_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

niedziela, 17 listopada 2013

Czy są jeszcze rzymscy katolicy?


Sacerdos Hyacinthus

~ blog kapłana rzymskokatolickiego

„Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym ja – czy to gdy przybędę i ujrzę was, czy też będąc z daleka – mógł usłyszeć o was, że trwacie mocno w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się zastraszyć przeciwnikom” (Flp 1, 27-28). 
„Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia” (2 Tm 1, 7). 
„Jeśli ktoś przychodzi do was
i tej nauki nie przynosi,
nie przyjmujcie go do domu
i nie pozdrawiajcie go,

albowiem kto go pozdrawia,
staje się współuczestnikiem jego złych czynów” (2 J 1, 10-11). 
„Miejsca święte zostają zbezczeszczone przez dokonanie w nich czynności ciężko niesprawiedliwych, połączonych ze zgorszeniem wiernych, co – zdaniem ordynariusza miejsca – jest tak poważne i przeciwne świętości miejsca, iż nie godzi się w nich sprawować kultu, dopóki zniewaga nie zostanie naprawiona przez obrzęd pokutny, zgodnie z przepisami ksiąg liturgicznych” (Kodeks Prawa Kanonicznego, Kan. 1211).
„Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą
kapłani, słudzy Pańscy!
Niech mówią:

«Przepuść, Panie, ludowi Twojemu
i nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie,
aby poganie nie zapanowali nad nami” (Jl 2, 17). 

Wymyślają różni ludzie ciągle nowe sposoby odnowy Kościoła. Ściślej: odnowy ludzkiego wymiaru Kościoła. A przecież…

Od dwudziestu wieków daje nam Pan Bóg – jakby na tacy! – program niezawodny nie nowej, lecz Bożej odnowy Kościoła.

Ten program to jest wierność Bożemu Objawieniu zawartemu w Piśmie Świętym i Tradycji, wierność Prawdzie i łasce, czyli mądrość i świętość, w czym zawiera się także walka z błędem i grzechem.

W ten sposób realizuje się najszlachetniejszy Chrystusowy program: Instaurare omnia in Christo – odnowić wszystko w Chrystusie!

Jest to jedyne skuteczne remedium przeciw zapędom niszczycieli wiary katolickiej, którzy w Kościele i na polskiej ziemi w ostatnich latach, tygodniach i dniach poczynają sobie coraz bezczelniej. „Wpływowe środowiska” wiodą całe rzesze ku neo – new religion! To jest proces, który dokonuje się wewnątrz Kościoła!

Czas się budzić! Czas na powstanie nowych bohaterów, dzielnych obrońców wiary rzymskokatolickiej – za wzorem wielkich Świętych Kościoła, wielkich obrońców wiary – defensores fidei!

Czas postawić tamę bezczelnej destrukcji katolickiej wiary, jaka dokonuje się na naszych oczach. Jak długo jeszcze będziemy naiwnie, potulnie, nierozumnie i antyewangelicznie „rozgrzeszać” przebiegłych i zuchwałych wykrzywiaczy katolickiej wiary oraz profanatorów, bluźnierców i destruktorów naszych największych świętości i kultu Najświętszego Sakramentu? Znieważa się Najświętszy Sakrament, znieważa się Krzyż, profanuje się katedry, profanuje się kościoły, dając okupione srebrnikami pozwolenia na wykorzystanie miejsc świętych do celów nielicujących z powagą katolickiego miejsca kultu… To konkretne osoby wpuszczają tam dym satanizmu. Samo się to nie dzieje. Czy nas to obchodzi?

„Oświeceni” indoktrynują nieoświecony plebs i sprawy tak z demoniczną przebiegłością przedstawiają, że nie ma winnych i nie ma odpowiedzialnych. Nie ma! A przecież… sprawy nie dzieją się same! Ktoś podejmuje decyzje. Ktoś się zgadza. Ktoś daje mamonę. Ktoś bierze mamonę. Ktoś stoi za kulisami. Ktoś stoi na pierwszym planie. Są ukryte gremia planujące… Są wpływowe środowiska, które nie spoczną, dopóki nie zniszczą tego, co katolickie. Lucyferiańska poświata…

Towarzystwo, które zbezcześciło świątynię, Pan Jezus biczem i słowem gwałtownym rozpędził na cztery wiatry: „Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców” (Łk 19,46)!

