_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

środa, 15 czerwca 2011

Homilia J.E. kard. Burka podczas Hildebrand Conference

piątek, 10 czerwca 2011

Z księgarskiej półki c.d.

Dietrich von Hildebrand,William A. Marra

SEKSEDUKACJA

Wydawnictwo: ANTYK Marcin Dybowski, Komorów 2011
Format: A5, ss. 238, oprawa: miękka, cena: 33,00 zł
Do nabycia w Księgarnii Patriotycznej ANTYK

FRAGMENT KSIĄŻKI

EDUKACJA SEKSUALNA:

zagadnienia podstawowe I

Lecz kto by stał się przyczyną grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński uwiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Ewangelia według św. Mateusza 18, 6) Jeżeli mamy właściwie ocenić szkodę, jaką duszom dzieci wyrządza tzw. edukacja seksualna - szkodę nie tylko moralną, ale dotykającą całą osobę ludzką i jej duchowe zdrowie - musimy najpierw poznać prawdziwą naturę seksu. Wolna od uprzedzeń analiza wyraźnie pokazuje, że seks jest czymś zupełnie różnym od naszych pozostałych instynktów. Posiada on pewien rodzaj głębi, którego nie mają inne instynkty - ani głód, ani potrzeba snu, ani żadne inne pragnienie zmysłowych przyjemności

SEKS JEST CZYMŚ TAJEMNICZYM I WYJĄTKOWYM

Inaczej na nasze życie osobowe oddziałują owe różne wspomniane wyżej instynkty, a inaczej urok płci przeciwnej, który wzbudza w nas pożądanie cielesne i namiętność. Sfera tego, co wiąże się z płciowością, jest czymś tajemniczym - opromienia całe nasze życie psychiczne w sposób, w jaki nie czyni tego ani pragnienie jedzenia, ani przyjemność towarzysząca jego zaspokojeniu. Przede wszystkim zaś uniesienie seksualne sięga samej głębi naszego cielesnego jestestwa. W jego przemożnej sile tkwi coś niezwykłego, coś, do czego można przyrównać jedynie okropne cierpienia fi zyczne. Wyjątkowość seksu w sferze cielesnej jasno okazuje się przez prosty fakt, że nasza postawa wobec niego ma nieporównanie większe znaczenie moralne aniżeli postawa względem innych pragnień zmysłowych. Poddanie się popędowi seksualnemu gwoli samej tylko przyjemności kala człowieka w sposób, w jaki n. p. obżarstwo nigdy go zbrukać nie może. A właściwa dla tej sfery cnota, czystość, w hierarchii cnót sytuuje się znacznie wyżej niż umiarkowanie. Postawa człowieka wobec seksu jest jednak ważna nie tylko z moralnego punktu widzenia, ale ma również znaczenie dla całej jego osobowości. Wynika to z dwóch czynników: pierwszy, to fakt, że ciało i dusza spotykają się tutaj w sposób szczególny. Drugim jest wyjątkowa intymność seksu. Oprócz głębi życie płciowe posiada szczególnego rodzaju intymność, a to, co intymne, potrzebuje zasłony; musi być chronione przez wstydliwość. Winniśmy uświadomić sobie jednak, że wstydliwość nie jest tym samym co zawstydzenie. Uczucie wstydu stanowi właściwą odpowiedź na to, co ohydne i wstrętne. Wstydzimy się pewnych czynów, które są nie tylko moralnie złe, ale zarazem w jakimś sensie małe i nikczemne. Unikamy upokorzenia, jakie pociągnęłoby za sobą ujawnienie tego typu wykroczeń przed innymi ludźmi. To samo dotyczy rzeczy, które są w jakiś sposób śmieszne. Obawiamy się ich ujawnienia, gdyż mogą nas one ośmieszyć; ponieważ boimy się, że zostaniemy wyśmiani. Zdrowy i przyzwoity człowiek pragnie prywatności również przy wykonywaniu pewnych czynności, które są nieestetyczne i nieprzyjemne dla innych. Wstyd wzbrania mu robienia niektórych rzeczy publicznie. Jedynie zatrącające zezwierzęceniem grubiaństwo albo też pycha i perwersja cyników mogą usunąć ten zdrowy wstyd i pragnienie prywatności. 

