_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

piątek, 21 września 2012

Znaczenie i ograniczenia autentycznego Magisterium


x. prof. Brunero Gherardini 

ZNACZENIE I OGRANICZENIA AUTENTYCZNEGO MAGISTERIUM

Jeżeli jednak ktoś chciał mówić doktrynalny mając na myśli dogmatyczny, byłby to błąd: żaden dogmat nie jest określony przez Sobór Watykański II. Jeżeli ma on jakąś wartość dogmatyczną, to tylko w fragmentach, w których powołuje się na uprzednio zdefiniowane dogmaty. Jego Magisterium, mówiąc krótko, jak było mówione nieraz do każdego kto ma uszy do słuchania, jest uroczyste i najwyższe. Bardziej problematyczna jest jego ciągłość z Tradycją...


piątek, 14 września 2012

Pielgrzymka do Rzymu z okazji 5 rocznicy ogłoszenia motu proprio Summorum Pontificum

Na 3 listopada w ramach Roku Wiary mają spotkać się w Rzymie katolicy korzystający z postanowień listu apostolskiego - motu proprio Benedykta XVI "Summorum Pontificum". 

Organizacją spotkania zajmuje się utworzony w tym celu przez różne stowarzyszenia, grupy i ruchy wiernych "Coetus internationalis pro Summorum Pontificum" (Międzynarodowa grupa na rzecz Summorum Pontificum) 

Celem spotkania jest  możliwość wyrażenia poparcia dla Ojca Świętego i podziękowania za papieski dokument uwalniający stary ryt rzymski, która stał się dla wielu kapłanów i wiernych źródłem ogromnych duchowych łask. A zaproszenie do pielgrzymowania skierowane jest do wszystkich wiernych aby potwierdzili swą katolicką wiarę i wierność papieżowi,  oraz wyrazili wiarę, że tradycyjna liturgia łacińska jest doskonałym narzędziem Nowej Ewangelizacji ze względu na jej powodzenie wśród ludzi młodych oraz jej uniwersalność.  

Głównym punktem pielgrzymki będzie Msza Pontyfikalna w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego o godz. 10 w sobotę, 3 listopada, w bazylice św. Piotra, bijącym sercu świata katolickiego.

_____________________

Rozmowa z Thomasem Murphym, rzecznikiem Coetus Internationalis pro Summorum Pontificum.

1) Jest Pan oficjalnym rzecznikiem Coetus Internationalis pro Summorum Pontificum: Co jest celem tego komitetu?

Coetus Internationalis zrzesza różne grupy wiernych które na swój sposób pracują na rzecz wsparcia Summorum Pontificum. Współpraca i zjednoczenie tych grup w miłości są naszym podstawowym zadaniem. Obecnie koncentrujemy się na organizacji pielgrzymki do Rzymu w pierwszej połowie listopada.

Korzystając z okazji Roku Wiary i piątej rocznicy Summorum Pontificum zapraszamy stowarzyszenia, grupy i ruchy wiernych z Europy i świata, aby dołączyły się do nas w Rzymie, żeby wyrazić poparcie dla Ojca Świętego i podziękować z papieski dokument uwalniający stary ryt rzymski. To zaproszenie jest skierowane do wszystkich wiernych aby potwierdzili swą katolicką wiarę i naszą wierność papieżowi, żeby wyrazić wiarę, że tradycyjna liturgia łacińska jest doskonałym narzędziem Nowej Ewangelizacji ze względu na jej powodzenie wśród ludzi młodych oraz jej uniwersalność.

Głównym punktem pielgrzymki będzie Msza Pontyfikalna w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego o godz. 10 w sobotę, 3 listopada, w bazylice św. Piotra, bijącym sercu świata katolickiego.

2) Jakie ruchy przyłączyły się do tej inicjatywy?

Lista ruchów rośnie niemalże z dnia na dzień. Zamierzamy stworzyć wstępną listę na dzień oficjalnego ogłoszenia pielgrzymki, 10 września, lecz niektóre z ruchów zasługują na szczególną uwagę. Mówię to także jako sekretarz Międzynarodowej Federacji Una Voce, która udzieliła mocnego wsparcia Coetus Internationalis. Organizacje członkowskie naszej Federacji z pięciu kontynentów, a zwłaszcza Una Voce Italia, są zaangażowane czynnie w pracę Coetus Internationalis.

Wspaniałą nową inicjatywą jest Coetus Nationalis pro Summorum Pontificum (CNSP), zrzeszające  grupy i organizacje Półwyspu Apenińskiego, w tym niektóre z naszych stowarzyszeń Una Voce. CNSP jest opoką Coetus Internationalis.

