_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

poniedziałek, 11 grudnia 2017

NIE WIERZMY OKÓLNIKOM ! Kuria Płocka: Ksiądz Piotr Glas nie posiada formalnej zgody na pełnienie posługi egzorcysty



«Na prośbę ks. biskupa Artura G. Mizińskiego, Sekretarza Generalnego Konferencji Episkopatu Polski przekazujemy informację dotycząca ks. Piotra Glasa. Ten były członek Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, a obecnie pracujący w diecezji Portsmouth w Wielkiej Brytanii, w ostatnim czasie prowadzący w Polsce wiele sesji rekolekcyjnych, dni skupień oraz warsztatów – nie posiada formalnej zgody na pełnienie posługi egzorcysty. Ponadto, podając się za egzorcystę, dopuszcza się on praktyk, których nie wolno stosować.» 

 Płock, dnia 7 grudnia 2017 r., 
Kanclerz Kurii, ks. Piotr Grzywaczewski.



Źródło informacji: http://diecezjaplocka.pl/


**********


Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. dr Paweł Rytel-Andrianik wydał dziś oświadczenie ws. ks. Piotra Glasa, obecnie duszpasterza w Diecezji Portsmouth w Wielkiej Brytanii.




OŚWIADCZENIE

Informacja jakoby Episkopat Polski zajął stanowisko ws. ks. Piotra Glasa jest nieprawdziwa.

W związku z napływającymi pytaniami o ks. Piotra Glasa, na prośbę Rady Stałej KEP, bp Artur Miziński, Sekretarz Generalny KEP w dn. 1 grudnia 2017 r. przesłał księżom biskupom pismo ks. prał. Stefana Wylężka, który jest rektorem Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii. Ks. prał. Stefan Wylężek przytacza w piśmie różne opinie nt. działalności ks. Piotra Glasa, zaznaczając, że obecna praca duszpasterska ks. Glasa w Diecezji Portsmouth w Wielkiej Brytanii nie podlega jego ocenie, ponieważ – pracując w parafii angielskiej – jest on księdzem należącym do tej diecezji.

Trzeba podkreślić, iż bp Artur Miziński, Sekretarz Generalny KEP w swoim piśmie skierowanym do biskupów w żaden sposób nie zajmował stanowiska ws. działalności ks. Piotra Glasa.

Ks. dr Paweł Rytel-Andrianik

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski

Warszawa, 12 grudnia 2017 r.

piątek, 8 grudnia 2017

Niepokalane Poczęcie




I. – Pod tą nazwą rozumiemy przywilej nadprzyrodzony, na mocy którego Najświętsza Maryja Panna, począwszy od pierwszej chwili połączenia rozumnej swej duszy z ciałem, została zachowana i wolna od grzechu pierworodnego, podczas gdy wszyscy inni potomkowie Adama bywają tym grzechem zmazani. (Por. art. Grzech pierworodny). Ponieważ i Najświętsza Maryja Panna pochodzi od Adama podług zwykłych praw natury ludzkiej, powinna by się przeto rodzić bez łaski uświęcającej, którą pierwszy człowiek postradał dla siebie i dla całego swego potomstwa; a tym samym powinna by się była narodzić w grzechu pierworodnym, będącym brakiem tej łaski. Atoli, ze względu na tę nadzwyczajną godność Matki wcielonego Syna Bożego, jako też ze względu na zasługi, jakie On, jako Odkupiciel świata, miał sobie zdobyć, Najświętsza Maryja Panna została najzupełniej wyjęta od zmazy, wspólnej wszystkim ludziom (prócz samego Odkupiciela); została poczęta w łasce uświęcającej, w której oni wszyscy byliby się poczynali, gdyby nie grzech Adama, i do której przez chrzest św. bywają na nowo przywracani. Dla Niej zupełnie był niepotrzebny chrzest św. i wszelki inny środek przywracania nowonarodzonych dzieci do pierwotnego stanu łaski. Pomimo to jednak, Najświętsza Maryja Panna została odkupiona i jest najdoskonalszym owocem odkupienia, zdziałanego przez Jej Boskiego Syna: i rzeczywiście, bez tego odkupienia i bez nadmiernego i uprzedniego zastosowania do Niej tegoż odkupienia, byłaby się urodziła w grzechu pierworodnym.

II. – Protoewangelia (Gen. III, 15) zapowiadała zwycięstwo ze strony niewiasty i Jej owocu nad szatanem i zwolennikami jego: znaczenie tego proroctwa utrwaliła tradycja i upatrywała w nim słusznie całkowite zwycięstwo Maryi, Matki Jezusa, nad szatanem i grzechem, to jest Jej Niepokalane Poczęcie. – Archanioł Gabriel pozdrowił Maryję nazwą łaski pełnej (Łk. I, 28), co taż sama tradycja słusznie tłumaczyła w tym samym znaczeniu. – Kościół święty zawsze wierzył, że Matka Zbawiciela powinna była posiadać wyjątkowy stopień świętości, i że ten stopień świętości zamykał w sobie rzeczywiście przywilej niezależności od pierworodnego i od wszelkiego innego uczynkowego grzechu. – A przeto papież Pius IX dogmatyczną swą definicją z dnia 8 grudnia 1854 r. żadnej nowej nie stworzył wiary, stwierdził tylko, że ta wiara, dawna jak sam Kościół, była oparta na Objawieniu, i oświadczył, że nikomu nie wolno było nadal nauki tej przeczyć lub zwalniać się od jej przyjęcia pozytywnym aktem wiary.

