_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

wtorek, 13 października 2020

Oddani Strażniczce wiary – wywiad z bp. Bernardem Tissier de Mallerais


1 listopada br. Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X będzie świętować jubileusz półwiecza istnienia, jednak jego historia jest trochę dłuższa. 13 października 1969 r. w szwajcarskim Fryburgu grupka seminarzystów rozpoczęła studia pod kierunkiem abp. Lefebvre. Ze skromnych początków i po nieśmiałych próbach w dniu Wszystkich Świętych 1970 r. – tego dnia bowiem biskup Fryburga potwierdził swoim podpisem dekret założycielski – powstało zawiązane pod patronatem wielkiego papieża stowarzyszenie kapłańskie, które stopniowo rozszerzyło swoją działalność na wszystkie części świata. 

Wśród pierwszych seminarzystów był m.in. dzisiejszy biskup pomocniczy Bractwa Św. Piusa X, Bernard Tissier de Mallerais. Redakcja „Das Mitteilungsblatt”, miesięcznika dystryktu Niemiec, zwróciła się do niego z kilkoma pytaniami na temat tego pierwszego roku akademickiego.

Ekscelencjo, przed 50 laty, 13 października 1969 r., rozpoczął Ekscelencja studia filozoficzno-teologiczne w szwajcarskim Fryburgu. Jak to się stało, że Ekscelencja zwrócił uwagę na abp. Lefebvre’a? Czy znał go już wcześniej?

W 1969 r. studiowałem jeszcze biologię w Paryżu. Z powodu posoborowego kryzysu nie mogłem wstąpić do żadnego francuskiego seminarium. Kilka lat wcześniej poznałem opata Ludwika Coache (1920–1994), który w 1968 r. prowadził w swojej parafii Montjavoult wielką procesję na Boże Ciało, wbrew zakazowi swojego biskupa.

Temu dobremu pasterzowi, który kilka lat później, w 1977 r., razem z ks. prałatem Ducaud-Bourget przywrócił tradycyjną Mszę św. w kościele St. Nicolas du Chardonnet w Paryżu i który stał się ważną osobistością wierną tradycyjnemu katolicyzmowi, wyjawiłem moje pragnienie zostania kapłanem. To on polecił mi spowiednika, ks. Łukasza Lefèvre’a (1895–1987), który w 1946 r. razem z ks. Wiktorem Berto (1900–1968) założył czasopismo „La Pensée Catholique” (Myśl katolicka). Wszyscy ci księża studiowali razem w Seminarium Francuskim w Rzymie, na Via Santa Chiara.

Ksiądz Lefèvre, mimo podobnie brzmiącego nazwiska, nie był spokrewniony z Arcybiskupem. Gdy mieszkałem w domu moich rodziców w Paryżu, spowiadałem się u niego. Opowiedział mi o abp. Lefebvrze, którego wtedy jeszcze nie znałem. Potem odwiedziliśmy go na paryskiej rue Lhomond w domu generalnym ojców Ducha Świętego, którego był przełożonym generalnym. Powiedział do mnie: „Tak, to dobrze, że pan chce zostać księdzem, ale ja nie mam wolnej chwili. Muszę kierować pięcioma tysiącami zakonników. Gdy znajdę wolną chwilę, zwrócę się do pana.” Minęły dwa lata, które poświęciłem na studia przyrodnicze. W 1969 r. dostałem od niego list.

Jaka sytuacja skłoniła Arcybiskupa, aby rozpocząć [swoje dzieło] w szwajcarskim Fryburgu, a nie w Rzymie?

Arcybiskup Lefebvre wcale nie chciał „rozpoczynać”. W tamtych latach wysłał około 20 młodych mężczyzn do Rzymu, do „swojego” seminarium Santa Chiara. Papieskie Seminarium Francuskie podlegało właśnie jemu jako przełożonemu generalnemu duchaczy. Wśród tych seminarzystów znajdowali się dzisiejsi księża Paweł Aulagnier i Jan Iwo Cottard, którzy później należeli do pierwszych członków Bractwa.

Lecz ci biedni seminarzyści w czasach posoborowych byli mocno prześladowani. Pewnego razu po tym, jak wyrazili życzenie, aby otrzymać tonsurę, zostali wezwani do rektora. Zaatakował ich: „Jesteście tradycjonalistami, integrystami. Nigdy nie otrzymacie święceń”. Taka była sytuacja w Rzymie!

Droga do święceń kapłańskich wydawała się zamknięta, poszli zatem do abp. Lefebvre’a, gdy ten zatrzymał się w Rzymie. Powiedzieli mu: „Proszę coś dla nas zrobić, jesteśmy w kropce!”.

Arcybiskup zastanawiał się wówczas, czy nie otworzyć ośrodka formacji duchowej dla takich seminarzystów, gdzieś w pobliżu klasztoru. Był zaprzyjaźniony z opatem opactwa Fontgombault, księdzem o nazwisku Jan Roy (†1978), który słynął z chorału gregoriańskiego. Były też inne pomysły.

Prowadzony przez dominikanów Wydział Teologiczny Uniwersytetu we Fryburgu wydawał się odpowiedni. Seminarzyści mogliby zamieszkać u duchaczy i uczęszczać na wykłady na uniwersytecie. Prowincjał odesłał jednak młodych seminarzystów, zarzucając im, że nie chcą współuczestniczyć we Mszy „po francusku”. Abp Lefebvre musiał szukać czegoś innego. Jego pomysłem było znalezienie biskupa dla seminarzystów, którzy po solidnych studiach zostaliby przezeń inkardynowani i wyświęceni. On sam był bardzo ostrożny. Był przekonany o konieczności kształcenia świętych księży, jednak obawiał się niepowodzenia.

Które osobistości miały wpływ na Arcybiskupa?

Uniwersytet we Fryburgu wydawał się mu odpowiedni. Powiedział sobie, a później także do nas: spróbujmy z miejscowym biskupem we Fryburgu, Franciszkiem Charrière’em (1893–1976), może przyjmie was do swojego seminarium. Biskup Charrière przyjął go serdecznie. Obaj prałaci poznali się w Senegalu. Biskup Charrière przybył na poświęcenie świątyni w Dakarze jako reprezentant hojnych katolików szwajcarskich, którzy umożliwili jej wybudowanie. W rozmowie bp Charrière przypomniał, że nie tylko prowadził wówczas długą ceremonię poświęcenia kościoła, lecz także udzielił sakramentu chrztu 50 osobom. W tym samym czasie abp Lefebvre oraz jeszcze inny biskup ochrzcili również każdy po 50 osób. „Byłem bardzo zmęczony, za to przepełniony radością” – wspominał bp Charrière.

Arcybiskup wyłożył przyczynę swojej wizyty: „Mam młodych mężczyzn, którzy chcą zostać kapłanami. Czy mogliby studiować w seminarium Jego Ekscelencji i uczęszczać na wykłady do dominikanów?”. Biskup Charrière odmówił: „Proszę pójść do Salesianum, interdiecezjalnego seminarium dla księży przy Uniwersytecie we Fryburgu”.

Arcybiskup Lefebvre przyjrzał się temu domowi i stwierdził, że regulamin nie jest tam przestrzegany. „Tutaj nie ma żadnych reguł, ten dom bardziej przypomina akademik niż seminarium!” – powiedział rektor.

Arcybiskup był zdruzgotany. Niedługo potem spotkał się we Fryburgu ze słynnym francuskim historykiem Bernardem Fayem (1893–1978), który jako kierownik francuskiej Biblioteki Narodowej za zezwoleniem rządu Vichy starannie badał archiwa masońskiego Wielkiego Wschodu Francji. To był „grzech śmiertelny”, za który biedny profesor został skazany na roboty przymusowe. Na szczęście udało mu się zbiec do Szwajcarii, gdzie żył na emigracji.

Ten starszy pan zaprosił kilka znamienitych osobistości: opata opactwa Hauterive ks. Bernarda Kaula, dominikanina Marię Dominika Philippe’a oraz urzędnika kantonalnego. Wszyscy ponaglali Arcybiskupa, aby sam wziął w swoje ręce kształcenie księży. Arcybiskup wskazał na swój wiek. Miał 64 lata i właśnie ustąpił z urzędu przełożonego generalnego, mieszkał jako emeryt w Rzymie, gdzie zajmował się opracowywaniem drobnych opinii dla Kongregacji Rozkrzewiania [Wiary] (obecnie Kongregacja ds. Ewangelizacji Narodów – przyp. red. WTK).

„Znajdę dobrego kapłana, który zaopiekuje się klerykami.” Lecz zebrane osoby tak bardzo nalegały na Arcybiskupa, że ten zdecydował ponownie udać się do biskupa miejsca. „Dosłownie zastawili na mnie sidła” – opowiadał. Jeśli bp Charrière się zgodzi, będzie to znak opatrzności Bożej. Następnego dnia, 6 czerwca 1969 r., biskup Charrière udzielił pozwolenia, a nawet zachęty, żeby otworzyć we Fryburgu konwikt dla przyszłych kleryków.

Jak konkretnie wyglądały pierwsze miesiące tej małej wspólnoty we Fryburgu?

My seminarzyści mieliśmy wielu zamiejscowych gości, którzy głosili dla nas krótkie wykłady. Mogę wymienić tylko kilka nazwisk: sędzia kantonalny Albert Vonlanthen, który wprowadził nas w prawo cywilne kantonu, profesor Fay z wykładami o masonerii, dojeżdżający z Brukseli opat Edmund Wery, profesor gimnazjalny, który miał bardzo dobre kontakty.

Przychodzi mi na myśl również „żebrak-milioner” Edgar Schorer. Ten potrójny doktor filozofii, medycyny i nauk prawnych odziedziczył wielki majątek, żył jednak bardzo skromnie i ubogo w swoim domu. Wzór umartwiania się. Był wielkim dobrodziejem misji. Michał de Penfentenyo z Cité Catholique przychodził, żeby nas wspierać na duchu. Ks. prałat Jan Rast, rektor bazyliki Matki Bożej Fryburskiej, został naszym spowiednikiem. Podczas nieobecności Arcybiskupa przychodził ks. Gerard des Lauriers OP i głosił dla nas wykłady z mariologii. Ojciec August Riviere CPCR również do nas przychodził, odprawiał dla nas Msze św. i prowadził wykłady o rekolekcjach ignacjańskich. Wszystkie te osobistości – wymieniłem tylko kilka z nich – bardzo nas wspierały.

Jakie szczególne wspomnienia wiąże Jego Ekscelencja z Arcybiskupem jako wzorem kapłana?

Arcybiskup każdego ranka odprawiał dla nas Mszę św. Żadnych niezwykłych gestów, nigdy nie było niczego wbrew rubrykom. Dawał nam dobry przykład prostoty i prawdziwej pobożności, która nie polega na zewnętrznej postawie, tylko na skromności i prostocie.

Co wieczór robił nam wykłady o życiu duchowym. Jak powinniśmy się modlić, jak mamy prowadzić codzienne rozważania. Mówił o obecności Ducha Świętego w duszy, o działaniu chrztu, o konieczności oddzielenia się od świata. Mówił o czterech ranach grzechu pierworodnego i napominał nas, żebyśmy prowadzili walkę duchową.

Arcybiskup Lefebvre był bardzo prostym i skromnym człowiekiem, łagodnym, lecz również zdecydowanym. Na przykład jego nakaz: „milczenie i żadnych spotkań po komplecie”. To obowiązywało też tego wieczora, gdy telewizja przekazywała relację o pierwszym lądowaniu na Księżycu. Muszę wyznać, że wtedy go nie posłuchałem. [uśmiech]

Jego Ekscelencja ukazuje w napisanej przez siebie biografii abp. Lefebvre’a różne czynniki, które miały wpływ na założenie Bractwa. W pierwszej kolejności było to „marzenie z Dakaru”. Czy Ekscelencja może wyjaśnić „intuicję” Arcybiskupa?

To marzenie (fr. rêve) czy też widzenie miało miejsce prawdopodobnie, jeśli się nie mylę, w 1958 r., kiedy Arcybiskup w swojej katedrze w Dakarze klęczał na Mszy św. w czasie podniesienia zatopiony w modlitwie. Nigdy nam o tym nie opowiadał i dopiero 8 grudnia 1989 r. tak napisał w przedmowie do swojej Podróży duchowej, cytuję:

O ile Duch Święty pozwoli mi przelać na papier te duchowe rozważania przed przyjęciem mnie, jeśli tak się Bogu spodoba, na łono Trójcy Przenajświętszej, ziści się w ten sposób marzenie, które zrodziło się pewnego dnia w moim sercu w katedrze w Dakarze. Marzenie, by przekazać, wobec postępującej degradacji ideału kapłańskiego, katolickie kapłaństwo naszego Pana Jezusa Chrystusa w całej jego doktrynalnej czystości i misyjnej miłości, takie, jakie nadał On swym apostołom i jakie Kościół Rzymski zawsze przekazywał, aż do połowy XX wieku.

Jak mógłbym zrealizować to, co jawiło mi się wówczas jako jedyny sposób na ożywienie Kościoła i chrześcijaństwa? To było jedynie marzenie, jednak rozumiałem już wówczas potrzebę nie tylko przekazywania autentycznego kapłaństwa i sana doctrina [‘zdrowej doktryny’ – przyp. red. WTK] zaaprobowanej przez Kościół, ale również wzniosłego i niezmiennego ducha katolickiego kapłaństwa i ducha chrześcijańskiego, nierozerwalnie związanych z wielką modlitwą naszego Pana, którą na wieki wyraża Jego ofiara na krzyżu.

Kapłańska prawda jest całkowicie zależna od tej modlitwy – właśnie dlatego zawsze nie dawało mi spokoju pragnienie przedstawienia środków prawdziwego kapłańskiego uświęcenia według fundamentalnych zasad doktryny katolickiej.

Jaką rolę odegrało Ecône w czasie przybyciu Jego Ekscelencji do Fryburga?

W 1969 r. abp Lefebvre znał Ecône, położone w kantonie Valais. Zwiedził już budynek, który nabyli tam pobożni świeccy. Otoczenie tchnęło spokojem, krajobraz był kojący. Widział to miejsce jednak raczej jako rodzaj nowicjatu, jako miejsce na rok duchowości. Rok przygotowania duchowego powinien być tym dla seminarzystów, czym dla zakonnika jest nowicjat.

Abp Lefebvre cierpiał z powodu braku przygotowania duchowego do studiów teologicznych w Santa Chiara w Rzymie. Traktował rok nowicjatu u duchaczy, który spędził jako młody kapłan w Orly, na południe od Paryża, jako wielką łaskę.

Arcybiskup Lefebvre w 1962 r. został wybrany na przełożonego generalnego Zgromadzenia Ducha Świętego, największego zakonu misyjnego liczącego ponad 5000 profesów. Jakie dziedzictwo duchaczy Arcybiskup przeniósł do Bractwa?

Przez nowicjat – duchową naukę Kościoła i przygotowanie do trzech ślubów zakonnych. Cnotę posłuszeństwa według nauki św. Tomasza z Akwinu.

Już wcześniejsze lata w Rzymie, spędzone w seminarium duchownym na Via Santa Chiara pod kierownictwem ojców duchaczy o nazwiskach Le Floch, Voegtli i Haegy, przyniosły Arcybiskupowi miłość do liturgii, wstręt do liberalizmu i żarliwe przywiązanie do nauczania papieży. Ci profesorowie seminarium pokazali mu błędy epoki i zapalili go do idei społecznego królestwa naszego Pana Jezusa Chrystusa. To wszystko bezpośrednio łączy się z kapłaństwem i ofiarą Mszy świętej. Wpływ miały również jego późniejsze doświadczenia jako misjonarza w Gabonie oraz jako biskupa misyjnego w Dakarze w Senegalu. Były to doświadczenia nawracania pogan przez łaskę Bożą, szczególnie przez ofiarę Mszy św.

Lata 1965–1969 są ujęte w biografii założyciela Bractwa autorstwa Jego Ekscelencji w rozdziale pod tytułem Karta oporu. Jaką postawę wobec II Soboru Watykańskiego prezentował abp Lefebvre, a od 1969 r. – wobec nowej Mszy? Czy jego stanowisko się zmieniało?

Jego poglądy nie tyle zmieniały się, co dojrzewały. Na przykład w odniesieniu do Mszy św. Pierwsze zmiany z 1965 r. początkowo zaakceptował, tak więc jako przełożony generalny duchaczy zaordynował, żeby nowicjusze mieli Mszę „po francusku” tylko raz w tygodniu. Musiał się z tym pogodzić, że wraz z soborem, już przed wprowadzeniem nowej Mszy, ołtarze zostały odwrócone i że zniknęła łacina. Jako przełożony generalny mógł jedynie ustalać granice, lecz jako założyciel Bractwa był wolny.

Dobrze pamiętam wigilię pierwszej niedzieli adwentu 1969 r.: abp Lefebvre powiedział nam: „Jutro przyjdzie nowa msza”. I zapytał nas: „Co zrobimy?” – jak gdyby sam nie wiedział, co ma zrobić! Odpowiedział: „Zachowamy starą mszę, prawda?”. My, wszyscy seminarzyści, zgodziliśmy się, bo przecież dlatego tam byliśmy.

W rzeczywistości chodziło w tym pytaniu nie tylko o Mszę św., lecz ogólnie o rewolucję, która pozostawała w sprzeczności z całą tradycją Kościoła.

Oczywiście znają Państwo jego deklarację z listopada 1974 r.:

Całym sercem i całą duszą należymy do Rzymu katolickiego, stróża wiary katolickiej oraz tradycji niezbędnych do jej zachowania, do wiecznego Rzymu, nauczyciela mądrości i prawdy. Odrzucamy natomiast i zawsze odrzucaliśmy pójście za Rzymem o tendencji neo-modernistycznej i neo-protestanckiej, która wyraźnie zaznaczyła się podczas II Soboru Watykańskiego, a po soborze we wszystkich z niego wynikających reformach.

Postrzeganie sytuacji i poprzez to również nazwanie przyczyn stawały się coraz bardziej jasne dla Arcybiskupa i, dzięki niemu, również dla większości ówczesnych seminarzystów.

Pielgrzymka z okazji 50. rocznicy początków we Fryburgu była poświęcona Matce Bożej z Bourguillon (niem. Bürglen), która jest czczona jako Strażniczka wiary. Jakie wspomnienia wiąże Jego Ekscelencja z tym sanktuarium?

Tę piękną małą kapliczkę położoną nad Fryburgiem seminarzyści często odwiedzali w niedziele razem z Arcybiskupem. To tutaj abp Lefebvre udzielił pierwszych niższych święceń. Pamiętam jeszcze, jak jechaliśmy tam dwoma samochodami 20 października 1969 r. Przy wejściu abp Lefebvre powiedział do nas: „Przeczytajcie, co tutaj jest napisane: «Strażniczka wiary». To jest nasz program!”. I weszliśmy. Wtedy powiedział: „Seminarium poświęcimy Matce Bożej Strażniczce wiary!”

W zakrystii mogliśmy zajrzeć do księgi pamiątkowej. Już podczas swojej wizyty w 1954 r. abp Lefebvre oddał swój apostolski wikariat pod opiekę Matki Bożej i modlitwie chorych z Bourguillon.

Znał Fryburg z tamtych lat. To bardzo mu pomogło w założeniu bractwa kapłańskiego w Szwajcarii.

Jego Ekscelencja jako młody człowiek poznał Arcybiskupa i pozostał wierny Tradycji Kościoła w trudnych czasach. Arcybiskup określił kiedyś Jego Ekscelencję – wraz z ks. Aulagnierem – jako swoich „aniołów”. Z tej wierności powstało dzieło, które oddziałuje na cały Kościół, daleko poza ścisły krąg Bractwa. Jakiej rady udzieli Jego Ekscelencja młodym ludziom, którzy zadają sobie pytanie, czego Pan Bóg od nich oczekuje?

Musicie modlić się. Módlcie się codziennie na różańcu i rozważajcie jego tajemnice. A gdy skończycie 16 lat, weźcie udział w ćwiczeniach duchownych św. Ignacego. Jeden krótki tydzień. Wtedy w ciszy i skupieniu otrzymacie światło co do swojej przyszłości. A gdy Pan Bóg powie wam w duszy: „Pójdź za Mną!”, odpowiedzcie, jak Matka Boża, jednym fiat! „Tak, bądź wola Twoja!”.

Ekscelencjo, dziękujemy za rozmowę.

____________________

ŹRÓDŁO INFORMACJI: https://news.fsspx.pl/2020/04/oddani-strazniczce-wiary-wywiad-z-bp-bernardem-tissier-de-mallerais/

poniedziałek, 12 października 2020

Czy Kościół stał się drzewem odciętym od korzeni?

Premierowy fragment najnowszej książki Pawła Lisickiego i Biskupa Athanasiusa Schneidera

Inspirując się św. kard. Newmanem, J.R.R. Tolkien porównywał Kościół do drzewa, które od dwóch tysięcy lat organicznie rozwija się, wyrastając z nasienia zasianego przez samego Chrystusa. Jednak po Soborze Watykańskim II niektórzy katolicy próbują zasadzić nowe drzewo, brutalnie odcinając wiarę od potężnego pnia dwutysiącletniej Tradycji.

Czy faktycznie mamy dziś do czynienia z zerwaniem ciągłości nauki katolickiej? Przeczytaj fragment najnowszego wywiadu Pawła Lisickiego z bp. Athanasiusem Schneiderem.

Paweł Lisicki: Chciałbym podać przykłady wypowiedzi współczesnych nauczycieli wiary wprost mówiących o ewolucji dogmatów. W swojej encyklice Humani generis Pius XII napisał: „Niektórzy sądzą, że nie obowiązuje ich nauka, jaką kilka lat temu, w oparciu o źródła objawienia, wyłożyliśmy w encyklice naszej, że mianowicie Mistyczne Ciało Chrystusowe i Rzymsko Katolicki Kościół są jednym i tym samym”. Jak wiadomo, encyklika ta została napisana w 1950 roku. Piętnaście lat później w konstytucji dogmatycznej Lumen gentium ta podana przez Piusa XII prawda ewoluowała. W 1965 roku Kościół uczył już nie o tym, że Kościół Chrystusa, czyli Kościół założony przez Chrystusa, i Kościół rzymskokatolicki rządzony przez papieża są tym samym, ale że „Kościół [Chrystusowy], ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim”. Słowo est – „jest” zostało zastąpione określeniem subsistit – „trwa”. Mamy tu do czynienia ze zmianą. Jak określiłby ją Ksiądz Biskup, odwołując się do tej miary, jaką są słowa Świętego Wincentego?

Bp. Athanasius Schneider: No cóż, na pewno mamy do czynienia ze zmianą. Nie jest to dosłownie i wprost sprzeczność, ale na pewno osłabienie tej prawdy, którą Kościół zawsze wyznawał: istnieje jeden Kościół założony przez Chrystusa, jeden święty i apostolski Kościół i on jest Kościołem katolickim. To twierdzenie z ósmego rozdziału Lumen gentium jest poważnym osłabieniem i zaciemnieniem tej prawdy.

Powtarzam, nie jest to wprost odrzucenie prawdy; to, że Kościół Chrystusa trwa w Kościele katolickim, nie jest po prostu niesłuszne, ale może prowadzić do błędnych, fałszywych, dwuznacznych wypowiedzi. Zdanie to może znaczyć tyle, że Kościół Chrystusa, Kościół, jakiego chciał Bóg, trwa w różnych wspólnotach i kościołach niekatolickich. Taka jest logiczna konsekwencja tej soborowej innowacji. To jest niebezpieczne i dwuznaczne, wymaga ciągle poprawnej interpretacji. Trzeba by mówić: Kościół Chrystusa jest Kościołem katolickim i trwa w nim. Samo określenie subsistit nie wystarcza.

Paweł Lisicki: Jednak według cytowanego przez Księdza Biskupa wcześniej Świętego Wincentego z Lerynu, jedyny prawdziwy wzrost polega na przechodzeniu od tego, co niewyraźne i niejasne, do tego, co jasne i wyraźne. Tymczasem tu następuje przejście w kierunku odwrotnym. Czyli w tekście soborowym nie mamy do czynienia z rozwojem, ale zaprzeczeniem rozwoju.

Bp. Athanasius Schneider: Dokładnie. To, co Sobór zrobił w tym fragmencie Lumen gentium, stanowi zaprzeczenie prawdziwego rozwoju. Zamiast wypowiedzenia prawdy w sposób bardziej jasny i piękny, otrzymaliśmy twierdzenie niejasne i niedokładne.

Paweł Lisicki: W tej samej encyklice Pius XII stwierdził: „Inni sprowadzają do czczej formuły konieczność przynależenia do prawdziwego Kościoła, aby można zbawienie osiągnąć” (HG 27). Tymczasem w rozmowie opublikowanej w 2016 roku przez Jacques’a Servaisa z Benedyktem XVI emerytowany papież stwierdza, że jeżeli chodzi o wiarę w to, że zbawienie można osiągnąć jedynie przez przynależność do prawdziwego Kościoła, to „nie ma wątpliwości, że w tej kwestii stajemy wobec głębokiej ewolucji dogmatu”. Benedykt stwierdza: „w drugiej połowie zeszłego [czyli XX] wieku ustaliła się niewzruszenie świadomość, że Bóg nie może pozwolić, by nieochrzczeni wydani zostali na potępienie”, bo nie jest to „rzeczywistą odpowiedzią na pytania ludzkiej egzystencji”. Innymi słowy: to, przed czym przestrzegał Pius XII, widząc w tym odejście od wiary, Benedykt uznał za naturalną „ewolucję”.

Bp. Athanasius Schneider: Małe zastrzeżenie. Nie chcę używać określenia „papież emeryt”, bo jest ono zupełnie nieznane całej tradycji kościelnej. Wolę mówić „były papież”, „wcześniejszy papież”. Otóż ta wypowiedź nie jest właściwa. Trzeba jasno powiedzieć, że brak chrztu stanowi niezwykle poważne zagrożenie dla zbawienia danej osoby. Oczywiście, ochrzczeni też mogą zostać potępieni, jeśli sprzeciwiają się woli Bożej. Trzeba powiedzieć jasno: ludzie nieochrzczeni, jeśli świadomie odrzucają Chrystusa, zostaną potępieni. Mówił o tym wyraźnie sam Jezus: „jeżeli nie uwierzycie, […] pomrzecie w grzechach swoich” ( J 8, 24). To sformułowanie: „Bóg nie może pozwolić, by nieochrzczeni wydani zostali na potępienie” i uznanie tego za „niewzruszoną świadomość” jest po prostu fałszywe. Jeśli ktoś świadomie odrzuca chrzest, podlega karze i potępieniu.

TEKST ZOSTAŁ OPRACOWANY NA PODSTAWIE KSIĄŻKI “WIOSNA KOŚCIOŁA, KTÓRA NIE NADESZŁA” BP. ATHANASIUSA SCHNEIDERA I PAWŁA LISICKIEGO, WYDANEJ PRZEZ WYDAWNICTWO ESPRIT, KRAKÓW 2020

piątek, 2 października 2020

Komunia św. na rękę - ratunek przed "pandemią" czy klęska Kościoła?

Ks. Stanisław Bartynowski SI: Konferencja o Wszechpośrednictwie Najświętszej Maryi Panny

 


Konferencja o Wszechpośrednictwie Najświętszej Maryi Panny


KS. Stanisław Bartynowski SI

 

––––––––


Pisma, rozpowszechniające w sposób praktyczny cześć czy to Najświętszego Serca Jezusowego, czy też Najświętszej Maryi Panny, zamieszczają zwykle podziękowania za otrzymane łaski, albo nawet opis poszczególnych wydarzeń, w których wysłuchanie prośby o jakąś łaskę ujawniło się w sposób bardziej nadprzyrodzony. Praktyka tych pism opiera się na tej psychologicznej podstawie, że człowiek w swoich nabożeństwach nie pozostaje zupełnie głuchym na potrzeby swej duszy i choć zna dobrze inne wyższe i szczytniejsze pobudki do czci Świętych, przecież często pozostaje pod wpływem swej osobistej korzyści, jaką spodziewa się odnieść z ćwiczenia się w pewnym nabożeństwie – stąd czuje się tym więcej pociągniętym do czci Serca Jezusowego czy też Matki Najświętszej im bardziej spodziewa się tą drogą upragnioną łaskę sobie wyjednać.


Chcąc przeto zachęcić się do ożywienia w nas czci Matki Najświętszej i do sprawienia aby ta cześć stała się tym wydatniejszą, zwróćmy dziś na to uwagę: ile łask możemy sobie przez Maryję u Boga wyprosić i przypomnijmy sobie, jak potrzebne jest Jej wstawiennictwo do wyjednania jakiejkolwiek łaski.


Wiara w znaczenie pośrednictwa Matki Najświętszej przed tronem Bożym jest od pierwszych wieków chrześcijaństwa w Kościele znana. Wszakże na tej wierze opierają się tytuły, jakimi wierni zowią Najświętszą Maryję Pannę: Panną łaskawą, Wspomożeniem chrześcijan, Ucieczką grzesznych, Uzdrowieniem chorych – w ogóle Matką nieustającej Pomocy. Kościół wszystkie te tytuły nie tylko pochwalał i zatwierdzał, ale nawet w ostatnich latach ułożył osobną Mszę św. i oficjum brewiarza ku czci Matki Boskiej jako Pośredniczki łask wszelkich. Owszem, pod tym tytułem osobne nawet święto ustanowił, przeznaczając na nie ostatni dzień maja – chcąc niejako w ten sposób zapewnić wiernych czcicieli Maryi, że to wszystko, co w tym miesiącu ku Jej czci uczynią, nie minie bezowocnie, ale im zdroje nowych łask otworzy.


Podobnie jak wiara w Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny od setek lat utrzymywała się w Kościele, a dopiero w połowie zeszłego stulecia został ten przywilej Matki Najświętszej jako dogmat ogłoszony – tak też prawda o wszechpośrednictwie Maryi dotychczas nie jest jeszcze artykułem wiary, ale jak słusznie możemy się spodziewać, może już niebawem zostanie jako dogmat ogłoszona. Zanim to nastąpi, rozważmy dziś racje, na których to prawie powszechne przeświadczenie o wszechpośrednictwie Maryi się opiera.

 

I.


Z chwilą śmierci Chrystusa na krzyżu dzieło odkupienia rodzaju ludzkiego było dokonane i przepaść, jaką grzech utworzył między Bogiem a ludźmi, wyrównana – a zarazem został zdobyty skarb nieskończonych zasług, które nam umożliwiają zapoczątkowane w nas życie nadprzyrodzone rozwijać i udoskonalać. Ale dzieło zbawienia ludzi nie zostało jeszcze na krzyżu spełnione, potrzeba bowiem było, aby owoce odkupienia i zasług Chrystusowych dostały się do dusz poszczególnych, albowiem jedynie przez te zasługi dusze ludzkie mogą stać się dziećmi Bożymi i zbawienie swoje osiągnąć. Dlatego to Chrystus Pan dzieło zbawiania dusz dalej prowadzi i spełnia je za pośrednictwem Kościoła: przez szafowanie sakramentów i przez wstawianie się za nami modlitwą swą do Ojca, który jest w niebiesiech – w ten sposób w Kościele i przez Kościół dzieło zbawiania ludzkości swój cel osiąga.


Otóż jest dogmatyczną prawdą, że Matka Najświętsza od początku do końca była ze Synem swym w Jego zbawczej pracy najściślej złączona, i że z Nim w tym dziele rzeczywiście współdziałała na ziemi. Dlatego samo z siebie nasuwa się pytanie, czyżby Maryja nie miała również w niebie wpływu i udziału w rozdawnictwie łask, wysłużonych nam na krzyżu, aby w ten sposób dzieła zbawienia ludzi, wspólnie ze swym Synem rozpoczętego, razem z Nim także dokonywać?


Zanim twierdząco na to pytanie odpowiemy, wypada nam pierwej określić charakter pośrednictwa Maryi i zakres tegoż.


Św. Paweł pisze wprawdzie (1 Tym. 2, 5), że jeden jest pośrednik między Bogiem a ludźmi człowiek Chrystus Jezus. Lecz z tego, że Jezus Chrystus jest jedynym pośrednikiem doskonałym, który jeden tylko wydając się na śmierć za nas, mógł dokonać pogodzenia rodu ludzkiego z Bogiem – nie wynika bynajmniej, aby nie mogło być innych pośredników między Bogiem a ludźmi, podporządkowanych Chrystusowi i sprawujących to pośrednictwo w Jego imieniu oraz mocą od Niego otrzymaną. Nie ma racji, aby niższe czynniki nie miały się przyczyniać do pojednania człowieka z Bogiem: już to przygotowując pośrednictwo Chrystusa, już też pomagając duszy do skorzystania z niego.


Przeciwnie – przecudna harmonia, objawiająca się w tym, że Pan Bóg zawsze naturę łączy z łaską i posługuje się stworzeniami, aby za ich pośrednictwem prowadzić ludzi do nadprzyrodzonych celów, niejako wymagała, aby nam swoich łask zbawczych udzielał za pośrednictwem czynników drugorzędnych, działających, jakby na mocy delegacji. W tym celu przecież ustanowione zostało w Kościele kapłaństwo, aby przez ofiarę Mszy św., przez sakramenty i nauczanie udzielać ludziom łask, wysłużonych na krzyżu, przez głównego pośrednika Jezusa Chrystusa. – Prócz tego, także sprawiedliwi na ziemi mogą przez swoje modlitwy i zbawienne uczynki sprowadzać z nieba łaski na swoich bliźnich. Dlatego też Apostoł narodów kilkakrotnie (w liście do Rzymian i do Tesaloniczan) poleca siebie modlitwom wiernych – a przeto, prócz jednego, głównego pośrednika, sam uznawał jeszcze innych.


Szczególnie zaś święci a przede wszystkim Matka Najświętsza są takimi pośrednikami naszymi przed tronem Bożym. Lecz w jakim stosunku stoi ich pośrednictwo do pośrednictwa Chrystusa?


Pośrednictwo Chrystusa, jako Zbawiciela, polega na Jego mocy Bożej, na dokonanym przez Niego dziele odkupienia i na Jego nieskończonych zasługach, wskutek których nawet co do swej ludzkiej natury nabył najściślejsze prawo do wszystkich łask przez siebie wysłużonych. Dlatego Jego orędownictwo – jak powiada teolog Scheeben, posiada prawdziwie moc prawną, królewską i kapłańską.


Pod tym względem pośrednictwo Maryi stoi niżej, albowiem Ona oręduje za nami tylko przez Chrystusa, przez Jego zasługi i mocą od Niego otrzymaną. – Mimo to pośrednictwo Maryi wyrasta niesłychanie ponad pośrednictwo wszystkich innych Świętych. Kiedy bowiem ci wstawiają się za nami jako mili słudzy i przyjaciele Chrystusa – Maryja opiera swoje prośby na prawie macierzyństwa Bożego – Jej prośby są prośbami najlepszej Matki, skierowanymi do najwdzięczniejszego Syna, które dla Niego są jakby rozkazem. Toteż z powodu wyjątkowego stanowiska Maryi i najbliższego stosunku do Trójcy Przenajświętszej – a zarazem z powodu Jej osobistego współudziału w dziele odkupienia, prośby Jej poniekąd uczestniczą w charakterze prawnym wstawiennictwa Chrystusowego. Wskutek czego zakres Jej orędownictwa rozciąga się tak szeroko, jak królestwo Chrystusowe, tj. na wszystkie stany i na wszystkich ludzi – pod względem skuteczności swej orędownictwo Maryi więcej zdoła wyjednać, niż prośby wszystkich Świętych razem tak, że jak powiada Suarez, gdyby na jednej szali umieszczono modlitwy całego nieba, a na drugiej jedną prośbę Matki Najświętszej, to Jej jedynej modlitwa więcej by wskórała przed Bogiem.


Mimo to wszystko, mówiąc o pośrednictwie Maryi, mamy zawsze na uwadze podporządkowanie Jej pośrednictwa pośrednictwu Chrystusa Pana i bynajmniej nie twierdzimy, iżbyśmy nie mogli żadnej łaski wyprosić sobie u Boga, gdybyśmy o nią nie prosili zarazem Matki Najświętszej – albowiem jak Pan Bóg niezliczonych swoich łask nam udziela, mimo że o nie w szczególności nie prosimy, tak też i Matka Najświętsza przychodzi nam często z pomocą, chociaż w tej sprawie, w której się za nami przyczyniła, wcale nie uciekaliśmy się do Niej.


Również słowo "wszechpośrednictwo Maryi" bynajmniej nie może nasuwać nam przypuszczenia, jakoby Pan Bóg w rozdawnictwie swych łask był w jakikolwiek sposób od Maryi zależny. Wszechpośrednictwo Maryi w tym znaczeniu, w jakim jest teraz przez teologów rozbierane, oznacza tylko, że na podstawie tego, co z Pisma św. i Tradycji wiemy o Matce Najświętszej, od szeregu wieków jest w Kościele bardzo rozpowszechniona opinia, na podstawie której Pan Bóg, zachowując najzupełniejszą swobodę w rozdawnictwie swych łask, faktycznie nie inaczej ich duszom udziela, jak tylko za przyczyną Maryi, i że wskutek tego każda łaska Boża nam udzielona przez Jej ręce przechodzi. To pobożne mniemanie jest tak w Kościele rozpowszechnione, że można je nazwać proximum fidei czyli bliskim podniesienia go do rzędu dogmatu. Oto bliższe tego racje.

 

II.


Dzieło zbawienia ludzi obejmuje nie tylko zadośćuczynienie, które Chrystus złożył Majestatowi Bożemu za grzechy świata przez swoje życie, mękę i śmierć na krzyżu – ale nadto obejmuje owoce odkupienia tj. łaski potrzebne do osiągnięcia wiecznej szczęśliwości, które nam Chrystus na krzyżu wysłużył. Całe więc dzieło zbawcze Chrystusa Pana, którego poszczególna dusza dostępuje, gdy osiąga wieczną szczęśliwość, przedstawia się jako jednolita, z góry obmyślona całość.


Otóż Matka Najświętsza współdziałała w pierwszym stadium tegoż dzieła aż do śmierci Chrystusa na krzyżu, to znaczy w zadośćuczynieniu za grzechy i w wysłużeniu łaski – a współdziałała w tym dziele w całej jego rozciągłości... Czyż miałoby teraz zabraknąć Jej udziału w drugiej części tego jednolitego dzieła, która polega na zastosowaniu owoców odkupienia do duszy? Czyż nie domaga się sam rozum, aby Maryja uczestniczyła także w rozdawnictwie łask poszczególnym duszom, i to w całej rozciągłości, w jakiej one wysłużone zostały na krzyżu, skoro Ona w Najświętszej Ofierze Syna swego najściślejszy udział wzięła? Czyż wykluczenie Maryi od tego współudziału – czego zresztą żadną racją uzasadnić nie można – nie byłoby jakimś dysonansem w przecudnej harmonii odkupienia?


Wszakże Maryja dała Synowi Bożemu to właśnie ciało, które zostało ofiarowane za nas na krzyżu, aby nam wszystkie łaski wysłużyć – a tym samym wspólnie ze swoim Synem Jezusem otworzyła nam samo źródło łask Bożych – czyż nie miałaby teraz w nierozłącznym z Nim zjednoczeniu pracować nad tym, aby wszelkie wody łask, jakie z tego źródła tryskają, do nas się dostawały?


Pomnijmy nadto, że Pan Bóg niesłychanie wyniósł Maryję, dając Jej za syna Tego, który był równocześnie jednorodzonym Synem Bożym i że tegoż Syna wspólnie razem z Nią posiada – czyż nie miałby teraz udzielić Jej daleko mniejszej rzeczy, przypuszczając Ją do współrozdawnictwa wszystkich łask, szczególnie dla tej racji, że Syn Boży dlatego tylko wziął ciało swe z Maryi i stał się Jej synem, aby mógł nas zbawić, a więc potrzebne do tego łaski nam wysłużyć i tychże nam użyczyć?

 

III.


Do tego samego wniosku dojdziemy, rozpatrując tę kwestię ze stosunku Maryi do Ewy. Maryja, jako druga Ewa zajmuje analogiczne stanowisko w dziele odkupienia czyli naprawy rodzaju ludzkiego – do stanowiska, jakie zajęła Ewa, przyczyniając się osobiście do jego zguby. Toteż Pan Bóg, postanawiając w swym odwiecznym planie odkupić świat przez wcielenie Syna swego, i wyznaczając Temuż Maryję za Matkę, przeznaczył Ją tym samym za pośredniczkę w tym dziele i w pierwszej zaraz chwili po upadku pierwszych rodziców zapowiada tę rolę pośrednictwa Maryi w słowach wyrzeczonych do szatana pod postacią węża: Żeś to uczynił przeklętyś... Położę nieprzyjaźń między tobą a między Niewiastą, między nasieniem twym a nasieniem Jej; Ona zetrze głowę twą, a ty czyhać będziesz na piętę Jej (Ks. Rodz. 3, 14). Słowa te zawierające pierwszą zapowiedź zesłania Mesjasza, według wszystkich egzegetów wskazują na Maryję, mianowicie na Jej pośrednictwo w dziele Odkupienia. – Na to samo również wskazuje klasyczny paralelizm między Adamem a Chrystusem, przeprowadzony w listach św. Pawła do Rzymian i Kolosan, z którego wypływa drugi paralelizm między Ewą a Maryją.


Jak bowiem w upadku człowieka Adam i Ewa, tak w jego naprawie Jezus i Maryja tworzą dwie nierozdzielne grupy, i już od czasów apostolskich najpoważniejsi świadkowie Objawienia wciąż je nawzajem sobie przeciwstawiają. Tę myśl tradycyjną tak streszcza kardynał Newman (Du culte de la Sainte Vierge dans l'Eglise catholique): W Starym Testamencie Ewa miała stanowisko wyraźnie określone i to istotne. Wprawdzie losy rodzaju ludzkiego spoczywały na Adamie, on był naszym przedstawicielem, w nim to wszyscy upadliśmy. Gdyby sama Ewa zgrzeszyła, a Adam wytrwał w dobrem, nie bylibyśmy stracili nadprzyrodzonych przywilejów, które mu dane były jako naszemu ojcu. Choć więc Ewa nie była głową rasy ludzkiej, miała jednak względem niej zadanie, jej osobie tylko właściwe; tak samo też otrzymała specjalną rolę w próbie, jakiej Adam został poddany i w jego upadku. Jak zatem Ewa współdziałała nie tylko w grzechu samego Adama, ale jako matka rodzaju ludzkiego była tym organem, przez który grzech Adama przez rodzenie przechodził na całe jego potomstwo – a więc była pozytywną przyczyną sprawczą grzechu – podobnie Maryja musiała współdziałać nie tylko przy zapoczątkowaniu Odkupienia tj. przy daniu światu Zbawiciela, ale winna była służyć temuż Zbawicielowi jako organ, aby poszczególni ludzie mogli życie łaski odzyskać, rozwijać je w sobie, zachować od utraty i szczęśliwie do kresu wiecznego doprowadzić – a to właśnie czyni Maryja przez swoje pośrednictwo w zjednywaniu nam wszystkich łask Bożych od urodzenia naszego aż do chwili skonu.


Jak Ewa była nierozłączną towarzyszką i uczestniczką płodności Adama – tak Maryja, jako druga Ewa, została dana nowemu Adamowi, Chrystusowi za nierozłączną towarzyszkę i współuczestniczkę Jego płodności nadprzyrodzonej.


Ten paralelizm między Ewą a Maryją jest streszczeniem nauki św. Ignacego z Antiochii, św. Justyna, św. Ireneusza, dla których – jak mówi Harnack – "rola Maryi w naprawie zniszczonego dzieła nie należy bynajmniej do spekulacji teologicznej, ale do istoty religii" (Tekste und Untersuchungen, c. 31, str. 66). Po Soborze Nicejskim podobnych świadków można coraz więcej wskazywać np. św. św. Chryzostoma, Cyryla Jerozolimskiego, Efrema, Jana Damasceńskiego, Hieronima i Augustyna, których lapidarne wypowiedzenia się w tej sprawie jak: mors per Evam, vita per Mariam naukę o pośrednictwie Maryi zgodnie głoszą.


Współdziałanie przeto Maryi w otrzymywaniu przez nas wszelkich łask Bożych czyli Wszechpośrednictwo Maryi jest postulatem koniecznie wypływającym z Jej odwiecznego przeznaczenia na pośredniczkę zbawienia – które jest dla Niej prawdziwą racją bytu.

 

IV.


Maryja przez najzupełniejsze złączenie ofiary ze siebie samej wraz z ofiarą krzyżową Syna swego za zbawienie nasze wraz z Nim w naszym zbawieniu najściślej współdziałała, a zatem stała się naszą współodkupicielką i ze swej strony przyczyniła się do wysłużenia nam łask potrzebnych do zbawienia.


Uprzytomnijmy sobie chwilę tej wspólnej ofiary: Przez zgodę na wcielenie się Syna Bożego, Maryja w tajemnicy Zwiastowania wchodzi w rolę Pośredniczki i jednoczy się z Boskim Odkupicielem tak ściśle, że już nic Jej odtąd od Niego nie rozdzieli. Od tej chwili dla Niego tylko chce żyć i dla Jego dzieła tj. dla zbawienia ludzi. Słowa Symeona: Ten położon jest na znak, któremu sprzeciwiać się będą, wyrażają głośno, co Maryja w sercu odczuwa, gdy ofiarowuje dziecię Jezus w świątyni, wiedząc o tym, że ofiarowuje Go za grzechy świata, że zostanie kiedyś zabity jako ofiara – i że ten sam miecz ofiarny przebije także Jej macierzyńskie serce. To pierwszy Jej krok na drodze całopalnej ofiary, – teraz ostatni: Chrystus powoli wchodzi na Golgotę. Sam wydaje się w ręce oprawców, poddaje się biczowaniu, cierniom, gwoździom, włóczni oraz tym okropnym zniewagom i męce wewnętrznej, jaką przy tym w duszy poniósł... Spójrzmy teraz na Maryję... W milczeniu, jak przystało na istotę, która w tej tragedii odgrywa drugorzędną rolę, a która cała pogrążona w cierpieniu, bierze jednak rzeczywisty udział w męce Syna i krok w krok idzie za Nim na Golgotę. W tej najważniejszej dla świata chwili Maryja odnawia zupełnie dobrowolnie swe pierwsze przyzwolenie, dane w chwili Zwiastowania. Tekst ewangeliczny z powściągliwością odpowiadającą powadze sceny, zaznacza tylko w kilku słowach pełną szlachetności, bohaterstwa i mocy ducha postawę Maryi, mówiąc: i stała podle krzyża Matka Jego. Nie zapominajmy, że jest Matką Jezusa i że przywilej Niepokalanego poczęcia nie wyzwolił Jej z pod prawa, które – jako karę za grzech – nakładało na ludzi cierpienie, – a rola współodkupicielki jeszcze tym bardziej Ją temu prawu poddała. Nie próbujmy nawet mierzyć otchłani niezgłębionego bólu, który ponosiła w tych chwilach Matka Bolesna – bo tego nikt nie wysłowi, ani Ewangeliści nawet o wyrażenie tego się nie pokusili. Jeden tylko z nich, ten właśnie, któremu dopiero co Jezus umierający oddał w opiekę swą Matkę i który był świadkiem, jak Ona swymi nerwami odczuwała każdy ból swego Boskiego Syna, zanotował z wymowną krótkością, że Maryja aż do skonania Jezusa nie upadała pod brzemieniem boleści, ale pod krzyżem mężnie stała. A dlaczego to – zapytuje tradycja, – komentując słowa Ewangelisty? Oto aby zjednoczyć swą dobrowolną ofiarę z ofiarą Boga Ojca, który nie przebacza własnemu Synowi, lecz wydaje Go na śmierć. I Maryja ofiaruje Go także na śmierć, mówi św. Bonawentura, i gotowa dokonać sama tej ofiary, gdyby kaci zawiedli, podobnie jak Abraham gotów był to uczynić z Izaakiem.


Podobnie jak Chrystus na krzyżu, z którym jest tak ściśle złączona i Ona jest jednocześnie ofiarnikiem i ofiarą i dlatego może słusznie być nazwana Współodkupicielką – z tą jednak różnicą, że co Chrystus wysłużył nam w ścisłym znaczeniu tj. de condigno i do czego nabył prawo ze względów sprawiedliwości, to Maryja wysłużyła nam de congruo, tj. ze względów słuszności. Ale z tego właśnie wyniknęła odpowiednia Jej rola w rozdawnictwie łask wszystkich, wysłużonych wspólnie z Chrystusem:


On rozdaje łaski wysłużone przez Siebie na krzyżu, gdyż ta rola należy Mu się z prawa, – Maryja zaś bierze udział w tym rozdawnictwie tylko ze względu słuszności, tj. w miarę uczestnictwa swego w dziele Odkupienia. Ponieważ jednak Chrystus Pan przez Mękę i śmierć swoją wysłużył nam wszystkie łaski bez wyjątku, przeto i orędownictwo Maryi jest powszechne, to znaczy obejmuje wszystkie łaski wysłużone na krzyżu, czyli całe dzieło zbawienia.


Tę samą naukę głoszą, jak już wspomniałem, Doktorowie Kościoła i Święci pierwszych 5-ciu wieków – ta sama nauka utrzymuje się i rozwija w wiekach średnich – to samo przebija w encyklikach nowszych papieży. I tak: Pius VIII w bulli Praesentissimum przypomina, że Maryja jest naszą Matką, a to dlatego, że Chrystus Pan, umierając na krzyżu, powierzył Jej nas w tym celu, aby bez przestanku orędowała do Syna, podobnie jak Jej Boski Syn czyni to, wstawiając się za nami do swego Ojca.


Tę samą myśl rozwija Grzegorz XVI. Zaś Pius IX w encyklice Ubi primum powiada: "Taka jest wola Boga, który chciał, abyśmy wszystko mieli przez Maryję". Leon XIII, którego rozliczne encykliki Mariańskie tworzą całkowity traktat teologii mariologicznej, nazywa w nich Maryję: "Pośredniczką i rozdawczynią łask niebieskich". A Pius X w encyklice Ad diem illum laetissimum przypomina, że "Maryja zasłużyła stać się rozdawczynią skarbów Bożych, zdobytych ceną Krwi Jezusa Chrystusa". Benedykt XV w r. 1917 wzywa wszystkich wiernych, aby błagali Boga o pokój "przez wstawiennictwo Maryi, przez której ręce, na mocy pełnego miłości postanowienia Opatrzności, otrzymujemy wszystkie łaski".


Dlatego też w oficjum brewiarza, ułożonym za panowania tegoż papieża na święto Beatae Virginis Mariae Mediatricis omnium gratiarum przytoczono w lekcji te słowa św. Germana: "Nullus, nisi per Te o sanctissima, salutem consequitur, nullus, nisi per Te o immaculatissima, a malis liberatur; nullus, nisi per Te o honoratissima, cui gratiae munus praestetur". A kończą się te wywody słowami św. Bernarda: "quia sic est voluntas ejus, qui totum nos habere voluit per Mariam", czyli, że taka jest wola Boża, abyśmy wszystko otrzymywali przez Maryję.


Jakże przeto powinniśmy być wdzięcznymi Panu Bogu za to, że oprócz głównego Rzecznika za nami do Boga, którym jest Jezus Chrystus, przyszły nasz Sędzia, dał nam Pan Bóg jeszcze przemożną Pośredniczkę, do której sąd nie należy, ale miłosierdzie!... Względy za słusznością i potęgą tego pośrednictwa przemawiające, niech w nas spotęgują ufność w przyczynę Maryi. Chcąc Jej okazać wdzięczność za łaski, które nam dotąd wypraszała i pragnąć sobie zaskarbić Jej orędownictwo na przyszłość, pragnijmy zarazem, aby wiara w potęgę i nieustającą pomoc Maryi w całym świecie chrześcijańskim z dnia na dzień wzrastała.


A ponieważ ogłoszenie przez Kościół dogmatu o wszechpośrednictwie Maryi ogromnie się przyczyni do Jej czci i ufność w Niej pokładaną pogłębi, módlmy się do Ducha Przenajświętszego, który rządzi Kościołem, aby za Jego Boskim natchnieniem prawda o wszechpośrednictwie Matki Najświętszej została w najbliższym czasie przez tenże Kościół za dogmat ogłoszona i była wszędzie nauczana.


 

–––––––––––

 

 

Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego. Seria druga. Tom I. Zeszyt 4. Kraków 1933. NAKŁADEM WYDAWNICTWA KSIĘŻY JEZUITÓW, ss. 417-429. (a)

 

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

 

Przypisy:


(1) Na mocy pozwolenia Benedykta XV wszystkie diecezje belgijskie oraz wiele diecezyj świata katolickiego i liczne zakony obchodzą 31 maja święto "Wszechpośrednictwa Najświętszej Maryi Panny" (festum Beatae Virginis Mariae omnium gratiarum Mediatricis). A obecnie panujący Pius XI, zaraz w pierwszym roku swego panowania, ustanowił 3 komisje dogmatyczne: 1 w Belgii, 1 w Hiszpanii a 1 w Rzymie, polecając im zbadać, o ile nauka o wszechpośrednictwie Najświętszej Maryi Panny dojrzała do ogłoszenia jej przez Kościół jako dogmat. Możemy się więc spodziewać, że Msza św. de Mediatrice omnium gratiarum i odnośne oficjum brewiarza niebawem zostaną wprowadzone, jako obowiązujące w całym Kościele.


