Pages

_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

wtorek, 21 stycznia 2014

Joseph Ratzinger: Przyszłość Kościoła


W roku 1969 ksiądz Józef Ratzinger (Benedykt XVI), pracując w ojczystych Niemczech jako profesor teologii, wygłosił serię konferencji opublikowanych później w książce "Wiara i przyszłość". Na końcu książki odpowiada na pytanie: "Jak będzie wyglądał Kościół w roku 2000?". Właśnie zakończył się Sobór Watykański II i wiele spekulowano na temat przyszłości. 45 lat później prorocza wizja Ratzingera nie utraciła nic ze swojej wartości. Źródło: Wiara i przyszłość, Ignatius Press, ss. 114-118. Pierwsze wydanie 1969 r.

Przyszłość Kościoła może wyrosnąć - i wyrośnie - z tych, których korzenie sięgają głęboko i którzy żyją czystą pełnią wiary. Nie wyrośnie ona z tych, którzy zaledwie przystosowują się do mijającej chwili ani z tych, którzy zaledwie krytykują innych, a siebie samych mają za niezawodną miarę/przyrząd mierniczy; nie wyrośnie też z tych, którzy podejmują drogę łatwiejszą, którzy schodzą z drogi przed cierpieniem wiary, uważając za fałszywe i anachroniczne, bezwzględne i legalistyczne, wszystko, co stawia przed ludźmi wymagania, co ich boli i przymusza do poświęcenia. Mówiąc dosadniej, przyszłości Kościoła, jak zawsze bywało, nowy kształt nadadzą święci, to jest ludzie, których umysły sięgają głębiej niż hasła dnia, którzy widzą więcej niż inni, bo ich życie obejmuje szerszą rzeczywistość. Nieegoistyczność (unselfishness), która czyni człowieka wolnym, można osiągnąć tylko poprzez cierpliwość małych codziennych aktów wyrzekania się siebie. Dzięki temu codziennemu cierpieniu, które samo odsłania człowiekowi na jak wiele sposobów jest zniewolony przez własne ego, dzięki temu codziennemu cierpieniu i tylko dzięki niemu, oczy człowieka powoli się otwierają. Widzi tylko w takim stopniu, w jakim żył i cierpiał. Jeśli dzisiaj ledwo jesteśmy w stanie poznawać/dopuszczać do świadomości Boga, to dzieje się tak dlatego, że tak łatwo nam przychodzi unikać siebie samych, uciekać przed głębinami naszego bycia przy pomocy narkotyku takiej czy innej przyjemności. Tak oto nasze własne wewnętrzne głębiny pozostają przed nami zamknięte. Jeśli prawdą jest, że człowiek może widzieć jedynie sercem, to jak ślepi jesteśmy!

Jaki ma to wpływ na problem, który rozpatrujemy? [Otóż] znaczy to, że wielkie słowa tych, którzy prorokują Kościół bez Boga i bez wiary to czcza gadanina. Nie potrzeba nam Kościoła, który celebruje kult działania w modlitwach zaangażowanych politycznie. Jest to całkowicie zbyteczne. A skoro tak, to samo się zniweczy. Pozostanie Kościół Jezusa Chrystusa, Kościół, który wierzy w Boga, który stał się człowiekiem i obiecuje nam życie przekraczające (beyond) śmierć. Ksiądz, który jest jedynie pracownikiem socjalnym może zostać zastąpiony przez psychoterapeutę lub innych specjalistów, ale ksiądz, który nie jest żadnym specjalistą, który nie stoi na uboczu, przyglądając się grze, udzielając oficjalnych porad, ale w imię Boga oddaje się do dyspozycji ludziom, ksiądz, który jest przy nich w smutku i radości, w nadziei i lęku - taki ksiądz z pewnością będzie w przyszłości potrzebny.

