Sunday Mass Readings
-
Twenty-fourth Sunday in Ordinary Time Lectionary: 130 Reading 1 Sirach
27:30—28:7 Wrath and anger are hateful things,yet the sinner hugs them
tight.The v...
Opole: Na pielgrzymim szlaku u św. Anny
-
W sobotę 22 sierpnia, w liturgiczne wspomnienie Niepokalanego Serca
N.M.Panny, wierni związani z opolskim apostolatem FSSPX wyruszyli na II
Pielgrzymkę Tra...
Kościół wobec ruchu syjonistycznego
-
Nie możemy poprzeć tego ruchu [syjonistycznego]. Nie zdołamy powstrzymać
Żydów przed udaniem się do Jerozolimy – ale poprzeć ich nie możemy nigdy.
Ziemia...
Zwycięstwo, jeśli przyjdzie…
-
W czasach najtrudniejszych dla Polski, gdy wyczerpani wojną i okupacją
niemiecką musieliśmy stawić czoła drugiemu z totalitarnych potworów,
kardynał Au...
Saint Gabriel
-
The angels call for our veneration and awe as part of God’s creation. Part
of the destructive modernism of the 1970s included advice to Catholic
school t...
Linki do plików NRL / UC 2010-2021
-
Missae propriae dioecesium poloniae 1
Missae propriae dioecesium poloniae 2
Missae propriae dioecesium poloniae 3
Missae propriae dioecesium poloniae 4
...
Reforma józefińska - co cesarskie, cesarzowi...
-
*Monarcha absolutny nie toleruje w swym państwie instytucji niezależnych
od siebie. Rozwój biurokratycznego państwa, jaki miał miejsce w wielu
rejonach St...
Kuriozalne kazanie na Boże Ciało
-
Czasem idąc na Tradycyjną Mszę Rzymską trafisz na kuriozalne kazanie.
Poczytajcie proszę, co mię spotkało w święto Bożego Ciała ....
Komentując Ewangeli...
Polityka personalna Kościoła
-
Laudetur Iesus Christus!
Co roku w okresie przed wakacyjnym poszczególne kurie ogłaszają zmiany
personalne na terenie swojej diecezji bądź prowincji zakonn...
Koniec misji ze Szkołą
-
Aktualizacja V.2017: To wpis historyczny, wpis mój jako człowieka młodego,
naiwnego, który pobłądził wśród posoborowych „nowych ruchów religinych”,
pyszałk...
Stanisław Krajski mówi o sprawach, o których inni na wszelki wypadek wolą nawet nie myśleć...
Dzięki wydawnictwu 3Dom z Częstochowy możemy przedstawić Państwu najnowszą książkę Stanisława Krajskiego "Masoneria. Zaciskanie pętli". To już 13 pozycja książkowa Pana Krajskiego poświęcona masonerii. W przeciwieństwie do wcześniejszych jego książek, które koncentrowały się na działalności masonerii we współczesnym świecie a szczególnie w Polski, ta jest kompendium dla osób, które nie śledzą na bieżącą działalności pisarskiej autora. Na książkę składają się publikowane wcześniej przez autora teksty publicystyczne, a to powoduje, że niektóre informacje powtarzają się tutaj dość często. Na przykład rozdział "Satanizm masonerii" i "Szatan i masoneria" to prawie w 100% ten sam tekst. Ale to moim zdaniem jedyny zarzut jaki można skierować pod adresem książki. Autor na ponad 170 stronach opowiada nam historię wolnomularstwa, jego relację z Kościołem katolickim oraz wpływ jaki ta organizacja ma na współczesne systemy i struktury polityczne. Ale wszystko zdaniem autora zaczęło się w starożytnej Grecji, bo tam w filozofii orfickiej i myśli platońskiej są początki myślenia, które dało podwaliny różnych heteroortodoksyjnym ruchom jak różokrzyżowcy, które w ostateczności dały początek masonerii. Innym ciekawym zagadnieniem poruszonym przez autora jest także wpływ satanizmu na pewne odłamy masonerii, szczególnie lóż anglosaskich. To wszystko spowodowało, że od samego początku masoneria została potępiona przez Kościół. Pierwszym dokumentem kościelnym, w którym masoneria została potępiona była bulla "In eminenti" papieża Klemensa XII a ostatnim Oświadczenie Kongregacji Nauki Wiary w sprawie masonerii z 26 listopada 1983. Ale co ciekawe. Autor opisuje nieformalne spotkania pomiędzy katolikami i masonami, podczas których próbuje się wbrew orzeczeniom Kościoła prowadzić jakiś dialog. Ponieważ oficjalnie stosunek Kościoła do masonerii jest negatywny to wokół masonerii skupiają się pewne kluby zajmujące się dobroczynnością i wzajemną pomocą braterską członków. Krajski omawia tutaj dwa najbardziej znane Lion Club i Rotary Club. U nas w Polsce najbardziej znani są