Pages

______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

wtorek, 10 grudnia 2013

Wywiad z o. Cyprianem, przeorem benedyktynów z Silver City


o. Cyprian OSB
przeor klasztoru
Matki Bożej z Guadelupe
w Nowym Meksyku, USA
Z o. Cyprianem OSB, przeorem tradycyjnego benedyktyńskiego klasztoru Matki Bożej z Guadalupe w Nowym Meksyku, rozmawia Scott Jones, dyrektor szkoły Matki Bożej Zwycięskiej w Post Fall w Idaho.

Proszę Ojca, minęły 22 lata od momentu powstania klasztoru. Jak wyglądały jego początki i jakie były zasady, które doprowadziły Waszą wspólnotę do jej obecnego stanu?

– Zaczynaliśmy od zera po tym, gdy – że tak powiem – „przekroczyliśmy nasz Rubikon”, [tzn.] punkt, za którym nie było już odwrotu, żeby pozostać wierni Kościołowi i prawdziwej wierze. Cały czas byliśmy prowadzeni przez niezawodne światło, którym była wizja Jego Ekscelencji abp. Lefebvre’a. Znakomity duchowny, wielki wśród wielkich, wzór, za którym należy podążać i naśladować go, ale przede wszystkim rozumieć. Idąc jego śladem, opieram się na jego nauczaniu, kazaniach i konferencjach, które słyszałem na własne uszy, na jego radach skierowanych do mnie osobiście i na jego pismach, które stanowiły ich potwierdzenie. Dodam, że dziś jest tylko jeden sposób, żeby wcielać te wskazówki w życie: podążać za opatrznościowo ustanowionymi przez niego następcami, za kierownictwem najbardziej zbawiennego dla Kościoła dzieła Arcybiskupa – Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Obecnie jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej jesteśmy przekonani o słuszności tej drogi. Arcybiskup zachęcał mnie do podążania nią jako benedyktyn i jako kapłan, który osobiście został przez niego wyświęcony z miłości do Kościoła i dla jego zdecydowanej obrony, i aby uczynić niewykonalne – ustanowić małe oazy prawdziwej wiary zgodnej z Tradycją. Klasztor chce być taką oazą, gdzie, od niczego się nie dyspensując, Kościół pozostaje żywy. Żyje tradycją, doktryną, żyje w miłosierdziu, które kształtuje wiarę, żyje oddając cześć Bogu tak, jak On chce być czczony – zgodnie z Jego odwiecznymi nakazami, zgodnie z Bożym Objawieniem wyrażonym w świętej liturgii.

Jakie plany ma obecnie Wasza wspólnota?

– Szerokie: zamierzamy rozbudować nasz klasztor. Chodzi o to, żeby nadążyć za napływem postulantów. Trwają wzmożone prace budowlane; bracia pracują nad tym, aby podwoić nasze możliwości lokalowe i usilnie proszą przyjaciół, aby nam w tym pomogli. Nie ma wystarczającej liczby cel dla wszystkich zakonników, kaplica jest zbyt mała dla wspólnoty zakonnej i wiernych, podobnie jak refektarz. Ten klasztor stał się dla nas zbyt mały. Najbardziej leży nam na sercu ułatwienie wzrostu [naszej wspólnoty] i otwarcie się nań – i tak, przy rosnącej liczbie powołań, będzie jeszcze przez jakiś czas.

Mówi się o otwarciu kolejnych klasztorów w USA, być może tutaj, w Idaho. A może to tylko pogłoska?

– Ta pogłoska jest prawdziwa. Zastanawiamy się nad miejscem, w którym będzie można ustanowić przynajmniej jeszcze jedną fundację, jak w terminologii zakonnej określa się nowy klasztor. Otrzymaliśmy wiele propozycji i jesteśmy otwarci na ten pomysł. Jednak najpierw musimy umocnić nasz obecny klasztor w Nowym Meksyku. Wówczas – ufajmy, że w niedalekiej przyszłości – z błogosławieństwem Boga, gdy staniemy się opactwem i domem macierzystym, wyślemy mnichów w inne miejsca, żeby otworzyć kolejne klasztory.

Wspomniał Ojciec o napływie postulantów: czy wszyscy pochodzą z USA?

– W większości tak. To owoc wydany przez ojców i matki uczestniczących w tradycyjnej Mszy św., którzy ponieśli wielkie ofiary, aby zbudować wyjątkowe rodziny w tych szczególnych czasach. Młodzi ludzie, którzy pukają do drzwi naszego klasztoru, to znakomite powołania. Tej jesieni, ze względu na bardzo trudne warunki, ograniczyliśmy liczbę przyjęć, dokąd nie będziemy mieli więcej miejsca. Mamy nadzieję, że będziemy mogli przyjąć więcej kandydatów, gdy zrobimy postępy w pracy nad rozszerzeniem naszego dzieła.

Mówi się, że zbiórka funduszy za pomocą sprzedaży kawy (mnisi otworzyli palarnię kawy Abbey Roast – przyp. red.) wystartowała z sukcesem.