III. – Przeciw temu zarzucają: 1) że wszyscy ludzie byli potępieni w Adamie a odkupieni w Jezusie Chrystusie; 2) że podług Ojców Kościoła, sam tylko Jezus Chrystus wolny był od grzechu pierworodnego na mocy cudownego swego narodzenia; 3) że Kościół pierwotny nie znał tego dogmatu; 4) że zwalczali go św. Bernard, św. Tomasz z Akwinu i cała szkoła dominikańska; 5) że nowy dogmat jest błędny dogmat.

IV. Odpowiedzi. – 1) Powszechne potępienie ciążyło nad Maryją, ale nie zostało na Niej wykonane, skutkiem cudownego wyjątku i moralnie należnego Matce Odkupiciela przywileju: siłą tego przywileju została Ona odkupiona jak wszyscy ludzie i nawet nieskończenie lepiej aniżeli wszyscy. – 2) Niezależnie od innych powodów, sam już nadprzyrodzony i dziewiczy sposób narodzenia się Jezusa Chrystusa powinien był Go zachować od grzechu Adama, albowiem nie pochodził On drogą naturalną od tego pierwszego człowieka. Ojcowie Kościoła bardzo słusznie zauważyli, że to było wyłączną cechą Zbawiciela. Ale ciż sami Ojcowie Kościoła wcale nie przeczyli, żeby inny znów przywilej, przywilej cudownego uwolnienia Najświętszej Maryi Panny, nie sprowadził dla Niej takiegoż samego rezultatu. – 3) Kościół święty zawsze znał Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny i we wszystkich czasach nauczał o nim więcej lub mniej wyraźnie, więcej lub mniej bezpośrednio; ale uznawał je zawsze, oparty na powadze biblijnego i tradycyjnego Objawienia. Gdy zaś okoliczności zaczęły tego wymagać, wiara w ten nadzwyczajny przywilej Matki Boga jasno została wypowiedziana. – 4) Św. Bernard narzekał przede wszystkim na liturgiczne uroczyste objawy czci dla tego dogmatu ze strony poszczególnych Kościołów, co zdawało mu się braniem inicjatywy w rzeczach, w których ona zastrzeżona była Rzymowi. Zdawał on się również nie dosyć dobrze pojmować właściwego przedmiotu tej uroczystości, albo też zdawał się zwalczać niedokładne jej tłumaczenia. Wielu też innych sławnych doktorów kościelnych podzielało te błędne pojęcia, więcej lub mniej rzeczywiście rozpowszechnione w ich czasach. Św. Tomasz zajmował się tą sprawą i o samej istocie tej kwestii zmienił swe zdanie, jeśli w ogóle przypuszczać można bezwzględną autentyczność jego tekstów o tym przedmiocie. Co do nas, to ważne mamy powody sądzenia, że teksty te uszkodzono na niekorzyść jego zasad, które pozostały bardzo jasne i bardzo przychylne powszechnie przyjętemu zdaniu. Opór, jaki to zdanie napotkało u franciszkanów, łatwo się wyjaśnia innymi przyczynami, które w niczym nie dosięgają dogmatu. – 5) Dogmat jakiś nowy wtedy bywa na pewno błędny, gdy zjawia się od razu w historii wierzeń religijnych, nie łącząc się w żaden sposób z wiarą Kościoła apostolskiego. Ale nie tylko nie jest błędny, lecz najzupełniej prawdziwy, gdy nieomylny tłumacz Objawienia – stwierdzając, że dogmat ten jest w powszechnym wierzeniu kolejno niewyraźny, a później wyraźny, praktyczny i teoretyczny, wyznawany wiarą maluczkich i broniony przez uczonych – ogłasza publicznie to swoje stwierdzenie i wynikający zeń dla wszystkich ludzi obowiązek stosowania doń swojego wierzenia.

(Por. Passaglia, De Immaculato Conceptu B. M. V.; Card. Gousset, L'Immaculée Conception; Msgr. Malou, La croyance á l'Immaculée Conception; Ballerini, Sylloge monumentorum; R. P. Hilaire, Nôtre-Dame de Lourdes et l'Immaculée Conception; Hurter, Mazzella, Palmieri w kursach teologii dogmatycznej, itd.).

Ks. Jules Didiot
Doktor teologii

Tłum. i opr. ks. Władysław Szcześniak


Słownik apologetyczny Wiary katolickiej podług D-ra Jana Jaugey'a, opracowany i wydany staraniem X. Wł. Szcześniaka, Mag. Teol. I GRONA WSPÓŁPRACOWNIKÓW, Tom II. Warszawa 1894, ss. 728-730. 