Bezczelnie znieważa się Pana Boga a ktoś pisze o jakimś ubolewaniu i o czyichś obrażonych uczuciach religijnych… Cóż to za ateistyczna terminologia? Groteska? Jeśli tak, to bardzo w złym stylu. Słowo Boże ostrzega: „Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie” (Ga 6, 7-8)! Czy nas w ogóle jeszcze obchodzi Pan Bóg i Jego chwała?

Kto organizuje dzisiaj modlitwy ekspiacyjne?
Kto zamawia Msze Święte ekspiacyjne?
Kto odprawia Msze Święte ekspiacyjne?

Pokorny ojciec Pio modlił się: „O Ojcze święty, ile profanacji, ile świętokradztw musi znosić Twoje łaskawe serce! Któż więc, Boże, stanie w obronie tego łagodnego Baranka, który nigdy nie otworzył ust swoich w swojej sprawie, lecz zawsze tylko w naszej?”.

Kto – który pasterz, osoba konsekrowana, człowiek świecki – stanie w obronie największego skarbu, jakim na polskiej ziemi i w całym wszechświecie jest nasz Pan Jezus Chrystus obecny w Najświętszym Sakramencie?

Co, po co i dla kogo chcemy budować na polskiej ziemi?
Już nam Pan Bóg jasno tłumaczy:

„Jeżeli Pan domu nie zbuduje,
na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą” (Ps 127, 1).

„Mówię do Pana: «Tyś jest Panem moim,
poza Tobą nie ma dla mnie dobra»” (Ps 16, 2).

Błagajmy natarczywie z Psalmistą:

JUŻ CZAS JEST DZIAŁAĆ PANIE, BO POGWAŁCILI TWOJE PRAWO” (Ps 119, 126)!

sobota, 16 listopada 2013

Vittorio Messori krytycznie o papieskiej reformie Kurii Rzymskiej



Na łamach "Corriere della Sera" ukazała się obrona struktur Kościoła. W tym - kurii watykańskiej. Autorem tekstu polemizującego z oczekiwaniami, że pod kierunkiem Franciszka Kościół katolicki powróci do swoich początków, że będzie ubogi, pozbawiony hierarchii, niezorganizowany, a nawet "demokratyczny", jest nie byle kto. To sam Vittorio Messori.

piątek, 15 listopada 2013

Papież Franciszek wskazuje na właściwą interpretację soboru


Ojciec święty w specjalnym liście skierowanym do arcybiskupa Agostino Marchetto podziękował mu za jego pracę, oceniając go jako „najlepszego interpretatora drugiego soboru watykańskiego”. Arcybiskup Marchetto od lat wskazywał na właściwą interpretację ostatniego soboru, zgodną z „hermeneutyką reformy”, „odnowy zachowującego ciągłość jedynego podmiotu-Kościoła, który dał nam Pan; ten podmiot w miarę upływu czasu rośnie i rozwija się, zawsze jednak pozostaje tym samym, jedynym podmiotem” – jak tłumaczył Benedykt XVI.

Arkadiusz Robaczewski: Wyniszczać się, by osiągnąć tryumf!



"Należy żywić pewność, że najważniejsze środki nowej ewangelizacji to nie wielkie spektakle i niezwykłości, bicie w bębny i krzyk dziesiątek tysięcy gardeł wyznających głośno i wspólnie wiarę. To także nie świadectwa indywidualnego „spotkania z Jezusem”. Nowa ewangelizacja to codzienna walka, która wypływa z cichej modlitwy; to ciche składanie ofiary z siebie za braci, przede wszystkim za wrogów, za tych, którzy są wokół mnie. Tak ciche, jak Ofiary Mszy sprawowane każdego ranka w parafialnych kościołach i kaplicach."

Cały artykul w formacie pdf do przeczytania tutaj

Zapomniane prawdy c.d. - Gdzie chcesz trafić, księże biskupie? do martyrologium czy do kroniki towarzyskiej?


image
Strona z Martyrologium Romanum (1597)

W Martyrologium ciągle czytam o różnych świętych biskupach, których albo władza świecka, albo właśni duchowni, albo i jakaś władza duchowna usuwała z urzędu z powodu ich gorliwości i troski o powierzone im kościoły. Kończyli jako męczennicy, pustelnicy, tułacze... czasami biskupi innych diecezji. O większości z nich nigdy bym nie wiedział, gdyby nie te krótkie wzmianki w Martyrologium. Zawsze więc pozostaje i to pytanie: gdzie chcesz trafić, księże biskupie? do martyrologium czy do kroniki towarzyskiej?