Pójdźmy o krok dalej. /Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początków. Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasach dostatku. Wraz ze zmniejszeniem się liczby swoich wiernych, utraci także większą część przywilejów społecznych./ W przeciwieństwie do epoki wcześniejszej, będzie postrzegany bardziej jako społeczność ochotnicza (she will be seen much more as a voluntary society), do której wchodzi się jedynie za sprawą wolnej decyzji. Jako mała społeczność, Kościół będzie wymagał o wiele większej inicjatywy poszczególnych członków. Bez wątpienia odkryje nowe formy duszpasterstwa oraz będzie wyświęcać do stanu kapłańskiego dopuszczonych [do tego] (approved) chrześcijan prowadzących [już] jakieś życie zawodowe (who pursue some profession). W wielu mniejszych zgromadzeniach czy w autonomicznych grupach społecznych (in self-contained social groups) opieka duszpasterska normalnie będzie zapewniana w ten właśnie sposób. Obok tego, nieodzowne jak uprzednio będzie kapłańskie duszpasterstwo pełnoetatowe (full-time). Ale przy wszystkich tych zmianach, które możemy zgadywać, Kościół odnajdzie swoją istotę na nowo i z całkowitą pewnością tego, co zawsze było w jego centrum: wiary w trójjedynego Boga, w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem, w obecność Ducha aż do skończenia świata. W wierze i modlitwie Kościół znów zacznie rozpoznawać w sakramentach cześć oddawaną Bogu (worship of God), a nie przedmiot liturgicznej erudycji (subject for liturgical scholarship).

/Rozpocznie na nowo od małych grup, od ruchów i od mniejszości, która na nowo postawi wiarę w centrum doświadczenia. Będzie Kościołem bardziej duchowym, który nie przypisze sobie mandatu politycznego, flirtując raz z lewicą, a raz z prawicą./ Będzie to dla Kościoła trudne, bo proces krystalizacji i klaryfikacji (process of crystallization and clarification) będzie go kosztować wiele cennej energii. Stanie się przez to ubogi i zostanie Kościołem cichych (the Church of the meek) [por. Mt 5, 5]. Będzie to proces tym bardziej mozolny, że trzeba będzie odrzucić/zrzucić z siebie zarówno sekciarskie wąskie horyzonty (sectarian narrow-mindedness), jak i napuszoną (pompous) samowolę. Można przewidzieć, że wszystko to zajmie czas. Proces ten będzie długi i męczący jak [długa i męcząca była] droga od fałszywego progresywizmu w przededniu rewolucji francuskiej - kiedy to biskup mógł być postrzegany jako błyskotliwy (smart) jeśli stroił sobie żarty z dogmatów, czy nawet insynuował, że istnienie Boga żadną miarą nie jest pewne - do odnowy wieku dziewiętnastego. Ale kiedy próba tego przesiewu będzie za nami, wielka siła płynąć będzie z Kościoła bardziej uduchowionego i uproszczonego. Ludzie w świecie całkowicie planowym odkryją, że są niewymownie samotni. Jeśli stracą już z oczu Boga, odczują całą okropność swojej nędzy. Wtedy /zobaczą tę małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali/.

Wydaje mi się więc pewne, że dla Kościoła nadchodzą bardzo ciężkie czasy. Prawdziwy kryzys ledwo się zaczął. Musimy się liczyć ze strasznymi wstrząsami. Jednak jestem równie pewny tego, co zostanie na koniec: nie Kościół kultu politycznego, który już teraz jest martwy, ale Kościół wiary. Może nie będzie już dominującą siłą społeczną w stopniu takim jak dotąd, ale będzie się cieszyć świeżym kwieciem, będzie postrzegany jako dom człowieka, dom, w którym znajdzie on życie i nadzieję przekraczające śmierć.

tłumaczył ZIMA (HU HU HA!) z forum Rebelya

Źródło informacji: FORUM REBELYA

0 komentarze:

Prześlij komentarz




______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________