(Pisownię nieznacznie uwspółcześniono).

niedziela, 26 listopada 2017

Chrystus Król społeczeństw



... Rex sum ego. – ... Jam jest król (Jan XVIII, 37).

Nolumus hunc regnare super nos. – Nie chcemy, aby ten królował nad nami (Łk. XIX, 14).

Od dwóch tysięcy lat i aż do końca świata około obu tych zdań, jak gdyby wokół dwóch osi, wiruje i będzie wirować historia ludzkości. One decydują o tym: na prawo czy na lewo potoczą się dzieje rozwoju społeczeństw, od nich wreszcie zawisło tychże społeczeństw szczęście lub nieszczęście. Jakkolwiek bowiem rewolucja przeciwko Chrystusowi jest w pierwszym rzędzie wewnętrznym wrzeniem, buntem grzesznego serca przeciwko suwerennemu prawu Chrystusa, to przecież ten rokosz nie zdoła srożyć się długo w zakamarkach ludzkiego serca, lecz, wzmagając się coraz bardziej w jego głębinach, wybucha w końcu, jak wulkan, na zewnątrz, by w ogniu, łzach i krwi pogrążyć także życie publiczne. A więc łupem tej rebelii staje się nie tylko kultura, wiedza, sztuka, stosunki ekonomiczne lub społeczne, lecz i ten najwyższy przejaw życia publicznego, któremu na imię: państwo.

Toteż bunt przeciwko Chrystusowi albo wręcz odmawia, albo stopniowo i częściowo stara się uszczknąć z życia publicznego to uroczyście ogłoszone suwerenne prawo królewskie, które Chrystus obwieścił słowy: "Dana mi jest wszelka władza na ziemi i na niebie".

A przecież Chrystus już w zamierzchłej dali czasów był uznany za przyszłego Króla. Sięgnijmy tylko pamięcią do dni proroków Izraela, a zobaczymy w ich wieszczych wizjach szerzącą się, jak płomień, wiarę w tę prawdę, na której ognistą pieczęć swej zgody położyć miał później Nowy Testament i pamięci mnogich pokoleń przekazać raz ostatni natchnionymi usty proroka z Patmos, wieszczącymi mocno a dosadnie, że Chrystus jest "Panem nad pany i Królem nad królami".

Ale duch wybujałego indywidualizmu już od zarania XV wieku coraz gęstszym mrokiem zasnuwał tę prawdę, że Chrystus jest Królem najwyższym, biorącym w swoje władanie nie tylko każdą poszczególną jednostkę i wewnętrzny, niewidzialny świat sumień ludzkich, ale zarazem, że jest również Królem, rozciągającym swe panowanie nad moralnym i prawnym życiem człowieka we wszystkich jego zewnętrznych przejawach i stosunkach. A więc, że jest Królem – Prawodawcą rodzin, państw i narodów, słowem Królem całej ludzkiej społeczności.

Jeszcze lękano się wprawdzie wyłamać jawnie spod berła Chrystusa, lecz niedługo już przyszło czekać na to, jak za stopniowym przyćmiewaniem tej prawdy, że Chrystus jest Królem Najwyższym, nastąpiło otwarte jej zaprzeczenie. W jego zaś tropy wnet pośpieszyło coraz uporczywsze głoszenie tego fatalnego hasła, coraz zawziętsze wcielanie w zasadę czynną i słowną tego nieszczęsnego frazesu, że religia – to rzecz prywatna, innymi słowy, że Chrystus nie ma głosu w życiu publicznym, a to zarówno w urabianiu opinii i moralności publicznej, jak w ustawodawstwie, w sprawowaniu najwyższej władzy państwowej i we wzajemnych między narodami stosunkach.

Ilekroć tedy taki moment dziejowy nadejdzie, w którym jasny blask prawdy objawionej zaczyna jakby przygasać i ciemnieć pod wichrowym pędem nowych, przeobrażających ludzkość idej, ilekroć zatem taka doba historyczna zawita, w której błędny światopogląd coraz chciwiej wysuwa swe zachłanne macki, by zdobyć rząd dusz tak poszczególnych osób, jak całych warstw społecznych, wówczas obowiązkiem Kościoła, jako twierdzy i filara prawdy, jest zwrócić uwagę ludzkości ku owym niezmiennym, niepożytym prawdom, które Pan Bóg objawił, a Kościół, jako skarb drogocenny, przechował.

Stało się to właśnie w pamiętnym dniu sylwestrowym 1925 roku, gdy Namiestnik Chrystusowy, po dziękczynnym zakończeniu miłościwego lata, wplótł do barwnego wieńca urzędowych świąt całego Kościoła nową uroczystość: Chrystusa jako Króla społeczeństw. Ogłoszenie zaś tego święta było właściwie ostatnim ogniwem, spajającym w organiczną całość długi łańcuch enuncjacyj papieskich, wydanych w pierwszym ćwierćwieczu bieżącego stulecia.