rotarianie a jako ciekawostkę można dodać, że członkiem Rotary Club w Argentynie był obecny papież Franciszek. Moim zdaniem najciekawsze w książce są dwa rozdziały; jeden poświęcony Unii Europejskiej i Rządowi Światowemu i drugi opisujący masońską wizję Europy. Oczywiście o korzeniach Unii i początkach Rządu Światowego jakąś tam wiedzę mamy. Ale czy wiecie Państwo, że promocją masońskiej wizji Europy stoją bardzo często katolickie ośrodki. Autor dotarł do informacji z których wynika, że wśród beneficjentów Fundacji Batorego należą dominikańskie wydawnictwo W Drodze i jezuickie Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy. To one mają za zadanie przeorywać myślenie katolickie. To właśnie w wydawnictwie jezuitów WAM ukazała się książka "Chrześcijaństwo a integracja europejska" a tam takie kwiatki jak obywatelstwo europejskie, religia światowa, humanizm uniwersalny. Co to ma wspólnego z chrześcijańskim dziedzictwem Europy. Zdaniem autora świadczy to tylko o potężnej infiltracji Kościoła przez środowiska wrogie chrześcijaństwu i doprowadzenie do nowej świeckiej religii. Po lekturze tych rozdziałów zapewniam Państwa, że pewne posunięcia papieża Franciszka staną się dla Państwa bardziej zrozumiałe. Czy jest remedium na ten stan rzeczy. Zdaniem autora tak. Jest tym mocne przylgnięcie do polskości i pielęgnowanie tradycyjnego polskiego katolicyzmu. Co miałoby skutkować realizacją królestwa Bożego na naszej polskiej ziemi pod berłem Najświętszej Maryi Panny, królowej Polski. Powiem szczerze. Nie miałem zamiaru brać się za lekturę tej książki bo wydawało mi się, że sporo wiem na temat masonerii. Często słucham konferencji Pana Krajskiego na youtubie więc jestem na bieżąco. Ale powiem wam, że nawet nie wiem kiedy i już byłem przy końcu. Może są pewne powtórzenia ale wiele informacji jest naprawdę odkrywczych i na pewno w pewien sposób usystematyzują Waszą wiedzę na temat masonerii. Jednocześnie muszę dodać, że książka wydana bardzo starannie; twarda okładka, dobrej jakości papier sprawia, że może być doskonałym prezentem pod choinkę. ____________ SPIS TREŚCI
"Tym, którzy efekty benedyktyńskiej pracy Stanisława Krajskiego wcześniej przeoczyli albo świadomie zignorowali (bo przecież trudno szukać ich pochwały i rekomendacji ze strony centralnych i dominujących ośrodków dezinformacji, mediów czy uczelni – albo tradycyjnie podporządkowanych masonerii, albo przynajmniej respektujących jej zasady i interesy) – wydawnictwo 3DOM stwarza najlepszą okazję nadrobienia tej niewybaczalnej zaległości. Niniejsza książka stanowi bowiem doskonały kondensat – to powtórka z całości: „Krajski intensywny” dla mniej i bardziej zaawansowanych. Wszystko, co kiedykolwiek chcieliście wiedzieć o masonerii, ale baliście się zapytać. Gorąco polecam."
"Saint Nicholas The Real Story"
Reżyseria: Stuart Lachlan Bennett
FILM DOKUMENTALNY USA 2015 r.
Czyta: Roman Baczyński
Opracowanie: Fundacja Lux Veritatis
"– Jezus mówi dziś: moje Imię jest w kapłanach, ale oto zamach na kapłaństwo się zbliża, więc i Wy bracia i siostry przybliżcie się w modlitwie do Chrystusa, bo gdy zabraknie kapłanów, zginiecie w swoich grzechach. Jeśli do Krwi Chrystusa się nie odwołamy, inna krew nas zaleje. Czy modlimy się za tych, którzy Chrystusową Krwią oczyszczają nas, jak folusznicy naszych sumień? Jeśli nie będziemy się w tych czasach modlić, oni znikną, a wasze konfesjonały staną się muzealnymi eksponatami. Wasze eucharystie staną się ohydą spustoszenia w waszej świątyni, w których będą uczestniczyć nawet niewierzący i wierzący inaczej. Wasze kościoły staną się nocnymi klubami, a wasze święta imprezami, a wasze pogrzeby beznadziejne. Co mówi Pan? Gorzki jest mój żal – mówi dziś Chrystus do Was bracia i siostry. „Gorzko płakałem nad waszymi winami. I Krwią jak łzami skrapiałem latami wasze sumienia. A teraz? Czy brakiem waszych modlitw za Kościół, za polskich kapłanów, doprowadzicie mnie do tego, że gorzko zapłaczę z powodu tego, że łaskę okazałem? Czy mam gorzko pożałować, że okazuję wam łaskę i życzliwość teraz, a spotyka mnie tylko obojętność i niewdzięczność?”
