_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

poniedziałek, 20 maja 2013

Piękno tradycyjnej liturgii c.d.





Zdjęcia pochodzą ze strony http://www.ccwatershed.org/Campion/

Krótka analiza krytyczna Novus Ordo Missae

Na mszy papieskiej Komunia św. tylko do ust



Zdjęcie z Mszy papieskiej sprawowanej na Placu św. Piotra z okazji kanonizacji nowych  świętych.
http://bit.ly/13ratGI 

Kard. Burke jasno o homolobby



Uznanie przez państwo związków homoseksualnych w jakiejkolwiek postaci, nie tylko małżeństwa, szkodzi społeczeństwu i rodzinie – oświadczył kard. Raymond Burke, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej.

Jak można twierdzić, że się jest się jest przeciw tak zwanym małżeństwom osób tej samej płci, a zarazem zgadzać się na to, by państwo legitymizowało ich czyny sprzeczne z naturą? – powiedział watykański hierarcha w wywiadzie dla tygodnika „Tempi”. W jego przekonaniu, kto tak twierdzi, przyczynia się do rozkładu społeczeństwa. „Zostało to dobrze udokumentowane przez historię. Rodzina tego nie wytrzyma!” – dodał kard. Burke.

Wskazał on również na znaczenie tak zwanych marszów dla życia. W ubiegłą niedzielę jako jedyny kardynał wziął on udział w rzymskim marszu, który został powitany przez Papieża Franciszka na placu św. Piotra. Przyznał on, że protestować przeciwko aborcji można też na inne sposoby, jednakże udział w marszu dla życia to coś innego. Jest to osobiste świadectwo o mych życiowych decyzjach. Wychodząc na ulicę pokazuje się wszystkim, jak ważna jest ochrona życia. A widząc, jak wielu nas jest, nabieramy też siły do dawania o tym świadectwa przez cały rok – powiedział prezes Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej.

Źródło informacji: http://gosc.pl

Zapomniane prawdy c.d. - Nienawiść do łaciny

Foto: Fundacja św. Grzegorza Wielkiego

Problem papieża Franciszka, problem kurji rzymskiej

Minęły pierwsze dwa miesiące pontyfikatu Ojca Świętego Franciszka. Niby nic się w ich czasie jeszcze nie stało, ale środowiska postępowe mają nadzieję, iż obecny Papież spowoduje podobne „wietrzenie Kościoła”, jak uczynił był to pięćdziesiąt lat temu Jan XXIII. Trwa więc karnawał zachwytów nad skromnością i prostotą Ojca Świętego. Każda jego decyzja, czy to o przyjętem imieniu, uproszczeniu ubioru, wyborze miejsca zamieszkania itp. itd. wywoływała pochwały ze strony środowisk nigdy dotąd jakoś nie przodujących w ultramontaniźmie. Równocześnie ci sami komentatorzy zaczęli dostrzegać kościelnych konserwatystów i tradycjonalistów, krytykując ich koncentrację na formie, uosabianej przez porzucony papieski mucet. Wszystko to niebezpiecznie mi przypomina sytuację z polskiego podwórka i zachwyty wrzask mediów nad rządami Słońca Peru oraz piętnowanie przez nich moherów, pisiorów i innych kołtunów.

παπας, φραγκισκος, τραπεζες, ενδιαφερειCzy ci tradycjonaliści są aż tacy płytcy, by robić awantury o „czerwone pelerynki” ? Z pewnością jakaś grupa katolików ceniła Ojca Świętego Benedykta XVI głównie z pobudek estetycznych, ale nie przeceniałbym częstości tej argumentacji. Większość tradycjonalistów (poza sedewakantystami) doceniała relatywny konserwatyzm doktrynalny bawarskiego papieża, a zwłaszcza jego zasługi w zakresie odnowy liturgji rzymskiej. Niepokoi nas nie tyle skala bieżących zmian, co ich orientacja: są modyfikacją stanu dotychczasowego. Jest to samo w sobie niebezpieczne, bo pięćdziesiąt posoborowych lat przyzwyczaiło nas, że kościelne reformy („reformy”) jakże często wprowadzane są bezmyślnie, dla nich samych, bez minimalnego szacunku dla przeszłości. Jakakolwiek innowacyjność kościelna nie budzi zaufania w tych warunkach.

