_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

środa, 18 stycznia 2012

x. prof. Waldemar Chrostowski - "STARSI BRACIA" - DYLEMATY CHRZEŚCIJAŃSKO - ŻYDOWSKIEGO BRATERSTWA


Z księgarskiej półki - MOWY PRZECIWKO JUDAIZANTOM I ŻYDOM.

św. Jan Chryzostom

MOWY PRZECIWKO

JUDAIZANTOM I ŻYDOM. PRZECIWKO ŻYDOM I HELLENOM



Wydawnictwo WAM, Warszawa 2007
ISBN: 978-83-7318-910-2
format 156x236 , ss. 332, oprawa: miękka, cena 49,00 zł
do nabycia w księgarni internetowej wydawcy

W 2007 roku mija 1600 lat od śmierci jednego z czterech wielkich Ojców Kościoła na Wschodzie - św. Jana Chryzostoma. Mamy już niedawno wydane w nowej formie jedne z jego najpiękniejszych homilii na Ewangelię św. Mateusza (WAM 2000 i 2001), mamy też jeden z najlepszych starożytnych komentarzy do Listu św. Pawła do Rzymian (WAM-PAT 1998). A teraz dochodzą Mowy przeciwko judaizantom i Żydom. Przeciwko Żydom i Hellenom, w pięknym i wiernym przekładzie prof. Jana Iluka. Stanowią one zbiór homilii pierwszy raz tłumaczonych na język polski. Dzieło od dawna oczekiwane, które ukazuje i pozwala lepiej zrozumieć późnoantyczne relacje pomiędzy chrześcijaństwem i judaizmem. Wygłosił je Chryzostom na początku swojej działalności kaznodziejskiej w latach 386-387. Wielu powoływało się na te homilie w aspekcie antysemityzmu. Tymczasem, jak pokazuje prof. Jan Iluk skierowane są przede wszystkim do grupy chrześcijan judaizujących, podobnie jak czynił św. Paweł w Liście do Galatów. Podobnie, jak w innych homiliach, także i tu natrafiamy na niezliczone cytaty biblijne. Homilie te zapewne posłużą owocnej pracy nie tylko dla historyków i teologów zainteresowanych problematyką, ale także dla badaczy egzegezy biblijnej, homiletów i kaznodziejów, eklezjologów i wszystkich zajmujących się dziedzictwem literackim starożytnego chrześcijaństwa.

Zapomniane prawdy c.d.

"Kościół katolicki tryumfuje nad żydami w szlachetniejszy sposób, ukazując im ich błędy lub nawracając ich (...). Nie jest bez znaczenia, że Kościół wprowadził modlitwy za zatwardziałych żydów: gdyż byłoby bezcelowym modlić się za nich, gdybyśmy nie mieli nadziei na ich nawrócenie.(...)"

Św. Bernard z Clairvaux

Rada Stała Episkopatu: Osoby współpracujące z suspendowanym ks. Piotrem Natankiem przyczyniają się do rozłamu w Kościele


Oświadczenie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski w sprawie ks. Piotra Natanka i jego zwolenników

Rada Stała, w oparciu o analizę sytuacji dotyczącej działalności suspendowanego ks. Piotra Natanka, stanowczo przestrzega katolików przed gromadzeniem się wokół jego osoby i popieraniem głoszonych przez niego idei. Mimo wyraźnego zakazu biskupa miejsca i nałożonej kary kanonicznej, ks. Natanek nie zaprzestał niestety swojej działalności. Rada zwraca uwagę, że Msze św. sprawowane przez suspendowanego kapłana są niegodziwe i świętokradzkie, a udzielane rozgrzeszenia są nieważne.

Rada Stała Episkopatu Polski po raz kolejny stanowczo przestrzega też katolików przed błędnym nauczaniem tego duchownego i prosi wiernych, by nie korzystali z posługi duszpasterskiej ks. Natanka, nie kierowali się jego nauką, nie wierzyli w jego bezpodstawne zapewnienia o jej zgodności z nauczaniem papieży i biskupów oraz nie przystępowali do tworzonych przez niego grup.

Osoby współpracujące z suspendowanym ks. Piotrem Natankiem przyczyniają się do rozłamu wspólnoty wierzących. Współdziałając w niszczeniu jedności Kościoła, popełniają grzech, z którego mają obowiązek oczyścić się w sakramencie pokuty. Warunkiem natomiast otrzymania rozgrzeszenia jest odstąpienie od wspierania rozłamu w Kościele i gotowość naprawienia wyrządzonego zła.


Członkowie Rady Stałej
Konferencji Episkopatu Polski


Warszawa, 16 stycznia 2012 r.