Chciałbym również zauważyć wkład bardzo doświadczonej i znanej francuskiej organizacji Notre- Dame-de-Chretiente, organizatora dorocznej pielgrzymki do Chartres a takżeFoederatio Internationalis Juventutem, Międzynarodowej Federacji Młodych wspierającychSummorum Pontificum, znanych ze Światowych Dni Młodzieży, którzy potwierdzili swoje uczestnictwo w Coetus Internationalis kilka dni temu.

Wsparcie wszystkich tych grup i ruchów jest kluczowe, jeśli mamy osiągnąć nasz cel stworzenia jedności w miłości i współpracy wśród zwolenników Summorum Pontificum, a zwłaszcza w wyrażaniu naszego podziękowania za Summorum Pontificum i naszej wierności Ojcu Świętemu podczas pielgrzymki do Rzymu w listopadzie. Powtarzam nasze zaproszenie dla każdej grupy wspierającej Summorum Pontificum, aby zarejestrowała się, popierającCoetus Internationalis.

3) Czy możecie podać jakieś szczegóły dotyczące organizacji pielgrzymki, takie jak np. kto będzie celebransem?

Pracujemy tak intensywnie jak tylko pozwala na to przerwa letnia, zwłaszcza w Rzymie. Nazwisko celebransa zostanie podane podczas oficjalnego ogłoszenia pielgrzymki we wrześniu. Poza Mszą w Bazylice św. Piotra, zapraszamy wszystkie grupy, które się do nas przyłączą, do zebrania się w Rzymie podczas weekendu Wszystkich Świętych. O. Claude Barthe, autor licznych książek i artykułów o kwestiach liturgii, będzie współpracował z grupami pielgrzymów i duchownych, którzy będą obecni w Rzymie z tej okazji. Każdy zainteresowany może skontaktować się z naszym sekretariatem pod adresem cisp@mail.com lub też ze mną pod adresem secretary@fiuv.org.

4) Planujecie oficjalnie ogłosić pielgrzymkę 10 września, czyli osiem tygodni przed Mszą zaplanowaną na 3 listopada. To niewiele czasu. Ilu pielgrzymów oczekujecie zatem w Rzymie?

To prawda, że jest to niewiele czasu. Jednakże, większość czasu zostało wykonane przezCoetus Internationalis dyskretnie przez wiele miesięcy. Szacunki z którymi się spotkałem, mówią o 3 do 4 tysięcy pielgrzymów z całego świata.

5) Wspomniał Pan również, że jest sekretarzem FIUV. Jaką rolę odgrywa FIUV w tej pielgrzymce i jakie miejsce zajmuje ta pielgrzymka w działaniach FIUV?

Jako najstarsza ze świeckich organizacji pracujących na rzecz zachowania tradycyjnej liturgii łacińskiej, Międzynarodowa Federacja Una Voce od początku była w to zaangażowana. Nasza sieć organizacji i federacji w 33 krajach na pięciu kontynentach kładzie wielki nacisk na współpracę i jedność. Było zatem czymś naturalnym, że FIUV będzie jednym z pierwszych i najsilniejszych podmiotów wspierających Coetus Internationalis.

Nasza Federacja przybywa do Rzymu co dwa lata na Zgromadzenie Ogólne Członków, lecz chcielibyśmy także uczynić specjalne wysiłki na rzecz uczczenia piątej rocznicySummorum Pontificum i zademonstrowania naszej wierności papieżowi podczas Roku Wiary. Pielgrzymka do Rzymu w listopadzie będzie doskonałą okazją do uczynienia tego jak katolicy zawsze to czynili, do odbycia pielgrzymki do grobów Apostołów i zadeklarowania publicznie swojej wierności papieżowi.

Tym, czym Coetus Internationalis różni się, i co powinno być bardzo atrakcyjne dla wszystkich wspierających Summorum Pontificum, jest jego wolność od podziałów na różne części. Jest to zwyczajny akt miłości ze strony wielu dusz w wielu ruchach katolickich, który zamierza zawszeć wszystkich w naszym widocznym wyrażeniu Wiary, wdzięczności i wierności. Wszystkim tym, którzy dzielą z nami naszą katolicką wiarę, którzy podzielają naszą wdzięczność za Summorum Pontificum, którzy podzielają naszą wierność Ojcu Świętemu i wszystkim tym, którzy słuchają mych słów, chciałbym powiedzieć: „Przybądźcie z nami do Rzymu!”