Gdy w Watykanie zaczynał się Synod Młodych Kościołem wstrząsnęła publikacja listu arcybiskupa Carlo Marii Vigano. Były nuncjusz apostolski w USA ujawnił skalę homoseksualnej infiltracji części duchowieństwa. Tymczasem podczas Synodu rozmawiano o osobach LGBT i o tym, czy w Kościele ma panować prymat Piotra, czy może demokracja…
Zmiana z Mszy celebrowanej ad orientem na Mszę odprawianą versus populum jest jak zamiana wieczoru na poranek. Już w 1964 r. Instrukcja Inter Oecumenici dawała wskazówki odnoszące się do usytuowania ołtarza:
Pożądane jest wystawienie ołtarza wielkiego w takim oddaleniu od ściany, aby go łatwo można obejść i aby celebra mogła się odbywać twarzą do ludu.
Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego z 1970 r. powtarzało tę samą ideę, polecając, by ołtarz był budowany daleko od ściany w taki sposób, by można było bez problemu obchodzić go dokoła i by celebra mogła się odbywać versus populum. Edycja z 2002 r. powtórzyła i umocniła ten paragraf: ut [...] celebratio versus populum peragi possit, quod expedit ubicumque possibile sit, że wypada go tak umieścić wszędzie, gdzie to jest możliwe.
Oczekiwanym rezultatem zmiany orientacji miało być większe uczestnictwo ze strony ludu. Msza celebrowana versus populum (twarzą do ludzi) może być skupiona na Bogu, o ile zostanie użyte rozwiązanie papieża Benedykta, to znaczy ustawienie krucyfiksu na środku ołtarza, tak by w rzeczywistości celebracja nie była w stronę ludzi (versus populum), ale w stronę krzyża (versus crucem), w stronę Pana (versus Dominum).
Tymczasem, co jest fatalnym rozwiązaniem, w kościołach już istniejących ołtarze tymczasowe zostały usytuowane w prezbiterium przed ołtarzem stałym, stwarzając w ten sposób dziwny duplikat i dysonans w symbolice ołtarza. Jeśli Najświętszy Sakrament przechowywany jest w tabernakulum znajdującym na środku starego ołtarza głównego, w rezultacie kapłan, który odprawia „twarzą do ludzi”, stoi plecami do Najświętszego Sakramentu. Jeśli przeniesie się Ciało Pańskie do jednej z kaplic bocznych, to, co niegdyś było punktem odniesienia, obecnie nie będzie już w centrum kościoła – ani fizycznym, ani symbolicznym.
W kościołach wybudowanych ostatnimi laty celebracja Mszy „twarzą do ludzi” przyniosła istotną zmianę, być może nieplanowaną. W chwili obecnej kapłan stał się centrum, na którym skupia się uwaga zgromadzenia. Budowle w kształcie teatru wzmocniły poczucie, że ołtarz to podium i że kapłan to aktor pierwszoplanowy. Obecnym modelem jest Msza rozumiana jako rozrywka – model nieświadomie zapożyczony ze społeczeństwa świeckiego. Głębokie, intuicyjne wejście w misterium zostało zastąpione przez formę kontaktu bardziej bezpośrednią i powierzchowną.
___________________
Cassian Folsom OSB, Człowiek współczesny a liturgia, Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC, Kraków 2018
Wywiad w języku angielskim z dnia 26 marca 2018 roku
przeprowadzony dla „National Catholic Register”
Video: Edward Pentin
Photographs: Daniel Ibanez/CNA
www.NCRegister.com
_________________________ Polskie tłumaczenie wywiadu.
_________________________
Jakie były motywy napisania książki i czego się pan po niej spodziewa?
Napisałem tę książkę, ponieważ mieszkałem w Rzymie i bardzo szybko zdałem sobie sprawę z rozbieżności, jak była pomiędzy obrazem papieża Franciszka przedstawianym w mediach, a tym, jaki Franciszek jest w rzeczywistości – jakiego znają ludzie w Watykanie. Oczywiście pomyślałem, że należy to upublicznić. Co spodziewam się osiągnąć? Dobrze by było, gdyby ludzie powiedzieli papieżowi Franciszkowi: „To nie jest to, czego oczekujemy”. Nie sądzę, by to było prawdopodobne, ale przynajmniej chciałem ostrzec kolejne konklawe, żeby następnym razem nie popełniało tego samego błędu, wybierając zupełnie nieznanego kardynała, który okazuje się całkiem inny, niż się spodziewano.
Dlaczego wybrał pan tytuł Papież dyktator?