Źródło informacji: http://episkopat.pl

Forma nadzwyczajna: instrukcja obsługi dla księży

Aby coraz większa liczba wiernych mogła korzystać z dobrodziejstw motu proprio Summorum Pontificum, potrzebni są księża, którzy odprawialiby w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego. O ile najlepszym rozwiązaniem będzie zawsze nauka liturgii tradycyjnej w seminariach – choć taka perspektywa ze względu na silny opór, szczególnie w Europie, to sprawa długoterminowa – o tyle indywidualne kształcenie księży i seminarzystów jest przecież alternatywą, którą można rozwijać.


Tym razem proponujemy państwu instrukcję obsługi nauki formy nadzwyczajnej według propozycji, jaką na swoim blogu zamieścił ksiądz Schnippel, duszpasterz powołań w diecezji Cincinnati (USA). Tekst ten może stać się inspiracją dla wielu księży, którzy chętnie włączyliby się w nowy ruch liturgiczny, zgodny z wolą Ojca Świętego, lecz wahają się, by zrobić pierwszy krok. Dlatego celowo zachowaliśmy niekiedy bardzo bezpośredni ton wypowiedzi autora bloga.


***

Wkrótce minie siedem lat mojego kapłaństwa. Przez cały ten okres pragnąłem nauczyć się celebrowania mszy trydenckiej, zrozumieć formę nadzwyczajną mszy świętej.

W najbliższy piątek wstąpię po stopniach ołtarza Bożego po raz pierwszy w tym właśnie celu, po raz pierwszy, by publicznie odprawić mszę solenną. Pomyślałem, że wielu księżom, którzy również pragną osiągnąć ten cel, i podobnie jak ja nie dysponują wielką ilością czasu, przyda się rodzaj przewodnika krok po kroku.

1) W dniach, gdy nie odprawiacie mszy z ludem, ale z uzasadnionych powodów celebrujecie mszę prywatną, czyli samotnie lub z ministrantem, odprawiajcie formę zwyczajną po łacinie. Czytania i formularze mszalne niech będą w języku narodowym, natomiast wszystko poza tym, lub możliwie najwięcej – po łacinie. Zacznijcie od modlitwy eucharystycznej i aklamacji, by przyzwyczaić mózg i język do praktyki łaciny. Nawet ktoś, kto niewiele uczył się tego języka, powinien dać sobie radę.

2) Poszerzajcie umiejętności stopniowo. Nawet jeśli na początku będziecie odmawiać części łacińskie po cichu, to też dobrze. Powoli zacznijcie mówić głośno fragmenty, wygładzając płynność słowo po słowie, potem zdanie po zdaniu. W miarę możliwości, w zależności od parafii, wprowadzajcie pewne elementy po łacinie do celebracji mszy parafialnych. Radziłbym zacząć od mszy w dni powszednie...

3) Gdy już się uda to osiągnąć, weźcie udział we mszy tradycyjnej siedząc w prezbiterium, na tyle, na ile to możliwe. Wyobrażam sobie, że każdy wie, gdzie odprawia się taką mszę w jego mieście czy diecezji. Księża ją odprawiający będą więcej niż zadowoleni, że mogą was na niej gościć, nawet jeśli poprzestaniecie tylko na asyście z ławki. GDY ZNAJOMI KSIĘŻA MÓWIĄ MI: „Ale ja nie będę wiedział, co mam robić!”, odpowiadam: „Nic ksiądz nie musi robić!”. Oczywiście poza modleniem się. Proszę pamiętać, że nie ma koncelebracji, należy tylko zająć miejsce i wziąć udział w najpiękniejszym wydarzeniu, jakie oferuje to miejsce. Choć raz wreszcie skorzystajcie!

4) Zakupcie wielką księgę, jeśli jej jeszcze nie macie. Ależ tak, już czas zaopatrzyć się w Mszał z 1962 roku. Sugerowałbym również nabycie mszału dwujęzycznego (rodzaj mszalika dla świeckich), bardzo przydatnego na początku przy modlitwach u stopni ołtarza, zawierającego tłumaczenia modlitw na prawej stronie. Jeśli ktoś posiada ipada, można załadować aplikację iMass z Bractwa Świętego-Piotra. Tam istnieje możliwość ustawienia na jednej stronie łaciny i języka angielskiego, a także otwarcia okna wideo, co pozwala śledzić gesty kapłana w trakcie mszy. Dla mnie coś takiego okazało się niezwykle przydatne, tym bardziej, że można tam również znaleźć mszę z danego dnia, co potem ułatwia jej odnalezienie w wielkiej księdze (i to naprawdę bardzo pomaga!).

