Chodzi już tylko o bliskość, a nie o Prawdę!
Podczas gdy duszpasterstwo przed Amoris Laetitia w postępowaniu z osobami rozwiedzionymi, żyjącymi w nowych związkach, dążyło przede wszystkim do obiektywizmu, czyli do połączenia prawdy i miłości, Kościół synodalny operuje przeważnie sentymentalnym słownictwem. Słownictwo to w niewielkim stopniu przyczynia się do obiektywnego wyjaśnienia sytuacji tych ludzi według kryteriów teologii sakramentów oraz sprawiedliwości kanonicznej. Akcentuje się wyłącznie bliskość, towarzyszenie i „docenienie” (słowo używane wręcz inflacyjnie) owych par przez przedstawicieli Kościoła, a nie ich zadanie polegające na prowadzeniu ich w Prawdzie.
Pytanie: co tak naprawdę mam doceniać w grzeszniku – na przykład w rabusiu bankowym, cudzołożniku, złodzieju czy sprawcy przemocy? Mogę miłować grzesznika (życzyć mu dobrze, to znaczy pragnąć jego zbawienia) – owszem, podczas gdy jednocześnie bezkompromisowo potępiam jego grzech. Ale jak w tym kontekście ma wyglądać „docenienie”? Czy mam wzywać sędziego, który ma osądzić przestępstwo, aby „docenił” przestępcę? Czyż nie byłby to czysty sentymentalizm, zupełnie niepomocny w odniesieniu do stawianego zadania? Porównanie jest wprawdzie kulawe, ale pokazuje, że ta kategoria „docenienia” w pewnych kontekstach po prostu nie jest priorytetowa. Kwestia ta nie ma bowiem żadnego znaczenia przy pytaniu, czy dane małżeństwo jest ważne, czy też nie.
Rozwiedzeni żyjący w nowych związkach mają odzyskać zaufanie, odnaleźć się jako część wspólnoty i doświadczyć miłosierdzia Bożego – czytamy w wytycznych[1] Kościoła synodalnego. Pytanie: czy jest przy tym obojętne, czy żyją oni w cudzołóstwie, czy nie? Czy przekazywanie im Bożego miłosierdzia oznacza uznanie lub przynajmniej tolerowanie ich drugiego związku bez żadnych „ale”, mimo że stoi temu na przeszkodzie nierozerwalny węzeł małżeński? Dlaczego zatem Jezus nie wyprzedził nas z taką praktyką? Przeciwnie – Odrzuca On (rzekomo miłosierną) praktykę rozwodową Mojżesza i, ku niezadowoleniu swoich uczniów, zaostrza zakaz rozwodów! Czy przypominanie o tym równa się „retraumatyzacji” tych par, ponieważ zainteresowani mogliby poczuć się ponownie zranieni i wykluczeni przez przypomnienie o Prawdzie, po tym jak doświadczyli już opuszczenia i cierpienia przy rozstaniu ze swoim prawowitym małżonkiem (por. wspomniane wytyczne)?
Im bardziej sentymentalny staje się język, tym większe pojawia się podejjrzenie, że nienaruszalne stanowiska doktrynalne mają tu zostać wyparowane i zmiękczone poprzez wywieranie nacisku na emocje. Nie jest to zresztą nic nowego. Słowo „miłosierdzie” wielokrotnie służyło już za zasłonę dymną, mającą zamydlić oczy obserwatora czy czytelnika. Słowa mają natychmiastowe działanie. Dopiero gdy wniknie się głębiej, widać, co maskuje semantyka. Twardość Prawdy nie jest już w Kościele synodalnym tolerowana ani podejmowana, mimo że to ona wyzwala (J 8, 32). Jest ona przez sentymentalizm odrzucana i inkryminowana. Dlatego Familiaris Consortio to dla nich wczorajszy dzień (zbyt twarda). Amoris Laetitia to dzisiaj (miłosierna).
Magisterium Kościoła synodalnego zaczyna się od Franciszka, od nowej „godziny zero”. Czas (proces) jest ważniejszy niż przestrzeń (stanowiska doktrynalne). Dlatego inwestuje się w proces (rewizję nauki), w uczucie, w życie – a nie w Prawdę, która mimo to pozostaje niezmienna. Ta ostatnia jest jak miecz, który Kościół synodalny woli owinąć w watę i schować, dopóki nie przyjdzie Ten, który dzierży go w swych ustach (Ap 1, 16; 2, 12; 2, 16; 19, 15; 19, 21).
Apokalipsa 1, 16 – W pierwszej wizji Chrystusa:
„A z ust Jego wychodził miecz obosieczny, ostry...”
Apokalipsa 2, 12 – W poselstwie do Kościoła w Pergamonie:
„To mówi Ten, który ma miecz obosieczny, ostry.”
Apokalipsa 2, 16 – Chrystus zapowiada:
„Inaczej przyjdę do ciebie rychło i będę walczył z nimi mieczem ust moich.”
Apokalipsa 19, 15 – Chrystus jako Jeździec eschatologiczny:
„A z ust Jego wychodzi miecz ostry, aby nim raził narody...”
Apokalipsa 19, 21 – Finał sceny walki:
„A inni zostali pobici mieczem wychodzącym z ust siedzącego na koniu...”
[1] Cyt. za: Roberto de Mattei, Najwyższe przeznaczenie człowieka (art.):
Źródło: https://www.marian-eleganti.ch/































0 komentarze:
Prześlij komentarz