Okładka polskiego
wydania książki
Moimi celem było pokazanie, że Franciszek działa jak dyktator i wskazanie – także poprzez prześledzenie jego kariery w Argentynie – że w rzeczywistości jest uformowany jako peronista. Stał się nim w czasach Peróna i jest bardzo mocno zakorzeniony w argentyńskiej tradycji peronizmu. Juan Perón był radykalnym oportunistą. Objął władzę przede wszystkim jako prawicowy rządzący, a kiedy bardziej mu to odpowiadało, stał się skrajnym lewicowcem i przyjął zasady antyklerykała. Na tym właśnie polega tradycja peronizmu – w Argentynie nie jest on ani prawicowy, ani lewicowy: zawiera w sobie oba te światopoglądy. Peroniści są radykalnymi oportunistami. Tak samo można podsumować Franciszka.
Dlaczego na początku zdecydował się pan pozostać anonimowy, a teraz ujawnił pan swoją prawdziwą tożsamość?
Autorytarne rządy papieża Franciszka słyną z odwetów przeciwko każdemu, kto go krytykuje. Chciałem się przed tym chronić, a zwłaszcza ochronić ludzi, których Watykan mógłby uznać za związanych ze mną. Nigdy nie sądziłem, że to mogłoby potrwać dłużej. Byłem przekonany, że Watykan bardzo szybko odkryje moją tożsamość. W każdym razie dla celów związanych z wydaniem papierowej edycji książki konieczne było ujawnienie mojego prawdziwego nazwiska.
Z jaką reakcją na książkę się pan spotkał?
Najbardziej cenne jest dla mnie to, że wiem, iż książkę przeczytało wielu ludzi na wysokich stanowiskach w Kościele, w tym kardynałowie. Wykazali wielkie zainteresowanie nią. A ci, którym znane są te kwestie, są świadomi tego, że rzeczywiście ujawnia ona prawdę o Watykanie.
Co nowego trafiło do drukowanej edycji książki?
Jedną z historii, która została ostatnio ujawniona, jest sytuacja w diecezji kardynała Rodrígueza Maradiagi, który jest prawą ręką papieża. Coraz lepiej wiadomo, że jego diecezja jest jedną z najbardziej skorumpowanych w całym Kościele, zarówno w kwestiach finansowych, jak i moralnych. Te fakty wychodzą teraz na jaw i myślę, że będą lepiej znane w najbliższych miesiącach.
Krytycy mówili, że książka jest niewyważona i tendencyjna. Jak pan na to odpowie?
Książka nie miała na celu przedstawienia wyważonego obrazu papieża Franciszka. Moim zamiarem było podniesienie alarmu w Kościele. Kiedy krzyczy się „ogień”, gdy pali się dom, nikt nie mówi, że ogień tak naprawdę jest potrzebny w kuchni, by ugotować kurczaka. Nigdy nie zamierzałem stworzyć zrównoważonego obrazu papieża Franciszka. Chciałem przedstawić argentyńskie tło pontyfikatu i ukazać portret psychologiczny papieża. Nie wydaje mi się, żebym był niesprawiedliwy w tych kwestiach. Mam tu na myśli choćby to, że sięgnąłem do raportu napisanego przez ojca Kolvenbacha, kiedy pojawiła się propozycja, by Bergolgio został biskupem. W tym raporcie generał jezuitów stwierdził, że ze względu na rozliczne trudności natury emocjonalnej Bergoglio nie jest odpowiednim kandydatem na tę funkcję. Niektórzy ludzie postrzegają to jako zamach na charakter, ale w rzeczywistości jest to dobre studium przypadku. Jezuici są naprawdę dobrymi psychologami i jeśli spojrzy się na to, co napisał ojciec Kolvenbach, można zrozumieć, jakim człowiekiem naprawdę jest Bergoglio.
Które aspekty ujawnianych przez pana spraw powinny najszybciej dotrzeć do opinii publicznej?
Przede wszystkim fakt, że papież jest politykiem i polega na działaniach wizerunkowych, oraz to, że posługuje się nimi bardzo skutecznie. Książka mówi także, że ludzie muszą zajrzeć poza tę fasadę i zwrócić uwagę na to, kim papież Franciszek naprawdę jest i czego dokonał. Bo jeśli spojrzysz na jego dokonania z perspektywy reform, absolutnie nie jawi się jako reformator.
Dlaczego papież Franciszek uczynił tak małe postępy w sprawach reformy finansowej?
Kiedy został papieżem, nie miał zamiaru sprzeciwiać się reformie finansowej. Przed swoim wyborem nie był zaangażowany w całą tę machinerię watykańską. Z pewnością zgadzał się na reformy, które były zalecane. Ale władza polityczna jest dla niego ważniejsza niż reformy i zorientował się, że kardynał Pell, którego umieścił na ważnym stanowisku, nie należy do osób uległych, a takie Franciszek lubi mieć koło siebie.
Ostatecznie okazało się, że robi się niezręcznie, kiedy kardynał Pell bada różne sprawy i wyjawia niewygodne tajemnice. Franciszek sprzymierzył się ze starą gwardią watykańską i przywrócił układ, który funkcjonował przed jego wyborem.
Dlaczego osoby wierne Kościołowi za czasów papieża Franciszka często bywały wykluczane lub zsyłane na wygnanie?