Więcej informacji na oficjalnej stronie organizatorów http://unacumpapanostro.wordpress.com/  
oraz  na facebooku https://www.facebook.com/unacumpapanostro

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

H.W.Crocker: Mój szczególny punkt widzenia



Całość do przeczytania tutaj

sobota, 18 sierpnia 2012

Bp Schneider - Propozycje na rzecz poprawnego odczytania II Soboru Watykańskiego



Bp Atanazy Schneider 

Propozycje na rzecz poprawnego odczytania 
II Soboru Watykańskiego



„Sobór Watykański II: sobór pastoralny. Analiza historyczno-filozoficzno-teologiczna.” Konferencja o badaniach nad Soborem Watykańskim II na rzecz właściwej hermeneutyki w świetle tradycji Kościoła, zorganizowana przez Seminarium Teologiczne „Immacolata Mediatrice” Franciszkanów Niepokalanej. Instituto Maria SS. Bambina, via Paolo VI 21, Roma, December16-18, 2010.

tłumaczył: Krzysztof Postek

czwartek, 9 sierpnia 2012

Zapomniane prawdy: Duch Święty na pewno by nie dopuścił do wybrania wielu papieży



Nie twierdzę, że Duch Święty uczestniczy w wyborze papieża w sensie dosłownym, ponieważ Duch Święty na pewno by nie dopuścił do wybrania wielu papieży. Natomiast Duch Święty nie tyle trzyma rękę na pulsie, ile pełni rolę dobrotliwego nauczyciela, zostawiając nam swobodę działania, ale nie spuszczając nas z oka. Rolę Ducha Świętego należy rozumieć bardziej elastycznie. On nie narzuca, na którego kandydata mamy głosować. Zapewne chroni nas tylko przed tym, abyśmy wszystkiego nie zaprzepaścili.

kard. Józef Ratzinger
Jest to wypowiedź dla bawarskiej TV z 15 kwietnia 1997 r.

środa, 25 lipca 2012

Sobór Watykański II: Dlaczego Papież Jan XXIII zapłakałby dziś?

ALICE VON HILDEBRAND urodziła się w Belgii. Studiowała m.in. na Uniwersytecie Fordham w Stanach Zjednoczonych, gdzie w 1946 roku uzyskała doktorat z filozofii. Uczennica, a później żona wybitnego filozofa Dietriecha von Hildebranda, którego papież Pius XII nazwal XX-wiecznym Doktorem Kościoła. Związała się z nowojorskim Hunter College, gdzie przez 37 lat wykładała filozofię. )

George Sim Johnston napisał artykuł na cały czas gorący temat Soboru Watykańskiego II. Minione czterdzieści lat naznaczone było tak wielkim zamieszaniem, że dzisiaj jesteśmy jeszcze chyba zbyt blisko tych wydarzeń, by ocenić je uczciwie i dokładnie. Mimo tego, artykuł Johnstona pt "Otwórzcie okna: Dlaczego Sobór Watykański II był potrzebny?" (magazyn Crisis, marzec 2004)jest zarówno prowokujący, jak i skłaniający do myślenia.

Słusznie krytykuje on "samo-satysfakcjonujący triumfalizm", czasami możliwy do zauważenia w Kościele przedsoborowym, i tych żałośnie samozadowolonych [katolików] żyjących miernym życiem lecz kontentujących się przez samo należenie do Jedynego Prawdziwego Kościoła.

Tak jak Wybrany Lud Starego Testamentu - który zamiast być pokornie wdzięcznym za ten bezgraniczny przywilej wybraństwa (na który nie zasłużył), mógł skłaniać się do spoglądania na innych z góry - tak samo ci przeciętni, mierni katolicy zbyt często zapominali, że dany im dar należenia do Jedynego Prawdziwego Kościoła nie usprawiedliwiał ich uczucia wyższości w stosunku do innych. Niestety, ludzie mają ten szczególny talent przechodzenia od jednej skrajności w drugą. "Triumfalizm" stał się sloganem potępiającym, czego rezultatem są niezliczone dzisiaj rzesze katolików, którzy stracili wizję otrzymanego zaszczytu i uciekają od głoszenia chwały Jedynemu Prawdziwemu Kościołowi. Smutny przykład tego stwierdzenia pochodzi od bliskiej mi osoby - codziennie przystępującej do Komunii św. - która strofowała mnie za to, że wierzę w Kościół Katolicki jako jedyny Kościół założony przez Chrystusa, do którego klucze przekazane zostały Piotrowi przez Zbawiciela. "Żadna religia nie jest prawdziwa" - powiedziała mi ta osoba. "Wszystkie religie poszukują prawdy" - dodała. To, że Chrystus powiedział: "Ja jestem Prawdą" (coś, czego żaden inny przywódca religijny nigdy nie ośmielił się stwierdzić) jest dzisiaj zapomniane. I tak też właśnie międzyreligijne spotkanie w Asyżu w 1986 roku jest interpretowane.