Radziłbym zachować spokój względem rozmaitych zachowań Ojca Świętego Franciszka. Powiedziałbym raczej, że jest to pokaz własnego stylu a nie niszczenie papiestwa. Postawa aktualnego papieża jest tak daleka od obowiązującego wzorca, iż wątpię, by ktokolwiek w przyszłosci go kopiował. Franciszek idzie za daleko, za nim pozostaje próżnia. Model duszpasterstwa „radykałów” cieszył się pewną popularnością czterdzieści lat temu, dziś jest równie nie rozumiany jak tradycjonalistyczny. Jestem przekonany, iż większość biskupów świata byłoby łatwiej przekonać do codziennego odprawiania Mszy trydenckiej niż do wyzbycia się siedzib i rozmaitych aspektów władzy doczesnej. Jak to się mówi, „dłużej klasztora niż przeora”.

Pewne niebezpieczeństwo stanowią kardynałowie doradcy Ojca Świętego. Zagrożeniem jest precedens powoływania ciał, które być może mogą mieć własnych „ekspertów”, działających jak złowrodzy doradcy „grupy reńskiej” podczas Soboru Watykańskiego II. Po samych kardynałach nie spodziewałbym się za wiele złego: jedynie dwóch spośród ośmiu pracowało w watykańskiej administracji i dyplomacji. Sądzę, że jest to kolejny przykład tezy znanej nam z PRL-u pt. „Co się zbiera, gdy są kiepskie zbiory? Plenum!” Porównując ich wpływ na Kościół względem np. niezapomnianego Jurka Klugera, kolegi Jana Pawła II i … loży B’nai Brith uspokajałbym przed tem ryzykiem. Każdy układ nieformalny byłby groźniejszy niż ta decyzja, pokazująca absolutny brak zaplecza Papieża Franciszka. Szkodliwość doradców to maksymalnie 0,2 pieromariniego, podczas gdy Kluger to przynajmniej 10 pieromarinich.

W tem miejscu tekstu godzi się sprzedać jedną z jego głównych tez. Zaryzykowałbym twierdzenie, iż główne frakcje kardynałów włoskich, a więc Bertone’a i Sodano wsparły na konklawe kandydaturę kard. Bergoglio, gdyż uznały go za niegroźnego outsidera. Stare lisy kurialne wiedzą, co może zrobić człowiek, który nie ma nawet własnego sekretarza osobistego. Otóż może osobiście dzwonić do kioskarza, zegarmistrza lub szewca. Skąd ten wniosek ?

Doba każdego człowieka ma jedynie 24 godziny. Dla osób piastujących stanowiska kierownicze to o wiele za mało względem potrzeb. Zwykły szary dyrektorzyna może mieć jedynie sekretarkę organizującą pracę szefa. Im wyższy szczebel zarządzania, tem droższy czas przełożonego. Decyzje wymagają przygotowania i przemyślenia. Przełożony, który ma w godzinach pracy nadmiar wolnego czasu, z pewnością nie wydaje optymalnych rozkazów. Gazety mogą piać z zachwytu, że abp Buenos Aires Bergoglio w kardynalskich czasach sam sobie gotował posiłki. Ja zaś zastanawiam się, na co istotniejszego zabrakło mu czasu. No i łatwo znajduję odpowiedź na swe wątpliwości : na promocję ideału katolickiego kapłana („W seminarium duchownym w Buenos Aires nigdy nie było tak niewielu kleryków, jak dzisiaj – napisał x. Krystjan Bouchacourt, przełożony dystryktu Ameryki Południowej FSSPX) oraz na zachęcanie katolików, by wypełniali obowiązek wysłuchania Mszy w niedzielę („80 proc. Argentyńczyków deklaruje się jako katolicy, ale niespełna 2 proc. z nich uczestniczy w niedzielnej Mszy św.”). Tak wygląda długookresowa skuteczność naszego nowego Ojca Świętego. Nie wierzcie w efekt papieża Franciszka : ilu ludzi pod wpływem jego prostoty zaczęło przestrzegać przykazań ? Ilu sprzedało majątki i rozdało je ubogim ?

Czynnikiem potęgującym opisane powyżej przypuszczenia jest wiek Papieża. Osiem lat temu, tj. po poprzedniem konklawe, wprowadzenie przezeń reform ogólnokościelnych byłoby bardziej prawdopodobne niż obecnie. Dziś 77-letni Franciszek nie wydaje się być optymalnym kandydatem do restrukturyzacji centrum Kościoła. Czyli do czego? O co chodzi we wrzawie wokół kurji rzymskiej ?