Jest to naprawdę kluczowa sprawa. Papież Franciszek był kandydatem lobby z St. Gallen, którego celem była zmiana nauczania Kościoła i rozluźnienie dyscypliny w sprawach moralności seksualnej. Właśnie te postulaty wprowadza papież Franciszek. Jest oczywiste, że katolicy, którzy wierzą w niezmienność doktryny katolickiej, bardzo się tym martwią.
Czy jest pan „lefebrystą” krytykującym Sobór Watykański II?
Jestem krytyczny wobec soboru, a swoje przekonania zawarłem w wydanej w 2015 roku książce Phoenix from ashes („Feniks z popiołów”). Moją intencją w tej książce jest przedstawienie tego, czym był katolicyzm do wczesnych lat 60. Jeśli niektórym wydaje się, że to jest skrajna postawa, muszą uznać, że wszyscy albo prawie wszyscy katolicy do wczesnych lat 60. byli ekstremistami. Ale wydaje mi się, że to raczej obecne czasy powinny być oceniane w świetle nieprzemijającej filozofii katolickiej niż na odwrót.
Czy ten pontyfikat cechuje się manipulacją i oszustwem?
Oczywiście. Widzieliśmy to chociażby w ostatnim tygodniu. W jednym ze swoich listów papież Benedykt XVI przedstawił wyraźnie krytyczne stanowisko wobec książek, o skomentowanie których go poproszono, a ksiądz Dario Viganò [prezentujący list – przyp. red.] przedstawił go jako głos poparcia dla Franciszka – w ten sposób Watykan manipuluje mediami podczas obecnego pontyfikatu.
Czy to wpisuje się w proces tworzenia bardziej otwartego i kolegialnego Kościoła?
Nie sądzę, aby tego rodzaju manipulacje stanowiły sposób na uczynienie Kościoła bardziej otwartym. Jeśli chcemy mieć bardziej otwarty Kościół, to należy zachować równowagę między frakcjami – z pewnością nie jest to coś, czym zajmuje się papież Franciszek. Kiedy rozmawia się z biskupami i kardynałami w Rzymie, mówią, że papież Franciszek w ogóle nie postępuje z nimi w duchu kolegialnym. Benedykt XVI był wobec nich o wiele bardziej kolegialny. Franciszek, jak już powiedziałem, jest dyktatorem.
Dlaczego więc Benedykt XVI mówi, że pontyfikat Franciszka stanowi „wewnętrzną kontynuację” jego pontyfikatu?
Benedykt był po prostu w oczywisty sposób uprzejmy. Nie studiowałem formacji Bergoglia w szczegółach. Wskazuję jedynie na zwyczajną formację jezuitów w Argentynie w tamtym czasie – mało kto będzie polemizował ze stwierdzeniem, że Bergoglio nigdy nie wyróżniał się jako teolog. Benedykt był po prostu uprzejmy.
Czy jest możliwe, że myli się pan, przypisując Franciszkowi brak teologicznych kwalifikacji – coś, co Benedykt XVI nazwał „głupim uprzedzeniem”?
Wydaje mi się, że niektórzy katolicy postrzegają Franciszka jako zupełnie nieznającego się na rzeczy. Nie podzielam tego przekonania. Nie sądzę, że jest on głupcem w jakikolwiek sposób. Zawsze sprawia wrażenie bardzo bystrego. Jestem przekonany, że gdy był odpowiedzialny za te kwestie, w odpowiedni sposób czuwał nad formacją jezuitów. Niemniej trzeba też zauważyć, że okazał się ignorantem w sprawach niektórych punktów doktryny katolickiej i powiedział kilka rzeczy, które są zupełnie nie na miejscu.
Jak ocenia pan – jako historyk – ten pontyfikat w porównaniu z poprzednim?
Można rozpatrywać sprawę w dwóch aspektach. Pierwszy jest doktrynalny i tu jedynym porównaniem jest pontyfikat Pawła VI. Z osobistego punktu widzenia uważam Franciszka za przykład jednego z bardzo nielicznych niepoprawnych papieży, jakich zna historia, którzy byli wybrany bez namysłu i zachowywali się w sposób niedorzeczny. Byli oni krytykowani w swoich czasach i wydaje mi się, że to samo dzieje się obecnie.
Czy uważa pan, że ta książka, będąc wyrazem miłości wobec Franciszka, może mu pomóc?
Czy mogłaby mu pomóc? Możliwe, ale musiałby ją przeczytać. Nie sądzę, by to się stało. Mam na względzie Kościół. Nie wydaje mi się, bym był w stanie pomóc samemu Franciszkowi. Jak mówię, nie wiem, czy książka może stanowić lekarstwo. Mam jednak nadzieję, że pomoże kardynałom w czasie następnego konklawe uniknąć podobnego błędu.
Jaka jest pana odpowiedź na suspendowanie pana jako członka Zakonu Rycerzy Maltańskich z powodu książki?