Źródło informacji: ultramontes.pl

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Wykład tajemnic Różańca Świętego

 


PRZEDMOWA


Autor, książki ukazującej się w niniejszym przekładzie, zmarły dwa lata temu Ks. Karol Ludwik Gay, biskup tytularny Antedoński, sufragan wielkiego, sławnego w tegoczesnych dziejach Kościoła biskupa Poitiers, Kardynała Ludwika Pie, z którym go, – co samo już daje miarę wysokości umysłowego i duchowego poziomu jego, – serdeczna i nierozdzielna, aż do zgonu wiekopomnego Kardynała, przyjaźń łączyła, słusznie się zalicza do rzędu najznakomitszych, w tych ostatnich czasach, pisarzy duchownych. Głębokością nauki, z niewyczerpanych źródeł Pisma świętego i Podania płynącej, jasnością i prostotą wykładu, rzadką umiejętnością kreślenia dróg pobożności chrześcijańskiej w świetle tak uroczym i wdzięku pełnym, iż dla każdej duszy i dla każdego stanu ukazują się przystępnymi, i najwyższe jej cele i najtrudniejsze jej walki łatwymi i pociągającymi, pisma jego bardzo przypominają słodkiego św. Franciszka Salezego, i płonącego miłością Boga i dusz ludzkich ducha jego, a bogactwem treści i pięknością formy nie ustępują, jeśli ich miejscami nie przewyższają, utworom znanego i u nas z niektórych, przełożonych na nasz język, dzieł swoich, bogomyślnego O. Wilhelma Fabera. Trzy główne dzieła jego: De la vie et des vertus chrétiennes, Conférences aux mères chrétiennes i Élévations sur la vie et la doctrine de Notre Seigneur Jésus-Christ, tworzą razem piękną jakoby trylogię życia duchownego: w pierwszym z nich, choć mającym głównie na oku życie zakonne, ale w zasadniczej treści swojej stosującym się zarówno do wszystkich w ogóle wiernych, na gruncie nauki największych w Kościele mistrzów ascezy z niepospolitą jędrnością i siłą, z przenikającą słodkością wymowy duchem Bożym namaszczonej, rozwija wspaniały system cnót i pobożności katolickiej, od pierwszego szczebla nawrócenia do Boga i oczyszczenia serca, aż do najwyższych szczytów doskonałej miłości i zupełnego, w zgodności woli ludzkiej z wolą Bożą zjednoczenia się z Bogiem; w drugim stawia nam przed oczy grunt i jakoby pierwszy warsztat, na którym to życie katolickiej pobożności i doskonałości się przygotowuje i wyrabia, i w formie wykładu na słowa Księgi Przypowieści o niewieście mężnej, z każdego słowa tekstu świętego wyprowadzając ukryte w nim, dla oka mniej bogomyślnego niedostrzeżone, głębokością i trafnością swoją zdumiewające skarby zbudowania i nauki, nakreśla przedziwny obraz niewiasty, żony, matki chrześcijanki, i poczynającej się z niej rodziny takiej, jaką uczyniła ją nauka Zbawiciela i Kościoła Jego; w trzecim na koniec, duszom już w pobożności ugruntowanym i w Bogu rozmiłowanym podaje posilną a słodką strawę, dając im do rozważania słowa i tajemnice życia Chrystusa Pana, w "podniesieniach", bogactwem i głębokością myśli równających się sławnym Elewacjom Bossueta, a przejmującą rzewnością uczucia i zapałem miłości Bożej może je przewyższających. Czwarte i ostatnie z większych dzieł jego, to jest niniejszy Wykład tajemnic Różańca świętego, pobożny czytelnik sam osądzi; zalecać go nie potrzebujemy, ale śmiele, podając je duszom Boga i rzeczy Boże miłującym, możemy zastosować do niego słowa Psalmu: "Gustate et videte, – skosztujcie a obaczcie!" (1).


Że książka, gruntownie objaśniająca nabożeństwo różańcowe, a szczególnie święte tajemnice jego, dziś więcej niż kiedy bądź jest na czasie, tego, sądzimy, dowodzić nie potrzeba. Od dziewięciu lat, wielki sternik nawy Chrystusowej, Papież Leon XIII, co roku podnosząc apostolski, Bożą mądrością natchniony głos swój, wzywa wszystkich po wszystkim świecie wiernych do wspólnego uroczystego, zwłaszcza przez cały miesiąc październik, odmawiania Różańca. Fakt ten, choć oku pobieżnie patrzącemu może się wydawać podrzędnym i małoznaczącym, w rzeczy samej dziejowe ma znaczenie, i ogromną, możemy tego być pewni, w skutkach swoich doniosłość okaże. Różańcowymi Encyklikami swymi Leon XIII dopełnia dzieła wielkiego poprzednika swego. Jak słodkiej i niepożytej pamięci Pius IX ogłoszeniem dogmatu Niepokalanego Poczęcia na nowo odsłonił w oczach wszystkiego świata niewzruszony dogmatyczny fundament, na którym spoczywa wiekowa, niezmienna, powszechna w Kościele cześć, i nabożeństwo do Najświętszej Panny Maryi, i nowy w tym fundamencie drogi, niebieskimi blaskami jaśniejący kamień osadził, i w sercach wiernych, pięknością jego zachwyconych, nowy ku Królowej niebios zapał czci i pobożności rozbudził: tak godny Następca jego, ogłaszając, zalecając, wznawiając po wszystkim świecie nabożeństwo Różańca świętego, i najpiękniejszą w nim i najskuteczniejszą ukazując formę i sposób uczczenia Matki Zbawiciela, nowym wspaniałym klejnotem przyozdabia koronę chwały, jaśniejącą na głowie Maryi, i pociągając rzesze ludu chrześcijańskiego do stóp Matki Niepokalanej, tym samym serca ich utwierdza w wierze i miłości Boskiego Jej Syna. I jak za Piusa IX, Panna niepokalanie poczęta, "daną Jej od początku mocą i władzą kruszenia głowy czarta" (2), przez usta świętego Soboru Watykańskiego, pod Jej wezwaniem zgromadzonego, w puch rozbiła błąkające się jeszcze po świecie, a po części i w samymże przybytku Pańskim, mary józefinizmu, i gallikanizmu, i rzekomo katolickiego liberalizmu, i z pęt przez nie narzucanych wyzwoliła na wieki Kościół Syna swego, i jedność jego zacieśniając, i mocniej około nieomylnej Głowy ją skupiając, do zwycięskiego przetrwania ciężkich walk, jakie nań przyjść miały i dotąd się nie skończyły, go umocniła; tak dziś, z niezachwianą wiarą i otuchą, polegającą na wszechwładnym u Boga Jej pośrednictwie, na poręczonej obietnicą Prawdy Wcielonej skuteczności modlitwy chrześcijańskiej, na uroczystym słowie Namiestnika Chrystusowego, który w tym celu właśnie tę świętą krucjatę różańcową po wszystkim świecie obwieszcza, – bezpiecznie czekać możemy tego dnia, Bogu wiadomego, i w przedwiecznych Opatrzności Jego wyrokach postanowionego, w którym Królowa Różańca świętego, jednomyślną i ustawiczną, w tej formie przez Nią samą podanej, wszystkiego chrześcijaństwa modlitwą czczona i błagana, nowe uczyni okazanie tej potęgi, którą Syn Jej, "Król wieków nieśmiertelny", dla zbawienia ludu swego Ją przyodział; i jako niegdyś pod hasłem Różańca świętego dała Kościołowi powstrzymać i stłumić szeroko rozlaną, i zalaniem wszystkiego świata grożącą plugawą powódź niecnej herezji albigeńskiej; jako potem, pod tymże hasłem, dała mu świetnym tryumfem pogromić godzącą na wiarę i wolność ludów chrześcijańskich nawałę bisurmańską: tak też, ze wspaniałym, usty Najwyższego Pasterza, zbawczego tego hasła wznowieniem, da mu zwycięstwo nad tym obecnym, groźniejszym nad wszystkich, z jakimi dotąd walczyć musiał, sameż podwaliny, nie już wiary chrześcijańskiej tylko, ale i godności ludzkiej, podkopującym wrogiem nowego pogaństwa, gorszego stokroć niż pierwsze, bo i w nauce, i w prawach, i w obyczajach swoich napiętnowanego znamieniem antychrystowego od Boga i prawdy Jego odstępstwa. Będzie to zwycięstwo, odniesione, nie ostrzem miecza, nie materialną przemocą, nie odpieraniem gwałtu gwałtem, – takiego sposobu walki nie zna Kościół Ukrzyżowanego, Królestwo tego Króla jedynego, który "jest cichy i pokornego serca" i "trzciny zgniecionej nie złamie, i lnu kurzącego się nie zagasi"; – ale tym własnym, wyłącznie chrześcijańskim orężem, którym jest modlitwa, i tym orężem Mariańskim, którym jest Różaniec; orężem tym dzielniejszym, i skuteczniejszym że prócz łaski i pomocy z nieba, którą, jak każda modlitwa, na proszących sprowadza, sam w sobie ma ukrytą siłę ku oświeceniu dusz i uzdrowieniu narodów, w trojakim rzędzie tajemnic swoich, Radosnych, Bolesnych i Chwalebnych, stawiając im przed oczy ukryte, cierpiące i uwielbione życie Jezusa i Maryi, i tym trojakim przykładem ucząc ich skromnego, w poddaniu się woli Bożej i wiernym pełnieniu powszednich stanu swego obowiązków, poprzestawania na swoim; i cierpliwego znoszenia bólów i smutków tego życia; i nadziei i pożądania dóbr niebieskich: a tym samym, jak to świeżo, ze zwykłą swą głębokością myśli i promienną jasnością słowa, wykazał Ojciec Święty w swej ostatniej, przeszłorocznej Encyklice Różańcowej, niezawodne podając lekarstwo na trojaką główną ranę naszego wieku, i główne trzy źródła nurtującego dziś stosunki prywatne i publiczne moralnego i społecznego odmętu, jakimi są: niespokojne, szemrzące, nad stan i zakres, jaki każdemu naznaczyła Opatrzność, wspinanie się, i powszednich życia domowego i pracy zawodowej cnót i obowiązków uprzykrzenie; nienasycone, żadnego skrępowania i umartwienia nie znoszące, rozkoszy, dobrobytu i wczasów pożądanie; zapamiętałe w końcu i poziomo materialne, z zapomnieniem o wiecznym przeznaczeniu i celu człowieka, nieraz z brutalnie cynicznym odrzuceniem nadziei żywota wiecznego i dóbr w nim obiecanych, zanurzenie się w rzeczach tej ziemi.