ŚWIĘTA WSTYDLIWOŚĆ

Przeciwieństwem wstydu z powodu tego, co złe, jest wstyd szlachetny lub, lepiej, święta i pokorna wstydliwość. To ona sprawia, że człowiek usiłuje ukryć swoje cnoty i unika pochwał innych ludzi - im bardziej ktoś jest pokorny i pobożny, tym silniej rozwija się w nim ta szczególna cecha charakteru. Człowiek taki pragnie swoje zasługi okryć zasłoną. Istnienie tego szlachetnego wstydu dowodzi, że błędnym jest założenie, według którego należy uznawać za złe to, co człowiek obawia się ukazywać publicznie lub ujawnić w jakikolwiek inny sposób. W tym przypadku nie usiłuje ukryć czegoś złego, ale raczej rzecz o wybitnej wartości. Zatem uczucie zawstydzenia różni się radykalnie w obydwu przypadkach. Jeżeli istnieje wstydliwość w odniesieniu do cnót oraz innych cech pozytywnych, tym bardziej istnieje specyficzna wstydliwość względem pewnych rzeczy pozytywnych z racji ich intymności. Intymność jest zjawiskiem jedynym w swoim rodzaju i czymś niezmiernie ważnym. Ludzie niezdolni do zrozumienia tego fenomenu reprezentują sobą ordynarne, powierzchowne i nudne osobowości. Oglądałem niedawno pewien program telewizyjny, w którym reklamowano naiwny i niedorzeczny pogląd. Otóż jeden z uczestników tego programu utrzymywał, że obawa przed pokazywaniem nagiego ciała jest jedynie skutkiem przyzwyczajenia do noszenia ubrań. Gdybyśmy wyrobili w sobie nawyk zakrywania uszu, to, jego zdaniem, ich odkrycie wywierałoby na nas taki sam wpływ, jaki obecnie wywiera pokazywanie naszych nagich ciał. Najprawdopodobniej człowiek ten jest eunuchem. Nie przejawia bowiem najmniejszego zrozumienia dla charakteru pożądania, jakie w mężczyźnie wywołuje ciało kobiety a w kobiecie ciało mężczyzny. Wierzy, że tego rodzaju pożądanie stanowi jedynie skutek naszego braku przyzwyczajenia do oglądania pewnych części ciała. Człowiek ten, to nie tylko eunuch, lecz ktoś całkowicie pozbawiony wrażliwości. Nie ma pojęcia o zjawisku i naturze intymności. To prawda, że przyzwyczajenie do pewnych rzeczy przytępia nasze rozumienie ich charakteru i specyficznego czaru. Fakt ten jednak w żaden sposób nie dowodzi, że cecha, o której mowa, stanowi wyłącznie efekt zaskoczenia. Ani omawiany aspekt intymności, ani szczególna atrakcyjność ludzkiego ciała nie są rezultatem nawyku zakrywania określonych części ciała - raczej to, co intymne, obiektywnie domaga się okrycia. Ubiór istnieje zatem ze względu na potrzebę intymności, a nie odwrotnie.

SZCZEGÓLNY CHARAKTER RZECZY INTYMNYCH

Ów człowiek zapomniał, że wprawdzie to, co intymne, posiada swoisty charakter, na który - dzięki przyzwyczajeniu - możemy stać się ślepi, tym niemniej inne rzeczy, którym tego charakteru brakuje, nigdy go nie nabiorą tylko dlatego, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do ich oglądania. W rzeczywistości intymność stanowi obiektywną cechę pewnych przedmiotów i postaw. Najprawdziwszym streszczeniem intymności jest seks. Wszelkie ujawnienie tego, co wiąże się z płciowością, stanowi ujawnienie czegoś intymnego i osobistego; jest wprowadzeniem drugiego człowieka w naszą tajemnicę - ponieważ, w pewnym sensie, sprawy płci stanowią tajemnicę każdej osoby. Z tego właśnie powodu sfera seksualna domaga się wstydliwości w jej najbardziej charakterystycznym znaczeniu. Wszystko to sprawia, że seks może stać się wyrazem miłości oblubieńczej - czymś, co konstytuuje ostateczne zjednoczenie osobowe. Nie tylko zresztą może to uczynić, ale wręcz wyznaczono mu taką właśnie rolę. Jego przeznaczeniem jest być włączonym w miłość i służyć wzajemnemu ofiarowywaniu siebie, a to właśnie stanowi cel miłości oblubieńczej. Żeby zrozumieć prawdziwą naturę seksu, jego znaczenie i wartość, musimy rozpocząć od wielkiego i wspaniałego zjawiska, jakim jest miłość pomiędzy mężczyzną i kobietą; miłość, o której Pieśń nad pieśniami mówi: Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko.(Pnp 8, 7)

