Pages

______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

czwartek, 19 lutego 2015

Bogdan Kędziorek: Liturgiczne bomby zegarowe



Od najmłodszych lat byłem ministrantem, później lektorem. Wszystko to, co spotykałem w kościele, a więc muzyka, liturgia czy architektura, były moją codziennością. Miałem poczucie, że to wszystko istaniało „od zawsze”. Kiedy zdobyłem zaufanie proboszcza, zaczął powierzać mi klucze od kościoła, zwłaszcza gdy miałem coś naprawić lub przygotować. Wraz z wypełnianiem moich obowiązków zacząłem odwiedzać miejsca wcześniej dla mnie niedostępne: kościelna wieża, podziemia, magazyn na szaty liturgiczne. Każda z tych wypraw stawała się dla mnie okazją do przyjrzenia się przedmiotom, których nigdy wcześniej w kościele nie widziałem. Zaczęło mnie to intrygować, dlaczego tak piękne rzeczy są poupychane gdzieś na strychu, w piwnicy, brudnym magazynie. Pewnego dnia zdobyem się na odwagę i zapytałem o to proboszcza. Usłyszałem: „to stare śmieci, czekają na wyrzucenie”. Ta odpowiedź nie dawała mi spokoju. Wręcz przeciwnie – coraz więcej zacząłem szukać informacji na temat przedmiotów, które znajdowałem.

W końcu postanowiłem porozmawiać z sędziwym kapłanem, dawnym proboszczem naszej parafii. Zamiast szerokiej odpowiedzi, zobaczyłem łzę w oku wiekowego kapłana, i usłyszałem jakby niedokończone zdanie: „wiesz, kiedyś to wszystko było inaczej…”.

Powszechnie słyszy się, że kiedyś po prostu ksiądz stał tyłem, wszystko było po łacinie, ludzie nie rozumieli. I po części to wszystko jest prawdą. Niestety najczęściej zatrzymujemy się na takiej ocenie sytuacji. Albo pogłębienie tematu nie jest nam do niczego potrzebne, albo po prostu nie żałujemy tego, czego nigdy nie doświadczyliśmy. Postarajmy się spojrzeć na sprawę nieco szerzej. Dwudziesty wiek to czas wielkich wojen, zmian, burzenia starego porządku, a budowania nowego. Ogrom ofiar, zmiany granic państw, zmiana statusu życia przeciętnego europejczyka, czy też powolna, acz ustawiczna zmiana jego tożsamości. Wiąże się to nierozerwalnie z pragnieniem „odreagowania” trudnych czasów wojny i poczucia nieustannego zagrożenia.

Jednym ze skutków tych wydarzeń była rewolucja seksualna przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Wiązała się ona nie tylko z większą otwartością na ludzką płciowość i wszystko co z nią związane, ale także z pewnym przewartościowaniem hierarchii wartości. W miejsce wartości „starego świata”, czyli patriotyzmu, nierozerwalnej rodziny czy wiary, zaczęły wchodzić inne, których zadaniem było zbilansowanie braków powstałych wskutek trudnych lat trzydziestych i czterdziestych. To, co dawne, zaczęło być uważane za niemodne, ograniczające postęp, odbierające wolność i w efekcie pozbawiające człowieka radości. Chciano zatem zmiany, czegoś nowego, czegoś, co w końcu da radość każdemu człowiekowi.

W efekcie wolno, ale skutecznie odwróciła się piramida wartości, stawiając człowieka i jego pragnienia na szczycie. Przemiany te zaczęły dotykać także Kościół. Ludzie niechętnie utożsamiali się ze starym porządkiem, który właśnie Kościół starał się reprezentować. Język Kościoła, język hierarchii nie współbrzmiał już z językiem współczesnego człowieka. Oczywiście, nie wszędzie różnice te były aż tak wyraźne, jednak z roku na rok zaczęły się coraz bardziej pogłębiać. W sercach wielu ludzi Kościoła zaczęły się pojawiać pragnienia, by wraz ze zmieniającym się światem, zmienić także to, co od wieków się nie zmieniało. Wobec narastających pragnień zmian stanął papież Jan XXIII, który w 1962 roku zwołał Sobór Watykański II. Założeniem soboru było głębsze przyjrzenie się potrzebom duchowym współczesnego człowieka i dostosowanie do nich Kościoła. Nie chcę wgłębiać się w tematy poszczególnych sesji soborowych i ich owoców. Chciałbym zatrzymać się na jednej, jednakże najbardziej widocznej zmianie: reformie liturgicznej.