Paweł Milcarek

"Apostolska łagodność" Marcina Lutra



Nie ma ani jednego zdarzenia w historii, które by było zasnute tak gęstą plątaniną fałszerstwa i kłamstwa, jak mniemana reformacja XVI-go wieku, i potrzeba spojrzenia oświeconego łaską Bożą i nadzwyczajną miłością prawdy, żeby znaleźć prostą drogę w tym ciemnym lesie nienawiści, namiętności i złej wiary. Zjawisko to wytłumaczymy sobie, gdy zważymy, że największą świętością dla serca ludzkiego jest właśnie wiara ojczysta, która jeśli ma być prawdziwą, musi nie tylko jaśnieć swoją treścią nadprzyrodzoną, ale także musi być uświetnioną życiem i cnotą swoich założycieli i zakonodawców. Któżby wyznawał religię wypływającą z mętnych źródeł? A ponieważ tak zwani reformatorowie XVI wieku, choćby nawet początkowo byli ludźmi prawego przekonania, musieli się zwichnąć moralnie pod wpływem przewrotu religijnego, politycznego i społecznego, jakże się mamy dziwić, że spadkobiercy ich niegodziwego dzieła, chcąc ratować pamięć swoich mistrzów – pamięć pokalaną zbrodniami, nie widzieli i nie widzą innego środka, jak kłamstwo i bezczelne fałszerstwo?

W miesiącu maju toczyły się w parlamencie pruskim obrady nad prawem "o opróżnionych biskupstwach", a także nad "deklaracją praw majowych". Podczas tych obrad wielkość i świętość katolickiego Kościoła, bronionego przez tyle ust wymownych i natchnionych, nowym zajaśniała blaskiem, stawiając w sromotnym cieniu nie powiem wyznanie, ale system protestancki, bo systemem jest to, co się utrzymywać musi mozolnymi jedynie kombinacjami profesorów i polityków. Zarzucano tam biskupom katolickim, że się sprzeciwiają prawom krajowym, że kler i lud im podwładny podżegają do buntu, że karmią duch rewolucyjny oporu i nieposłuszeństwa. Jak bezczelnym to jest kłamstwem, nie mamy potrzeby dowodzić dzisiaj czytelnikom, ale na tę zabawną okoliczność chcielibyśmy zwrócić ich uwagę, że pomiędzy "wielce uczonymi" profesorami i teologami pruskimi znaleźli się tacy, którzy przeciwstawiając Lutra katolickim biskupom, ośmielili się go nazywać "wzorem posłuszeństwa, mężem sumienia, mężem apostolskiej łagodności, a to tak dalece, że używał on swojego potężnego wpływu, aby przeszkodzić wojennym przedsięwzięciom, ze szkodą nawet protestanckich książąt". Ktokolwiek zna choć pobieżnie wypadki ówczesne, kto choć trochę miał sposobność spoufalić się z osobistością Marcina Lutra, ten będzie protestował przeciwko tak lekkomyślnym sądom, które są w zupełnej sprzeczności z historyczną rzeczywistością. A jednak słowa takie padły w łonie parlamentu pruskiego, w tym ognisku "niemieckiej wiedzy", "niemieckiej sumienności i prawości"; nikt im nie zaprzeczył, owszem przyjęte były z oklaskiem!...

Nikt im nie zaprzeczył, nikt, ma się rozumieć, spomiędzy protestanckich ludzi, którzy się przechwalać zwykli ze swojej uczciwości i prawdomówności, ale im zaprzeczyli posłowie katoliccy, a świadectwa, jakie w tej sprawie przytoczyli, miały tę moc i doniosłość historyczną, że wielbiciele religijnego wichrzyciela powinni się byli schować pod ziemię ze wstydu, gdyby mieli choć trochę wstydu. W literaturze niemieckiej nie ma sposobu prowadzić polemiki o cnotach czy niecnotach Marcina Lutra, bo wszystko co w tym przedmiocie napiszą badacze katoliccy, o tym nie raczą nic wiedzieć protestanccy uczeni i zwykli zachowywać "dostojne milczenie pogardy"; ale, na posiedzeniu publicznym parlamentu, gdzie wobec przepełnionych galerii stenografowie każde słówko chwytają na papier i rozsyłają na cały świat, podniesienie takiej kwestii równa się klęsce protestantyzmu, jeśli zwłaszcza, jak się to stało w tym przypadku, zwolennik Lutra, nie mogąc dać żadnej odpowiedzi, musi przyjąć z rezygnacją sromotne potępienie, rzucone publicznie na jego mistrza i religijnego prawodawcę.