Badając myśl przewodnią tego w ostatnich swych przyczynach niezmiernej doniosłości i wagi papieskiego rozporządzenia, przychodzimy do wniosku, że, chcąc ogarnąć jego rdzenną treść i wydobyć zeń na jaw pewien sens ogólny, musimy się przenieść w dziedzinę historycznego rozwoju społeczeństw.

Kto zna dokładniej kierownicze czynniki twórczego rozwoju państwa i historii cywilizacji chrześcijańskiego średniowiecza, ten snadnie dojrzy, iż był czas, gdy życie publiczne usiłowano – przynajmniej w przybliżeniu – urządzić podług nauki Kościoła. Założony przez Chrystusa Kościół, rozlewając się szeroką falą po całej Europie i wywierając swój wpływ wychowawczy na ówczesne jej ludy, stopniowo nadawał coraz większe znaczenie tej prawdzie, że Chrystus na mocy suwerennego, królewskiego swego prawa, włada wszystkimi państwami. Pierwszą, wielką koncepcją urządzenia państwa według myśli Bożej była monarchia frankońska Karola Wielkiego, której oddanie pod berło Chrystusa odbyło się w uroczystość Bożego Narodzenia 800 roku, gdy Leon III w bazylice świętego Piotra namaścił Karola Wielkiego na chrześcijańskiego, rzymskiego cesarza. Z tą chwilą w dziejach ludzkości począł się nowy okres kulturalny: epoka chrześcijańsko-germańskiej kultury, w której, jak powiedział Leon XIII, mądrość ewangeliczna rządziła państwami. Najbardziej chyba znamiennym tego przykładem może być panowanie świętego Ludwika, który talentem nie dorównuje wprawdzie innym genialnym, samolubnym zdobywcom, ale był kochającym ojcem swych poddanych i na kształt dobroczyńcy społeczeństwa urzeczywistnił cel państwa: dobrobyt i wewnętrzny porządek społeczny. Toteż słusznie pisze o nim Wallon, że Francja stanęła wtedy na takiej wyżynie społecznego rozwoju, jaki rzadko kiedy osiągnęła i, mimo szczególnych nieszczęść, w polityce zewnętrznej i wewnętrznej takiego szczęścia i poważania doznawała, jak może nigdy ani przedtem, ani potem.

Uniwersytet paryski właśnie za jego panowania wysunął się na czoło całego, współczesnego świata naukowego; wraz ze swym spowiednikiem rzucił podwaliny Sorbony; architektura za jego czasów osiągnęła punkt szczytowy swego rozkwitu; instytucja rycerska za jego panowania wzniosła się ostatecznie do niedosiężnych już potem wyżyn; bez światoburczych planów zapewnił bezpieczeństwo krajowi. Podobnym był inny święty koronowany, święty Henryk cesarz, którego rządy były dla jego poddanych źródłem prawdziwego szczęścia, albo odnoszący świetne nad Maurami zwycięstwo święty Ferdynand, który był równie wielkim prawodawcą, jak dbałym o rozwój kraju opiekunem.

Ale w tych średnich wiekach ogólnie też panowało przekonanie, że szczęście w życiu publicznym osiąga się tylko przez wytrwałe posłuszeństwo ustawom Chrystusowym. Póki władcy uważali sobie za zaszczyt patrzeć na siebie, według słów św. Bernarda (Ep. 92), jako na lenników Bożych, póty znaczenie głowy państwa jaśniało blaskiem religijnej świętości, a posłuch dla jego rozkazów uważano za służbę samemu Bogu. Toteż średniowieczny poeta mógł śpiewać panującemu: "Cierniową koronę nosił cierpiący za nas Jezus... tronem był Mu krzyż... Cesarzu, schyl czoło przed Nim, który tak ciebie wywyższył. Chrześcijańską nosisz koronę, lecz w dobrobycie nie zapominaj nigdy o Najwyższym Panu, Bogu twoim" (Hagen, Minnesinger II, k. 229).

Wtedy również na wzrost władzy papieskiej spoglądano jako na wynik społecznej władzy Chrystusa, gdy idea chrześcijańskiego, rzymskiego cesarstwa wykluła się z tego katolickiego zapatrywania, żeby obok papieża, jako przedstawiciela władzy duchowej, i z nim w wewnętrznej harmonii cesarz kierował ziemskim dobrobytem ludzkiej społeczności i wzajemnym sojuszem związanych ludów – obaj w zależności od wspólnego źródła – autorytetu: zwierzchności prawnej Chrystusa. Nie chciano przez to w erze chrześcijańskiej stwarzać teokratycznej formy państwa, jaką miało w Starym Testamencie królestwo ludu wybranego; ani nie żywiono pragnienia, by świecką władzę podporządkować zupełnie papiestwu, lub też ją bezpośrednio i wprost wywodzić od Chrystusa w tym znaczeniu, jak i papiestwo; chciano po prostu wprowadzić w życie narodów to słuszne i na prawdzie wsparte przekonanie, że Chrystus jest Królem Najwyższym; że Jego prawo musi przeniknąć wszelkie przejawy życia ziemskiego, więc nie tylko życie religijne, lecz i świecką kulturę, zatem ustrój państwowy i prawny, ustawodawstwo i wymiar sprawiedliwości.