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem Johnstona, który przytoczył słowa Martina Bubera, iż sukces nie jest jednym z określeń Boga. Ależ właśnie Chrześcijaństwo jest największym sukcesem w historii ludzkości. Kalwaria, największa niewyobrażalna ludzka porażka, poprzedzała Zmartwychwstanie, bez którego - jak mówi nam św. Paweł - bylibyśmy jedynie najbardziej nędznymi ze wszystkich stworzeń. Budzi zdziwienie, że w swojej odpowiedzi na krytycyzm wobec przytoczenia stwierdzenia Bubera, Johnston mówi, że Kalwaria "była momentem definiującym Chrześcijaństwo". Ale nic nie wspomina on o Zmartwychwstaniu! Patrząc z daleka na historię chrześcijan, widzimy, że jest ona nieustannymi ludzkimi porażkami, które poprzedzają wspaniałe supernaturalne zwycięstwa. Św. Paweł wyraził tę prawdę w swoim Drugim Liście do Koryntian: "znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu [...] obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy." (4:8-9). To jest niewątpliwie sukces, ale sukces ten może wyjaśnić tylko sam Bóg.

Johnston mówi nam, że papież Jan XXIII chciał wyciągnąć Kościół ze swej "Trydenckiej skorupy", aby aktywnie zaangażować się we współczesny świat. Ale to właśnie Sobór Trydencki przyniół największy plon świętych i największy urodzaj zgromadzeń religijnych, utworzonych z intencją, by roznosić światło Ewangelii światu, czy to poprzez kontemplacyjne życie zakonne czy aktywne zaangażowanie. Św. Franciszek Salezy, św. Jeanne Francoise d'Ars, św. Jan Bosco (jeden z największych nauczycieli wszystkich czasów), św. Teresa z Lisieux (apostoł misji) byli właśnie odżywiani tą "skorupą" Soboru Trydenckiego.

Johnston pisze, że celem Soboru Watykańskiego II było otwarcie Kościoła na świat i że dzisiejszy posoborowy Kościół jest już "dla tego świata". Ale samo słowo "świat" jest bardzo dwuznaczne. Kiedy ktoś czyta Ewangelię św. Jana, rozdział 14-16, to uderza go jak często słowo "świat" jest wymieniane. Chrystus mówi nam, że świat nienawidzi Go i że On nie z tego świata pochodzi. Mówi On swoim Apostołom, że tak jak świat nienawidzi Go, tak i ich nienawidzić będzie. Choćby przez to, że właśnie Szatan nazywany jest "księciem tego świata", nie można wymyślić wyraźniejszej przyczyny odrzucenia "tego świata". Ale jest też religijny i metafizyczny dualizm pomiędzy Bogiem a "Księciem tego świata" i ten dualizm będzie trwał aż do końca czasów, kiedy to Wielki Zły będzie pokonany.

Ten, kto kocha Chrystusa, musi nienawidzić świata ze swoją pompą, ponieważ świat jest królestwem szatana. Podczas chrztu zobowiązani jesteśmy do odrzucenia tego świata. Papież Paweł VI lamentował, że "otwarcie [Kościoła po Soborze Watykańskim II] na świat, przyczyniło się do faktycznej inwazji Kościoła przez myślenie pochodzące z tego świata" (23 listopada 1973 roku).

Słowo "świat" ma także i inne znaczenie. Odnosi się do świata, które Bóg stworzył z niczego: widzialny świat, który odzwierciedla piękno Boga, świat zamieszkany przez Jego dzieci, miejsce gdzie albo osiągną one swój cel, albo daną im boską misję zdradzą. To, że Chrześcijan powinien aktywnie zaangażować się w ten świat, wynika z Chrystusowego zawołania: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody." Prawdziwie odnosi się to także do tych, którzy wezwani są do czysto kontemplacyjnego życia - nie uciekającego jednak do zapomnienia o tym świecie - życia modlitwą, ofiarą, pokutą za braci ze świata.

Pełna podziwu praca misyjna dokonywana przez wieki, była właśnie odpowiedzią na wezwanie do ewangelizowania świata. Kiedyś mieliśmy coroczne rekolekcje dawane głównie przez misjonarzy, którzy poruszali nasze serca ku modlitwie i ofierze za ich pracę. Ci misjonarze - tak jak Peres Blancs ["Biali Ojcowie"], którzy wykonywali zachwycającą pracę misyjną w Afryce - właśnie pochodzili z tej "Trydenckiej skorupy". Niestety, od czasu Soboru Watykańskiego II, Chrystusowe wezwanie: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody" zostało zastąpione przez "Idźcie i dialogujcie ze wszystkimi narodami".

Niestety, od czasu Soboru Watykańskiego II, Chrystusowe wezwanie: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody" zostało zastąpione przez "Idźcie i dialogujcie ze wszystkimi narodami"

Papież Jan XXIII miał nadzieję na pogłębienie działalności misyjnej. To, że jego nadzieje spełzły na niczym, świadczą uwagi wypowiedziane w sekrecie do swego bliskiego przyjaciela, kardynała Silvio Oddi, na krótko przed swoją śmiercią. Miałam ten zaszczyt, że odbyłam dwugodzinną rozmowę z kardynałem Oddi w marcu 1985 roku. Jego Eminencja powiedział mi: "Wiedząc, że śmierć już jest blisko, Jan XXIII zawołał mnie i powiedział: 'Silvio, Silvio. Mój pontyfikat był niepowodzeniem. Nic z tego, co chciałem osiągnąć, nie zostało zrobione, a to, czego nie chciałem, aby zaistniało - zrealizowało się."