SEKS JEST PRZYPORZĄDKOWANY MIŁOŚCI OBLUBIEŃCZEJ

Seks tak głęboko jest związany i przyporządkowany tej miłości, którą chcemy nazywać miłością oblubieńczą (w odróżnieniu od miłości rodzicielskiej, synowskiej czy przyjaźni), że gdy tylko oddzielimy go od tej miłości, natychmiast stajemy się ślepi na jego prawdziwą naturę. Nie uda nam się zrozumieć natury seksu, jeżeli oddzielimy go od wewnętrznego powiązania z miłością małżeńską z jej specyficznym odcieniem bycia zakochanym. Seks nie jest formą miłości małżeńskiej - jak uważa wielu tych, którzy znajdują się pod wpływem mitologii freudowskiej. To miłość stanowi formę seksu, to ona daje nam klucz do zrozumienia jego najgłębszej natury. Prawdziwa natura seksu uwidacznia się natychmiast, gdy tylko ktoś się zakocha - w prawdziwym i autentycznym tego słowa znaczeniu. Dążąc do cielesnego zespolenia z ukochaną osobą, człowiek taki zaczyna wyraźnie pojmować, na czym polega unikalna intymność tej sfery. Przez sam fakt, że nade wszystko pożąda ostatecznego zjednoczenia z osobą ukochaną w akcie małżeńskim, jednoznacznie poświadcza i uznaje intymność i wyjątkowość, które przynależą do sfery seksualnej. Rozumie także wyłączność tego wzajemnego ofiarowania się sobie oraz jego wiążący, nieodwołalny charakter. By jednak w pełni ujawnić swoją naturę, seks wymaga nie tylko miłości oblubieńczej, lecz również wyraźnej i głośno wyrażonej woli ukonstytuowania nieodwołalnego zjednoczenia z osobą kochaną, tzn. zgody - aktu, poprzez który konstytuuje się małżeństwo. Duszą aktu seksualnego jest sprawiane przezeń osobowe zjednoczenie z osobą ukochaną. Akt małżeński stanowi wyraz tego zjednoczenia lub, lepiej, jest aktem, który doprowadza do spełnienia tego ostatecznego zespolenia. Powinno to być oczywiste dla każdego, kto kiedykolwiek doświadczył prawdziwej miłości oblubieńczej. Jednak nawet ten, który nie doświadczył jeszcze tej wielkiej i głębokiej miłości, może uświadamiać sobie głębię i tajemnicę zarówno seksu jak miłości oblubieńczej i w ten sposób zdobyć prawdziwy i autentyczny pogląd na istotę pożycia seksualnego. Wciąż pamiętam rozmowę, jaką około pięćdziesięciu lat temu odbyłem z młodym człowiekiem, który studiował ze mną na uniwersytecie monachijskim. Rozmawialiśmy o stosunkach przedmałżeńskich. Nigdy nie zapomnę, jak gwałtownie odrzucił takie korzystanie z seksu: "Czy uważasz, że jestem głupcem, który zrujnuje sobie wspaniałe doświadczenie nocy poślubnej, gdy tajemnica kobiecości zostanie ujawniona przede mną po raz pierwszy w kobiecie, którą kocham? Czy sądzisz, że nie wiem, że zniszczyłbym pełnię i szczęście tego doświadczenia z tą jedyną, którą naprawdę ukochałem, bawiąc się nim teraz i traktując je jak zabawkę?" Nie był to człowiek religijny; nie podchodził do spraw płci od strony w pierwszym rzędzie etycznej. Jego słowa stanowiły jedynie skutek zrozumienia tajemnicy pożycia seksualnego, które jest wyrazem ostatecznej miłości i jako takie może stać się źródłem prawdziwego szczęścia. To, że coś może zostać nadużyte bądź wypaczone, w żaden sposób nie zmienia prawdziwego znaczenia i istoty tego czegoś. Tak więc fakt, że do działalności umysłowej wielu ludzi przyciąga możliwość zademonstrowania własnej zręczności intelektualnej i, w rezultacie, zaspokojenie własnej próżności, nie jest żadnym dowodem przeciwko temu, że właściwą misją intelektu jest poznawanie prawdy. Podobnie tendencja do izolowania seksu nie zaprzecza jego autentycznemu znaczeniu i przeznaczeniu. Fakt, że pożądanie seksualne często powstaje bez związku z miłością małżeńską oraz to, że seks, nawet oddzielony od miłości, może wywoływać u ludzi ogromną fascynację, nie jest żadnym argumentem przeciwko jego wewnętrznemu powiązaniu z miłością oblubieńczą. W skutek grzechu pierworodnego seks może stać się czystą aktualizacją pożądania, wówczas jednak prezentuje swój zupełnie inny aspekt. Jak dotąd badaliśmy prawdziwą naturę seksu, jego głębię, intymność i zasadnicze powiązanie z miłością małżeńską; wyjątkowe zespolenie, któremu towarzyszy wzajemne ofiarowanie małżonków i które urzeczywistnia akt małżeński - jednym słowem tajemnicę seksu. Na takim tle w całej pełni ujawnia swą obrzydliwość tzw. szkolna edukacja seksualna.