Spodziewałem się tego. Ale chciałbym zwrócić uwagę na jedną szczególną rzecz. Jeśli Zakon Maltański chce mnie suspendować, musi to uczynić zgodnie z prawem. Dokumenty dotyczące suspensy, które otrzymałem, wskazują, że została ona podjęta przez Wielkiego Kanclerza barona Boeselagera, który obecnie faktycznie rządzi w zakonie, w sposób nieprawidłowy. Ale dzięki temu można tę suspensę podważyć. Jeśli nałożenie suspensy ma być legalne, zakon powinien dokonać tego zgodnie z prawem.
Czy mógłby pan powiedzieć nam nieco więcej o swojej młodości i formacji?
Przez dziesięć lat uczyłem się w jezuickiej szkole. Znam tradycję jezuicką. Znam ją taką, jaka była przed latami sześćdziesiątymi, kiedy została zdeformowana. Napisałem biografię słynnego angielskiego jezuity ojca Martina Darcy, który przez pięć lat był prowincjałem angielskich jezuitów, co było jedną z jego najmniejszych zasług. Miałem wujka, który był jezuitą, i faktycznie był socjuszem, a nawet sekretarzem ojca Darcy przez te lata. A więc dobra tradycja jezuicka – taka, jaka kiedyś istniała – jest mi bliska. Zepsucie jej stanowi dla mnie ogromną tragedię. A jest faktem, że Franciszek wychował się w całkowicie zniekształconej tradycji jezuickiej i bez wątpienia jest jej najgorszym przykładem.
Jest też owocem bardzo złego okresu w Towarzystwie Jezusowym i nagannej tradycji politycznej w Argentynie. To nam pomaga wytłumaczyć, dlaczego jest tak daleki od tradycji papiestwa i od papieży jakich oczekujemy.
Ile to ma wspólnego z Ameryką Łacińską i tamtejszym sposobem myślenia, różnym od naszego?
Papież Franciszek nie jest popularny w Argentynie. Znają go tam z czasów, gdy był arcybiskupem Buenos Aires. Jeśli w Ameryce Łacińskiej standardy są tak niskie, że Franciszek się w nie wpisuje – a mam nadzieję, że tak nie jest – z pewnością nie stanowi to dobrej wiadomości dla reszty świata.
W jaki sposób – pana zdaniem – ten pontyfikat zapisze się w historii?
Jako jeden z najbardziej katastrofalnych pontyfikatów. Wiadomo, że niektórzy papieże byli zupełnymi pomyłkami. Franciszek różni się od nich tym, że nie tylko jako osoba jest pomyłką na tym stanowisku, ale też stara się poprowadzić cały Kościół w kierunku, którzy odrzuca tradycję. Żaden z nikczemnych papieży, których wspominam w książce, nie usiłował tego zrobić. Tak więc mamy do czynienia z dwoma elementami niebezpieczeństwa, jakie płynie ze strony papieża Franciszka. ___________________ Książka "Papież dyktator" została wydana po polsku przez Fundacja pro Maria et Veritate. Już wkrótce trafi do szerokiej dystrybucji (Ateneum, Super Siódemka). Powoli, miejmy nadzieję, będzie pojawiać się w księgarniach. Wczoraj została też udostępniona wersja elektroniczna (e-booki dostępne są już na ebookpoint.pl, legimi.pl i woblink.com). Jeśli książki nie ma w Twojej ulubionej księgarni, a chcesz ją tam kupić, poproś księgarza, by ją zamówił.