W czasie wolnym (tak, wiem, tego wam właśnie brakuje!), przeglądajcie mszał i oswajajcie się z nim.

5) Następnie, podczas waszej kolejnej mszy „nadzwyczajnej” zagadnijcie ceremoniarza lub celebransa i zapytajcie go: „Czy mogę prosić o pomoc?” Każdy kto godny jest tego imienia odpowie: „Naturalnie!” Mnie prowadził ceremoniarz z Una Voce przez cały mszał i rubryki mszy. Po osiągnięciu tego etapu, możecie pomyśleć o zaopatrzeniu się w tablice ołtarzowe. Powinna być możliwość znalezienia ich i wydrukowania z Internetu.

6) Przejdźcie z formy zwyczajnej na nadzwyczajną w prywatnych celebracjach w dalszym ciągu doskonaląc swe umiejętności.

7) Zaproponujcie, że weźmiecie udział w celebracji jako diakon lub subdiakon podczas mszy solennej.

8) Wyjdźcie na środek i zacznijcie celebrować!

W moim przypadku proces ten trwał prawie sześć miesięcy. Czasami nie było żadnego postępu, innymi razy, gdy miałem więcej czasu, nadrabiałem z nawiązką. W każdym razie starałem się posuwać się zawsze odrobinę do przodu.

Wasze kapłaństwo na to zasługuje! Mnie to pomogło w lepszym celebrowaniu formy zwyczajnej. Teraz odprawiam z większym szacunkiem i bardziej doceniam mszę świętą.

Jako księża zapewne dźwigacie wiele obowiązków i nauka oraz regularny rozwój nowej umiejętności zdaje się wam być dodatkowym ciężarem, dlatego radzę: podzielcie wszystko na drobne etapy, stwórzcie kalendarz zadań dostosowany do własnego rytmu i do dzieła!

Źródło informacji: http://www.paixliturgique.pl

prałat Gherardini uważa, że jego skromnym zdaniem DH nie jest ani kontynuacją, ani rozwojem poprzedniego Magisterium


Z księgarskiej półki c.d.

Mikołaj Krasnodębski

CZŁOWIEK I PAIDEIA

Realistyczne podstawy filozofii wychowania



Szkoła Wyższa Przymierza Rodzin w Warszawie, Warszawa 2009
ISBN: BRAK
format , ss. 484, oprawa: miękka, cena 30,00 zł
do nabycia na stronie internetowej wydawcy

W książce nie tylko analizuje się polską pedagogikę po 1989 roku, ale podejmuje się próbę sformułowania realistycznej filozofii wychowania. Zdaniem autora u podstaw wychowania leży wcześniej przyjęta koncepcja człowieka i jego działania, a zatem antropologia i etyka. Wskazuje się więc na filozoficzne przedzałożenia teorii wychowania. W Człowiek i paideia wskazuje się na aktualność filozofii klasycznej oraz jej paideii, która jest teorią kształcenia i wychowania. Stąd tytuł pracy: Człowiek i paideia. Wskazuje to na przedmiot materialny rozprawy. Jest nim związek wychowania z klasyczną filozofią człowieka i jej etyką. Przedmiotem formalnym pracy jest aspekt realizmu, o czym informuje podtytuł: Realistyczne podstawy filozofii wychowania.

Praca jest przeznaczona dla pedagogów i filozofów oraz tych wszystkich osób, które są zainteresowane teorią wychowania. Zachęcam do lektury tej pozycji.

RECENZJA KSIĄŻKI NA PORTALU EDUKACJA KLASYCZNA W XX WIEKU

Powrót do klasycznej myśli pedagogicznej jest najlepszą drogą do rozwiązania współczesnych problemów edukacyjnych. Wymaga on jednak ponownej recepcji sprawdzonych przez wieki wzorców wychowawczych. Okazję do ich przypomnienia daje praca dra Mikołaja Krasnodębskiego: „Człowiek i paideia. Realistyczne podstawy filozofii wychowania.”

Autor stoi na stanowisku, że każda koncepcja człowieka przekłada się na konkretny model wychowania. Niestety, współcześnie próbuje się nam wmówić, że pedagogika jest nauką “neutralną”, stricte “doświadczalną”. Jednak pomimo tej retoryki nie należy zapominać, że zawsze stoi za nią jakaś wizja osoby.

W książce mamy próbę: „sformułowania realistycznej filozofii wychowania, która z jednej strony wpisuje się w tradycyjną teorię wychowania i jej doświadczenie pedagogiczne, a z drugiej jest próbą wskazania nowych ujęć i doprecyzowań.” (M.K)

Praca składa się z trzech części

W pierwszej – zatytułowanej “Panorama współczesnej filozofii wychowania w Polsce – wybrane stanowiska”, dr Mikołaj Krasnodębski prezentuje niektóre nurty filozofii w kontekście wychowania. Praca przybliża stanowiska m.in. S. Kunowskiego, F. Adamskiego, K. Wojtyły. Szczególny akcent położony został na pedagogikę realistyczną w koncepcji prof. M. Gogacza.

Oprócz założeń personalistycznych i generalnie nawiązujących do tomizmu mamy też prezentację (krytyczną) wybranych teorii sprzeciwiających się realistycznej koncepcji wychowania.

W części drugiej: “Antropologia filozoficzna i etyka podstawą filozofii wychowania”, przeanalizowane zostały podstawy wychowania w kontekście antropologii filozoficznej. Podjęta zostaje kwestia idealistycznych i realistycznych koncepcji człowieka, rozumienia władz ludzkich, sprawności, sposobu podejmowania decyzji. Omówione zostały podstawowe tematy związane z etyką, relacje osobowe, znaczenie religii, wolności, wspólnoty.

Część trzecia: “Filozofia wychowująca – wychowanie ujęte od strony skutku”, stanowi próbą sformułowania autorskiej filozofii wychowania.

Dr M. Krasnodębski między innymi akcentuje moment “przejścia ze spotkania do obecności” oraz rozwija koncepcje “poznania niewyraźnego” i “słowa serca”.

Wspomniana koncepcje rozwijane są na gruncie tomizmu. Krasnodębski wyprowadza konsekwencje wychowawcze z tomistycznej teorii sermo cordis.

W rezultacie tych rozważań wśród głównych zadań wychowania wymienia kształcenie sprawności intelektu, cnót woli oraz wielkoduszność, kalokagathię i długomyślność. Wypada w tym miejscu zauważyć, że, gdy o. J. Woroniecki podkreślał znaczenie długomyślności w formacji nauczycieli i wychowawców, to autor “Człowieka i paidei” pisze o niej w kontekście wychowanków i ich samowychowania.

Książka stanowi kopalnię wiedzy na tematy związane z realistyczną formułą wychowania. Otrzymujemy nie tylko akademicki wykład, ale również mnóstwo inspirujących myśli i cytatów. Poniżej przedstawię dwie myśli, które zwróciły moją uwagę w trakcie lektury.

Wzór na człowieka

Pierwsza inspiracja wiąże się z cytatem: „Nie łudźmy się, że znajdziemy doskonałą metodę [wychowania - dopisek D.Z.]. Jak potwierdziły to badania, nawet najlepsze metody w wychowaniu nie zastąpią wierności człowieka” (G. Möbus).

Ta myśl zawiera głęboką mądrość. Zajmując się kwestiami edukacyjnymi od ponad 20 lat i dochodzę do podobnych wniosków. Młody człowiek zazwyczaj wymyka się utartym schematom i nie da się wyprowadzić na niego jednego, matematycznego wzoru.

Z drugiej strony nie oznacza to, że ludzka natura “nie skręca w pewnym kierunku”, że nie zaznaczają się tendencje w zachowaniu i, że nie powinno się formułować ogólnych zasad postępowania pedagogicznego. Owszem należy, ale przy tym nie można zakładać sobie klapek na oczy. Indywidualnie cnota może być kształtowana na różne sposoby.

Od maga do materialisty

Druga myśl, która zainspirowała mnie do podzielenia się krótką refleksją, wiąże się z zaniedbywaniem kwestii wychowawczych w pedagogice współczesnej. Zaczęło się wszystko gdzieś w okolicach J. A. Komeńskiego, który stawiał dydaktykę przed kształceniem cnót.

Dlaczego? Dr Krasnodębski wyjaśnia to zjawisko na gruncie filozoficznym. Jeśli w filozofii zaczynają dominować nurty spirytystyczne, wtedy poznanie staje się rodzajem wtajemniczenia. Nie trzeba już kształtować sprawności moralnej, bo dziecko staje się doskonałe poprzez zdobycie “tajemnej wiedzy”. Dzisiaj raczej nie jest to wiedza magiczna w tradycyjnym rozumieniu (choć czy zawsze trudno wyrokować, patrz: New Age), ale mechanizm pozostał ten sam.

Dziecko zdobywa “wiedzę tajemną” na temat tolerancji, ekologii, antykorupcji i owa “wiedza” – ma wystarczyć. Powiedzmy, że projekty tolerancyjne, ekologiczne, antykorupcyjne zostały wdrożone. Co dzieje się dalej?