W normalnych warunkach kurja względem Kościołów lokalnych ma się identycznie jak siedziba korporacji do jej oddziałów krajowych. Centrala zajmuje się planowaniem strategicznem, rozwojem nowych technologij, kontrolą i innemi procesami, poprzez które można zarządzać całością. Samodzielność jednostek terenowych jest relatywnie niewielka, wymaga się od nich w szczególności realizacji zadań definiowanych przez siedzibę. W teorji organizacji i zarządzania relacje między tymi dwoma podmiotami (principal – agent problem) są jednym z najczęstszych tematów badań, bowiem zawsze występuje między nimi twórcze napięcie, walka o władzę, pieniądze i najlepszych pracowników.

W czasach przedsoborowych relacje te kształtowały się wręcz modelowo: kurja pobierała od Kościołów krajowych środki finansowe i rekrutowała misjonarzy, by krzewić wiarę katolicką pośród ludów dotąd pogańskich. Odpowiadała za czystość doktryny oraz politykę kadrową. Kryzys Kościoła nie został rozpoczęty poprzez Sobór Watykański II. Laicyzacja, sekularyzacja oraz zorganizowani wrogowie Kościoła działali od dawien dawna. To kurji rzymskiej jako centrum zarządzania zawdzięczamy jednak, że kryzys instytucjonalny ukazał się tak późno, dopiero w drugiej połowie XX wieku. Do tego czasu, począwszy od początku XIX stulecia, kościelna elita "replikowała się" intelektualnie. Idee heretyckie i niebezpieczne były potępiane. Jeśli nawet któryś prałat miał w sobie niewiele nadprzyrodzonej wiary i sympatyzował z wolnomularstwem, nie mógł swych poglądów głosić publicznie, bowiem byłby od razu namierzony przez Święte Officjum i zdjęty z funkcji. W ten sposób bardzo niewielu wrogów doktrynalnych dochodziło do najwyższych urzędów kościelnych. Jednak ich liczba cały czas rosła. Kościół słabł.

Wystarczyło, aby zaledwie jeden człowiek nie widział problemu w odstępstwach doktrynalnych (Jan XXIII) i powołał do kolegjum kardynalskiego osoby podobne do siebie. Błyskawicznie doszło do załamania już podczas wyboru jego następcy, którym został Paweł VI. Ten człowiek konsekwentnie dążył do zmiany odwiecznych zadań Kościoła i zastąpienia ich przez sformułowane przez siebie cele zamykające się w perspektywie doczesnej. Sens istnienia Kurji rzymskiej już wówczas stanął na głowie.

W szczególności stanęła na głowie polityka personalna: najlepszą rekomendacją do awansu w hierarchji kościelnej stało się ... podejrzenie o sympatyzowanie z błędami doktrynalnemi w czasach przedsoborowych. Pion czystości doktrynalnej stał się praktycznie zbędny. Herezja kolegjalizmu i rozwijana autonomja lokalnych episkopatów spowodowała kilka rzeczy. Po pierwsze, system decyzyjny został rozmyty. Problem ten widzimy choćby w listach KEPu. Kiedyś powstawały listy prymasa czy biskupa diecezjalnego - konkretnej osoby. Autor sygnujący dokument był jednoznaczny, przez co osoby opracowujące pismo czuły się za nie odpowiedzialne. Dziś mamy najczęściej listy zespołów lub konferencyj. Kto je przygotowuje? Zapewne młodsi referenci w wolnej chwili pomiędzy nauką gry na gitarze utworu "Barka" a treningiem piłkarskim. Po drugie, centralny ośrodek decyzyjny został osłabiony. Lokalne episkopaty skoncentrowane w teorji na duszpasterstwie znają najlepiej problemy dotykające ludzi z ich kraju. Co gorsza, mogą nawet bezkarnie naginać doktrynę w zakresie moralności, by "pomagać" ludziom.

Posoborowa wielozadaniowość Kościoła z pewnością zwiększyła też kurjalną biurokrację. Pojawiły się nowe zadania: walka o pokój i sprawiedliwość społeczną, nowa ewangelizacja oraz najważniejsze: ekumenizm i dialog międzywyznaniowy. Z czasem ruszyła też "fabryka świętych" i błogosławionych, masowo ogłaszanych zwłaszcza podczas pielgrzymek papieży nowego Kościoła.

No i wreszcie - czynnik ludzki. Ideał Kościoła wojującego został zastąpiony przez Kościół pielgrzymujący. Posoborowy model duszpasterski i osobowościowy zupełnie nie przemówił do mężczyzn. Wcześniejszą surowość i żołnierski dryl miała zastąpić szlachetna prostota, ale jakoś nie wyszło. Mniejsze wymagania dyscyplinarne spowodowały napływ ludzi mniej związanych z doktryną. Karierowicze czy osoby z problemem homoseksualnym zawsze ciągnęły do seminariów. Ale nigdy wcześniej grupy te nie miały tak łatwo z dojściem do święceń i uzyskaniem awansów. Spełniały bowiem w 100 % jedyny warunek serio traktowany jako sito odsiewu w posoborowiu: jakikolwiek brak ciągot do minionych, przedsoborowych czasów. No chyba, że sprowadzały go do przebierania się w koronki i pomponiki.

Prosta, ukształtowana po Soborze Trydenckim, znakomicie zorganizowana struktura zarządzania została rozregulowana. Posiada wciąż z pewnością władzę w wielu aspektach funkcjonowania Kościoła (np. nominacje biskupie), ale czy ma poczucie swej unikalnej misji?! I co kurialiści rozumieją, po tylu latach od antropocentrycznego Soboru Watykańskiego II, pod tem pojęciem ?

Kurja rzymska jest dziś w znacznej części biurokratycznym aparatem służącym posoborowemu ględzeniu. Nie ma w niej zdeklarowanych konserwatystów od czasu powrotu kard. Malcolma Ranjitha na Cejlon. Aktualni członkowie komisji Ecclesia Dei w czasach Benedykta XVI potrafili w ciągu tygodnia wydawać dwie wzajemnie sprzeczne interpretacje, a Antoni kard. Cañizares Llovera, zwany niegdyś „Małym Ratzingerem”, okazał się być kikowym zdrajcą. Papieżowi Benedyktowi XVI nie udało się uporządkować Instytutu Dzieł Religijnych i innych zagadnień objętych aferą „Vatileaks”. Jakkolwiek podchodzę z dużą rezerwą do metod Ojca Świętego Franciszka, nie płakałbym, gdyby wysłał on 3/4 kurjalistów na zieloną trawke, tj. do zadań ewangelizacyjnych w Europie Zachodniej lub innych, bardziej potrzebujących tego terenach. Ale też nie wierzę, by taką decyzję kiedykolwiek skutecznie podjął.

Źródło informacji: http://przedsoborowy.blogspot.com

Z księgarskiej półki - Cristeros

Stefan Incze

CRISTEROS

MIŁOŚĆ I KRZYŻ

 Obrazek Ojciec Święty FRANCISZEK. U progu pontyfikatu

Wydawnictwo Dębogóra,  Poznań 2013
ISBN: 978-83-61374-40-4
Format 140x200, ss. 304, op. miękka, cena 29,90 zł
Do nabycia w księgarni wydawnictwa 

Stefan Incze to pseudonim literacki węgierskiego jezuity, o. Béli Bangha (1880–1940). Należy on do najwybitniejszych postaci Kościoła katolickiego na Węgrzech. Był znanym rekolekcjonista oraz popularnym pisarzem. W latach dwudziestych XX w. miał okazje bezpośrednio zapoznać się z dramatyczna sytuacja panująca w Meksyku.

Jego poruszająca powieść Cristeros. Miłość i Krzyż, przypomina „Quo vadis” H. Sienkiewicza, lecz przeniesione w inna epokę, w krajobraz innego regionu świata.

Piękna Lenora, pracująca w ministerstwie cenzury, jest narzeczona kapitana Ramona Torresa. W tym czasie w Meksyku ateistyczny rząd buduje „nowy świat”, usiłując terrorem zniszczyć Kościół. Jako oficer, Torres natrafia na opór katolików i heroiczne świadectwo ich wiary. Czy spotkanie dziewczyny o imieniu Guadelupe może odmienić jego życie? Czy walczący w swej obronie cristeros są jeszcze wierni chrześcijańskiej nauce o miłości nieprzyjaciół? Czy jest tu miejsce na przebaczenie dla śmiertelnego wroga?