Jakżeby inaczej zinterpretować te tragiczne słowa, jeśli nie przez przypuszczenie, że Jego Świątobliwość słusznie obawiał się, że jego przekaz będzie zniekształcony i niezrozumiany?

Jako przykład można przytoczyć przypadek pewnej kobiety, wyznawczyni hiduizmu, która - jak zrelacjonował to reporter brytyjskiego pisma Christian Order - udała się do misjonarza informując go o swoim życzeniu wstąpienie do Kościoła. Powiedziano jej wtedy, że nie jest to wcale potrzebne, że powinna ona czynić wszystko, by stać się jeszcze lepszą wyznawczynią hinduizmu.

Działalność misyjna tak bardzo upada, że niektórzy tak zwani "katolicy" interpretują tę świętą posługę jako wyraz aroganckiego i dumnego "triumfalizmu".

Wielu z nas posiada talenty, które jednak wykorzystujemy do czynienia dobrych rzeczy w zły sposób. Nie można zaprzeczyć temu, że niektórzy katolicy, którzy grzmią przeciwko błędom i herezjom, jednocześnie tak słabo ukazują piękno przekazu Zbawiciela, Tego, który jest "cichy i pokornego serca" [Mateusz 11:29]. Prawda jest piękna i powinna być pokazywna tym, którzy karmieni są uprzedzeniami. Z drugiej strony, głoszenie Prawdy nie jest możliwe bez potępienia błędów. Święty Jan tak wspaniale łączy prezentację promieniowania Prawdy z "anathema sit". Ten Apostoł Miłości był przecież także "synem gromów". Bojaźń przed Bogiem jest początkiem mądrości, lecz dzisiaj nie widzimy już ciężkości religijnych, metafizycznych i etycznych błędów. Platon przypomina nam, że im wyższa prawda, tym bardziej powinniśmy się nią interesować, bardziej dokładnie powinniśmy ją poznawać. Nie ma znaczenia, gdy jestem w błędzie co do długości jelita cienkiego świni, ale jeśli jestem w błędzie co do Boga, ma to wielkie znaczenie. Współczesny człowiek nie tylko toleruje aberracje religijne, ale nie odbiera już ich jako trucizna dla ludzkiej duszy.

Dzisiejsze kazania nieustanie powtarzają nam o tym jak Bóg kocha nas - i jest to oczywiście prawda! - ale słowa takie jak: grzech, Diabeł, Piekło są dzisiaj odrzucane. Dwóch księży, których znam zostali mocno skarceni przez swego biskupa za mówienie o wiecznym potępieniu, ponieważ "odpychają parafian od kościoła".

Ilu księży ośmiela się dzisiaj grzmieć przeciwko aborcji, tej odrazie, która musi sprawiać szloch u aniołów? Ilu biskupów oświadcza, że "proaborcyjni" politycy nie mogą otrzymać Komunii świętej? Przywiązanie do życia ziemskiego, materialnego - dzisiejsze hasło polityków - nie jest chrześcijańską cnotą. Jeśli Jan XXIII byłby świadkiem tego wszystkiego, zapewne zapłakałby.

Johnston ma rację lamentując nad faktem, że seminarzyści w przedsoborowym Kościele karmieni byli "skostniałą" wersją nauk św. Tomasza. [...] Gdy tylko "okna zostały otworzone", wielu seminarzystów, nowicjuszy i księży pożerali prace Nietschego, Darwina, Freuda i Sarte'a. Przynajmniej nie były one nudne. Carl Rogers przekonał tysiące z nich, że celem ich życia jest samospełenienie się, a był on tak przekonywujący, że wyzwolił exodus tysięcy księży, zakonnic i nowicjuszy [z Kościoła].

Wielka encyklika papieża Leona XIII Aeterni Patris (1879) ilustruje tę sprawę. Dawała ona tomizmowi swoje dumne miejsce, [wtedy] gdy istniała nagląca potrzeba ostrzeżenia wiernych przeciwko błędom dominującym na polu filozofii. Kant, Hegel, Schopenhauer, Nietzsche, Darwin i Spencer byli intelektualnymi bohaterami tamtych dni. Jego Świątobliwość wiedział, że filozofia (ancilla theologiae) jest najważniejsza w scholastycznej formacji i również wiedział, że znakomicie przejrzyste myśli św. Tomasza czyniły go bardziej przystępnym dla seminarzystów niż św. Augustyn, którego myśl nie była tak systematyczna. [...]

