![]() |
| Zdjęcie: Por Caguat - Trabajo propio, CC BY-SA 3.0 es, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=16610633 |
Gdy gaśnie ponad cztery wieki cichej modlitwy, posłuszeństwa i zakonnej reguły, nie sposób patrzeć na to inaczej niż z głębokim bólem serca. Z hiszpańskiej Kantabrii nadeszła bolesna wiadomość: po ponad czterech stuleciach dominikanie opuścili słynne Sanktuarium Matki Bożej z Las Caldas de Besaya (Nuestra Señora de Las Caldas de Besaya).
To jedno z najważniejszych historycznie dominikańskich gniazd duchowych i intelektualnych na Półwyspie Iberyjskim zostało oficjalnie przekazane pod zarząd diecezji Santander. Choć sam kościół pozostanie miejscem kultu, a mury wciąż formalnie należą do Zakonu Kaznodziejskiego, to żywa wspólnota zakonna w Las Caldas przeszła do historii.
Z dwustu braci do zaledwie dwóch
Miarę duchowego spustoszenia, jakie dokonało się w Europie Zachodniej w ciągu zaledwie jednego pokolenia, najdobitniej ukazują słowa ostatniego przełożonego tej placówki, o. Francisco Garcíi Ortegi OP. Gdy jako 17-letni chłopak wstępował w te mury 55 lat temu, w klasztorze mieszkało i uczyło się ponad 200 braci w ramach wyższego studium filozoficznego.
W minioną niedzielę, w momencie przekazywania kluczy diecezji, w klasztornej klauzurze mieszkało już tylko dwóch zakonników: o. García Ortega oraz o. Fernando Serrano Pérez OP.
Miejsce wypróbowane w ogniu męczeństwa
Sanktuarium powstało na początku XVII wieku i przez ponad 400 lat było bastionem tradycyjnego duszpasterstwa i nauki. W całej swojej historii dominikanie opuszczali to gniazdo tylko dwukrotnie:
Podczas XIX-wiecznej liberalnej dezamortyzacji (rabunkowej konfiskaty dóbr Kościoła),
Podczas krwawej hiszpańskiej wojny domowej w latach 30. XX wieku, gdy bracia z Las Caldas ponieśli męczeńską śmierć za wiarę.
Za każdym razem, gdy cichł zgiełk bezbożnych prześladowań, zakonnicy wracali na zgliszcza, by na nowo zapalić biało-czarne światło charyzmatu św. Dominika. Dzisiejszy kryzys jest jednak inny i groźniejszy niż rewolucyjne miecze czy dekrety konfiskacyjne – to porażający paraliż powołań i ciche zamieranie zakonnego życia w sercu dawniej katolickiej Europy.
Pustynia w dawnych bastionach wiary
Odejście dominikanów z Las Caldas to nie odosobniony epizod. Niegdyś Zakon Kaznodziejski posiadał w całej Kantabrii prężne klasztory i placówki duszpasterskie, m.in. w Potes, Ajo, Santillanie, Las Caldas czy Torrelavedze. Dziś w całym regionie pozostała już tylko jedna, nieliczna wspólnota w Montesclaros.
Brak tradycyjnego habitu dominikańskiego, brak uroczystego chórowego śpiewu i ciszy klasztornej klauzury pod murami Las Caldas to kolejny potężny znak czasu. Dla każdego tradycyjnego katolika to ponure przypomnienie: tam, gdzie porzuca się gorliwość, ascezę i bezkompromisowe trwanie przy Prawdzie, mury klasztorne nieuchronnie pustoszeją.
Oglądacie te wieści z Europy Zachodniej ze spokojem, traktując je jako nieuchronny proces historyczny, czy widzą w tym Bracia i Siostry głęboki przestrach i wezwanie do jeszcze gorliwszego zadośćuczynienia? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach. 👇
Nie poprzestawajmy na samym smutku – odpowiedzmy na ten kryzys gorliwą modlitwą za Kościół i nowe powołania kapłańskie i zakonne:












.jpg)

