Książka Cristeros. Miłość i Krzyż została wydana w czasie, gdy na ekranach kin wyświetlany jest głośny film Cristiada. Powieść opowiada inną historie niż film, w podobny sposób przekazując prawdę historyczną oraz uwzględniając realia epoki. Obydwa dzieła wzajemnie się dopełniają, okazując nam heroiczne świadectwo meksykańskich Cristeros, którzy oddawali życie za wiarę.

Austriaccy parafianie polskiego proboszcza wypisali na ścianie jego kościoła napis: " Spier..., ty chamie-Polaczku".

Austriaccy parafianie polskiego proboszcza wypisali na ścianie jego kościoła napis: " Spier..., ty chamie-Polaczku". Ten definitywnie chamski i szatański apel ma związek z buntem parafian przeciwko proboszczowi Krzysztofowi Sobczyszynowi. Ksiądz przygotował instrukcję dla swoich wiernych, jak poprawnie się spowiadać. gdyż na Zachodzie wielu "katolików" nie potrafi zrobić prostego rachunku sumienia.

Fot. FreeDigitalPhotosCałą akcję opisała "Gazeta Wyborcza". Wydarzenie zdarzyło się w austriackim Langenhar, gdzie od dwóch lat proboszczem jest 35-letni ksiądz z Polski Krzysztof Sobczyszyn. Do buntu przeciwko proboszczowi z Polski doszło, gdyż parafianie nie zaakceptowali instrukcji (rachunek sumienia), jakie ksiądz wydał wiernym, którzy przystępują do spowiedzi. Co takiego przerażającego znalazło się w proboszczowskiej pomocy do rachunku sumienia? Oto niektóre pytania: Czy zawarłem pakt z szatanem, by coś w moim życiu osiągnąć (bogactwo, karierę, sukces, zdrowie)? Czy jako kobieta używam spirali, co jest oczywiście grzechem ciężkim? Czy jest mi jako kobiecie wiadome, że spirala zabija nowo przyjęte życie (płód), czyli nowo powstającego człowieka? Czy ja się z tego wyspowiadałam? Czy mnie, kobiecie, wiadomo, że mogę otrzymać rozgrzeszenie jedynie wtedy, kiedy pozbędę się spirali?"; "Czy wiadomo mi, że in vitro (sztuczne zapłodnienie) jest również ciężkim grzechem?

Co w tych pytaniach jest gorszącego, by zademonstrować taki chamski bunt? Problem polega na tym, że nic! Ksiądz proboszcz prostym językiem wyjaśnił współczesnym jego parafianom, że grzechy przeciwko życiu ludzkiemu to: antykoncepcja, in vitro, wróżbiarstwo, etc. To wykładnia 2000 lat istnienia Kościoła katolickiego. Wszystko zawarte jest w Piśmie Świętym i Katechizmie Kościoła Katolickiego. Widać, że parafianie byli dotychczas pozbawieni kompleksowej wiedzy o grzechu ciężkim. Z drugiej strony możemy się domyśleć, że bunt sprowokowali tzw. liberalni katolicy, czyli w rzeczywistości pseudokatolicy, którzy powinni być wyrzuceni ze wspólnoty na zbity pysk. Mentalność zachodniego człowieka jest sparaliżowana w dużej mierze przez antykchrześcijańską filozofię i politykę. Duży wpływ miała na niemieckojęzyczne kraje rewolucja seksualna 1968 roku, która uczyniła z ludzi Zachodu mentalnych schizofreników, którzy nie potrafią odróżnić Prawdy od fałszu, a co dopiero Dobra od zła. Trzeba też dodać, że sami duszpasterze zachodnich seminariów niejednokrotnie udowodnili, że mówienie o piekle, antykoncepcji, In vitro nie jest wymagane, bo to inne czasy, inna mentalność, po prostu współczesność.

Cóż, ciężkie życie ma polski ksiądz, który wybiera się na misje do krajów Europy Zachodniej. Ale to doświadczenie pokazuje, że Zachód wymaga silnej rebelii duchowej. I dlatego trzeba ewangelizować ze wszystkich sił, o czym nieustannie przypomina nasz Papież. Na Zachód wybiera się coraz więcej naszych rodzimych duszpasterzy, również wielka liczba rodzin z Drogi Neokatechumenalnej wyjeżdża na Zachód by siać ziarno Jezusa Chrystusa. Dziś można powiedzieć, że walka o dusze Europejczyka to fundament naszej współczesnej ewangelizacji.

Sebastian Moryń

Źródło informacji: FRONDA.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.