Taki już dorosły człowiek prawi nam ciągle o tolerancji, ale sam nie jest tolerancyjny dla poglądów innych, niż swoje (liberalne). Po przejściu zaś szkoleń antykorupcyjnych: czy nie weźmie łapówki? Czy będzie posiadał sprawności niezbędne do powiedzenia: “nie”? Osobiście wątpię. Może się bać kar, ale niby dlaczego miał(a)by nie wziąć, jeśli warunki byłyby do tego sprzyjające i ryzyko wpadki zminimalizowane. Bez cnót, mając samą “wiedzę tajemną”, trudno oprzeć się pokusie.

Druga tendencja wiąże się z filozofiami materialistycznymi. Tutaj postrzega się człowieka, jako tego, którego wystarczy nauczyć nawyków. Dlatego pedagog przestaje być mistrzem, a staje się trenerem. W tej wersji trzeba człowieka odpowiednio przećwiczyć, wytrenować. Trening może dotyczyć kwestii zawodowych, ale również duchowych, psychologicznych (tzw. rozwój osobisty).

Dlaczego tak się dzieje? Bo człowiek w tym wariancie, to materia, biologiczność, fizykalność – wszystko zatem można wytrenować (z wyjątkiem polskich piłkarzy – tak na marginesie).

Tak współczesna pedagogika obija się od ściany do ściany; od magicznego wtajemniczenia do prymitywnego materializmu, który widzi człowieka jako troszeczkę mądrzejsze zwierzątko.

W takich warunkach realistyczna koncepcja filozofii wychowania, którą rysuje nam dr M. Krasnodębski wydaje się być rozwiązaniem znajdującym właściwie pojęty “złoty środek”, na którym można zbudować moralną i zarazem skuteczną strategię wychowawczą.

wtorek, 17 stycznia 2012

Kreuz.net o sprawie pojednania Bractwa z Rzymem

Na stronach niemieckojęzycznego portalu internetowego Kreuz.net pojawił się interesujący komentarz autorstwa Karola Boringera, zatytułowany Pojednanie: nie obędzie się bez kompromisu.

„Piusowcy są w Kościele coraz silniejsi — pisze autor — choćby z tego powodu, że liberałowie wraz z ich ideami zbliżają się ku biologicznemu końcowi. Negocjacje pomiędzy Stolicą Apostolską a Bractwem Św. Piusa X dotarły do decydującego punktu. Ich pozytywne zakończenie może nastąpić, jeśli obie strony będą gotowe do kompromisu.

Oto rozwiązanie. Kompromis mógłby polegać na tym, że Watykan pisemnie zagwarantowałby Bractwu możliwość prezentowania rzymskiego Magisterium w takim stanie, w jakim było ono w 1962 r. Krok ten stanowiłby zwycięstwo obu stron. W ten sposób Watykan jasno by stwierdził, że sobór nie zerwał ciągłości wiary i nie stworzył nowego Credo. Jednocześnie papież i Watykan nie musieliby porzucać swoich posoborowych poglądów.

Liczy się wiara, nie sobór. Sygnał dla Kościoła powszechnego byłby zatem taki, że znakiem pełnej jedności z Kościołem Chrystusowym nie jest sobór, lecz dogmaty i nauczanie. I właśnie ten sygnał odpowiadałby intencji papieża Benedykta XVI.

Przyszłość jest po stronie piusowców. Nie można dłużej twierdzić, że nieposłuszni moderniści mogą w domu Bożym zachowywać się jak ewangeliczny bogacz, podczas gdy Bractwo Św. Piusa X jest jak wyrzucony za drzwi ubogi Łazarz. Jak pokazuje przykład dekadenckich protestantów, przyszłość jest po stronie piusowców, a nie po stronie liberałów. Aby jednak takie pojednanie mogło dojść do skutku, najpierw ołtarze i różańce muszą się rozgrzać do czerwoności” (źródło: kreuz.net, 20 grudnia 2011).

Choć trudno się nie zgodzić z niektórymi tezami komentarza Karola Boringera — choćby tą, iż z samych statystyk powołań wynika, że „przyszłość jest po stronie piusowców” — równie trudno nie zauważyć, że optymizm autora graniczy z naiwnością. Kompromis, o którym pisze, nie byłby bowiem kompromisem, lecz zwycięstwem Bractwa. Należałoby sobie tego życzyć, ale czy tak się właśnie stanie?

Źródło informacji: http://news.fsspx.pl/?p=240

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.