Sobór Watykański II liturgią zajął się już na samym początku, na pierwszej sesji. Jej owocem był dokument Sacrosanctum Concilium, dotyczący kultu, czyli tego, co na co dzień obserwujemy w naszych kościołach. Co ciekawe, dokumentowi temu nie można zbyt wiele zarzucić. Nie wprowadza on wielkich zmian, a jedynie ukazuje pewne wytyczne, w jaki sposób należy odnawiać liturgię. Postuluje on zachowanie języka łacińskiego w Mszy, zwraca uwagę na szczególną rolę chorału gregoriańskiego w muzyce kościelnej, ani słowem też nie wspomina o możliwości odwrócenia się kapłana twarzą do ludu czy wprowadzenia nowego ołtarza – stołu – który dziś widzimy w każdym kościele.

Jak zatem doszło do tego, że z ewolucji zapoczątkowanej przez Sobór Watykański II i papieża Jana XXIII, doszło do liturgicznej rewolucji? Odpowiedzią na to pytanie jest jedno nazwisko: arcybiskup Annibale Bugnini. W swych biografiach jest przedstawiany jako wielki współtwórca odnowy obrządku rzymskiego w Kościele katolickim. W latach 1962-1965 przewodniczący Komisji Liturgicznej Soboru Watykańskiego II, zajmującej się przygotowaniem reformy liturgicznej. W latach 1972-1976 sekretarz kongregacji Kultu Bożego. Zaufany doradca papieża Jana XXIII, później także Pawła VI. Dzięki swoim licznym koneksjom miał bezpośredni dostęp do papieża, dzięki czemu projekty, które forsował, nie zawsze były opiniowane przez szersze kolegium liturgistów. Starał się wpłynąć na papieża Pawła VI, by ten jak najszybciej i bez zasięgania opinii czy to ojców soborowych, czy komisji liturgicznej wprowadził rewolucyjny nowy ryt Mszy Świętej. Argumentował, iż potrzeba szybkich zmian. Bez oglądania się na spory kardynałów, opinie czy liczne zastrzeżenia, które – gdy jego projekt ujrzał światło dzienne – zaczęły się pojawiać. Postać arcybiskupa Bugniniego kryje w sobie jeszcze jeden, dość tajemniczy wątek. Mianowicie miał być członkiem loży masońskiej, która nie mogąc wpływać na Kościół od zewnątrz, chciała zacząć zmieniać Kościół od środka. Papież Paweł VI, gdy dowiedział się o owych zarzutach, od razu odsunął arcybiskupa Bugniniego od prac przy liturgii. Było już jednak zbyt późno, by jakiekolwiek zmiany cofnąć, bowiem nowy Mszał Rzymski, zawierający nowy porządek Mszy został ogłoszony w 1969 roku, drukiem ukazał się w roku 1970. Papież Paweł VI o współpracy arcybiskupa z masonerią dowiedział się już po roku 1970. Wtedy to, chcąc definitywnie pozbyć się go z Kurii Rzymskiej, powierzył mu misję nuncjusza apostolskiego w Teheranie (Iran). W ten sposb Rzym nie naraził się na szybkie ujawnienie tych niewygodnych spraw, a jednocześnie uniemożliwił Bugniniemu dalszy wpływ na wprowadzanie w życie reformy liturgicznej, mającej na celu zepchnięcie do niebytu tego, co przez wieki Kościół uważał za jedyne, doskonałe i ortodoksyjne. Owocem przemian liturgicznych, obok zmian w obrzędach sakramentów, stał się nowy porządek Mszy Świętej, tzw. Novus Ordo Missae, który od początku swego istnienia zaczął być przeciwstawiany dawnej liturgii, którą dziś najczęściej nazywamy Mszą Trydencką. Nowa Msza przemyciła w swej formie wiele rzeczy, z którymi Kościół nigdy się nie utożsamiał. W miejsce jedynego kanonu, czyli najważniejszej modlitwy Mszy, pojawiło się kilka tzw. modlitw eucharystycznych. Nie są one już tak ortodoksyjne jak dawne modlitwy mszalne. Zawierają liczne wątki protestantyzujące, rozmywające to, co dla katolików na całym świecie zawsze było oczywiste i niezmienne. Mam tu na myśli rozumienie Mszy Świętej jako ofiary. Nowa teologia, podobnie jak protestantyzm, zaczęła kłaść ogromny akcent na ucztę, na uroczyste zebranie wierzących w Chrystusa. Jest to wyraźna zmiana w wielowiekowym rozumieniu tego, czym Msza Święta jest w swej istocie. Poza tym kapłan został ogołocony ze swego charakteru ofiarnika, a stał się przewodniczącym zebrania modlitewnego wiernych, podobnie jak ma to miejsce we wspólnotach protestanckich. Ogromny akcent został też położony na kapłaństwo powszechne wiernych, na to, że każdy w Nowej Mszy niejako składa ofiarę, co skutecznie rozmyło sens składania ofiary przez kapłana.