Człowiek posiada niesamowity talent przechodzenia od jednego błędu do drugiego. Przypominam sobie późne lata sześćdziesiąte, kiedy to zakonnica, która poczuła "wyzwalające wpływy" Soboru Watykańskiego II głośno oznajmiała, że "tomizm umarł". Ta droga siostra zakochała się we "współczesnym myśleniu" nie widząc żadnej różnicy pomiędzy pozytywnym wkładem a otwarcie wyznaną aberracją. Poza tym, oznajmienie, że filozofia będąca produktem gigantycznych umysłów i wielkich świętych "umarła", jest co najmniej ryzykowne. Prawda pozostaje prawdą i wszystko co w dziełach św. Tomasza jest prawdziwe, nie może umrzeć. Wyraźnie siostra poszła śladami Zeitgeist, ducha który był tak powszechny towarzyszysząc Soborowi Watykańskiemu II. Wszystko co było nowe, było witane jako "odświeżające". Co prawda, skostniały tomizm - ten niewierny św. Tomaszowi - musiał być odrzucony, ale zrobienie z Sartre'a bohatera jest zapełnie czymś innym.

Johnston narzeka, że przed Soborem Kościół był "jurydyczną maszyną operowaną przez Biskupa Rzymu. Przez wieki, władza kościelna stała się niezwykle ciężka i scentralizowana." Sobór Watykański II chciał skorygować te niedoskonałości - Johnston dodaje - przez podkreślenie "kolegialności". Oczywiście dużo słyszeliśmy o "kolegialności" w czasie tych ostatnich czterdziestu latach. To jest kolejny przypadek, gdzie przeszliśmy z jednej skrajności w drugą. Dzisiaj, gdy Piotr, który trzyma klucze, mówi jasno, że chce aby pewne rzeczy zostały poprawione, jego żądania są bezceremonialnie ignorowane. Wielu świeckich ludzi bardzo boleśnie przeżyło odpowiedź amerykańskich biskupów na Ex Corde Ecclesiae. Fakt wielokrotnego ignorowania przez niemieckiego biskupa Karla Lehmana (teraz już kardynała Lehmana) papieskich żądań dotyczących zaprzestania podpisywania dokumentów zezwalających na aborcje, jest również doskonale znany. Dopiero, gdy Piotr użył pełnego swego autorytetu jako "trzymający klucze", kard. Lehmann w końcu odpuścił. Jaki sens ma posiadanie autorytetu władzy, jeśli nie jest ona używana? Takie rzeczy nie zdarzały się w czasie pontyfikatu Piusa XI, który odebrał kardynalskie insygnia, ponieważ kardynał ośmielił się kwestionować decyzję papieską. Pius XI był prawdziwym przywódcą.

Dzisiaj, gdy Piotr, który trzyma klucze, mówi jasno, że chce aby pewne rzeczy zostały poprawione, jego żądania są bezceremonialnie ignorowane. [...] Jaki sens ma posiadanie autorytetu władzy, jeśli nie jest ona używana? Takie rzeczy nie zdarzały się w czasie pontyfikatu Piusa XI, który odebrał kardynalskie insygnia, ponieważ kardynał ośmielił się kwestionować decyzję papieską. Pius XI był prawdziwym przywódcą.

Autorytet może być nadużywany, ale kiedy autorytet nie jest już autorytetem, innego rodzaju rak niszczy Kościół. Wszyscy znamy biskupów, którzy z pewnością nie żyją życiem, do jakiego zostali powołani. Rzym ma świadomość tego. Ale ci biskupi wiedzą również, że mogą dalej zaniedbywać powierzoną im odpowiedzialność, ponieważ zdają sobie sprawę, że nie będą zdegradowani.

Innym zagadnieniem poruszonym przez Johnstona jest reforma liturgii. Jednym z przejrzystych celów Soboru była gwarancja, że język łaciński pozostanie językiem liturgicznym Kościoła. "Szersze użycie" języków narodowych było dozwolone tylko tam, gdzie zachodziła taka potrzeba ku większemu dobru wiernych., ale Sobór orzekł również, że: "użycie języka łacińskiego [...] ma być zachowane". Słowa Soboru są tak jasne, że można się tylko dziwić, jak zostało to radykalnie zreinterpretowane. Język łaciński, właśnie jako język martwy, gwarantuje ortodoksję. Języki narodowe zmieniają się i modlitwa w języku narodowym nie może dać nam tej gwarancji. Słowa zmieniają swoje znaczenie. Na przykład "dyskryminacja", która miała pozytywne znaczenie (jako inteligentna dystynkcja, rozróżnienie), stała się teraz brzydkim słowem. Dlaczego życzenia Soboru zostały tak bardzo zniekształcone? Dlaczego użycie łaciny stało się takim przekleństwem? Dlaczego nieustannie mówi się, że "Sobór Watykański II to i to nakazał", kiedy nie ma w takich stwierdzeniach cienia prawdy? Kto jest odpowiedzialny za uprowadzenie dokumentów soborowych i wypaczenie ich przesłania? Wierni są upoważnieni do zadawania takich pytań i, prędzej czy później, historia ukaże te odpowiedzi. Nie bądźmy zdziwieni, jeśli pewnego dnia odkryjemy, że Judasz dalej kontynuuje niszczenie Kościoła.