DWA FUNDAMENTALNE BŁĘDY NASZEJ EPOKI

Można zapytać, jak to się stało, że ten niedorzeczny pogląd - pozostający w radykalnej opozycji wobec zdrowego rozsądku i nigdy wcześniej nie znany - pojawił się tak nagle i nieoczekiwanie. Jak wytłumaczyć ten, wydawać by się mogło, powszechny entuzjazm - oczywiście nie rodziców, lecz nauczycieli oraz administratorów szkół - dla edukacji seksualnej? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przyjrzeć się dwóm fundamentalnym błędom, które weszły do obiegu w naszej epoce. Pierwszy - to fetyszyzacja nauki, drugi - to mentalność reportera, która domaga się, by absolutnie wszystko zostało ujawnione. Kilkakrotnie kładłem już nacisk na fakt fetyszyzacji nauki. Chciałbym obecnie zwrócić uwagę na pewien szczególny aspekt tej fetyszyzacji, mianowicie wyniesienie nauki na poziom religii; podejmowanie wysiłków, aby przyznać nauce rolę czynnika absolutnie dominującego w naszym życiu - rolę, którą w życiu wierzącego katolika, może odgrywać jedynie Jezus Chrystus, Bóg - Człowiek. Gdy czyta się życiorysy świętych - lub wielkich osobowości Kościoła Katolickiego, których wiara może stanowić przykład dla innych - jasno widać, że ludzie ci czynili wszystko w świetle i w imię Chrystusa; wszystkie rzeczy, każde naturalne dobro jak i wszelkie zło postrzegali w Jego świetle. Rozumieli, że Chrystus stanowi klucz do rozwiązania każdego problemu; że jest jedyną drogą do zrozumienia najgłębszej istoty wszystkich rzeczy. Dziś jednak, tzw. katolicy progresywni wierzą, że to nauka, zwłaszcza zaś nauki przyrodnicze otwierają nam oczy na prawdziwą i autentyczną rzeczywistość i odkrywają przed nami głębszą, obiektywną naturę świata. Tak więc, ich zdaniem, każdą sytuację życiową winniśmy rozpatrywać w świetle wiedzy naukowej. Nasz język powinien coraz lepiej dostosowywać się do tych aspektów świata, które odkrywa dla nas nauka. Język naturalny winien ustąpić terminom naukowym, a właściwie naukowemu żargonowi.

OBJAWIENIE POŚWIADCZA PRAWDĘ ABSOLUTNĄ

Aby zrozumieć zamieszanie, jakie niesie ze sobą takie podejście, wystarczy uzmysłowić sobie, że na mocy swojej własnej natury nauka nigdy nie może zagwarantować nam wiedzy absolutnie pewnej, lecz jedynie wiedzę prawdopodobną. Nauka stale się rozwija, a wcześniejsze rezultaty są zastępowane przez nowe wyniki badań. Fizyka Newtonowska - dla Kanta ucieleśnienie wiedzy pewnej - ustępuje dziś pola innym teoriom. Wiedza naukowa nigdy nie jest wiedzą absolutnie pewną. Zupełnie inaczej rzecz ma się w przypadku religii, tj. prawdy przekazanej nam przez Objawienie - na mocy swej własnej natury absolutnie pewnej, jeśli tylko Objawienie jest autentyczne. Jeżeli objawienie nie jest słowem Boga, lecz tylko konstrukcją ludzkiego umysłu, zwykłym mitem, wówczas nie można po prostu twierdzić, że zawiera prawdę relatywną - przeciwnie, nie zawiera w sobie w ogóle żadnej prawdy. Próby uczynienia z nauk przyrodniczych absolutu są przejawem postawy jak najbardziej nienaukowej i dyletanckiej, a to dlatego że, jak przed chwilą zauważyliśmy, nauka nigdy nie oferuje absolutnej metafizycznej pewności. Co więcej - nauka nie może mieć charakteru wiedzy absolutnej, ponieważ zajmuje się jedynie pewną warstwą rzeczywistości, i to ani najgłębszą, ani najważniejszą. Nauki przyrodnicze, ze swej natury, mogą nam jedynie powiedzieć coś na temat świata materii - nieożywionej bądź ożywionej. W tym drugim przypadku dostarczają informacji odnośnie aspektu fizjologicznego. Nauki te jednak nigdy nie mogą dać nam poznania, czym jest osoba ludzka, ludzka wolność; czym dobro i zło, piękno i brzydota, natura więzi z innym osobami, miłość i szczęście, nasze przeznaczenie, sens naszego życia - ludzki aspekt czy duchowa strona otaczającego nas świata. Prawdziwy i autentyczny naukowiec w pełni uświadamia sobie ograniczenia dotyczące przedmiotu jego badań. Dlatego też, niezależnie od tego jak wybitnym i uzdolnionym jest w swojej specyficznej dziedzinie, nigdy nie będzie twierdził, że wie tym samym więcej o rzeczywistości etycznej, estetycznej czy metafizycznej - jednym słowem - o rzeczywistości duchowej, niż jakikolwiek inny człowiek wie dzięki swojemu zdrowemu rozsądkowi. Gdy uświadomimy sobie prawdziwą naturę nauk przyrodniczych, widzimy wyraźnie, jak błędne jest uznawanie tej warstwy rzeczywistości, którą owe nauki badają, za bardziej realną, bardziej autentyczną i poważniejszą niż wszystkie inne obszary, które nie poddają się metodom badawczym właściwym dla nauk przyrodniczych. Pogląd taki stanowi wyraźny przejaw intelektualnej miernoty.