Znamy błędy średniowiecza; wiemy, że często ze wzniosłością teorii nie szła w parze praktyka; lecz niechby nowoczesna historiografia sprawiedliwszym i przedmiotowszym sądem darzyła wielkie dzieła tych znakomitych władców, niechby spostrzegła też jasne strony średniowiecza i nie podług kryterium nowoczesnej doktryny państwowej, według powodzeń nie uznającej moralności dyplomacji, czy też według prawa pięści dzieliła palmę historii.

Z poglądami chrześcijańskiego średniowiecza począł zrywać renesans. Nawrotem do prawa rzymskiego i staropogańskiej kultury zaraził przedstawicieli władzy absolutystyczną, niezależną od religii i moralności ideą państwową, ganioną już także przez Arystotelesa i Cycerona. Entuzjazm zaś humanistów dla literatury pogańskiej podciął do reszty te korzenie kulturalne, które już tak głęboko tkwiły w glebie Chrystusowej. Wszakże Hugo Grotius i Machiavelli pływali po tych samych wodach, na których Bluntschli i Hegel rozwinęli żagle wszechpotęgi państwa. Bo na czymże polegał błąd renesansu? Oto na tym, że z literatury klasycznej i prawa rzymskiego powinien był przejąć renesans tylko korzyści formalne, tj. piękno pierwszej i precyzję drugiego, lecz treść tych dwóch dziedzin trzeba było poprawić, a błędne naleciałości zgoła z nich wyrugować! Tymczasem co zrobił renesans? Oto do tego stopnia wywyższył człowieka, że prawie w cień usunął Chrystusa, Boga-Człowieka, przez którego właśnie stał się człowiek "boskim". Wiary w Chrystusa z serc ludzkich wprawdzie jeszcze nie wyrwał, ale za to przeciął już praktyczne węzły z Chrystusem człowieka łączące.

A tymczasem na to zupełne z Chrystusem zerwanie w świecie się zanosiło. Co gorsza, że ta choroba, którą niósł z sobą renesans, poczęła się rozchodzić od czoła ludzkości, od narodów, które kroczyły na czele kultury, od narodów, które wzrosły na gruncie chrześcijańskiej cywilizacji i właśnie w chwili, gdy się nasyciły i wybujały, opuściły źródło, z którego dotychczas tak obficie czerpały.

I przyszedł czas, że te fatalne skutki, którym już od swego zarania torował drogę renesans, stały się rzeczywistością w tym ogromnym przełomie religijnym, któremu na imię: reformacja. Boć przecie ona, a zwłaszcza subiektywizm Lutra, robiący człowieka autonomiczną normą religijnych dociekań, dalej teoria, "sola fides", wyzuwająca wiarę z czynnej miłości, – wszystko to przyłożyło ostrze do korzeni chrześcijańskiego, społecznego ładu, a na koniec, dozwalając władcom nie krępować się praktycznie żadnymi więzami, reformacja wznieciła zarzewie politycznych i społecznych przewrotów, z których po dzień dzisiejszy nie może świat się wyleczyć. Wewnętrzne pokrewieństwo między reformacją a rewolucją już dzisiaj historycy i socjolodzy protestanccy najwyraźniej uznają i z trwogą je wyznają.

Proces życiowych przemian, zapoczątkowany przez renesans, a pogłębiony przez reformację, śmiało postępował ciągle naprzód. Rewolucja francuska już okrzyknęła detronizację Boga, a od tej chwili nie tylko prawnicy tworzyli niezależne od Boga i Chrystusa teorie państwowe, lecz i socjalizm powstały w ślad za gospodarczymi przemianami czasów nowożytnych, stanął od razu na gruncie niewiary i przeczenia praw i zasad Chrystusa. Wszakże pełen wabnego pochlebstwa frazes, któremu na imię: "majestat ludu" był niczym innym, jak tylko zasadniczym wszczęciem buntu przeciw Chrystusowi-Królowi, był fałszywym przywłaszczeniem praw należnych władcy przez krnąbrnego poddanego, który wieścił teraz o sobie samym, że "dana mu jest wszelka władza".

Czasy zatem nowożytne: od renesansu aż do dnia dzisiejszego, pod wpływem wybujałych, nowoczesnych idej, nadały zwrot życiu publicznemu: stworzyły bezwyznaniowe w swej istocie państwo, które już nie wykonywało Bożego, co do świata, planu, ani też nie zapewniało swym obywatelom ziemskiego, na moralnych zasadach wspartego dobrobytu, lecz stało się niezależnym od wszelkiej, wyższej władzy, samolubnym Molochem, otwierającym paszczę, wiecznie chciwą żeru. Na takich błędnych podstawach i majaczeniach pragnęły czasy nowożytne zbudować bez Chrystusa przyszły ustrój społeczny.

Pomieszały prawo z przemocą, a oboje wyzuły z więzów moralności. By zaś jej czujny a natrętny stróż nie naprzykrzał im się w przyszłości, coraz się bardziej od Kościoła oddalały.

Ale ten rozłam pomiędzy państwem a Kościołem, rozłam, który jaskrawo wystąpił w jawnym zerwaniu z Chrystusowymi prawami rzymskiego Kościoła i w samym rozdziale Kościoła od państwa, w końcowym wyniku wyzwolił z pęt takie siły, które ruszyły z posad ten kamień węgielny, na którym się wspierał światowy porządek społeczny. Małżeństwo zeświecczało i zostało wyrwane z kręgu praw należnych do ustawodawstwa Chrystusa, przez to zaś rozluźniły się węzły rodzinne i obyczajność zdziczała. Stanowiło to po prostu naturalny skutek protestantyzmu, który, zaprzeczywszy małżeństwu sakramentalnego, przez Chrystusa ustanowionego charakteru i odmówiwszy mu nadto nierozerwalności, zbuntował tym samym przeciw zwierzchności prawnej Chrystusa społeczność najdawniejszą, najsilniejszą, najdoskonalszą i najpiękniejszą ze wszystkich, będącą tym "świętym warsztatem, w którym od góry do dołu cały porządek społeczny wypracowuje się i kształci, utrzymuje i naprawia".

Papieże widzą moralne bankructwo europejskiego życia społecznego i pochylnię rewolucji socjalnej, po której stacza się w przepaść oderwany od Chrystusa świat nowoczesny. Już na dziesiątki lat przed wybuchem wielkiego przesilenia społeczno-gospodarczego, Leon XIII, papież socjalny, przestrzegał świat, że tylko przez uznanie praw i ustaw Chrystusowych zdoła ludzkość przebić te czarne chmury, za którymi niepewna jej przyszłość się kryje. Czyż było to czym innym, jak tylko proroczym ostrzeżeniem, podobnym do tej przestrogi mesjańskiego psalmu, w którym właśnie królestwo Chrystusowe jest tak wzniośle odmalowane: "Stanęli wespół królowie, i książęta zeszli się gromadnie przeciw Panu i przeciw Chrystusowi jego; potargajmy związki ich i zrzućmy z siebie ich jarzmo".

Ale bunt przeciw Chrystusowi-Królowi w ostatecznym wyniku skończy się przegraną wrogów. Pan ich pokruszy (Psalm 2). Nie mówi, że On sam będzie ich karał. Zresztą to nie jest konieczne. Zdruzgoczą ich własne spory, niezgody i waśnie. Finałem bowiem akcji zapoczątkowanej przez renesans i protestantyzm będzie zmurszenie Europy i obrócenie jej się w kupę gruzu.

Bo oto współczesna, niewierząca, kulturalna ludzkość uchyla się spod jarzma Chrystusa, kanonizuje samolubstwo, a w imię postępu ogłasza egoizm. A przecież społeczeństwo, które samolubstwem się karmi, kopie pod sobą własny swój grób. Egoizm bowiem działa, jak dynamit: rozsadza społeczność ludzką i zabija wszelki dobrobyt obywatelski. Rozkłada poszczególnych członków społeczeństwa na okrutnych samolubów, wszczyna zaciekłe walki klasowe, wywołuje masowe rzezie i niszczy wszelką kulturę. Daremnie rewolucja socjalna zarzuca ustrojowi kapitalistycznemu tłumny mord ludzi w wojnie światowej i daremnie znów ustrój kapitalistyczny wskazuje na okrucieństwa bolszewizmu i jeszcze straszliwsze jego rzezie masowe – oboje ożywiał ten sam duch. Społeczeństwo bowiem od Chrystusa oderwane, bez względu na system i ustrój, w jakim się znajdzie, będzie zawsze przepojone do głębi egoizmem.

Były i są jeszcze takie ograniczone umysły, które oskarżają chrześcijaństwo, że ono jest przyczyną upadku, jeśli zaś nie składają odpowiedzialności na karb chrześcijaństwa, to szydzą z jego nieudolności, że ono, jako religia miłości, nie zdołało przeszkodzić okropnościom wojny. Ci krótkowzroczni apostołowie nowej doby nie spostrzegają, że wszystkie swe publiczne, społeczne i międzynarodowe nieszczęścia Europa zawdzięcza właśnie temu, że przez czterysta lat pracowała usilnie w tym kierunku, by zdetronizować Chrystusa na całej linii społecznego życia.

Toteż Chrystus jest dzisiaj Królem-Prześladowanym. Jest Królem-Wygnańcem z parlamentów, z międzynarodowych konferencyj, ze stosunków dyplomatycznych. Nic więc dziwnego, że prowadzona bez Niego polityka światowa i walka o reformy społeczne skończyła się jedna i druga walną, ogólną przegraną. Wszakże to w tym czasie ludzkość stanęła w płomieniach wojny światowej, gdy w roku 1914 już nie było ani jednego państwa na kuli ziemskiej, w którym by podług zasad katolickich, podług ustaw Chrystusa, regulowano życie publiczne. Kapitalizm i imperializm, wodzące na pasku szare masy, zarówno jak i socjalizm, wszystkie te kierunki w wewnętrznej swej istocie wyznawały poganizm i były urągowiskiem nauk Chrystusowych. We wszystkich dziedzinach życia publicznego nie znano świadomie praw Chrystusowych, lub też po prostu przeciw nim powstawano, lub wreszcie Mu ich zaprzeczano. Prasa w 95% była w liberalnych, socjalistycznych, wolnomularskich, materialistycznych rękach żydowskich. Szkolnictwo w większości państw zaledwie tolerowało katolicyzm, albo już nawet zgoła nie tolerowało, a w każdym razie ograniczało wszędzie prawa Kościoła i paraliżowało jego zbawcze wpływy, powierzając katedry liberalnym, niewierzącym nauczycielom i profesorom. W fabrykach, warsztatach, bankach i w ogóle w życiu gospodarczym już dawno nie znano ustawy Chrystusowej: "Oddaj Bogu, co jest Bożego, a człowiekowi, co jest człowieczego". Ogniskami współczesnego, społecznego życia i jego prądów duchowych są stolice. Gdyby zestawić o nich dane statystyczne, wyszłoby na jaw, że wielkie środowiska miejskie, a nie tylko stołeczne, żyły bez Boga. Niedziela dla tłumów ludności oznaczała dzień wolny od pracy, tj. dzień rozrywki. Ale po co wyszczególniamy przyczynki ogromnego przestępstwa, kiedy to da się streścić krótko w jednym zdaniu: Europa zdetronizowała Chrystusa w życiu publicznym. Najjaskrawszym i urzędowym zerwaniem z Chrystusem był rozdział Kościoła od państwa. Ta "defectio gentium" już stała się w wielu wypadkach faktem, albo dąży ku niemu. Tutaj więc bezwarunkowo musiał się spełnić 9 wiersz proroczego psalmu: "Jak naczynie z gliny pokruszysz je".

Po tych ogromnych wstrząsach, jakie przeszedł świat w czasach ostatnich, wytężono wszystkie siły, by drogą najróżniejszych kombinacyj politycznych utrwalić na świecie pokój powszechny z usilnym wyłączeniem Chrystusa-Króla i dopominającej się o Jego prawa dyplomacji watykańskiej. Ale również i ten eksperyment pokojowy skończy się jego twórców przegraną. Dominus irridebit eos. "Pan szydzić z nich będzie" (Ps. 2, 4). I oto już oderwane od Chrystusa narody, rządy i społeczeństwa, przyklaskujące zasadzie "majestatu ludu", po tych rozlicznych międzynarodowych sojuszach i konferencjach pokojowych, boleśnie wykrzykują: Non est pax! Nie masz pokoju! Jak gdyby dosłownie spełniała się przestroga Jeremiasza: "I leczyli ranę córki ludu mego z lekkością, mówiąc: «Pokój, pokój!» a nie było pokoju!" (Jer. 6, 14).

A jak tego pokoju wszyscy potrzebują! Nie tylko jednostka, ale cała społeczność – utyskuje na smutne następstwa szerzącego się zła. Nie tylko jednostka, lecz rodzina – a więc podstawa społeczeństwa potrzebuje ratunku. I ni jedna, ni druga nie znajdzie dla się lekarstwa, jak tylko u swego twórcy i słońca, u swej mocy i życia, u Boga.

Na tym potężnym heliopolskim obelisku, który u zarania dynastii Chrystusowej widział Piotra umierającego na krzyżu za państwo Wielkiego Króla i był świadkiem płonących krwawo żywych pochodni w cyrku Nerona, tam już od wieków spoczywa talizman szczęścia narodów zaklęty w napisie ze złotych liter, że: Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat! Tak! tam, w płonącym sercu Romy tkwi punkt Archimedesa pokoju światowego. Ale tylko wtedy, gdy zbuntowane, zrewoltowane, nowoczesne pogaństwo skapituluje przed Chrystusem Królem i zegnie kolana na ten punkt Archimedesa. Pokój: ale tylko Chrystusowy pokój; on zaś nie wykwitnie indziej, jak tylko w Chrystusowym królestwie.

Nap. Zbigniew Załęski – Warszawa

–––––––––––

Artykuł z czasopisma: "Przegląd Katolicki". Pismo tygodniowe poświęcone sprawom religijnym, kulturalnym i społecznym. Rok 72 (1934), ss. 655-657. (Redaktor Ks. Dr Józef Zawidzki P. S. M.).

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

Źródło informacji: ULTRAMONTES.pl

wtorek, 21 listopada 2017

Czym jest chrześcijańska apologetyka


środa, 15 listopada 2017

Zapomniane prawdy: Msza św. nie jest spektaklem!



(...) dlaczego w pewnym momencie kapłan, który przewodniczy celebracji, mówi: „W górę serca?”. Nie mówi: „w górę nasze telefony komórkowe!”, żeby zrobić zdjęcie. Nie! To straszne! Jestem bardzo smutny, kiedy celebruję Mszę św. tutaj na placu, albo w bazylice i widzę wiele telefonów komórkowych wzniesionych w górę. Nie tylko wiernych, ale także niektórych księży a nawet biskupów. Ależ proszę was: Msza św. nie jest spektaklem! To wyjście na spotkanie z męką i zmartwychwstaniem Pana. Dlatego kapłan mówi: „W górę serca!”. Co to znaczy? Zapamiętajcie – żadnych telefonów komórkowych!

papież Franciszek

Katecheza środowa z 8 listopada 2017 r.

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Kościół wiary naszej





KOŚCIÓŁ WIARY NASZEJ

KS. LUDWIK KÖSTERS SI

––––––––––

__________
Kościół wiary naszej (djvu, 23,5 Mb)

Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15,4 Mb)
__________

Ludwik Kösters, Kościół wiary naszej. Poznań 1939. NACZELNY INSTYTUT AKCJI KATOLICKIEJ, str. 243+[I].

Szkoła w rękach reformatorów. Nagrania z konferencji, która odbyła się 17 maja 2014 r. na UKSW w Warszawie.



Nagrania z konferencji "Szkoła w rękach reformatorów", która odbyła się  17 maja 2014 na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Organizatorami konferencji byli: Sekcja Historii Filozofii UKSW, Wydział Studiów nad Rodziną UKSW i Fundacja Dobrej Edukacji Maximilianum. Patronat medialny nad konferencją objął „Nasz Dziennik".

IHS czy PAX? Przypomnienie w sprawie medalika św. Benedykta




Ze względu na powtarzające się wątpliwości dotyczące napisu „PAX” na medaliku św. Benedykta promowanym przez klasztor w Tyńcu i Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC, przypominamy parę podstawowych faktów:

1. Zastąpienie chrystogramu IHS słowem PAX nie wynika z żadnych antychrześcijańskich pobudek: wzór medalika, który jest popularyzowany, powstał w opactwie Beuron w XIX w. jako nowy projekt, choć nawiązujący do wcześniejszych wzorów, z okazji rocznicy istnienia opactwa Monte Cassino. Autorzy medalika zdecydowali się na umieszczenie na nim słowa, które funkcjonuje jako nieoficjalna dewiza zakonu benedyktynów: pax, czyli ‚pokój’. Najlepiej wyrażają to słowa Prologu Reguły, gdzie cytowany jest Psalm 34[33]: rzecze ci Bóg: „Skoro chcesz mieć prawdziwe i wieczne życie, powściągnij swój język od złego, od słów podstępnych twe wargi. Odstąp od złego, czyń dobro; szukaj pokoju, idź za nim„. PAX na medaliku św. Benedykta to powtórzenie słów Boga skierowanych do każdego chrześcijanina, wzywających do poszukiwania pokoju. Z pewnością nie służą temu krzywdzące teorie spiskowe, sugerujące, iż ten model medalika jest nieortodoksyjny.

2. Warto pamiętać, że benedyktyni beurońscy mogli mieć dobre powody, by zastąpić monogram IHS słowem PAX. Sam monogram bowiem powstał najprawdopodobniej wskutek błędnego przepisywania greckich liter IHC, tworzących w greckiej pisowni początek imienia Jezus (ΙΗΣΟΥΣ). Za samymi literami IHS nie kryją się więc słowa „Iesous Christos” (Christos przecież nie zaczyna się od samego „h”), ani tym bardziej sformułowanie Iesus Homini Salvator, „Jezus Zbawca Człowieka”, które zaczęto wiązać z tym chrystogramem dopiero setki lat po jego pojawieniu się.

3. Co więcej, w XIX w. znak IHS był już szeroko kojarzony przede wszystkim z jezuitami i zamienienie go słowem PAX mogło wiązać się z uszanowaniem praw Towarzystwa Jezusowego do tego chrystogramu. Znajduje się on w herbie obecnego papieża, który jest właśnie jezuitą.

4. Ponadto nie wolno zapomnieć, że dla chrześcijan nie ma pokoju bez Chrystusa: umieszczenie słowa PAX na medaliku musi odnosić do naszego Pana, który jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur: wrogość (Ef 2,14). O Nim mówi prorok Izajasz: Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju (Iz 9,5). Podkreślamy to, prosząc jednocześnie w imię Chrystusa, Księcia Pokoju, o nietworzenie zbędnych podziałów.

Jak podają benedyktyni tynieccy na swojej stronie:

By upewnić o słuszności naszych intencji i by sprawić, że medalik św. Benedykta stanie się jeszcze szerzej znany, w ofercie naszego wydawnictwa udostępniliśmy drewniany medalion ze starszym wzorem medalika – takim, na który pojawia się chrystogram IHS, tzw. karawakę. Jej oryginał znajduje się na łuku nad jedną z kaplic bocznych tynieckiego kościoła. Mamy nadzieję, że będzie to jasne potwierdzenie faktu, iż nie próbujemy zafałszować historii medalika i nie widzimy trudności w umieszczeniu monogramu IHS na samym medalu.

Dla tych, którzy jeszcze wątpią, udostępniamy także klip, w którym opat, o. Szymon Hiżycki, wyjaśnia symbolikę medalika.


Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.