej palące, by powierzyć to modlitwie Kościoła powszechnego.
Są to pojęcia uprawnione, lecz z powodzeniem mogłyby zostać wypowiedziane przez organizację międzynarodową, stowarzyszenie ekologiczne czy instytucję polityczną. W tej intencji wiele mówi się o wodzie jako zasobie, prawie i dobru uniwersalnym, ale zbyt mało o „wodzie żywej”, którą jest Chrystus. Brakuje wyraźnego odwołania do grzechu, nawrócenia, zbawienia dusz, łaski, Eucharystii oraz misji ewangelizacyjnej Kościoła.
Istnieje niebezpieczeństwo, że modlitwa chrześcijańska stopniowo przekształci się w humanitarną deklarację intencji. Kościół z pewnością musi troszczyć się o człowieka, jego godność i materialne potrzeby, czyni to jednak dlatego, że głosi Jezusa Chrystusa, a nie po to, by religijnym językiem powtarzać agendę instytucji świeckich.
Święty Paweł pisze: „Albowiem postanowiłem nie wiedzieć nic innego między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” (por. 1 Kor 2, 2). Apostołowie, stając wobec licznych konkretnych potrzeb pierwotnej wspólnoty, oświadczyli: „My zaś oddamy się gorliwie na modlitwę i posługę Słowu” (Dz 6, 4). Nie gardzili pomocą ubogim – powołali wszak w tym celu specjalną posługę – lecz ustalili hierarchię: pierwotną misją Kościoła pozostaje modlitwa i głoszenie Słowa.
Dziś z pewnością nie brakuje intencji głęboko chrześcijańskich i dramatycznie pilnych. Można by modlić się za chrześcijan prześladowanych i zabijanych w Nigerii; za wspólnoty nękane w Demokratycznej Republice Konga, w Burkina Faso i w Mozambiku; za wiernych zepchniętych do podziemia w Korei Północnej; za tych, którzy doznają dyskryminacji, są więzieni lub zagrożeni w Pakistanie, Indiach, Chinach, Iranie, Erytrei, Somalii, Jemenie i Afganistanie. Według World Watch List z 2026 r. ponad 388 milionów chrześcijan na całym świecie doświadcza wysokiego poziomu prześladowań lub dyskryminacji ze względu na swoją wiarę. Za tą liczbą kryją się spalone kościoły, napadnięte wioski, porwani kapłani, rodziny przymuszone do ucieczki, zgwałcone kobiety i zamordowani mężczyźni, którzy nie zaparli się Chrystusa. Dlaczego nie wezwać Kościoła powszechnego do modlitwy za nich?
Można by modlić się za misjonarzy, którzy z narażeniem życia głoszą Ewangelię; za kapłanów, aby byli święci i wierni; o powołania kapłańskie i zakonne; za młodzież, która nie zna już Chrystusa; za poranione rodziny chrześcijańskie; za nienarodzone dzieci; za tych, którzy utracili wiarę; o nawrócenie grzeszników; za umierających bez pociechy sakramentów; o wolność religijną oraz o odwagę publicznego wyznawania imienia Jezus.
Można by modlić się, aby Kościół nie lękał się głosić, że Chrystus jest „drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6) w świecie, który gotów jest przyjąć Go jako organizację charytatywną, lecz coraz mniej chętnie słucha Go, gdy mówi o Bogu, o prawdzie, o grzechu i o zbawieniu.
Również troska o wodę mogłaby stać się intencją autentycznie chrześcijańską, jeżeliby ją jaśniej ukierunkować na jej centrum: na Chrystusa. Woda gasząca pragnienie ciała jest niezbędna, lecz Pan przypomina Samarytance, że każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął, podczas gdy woda przez Niego dana stanie się „źródłem wody tryskającej ku życiu wiecznemu” (J 4, 14). Oto woda, którą jedynie Kościół może zaoferować światu.
Wasza Świątobliwość, nie piszę po to, by wzniecać polemikę ani by pomniejszać powagę ubóstwa, suszy czy zanieczyszczenia środowiska. Piszę, ponieważ lękam się, że pod płaszczykiem słów skądinąd słusznych specyfika chrześcijańska staje się coraz słabsza i nieodróżnialna od panującego dyskursu.
Stąd też powraca pytanie: kto przygotowuje te intencje? Kto decyduje, jakie naglące potrzeby mają być co miesiąc przynoszone przed oblicze Kościoła powszechnego? A przede wszystkim: jak możemy mieć pewność, że każda intencja prawdziwie prowadzi wiernych do Jezusa Chrystusa?
Przypomnieliście nam, Ojcze Święty, że świat potrzebuje światła Chrystusa. Prosimy, nie przestawajcie z mocą wymawiać tego imienia. Pomóżcie nam nie sprowadzać Ewangelii do programu społecznego czy ekologicznego. Przypomnijcie światu o naszych prześladowanych braciach i przywróćcie intencjom modlitewnym ten jednoznacznie chrześcijański głos, którego pragnie słuchać wielu wiernych.
Ponieważ woda jest z pewnością darem, który należy chronić i którym trzeba się dzielić. Lecz pierwszym pragnieniem, na które Kościół ma obowiązek odpowiedzieć, jest pragnienie Boga.
Investigatore Biblico
* Fragmenty Pisma Świętego za Nowym Testamentem w przekładzie ks. prof. Eugeniusza Dąbrowskiego.
































0 komentarze:
Prześlij komentarz