Już to że system protestancki okropne odebrał ciosy w ciągu tych rozpraw nad prawami prześladowania, wymierzonymi przeciwko Kościołowi, nie tajno to nikomu. I dlatego podnosimy tutaj kilka tylko momentów z mowy, którą miał 4 maja w Izbie niższej znakomity katolicki uczony, Dr Lieber. Najprzód wykazał on, w czym mu nikt nie zaprzeczył, że wszystkie pisma Lutra, na które się powołują protestanccy teologowie, są najhaniebniej pofałszowane. Kto chce przeto zużytkować te pisma w widokach historii, musi brać do pomocy najostrożniejszą metodę krytyczną, jak gdyby to były dzieła Zoroastra lub Konfucjusza, a nie pisarza żyjącego w XVI w. Przyznaję, że o tej okoliczności pierwszy raz się dowiedziałem z mowy Dra Liebera, ale i o tym nie zamilczę, że przerażenie mię ogarnęło na widok tak bezdennej nieuczciwości. Jak to? Więc może istnieć takie wyznanie, taki "kościół", i to kościół, jak go nazywacie, "ewangeliczny", który nie inaczej żyć może, jak tylko dzięki ciągłemu fałszowaniu ksiąg jego założyciela? I taką to tkaninę kłamstwa wy ośmielacie się narzucać narodom jako zasadę cnotliwego życia i wiekuistej szczęśliwości, którą ustawicznie musicie łatać nowymi łachmanami, z obawy, aby przez te dziury nikt nie zobaczył ohydy gnijącego trupa?

Co się tyczy apostolskiej łagodności Marcina Lutra, Dr Lieber przytacza wiele ustępów najzupełniej autentycznych z pism tego reformatora, które rzucają światło nader jaskrawe na jego umysł zbójecki. "Jeżeli – tak pisze Luter do swego przeciwnika Prierasa – jeżeli nie zamilknie wściekłość stronników Rzymu, to zdaje mi się, że nie pozostanie innego środka, jak żeby cesarze, królowie i książęta użyli gwałtu, żeby pochwycili za oręż, żeby uderzyli na tę morową zarazę i żeby ją nie słowami lecz żelazem wyrznęli; bo jeżeli karzemy złodziei szubienicą, rozbójników mieczem, heretyków ogniem, dlaczegóż nie mielibyśmy tych biskupów, tych kardynałów i to całe rojowisko rzymskiej Sodomy, która zatruwa Kościół Boży, wyniszczyć wszelaką katuszą i umyć nasze ręce w jej krwi (et manus nostras in sanguine istorum lavamus)". A gdy go strofował za te wyrazy jego przyjaciel Spalatin, nikczemny herezjarcha tak mu odpowiedział: "Zaklinam cię, jeżeli dobrze rozumiesz Ewangelię, to wierzaj mi, że jej sprawa nie da się przeprowadzić bez zaburzeń, bez zgorszenia i bez buntu (sine tumultu, scandalo, seditione); przecież z miecza nie zrobisz pióra, a z wojny pokoju". "Lepiej jest – powiada w innym miejscu – żeby wszystkich biskupów wymordowano, wszystkie zakony i klasztory z gruntu wykorzeniono, niż żeby jedna dusza miała zaginąć; bo jeżeli nie chcą słuchać słowa Bożego, tylko oddają się szaleństwu i wściekliźnie, to cóż sprawiedliwszego może ich spotkać, jeśli nie bunt gwałtowny, który ich całkiem wykorzeni? – a my będziemy się od śmiechu zanosili, gdy się to dziać będzie....". Nieprawdaż, że to są rzeczy bardzo budujące? "Kościół ewangeliczny" może się chlubić swoim apostołem, może otrębywać jego łagodność i słodycz; tylko my katolicy nie bardzo mu pono tego zazdrościmy!...