ABSURDALNA KONCEPCJA RZECZYWISTOŚCI

Opisana powyżej mentalność pozostaje w związku z zabobonem, według którego im coś metafizycznie niższe, tym pewniejsze jest jego istnienie i tym mocniej utwierdzone w swej realności. Wynika stąd, że prawdziwy realista musi z metafizycznie niższej warstwy bytu uczynić rzeczywistość zasadniczą, która rzuca światło na wszystkie pozostałe. Człowiek taki będzie twierdził, że instynkty są czymś niepowątpiewalnym, natomiast akty duchowe, np. żywienie określonych przekonań, poznawanie czegoś, odpowiadanie na jakąś wartość, miłość lub wdzięczność, uzna za coś mniej lub bardziej mglistego i niepewnego - będzie skłonny sprowadzić je do zwykłej funkcji instynktu lub nawet do chemicznych procesów naszego mózgu. Całe to podejście oparte na uznawaniu czegoś za tym bardziej rzeczywiste im niższe zajmuje miejsce w hierarchii metafizycznej, to spoglądanie na wszechświat "od dołu", nie ma żadnego uzasadnienia i jest najzwyklejszym zabobonem. Rzecz ma się odwrotnie: to co dotyczy wielu sfer życia, to co metafizycznie wyższe, stanowi klucz do właściwego zrozumienia tego co niższe. Dlatego funkcje pewnych instynktów można uchwycić jedynie w świetle wyższych aktów osobowych. Naprawdę jest tak, że wszystkie głębsze doświadczenia naszego ludzkiego życia, znaczenie oraz wartość rzeczy, ujawniają swą istotę w nieporównanie wyrazistszy sposób dzięki Chrystusowi. Kiedy w świetle Chrystusowym odkryjemy, że nasze życie na ziemi jest pielgrzymką, gdy zrozumiemy, że tym, co się liczy, jest przede wszystkim życie wieczne - wówczas objawi się nam prawdziwe i głębsze znaczenie tego życia i wszystkich wielkich jego dóbr. W Chrystusie i przez Chrystusa nasze codzienne życie pokazuje swoje prawdziwe oblicze i znaczenie. Niektóre osoby uważające się za katolików, więcej, nawet kapłani i prałaci, chcą zastąpić światło Chrystusa mglistym podejściem naukowym. Wywracając wszechświat do góry nogami i wierząc, że niższa warstwa rzeczywistości stanowi klucz do zrozumienia wyższej (a nie odwrotnie), w dramatyczny sposób pokazują, jak wielkiego błędu padli ofiarą. Przez krótki okres swego życia poeta Strindberg wyznawał ten naukowy zabobon i w swoich powieściach zaczął nazywać wodę H2O, itp. Wkrótce jednak zrozumiał, jakie to było głupie i niedorzeczne i jak jego styl, nie stając się przez to prawdziwszy, został odarty z wszelkiego poetyckiego czaru i realizmu.