Wszyscy słyszeliśmy zarzuty: Halloween jest pogańskim rytuałem sięgającym swoimi korzeniami do jakiegoś przedchrześcijańskiego święta, kultywowanym przez celtyckich druidów, którzy uniknęli kościelnego ucisku. Nawet dziś współcześni poganie i czarownice celebrują to starożytne święto. Jeśli pozwolisz swoim dzieciom bawić się w „cukierek albo psikus”, zaczną czcić diabła i pogańskich bożków. Nic bardziej mylnego. Korzenie Halloween są w rzeczywistości bardzo chrześcijańskie i w dużej mierze amerykańskie. Halloween przypada na 31 października z powodu papieża, a związane z nim obrządki są rezultatem średniowiecznej pobożności katolickiej. To prawda, że starożytni Celtowie z Irlandii i Wielkiej Brytanii obchodzili niewielkie święto 31 października – tak jak w ostatnie dni każdego miesiąca w roku. Jednak Halloween przypada w ostatni dzień października z uwagi na uroczystość Wszystkich Świętych , czyli „All Hallows” 1 listopada. Święto ku czci wszystkich świętych w niebie było wcześniej obchodzone 13 maja, ale papież Grzegorz III (741 r.) przeniósł je na 1 listopada – dzień poświęcenia Kaplicy Wszystkich Świętych w Bazylice św. Piotra w Rzymie. Później, w latach IX w., papież Grzegorz IV ustanowił powszechne obchody tego święta na całym świecie. W taki sposób święto dotarło do Irlandii. W przeddzień święta, odbywało się wieczorne, wigilijne czuwanie przed świętem Wszystkich Świętych, zwane Wigilią Wszystkich Świętych – „All Hallows Even”, czy też „Hallowe’en”. W tamtych czasach Halloween nie miało jakiegoś większego znaczenia dla chrześcijan czy dawno wymarłych celtyckich pogan. W 998 r. Św. Odylon, opat potężnego klasztoru w Cluny na południu Francji, zapoczątkował także zwyczaj obchodów 2 listopada. Był to dzień modlitwy za dusze wszystkich zmarłych. Święto to, zwane Wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych (Dzień Zaduszny), rozprzestrzeniło się z Francji na resztę Europy. Tak więc odtąd Kościół miał święta poświęcone wszystkim znajdującym się w niebie i wszystkim znajdującym się w czyśćcu. A co z tymi, którzy znajdowali się w innym miejscu? Wygląda na to, że irlandzcy katoliccy wieśniacy zastanawiali się nad nieszczęsnymi duszami, które znalazły się w piekle. W końcu, jeśli dusze w piekle zostaną pominięte, gdy będziemy świętować tych, którzy są w niebie i czyśćcu, mogą być na tyle niezadowolone, by przysparzać jakichś kłopotów. Pojawił się więc zwyczaj uderzania w garnki i patelnie podczas „All Hallows Even”, aby potępieni wiedzieli, że nie zostali zapomniani. Tak więc przynajmniej w Irlandii, zachowała się pamięć o wszystkich zmarłych bez wyjątku – nawet jeśli duchowni zbytnio z tym nie sympatyzowali i nigdy nie pozwolono na obchodzenie Dnia Wszystkich Potępionych w kalendarzu liturgicznym.
To wciąż nie jest nam znane Halloween
Ale to wciąż nie przypomina współczesnego kształtu Halloween. Nasze amerykańskie tradycje w ten dzień polegają na przebraniu się w kostiumy, które wcale nie są irlandzkie. Przeciwnie, ten zwyczaj powstał we Francji na przełomie XIV i XV wieku. Europa w późnym średniowieczu została dotknięta powtarzającymi się wybuchami epidemii dżumy – „Czarnej Śmierci” – na skutek czego utraciła połowę swojej populacji. Nic dziwnego, że katolicy zaczęli bardziej martwić się o życie wieczne.
We Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych zaczęto odprawiać więcej mszy. Zaczęło pojawiać się także coraz więcej artystycznych motywów mających przypominać wszystkim o własnej śmiertelności. Znamy te motywy pod nazwą „danse macabre”, czyli „taniec śmierci”, który był powszechnie namalowany na ścianach cmentarzy i pokazuje diabła prowadzącego korowód ludzi – papieży, królów, kobiety, rycerzy, mnichów, chłopów, trędowatych itd. – do grobu. Czasami taniec był prezentowany w Dzień Zaduszny przez ludzi przebranych w stroje związane z różnymi stanami społecznymi.
Ale Francuzi stroili się na Dzień Zaduszny, nie na Halloween; a Irlandczycy, którzy mieli Halloween, nie przebrali się. Połączenie tych zwyczajów prawdopodobnie nastąpiło najpierw w brytyjskich koloniach Ameryki Północnej w XVIII wieku, kiedy to katolicy irlandzcy i francuscy zaczęli zawierać między sobą małżeństwa. Irlandzkie podejście do piekła sprawiło, że francuskie maskarady stały się jeszcze bardziej makabryczne.
Ale jak każdy mały upiór wie, przebieranie się nie jest najważniejsze; chodzi o to, by zdobyć jak najwięcej słodyczy. Skąd zatem do diaska wziął się „cukierek albo psikus”? „Cukierek albo psikus” to prawdopodobnie najdziwniejszy i najbardziej amerykański dodatek do Halloween pochodzący od angielskich katolików.
W okresie karencji od XVI do XVIII wieku w Anglii, katolicy nie mieli żadnych praw. Nie mogli sprawować urzędów i podlegali grzywnom, więzieniu i wysokim podatkom. Odprawianie mszy było ciężkim przestępstwem, a setki kapłanów ginęło śmiercią męczeńską.