Ale protestanci utrzymują, że Marcin Luter był wzorem posłuszeństwa i uległości władzom świeckim! – Zachęcanie do mordowania biskupów i duchownych elektorów, było buntem politycznym i królobójstwem, albowiem ci dostojnicy kościelni, niemniej jak opaci i przełożeni wielkich domów zakonnych, byli, jak to każdemu wiadomo, zarazem książętami świeckimi, mającymi poddanych i obszerne kraje. Wszakże Luter powstawał przeciwko samemu majestatowi cesarza niemieckiego, i Dr Lieber przytoczył nader charakterystyczne dowody na poparcie tego twierdzenia, których nie chcemy przywodzić dlatego, że nie ufamy bezstronności c. k. prokuratorii, która mogłaby nas pociągnąć do odpowiedzialności za cytowanie dokumentów historycznych, jakie zostały ogłoszone w parlamencie berlińskim i we wszystkich dziennikach niemieckich. Dosyć nam będzie, gdy poznamy list Lutra pisany do książąt niemieckich, zajętych poskramianiem powstania chłopskiego, które w roku 1525 zatopiło w morzu krwi Szwabię, Frankonię, Alzację, Lotaryngię, Tyrol, Salzburg, Austrię, Turyngię i Miśnię. Przezacny apostoł tak się odzywa: "Najprzód tej zdrady i tego buntu nikomu nie zawdzięczamy tylko wam jednym, książęta i panowie, którzy jeszcze dziś zakamieniali nie przestajecie szaleć i wściekać się (toben und wüthen) przeciwko świętej Ewangelii; jużem wam nieraz zapowiadał, żebyście się mieli na baczeniu, pamiętając na to słowo: effundit contemptum super principes; ale wy na to pracujecie, żeby was zbili na głowę; bo o tym macie wiedzieć, kochani panowie, Bóg sam tak czyni, że ludzie nie mogą, nie chcą i nie powinni zawsze znosić waszej wścieklizny; wy musicie się odmienić, musicie ulec Boskiemu słowu, bo jeśli tego chętnie i po przyjacielsku nie uczynicie, musicie to uczynić w sposób gwałtowny i zgubny; nie zrobią tego chłopi, zrobią inni; jeżeli pobijecie chłopów, Bóg wzbudzi innych, bo was chce pobić i pobije was; to nie są chłopi, moi drodzy panowie, nie chłopi na was powstają, ale sam Bóg powstaje na was, aby poskromić waszą wściekliznę (wütherei)".

Każdy przyzna, że podobne admonicje niekoniecznie w sercu książąt i panów budziły myśli pokoju i umiarkowania, ale cóż dopiero powiedzieć przyjdzie, gdy się dowiemy, że sam ten osobliwy apostoł skrzętnie przyłożył rękę do mordów chłopskich, o czym historycy niemieccy nie chcą oczywiście ani słyszeć. Właśnie Dr Lieber przytacza protokół śledztwa prowadzonego w Eltwill r. 1525 w celu wykrycia hersztów powstania, skąd się pokazuje, że Luter posyłał "zręcznych i wymownych emisariuszy" do chłopstwa nad Renem z wezwaniem do naśladowania przykładu danego w innych częściach cesarstwa. "Jeżeli – są to słowa apostolskie do tych chłopów siedzących w domu spokojnie – jeżeli pójdziecie za przykładem poddanych innych biskupów, jeżeli chcecie się pozbyć proboszczów i zyskać zupełną wolność, to nie traćcie bynajmniej czasu, osobliwie gdy możecie rachować na opiekę i pomoc potężnych książąt i panów". Dowodzi to wielkiej znajomości natury chłopskiej, że Luter im obiecuje pomoc panów przeciwko panom, bo lud wiejski nieświadomy swej siły materialnej takimi tylko pobudkami da się popchnąć do śmiałego kroku. Tu wychodzi na jaw tajemnica, którą Luter nosił zamkniętą w swoim sercu, gdy dając przestrogi swoim uczniom, jak się mają zachować względem królów i panów, zwykł był dodawać: "zresztą tajemnica moja niech pozostanie przy mnie". Tak na przykład pisze do predykanta miasta Cotbus: "Dosyć ci tego, resztę pozostaw natchnieniom ducha i nauczaj, że trzeba oddawać cesarzowi co jest cesarskiego: – caeterum secretum meum mihi". O! piekielny zbrodniarzu!....