NAJNOWSZY NAUKOWY ZABOBON

Edukacja seksualna stanowi najnowszy i najgorszy przykład tego naukowego zabobonu. Już sam termin edukacja seksualna jest bezsensowny. Przede wszystkim nauczanie w szkole, tj. przekazywanie informacji mylone jest z edukacją i wychowaniem. Po drugie, seks nie jest przedmiotem nauczania czy uczenia się - wyjątkiem jest tu psychiatra i ginekolog. Staje się to oczywiste, gdy tylko uświadomimy sobie, jak niedorzeczne i absurdalne byłoby powiedzenie: "mam gorsze oceny z algebry, ale podciągnąłem się z seksu!" Niewątpliwie dla pewnych studentów szczęśliwie się składa, że edukacja seksualna uchodzi obecnie za taki sam przedmiot poważnych badań i nauczania jak chemia czy historia. Można przewidywać, że wielu zbuntowanych studentów, którzy chcieliby zniesienia stopni doktorskich, zmieni nagle swoje poglądy, jeżeli zostanie udostępniony program studiów doktoranckich z edukacji seksualnej. Słyszy się już nawet, jak panikarze mówią o wielkiej eksplozji szkół wyższych kształcących w tym zakresie. Jest tylko jeden sposób, aby rozwinąć w człowieku właściwą postawę wobec płciowości, mianowicie tajemnica płciowości musi być przekazywana i odsłaniana z największym szacunkiem i czcią - wyłącznie w dialogu dwu osób, ojca lub matki z dzieckiem. Pseudonaukowe nauczanie o sprawach związanych z płciowością w szkole, w neutralizującej i nasyconej jawnością atmosferze, jest absolutnie wykluczone! Oprócz nacechowanego szacunkiem i czcią odsłaniania dziecku tej sfery w jej głębokiej tajemnicy rodzice są odpowiedzialni również za wychowanie seksualne w prawdziwym tego słowa znaczeniu: muszą chronić swoje dziecko przed wszelkim neutralizującym omawianiem spraw zawiązanych z płciowością; przed wszystkimi niezliczonymi zgubnymi i nieczystymi wpływami tej pornograficznej epoki, w której przyszło nam żyć. Rodzice winni wzmacniać w dzieciach cześć, wolę czystości, nawet umiłowanie cnoty czystości. Muszą wyrobić w dzieciach umiejętność powstrzymywania się od zaspokajania rozpasanych pragnień - co zresztą stanowi element wychowania chrześcijańskiego w ogóle. Widzieliśmy, że seks nie jest po prostu i jedynie zwykłym instynktem biologicznym. Widzieliśmy jego intymność i głębię. Widzieliśmy, że przeznaczono mu być wyrazem prawdziwej miłości oblubieńczej i spełnieniem ostatecznego zespolenia dwojga kochających się osób w świętym związku małżeńskim. Widzieliśmy również, że prawdziwą naturę i znaczenie seksu można zrozumieć jedynie w świetle jego roli jako instrumentu ostatecznego, wzajemnego i nieodwołalnego ofiarowania siebie drugiej osobie.

ZNIEKSZTAŁCENIE ISTOTY SEKSU

Na tym tle wyraźnie widać, że tzw. edukacja seksualna, która przedstawia seks jako czysto biologiczny instynkt i która, kosztem interpretacji duchowej, nadmiernie akcentuje rolę anatomicznych i fizjologicznych procesów, stanowi w rzeczywistości zniekształcenie istoty seksu, zafałszowanie jego prawdziwego i głębokiego charakteru. Dzieci zostają wprowadzone w błąd. Opisywanie seksu, jak gdyby ten przynależał do tego samego, czysto biologicznego obszaru, co, na przykład, trawienie jest najzwyklejszym kłamstwem. Tego rodzaju edukacja seksualna jest wielkim oszustwem przypominającym sytuację, w której ślepcy rozprawiają o kolorach.

środa, 8 czerwca 2011

Nadejście Antychrysta. Proroctwo Św. Nila





Zdając sobie sprawę, że postać św. Nila jest prawie nieznana dla większej części wiernych Kościoła, poniżej prezentujemy krótką notkę biograficzną Świętego pochodzącą z Encyklopedii Katolickiej (wydanie z 1911 r. – w j. angielskim):

Święty Nil był jednym z uczniów i żarliwych obrońców Jana Chryzostoma. Był on żołnierzem pełniącym służbę na dworze cesarskim w Konstantynopolu; żonatym, miał dwóch synów. W czasie gdy św. Jan Chryzostom był patriarchą, przed swoim wygnaniem (w latach 398 – 403), Nil pobierał u niego nauki w zakresie studiów nad Pismem św. i uczynków pobożności.

Święty Nil pozostawił żonę i jednego syna i wraz z drugim synem Theodulosem, wybrał się na górę Synaj aby zostać mnichem. Biskup Eleusy wyświęcił ich obu do stanu duchownego. Matka i drugi syn również wybrali życie zakonne w Egipcie.

Przebywając w klasztorze na górze Synaj św. Nil stał się dobrze znaną osobistością w Kościele Wschodnim. Poprzez swoje pisma i korespondencje odegrał on ważną rolę w historii. Był znany jako teolog, nauczyciel Pisma św. i i pisarz ascetyczny, tak że ludzie wszystkich stanów, od cesarza począwszy a na niewolniku skończywszy, słali do niego listy z prośbami o radę.

Treścią jego licznych pism, włączając w to bogaty zbiór listów, były potępienia wszelkich występków, w tym szczególnie herezji i pogaństwa oraz nadużyć dyscypliny. Szeroko omawiał prawa i reguły ascetyzmu ze szczególnym uwzględnieniem maksym dotyczących życia zakonnego.

Nie obawiał się też napominać a nawet grozić ludziom na wysokich stanowiskach, opatom i biskupom, gubernatorom i senatorom, nawet samemu cesarzowi. Korespondował on z przywódcą Gotów Gainą, usiłując nawrócić go z Arianizmu. Energicznie potępił on prześladowanie św. Jana Chryzostoma przez cesarza Arkadiusza i jego dwór.

Świętego Nila trzeba zaliczyć do czołowych pisarzy ascetycznych piątego stulecia. Jego święto jest obchodzone 12 listopada w bizantyjskim kalendarzu; w tym samym dniu jest też czczony w Martyrologium Rzymskim. Święty Nil prawdopodobnie umarł ok. roku 430, gdyż brak jest dowodów na jego działalność po tej dacie.

TREŚĆ PROROCTWA

Ludzie po 1900 roku, w połowie XX stulecia, zmienią się nie do poznania. Kiedy nadejdzie czas nadejścia Antychrysta, cielesne namiętności zaćmią umysły ludzi, hańba i bezprawie będzie rosnąć w siłę. Wtedy to świat będzie się zmieniać nie do poznania. Wygląd ludzi się zmieni tak, że nie można będzie odróżnić mężczyzn od kobiet, z powodu bezwstydności w ubiorze i uczesaniu. Ludzie ci będą okrutni i podobni do dzikich zwierząt z powodu pokus Antychrysta.

Nie będzie żądnego szacunku dla rodziców i starszych ludzi, miłość będzie gasnąć, a katoliccy duchowni, biskupi i księża, będą stawać się próżnymi ludźmi, zupełnie nie odróżniającymi prawdy od fałszu.

W tym czasie zmieni się moralność i tradycje chrześcijan i Kościoła. Ludzie porzucą skromność, i zapanuje rozwiązłość. Kłamstwo i chciwość przybierze wielkie rozmiary, a biada tym co gromadzą skarby. Żądza, cudzołóstwo, homoseksualizm, tajemne niegodziwości i zbrodnia zapanują w społeczności.

W tym czasie który nadejdzie, z powodu ogromu tych wielkich zbrodni i rozwiązłości, ludzie zostaną pozbawieni łaski Ducha Świętego, jaką otrzymali na Chrzcie świętym, a także wyrzutów sumienia.

Domy Boże będą pozbawione bogobojnych i pobożnych duszpasterzy, i biada chrześcijanom jacy pozostaną na świecie w tym czasie. Wielu zupełnie straci Wiarę, ponieważ nie znajdą nikogo, kto by im pokazał światło prawdziwej wiedzy.

Wtedy to będą się oni separować od świata w święte „okopy” w poszukiwaniu ulgi w ich duchowych cierpieniach, ale wszędzie będą napotykać przeszkody i ograniczenia.

I wszystko to będzie wynikać z faktu, że Antychryst będzie chciał być panem ponad wszystkim i stanie się władcą całego świata, i będzie czynić „cuda” i znaki kłamliwe. Udzieli też nieszczęśliwemu człowiekowi zdeprawowanej inteligencji tak, że odkryje on sposób w jaki jeden człowiek będzie mógł prowadzić rozmowę z innym z jednego końca ziemi do drugiego. W tym czasie ludzie będą latać jak ptaki i docierać do dna morskiego jak ryby. I kiedy dokonają tego wszystkiego, ci nieszczęśliwi ludzie będą wieść życie w wygodach nie wiedząc, biedne dusze, że jest to oszustwo Antychrysta. I co jest świętokradztwem – Antychryst tak napełni naukę próżnością, że zboczy ona z prawdziwej drogi i spowoduje, że ludzie stracą wiarę w istnienie Boga i w tajemnicę Trójcy Przenajświętszej.

Wtedy to dobry Bóg zobaczy upadek ludzkiego rodu i skróci te dni przez wzgląd na tych niewielu, którzy będą zbawieni, ponieważ nieprzyjaciel stara się wprowadzić w błąd (jeżeli to możliwe) nawet i wybranych (1)… Wtedy to miecz kary nagle się ukarze i zgładzi bezbożnika(2) i jego pachołków (3).

Przypisy: 1) por. Mt 24, 24.; 2) tj. Antychrysta; 3) por. 2 Tes 2, 8.

tł. Mirek S.

Tekst pochodzi z letniego wydania pisma „THE FATIMA CRUSADER” (1996),

ukazał się w „Szczerbcu” nr 8-10 (118-120) z 2001 r.

Źródło informacji: NACJONALISTA.PL

Egalitaryzm. Religia naszych czasów

Wykład Pana Michaela Drake'a p.t.

EGALITARYZM

RELIGIA NASZYCH CZASÓW

Warszawa, 30 V 2011 r.