Jednym z przejrzystych celów Soboru była gwarancja, że język łaciński pozostanie językiem liturgicznym Kościoła. [...] Sobór orzekł, że: "użycie języka łacińskiego ma być zachowane".

Dlaczego tak się dzieje, że głębsze uczestnictwo wiernych we Mszy św. jest interpretowane jako nieustanna przeszkoda, podczas gdy znaczyło to tyle, że wierni powinni lepiej zrozumieć znaczenie Ofiary Świętej jako bezkrwawego powtórzenia ofiary na Kalwarii i wstrzymać się z odmawianiem różańca podczas celebracji tego największego misterium. Prawdą jest, że wielu katolików nie było właściwie pouczanych i prawdziwie nie rozumieli cudowności misterium Mszy św. Ale znowu trzeba zapytać: dlaczego musimy przechodzić z jednej skrajności w drugą, poprzez zrobienie ze Mszy jakiegoś środowiskowego spektaklu na kształt protestanckich "nabożenstw"?

Dlaczego tak się stało, że wielkimi nakładami finansowymi zlikwidowano balaski, kiedy Sobór nawet nic nie wspominał o tej najbardziej godnej pożałowania innowacji, nie mówiąc o takim obrazoburczym zwyczaju eliminowania cennych prac artystycznych, malarstwa, rzeźb, które rzekomo "odwracały naszą uwagę". Powinno się poczytać o życiu św. Teresy z Avia, aby zdać sobie sprawę ze znaczenia chrześcijańskiej sztuki na życie religijne. Zarówno muzyka sakralna (zastąpiona dzisiaj przez "dzieła" artystycznego ubóstwa), jak i piękne rzeźby są niezbędne dla autentycznego katolicyzmu, które rozumie podstawową wagę sztuk wizualnych i muzyki w przekazie boskiego posłania.

Inny niezwykle delikatny temat dotyczy zmiany pozycji w stosunku do wolności religijnej, którą Johnston nieugięcie określa jako "radykalne odejście". Kościół jest skłonny współpracować z każdą formą rządów, który respektuje prawo moralne. Nie ulega wątpliwości, że takie "narzucanie prawdy" - jak ujmuje to Johnston - jest nieproduktywne. Z drugiej strony, Chrystus przekazał swym Apostołom misję nauczania wszystkich narodów, co zawiera coś więcej niż zwykła "propozycja" - jak to Johnston mówi nam powołując się na rekomendacje soborowe. Wielu współczesnych myślicieli lamentuje dzisiaj bolejąc nad faktem "rozdzielenia Kościoła i Państwa", które prowadzi do podstępnego ataku na każdą manifestację religii w życiu publicznym. [Wystawianie publiczne] bożonarodzeniowych żłobków przestało być dzisiaj dozwolone [m.in. w USA], modlitwy w publicznych szkołach zostały zniesione, walczy się ze słowami "tak mi dopomóż Bóg" w hołdzie składanym fladze [Pledge of Allegiance], itd. Cieszymy się, gdy demokrację odnosi się do metafizycznej równości wszystkich ludzi, ale gdy znaczy ona, że "wszystkie idee są sobie równe" i że nie ma hierarchii we wszechświecie - wtedy mamy do czynienia z wielkim problemem.

Wszechświat ma strukturę architektoniczną a liberalna demokracja skupia się właśnie coraz bardziej na walce przeciwko tego typu hierarchii. Czy nam się to podoba czy też nie - a biada tym, którym się to nie podoba - Bóg jest Królem wszechświata; każda eliminacja tego Królestwa źle wróży tym, którzy ją wspierają. Monarchia boska jest podstawą, kamieniem węgielnym wszechświata. Johnston mówi jednak: "Sobór wypowiedział się jasno, że nie chce dłużej wyznaniowego państwa zespolonego z monarchią. Nadszedł najwyższy czas, aby pogodzić się z liberalną demokracją." Nie jest moją intencją stwierdzanie, że monarchia jest najlepszą formą rządów, ale w dzisiejszym świecie jest ona tak zajadle atakowana, że pozwolę sobie na uwagę na ten temat.

Podstawowa struktura monarchii jest symboliczna i jedną z rzeczy, którą możemy opłakiwać jest to, że po Soborze Watykańskim II symbole - tak istotne dla życia religijnego - zostały porzucone. Francuscy monarchowie byli namaszczani przez biskupów w Rheims i przypominano im fakt, że ich autorytet pochodzi od Boga i że pewnego dnia będą musieli zdać rachunek przed Nim, przed Królem wszechświata. Byli oni Jego reprezentatami przed ludźmi i powinni być ich "ojcami", czyli zmierzać do służenia im duchowo i fizycznie dla ich dobra. Co prawda niewielu spełniło to szlachetne wezwanie, ale nie zapominajmy, że narody katolickie wydały wielu wielkich świętych - królów i królowe. Drzewo, które wydaje takie owoce nie może być całkowicie złe... Cały czas czekam na moment, gdy liberalna demokracja wyda świętego. Nie mogę przypomnieć sobie ani jednego prezydenta w Stanach Zjednoczonych, który kwalifikowałby się do takiego zaszczytu. Zatem ponownie możemy słusznie kwestionować interpretacje Johnstona czy takie właśnie były intencje Soboru.

Módlmy się gorliwie aby nasi duchowi przywódcy - z pomocą pobożnych i pełnych poświęcenia wiernych - przywrócili Świętą Barkę piotrową z powrotem na właściwą drogę.

Tłumaczenie: Lech Maziakowski

Powyższy tekst ukazał się w piśmie New Oxford Review, lipiec 2004, Volume LXXI, Number 7. Tytuł org.: How did we get off course? The Second Vatican Council: Why Pope John XXIII would weep?

Źródło informacji: http://www.traditia.fora.pl

sobota, 7 lipca 2012

TVN o sytuacji Kościoła w zachodniej Europie

kard. Brandmüller: Nostra ætate i Dignitatis humanæ są „niewiążące”

We wtorek 22 maja 2012 r. w siedzibie Radia Watykańskiego abp Augustyn Marchetto i ks. prał. Mikołaj Bux zaprezentowali przedstawicielom mediów nową książkę pióra kard. Waltera Brandmüllera, emerytowanego przewodniczącego Papieskiej Komisji Nauk Historycznych, zatytułowaną Le „Chiavi” di Benedetto XVI per interpretare il Vaticano II (‘Benedykta XVI klucz do interpretacji Vaticanum II’).

Arcybiskup Marchetto zapytany przez dziennikarza Radia Watykańskiego, czy w dzisiejszym Kościele przeważa hermeneutyka zerwania czy ciągłości, odpowiedział: „Niestety, muszę powiedzieć, że przeważa hermeneutyka zerwania. Chciałbym dodać, że jest wiadome, iż zarówno skrajne skrzydło — które na soborze stanowiło większość — jak i ruchy tradycyjne mówią to samo. Dla nich również to było zerwanie. Dlatego wciąż jest wiele do zrobienia”.

Przedstawiciel Catholic News Service zanotował kilka interesujących wypowiedzi kard. Brandmüllera, który również był obecny podczas prezentacji.

W swojej książce kard. Brandmüller — czytamy na stronach CNS — napisał, że Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X i starokatolicy, którzy nie przyjęli dogmatu o papieskiej nieomylności ogłoszonego na I Soborze Watykańskim, „są do siebie podobni w tym, że odrzucili uprawniony rozwój doktryny i życia Kościoła”.

Kardynał scharakteryzował ruch starokatolicki jako odgrywający „niewielką rolę” w dzisiejszym globalnym chrześcijaństwie i stwierdził, że witalność FSSPX zmusza jednak Kościół do wykazania, że protesty Bractwa są nieuzasadnione. Autor zapytany o ten fragment książki powiedział dziennikarzom: „Mamy nadzieję, że starania Ojca Świętego o ponowne zjednoczenie Kościoła zakończą się sukcesem (…). Istnieje ogromna różnica między wielkimi konstytucjami”, jak konstytucje II Soboru Watykańskiego o Kościele, o liturgii i objawieniu Bożym, „a zwykłymi deklaracjami”, jak deklaracja o edukacji chrześcijańskiej i o mediach.

„O dziwo, dwa dokumenty, które są najbardziej kontrowersyjne” dla FSSPX — o wolności religijnej [Dignitatis humanæ] i relacji z niechrześcijanami [Nostra ætate] — „nie zawierają wiążącej treści doktrynalnej, więc można o nich dyskutować — mówił kardynał. — Nie rozumiem zatem, dlaczego nasi przyjaciele z Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X koncentrują się niemal wyłącznie na tych dwóch tekstach. I jest mi przykro, że tak robią, ponieważ te dwa dokumenty są najłatwiejsze do zaakceptowania, jeśli wziąć pod uwagę ich kanoniczny charakter [jako niewiążące]” (źródła: rorate­‑caeli.blogspot.com, radiovaticana.org, 22 maja 2012).

Nostra ætate i Dignitatis humanæ — dotąd traktowane jako nienaruszalne soborowe superdogmaty — powoli stają się „niewiążące”. Ten kierunek posoborowego rozwoju doktrynalnego wydaje się ze wszech miar słuszny.

Źródło informacji: http://news.fsspx.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.