Prawda – powie mi kto – prawda, że Luter niepohamowany w swojej nienawiści rzucał się i miotał na Rzym, na duchowieństwo katolickie i na wszystko, co było w związku z Kościołem; jednak spodziewać się należy, że człowiek, od którego pewna wielka szkoła historyczna wyprowadza całą kulturę nowożytną, któremu przypisuje wszelką wolność religii i sumienia, że taki człowiek miał wiele ojcowskiego uczucia i apostolskiej troskliwości dla innych sekt i wyznań tak chrześcijańskich jak niechrześcijańskich. Mianowicie musiał się okazać wspaniałomyślnym dla żydów, którzy dręczeni i prześladowani w Niemczech, otrzymali po dwakroć w roku 1530 i 1541 opiekę prawa od Karola V, od tego, jak go nazywają, przedstawiciela nietolerancji katolickiej, a takiej wspaniałomyślności domagać się od Lutra tym słuszniejszy mamy powód, że napastowanie Żydów, niezgodne z duchem Ewangelii, byłoby także wówczas buntowniczym pogwałceniem praw świeżo zaprzysiężonych. Jak gwałtownie i grubiańsko zachowywał się Luter względem swoich współreformatorów, względem Kalwina, Serweta, Henryka VIII-go angielskiego i tylu innych, wie o tym każdy, kto przeczytał choć najmniejszy podręcznik historii powszechnej; co się zaś tyczy Żydów, łagodność apostolska Marcina Lutra najlepiej występuje w następujących radach, udzielonych przez niego narodom chrześcijańskim w celu rozwiązania, jak to mówią dzisiaj, kwestii żydowskiej."Cóż wy chrześcijanie macie począć z tym przeklętym i odrzuconym przez Boga plemieniem żydowskim? Znosić ich dłużej niepodobna i dlatego posłuchajcie mojej rady: – najprzód pod ich synagogę czyli szkołę podłóżcie ogień, a co się nie spali zawalcie ziemią, aby ani kamienia ani śladu po niej nie oglądał żaden człowiek na wieki, palcie i niszczcie, a kto możesz, rzucaj siarkę, lej smołę, sam ogień piekielny przydałby się bardzo; po wtóre, wywracajcie i burzcie ich domy, w których to samo się dzieje co i w szkołach; dalej, wyrzućcie Żydów od siebie, odebrawszy im karty bezpieczeństwa (czyli innymi słowy, zabijajcie ich i mordujcie jako ludzi wyjętych spod opieki prawa); dalej, wzbrońcie im lichwy, odbierzcie im pieniądze i klejnoty w złocie i srebrze; w końcu dajcie do ręki młodym żydom i żydówkom cepy, siekiery, taczki, rydle, wrzeciona, kądziele, żeby w pocie nosa (wyrażenie prawdziwie apostolskie!...) zarabiali na chleb, tylko wystrzegajcie się, żeby wam co złego nie spłatali, gdy wam będą służyć itd.". Moim zdaniem, Żydzi powinniby wielce błogosławić "ojca nowożytnej cywilizacji, założyciela wszelkiej wolności religii i sumienia", a przeklinać Karola V-go, to uosobienie ciemnego fanatyzmu i krwawej nietolerancji!

Co jest najosobliwsza w tych dokumentach, które Dr Lieber przeczytał w parlamencie pruskim, to niezbity dowód, zawarty w pismach Lutra na korzyść dogmatu Nieomylności, który w XVI wieku, jakkolwiek nie był określony, poruszał wszystkie umysły, a podczas gdy był broniony przez katolików z najsilniejszą wiarą, doznawał od kacerzy tych samych napaści co dzisiaj od Reinkensa, Schultego i liberalistów, a podobieństwo jest tak uderzające, że jedni i drudzy tych samych wyrazów używają. Posłuchajmy tylko niegodnej deklamacji Marcina Lutra: "Rzymski dwór jest synagogą szatana, cóż tu wiele gadać? Każdego Papieża, nawet bezbożnego, robią Bogiem, jedynym tłumaczem pisma i słowa Bożego; wszechmocność Bożą stawiają w zależności od tego jednego człowieka, choćby był bezbożnikiem. Gdzież jest antychryst, jeżeli taki Papież nie jest antychrystem? Czytaj, drogi czytelniku, i zalewaj się łzami!". Tak pisał heretyk wittenbergski w r. 1520, w pisemku polemicznym wymierzonym przeciwko dominikaninowi Sylwestrowi Prierias. Poczym Luter tak dalej mówi: "Zalewaj się łzami, o! czytelniku drogi, że sława rzymskiego Kościoła tak nisko upadła, iż jego heretycka, bluźnierska, diabelska, piekielna trucizna nie na jeden Rzym się ogranicza, ale się wylewa na cały świat. Powiadają oni, że Papież jest wyższym od Soboru, że bez jego woli żaden Sobór nie może się zgromadzić, ani trwać, ani obowiązywać, ani co bądź robić, bo utrzymują, że sam Papież jest nieomylnym prawidłem prawdy, jedyną powagą dla zrozumienia pisma (regulam infallibilem veritatis)".

Uchylmy czoła przed niezbadanymi wyrokami Opatrzności, która używa takich nieprzyjaciół, takich wyrzutków jak Luter, aby w większej chwale jaśniał Kościół powszechny, jedyna skarbnica cnoty, prawdy i miłości!

Teraz niech osądzi czytelnik, czy miałem słuszność utrzymywać, że nie ma ani jednego zdarzenia w historii, które by było zawikłane tak gęstą plątaniną fałszerstwa i kłamstwa, jak mniemana reformacja XVI wieku, która buntowników, morderców, podpalaczy i krzywoprzysięzców chce nam podać jako "wzory posłuszeństwa, sumienności, apostolskiej łagodności, jacy używali swojego wpływu na to, aby przeszkodzić przedsięwzięciom wojennym, ze szkodą nawet protestanckich książąt". A teraz powtórzyć jeszcze muszę, com już raz nadmienił, że przytoczywszy powyższe dokumenty w Izbie niższej parlamentu pruskiego, Dr Lieber nie doznał choćby najsłabszego zaprzeczenia ze strony tylu profesorów, teologów i pisarzy protestanckich, którzy siedzieli jak mumie skamieniałe bez głosu i bez czucia. A myślimy, że to samo będzie i w literaturze protestanckiej, która zamiast odpowiadać "ultramontańskim fanatykom", na tym się ograniczy, że zachowa "dostojne milczenie pogardy".


Artykuł z "Przeglądu Lwowskiego", Rok czwarty (1874). Tom VII. (Wydawca i Redaktor X. Edward Podolski). Lwów 1874, ss. 749-755.

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

Francuskie karmelitanki wracają do Mszy Wszechczasów


Francuskie karmelitanki wracają do Mszy Wszechczasów

Dzięki motu proprio „Summorum Pontificum” siostry karmelitki z Alençon regularnie będą uczestniczyć w liturgii sprawowanej według Mszału obowiązującego w roku 1962. W celebrowaniu tradycyjnej liturgii kapelana klasztoru wspierają księża należący do Bractwa Kapłańskiego św. Piotra.

środa, 13 listopada 2013

Z księgarskiej półki c.d. - Źródła rewolucyjnej wiary


James H. Billington

PŁONĄCE UMYSŁY

ŹRÓDŁA REWOLUCYJNEJ WIARY

Płonące umysły.  Źródła rewolucyjnej wiary

Wydawnictwo WEKTORY, Wrocław 2012
ISBN: 978-83-60562-59-8
Format: B5 , s. 738, oprawa: twarda, cena: 105,00 zł

Ta całkowicie utopijna idea stała się kołem napędowym Europy w XIX stuleciu i najskuteczniej rozprzestrzeniającą się na świecie ideologią Zachodu wieku XX. Nie jest to historia rewolucji, lecz rewolucjonistów: nowatorskich twórców nowej tradycji. Obejmuje ona okres stu dwudziestu pięciu lat od upadku rewolucji francuskiej pod koniec XVIII wieku do pierwszej rewolucji rosyjskiej z początku wieku XX. Teatr opisywanych zdarzeń stanowiła Europa epoki industrialnej, scenę główną zaś oficyny prasowe wielkich miast europejskich (…) Wiara rewolucyjna nie ukształtowała się w gruncie rzeczy pod wpływem krytycznego racjonalizmu francuskiego oświecenia (jak zazwyczaj się sądzi), ale raczej okultyzmu i niemieckiego protoromantyzmu. Wiara ta bowiem zrodziła się we Francji w epoce rewolucji w wąskim gronie intelektualistów i literatów parających się dziennikarstwem, zafascynowanych tajnymi stowarzyszeniami, a jednocześnie zapalonych zwolenników „ideologii”, pełniących funkcję świeckiego erzatzu przekonań religijnych.
(Ze wstępu autora)

James H. Billington (ur. 1929), wybitny amerykański historyk, dyrektor Biblioteki Kongresu USA, znawca kultury rosyjskiej i ruchów rewolucyjnych. Opublikował m. in. The Icon and the Axe (1966, polskie wydanie: Ikona I topór. Historia kultury rosyjskiej). Russia Transformed: Breakthrough to HopeAugust 1991 (1992) oraz The Face of Russia (1998). Wydana w 1998 roku książka Fire in the Minds of Men – Płonące umysły, to epicka opowieść o narodzinach nowożytnych ruchów rewolucyjnych, których dziełem stały się w XX wieku systemy totalitarne o nieznanej wcześniej w dziejach postaci: komunizm I narodowy socjalizm.