– Wygląda na to, że ten prosty pomysł znalazł szerokie uznanie, stając się dla nas wielką pomocą, gdy chodzi o zaradzenie potrzebom materialnym. Odzew był ogromny. Nasz cel jest bardzo prosty: zakup opakowania kawy równa się jednemu kamieniowi dołożonemu do naszych nowych budynków. Jesteśmy bardzo wdzięczni naszym dystrybutorom – takim jak pan!

Czy są inne sposoby, żeby wierni mogli pomóc?

– Utrzymujemy się przy życiu dzięki modlitwom naszych przyjaciół. To jest największa pomoc. Reorganizujemy także apostolat związany z rozsyłanym katalogiem produktów z naszego sklepiku, który powinien być gotowy przed nadchodzącymi Świętami Bożego Narodzenia. Cieszymy się ze współpracy wydawniczej ze szkołą Matki Bożej Zwycięskiej, której efektem jest udostępnienie reprintów trudno dostępnych klasycznych pozycji książkowych z dziedziny duchowości oraz oferta dewocjonaliów z wizerunkami ulubionych świętych. Benedyktyńskie sakramentalia pełnią najważniejszą rolę w apostolacie tego katalogu, wespół z tradycyjnymi pomocami edukacyjnymi.

Czy rekolekcje i obozy dla chłopców nadal są ważną częścią klasztornego apostolatu?

– Przez cały rok z otwartymi rękami witamy mężczyzn w każdym wieku, a także niewielkie grupy chłopców. To, co najlepszego możemy im zaoferować, to możliwość spędzenia tygodnia lub dwóch wśród mnichów i pełnego – lub w takim zakresie, w jakim tego pragną – uczestniczenia w naszym benedyktyńskim życiu. To nasze życie jest naszym kazaniem. To samo dobro z radością możemy zaproponować rekolektantom, np. codzienną Mszę św. i sakramenty, wspólną pracę z mnichami, dostęp do biblioteki i rekreację (jeśli wędrówki po górskich szlakach ich odstraszą).

Jak podsumowałby Ojciec te dwie minione dekady historii klasztoru?

– Od pierwszego dnia to była walka. Jest to zgodne z uznaną tradycją historyczną! Jesteśmy naprawdę niczym… W oczach współczesnego świata mnisi są bezużyteczni, w najlepszym razie są ciekawostką. Powszechny zanik gorliwości i zaangażowania religijnego to zaledwie dwa z najważniejszych skutków współczesnego upadku. Współczesne społeczeństwo już nie przyjmuje za swoje religijnych ideałów tak, jak niegdyś. Dlaczego więc chcemy podążać tą drogą? Ponieważ w oczywisty sposób jest wolą Boga, by istnieli mnisi, zakonnicy konsekrowani do życia na Bożą chwałę, wielbiący Go w prawdzie, żyjący tylko po to. Wielokrotnie musieliśmy świadczyć, że jesteśmy przekonani do naszej misji. Wyzwania czynią nas silniejszymi i bardziej zjednoczonymi w naszym postanowieniu przestrzegania zasad, które stworzyły wielkich świętych i męczenników. Miłość do Kościoła, do jego boskiej natury i widzialnej struktury, umiłowanie autorytetu, cnota posłuszeństwa, cnota wytrwałości; były małe krzyże do niesienia i dotyczyły tych spraw, które nie są błahe. Nasze oczy są skierowane ku niebu, ponieważ jedynie Bóg mógł uczynić to, co stało się w tym klasztorze – po ludzku rzecz biorąc to nie było możliwe. Ćwiczymy się w pokładaniu ufności w Jego Opatrzność w naszych potrzebach, wiedząc, że Bóg będzie dawał nam środki do dalszej pracy tak długo, jak pełnienie Jego woli będzie naszym jedynym celem. Ojciec Niebieski był bardzo hojny dla naszej społeczności, a modlitewna wdzięczność jest istotą naszej codziennej Mszy św. i wszystkich ośmiu godzin brewiarza. Znajdujemy w nich nie tylko siłę do dalszej pracy, ale także radość ze służenia oraz z tego, że przynależymy do naszego pokolenia. W tych ciężkich czasach wydaje się to trudnym zadaniem, ale relatywnie rzecz biorąc, to, co do nas należy, jest małe i proste, „bo jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie”. Bogu zawsze należy się większa część, bo to jest Jego dzieło, Kościół jest Jego, to jest prawdziwa natura chwały wynikającej z bycia dla samego Boga. Z bezgraniczną ufnością oddałem Mu naszą wspólnotę w najpiękniejszych konsekracjach, jakimi dysponuje Kościół – ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa, Niepokalanego Serca Maryi, św. Józefa, św. Benedykta i przy wielu innych okazjach, kiedy jest czas, aby przystanąć w środku naszej pracy i ofiarować Bogu wszystko czym jesteśmy i wszystko co mamy. Matka Boża z Guadalupe jest matką naszej klasztornej rodziny i jeśli będziemy wierni tak, jak Ona była wierna, to nie zbłądzimy, i z łaską Bożą wspomoże nas, abyśmy nigdy nie porzucili naszej wyższej i niezmiennej misji.

Źródło informacji: http://news.fsspx.pl/

0 komentarze:

Prześlij komentarz



______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________