Rzecz jasna, że aby te tajemnice święte mogły okazać i wywrzeć uzdrawiającą i zbawczą skuteczność swoją, potrzeba je przyswoić sobie zastanowieniem się nad nimi i przyłożeniem do nich serca i woli. Różaniec nie jest modlitwą czysto ustną; zasadza się on na dziwnie miłym i łatwym połączeniu ustnej modlitwy z wewnętrzną: odmawianiu Modlitwy Pańskiej i Pozdrowienia Anielskiego powinno towarzyszyć jakiekolwiek rozważanie przywiązanej do każdego Dziesiątka tajemnicy. Zapewne że i bez tego rozważania, uważne usty tylko odmówienie może być przyjemną Bogu i pożyteczną dla odmawiającego modlitwą; ale będzie to tylko zmówienie pacierzy na koronce czy różańcu, nie będzie to rzeczywiste nabożeństwo różańcowe; będzie to zawsze tylko ćwiczenie zewnętrzne, – corporalis exercitatio, jak je zowie Apostoł, – "nie na wiele pożyteczne"; prawdziwym nabożeństwem, "pobożnością" oną, jak mówi tenże Apostoł, która "do wszystkiego pożyteczna jest, obietnice mając i tego żywota, który teraz jest, i przyszłego", Różaniec wówczas dopiero się staje, gdy ustom odmawiającym towarzyszą umysł i serce rozważające. Na tym polega wszystka siła i skuteczność jego; na tym i warunek nieodzowny do pozyskania hojnych łask duchownych, jakimi szczodrobliwość Stolicy Apostolskiej święte to nabożeństwo zbogaciła.


Jako więc każdemu, kto w myśl Ojca Świętego, z istotnym dla siebie i dla drugich pożytkiem pragnie mieć udział w tej duchownej, na cześć i pod wezwaniem Królowej Różańca Świętego, krucjacie, potrzebna jest znajomość i zrozumienie tajemnic różańcowych, tak również pożądaną mu być powinna książka, odpowiednim wykładem ułatwiająca to zrozumienie. Dzieło niniejsze, tuszymy, w wysoki sposób spełnia to zadanie. Układ jego prosty i jasny. Po wstępnych, do lepszego objaśnienia rzeczy potrzebnych uwagach o naturze i znaczeniu nabożeństw katolickich, tajemnic wiary, Różańca w ogólności, dostojny Autor w szeregu piętnastu rozdziałów przechodzi z kolei każdą z piętnastu tajemnic różańcowych, podając naprzód dogmatyczno-historyczne opisanie odnośnego faktu ewangelicznego, sięgając następnie w samą głębię tajemnicy, i ukryte w niej prawdy i piękności na jaw wyprowadzając, wykazując w końcu wynikające z niej praktyczne zastosowania i wnioski. Jaka jest wszędy pełność i szerokość tego wykładu, jak żywym, przenikającym, zdumiewającym nieraz światłem najgłębsze prawdy wiary oświeca, z jaką przekonywającą a słodkości pełną siłą do miłości Zbawiciela i Najświętszej Matki Jego pociąga, o tym przekona się każdy, kto czytać zechce. Dla wszelkiej duszy w rzeczach wiary oświeconej i postępu w pobożności pragnącej, jest tu złożony skarb przeobfity świętych myśli, i uczuć, i pobudek, którego jej na całe życie do codziennego, przy odmawianiu Różańca, tajemnic jego zgłębiania starczyć może; dla maluczkich i prostaczków, o własnej sile w głębokości te wnikać niezdolnych, duchowni ojcowie ich i pasterze, z świętego urzędu i powołania swego postanowieni na to, aby im łamali chleb żywota, znajdą w tej książce bogaty materiał, nie tylko do nauk różańcowych czy majowych, ale i do wszelkiego o głównych prawdach wiary, o obowiązkach i cnotach chrześcijańskich, nauczania.


Między onymi "wszystkimi narodami", które spełniając własne, Duchem Świętym natchnione, o sobie samej proroctwo Panny łaski pełnej, "błogosławioną Ją zowią", z wieku w wiek i od pokolenia do pokolenia, składając Jej w przejściu swoim na tej ziemi, hołd uwielbienia swego i modlitwy, nasz, dzięki Bogu, po wszystkie czasy nie ostatnie miejsce zajmował, i dotąd je z łaski Najwyższego zachowuje. Radośnie wierny Maryi lud nasz przyjął uroczyste Najwyższego Pasterza wezwanie do ustawicznego i gromadnego błogosławienia i wzywania Jej ukochaną od dawna modlitwą Różańca, i nie masz dziś w całym kraju tak odległej parafii, tak ubogiego kościoła, w których by na każdy dzień października, jak przedtem już prawie wszędzie każdej niedzieli roku, nie wznosiły się do Niej z setek i tysięcy serc Jej poświęconych święte modły i pienia różańcowe. Niechże Matka łaski Bożej miłościwie wejrzeć raczy na pobożność ludu swego, i tym którzy z ochotną czcią i miłością błogosławioną Ją zowią, błogosławi hojnością łask, za Jej przyczyną z serca Boskiego Jej Syna płynących: aby się umacniali wszyscy w "wewnętrznego człowieka", i modląc się usty "modlili się i duchem, modlili się i rozumieniem", i co czczą zewnętrznym nabożeństwem, to i umysłem poznawali, i sercem miłowali, i życiem naśladowali; i w Różańcu, takim tajemnic w nim zawartych rozważaniem uświęconym i ożywionym, prawdziwie mieli oręż duchowny i "zupełną zbroję Bożą na ugaszenie ognistych strzał złośliwego", i oświecając się tą "Światłością przedwieczną", którą, jak śpiewa Kościół w Prefacji,  Maryja "na ten świat wylała", przez Nią na każdy dzień pomnażali się w poznaniu, i rośli w miłości i naśladowaniu Tego, który "przez wnętrzności miłosierdzia swego nawiedził nas, Wschód z wysokości: abyśmy bez bojaźni, służyli Jemu, w świętobliwości i sprawiedliwości przed Nim, po wszystkie dni żywota naszego". Jeśli niniejsza książka, za błogosławieństwem Królowej Różańca Świętego, do której stóp niepokalanych ją składamy, zdoła się choć w części przyczynić do sprawienia takiego w czytających owocu, cel tłumacza będzie osiągnięty, i praca jego sowicie wynagrodzona.

 

H. P.

Dnia 31 maja, 1894.


_____________


CAŁOŚĆ DO PRZECZYTANIA PO KLIKNIĘCIU NA PONIŻSZY LINK


Wykład tajemnic Różańca świętego, przez X. Karola Ludwika Gay, B. Biskupa Diecezji Poitiers. Z drugiego wydania francuskiego przełożył Biskup Henryk Piotr Kossowski. Tom pierwszy. Warszawa. Nakład Gebethnera i Wolffa. 1895, str. XVIII+19+393+[1].

 

Wykład tajemnic Różańca świętego, przez X. Karola Ludwika Gay, B. Biskupa Diecezji Poitiers. Z drugiego wydania francuskiego przełożył Biskup Henryk Piotr Kossowski. Tom drugi. Warszawa. Nakład Gebethnera i Wolffa. 1895, str. 413+[1]. (1)

 

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.