***

Warren H. Carroll

NARODZINY I UPADEK

REWOLUCJI KOMUNISTYCZNEJ

Narodziny i upadek rewolucji komunistycznej

Wydawnictwo WEKTORY, Wrocław 2009
ISBN: 978-83-60562-27-7
Format: B5 , s. 750, oprawa: twarda, cena: 89,00 zł
do nabycia w księgarni wydawnictwa

Opierając się na imponującym materiale faktograficznym , autor przedstawia genezę, narodziny, rozwój i upadek systemu politycznego, który przewyższył wszystkie inne pod względem liczby ofiar, okrucieństw i zniszczeń, a przede wszystkim hipokryzji, albowiem swoich zbrodni dokonywał w imię szczęścia ludzkości.

Książka Carrolla jest także pasjonującą opowieścią o ludziach, gdyż to oni, nie zaś anonimowe mechanizmy dziejowe, tworzą historię. Autor pisze więc zarówno o tych, którzy poświęcili swój talent i siłę, aby budować system totalitarny odbierający innym wolność, godność i życie, o tych którzy naiwnie bądź cynicznie go popierali, jak też o tych, którzy niezłomnie z nim walczyli.


***

Karel Bartosek, Nicolas Werth, Stéphane Courtois, Andrzej Paczkowski, Jean-Louis Margolin, Jean-Louis Panné

CZARNA KSIĘGA KOMUNIZMU

ZBRODNIA, TERROR, PRZEŚLADOWANIA



Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA, Warszawa 1999
ISBN: 83-7180-326-5
Format: B5, s. 744, oprawa: twarda, cena: 79,00 zł
Do nabycia na serwisie aukcyjnym Allegro
"Największą, niemal błogosławioną zasługą Czarnej księgi... jest wstrzymanie «miękkiego lądowania» komunizmu śmiertelnie ugodzonego, odwrócenie fali amnezji oraz historii przekreślanej i pospiesznie, i beztrosko. Nasuwa się oczywisty wniosek, który przeoczono jakoś po roku 1989 [...]: jeżeli pół wieku trwała reedukacja Niemców po pokonaniu Trzeciej Rzeszy, jeżeli przez dziesięciolecia ciągnęła się reedukacja Włochów po klęsce faszyzmu, to czemu nie przyjrzeć się bliżej, na uniwersytetach i w szkołach, w debatach i publikacjach, historii działania komunizmu wszędzie tam, gdzie uchwycił władzę?" 

Gustaw Herling-Grudziński ("Więź", czerwiec 1998)
Ważna książka skrupulatnie dokumentująca zbrodnie popełnione w XX wieku dla "dobra ludzkości". Przypomina jednocześnie, że człowiek może bronić się przed zakusami totalitaryzmu jedynie kruchym prawem do zachowania indywidualnej wolności. Przemoc zawsze pojawia się, kiedy ta fundamentalna zasada zostaje złamana w imię "dobra powszechnego" grupy, państwa lub narodu. 

Andrzej Rostocki ("Rzeczpospolita - Książki", 3-4 lipca 1999)
Czarna księga, ujmując rzecz najbardziej ogólnie, traktuje o działaniach, które bezpośrednio lub pośrednio pociągały za sobą mękę i śmierć na skalę masową - o zbrodniach przeciwko ludziom, jak to podkreśla Courtois. Autorzy przedstawiają obraz cierpień, jakie komunizm zgotował ludziom i narodom, ukazują te jego karty, na których zapisane są: masowy terror, represje, deportacje, przesiedlenia, poniżenie człowieka, deptanie jego godności, zniewolenie duchowe, ubezwłasnomyślenie...

Jest to pierwsza tak wszechstronnie udokumentowana praca, ukazująca globalny wymiar tragedii, jaka dotknęła dziesiątki milionów ofiar w Związku Sowieckim i Chinach, milionów zaś w tak małych krajach jak Kambodża i Korea Północna; zawiera liczne świadectwa, relacje, dokumenty, mapy, a także ponad 70 fotografii. Od chwili publikacji w 1997 roku przez paryskie wydawnictwo Roberta Laffonta "Czarna księga komunizmu" została przełożona na wiele języków i stała się światowym bestsellerem.

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.