Do pobrania i odsłuchania w formacie MP3

MP3, 65 MB

POBIERZ PLIK

wtorek, 7 czerwca 2011

Aberracje liturgiczne cz. 44


Sobór Watykański II a komunizm

Z księgarskiej półki c.d.

x. Andrea Mancinella

ROK 1962 

REWOLUCJA W KOŚCIELE


Wydawnictwo ANTYK Dybowski, Komorów 2011
Format A5, ss. 366, oprawa miękka, cena 44,00 zł
Do nabycia w księgarnii Patriotycznej ANTYK
SŁOWO OD WYDAWCY POLSKIEGO
Wydaje się, iż o kryzysie, katastrofie, rewolucji w Kościele napisano już tak wiele. Co więcej ostatnio sam papież Benedykt XVI zachęca do spojrzenia krytycznego na Sobór Watykański II, przede wszystkim zaś na "ducha soborowego", w imię którego dokonano tak wiele zła. Papież określa zmiany posoborowe jako zniszczenie Tradycji, w szczególności ubolewa nad dewastacją świętej liturgii Mszy, zastąpionej - według jego własnych słów - "produktem chwili", czyli Novus Ordo Missae Pawła VI. Być może wielu z Czytelników będzie zaszokowanych treścią tej książki. Na pewno, jeśli tylko przyzwyczaili się do okrągłych formułek nowomowy mediów (w tym także olbrzymiej części mediów katolickich) gdzie o coraz tragiczniejszej sytuacji duchowej i materialnej katolików (przede wszystkim całych rodzin katolickich) albo nie mówi się wcale, albo mówi się tak by nie urazić ani nikogo, kto zawinił, ani nikogo, od którego obecnie zależy możliwa poprawa sytuacji. Ale w konsekwencji takie bicie piany i kontrolowane dysputy nikogo też nie nawrócą, nikogo nie obudzą do życia - i zapewne właśnie o to chodzi by świat katolicki spał w tym czasie, gdy jeszcze czegoś może dokonać resztką swych sił, gdyby ktokolwiek zechciał go wezwać do CZYNU! Czasopisma "katolickie" w Polsce puszczają się na "głębiny" w poszukiwaniu przyczyn kryzysu - robią to często te same redakcje lub środowiska, które przez długie dziesięciolecia, za cenę swego koncesjonowanego bytu w komunizmie, podstępnie niszczyły wiarę i obyczaje katolickie w Polsce, brutalnie atakowały hierarchów, którzy stali na straży ortodoksji. Dziś chcą zdominować temat poszukiwania dróg wyjścia, chcą być sędziami we własnej sprawie i kolejny raz wywieść w pole wspólnotę katolickiego narodu, który być może znalazłby wyjście z matni. Katolicy zwyciężyliby, o ile tylko odwołaliby się do sensus catholicus a krucjatę walki o odrodzenie moralne, krucjatę powrotu do Boga, krucjatę o prawdziwą reformę oparliby o świętą Tradycję, którą naród żył ponad tysiąc lat i z którą zżył się o wiele bardziej niż z serwowanymi od kilkudziesięciu zaledwie lat neopogańskimi pomysłami na modernizację Kościoła i cywilizacji. Publikując tę książkę kieruję się zasadą sprawiedliwości. Postawmy sobie bowiem proste pytanie, czy w dyskusji dopuszczono do głosu tych, którzy o tym kryzysie mówili od samego początku i którzy przed tym, co nieuchronnie nastąpiło ostrzegali nas od samego początku? A więc, nawet jeśli nie ze wszystkim drogi Czytelniku będziesz się chciał zgodzić, to dla samej już przyzwoitości wysłuchaj głosu tych, którzy nie byli fałszywymi prorokami obiecującymi stadnie "nową wiosnę Kościoła", lecz którzy przepowiadając ruinę Winnicy Pańskiej, odważyli się nazywać rzeczy po imieniu od samego początku. I jeśli tylko książka ta wzbudzi nieudawaną dyskusję, bez niepotrzebnej posoborowej nowomowy, negliżując fałszywych zatroskanych (dawnych mącicieli) pozbawi ich przemożnego wpływu na kierunek dysputy o przyszłości Kościoła, to będzie to wystarczające usprawiedliwienie dla ukazania się tej kolejnej "kontrowersyjnej pozycji"
Wydawnictwa ANTYK.
28 maja 2011 w trzydziestą rocznicę śmierci ks. Stefana kard. Wyszyńskiego
P.S. Polecam lekturę Aneksów na końcu ksiązki szczególnie zakłopotanym i święcie oburzonym Czytelnikom, którzy być może po raz pierwszy zapoznają się z wieloma "gorszącymi" faktami ukazującymi w innym świetle posoborowy okres dziejów. 

x. prof. Brunero Gherardini - L'Inferno nel Magistero della Chiesa

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.