Istotna jest także zmiana kierunku celebracji. Do Soboru Watykańskiego II jedynym możliwym kiedunkiem sprawowania Mszy, był kierunek ad orientem, czyli na wschód. Wiąże się to z tradycją sięgającą pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to Chrystusa utożsamiano ze wschodzącym słońcem, które oświeca każdą ciemność. Kapłan jako przedstawiciel ludu nie tyle stał tyłem do owego ludu, lecz przodem do Boga, będąc pierwszym ze zgromadzenia i ofiarnikiem ludu. Pierwszeństwo to nie polegało na jego wyższości, ale przede wszystkim na odpowiedzialności kapłana za ludzi sobie powierzonych przed Bogiem. To kapłan, dając przykład wiary i życia na co dzień miał prowadzić lud do Boga, jednocześnie ponosząc ogromną odpowiedzialność za swoje ewentualne błędy.

Wszystkie zmiany liturgiczne, wolno lecz stanowczo, zaczęły wpływać na katolików na całym świecie. Z przestrzeni sacrum i ciszy otrzymali protestancko-katolicką papkę, obficie okraszoną hałasem tzw. nowej muzyki liturgicznej. Brak owej ciszy i tajemniczości zabrał katolikom także możliwość głębszej modlitwy w czasie Mszy Świętej, rozmowy z Bogiem i z samym sobą. Często zdarza się, że po Mszy z udziałem gitarowych zespołów i dzieci wychodzimy raczej rozbudzeni, zamiast rozmodleni. W ten sposób, każda z tych rzeczy, a wymieniłem ich tylko kilka z wielu więcej możliwych, stanowią swego rodzaju liturgiczne bomby zegarowe, których zadaniem jest rozsadzenie liturgii katolickiej od wewnątrz, a zarazem pozbawienie katolików ich tożsamości religijnej. Zachwiana została bowiem jedna z podstawowych zasad liturgii katolickiej: Lex orandi, lex credendi. Oznacza ona, że to jak się modlimy, wpływa na to jak i w co wierzymy. Wielu teologów powyższą zasadę uzupełnia jeszcze o słowa lex vivendi, czyli to jak wierzymy wpływa z kolei na to, jak żyjemy. A jak my dziś żyjemy? Większość wyznaje hierarchę wartości z okresu rewolucji seksualnej, potęgowanej dodatkowo przez zwolenników nowych ideologii humanistycznych typu gender. Najogólniej mówiąc, to człowiek jest centrum wszechświata (neohumanizm) i to jemu ma być dobrze i przyjemnie (neohedonizm). Oczywiście, tradycyjna doktryna katolicka, której zostaliśmy pozbawieni nie głosiła nigdy, wberw temu co się czasem sądzi, że człowiek powinien być uciemiężony i klęczeć w worze pokutnym na popiele. Jednak, szukając swego szczęścia, powinien respektować pewne prawa, które Bóg odwiecznie wpisał w nasze serca, a których przestrzeganie bądź nie możemy rozpoznać poprzez poruszenia sumienia. Wraz z rewolucją liturgiczną i duszpasterską, katolik utracił to, co przez wieki stanowiło dla niego punkt odniesienia w podejmowaniu decyzji oraz wybieraniu pomiędzy tym, co dobre, a co złe. Doskonale widać to na przykładzie obecnego Synodu o rodzinie. Niektórzy hierarchowie, zwłaszcza tzw. moderniści, czyli gorący zwolennicy rewolucyjnych zmian, proponują rzeczy, które przez lata były w Kościele katolickim nie do pomyślenia. W ten sposób stawiane są kolejne kroki na drodze rewolucji, która z rewolucji liturgicznej na naszych oczach przekształca się w rewolucję doktrynalną. Trzeba otwarcie przyznać, że jeśli do niej dojdzie, jeśli obok rozmycia liturgii dojdzie także do rozmycia nauczania Kościoła, możemy spodziewać się najgorszego.

Mając na uwadze powyższe, trzeba jednak spojrzeć szerzej. Kościół w swej wielowiekowej historii przeżywał już różne trudne momenty. Od pierwszych herezji, poprzez wielką schizmę, aż do reformacji. Wydarzenia te, choć często zmniejszały jego rozmiar i liczbę członków, zawsze pozytywnie wpływały na morale katolików, dając im siłę do mężnego i wiernego strzeżenia wiary ojców. Należy mieć nadzieję, że nawet jeśli współcześnie dojdzie do jakiegokolwiek rozłamu, to prawdziwy Kościół Chrystusa przetrwa i się umocni, bowiem Piotr otrzymał obietnicę: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.

Bogdan Kędziorek

0 komentarze:

Prześlij komentarz



______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________