5 listopada, Dzień Guya Fawkesa
Czasami angielscy katolicy stawiali opór, niekiedy w głupi sposób. Jednym z najbardziej głupich aktów oporu był spisek mający na celu wysadzenie w powietrze protestanckiego króla Jakuba I i jego Parlamentu za pomocą prochu strzelniczego. To miało wywołać katolickie powstanie przeciwko oprawcom. Niefortunny „Spisek prochowy” („Gunpowder Plot”) został udaremniony 5 listopada 1605 roku, kiedy to człowiek, który strzegł prochu – lekkomyślny konwertyta Guy Fawkes, został schwytany i aresztowany, a następnie powieszony i tak spisek został udaremniony. 5 listopada, Dzień Guya Fawkesa, stał się wielkim świętem w Anglii i takim pozostaje. W okresach karencji, bandy biesiadników zakładały maski i nachodziły w środku nocy miejscowych katolików, domagając się piwa i ciastek na swoje uroczystości krzycząc: „Cukierek albo psikus!”. Guy Fawkes Day przybył do amerykańskich kolonii z pierwszymi angielskimi osadnikami. Ale do czasu Rewolucji Amerykańskiej, stary król Jakub i Guy Fawkes zostali prawie całkiem zapomniani. Zwyczaj „cukierek albo psikus” jednak, dawał ludziom zbyt wiele zabawy, by go porzucać, więc ostatecznie został przeniesiony na 31 października – dzień irlandzko-francuskiej maskarady. W Ameryce zaś, nie ograniczał się tylko do katolików. Mieszanka różnych tradycji, które znamy jako Halloween, ustaliła się w Stanach Zjednoczonych na początku XIX w. Do dziś nie jest ona znana w Europie, nawet w krajach, z których pochodzą jej poszczególne zwyczaje.
A co z czarownicami?
Cóż, są one jednym z ostatnich dodatków do święta. Branża kartek z życzeniami dodała je pod koniec XIX wieku. Halloween było już „upiorne”, więc dlaczego nie dać miejsca na kartkami z życzeniami czarownicom? Kartki na Halloween się nie przyjęły (chociaż ostatnio nastąpiło odrodzenie ich popularności), ale czarownice zostały. Pod koniec XIX wieku niedoinformowani folkloryści wprowadzili także „jack-o’-lantern” (lampiony). Myśleli, że Halloween pochodzi od druidów i pogan. Lampy wykonane z rzepy (nie tak jak obecnie – z dyni) były częścią starożytnych świąt celtyckich, więc zostały włączone do amerykańskich obchodów Halloween. Następnym razem, gdy ktoś będzie twierdził, że Halloween jest okrutnym fortelem, by wciągnąć twoje dzieci w kult diabła, proponuję opowiedzieć mu o prawdziwym pochodzeniu All Hallows Eve (Wigilii Wszystkich Świętych) i zaprosić go do odkrycia jego chrześcijańskiego znaczenia, a także do odkrycia znaczenia dwóch większych i bardziej znacząych katolickich świąt, które po nim następują.
_________________
o. Augustyn Thompson OP – wyświęcony w 1985 r., Jest profesorem historii w Dominikańskiej Szkole Filozofii i Teologii w Berkeley w Kalifornii, członek Core Doctoral Faculty of the GTU, American Catholic Historical Society, American Historical Association, American Society of Church History, The Medieval Academy of America, Iuris Canonici Medii Aevi Consociatio (International Society of Medieval Canon Law).
Tekst ukazał się w czasopiśmie uCatholic Tłumaczenie na język polski Templum Christi
Módl się z uszanowaniem i duchu pokuty, a więc na kolanach. Gdy bowiem podczas rozmyślania wolno przybierać postawę wygodniejszą, w modlitwie ustnej należy szukać umartwienia, o ile kogoś słabość lub zmęczenie nie wymawia. Doprawdy, jeżeli Estera, mając stanąć przed królem odzianym w purpurę i siedzącym na wspaniałym tronie, zadrżała i zemdlała od wielkiej czci i trwogi, jakże nie zadrży i nie uniży się biedny człowiek, stojący przed majestatem Bożym i przemawiający do Boga! Gdy zaś duch się uniża, niech się upokarza ciało. Czytamy, że gdy raz św. Małgorzata Maria Alacoque jeszcze w wieku dziecięcym odmawiała koronkę siedząco, rzekła do niej Najświętsza Panna: "Dziwi mnie, moja córko, że mi tak niedbale służysz", Patrz, aby i ciebie nie spotkał ten zarzut, dlatego przemawiaj do Boga w pokornej postawie, unikając poufałości lub wygody, chyba że cię słabość lub inna przyczyna zmusza do tego.
Redakcja Rzymskiego Katolikanie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katoliknie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
Jego Świątobliwość papież Leon XIV
Deus, ómnium fidélium pastor et rector, fámulum tuum Leonem, quem pastórem Ecclésiæ tuæ præésse voluísti, propítius réspice : da ei, quaésumus, verbo et exémplo, quibus præest, profícere; ut ad vitam, una cum grege sibi crédito, pervéniat sempitérnam. Per Dóminum...
____________________
Codziennie modlimy się Psalmami, tak jak polecił szukającym Boga święty Benedykt. Żeby było łatwiej iść w tej drodze, włączamy sobie w internecie transmisję audio modlitwy chórowej benedyktynów z Le Barroux (Francja): oficjum po łacinie, chorałowe, z Benedyktowym układem Psalmów i tradycyjnym kalendarzem: