_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

wtorek, 5 września 2017

Niepokalana Dziewica Maryja Współ-Odkupicielka rodzaju ludzkiego.


ZE SKARBNICY WIEDZY TEOLOGICZNEJ

STUDIUM DOGMATYCZNE NA PODSTAWIE
ŚW. TOMASZA, DOKTORA ANIELSKIEGO

KS. JAN DOMASZEWICZ

––––––––


2. Niepokalana Dziewica Maryja Współ-Odkupicielka rodzaju ludzkiego.

W dalszym ciągu traktatu o odkupieniu nas przez Jezusa Chrystusa i Wcieleniu Syna Bożego mówić będziemy o Niepokalanej Maryi (1), która jako Matka jest nieoddzielną od Syna, i Współ-Odkupicielką rodzaju ludzkiego. Owóż, Kościół uczy, że Maryja porodziwszy Jezusa Chrystusa stała się rzeczywiście Matką Słowa wcielonego, Syna Bożego, który stał się człowiekiem, a przeto może i powinna być nazywaną Matką Boską. O macierzyństwie Boskim Maryi (2), tym głównym punkcie w dziele Odkupienia, mówiliśmy wyżej, tj. że tę naukę określił jako dogmat Sobór powszechny Efeski przeciwko Nestoriuszowi. Dalej, mówiliśmy także, że w Jezusie Chrystusie jest jedna tylko osoba Boska Słowa; Maryja porodziwszy Go według ciała, stała się Matką osoby Boga-Człowieka: stała się Matką nie tylko człowieka, ale i Boga! Macierzyństwo Boskie Maryi jest następstwem nieuniknionym połączenia hipostatycznego Słowa z naturą ludzką w Jezusie Chrystusie. Teraz rozważmy, że obok macierzyństwa Boskiego, Maryja była zawsze dziewicą.

Niepokalanie poczęta Maryja była dziewicą przed, dziewicą w czasie, i dziewicą po narodzeniu swego Syna Bożego. Że nic nie zaćmiło blasku Jej chwalebnego i niezrównanego dziewictwa, mamy naukę wyraźną z wiadomej powszechnie rozmowy z posłańcem Bożym Archaniołem Gabrielem w tajemnicy Zwiastowania (3). Owóż, Bóg za pośrednictwem Anioła przedstawia Maryi, aby połączyła się z Jego ojcostwem przez poczęcie i porodzenie według natury ludzkiej tego samego Syna, którego On poczyna i rodzi od wieków w swym własnym łonie. Maryja przyjmuje to pod tym warunkiem, aby Jej dziewictwo pozostało nietkniętym i nieskalanym: Nie znam męża, powiada, i nie chcę go znać nigdy, a jakoż mogłabym porodzić owego Syna, którego mi zwiastujesz i przepowiadasz? Tu jasnym jest postanowienie zachowania ślubu dziewictwa i to, że inaczej nie zgodziłaby się nawet na tę godność tak wielką, niezrównaną, Macierzyństwa Boskiego. Tedy rzekł posłaniec Niebieski do Maryi: Ten Syn, którego Ci zwiastuję, narodzi się bez współudziału męża, On nie będzie synem ziemskim, ale Synem Boga, a Duch Święty zaćmi Tobie. Tedy Maryja upewniona, że Jej dziewictwo pozostanie nienaruszonym, wyrzekła te wiekopomne słowa, które zrodziły nam Jezusa Chrystusa, Zbawiciela i Odkupiciela: "Oto ja służebnica Pańska, niechaj mi się stanie według słowa twego" (4). A jakkolwiek Najświętsza Maryja była wprawdzie zaślubiona św. Józefowi, to żyli oboje w dziewictwie poślubionym Bogu na zawsze. Pokorna Maryja nic nie mówiła swemu Oblubieńcowi o pozdrowieniu i obietnicach posłańca Bożego, a gdy św. Józef widział Ją w odmiennym stanie potem, to chciał Ją potajemnie opuścić. A gdy tak myślał, oto Anioł Pański ukazał się mu we śnie mówiąc: "Józefie synu Dawidów, nie bój się przyjąć Maryi małżonki twej: albowiem co się w Niej urodziło, jest z Ducha Świętego" (5). Właściwym było, aby głos niebieski oświecił wprost tego świętego męża o mającej się dokonać wielkiej tajemnicy: św. Józef zrozumiał go zaraz, i od tej chwili stał się stróżem nieodstępnym Maryi Dziewicy, oczekując tej błogosławionej godziny narodzenia Odkupiciela świata, który miał być poruczony jego pieczy na ziemi.

Porodzenie (6) Boga-Człowieka (7) nie skalało bynajmniej dziewictwa Jego Matki Maryi, ale takowe uświęciło, a Pan Jezus był jedynym synem Maryi: uszy chrześcijańskie nie zniosłyby innego przypuszczenia, które Orygenes nazwał wielkim szaleństwem, a św. Ambroży świętokradztwem. Pod tym względem zgadzają się jednogłośnie wszyscy Doktorowie: greccy i łacińscy, wschodni i zachodni. Dlatego jeszcze w końcu IV wieku pewien bluźnierca Helwidiusz, który śmiał odrzucać wieczne dziewictwo Najświętszej Maryi, wywołał powszechne oburzenie. Jednocześnie broniąc wiecznego dziewictwa Najświętszej Maryi i zbijając zarzuty, św. Hieronim, Doktor Kościoła, znakomicie odparł wszelkie zarzuty bezbożne Helwidiusza (8), który nie znalazł sobie wcale posłuchania w społeczeństwie chrześcijańskim. Sami nawet Reformatorowie XVI w., którzy w tylu punktach odstąpili od prawdziwej wiary, uszanowali jednak dogmat wiecznego dziewictwa Maryi. Dziś wielu zwolenników protestantyzmu nie wierzy w dziewictwo Niepokalanej Maryi, przestali być chrześcijanami, a to dlatego, że wyznają bezbożny racjonalizm, który odrzuca z pogardą wszystko, co nosi charakter cudowny i nadprzyrodzony. Nie zachodzi potrzeba zbijania tych nieprzyjaciół Niepokalanej Maryi, których brednie są wstrętne, bluźniercze. Lecz, rozwiążmy tylko w krótkości pozorne trudności, jakie opierają się na niektórych tekstach Ewangelii (9). Tak, nieraz wzmianka w Ewangelii o braciach Jezusa, skąd Helwidiusz i wielu z protestantów zawnioskowali bezbożnie, nie rozumiejąc czyli raczej nie chcąc dobrze zrozumieć znaczenia słów Pisma św., że jakoby Najświętsza Maryja miała jeszcze inne dzieci. Owóż, kto czytał Biblię ten wie, że wyraz "bracia" dosyć często używany, oznacza nie tylko dzieci tych samych rodziców, lecz w ogóle rodzeństwo, a mianowicie bliższych krewnych. Stąd, wszyscy członkowie tej samej familii byli braćmi między sobą, chociaż zostawali w dalszych stopniach pokrewieństwa. W ten sposób wyraz "brat" nie tylko oznaczał osobę pochodzącą od jednego ojca i jednej matki, lecz w ogóle oznaczał rodzeństwo i krewnych: stryj był bratem swego synowca, siostrzankowie nazywali się braćmi, mąż nazywał siostrą swoją żonę, gdy była jego krewną. Kiedy Mojżesz określił wyrazy "brat i siostra" i brał je w rzeczywistym znaczeniu, to zwykł był dodawać: syn ojca swego... córka swej matki. Ten zwyczaj nazywania "braćmi" wszystkich bliskich krewnych, jako sięgający najdawniejszych czasów, był używanym i później, ponieważ, będąc przyjętym przez prawo i religię, zrósł się z obyczajami i był używanym w praktyce za czasów pobytu na ziemi Pana Jezusa.

Wreszcie, fakt udowodniony, że osoby nazywane w Ewangelii "braćmi" ówczesnym zwyczajem w pokrewieństwie, nie byli wcale rodzonymi braćmi Jezusa, ale stryjecznymi i ciotecznymi. Tak, cztery osoby nazwane są w Ewangelii (10) "braćmi Jezusa": św. Jakub (11), Józef, Szymon i Juda; lecz, Ewangeliści wspominają o ojcu i matce każdej z tych osób. Owóż, ojciec św. Jakuba (12) nazywa się Alfeusz albo Kleofas, a matka jego Maria (13), która była siostrą Niepokalanej Maryi, a stąd św. Jakub był tylko bratem ciotecznym. Toż samo stwierdza się o Józefie, Szymonie, Judzie, których nazywają braćmi Chrystusa Pana (14). A tak, zarzut Helwidiusza i jego naśladowców, jako oparty jedynie tylko na tym wyrażeniu Pisma św. "bracia Jezusa" nie wytrzymuje krytyki i jest bluźnierstwem strasznym przeciwko odwiecznemu dziewictwu Najświętszej Maryi (15).

Nie można nawet, bez popełnienia grzechu ciężkiego, przypuścić, aby Ta, którą Bóg Ojciec przedwieczny obrał za Matkę Syna swojego, mogła czymś zaćmić blask swego panieństwa. Stąd, Kościół św. wierzy i wyznaje, że Najświętsza Dziewica Maryja nie skalała swej duszy nigdy żadnym grzechem uczynkowym, nawet powszednim: "Ktobykolwiek twierdził, że człowiek raz usprawiedliwiony nie może już grzeszyć, ani też łaski utracić... albo że może przez całe swe życie unikać nawet grzechów powszednich, bez szczególnej na to łaski Boskiej, jaką Bóg obdarzył Najświętszą Pannę według nauki Kościoła, niech będzie przeklęty" (16).

Szczyt przywilejów, jakimi Bóg obdarzył Maryję: że była wolną od zmazy grzechu pierworodnego; od tej zmazy, którą wszyscy potomkowie upadłego Adama zaciągają w tym samym źródle, w którym czerpią życie. Ta prawda zawarta od początku w Objawieniu Boskim, została uroczyście przez Kościół określona jako dogmat. Określenie dogmatu Niepokalanego Poczęcia Maryi brzmi następująco: "Złożywszy u stóp Boga Ojca przez Syna w pokorze, nasze własne i publiczne modły Kościoła, aby raczył mocą Ducha Świętego kierować i rządzić naszym umysłem; wezwawszy o pomoc całego dworu niebieskiego i wezwawszy z westchnieniami Świętego Ducha Pocieszyciela; a tym sposobem za Jego Boskim natchnieniem, dla chwały Świętej i Nierozdzielnej Trójcy, dla czci i ozdoby Dziewicy Maryi Matki Boga, dla podwyższenia wiary katolickiej i wzrostu religii chrześcijańskiej, powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła, oraz powagą naszą, oświadczamy, stanowimy i określamy, że nauka która utrzymuje, że Najświętsza Panna Maryja, w pierwszej chwili swego poczęcia, była, przez łaskę szczególną Boga wszechmogącego, na mocy zasług Jezusa Chrystusa, Zbawcy rodzaju ludzkiego, wolną i wyjętą od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest objawioną przez Boga, a następnie, że wszyscy wierni powinni w nią mocno i niezachwianie wierzyć. Ktobykolwiek przeto inaczej myślał od tej chwili, czego Boże uchowaj, niechaj wie, że potępia się sam własnym sądem, naraża swą wiarę i zrywa z jednością Kościoła; niechaj wie, że tym samym podlegnie karom kościelnym, jeżeliby śmiał swą myśl przeciwną określeniu Kościoła objawić na zewnątrz w jakikolwiek sposób czy to słowem, czy to pismem" (17). A tak, Najświętsza Panna Maryja była wyjęta i wolna od grzechu pierworodnego na mocy zasług Jezusa Chrystusa, który jest Odkupicielem Maryi w wyższy sposób, jako też i Zbawicielem nas wszystkich.

Niepodobnym jest przytoczyć, rozebrać i objaśnić świadectwa wszystkich wieków chrześcijańskich o Niepokalanym Poczęciu Maryi. Ograniczymy się na przytoczeniu niektórych poważniejszych i na zrobieniu kilku uwag rozjaśniających, aby pokazać, jak próżne są wszelkie zarzuty w tym względzie niedowiarków.

Owóż, zanim Kościół określił jako dogmat naukę Niepokalanego Poczęcia Maryi uroczyście, już w nią wierzyli wszyscy Biskupi chrześcijańscy, duchowieństwo tak świeckie jak i zakonne i wszyscy wierni. Stąd, przede wszystkim każdego uderzyć musi ta dziwna jednozgodność, z jaką Biskupi całego świata katolickiego oświadczyli się za nauką Niepokalanego Poczęcia Maryi. Jeżeli wszystkie Kościoły z pięciu części świata jednomyślnie na tę naukę zgodziły się w XIX wieku, to należy przypuszczać, że ją odbierały przez podanie; że lud wierny tę naukę przekazywał od jednego pokolenia do drugiego, począwszy od czasów Apostolskich, aż do naszych; że jej nauczali od najdawniejszych czasów kapłani, i ślady tej nauki znajdujemy w pobożnych instytucjach naszych Ojców i w pismach Doktorów starożytnych.

Ustanawianie święta na cześć Niepokalanego Poczęcia Maryi wielu poważnych pisarzy odnosi do V wieku; pewnym jest, że za czasów Andrzeja z Krety w drugiej połowie VII wieku to święto już istniało i nie nazywano go żadną nowością. Andrzej z Krety w jednej z homilij o narodzeniu Najświętszej Panny Maryi tak mówi o Jej poczęciu: "Wszyscy w sobie mamy zarodek złego; Ona sama jest tylko nieskazitelną i czystą, z Niej utworzył się chleb, który winien odrodzić cały rodzaj ludzki. Odkupiciel rodzaju naszego, chcąc nas odrodzić po pierwszym narodzeniu, jak do utworzenia Adama użył mułu z ziemi jeszcze dziewiczej i nietkniętej, tak samo też dokonywając swego Wcielenia, wybrał od całej natury odmienną ziemię, a jeżeli można tak się wyrazić, wybrał dziewicę czystą i zupełnie nieskalaną, aby w ten sposób nas odrodzić i przekształcić przez Nią" (18). Objąwszy stolicę Konstantynopolitańską Patriarcha Proklus (19) jeszcze w 434 roku, odzywa się ciągle ten święty Biskup o Maryi, że Matka Zbawiciela była zachowaną tak od grzechu pierworodnego, jak również wolną była zawsze od grzechu osobistego. Nazywa Maryję runem nieskalanym, zawieszonym w powietrzu świata, rajem obfitującym w różne rośliny niepodlegające zniszczeniu, w którym jest umieszczone drzewo życia, obdarzające każdego owocem nieśmiertelności; kulą niebieską nowego stworzenia, na której słońce przyświecające sprawiedliwością, usuwa bezustannie z każdej duszy noc grzechu: to wszystko dowodzi, że była wyjętą zawsze od wszelkiej zmazy grzechowej. W VIII w. to opiewa św. Jan Damasceński (20).

Współczesny Proklusowi słynny Biskup z Ancyry Teodot, porównywając Najświętszą Pannę Maryję z Ewą, mówi, że chociaż Maryja należy do płci żeńskiej, pomimo tego jest daleką od wszelkiej nieprawości niewieściej: nazywa Ją dziewicą, niewinną, bez zmazy, wolną od wszelkiego grzechu, bez skażenia, nietkniętą, świętą duchem i ciałem, rosnącą jak lilia wśród cierni, nie znającą grzechów Ewy, poświęconą Bogu jeszcze przed swym urodzeniem (21). Porównanie Najświętszej Panny Maryi z rajem ziemskim i z ziemią nieskalaną napotkać można często w pismach dawnych Doktorów, co nic innego nie może oznaczać, jak wyjęcie Maryi od wszelkiej zmazy, wszelkiego skażenia i grzechu: (22), czyli oznacza Niepokalane Poczęcie Maryi.

W IX wieku spotykamy to święto w Neapolu, powiada uczony Guéranger, w sławnym kalendarzu Kościoła wyrytym na marmurze w tej epoce, pod datą 9 grudnia. Historycy angielscy i francuscy zwykle nazywają tę uroczystość świętem Normandów. W r. 1070 – 1072 Arcybiskup Jan de Bayeux zaprowadził tę uroczystość w swym kościele w Rouen i utworzył zebranie, czyli "Akademię Niepokalanego poczęcia Maryi", jak powiada w swym dziele uczony Malou (23). W XII wieku św. Bernard, Doktor Miodopłynny wyraźnie mówi o uroczystości Niepokalanego Poczęcia do kanoników katedry Lugduńskiej.

W XIII wieku, św. Tomasza przyjaciel św. Bonawentura zaprowadził w zakonie Ojców Franciszkanów uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi. W XIV wieku z wielką gorliwością i powodzeniem bronił tego wielkiego przywileju Matki Boga wielki Doktor, czyli najuczeńszy swego wieku, Duns Szkot. Fakt uroczystości obchodzonej na cześć Poczęcia Maryi świadczy dostatecznie o wierze w czystość i świętość Tego Poczęcia. Doktor Anielski słusznie powiada (24), że święto w Kościele obchodzi się tylko na cześć jakiegoś Świętego: utrzymywać przeciwnie byłoby absurdem, a wszędzie wierzono zawsze w obchodzonej uroczystości o nieskazitelności i świętości, w wyjęcie od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego.

W XVI wieku Sobór Trydencki, sformułowawszy i określiwszy przeciwko Reformatorom naukę katolicką o grzechu pierworodnym, wyraźnie oświadcza, iż nie ma zamiaru postanowienia o grzechu pierworodnym stosować do Najświętszej Panny Maryi, lecz nadmienił, że w tym względzie należy stosować się do Konstytucji Papieża Sykstusa IV, którą Sobór odnawia pod karami w niej zawartymi. Roku 1476 w Konstytucji Sykstusa IV wyszłej w formie Bulli (25), Papież podnosi uroczystość Niepokalanego Poczęcia, nadając odpust w tym dniu słuchającym Mszy św. i odmawiającym godziny kanoniczne, jak Papieże Urban IV i Marcin V w dniu Bożego Ciała.

Nauka o Niepokalanym Poczęciu Maryi zawsze istniała w Kościele, który zostając pod opieką Ducha Świętego nie wprowadza żadnych nowości: wierzy dzisiaj w to, w co wierzył zawsze. Tylko Kościół, opierając się na powadze swego sądu, nauczania, gorliwości, nauki i przedziwnej mądrości, coraz więcej ją wyjaśniał, określał, potwierdzał; lecz, zawsze uważał ją jako pochodzącą od starożytnych Ojców i mającą cechy nauki objawionej. Wierny stróż i obrońca prawd pieczy jego powierzonych, nigdy nic nie zmienia, nic nie ujmuje i nic nie dodaje. Lecz, czuwając nad najdawniejszą nauką, zbiera starannie wszystko, co starożytność do niej dodała i co wiara Ojców w niej zasiała. Stara się zakład powierzonej nauki (depozyt wiary świętej) rozwijać, formułować, doskonalić, aby w ten sposób starożytne dogmaty Boskiej nauki więcej się rozjaśniły, zachowując jednak swą całość i swój właściwy charakter. Słowem, aby się rozwinęły nie zmieniając natury, tj. aby zawierały w sobie tęż samą prawdę, zachowały toż samo znaczenie i tęż samą myśl. Takim był przebieg dogmatu Niepokalanego Poczęcia Maryi; ta nauka złożona w Kościele i jakby w zarodku ukryta, lecz żyjąca w podaniu Boskim, rosła powoli i rozwijała się, aż dosięgła zupełnego rozwoju i dojrzałości: dał się słyszeć głos Namiestnika Apostolskiego ze Stolicy Piotrowej ogłaszający jako dogmat naukę o Niepokalanym Poczęciu Maryi Dziewicy. Jeżeli Prorok Jeremiasz i św. Jan Chrzciciel na czas pewien przed swym urodzeniem byli uświęceni w łonie matki swej, to czemuż Najświętsza Panna Maryja nie miała być wolną od grzechu pierworodnego w pierwszej chwili swego Poczęcia przez łaskę szczególną Boga wszechmocnego na mocy zasług Jezusa Chrystusa, Boskiego Syna swojego? Dziewicze łono Maryi, ten przybytek Boga żywego, w którym Bóg, jak w Kościele zamieszkał w sposób cudowny; Ta, która porodziła Syna Bożego, a którą Ojcowie święci nazywają pałacem Boga, jakoż mogła choćby na chwilę być pod władzą grzechu, którego Bóg tak nienawidzi, a który podaje człowieka pod moc szatana. Jakoż Matka Boga (26), który przyszedł przez Nią na świat tj. narodził się, aby skruszyć moc szatana i ludzi odkupić od jego niewoli z racji rodzenia się w grzechu pierworodnym, mogła być pod władzą szatana i nie być wolną od grzechu pierworodnego w pierwszej chwili swego Poczęcia? Jakoż ten przybytek Boga żywego miał być choć na chwilę splamiony grzechem? Czyli: jakoż mogła nie być ze względu na nieskończoną świętość Boga Niepokalanie poczętą Maryja? W Niepokalanym Poczęciu Maryi, Matki od wieków wybranej Syna Bożego, spełniło się to, co Bóg ongi rzekł do węża piekielnego: "Położę nieprzyjaźń między tobą, a między niewiastą: i między nasieniem twym, a nasieniem Jej: Ona zetrze głowę twoją" (27). Gdy pierwsza nasza matka Ewa przyniosła przeklęctwo i śmierć przez grzech uczyniony i od pierwszych naszych rodziców zwany pierworodnym, to Najświętszą Pannę Maryję Archanioł Gabriel w imieniu Boga zowie "Błogosławioną między niewiastami", która skruszyła władzę szatana i stała się Współ-Odkupicielką rodzaju ludzkiego (28). Jeżeli św. Bernard i św. Tomasz zdawali się sprzeciwiać pozornie dogmatowi Niepokalanego Poczęcia, który za ich czasów nie był określonym jako dogmat, to wyjaśnić pokrótce należy: pierwszy czynił wyrzut Kanonikom Lugduńskim o wprowadzenie tego święta bez aprobaty Stolicy Apostolskiej; drugi zaś miał na myśli nie sam grzech pierworodny, od którego Najświętsza Panna Maryja była wolną od pierwszej chwili swego poczęcia, lecz obowiązek zaciągnięcia go, a w gruncie sprzyjał dogmatowi (29): cokolwiek ma stosunek z Bogiem, świętym i od wszelkiej zmazy dalekim być powinno. Mówiliśmy o macierzyństwie Boskiem Maryi, że jest pełną łaski, o wiecznym dziewictwie, o Niepokalanym Poczęciu Maryi, że jest Współ-Odkupicielką rodzaju ludzkiego. Jest także dogmatem wiary, że Niepokalana Maryja (wraz) po swej śmierci, czyli raczej uśpieniu wziętą została do Nieba nie tylko z duszą, lecz i podług ciała. Stwierdza to podaniowa wiara wiernych katolików i święto "Wniebowzięcia" przez Kościół św. ustanowione: jeszcze w VI wieku mówi o tym Grzegorz Turoneński (30), w VII Ildefons Toledański (31), za tym Andrzej z Krety i inni, tak że uczony Suarez woła, że największego nierozsądku winnym uważany byłby ten, kto by przeczył tej nauce (32).

Stanowisko, jakie nieskończona dobroć Boga raczyła zakreślić Maryi w dziele Odkupienia stanowi przedmiot niewyczerpany. Jakże jest wielką godność duszy, której Niepokalana Maryja jest Współ-Odkupicielką i Matką, tj. nas wszystkich, w sprawie uświęcenia i zbawienia. Wstąpmy na Kalwarię tylko, a tam poznamy czym jest dla nas Maryja. Tak, Jezus Chrystus przybity do krzyża, zawieszony między niebem i ziemią dokonywa przez swoją śmierć dzieło Odkupienia świata. Widząc u stóp krzyża swą Matkę a obok Niej ucznia ukochanego mówi do Maryi: "Niewiasto, oto syn Twój"; a do ucznia: "Oto matka twoja" (33), a tym uczniem był św. Jan Ewangelista. Te wiekopomne słowa stanowią część testamentu Jezusa Chrystusa i ukazują nam w Maryi nie tylko matkę ukochanego ucznia, lecz matkę wszystkich chrześcijan: tak pojmowali powyższe słowa wszyscy Ojcowie Kościoła, tj. że Jan św. przedstawia wszystkich chrześcijan. Zatem, Jezus (34) nazywając Maryję niewiastą, występował w charakterze publicznym Odkupiciela ludzi, a nie w charakterze prywatnym Syna Maryi: musiał użyć takiego wyrażenia, które by oznaczało stosunki ogólne z ludźmi, a nie stosunki Jego szczególne z Maryją. A więc, nie mógł właściwiej Ją nazwać, jak niewiastą, przez co dał do zrozumienia, iż w tej chwili zapomina, że jest synem Maryi, ale że głównie ma na względzie ludzi, których jest Odkupicielem, i że Maryja była współsprawczynią tego dzieła odrodzenia, czyli Współ-Odkupicielką rodzaju ludzkiego. W tym, właśnie, znaczeniu wszystkich ludzi nazywa dziećmi Maryi, a Ją Matką wszystkich ludzi. Słusznie należy się Maryi tytuł matki ludzi na mocy tego udziału, jaki przyjęła w dziele Odkupienia. Bo, i dlaczegoż Syn Boga wcielił się w łonie Niepokalanej Dziewicy? dlaczego umarł na górze Kalwarii? (35). Dla podniesienia upadłego człowieka, dla pogodzenia go z Niebem i aby mu wysłużyć tytuł przybranego syna Ojca Niebieskiego. Zawdzięczając Wcieleniu, my możemy nazywać Boga słodkim imieniem Ojca, które to słowo Jezus Chrystus sam raczył włożyć w usta nasze. Syn prawdziwy Boga przyszedł, aby nas odrodzić i połączyć z chwałą swego Boskiego synostwa: ten ukochany Zbawiciel pokonawszy śmierć, przez którą dał nam życie i uczynił nas współuczestnikami swego Boskiego synostwa, nazywa swych uczniów już nie tylko przyjaciółmi, ale swymi braćmi. O chrześcijaninie katoliku, poznaj godność twej duszy! Ty już nie jesteś nędznym synem Adama i nieszczęśliwym bratem dzieci jego: jesteś przybranym synem Najwyższego i bratem Jezusa Chrystusa, którego Ojciec Niebieski jest twoim Ojcem i Bogiem twoim. A tak, zostałeś członkiem familii Boskiej, do której cię wprowadził przez Krew swoją Jednorodzony Syn Boga i jest On tylko starszym bratem twoim. Teraz, gdy już wstąpił do swego Ojca, który jest razem i twoim, w Niebie przygotowuje ci miejsce w łonie tej familii, do której zostałeś wezwany, abyś się cieszył szczęściem trwałym na wieki, szczęściem niewypowiedzianym w chwale Trójcy Świętej.

Te są owoce Odkupienia (36); oto dlaczego Syn Boga przyjął ciało w łonie Niepokalanej Dziewicy. On przyszedł na świat, aby nas uczynić dziećmi Boga i swymi braćmi przysposobionymi. Tak wielka godność duszy naszej! Jeżeli przez Odkupienie staliśmy się dziećmi Boga i braćmi Jezusa Chrystusa, to jesteśmy również dziećmi Tej, z którą Bóg się przez Wcielenie połączył, aby Ją uczynić Współ-Odkupicielką, a która jest Oblubienicą Ducha Świętego. Przybrani bracia Odkupiciela, jesteśmy przybranymi dziećmi Jego Matki i Jego Ojca: Maryja odrodziła nas na Kalwarii u stóp krzyża swego Syna z ofiarą którego połączyła się, a którego znowu Krew odrodziła nas w Bogu, udzielając nam życie Boskie. Przeto, do każdego z nas w osobie ukochanego ucznia Jana św., Jezus Chrystus umierający mówi, ukazując na Maryję: "Oto matka twoja".

Niepokalana Maryja poczęła i porodziła Syna Bożego bez boleści, lecz nas swe dzieci poczęła i porodziła w boleściach niewypowiedzianych na górze Kalwarii i stała się Matką ludzi za cenę najboleśniejszych cierpień. Słowo, łącząc się z naszą naturą i umierając dla naszego Odkupienia (37), stało się prawdziwym źródłem odrodzonej ludzkości: Pismo św. i Ojcowie nazywają Go słusznie drugim Adamem; On jest pniem nowego odrodzenia i to czyni na cześć swego Ojca Niebieskiego. Maryja ze swej strony zajęła miejsce naszej pierwszej matki, a słusznie nazywają Ją wszyscy drugą Ewą: łącząc się z ofiarą swego Syna Boskiego naprawiła u stóp drzewa na górze Kalwarii straszne spustoszenie przez pierwszą Ewę u stóp drzewa raju ziemskiego. Pierwszej matki imię Ewa oznacza matkę wszystkich żyjących, lecz właściwiej to imię odpowiada Maryi: Ona jedna tylko jest Matką wszystkich prawdziwie, tj. co do duszy, żyjących; wszystkich tych, co czerpać będą we Krwi Boskiej nowego Adama życie duchowe i Niebieskie, jakie tylko samo jest życiem w całym znaczeniu tego słowa. Na Kalwarii Jezus Chrystus umiera, spełniając wyrok na Adama wydany, a Maryja rodzi w boleściach, spełniając wyrok wydany na Ewę. Ten prawdziwy Adam (38) zwraca się ku prawdziwej Ewie-matce, od której wszyscy biorą prawdziwe życie, ukazując na św. Jana przedstawiciela wszystkich ludzi: "Niewiasto! oto syn Twój". Jakby chciał powiedzieć do Maryi: Niewiasto, oto Twe dziatki, które żyją życiem łaski, tj. również są nieskalanymi, świętymi, wiernymi, jak Apostoł dziewiczy. Dalej: Rozdzierające ciało moje gwoździe przeszywają również Twe serce, Twa dusza podziela cierpienia mego ciała; przez Twój głęboki smutek dzieliłaś ze mną moje dolegliwości i kary, podziel też ze mną teraz zasługę i nagrodę; dziatki odbierające narodzenie ode mnie, odbierają go również i od Ciebie; one są zarówno moimi jak i Twoimi, Ty je zrodziłaś przez boleść pod krzyżem, a ja przez rany i krew moją; ja ich Odkupicielem, a Ty jesteś Matką. Boski nasz Zbawiciel w zasadzie (de jure) jest głową i naprawcą wszystkich ludzi, ponieważ umarł za wszystkich; faktycznie (de facto), jest szczególniej głową tych, którzy rzeczywiście zostali odrodzeni przez Jego krew, i stali się w ten sposób dziećmi Bożymi. Tak samo należy powiedzieć o Maryi, gdyż Jej los był zawsze zespolony z losem Boskiego Odkupiciela (39) rodzaju ludzkiego.

A tak, Maryja prawdziwa Matka nas wszystkich, pełna czułej miłości dla ludzi, spełnia posłannictwo Pośredniczki na korzyść nieszczęśliwych grzeszników, dla których Jezus Chrystus ze swej strony stał się Pośrednikiem u swego Ojca w Niebie. Przedziwna i porywająca harmonia: ludzie buntują się przeciwko Bogu i zaciągają dług względem Jego sprawiedliwości, którego nie są w stanie spłacić; pogrążeni w przepaści materializmu odwracają się od Boga prawdziwego, tj. duchowego i niewidzialnego, a oddają cześć bożkom widzialnym, zmysłowym. Jednak, Bóg nieskończenie dobry okazuje litość nad nieszczęśliwym rodzajem ludzkim i chce pomimo złości ich podźwignąć z tego niewypowiedzianego poniżenia. Owóż, posyła swego Syna, który się łączy hipostatycznie z ich naturą w tajemnicy Wcielenia, staje się człowiekiem, umiera za nich wszystkich i spłaca ofiarą nieskończonej wartości dług, jakiego wymagała najwyższa sprawiedliwość. W tym samym czasie ten Syn Boga, ukazując się pod formą widzialną, uprzystępnia się dla człowieka, staje się Pośrednikiem i podnosi go do Boga niewidzialnego. Zbawiciel (40) przyjąwszy na się ciało ludzkie stał się drogą, przez którą ludzie zmaterializowani przychodzą do Boga czysto duchowego, który powinien być czczony w duchu i prawdzie: idzie się do Ojca tylko przez Syna i to Syna wcielonego. Lecz, nie tu jeszcze koniec względów Boga dla ludzi: nieskończona dobroć Boga daje nam prócz Boskiego Pośrednika, jeszcze ludzką Pośredniczkę, która jako uosobiona miłość i dobroć, będąc tej samej natury z nami, jest istotą uprzywilejowaną, w której ręce Bóg złożył skarby łaski i miłosierdzia. Niepokalana Maryja podaje nam rękę, aby nas zaprowadzić do Syna a przezeń do Ojca: czy Bóg mógł pokazać się względniejszym dla nas i czy można wyobrazić coś bardziej tkliwego nad miłość, jaką znajdujemy w dziele Odkupienia?

I tak, czymże jest Maryja dla nas, dla duszy naszej? Niepokalana Maryja jest Królową i Matką naszą, ponieważ wyniesioną została do godności macierzyństwa Króla królów; słusznie, przeto, Kościół św. czci Ją pod wezwaniem Królowej. Na pociechę naszą Maryja jest Królową pełną słodyczy i łaskawości, najpochopniejszą do udzielania dobrodziejstw dla nas grzeszników, nędznych przed Bogiem (41). Dlatego Kościół pozwala nam nazywać Ją Królową Miłosierdzia, której jedynym zadaniem jest litować się nad grzesznikami i przebaczać, byleby chcieli poprawić się. Gdy panowanie Stwórcy zawisło na sprawiedliwości i miłosierdziu, takowe Bóg rozdzielił: sobie pozostawił władzę sprawiedliwości, a Matce swojej odstąpił władzę miłosierdzia, stanowiąc, aby wszelkie łaski udzielane ludziom przechodziły przez ręce Maryi i szafowane były według Jej woli. Stwierdza tę prawdę św. Tomasz w swej przedmowie do listów kanonicznych, gdzie pisze, że gdy Najświętsza Panna Maryja poczęła i wydała na świat Syna Bożego, otrzymała od Boga połowę władzy panowania tak, że sama stała się Królową miłosierdzia w państwie, w którym Jezus Chrystus jest Królem sprawiedliwości. Ojciec przedwieczny zdał na Syna obowiązek sądzenia i karania, na Matkę litowania się i wspierania.

Maryja jest życiem naszym, gdyż otrzymuje nam odpuszczenie grzechów, wyjednywa łaskę wytrwałości, czyni słodką śmierć sług swoich. Św. Bernardyn Sieneński utrzymuje, że jeżeli Bóg nie obrócił pierwszego człowieka w nicość wraz po grzechu uczynionym, to przez szczególną miłość ku Najświętszej Maryi Pannie, która miała wyjść z jego pokolenia; nadto, wszelkie łaski i miłosierdzie (42), jakich dostępowali grzesznicy pod prawem Starego Zakonu, udzielone im były przez wzgląd na Maryję (43).

Maryja jest nadzieją naszą. Tak, według św. Tomasza, w dwojaki sposób można pokładać w kimś nadzieję: albo jako w przyczynie pierwotnej, głównej, albo jako w przyczynie pośredniej. Spodziewają się od niego takowej jako od panującego, a od ulubieńca jako od pośrednika. Jeśli łaska się otrzymuje, pochodzi ona głównie od króla, lecz za pośrednictwem jego ulubieńca; starający się przeto o tę łaskę słusznie pośrednika nazywają swoją nadzieją. Najświętszą Maryję Pannę zowiemy "nadzieją naszą", gdyż spodziewamy się otrzymać za Jej pośrednictwem to, czego byśmy nie otrzymali samymi własnymi modlitwami: prosimy Ją o wstawienie się za nami, aby godność i zasługi pośredniczącego zastąpiły nasz niedostatek. A tak modlić się, nie jest to wcale nie ufać miłosierdziu Bożemu, lecz obawiać się własnej niegodności. A więc, słusznie Kościół nazywa Maryję, stosując do Niej słowa Pisma św.: Matką świętej nadziei (44), która obudza w nas i ożywia nie nadzieję próżną marnych i znikomych dóbr doczesnych, lecz świętą nadzieję najprawdziwszych i wiecznych dóbr życia przyszłego.

Maryja naszym ratunkiem. Szczęśliwy, kto zwraca oczy ku Tej Pocieszycielce świata, ucieczce nędzarzy i pełen ufności wzywa Jej ratunku: Błogosławiony człowiek, który mnie słucha i który czuwa u drzwi moich na każdy dzień, wzywając Mnie (45). Szczęśliwy ten, powiada sama Najświętsza Panna Maryja, kto rad moich słucha i bezustannie czuwa u drzwi mojego miłosierdzia, wzywając mego pośrednictwa i mej pomocy: Sama szuka takich, którzy by do Niej pobożnie i z uszanowaniem przystępowali, powiada Doktor Seraficki (46), tych bowiem miłuje, tych karmi i zasila, tych za dzieci przyjmuje. Przemożną jest w bronieniu wzywających Jej przeciw napaściom szatana, ponieważ nie jest tylko Królową Nieba i Świętych, lecz i Władczynią piekieł i szatanów, nad którymi odniosła tryumf bohaterstwem cnót swoich. Na samym początku świata Bóg zapowiedział wężowi piekielnemu zwycięstwo i władzę, jaką Królowa nasza Maryja otrzyma nad nim, tj. zetrze głowę jego (47).

Maryja jest pośredniczką naszą. Nie w porządku sprawiedliwości, jako Pośrednik nasz Jezus Chrystus (48), lecz w porządku miłosierdzia i wstawiennictwa. Pośrednictwo Maryi nie tylko jest rzecz pożyteczna i święta dla tego, kto się do niego ucieka, lecz nawet konieczna i niezbędna w sprawie duszy zbawienia: nie bezwzględnie niezbędne i konieczne w teorii, lecz według teologicznego wyrażenia się "moralnie", tj. w praktyce, gdyż Bóg sam, mogąc udzielić łask swoich do zbawienia niezbędnych, chce aby takowe przechodziły przez ręce Maryi; to zdanie powszechne pomiędzy teologami i najuczeńszymi pisarzami Kościoła, i błędem byłoby utrzymywać z Muratorim, wyłączając wcale pośrednictwo Maryi, że jedyny tylko Pośrednik między Bogiem a ludźmi Jezus Chrystus. Dlatego Kościół nazywa Maryję: Uzdrowienie chorych, Ucieczko grzesznych, Wspomożenie wiernych, Bramą niebieską: nikt do Nieba dostać się nie może, nie przechodząc przez Nią, jakby przez Bramę. Sposobem trojakim Najświętsza Panna Maryja współuczestniczyła w sprawie naszego zbawienia: 1-e godną się stała "de congruo", tj. dostatecznie, aby Syn Boży wcielił się w Jej przeczystym łonie; 2-e, że żyjąc jeszcze na ziemi bardzo wiele modliła się za nami; 3-e, że przyzwoliła na stanie się Matką Zbawiciela i chętnie zaofiarowała Bogu życie Syna swego za nasze zbawienie. I dlatego według wszelkiej słuszności postanowił Stwórca, że ponieważ Najświętsza Panna Maryja współdziałała z takim przymnożeniem Mu chwały i z taką miłością ku nam w sprawie Odkupienia, więc wszyscy ludzie dostępować mają zbawienia nie inaczej, jak za Jej pośrednictwem. Podobnie, jak linia idąca ze środka do koła, nie może wyjść poza jego obręb bez przejścia przez obwód, tak żadna łaska nie może dostać się do nas od Pana Jezusa, środka dobra wszelkiego, nie przechodząc przez Maryję która posiadając Syna Bożego w swym łonie, ogarnęła Go rzeczywiście.

Maryja jest Obronicielką zdolną zbawić nas wszystkich, bo jest wszechmocną w ratowaniu grzeszników: co Bóg może potęgą, to Najświętsza Panna Maryja swymi prośbami u Boga; cokolwiek prosi Matka, niczego nie odmawia Jej Syn Boży. W jakimkolwiek opłakanym stanie byłaby dusza człowieka, nie powinien obawiać się upaść do stóp Tej, która nie odpycha od siebie nikogo z uciekających się pod Jej opiekę: Maryja nieustająca, najgorliwsza, Obronicielka, Sama przedstawia Bogu modlitwy do Niej się uciekających; jedyna ucieczka zatraconych, nadzieja nieszczęśliwych, Obronicielka wszystkich największych grzeszników, garnących się do Jej miłosierdzia; a nawet cieszy się z tego, iż jest Matką grzeszników, których pragnie z Bogiem pojednać. Dlatego Maryja wyobrażona była przez gołębicę Noego, która wyleciawszy z Arki wróciła z różdżką oliwną w dziobku jako znak przebaczenia, które Bóg ludziom udzielał. Maryja jest prawdziwie gołębicą Noego, która przyniosła światu zatopionemu grzechami gałązkę oliwną, godło miłosierdzia, gdyż obdarzyła nas Jezusem, i odtąd na mocy zasług tegoż Pana naszego wyjednywa nam wszelkie łaski, które nam Bóg udziela. Jest ową tęczą, na widok której Bóg przypomina sobie pokój przyrzeczony ziemi: tak podobnie na prośby Maryi odpuszcza grzesznikom popełnione przez nich winy i zawiera z nimi przymierze.

Maryja jest naszą strażniczką. Stąd, św. Epifaniusz nazywa Najświętszą Pannę Maryję wszechoczną, tj. wpatrującą się pilnie w to wszystko, co się dotyczy dusz naszych, aby w razie potrzeby nieść im ratunek. Król Prorok powiada, że Bóg ma oczy zwrócone na sprawiedliwych: "Oczy Pańskie na sprawiedliwych'' (49), lecz oczy Matki Bożej zarówno na sprawiedliwych, jak i na grzeszników są zwrócone. A to dlatego, ponieważ oczy Maryi są to oczy Matki, a matka nie spuszcza swego dziecięcia z oczu nie tylko, aby je ustrzec od upadku, lecz i dla podźwignięcia, jeśli upadnie. A według Doktora Serafickiego, ta najlitościwsza Matka za obrazę raczy poczytywać sobie, gdy Ją o co nie prosimy, mówiąc: Przeciw Tobie, o Pani, grzeszą nie tylko ci, którzy do tego stopnia bezbożność swoją posuwają, że bluźnią świętemu Imieniowi Twojemu, lecz i ci także, którzy Cię o żadną łaskę nie proszą.

Po Jezusie (50), Maryja zbawieniem naszym. Chroni od piekła tych, co Jej cześć należną oddają; ratuje sługi swoje w czyśćcu zatrzymane, i wiedzie swych czcicieli do Raju.

Jak niepodobieństwem jest dostąpić zbawienia, nie mając nabożeństwa do Maryi i nie będąc przez Nią wspieranym, tak nawzajem nie sposób jest, aby się potępił, kto się poleca Przenajświętszej Pannie i na kogo Ona litościwe oczy swoje zwróci: "Jak każdy od Ciebie odwrócony, o błogosławiona Dziewico, i przez Ciebie odrzucony, koniecznie idzie na potępienie; tak nie sposób aby ten, który się do Ciebie zwraca i na którego Ty raczysz spojrzeć, mógł zginąć" (51). Stąd, święty Albert Wielki powiada: "Z rodu ludzkiego ci, którzy Tobie, o Maryjo, nie służą, zginą" (52). Przeto trafnie św. Efrem nabożeństwo do Matki Boskiej nazywał kartą bezpieczeństwa chroniącą nas od piekła, a samą Niepokalaną Dziewicę Opiekunką mających iść na potępienie. Na chęci zbawienia nas nie zbywa Maryi, albowiem jest Matką naszą i bardziej, aniżeli my sami, pragnie naszego zbawienia. Jeśli tak jest, jakże być może, żeby sługa Maryi miał się potępić? Jest on grzesznik, powie kto; prawda, ale: jeśli już wiernie i z chęcią poprawy polecać się będzie tej litościwej Matce, postara się Ona o wyjednanie potrzebnego światła do wydobycia się ze stanu zgubnego, w którym zostaje, żalu za grzechy, wytrwałości w dobrem, a w końcu śmierci szczęśliwej. Bo czyż jest matka, która mogąc wyratować syna od śmierci przez samo wstawienie się za nim do sędziego, nie uczyniłaby tego? Jakżeby przypuszczać można, aby Maryja najlepsza i najtkliwsza Matka dla tych, którzy Jej cześć oddają i wiernie służą, mogąc które dzieci wybawić od śmierci wiecznej, a mogąc tak łatwo, nie miała uczynić tego? Pan Bóg raczył objawić św. Katarzynie Sieneńskiej, jak o tym wspomina Ludwik Blozjusz, że żaden grzesznik, który się poleca Maryi, nie stanie się pastwą piekieł: Maryi Syna mojego Rodzicielce, z łaski mojej dano jest, przez wzgląd na Słowo Boże w Niej wcielone, że ktokolwiek, chociażby grzesznik, ze czcią pobożną do Niej się ucieknie, w żaden sposób nie dostanie się w ręce szatana piekielnego (53). Jest to zdaniem wielu teologów, mianowicie Doktora Anielskiego (54), że Matka Boska otrzymała dla wielu osób zmarłych nawet w stanie grzechu śmiertelnego, tę cudowną łaskę, iż wyrok wydany na nich zawieszony został, i wróciły do życia dla czynienia pokuty (55). Lecz, nie powinno to uzuchwalać człowieka do grzechu, ponieważ byłoby zbrodnią nie do przebaczenia umierać w stanie grzechu śmiertelnego z zarozumiałością, że przez Matkę Boską kto wybawionym będzie z piekła potem. Ale, powyższe zdanie Księcia teologów powinno służyć do rozbudzenia w nas wielkiej ufności w pośrednictwo Najświętszej Panny Maryi, która mogła uchować od piekła takich nawet, którzy pomarli w stanie grzechu: tym bardziej będzie mogła zachować od zguby tych, którzy za życia uciekają się do Niej z chęcią poprawy i wiernie Jej służą.

Co się dotyczy dusz w czyśćcu zatrzymanych, to według św. Bernardyna Sieneńskiego, nad miejscem tej niewoli, Najświętsza Panna Maryja ma najwyższą władzę tak co do niesienia im ulgi, jak i co do zupełnego ich wyzwolenia (56). Ta litościwa Matka raczy niekiedy wchodzić do tego czyśćcowego więzienia dla pocieszenia własną obecnością swych dziatek cierpiących. Upewnia o tym Doktor Seraficki, stosując do Maryi te słowa Pisma św.: "Zwiedziłam głębie przepaści" (57), tj. czyściec dla poratowania dusz świętych. Lecz, Najświętsza Panna Maryja nie tylko pociesza i wspomaga dusze sług swoich w czyśćcu zatrzymane, lecz nawet wyprowadza je stamtąd swym pośrednictwem. Znaną jest obietnica, jaką uczyniła Papieżowi Janowi XXII, kiedy mu się objawiła i kazała oznajmić wszystkim noszącym Szkaplerz Karmelitański, że wyzwoleni zostaną z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci. To sam ten Papież ogłosił przez Bullę, która zatwierdzoną została przez Papieża Aleksandra V, Klemensa VII, św. Piusa V, Grzegorza XIII i Pawła V. Maryja, ponieważ dusze sług swoich wiedzie do Raju, nazwana jest przez Doktora Miodopłynnego: Wozem, unoszącym Jej wierne sługi do Raju, co stwierdza i Doktor Seraficki (58); jak wielu Błogosławionych, będących w Niebie, nie dostałoby się tam (59), gdyby ich Maryja swoim pośrednictwem nie wprowadziła. Podobnież, Kościół nazywa Maryję "Gwiazdą morską", gdyż jak żeglarze kierują się ku portowi patrząc na gwiazdy niebieskie, powiada św. Tomasz, tak chrześcijanie zdążają do Nieba, podnosząc oczy do Przenajświętszej Panny (60). Św. Fulgencjusz nazywa Ją "Schodami Nieba", gdyż przez Nią Bóg z Nieba zstąpił na ziemię i przez Nią ludzie dostępują przejścia z ziemi do Nieba (61).

Na koniec, Maryja jest Królową Męczenników: jak Jezus Chrystus (62) nazwany jest Królem Męczenników dlatego, iż w życiu swoim więcej ucierpiał, niż wszyscy razem Męczennicy – tak Najświętszej Pannie Maryi słusznie należy się tytuł "Królowej Męczenników" nabyty cierpieniami, po cierpieniach Jej Syna największymi, jakie kiedy kto z ludzi poniósł. Zasługa męczeństwa nie tyle na poniesieniu w mękach śmierci zawisła, jak raczej na doznaniu cierpień, mogących śmierć zadać; tak na przykład św. Jan Ewangelista, poczytany za Męczennika, będąc zanurzonym we wrzącym oleju żyć nie przestał i jeszcze zdrowszym i silniejszym z tej męki wyszedł. Owóż, według św. Tomasza, dosyć jest zaprzeć siebie samego aż do śmierci, aby chwały męczeństwa dostąpić: "Męczeństwo, mówi Doktor Anielski, jest to najwyższy szczebel posłuszeństwa, a tym jest, gdy kto posłusznym się staje, aż do gotowości poniesienia śmierci w duchu posłuszeństwa" (63).

Niepokalana Maryja stała się męczenniczką nie od żelaza katowskiego, lecz od niezmiernej boleści Jej serca, a chociaż nie dotknął Jej miecz katowski, ani okrutni oprawcy krzyżujący Jej Syna nie ściągnęli na Nią ręki, serce Jej atoli podzielało całą mękę (64) Zbawiciela i doznało boleści, od której nie raz, lecz tysiąc razy umrzeć była powinna. W ten sposób nie tylko umieszczoną jest w poczet męczenników, lecz wszystkich ich cierpienia trwałością swoich boleści przewyższała, gdyż całe Jej przebłogosławione życie było niejako długim męczeństwem. "Męka Chrystusa Pana, mówi Doktor Miodopłynny, rozpoczęła się od chwili, gdy na świat przyszedł. Męczeństwo Maryi we wszystkim podobne męczeństwu Jej Syna, trwało podobnież przez cały ciąg Jej życia". Jak morze, którego niezmierzone wody napełnione są goryczą, tak całe życie Maryi pełne było goryczy i boleści z powodu Męki Jezusa bezustannie będącej Jej na myśli (65). Przeto, Jej męczeństwo poczęło się od chwili, gdy się Jej ukazał Anioł zwiastując, iż stanie się Matką Zbawiciela, mającego ponieść okrutną Mękę dla zgładzenia grzechów ludzkich. Z Pisma św. wiedziała o wszystkich cierpieniach, jakie spotkać miały Syna Bożego po Wcieleniu, a ta myśl była dla Niej męką nieustającą. Czas, kojący zwykle wszelkie żale i smutki, żadnej ulgi nie przyniósł Maryi; owszem, powiększał i wzmagał jeszcze Jej boleści: wiedziała bowiem, że w miarę jak Jezus, Syn Jej najdroższy wzrastał i coraz więcej jaśniał darami natury i łaski, tym samym coraz bardziej przybliżała się chwila, w której patrzeć miała na okrutną Jego Mękę. W Objawieniu św. Brygidzie (66) powiedział Anioł: "Jak róża wzrasta, rozwija się i rozkwita pomiędzy kolcami, tak Najświętsza Maryja Panna żyła na tym świecie wśród ciągłych boleści i jak w miarę rozwijania się róży wzrastają około niej i ciernie, tak i ta Róża duchowna Maryja, im dalej zapuszczała się w lata, tym większych boleści doznawała". Maryja jest Królową Męczenników nie tylko dlatego, że dłuższe od nich poniosła męczeństwo, lecz oraz i z tego powodu, że więcej cierpiała, niż wszyscy Męczennicy: cierpienia ich były to cierpienia tylko ciału zadane, gdy tymczasem Maryja cierpiała na sercu i na duszy. Owóż, o ile dusza wyższą jest nad ciało, o tyle cierpienia moralne, boleści i utrapienia serca, przewyższają cierpienia na ciele tylko doznane: pomiędzy cierpieniem duszy, a cierpieniem ciała żadnego nie ma porównania. Na górze też Kalwarii (67) dwa były Ołtarze: jeden w sercu Maryi, drugi w ciele Chrystusa; Jezus ciało, a Maryja duszę poświęcili na ofiarę Bogu. Dalej, ofiara Męczenników ograniczyła się na tym, iż z samych siebie czynili ofiarę; gdy Maryja poświęciła życie Syna milion razy droższego od Jej własnego życia. A tak w sercu swoim cierpiała to wszystko, co Jezus cierpiał na ciele, lecz widok Męki Syna zadawał Jej samej mękę jeszcze dotkliwszą i boleśniejszą, aniżeli gdyby ją sama poniosła. Prócz tego nie ma wątpliwości, że Najświętsza Panna Maryja również boleśnie uczuła wszystkie zniewagi i obelgi, którymi w Jej obecności okryto Zbawiciela. Serce Maryi stało się najwierniejszym zwierciadłem Męki Chrystusowej (68): w Nim odbiły się rany, boleści, gwoździe, wszystkie cierpienia Zbawiciela (69) i wszystkie zniewagi, a wszystkie rany i bóle po całym ciele Syna rozrzucone w jedno serce Matki skupiły się, napełniając Ją niezmierną boleścią. Wśród najokrutniejszych męczarni i pod mieczem katów Męczennicy znajdowali największą pociechę w miłości Jezusa i z niej całe swe męstwo czerpali: Maryja przez cały ciąg Męki Jezusowej cierpiała bez żadnej ulgi i pociechy. Bo i czyż mogła w miłości Syna swojego znaleźć sobie pociechę, kiedy Syn Jej najdroższy był powodem Jej cierpień? Miłość to do Jezusa była Jej męczeństwem, miłość ta Ją męczyła, a im była silniejszą, tym silniej dręczyła, bo całe męczeństwo Maryi było w tej miłości Jezusa, męczonego w Jej oczach i w Jej oczach na krzyżu umierającego. Im więcej Go i silniej kochała, tym więcej nie tylko cierpiała, ale tym więcej pozbawioną była wszelkiej pociechy. O zaprawdę: "Wielkie jest jak morze skruszenie Twoje i któż Cię zleczy" (70). Gdy Apostoła narodów przedstawiają z mieczem, którym go ścięto; św. Andrzeja z krzyżem, do którego był przybity; św. Wawrzyńca z kratami żelaznymi, na których był pieczony, to Matkę Bolesną przedstawiają trzymającą na ręku zwłoki Jezusa: skutkiem niezmiernej miłości do Jezusa, Jezus to był narzędziem Jej męczeństwa. A jeśli bez miary kochała Jezusa Maryja, dodaje Albert Wielki, tedy bez miary cierpieć musiała, patrząc na Mękę i śmierć Jego. Teraz mówić będziemy o łasce, która jest życiem duszy, a którą nam wysłużył Męką swoją Jezus, i Maryja.

–––––––––––

Ze skarbnicy wiedzy teologicznej. Studium dogmatyczne na podstawie św. Tomasza, Doktora Anielskiego. Napisał Ks. J. D., Warszawa 1899, ss. 79-120.

PRZYPISY:

(1) S. Thomas: An Christus debuerit in Bethlehem nasci? Sic, quia ex David, qui ibi natus est; non Romae vel ab Imperatore, quia divinitas mundum mutat, non homines; ideo Matrem et patriam elegit pauperem.

An Beata Maria fuerit virgo concipiendo? Sic, est de fide, et fuit conveniens ob multa. In partu? Sic, est de fide. Post partum? Sic, est de fide, nec cognita a Joseph vel alio, et exponuntur scripturae.

(2) S. Thomas: An secundum temporalem Christi nativitatem Beata Maria Virgo possit dici Mater Christi? Sic, quia corpus est ex Eius sanguine purissimo.

(3) Luc. I, 26-39; s. Thomas: An necessarium fuerit annuntiari Mariae? Fuit congruum. An per Angelum? Sic, et per summum Angelum in ordine Archangelorum, quia summa nuntiant. An apparuerit visione corporali? Sic, convenienter.

(4) Luc. I, 38.

(5) Matth. I, 20, s. Thomas: An Annuntiatio fuerit perfecta ordine convenienti? Sic, ob multa.

(6) S. Thomas: An fuerit conveniens Christum nasci de foemina? Sic, ob multa.

(7) An corpus Christi fuerit sumptum ab Adam? Sic, quia natura fuit vitiata ab Adam. An caro Christi fuerit sumpta ex David? Sic, et Abraham; quia Maria fuit ex cognatione David, ut Joseph, ideo simul in Bethleem iverant.

(8) Hier., Advers. Helvid., n. 1.

(9) S. Thomas: An convenienter texatur genealogia Christi ab Evangelistis? Sic, quia Scriptura est divinitus inspirata.

(10) Matth. XIII, 55; Marc. VI, 3; Ad Galat. I, 19.

(11) Mniejszy; Marc. XV, 40.

(12) Matth. X, 3.

(13) Matth. XXVII, 55, 56; Joan. XIX, 25.

(14) S. Thomas: An Christus nasci debuerit de virgine desponsata? Sic, ad tollenda scandala, et pro auxilio Matris et Filii.

(15) S. Thomas: An inter Mariam et Joseph fuerit verum matrimonium? Sic, quia uterque consensit in copulam conjugalem, sed non in carnalem...

(16) Conc. Trident., Sess. VI de Justificat., can. XXIII.

(17) Bulla Ineffabilis Deus Piusa IX, r. 1854, 8-go grudnia.

(18) De Nativ. B. M. V. orat. I. Biblioth. maxim. Patr., t. X, p. 618.

(19) Sokrat., Hist. Eccl., lib. VII, c. 41, 42; Or. I, t. XII, n. 1.

(20) Homil. in Deip. Annunt., n. 6.

(21) Homil. VI in S. Deiparam et in Nativit. Dom., n. 6. Patrolog. graec.

(22) S. Thomas: An Beata Maria Virgo per sanctificationem sit consecuta, ut nunquam peccaret? Sic, quia nullum habuit peccatum nec mortale nec veniale. An sit adepta plenitudinem omnium gratiarum? Sic, eamque diffundit in omnes.

(23) Tom I, p. 113; tj. "Puy de Palinods".

(24) S. Thomas: An Beata Maria Virgo fuerit sanctificata ante nativitatem ex utero? Sic, quia Ecclesia celebrat nativitatem eius, sed festum non celebratur, nisi pro aliquo sancto. Item majora privilegia credantur concessa Beatae Mariae Virginis, quam aliis, ut Jeremiae, Joanni Baptistae, qui fuerunt sanctificati in utero.

(25) Bulla pierwsza Sykstusa IV: Cum praecelsa.

(26) S. Thomas: An Beata Maria Virgo debeat dici Mater Dei? Sic, quia concepit et genuit Deum, id est personam habentem divinitatem et humanitatem; quia nomen significans quamlibet naturam potest supponere pro hypostasi.

(27) Genes. III, 15.

(28) Isai. VII, 17; Matth. I, 21; Ad Galat. IV, 4-5; Apoc. XII, 1.

(29) Ambo puritatem in dubium vocant in quaestione do conceptione activa, i. e. quatenus est opus parentum, sed non de conceptione passiva, quae continetur infusione animae; de s. Thoma: de Immac. Conc. B. M. V., tom. II, c. 13, a. 14. – J. B. Malou.

(30) († 595), De miraculis, c. IV.

(31) † 667 r.

(32) Disp. 21, s. 2: "Summae temeritatis reus crederetur, qui tam piam religiosamque sententiam hodie impugnaret".

(33) Joan. XIX, 26-27.

(34) S. Thomas: An in Christo sint duae filiationes? Respectu nativitatum sunt duae filiationes, respectu personae est una, et haec aeterna.

(35) S. Thomas: An fuerit necessarium Christi pati pro liberatione generis humani? Non absolute, nec ex causa cogente, sed ex suppositione, quia sic Deus praefinivit pro nostra salute et exaltatione Christi.

(36) S. Thomas: An alio modo potuerit nos Deus redimere, quam per passionem? Absolute sic; ex suppositione praescientiae et praeordinationis Dei, non. An Christus debuerit pati in cruce? Sic, ut instruamur in multis virtutibus.

(37) S. Thomas: An fuerit alius modus convenientior ad liberationem nostram, quam per Christi passionem? Non, ob multa bona, ut exempla Christi obedientiae, humilitatis, constantiae, iustitiae, etc. An Christus sustinuerit omnes passiones? In specie non, in genere sic, ut ab hominibus in omnibus sensibus: sed minima passio satis fuisset.

(38) S. Thomas: An Christus sit passus secundum totam animam? Tota ratione suae essentiae est passa: quia est tota in toto corpore, est enim actus corporis, et tota in qualibet parte. Item tota quoad omnes potentias inferiores patiebatur, quia in omnibus passus est Christus. Item ratio superior non patiebatur, quia erat beata.

(39) S. Thomas: An dolor passionis Christi fuerit major omnibus doloribus? Sic, tam interior, quam exterior, ob multas causas. – An passio Christi sit tribuenda Eius divinitati? Supposito Christi ratione naturae humanae, non divinae; et sic mors Christi est mors Dei.

(40) S. Thomas: An Christus fuerit mortuus ex obedientia? Sic, quia sacrificium, ob victoriam contra inobedientiam Adae, et implevit omnia praecepta. An Deus Pater tradiderit Christum passioni? Sic, quia praeordinavit; spiravit voluntatem patiendi; et non impedivit. – An passio Christi causaverit nostram salutem per modum meriti? Sic, quia erat caput meruit nobis; sicut ego mereor mihi.

(41) S. Thomas: An Christus fuerit convenienti tempore, loco, passus? Sic, quia tempora et loca erant in manu Eius.... An fuerit conveniens Christum pati a Gentibus sicut a Judaeis? Ab utrisque, quia fructus passionis ad utrosque pro quibus oravit pervenire debebat.

(42) S. Thomas: An passio Christi sit causa nostrae salutis per modum satisfactionis? Sic, et abundanter, quia exhibuit majus, quam compensatio offensae requirebat; ob magnitudinem charitatis, et personae, et doloris; imo pro crucifigentibus, quia in eo erat major charitas, quam eorum iniquitas; et quia erat caro Dei potuit satisfacere offensae Deo factae.

(43) Pro fest. B. V. Ser.

(44) Ecli. XXIV, 24.

(45) Prov. VIII, 34.

(46) Stim. div. amor., p. 3, c. 16 (s. Bonavent.).

(47) Genes. III, 15.

(48) Multiplex est discrimen inter Christi et Mariae mediationem: Christus enim est mediator primarius, universalis, sufficiens, infinitae virtutis. Maria vero mediatrix est altero tantum gradu....

(49) Ps. XXXIII, 16.

(50) S. Thomas: An passio Christi sit operata per modum sacrificii? Sic, qui se obtulit ex charitate, et ut excellens sacrificium fuit acceptum Deo, licet ex parte occidentium fuerit maleficium. Item caro animalium fuit figura. An passio Christi sit operata nostram salutem per modum redemptionis? Sic, quia fuit pretium redimens nos a peccato, et reatu poenae. – An passio Christi sit operata nostram salutem per modum efficientiae? Principalis causa efficiens est Deus; passio instrumentalis. An per passionem Christi simus liberi a potestate diaboli? Sic, quia remittit peccatum; reconciliat nos Deo; repressit diabolum sacramentis.

(51) S. Ans. Or. 51.

(52) Bibl. Mar. Js., n. 20; s. Thomas: An per passionem Christi homines sint liberati a poena peccati? Sic directe, quia sufficiens; indirecte, quia est causa remissionis peccati, in quo fundatur reatus poenae. An per passionem Christi simus Deo reconciliati? Sic, et ut tollit peccatum, et ut est sacrificium.

(53) Conct. an. fid., p. 2, c. 1.

(54) Suppl. On. 71, a. 5.

(55) Flodoard. Cron. Eccl. Roman. a. 934; s. Thomas: An Christus sua passione aperuerit nobis ianuam coeli? Sic, quia tollere peccata quoad culpam, et poenam, est aperire coelum.

(56) Pro fest. V. M. M. ser. 8.

(57) Eccl. XXIV, 8.

(58) Waddingus, Annales Minorum, An. 1232, n. 28.

(59) S. Thomas: An esse mediatorem inter Deum et homines sit proprium Christi? Sic, et alii fuerunt ministerialiter, et secundum quid.

(60) Expositio in Salutationem Angelicam.

(61) De laudibus Mariae.

(62) S. Thomas: An fuerit conveniens Christum mori? Sic, ut nobis satisfaceret; ut veram humanitatem ostenderet; ut nos liberaret a timore mortis. Non ex morbo, sed violenter. An in morte fuerit separata divinitas a carne? Non, sed caro erat unita Verbo.

(63) 2. 2. q. 184.

(64) An in morte Christi fuerit facta separatio Verbi ab anima? Non quia sicut nec a corpore, quia anima est unita Verbo immediatius, quam corpus.

(65) S. Thomas: An mors Christi sit aliquid operata ad nostram salutem? Mors Christi in fieri sic, quia est eadem cum ipsius passione; sed in facto esse, non per modum meriti, sed efficientiae ratione divinitatis. Item mors Christi operata est destructionem utriusque mortis nostrae, scilicet, animae et corporis. Mors Christi non ut privato, sed virtute divinitatis unitae operatur nostram salutem.

(66) Ks. XVI, rozdz. 65.

(67) Arnold de Cruc. 7.

(68) S. Thomas: An Christus per suam passionem meruerit exaltari? Sic, quia se humiliavit; non tamen meruit majorem charitatem, sed claritatem.

(69) S. Thomas: An Christus secundum quod homo, sit mediator Dei et hominum? Sic, quia ut homo distat a Deo in natura, et ab homine in dignitate.

(70) Tren. II, 13.


Źródło informacji: http://www.ultramontes.pl/

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Prof. Angela Pellicciari: Prawdziwe oblicze Marcina Lutra i rewolucji protestanckiej




Angela Pellicciari, Grzegorz Braun: Prawdziwe oblicze Marcina Lutra i rewolucji protestanckiej - Warszawa 4 kwietnia 2017

Gdzie są pracownicy do Winnicy Pańskiej?



Do kogo zwraca się zlękniona załoga statku w sytuacji, gdy nieoczekiwanie rozpętuje się potężny sztorm, zdolny pogrążyć go w morskich odmętach, jeśli nie do swego kapitana? Jego autorytet, spokój i doświadczenie stanowią źródło siły dla wszystkich, którzy widzą go stojącego nieustraszenie przy sterze. Podobnie na polu bitwy osłabli w boju żołnierze spoglądają na swego dowódcę, który zagrzewa ich swymi rozkazami i pobudza własnym przykładem. Gdyby dowódca zginął, odwaga żołnierzy mogłaby się zachwiać, co groziłoby ostateczną porażką. Tym, na którego pokolenia chrześcijan spoglądały na przestrzeni wieków, jest Chrystus obecny w Najświętszym Sakramencie — umacniający wątpiących, pocieszający strapionych, dodający siły słabym, rozpalający na nowo gorliwość letnich, wysłuchujący tych, którzy zwracają się do Niego i napełniający swą łaską tych, którzy o to proszą. Przez ponad dwa tysiące lat jest On prawdziwie obecny pośród nas we wszystkich tabernakulach świata, oddając się nam jako pokarm w Komunii św. Jednak Zbawiciel chciał, by ta obecność zależała od pośrednika — od kapłana. Jedynie on otrzymał na mocy swych święceń władzę przemieniania chleba i wina w prawdziwe Ciało i Krew Jezusa Chrystusa. Tam, gdzie jest kapłan, tam Christianitas zachowuje swą żywotność!

Drodzy przyjaciele, Christianitas potrzebuje kapłanów, gdyż ich brak powoduje, że załamuje się i obumiera. Bez kapłana Boże prawdy nie byłyby już przekazywane, a wiara musiałaby stopniowo zaniknąć. Bez niego Boże życie nie byłoby już w stanie utrzymać się w duszach poprzez łaskę, która je umacnia i uświęca. W konsekwencji niebo stałoby się dla nich zamknięte, utraciłyby wszelką nadzieję. Bez niego tabernakula byłyby puste, albowiem nie byłaby już składana Najświętsza Ofiara, a osierocone dusze czekałaby duchowa śmierć głodowa. Miłość stygłaby stopniowo, owczarnia zaś uległaby podziałom i rozproszeniu. Chrystus Pan chciał, aby kapłani nie tylko kontynuowali na ziemi Jego zbawcze dzieło, ale też naśladowali Jego posłuszeństwo, czystość i ubóstwo, modlili się i ofiarowali za tych, którzy tego nie czynią; by poświęcali całe swe życie głoszeniu Jego chwały, służeniu Mu i pocieszaniu Jego Serca — żyjąc wedle ewangelicznych zasad, które On sam przedstawił w kazaniu na górze.

Pamiętajmy zawsze o pełnych żalu słowach Zbawiciela przekazanych przez Ewangelię: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” (Mt 9, 37). Właśnie dlatego każda katolicka rodzina musi nie tylko modlić się o powołania kapłańskie i zakonne, ale również żyć w taki sposób, aby mogły one rozbudzać się i rozwijać w nich samych. Aby rozkwitnąć, wezwanie Boże potrzebuje właściwej gleby, musi też rozwijać się w środowisku wolnym od wszystkiego, co mogłoby mu zagrozić.
Powołanie nie jest cudownym czy wyjątkowym wezwaniem, ale rozkwitem duszy chrześcijańskiej, która oddaje się swemu Stwórcy i Zbawicielowi Jezusowi Chrystusowi z bezwarunkową miłością i podziela Jego pragnienie zbawienia dusz (1).
Zaprawdę, pierwszą kołyską powołań kapłańskich i zakonnych jest katolicka rodzina:
Głównym zaś i jakby przyrodzonym wirydarzem, w którym kiełkować i z którego wyrastać mają kwiaty powołań kapłańskich, jest bez wątpienia rodzina chrześcijańska, która po Bożemu myśli i po Bożemu żyje. Jest bowiem rzeczą wiadomą, że większość biskupów i kapłanów, „których chwałę głosi zgromadzenie” (Koh 49, 15), wzięła zarodki swej godności i świętości albo od ojca, odznaczającego się silną wiarą i cnotą, albo od czystej i pobożnej matki, albo w końcu od całej rodziny, w której nieskalanie w całej pełni krzewiła się miłość Boga i ludzi. Wyjątki od tej reguły potwierdzają tylko ogólną regułę przez Boga ustanowioną (2).
Atmosfera taka może istnieć jedynie wówczas, gdy nasz Pan Jezus Chrystus prawdziwie panuje nad rodziną, gdy rytm jej każdego dnia jest wytyczany przez wspólną modlitwę (przed posiłkami, różaniec, a także modlitwę wieczorną). Należy do tego dodać przykładne życie obojga rodziców, w którym ich jedność znajduje wyraz we wspólnym uczestnictwie w liturgii i przyjmowaniu sakramentów.

Życie kapłana i zakonnika jest skoncentrowane na ofierze i naśladowaniu naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ta orientacja życia musi być rozwijana od kołyski. Żadna dusza nie będzie w stanie odpowiedzieć na Boże wezwanie, o ile duch ofiary nie stanie się jej drugą naturą. Dzieci powinny uczyć się posłuszeństwa oraz okazywania bezinteresowności i pomocy nie tylko w domu, ale też względem innych oraz w swej parafii. Oby duch bogactwa nie zdusił w nich hojności, jak się to stało w przypadku bogatego młodzieńca z Ewangelii. Rodzice nie powinni rozpieszczać swych dzieci, ale wychowywać je, kierując się zdrową miłością.

Dla rozkwitu powołań jest również niezbędne środowisko czyste i niewinne. Właśnie dlatego, drodzy rodzice, zwracajcie pilną uwagę na rozrywki swych dzieci, na zawierane przez nie przyjaźnie oraz ich lektury. Wielce pomocne będzie tu również poświęcenie waszego domu Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.

Dołóżcie wszelkich starań, by uczestniczyć we Mszach niedzielnych, których piękno uwzniośla dusze. Nie wystarcza jedynie uczestniczyć w tradycyjnej Mszy św., o ile to możliwe starajcie się być na Mszy uroczystej, podczas której Kościół manifestuje w liturgii cały swój majestat i wyśpiewuje swą wiarę, aby karmić i umacniać naszą własną. Wasi synowie mogą uczestniczyć w służbie ołtarza. Ministranci tworzą dwór Chrystusa Króla. Są Jego giermkami, spośród których Pan pragnie wybrać swych przyszłych kapłanów. Zbyt wielu wiernych unika uczęszczania na uroczyste Msze św. z czystego lenistwa, woląc Msze krótsze lub późniejsze, aby móc oddawać się niedzielnym rozrywkom. Taka postawa niesie za sobą poważne konsekwencje.

I na koniec, drodzy rodzice, podejmijcie silne postanowienie, aby zapisać wasze dzieci do dobrych szkół. Jestem pełen podziwu widząc, jak każdego roku coraz więcej z was podejmuje tę ofiarę, kierując się ich duchowym dobrem. Niektórzy posyłają nawet swe dzieci do szkół z internatem. Dusze waszych dzieci są waszym najdroższym skarbem. Nie jesteście ich właścicielami, ale depozytariuszami. Bóg powierzył je wam — i będziecie musieli przed Nim zdać z tego rachunek. Przewrotne zasady, jakie wpaja się dzieciom w szkołach publicznych, a również w szkołach nominalnie katolickich, niebezpieczne przyjaźnie oraz panująca w nich zgubna atmosfera mogą wycisnąć na waszych dzieciach trwałe piętno i zagrozić ich zbawieniu. Nie oszukujcie się: wasz autorytet — zwłaszcza w okresie dojrzewania — będzie znacznie słabszy od autorytetu ich nauczycieli i kolegów, którzy mogą stawiać im przed oczy ideały spaczone czy wręcz nikczemne.

Jak możemy wytłumaczyć kryzys powołań, jakiego obecnie doświadczamy? Jak możemy wyjaśnić fakt, że przez ostatnich kilka lat, poza nielicznymi wyjątkami, większość chłopców wstępujących do naszego seminarium pochodzi z rodzin niezwiązanych z Tradycją? Istnieją przeoraty, które od ponad 12 lat nie dały żadnych powołań, pomimo że w rodzinach korzystających z ich posługi nie brakuje dzieci. Zastanówmy się nad przeszkodami, które mogą zagłuszać Boże wezwanie w duszach waszego potomstwa.

Najważniejszą pośród nich jest brak ducha ofiary. Chrońcie wasze rodziny przed wpływem ducha tego świata. Telewizja, a zwłaszcza Internet, sieją w duszach prawdziwe spustoszenie. Pozwalanie dzieciom na posiadanie w ich pokojach telewizora czy łącza internetowego jest przejawem całkowitego braku odpowiedzialności. Pozwalanie im na korzystanie z tych urządzeń bez nadzoru jest równoznaczne ze stwarzaniem im bezpośredniej okazji do grzechu, za który wy jesteście odpowiedzialni przed Bogiem. Apeluję zwłaszcza do was, ojcowie rodzin, którzy częstokroć ze względu na różnorodne obowiązki zawodowe zbyt mało uwagi poświęcacie swym rodzinom. Bądźcie czujni. Nie macie wyobrażenia o spustoszeniach, jakie może wyrządzić Internet w duszy waszego dziecka. Zajrzyjcie na ich konto na Facebooku, a zrozumiecie, o czym mówię. Wasze nastoletnie dzieci potrzebują waszego autorytetu. Jest on ich siłą i tarczą, nawet jeśli w tym burzliwym okresie nie zawsze uświadamiają to sobie. Strzeżcie wasze domy przed umiłowaniem wygody, komfortu, rozwiązłością i konsumpcjonizmem.

Przeszkodę w rozkwitnięciu powołań stanowi również pewien sentymentalizm w wychowaniu. Drodzy rodzice, dzieci nie są waszymi partnerami. Bóg obdarzył was władzą nad nimi, aby pomóc im pełnić Jego wolę, by strzec je przed niebezpieczeństwami życia i chronić przed samymi sobą. Bądźcie dobrzy, ale stanowczy. Miłość do dziecka nie przejawia się w przytulaniu go dziesięć razy dziennie, ale w pobudzaniu go do [czynienia] dobra i opierania się złu. Wychowanie jest najtrudniejszą ze sztuk, a od jakości otrzymanego wychowania zależy kierunek, jakie dziecko obierze w wieku dorosłym. Wasze dzieci muszą szanować waszą władzę poprzez okazywanie stosownego posłuszeństwa. Nie ulegajcie ich zachciankom. Uczcie je kochać krzyże. Bez tego nie ma zbawienia.

Wasz urząd nakłada na was obowiązek nadzorowania tego, z kim spotykają się wasze starsze dzieci i dokąd wychodzą. Nie pozwalajcie im na randki od 15. czy 16. roku życia, z którym to zjawiskiem nasi księża stykają się bardzo często. Te znajomości nie są niczym innym jak zakamuflowanym flirtem, nawet jeśli dwoje młodych ludzi jest tradycjonalistami. Ich natura jest zraniona przez grzech pierworodny i nie zmienią tego faktu. Zezwalając im na takie zachowania, wystawiacie na niebezpieczeństwo ich niewinność i odzieracie ich młodość ze szlachetności, do jakiej ten wiek jest zdolny. Zaloty mogą być traktowane jako coś stosownego w przypadku młodych dorosłych, nigdy jednak w odniesieniu do nastolatków. Ileż powołań zostało w ten sposób zmarnowanych! Jest to najskuteczniejszy podstęp, jakim posługuje się diabeł, aby zniszczyć czyjeś powołanie. Wasze dzieci muszą umieć rozróżnić pomiędzy miłością a zdrową przyjaźnią. Zbyt wielu rodziców nie dostrzega niebezpieczeństwa i nie tylko pozostaje głuchymi na uwagi kapłanów, ale nawet uważa, że są oni w tych sprawach niekompetentni i wyśmiewa się z nich. Każdy młody katolik powinien zadać sobie pewnego dnia pytanie, czy został wezwany przez Boga. W znalezieniu właściwej odpowiedzi dobrą okazją mogą być rekolekcje. Skoro jednak rozpalone już zostaną płomienie namiętności, młodzi zazwyczaj nie chcą nawet rozważać takiej możliwości.

Inną poważną przeszkodą dla rozwijania się powołań jest zwyczaj krytykowania kapłanów w domu. Kochajcie waszych kapłanów i okazujcie im szacunek. Ufajcie im. Jeśli zauważycie ich błędy czy upadki, módlcie się za nich! W przypadku nieporozumień z którymś z nich nie mówcie o tym w obecności dzieci. Nie mówcie publicznie o ich potknięciach, okazujcie uległość wobec tego, czego was uczą. Nie krytykujcie ich kazań. Jak możecie oczekiwać, aby wasze dzieci odpowiedziały na Boże wezwanie, jeśli są one świadkami stałego poniżania księży i zakonnic? Takie zachowanie jest niestety bardzo częste i wywołuje wiele szkody, nawet jeśli bierze się bardziej z lekkomyślności niż złej woli. Zwyczaj krytykowania księży ze względu na pragnienie ustrzeżenia bliźnich przed destrukcyjnym wpływem posoborowych zmian nie usprawiedliwia kontynuacji takiej praktyki wobec kapłanów posługujących w naszych przeoratach. Ileż to razy słyszałem: „Od czasu soborowego kryzysu nie ufam już księżom. Mój antyklerykalizm mnie uratował, tak więc zachowuję go w dalszym ciągu”. Jest to równoznacznie z twierdzeniem, że w Tradycji nie ma dobrych księży i że uległość oraz posłuszeństwo stanowiłyby przejaw słabości i naiwności. Sam Luter nie powiedziałby tego lepiej; prywatny osąd stał się normą postępowania. Takie usposobienie umysłu wywiera wpływ prawdziwie katastrofalny — dławiąc powołania i niszcząc jedność wspólnot. Takie rodziny nie są synami i córami Kościoła.

Pragnąłbym, abyście byli przekonani, że nie ma większego zaszczytu, jak oddać syna czy też córkę Kościołowi. Te powołania, drodzy rodzice, ściągną na was obfitość łask w tym życiu, w niebie zaś staną się najpiękniejszymi klejnotami zdobiącymi wasze korony oraz powodem waszej chwały. Tak więc nie dławcie ich, ale raczej pomagajcie się im zakorzenić i rozwinąć. Kościół tak bardzo ich potrzebuje. Jeśli nie narodzą się one w waszych rodzinach, wówczas nie wiem zaprawdę, gdzie mielibyśmy ich szukać. Najsolidniejsze i najbardziej trwałe powołania pochodzą ze zjednoczonych, żarliwych katolickich rodzin. Pobożność waszych dzieci zależy od waszej własnej pobożności. Wiele ojców i matek, którzy przystępowali do Komunii św. nie tylko w niedziele, ale też w tygodniu, wysłużyło łaskę powołania dla któregoś ze swych dzieci.

Módlmy się o liczne powołania kapłańskie i zakonne, a także o wytrwanie w nich. Módlmy się również za kapłanów, zakonników i zakonnice. Od ich świętości zależy nie tylko świętość waszych dusz, ale również świętość całego społeczeństwa. To właśnie z powodu kondycji katolickiego kapłaństwa Christianitas znajduje się dziś w stanie takiego upadku. Panie, daj nam wiele świętych powołań kapłańskich i zakonnych, daj nam wielu świętych kapłanów! W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

ks. Christian Bouchacourt FSSPX

Tłum. Tomasz Maszczyk

Źródło informacji: ZAWSZE WIERNI nr 2/2017 (189)

Zapomniane prawdy: Nie można będąc katolikiem optować na rzecz postępu w zakresie katolickiej wiary.


Boże objawienie oraz Mistyczne Ciało Chrystusa różnią się całkowicie od wszelkich istnień przyrodzonych. Postawa konserwatywna, tradycjonalistyczna jest w tym przypadku istotnym składnikiem właściwej reakcji na jedyny w swoim rodzaju fenomen Kościoła. Nawet człowiek bynajmniej nie konserwatywnego usposobienia i pod wieloma innymi względami postępowy, musi być konserwatywny w stosunku do nieomylnego magisterium Kościoła, o ile ma pozostać prawowiernym katolikiem. Można być jednocześnie człowiekiem postępowym i katolikiem, nie można jednak, będąc katolikiem optować na rzecz postępu w zakresie katolickiej wiary. Idea katolika postępowego w tym sensie stanowi oksymoron, contradictio in adjecto. Wielu dziś, niestety, nie rozumie już tej sprzeczności i dumnie ogłasza się katolikami postępowymi.

Dietrich von Hildebrand
Koń trojański w mieście Boga, Fronda, wydanie III, s. 23.

Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. O źródłach celibatu kapłańskiego w Kościele


Ci, którzy nie chcą patrzeć na początek w świetle rezultatu są równie nieskorzy do przyjęcia, że całość może objaśnić części. Doktryny katolickie [...] są jakby członkami jednej rodziny, [...] wszystkie doktryny razem tworzą jedną integralną religię, wynika z tego, że poszczególne świadectwa, na jakich opierają się te doktryny, należą do jednej całości, trzeba je odnosić do wspólnego pnia i wszystkie razem można wykorzystać do obrony każdej z osobna. 
bł. John Henry Newman

Dekret Presbyterorum ordinis Drugiego Soboru Watykańskiego stwierdza, że celibat (coelibatus) „z wielu względów odpowiada kapłaństwu”. Wcześniej jednak wyjaśnia, że o ile „[d]oskonała i dozgonna powściągliwość (continentia), zalecana przez Chrystusa Pana ze względu na Królestwo niebieskie […] była zawsze uważana przez Kościół za rzecz wielkiej wagi, szczególnie dla życia kapłańskiego”, o tyle nie jest ona wymagana przez kapłaństwo „z jego natury, jak to okazuje się z praktyki Kościoła pierwotnego i tradycji Kościołów Wschodnich”. Natomiast w Kościele łacińskim, celibat, „który początkowo zalecano kapłanom, został później […] przez prawo nałożony wszystkim mającym otrzymać święcenia kapłańskie”[1].

Intencją dekretu, jak wspominał Joseph Ratzinger, było skierowanie „słowa zachęty” do kapłanów, w kontekście, w którym „katolickie pojęcie kapłaństwa przestało być zrozumiałe samo z siebie nawet w świadomości samych katolików”[2]. Na pogłębione rozważania zabrakło jednak „czasu i sił”, a po Soborze „kryzys pojęcia” szybko przerodził się w „kryzys egzystencji kapłana i powołań do kapłaństwa”[3]. Z pewnością jedną z głównych oznak tego kryzysu jest dziś kwestia celibatu. Po pierwsze, głęboko zakorzeniona przez nowożytność mentalność nominalistyczna, skłania współcześnie do wniosku, że skoro celibat nie wynika z natury (czyli nie należy do „istoty” kapłaństwa), to jest on czymś „nieistotnym”, a więc pozbawionym głębszego znaczenia i możliwym do porzucenia. Po drugie, szeroko rozpowszechnione mniemanie o tożsamości starożytnego charakteru wyświęcania żonatych księży i praktyki zachowanej na Wschodzie („praktyka Kościoła pierwotnego i tradycja Kościołów wschodnich”), rodzi często przekonanie, że nałożony później przez łacińskie prawo kościelne (a więc ludzkie) celibat, ma źródła wyłącznie doczesne (polityka, ekonomia) i jest znamieniem typowego dla Kościoła „rygoryzmu”. W związku z tym, szukając źródeł i znaczenia celibatu dla życia kapłańskiego należy ustalić (przynajmniej) jaki jest jego związek z naturą nowotestamentalnego kapłaństwa oraz jaką rolę odgrywa tu prawo kościelne.

W poniższych rozważaniach, z oczywistych względów lakonicznych, będę opierał się przede wszystkim na ustaleniach zawartych w pracach o. Christiana Cochini’ego SJ[4], kard. Alfonsa M. Sticklera[5], grekokatolickiego ks. Romana Cholija [6] oraz uczonych nawiązujących do ich badań.

Na samym wstępie trzeba wprowadzić konieczne uściślenie natury językowej. Termin „celibat”, pochodzący od łacińskiego caelebs, oznacza „stan bezżenności”. Jako taki, powszechny celibat został wprowadzony w Kościele łacińskim dopiero po Soborze Trydenckim, który ustanowił seminaria duchowne jako podstawową instytucję przygotowującą do święceń. Wcześniej wyświęcano zarówno żonatych, jak i nieżonatych mężczyzn. W dokumentach kościelnych poświęconych „celibatowi” pojawia się jednak jeszcze jeden termin – mianowicie „wstrzemięźliwość” (continentia). Ściśle rzecz biorąc nie są to terminy zamienne. W jakiejś mierze widać to w sformułowaniu kanonu 277 (§1) bieżącego Kodeksu Prawa Kanonicznego, który mówi, że duchowni „obowiązani są zachować […] doskonałą i wieczystą wstrzemięźliwość, i dlatego zobowiązani są do celibatu”, co znaczy, że bezżenność wynika tu z nadrzędnej zasady wstrzemięźliwości (lex continentiae). Utarło się jednak używać słowa „celibat” w szerokim sensie, zarówno „celibatu bezżenności”, jak i „celibatu wstrzemięźliwości”, co niekiedy bywało powodem konfuzji[7].

Z kanonicznym sformułowaniem zasady wstrzemięźliwości po raz pierwszy spotykamy się na początku IV wieku. Sformułowany ok. 305 r., 33. kanon Synodu w Elwirze (Hiszpania) stwierdza, że biskupi, prezbiterzy i diakoni, tj. „wszyscy duchowni oddani służbie ołtarza”, mają zachowywać całkowitą wstrzemięźliwość w stosunku do swoich żon, pod karą wykluczenia ze stanu duchownego. Kan. 27 zakazywał zaś kobietom (poza siostrami lub córkami będącymi poświęconymi dziewicami) zamieszkiwania z duchownymi. Powołując się na te kanony, papież Pius XI w encyklice Ad catholici sacerdotii (1935), twierdzi, że „celibat dawno już był w zwyczaju”, co potwierdzają współczesne badania kanonistów. Kard. A. Stickler zauważył, że Kościół w Hiszpanii składał się najprawdopodobniej w większości z żonatych kapłanów (tzw. viri probati), którzy po przyjęciu święceń byli zobowiązani do zachowywania całkowitej wstrzemięźliwości. Lakoniczność kanonów oraz brak odnotowanego sprzeciwu wobec ich treści świadczy, że obyczaj ten był znany, lecz łamany, przeciwko czemu wystąpił Synod. Jest to zgodne również z samą naturą rzymskiej kultury prawnej, pod której wpływem znajdowała się młoda społeczność Kościoła. Odróżnia ona prawo przekazywane ustnie lub przez obyczaj (ius), od proklamowanego prawa sformułowanego pisemnie (lex). Takie rozumienie prawa znajduje również potwierdzenie w Listach św. Pawła (2 Tes 2,15)[8]. Dlatego wniosek, że celibat ma swój początek dopiero w IV w., jak twierdzili niektórzy XIX-wieczni badacze[9], wydaje się tu mniej prawdopodobny.

Kilkadziesiąt lat później Synody w Rzymie (384) i w Kartaginie (ok. 390)[10] potwierdziły powszechność prawa wstrzemięźliwości, wskazując wprost na jego apostolskie pochodzenie:

Stosowne jest, aby święci biskupi i kapłani Boży, jak również Lewici, tj. ci, którzy służą boskim sakramentom, zachowywali doskonałą wstrzemięźliwość, aby w ten sposób osiągnęli w całej prostocie to, do czego są wezwani przez Boga; zachowujmy to, czego nauczali Apostołowie i to, czego przestrzegała sama starożytność… Podoba się nam, aby każdy biskup, kapłan oraz diakon, strażnicy czystości, powstrzymali się od współżycia małżeńskiego ze swoimi żonami, a w ten sposób, żeby ci, którzy służą przy ołtarzu, mogli zachować doskonałą czystość. (Kartagina, kan. 3)[11]

Pod koniec IV stulecia, przekonanie o apostolskich źródłach celibatu znajduje się również w dekretach papieża św. Syrycjusza, świadczących zarazem o teologicznej debacie wokół prawa wstrzemięźliwości żonatych kapłanów. Pierwszy z nich, Directa (385), jest reakcją na wiadomość o duchownych, którzy powołując się na prawo obowiązujące Lewitów w Starym Testamencie nie przestrzegali całkowitej wstrzemięźliwości i poczęli dzieci. Odpowiedź papieża opiera się na zasadzie, że Chrystus nie przyszedł znieść prawa, lecz je wypełnić i w ten sposób tymczasowa wstrzemięźliwość Lewitów na czas służby w Świątyni, uzyskała swoje doskonałe wypełnienie w permanentnej wstrzemięźliwości kapłanów Nowego Przymierza. Z kolei w dekrecie Cum in unum (386), Syrycjusz reaguje na argumenty wywiedzione z pasterskich zaleceń św. Pawła, zwłaszcza z formuły, że kandydat do święceń ma być „mężem jednej żony” (unius uxoris vir) (1 Tm 3,2.12; Tt 1,6). Papież stwierdza, że z zalecenia tego nie wynika prawo do kontynuowania pożycia małżeńskiego po przyjęciu święceń, lecz że Apostoł przedstawił je biskupom, aby wybierali mężczyzn zdolnych do późniejszego zachowania wstrzemięźliwości (propter continentiam futuram)[12]. Oba zestawy argumentów warte są tu do odnotowania, ponieważ na nich zasadniczo opiera się teologia celibatu formułowana przez Ojców, podejmowana również na nowo przez współczesnych teologów i Magisterium. Przyjrzyjmy się jednak najpierw najczęstszym zarzutom względem apostolskiego pochodzenia lex continentiae, opartym na świadectwie Pisma św.

Zacznijmy od tego, który przed chwilą się pojawił: o ile św. Paweł radził życie wstrzemięźliwe, wskazując na swój własny przykład (1 Kor 7,8), o tyle przedstawiając kryteria wyboru kandydatów do święceń sformułował zalecenie, aby kandydat taki był „mężem jednej żony”. Można by z tego wnioskować, że warunkiem wejścia w stan duchowny było uprzednie małżeństwo. Gdyby jednak tak było, należałoby przyjąć, że innym warunkiem było również posiadanie potomstwa, co wynikałoby z analogicznych zaleceń w tym samym kontekście. Następnie sam kontekst: składa się nań prezentowany przez Pawła katalog cech stanowiących „negatywne” kryterium wyboru, tzn. takich, które pozwalają odrzucić nieadekwatnych kandydatów (a nie katalog obowiązków, które mieliby spełniać już wyświęceni duchowni, na co wskazuje fakt, że adresatami są tu Tymoteusz i Tytus, a nie całe duchowieństwo). Innymi słowy, jeśli aspirujący do święceń mężczyzna byłby żonaty powtórnie, należało odrzucić jego kandydaturę (jednoczesna poligamia nie wchodzi tu w grę, ponieważ wymóg monogamiczności dotyczy wszystkich chrześcijan) – podobnie, gdyby nie spełniał któregokolwiek z innych kryteriów. Jaki zatem był „pozytywny” sens tego zalecenia? W niektórych wypadkach Paweł dopuszczał powtórne małżeństwo (1 Tm 3,14), zabronił go jednak kandydatom do święceń. Wyjaśnienie dla tego pasterskiego zalecenia można znaleźć w siódmym rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian, gdzie Apostoł zalecał małżeństwo jako lekarstwo na pożądliwość („ze względu na niebezpieczeństwo rozpusty”), remedium concupiscentiae, dla tych, którzy nie otrzymali „daru” (gr. charisma), życia doskonale wstrzemięźliwego. Przez pryzmat takiej optyki wyraźniej widać cel omawianego kryterium: jeśli mężczyzna owdowiał i pojął kolejną żonę, znaczy to, że nie potrafił panować nad pożądaniem, co w istocie wykluczało go z możliwości przyjęcia święceń, które zakładały przyjęcie całkowicie wstrzemięźliwego stylu życia. Pawłowi nie mogło tu chodzić wyłącznie o tymczasową wstrzemięźliwość („by oddać się modlitwie”), ponieważ taka praktyka stosowna była dla świeckich (1 Kor 7,5); najprawdopodobniej nie mogło też chodzić o wymóg wstrzemięźliwości po śmierci małżonki (jeśli żyła w momencie przyjęcia święceń), ponieważ przedmiot kryterium stałby się przygodny (zależny od tego jak długo żyłaby żona), a przez to – samo kryterium nieistotne. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe rozstrzygnięcia wydaje się, że wniosek wyciągany przez Tradycję (propter continentiam futuram) był zgodny z intencją Apostoła, którą można odczytać z kontekstu i wewnętrznej spójności jego Listów[13].

Pozostałe zarzuty dotyczą stanu cywilnego samych apostołów. Opierają się przeważnie na wzmiance o teściowej Piotra (Mk 1,29-31) oraz retorycznym pytaniu Pawła, które jako oczywistość formułuje możliwość zabierania w podróże misyjne przez innych apostołów (zwłaszcza „Kefasa i braci Pańskich”), kobiet do pomocy (1 Kor 9,2-6). W pierwszym przypadku egzegeci wskazują jednak na prawdopodobieństwo wdowieństwa Piotra (o czym miałby świadczyć brak wzmianki o obecności żony tam, gdzie relacjonowane jest uzdrowienie teściowej)[14]. Niezależnie od tego, kluczowe fragmenty przemawiające za wstrzemięźliwością apostołów to relacje dialogu Piotra z Panem Jezusem, w którym Kefas pyta o zysk z „opuszczenia wszystkiego”, aby pójść za Mistrzem (Mt 19,27-29; Mk 10,28-30; Łk 18,28-30). W odpowiedzi Apostoł słyszy, że każdy kto dla Imienia Jezusa/Ewangelii opuszcza „dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole” stokroć więcej otrzyma teraz, a życie wieczne w czasie przyszłym. Łukasz dodaje do tej listy jeszcze żonę. Niezależnie od tego, czy jego wzmianka jest autentyczna, trudno w tym kontekście przyjąć możliwość wymogu porzucenia dzieci przez rodziców, tak więc porzucenie dzieci byłoby komplementarne z porzuceniem żony. Dodatkowo, w relacji Mateusza dialog poprzedzony jest odnowieniem nierozerwalności małżeństwa w kontekście Prawa Mojżeszowego, które „przez zatwardziałość serc” dopuściło list rozwodowy, zakończone logionem o „eunuchach dla Królestwa niebieskiego”: „Bo są niezdatni do małżeństwa (dosł. eunuchoi), którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni (eunuchoi), którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni”. Niektórzy sądzą, że Jezus wybrał to określenie, nadając nowy sens obeldze, która miała stanowić pogardliwe wyjaśnienie bezżennego trybu życia, jaki prowadził wraz z uczniami. W każdym razie to, co jest tu dla nas ważne, to zauważenie, że obok obiektywnych przeszkód dla małżeństwa, istnieje możliwość dobrowolnej rezygnacji z płodności na rzecz Królestwa, czyli wybór wstrzemięźliwości seksualnej. Co istotne – bycie eunuchem jest kondycją nieodwracalną, a więc nie chodzi tu o wybór tymczasowy. Jezus zachęca do „pojęcia tego”, lecz zastrzega, że nie wszystkim „jest to dane”. Podsumowując, poza wzmianką o teściowej Piotra, teksty kanoniczne nie mówią wprost nic na temat ewentualnych żon Apostołów[15]. Niezależnie od tego, z cytowanych wyżej fragmentów wynika, że po spotkaniu Jezusa, Apostołowie wyrzekli się wszystkiego „ze względu na Królestwo”, w tym ewentualnego życia małżeńskiego i rodzinnego.

Jednak w kontekście słów Pawła, który zwracając się do chrześcijan w Koryncie stwierdzał, że apostołowie biorą ze sobą w podróże misyjne kobiety (1 Kor 9,5: dosłownie „siostry kobiety”, adelphe gyne), pojawiła się wątpliwość, czy po etapie wędrówek z Nauczycielem, najbliżsi uczniowie Jezusa nie wrócili do swoich żon. Faktem jest, iż gyne może oznaczać również „żonę”, a Paweł używa (1 Kor 7,15) rzeczownika „siostra” na określenie małżonki. Jednak w tym samym liście pojawia się również określenie „kobieta niezamężna” (gyne agamos) (7,34), co oznacza, że w uzusie Pawłowym gyne nie musi oznaczać żony. Pomijając jednak kwestie filologiczne, wydaje się, że sam kontekst rozstrzyga przynajmniej kwestię wstrzemięźliwości. Oto zirytowany Paweł pyta retorycznie Koryntian, czy on i Barnaba nie mają prawa do pomocy kobiet, które byłyby utrzymywane przez gminę, ponieważ takie prawo przysługuje apostołom. Paweł jednak podróżował i utrzymywał się sam. Stąd niektórzy wysnuwali wniosek, że nie jest on prawdziwym apostołem! Mówiąc nieco kolokwialnie, kwestia sprowadza się tu do tego, kto za kogo płaci i co z tego wynika. Przyjmując więc hipotezę, że siostry zabierane w podróż były żonami apostołów, należy zauważyć, że Paweł nie wspomina w ogóle o ich dzieciach, które również byłyby na utrzymaniu gminy, stąd zaś wynikałoby, że apostołowie zachowywali wstrzemięźliwość. Bardziej jednak prawdopodobnym wyjaśnieniem jest tłumaczenie adelphe gyne jako „ochrzczona kobieta”, przez co Paweł wskazywał, że jest to kobieta zdolna do wstrzemięźliwości; natomiast sam zwyczaj kobiet pomagających zarówno Jezusowi, jak i Jego uczniom, znajduje się już w ewangeliach (por. np. Łk 8,1-3).

Z powyższych rozważań wynika zarazem, że sami Apostołowie, wzorem Jezusa, prowadzili życie wstrzemięźliwe, oraz że sformułowane w Nowym Testamencie wymagania dotyczące kandydatów do kapłaństwa wskazują na to samo wymaganie względem duchowieństwa. Przekonanie to wyrażają również liczni Ojcowie oraz cytowane wyżej prawo regulujące wstrzemięźliwość żonatych księży w pierwotnym Kościele. Stwierdzenie, że celibat stanowi factus apostolicus dowodziłoby, że nie mamy tu do czynienia ze zwykłą kwestią dyscyplinarną wprowadzoną przez Kościół, lecz raczej z kwestią wynikającą z prawa Bożego[16].

Dotychczas skupialiśmy się przede wszystkim na ustaleniu starożytnych źródeł lex continentiae. Teraz należy zapytać o teologiczne racje wstrzemięźliwości kapłańskiej, aby móc dokładniej ustalić stosunek celibatu do kapłaństwa jako takiego.

Jak widać w cytowanych wyżej rozporządzeniach prawnych, powodem wymagania wstrzemięźliwości przez duchownych był od początku ścisły związek ze służbą ołtarza. Nie było to jednak proste powtórzenie prawa Starego Testamentu, wymagającego od Lewitów rytualnej czystości w czasie przepisanej im służby w Świątyni. Po pierwsze zauważyć należy, że obowiązek wstrzemięźliwości jest jedynym z praw Starego Przymierza dotyczących czystości rytualnej, które nie zostało zniesione przez Prawo Ewangelii[17]. Po drugie, wymóg ten z tymczasowego, został rozciągnięty na całe życie kapłana. Dynamika ta znajdowała uzasadnienie w hermeneutyce Ojców, wedle której Stare Przymierze stanowi figurę rzeczywistości Nowego Przymierza w Chrystusie. I tak kapłaństwo i ofiary Lewitów stanowiły znak i zapowiedź jedynego Kapłaństwa i jedynej Ofiary Jezusa Chrystusa, która ustanawiała Nowe Przymierze. Dopiero hermeneutyka figura-veritas pozwala rozwiązać sakramentalne napięcie pomiędzy legalnym małżeństwem, a kapłaństwem, które widoczne było w prawodawstwie dotyczącym żonatych duchownych. Gdyby celibat stanowił jedynie zewnętrzną wobec kapłaństwa normę dyscyplinarną, nie mógłby, jako taki, pozbawiać prawa do prawowitego korzystania z sakramentu małżeństwa. Tymczasem zarówno Ojcowie, a za nimi starożytne penitencjały, określały brak wstrzemięźliwości małżeńskiej żonatych kapłanów mianem „cudzołóstwa”! Znajduje to wyjaśnienie w tym, że kapłaństwo, nie znosząc małżeństwa, transcendowało je, tak jak „duch” transcenduje „ciało”. Mówiąc dokładniej, jeśli małżeństwo cielesne jest figurą oblubieńczego związku Chrystusa i Kościoła, Jego dziewiczej Oblubienicy (Ef 5,21-33 & 2 Kor 1,2), to kapłan – powołany do sprawowania świętych misteriów in persona Christi – na mocy sakramentu święceń znajduje się już w rzeczywistości tego „duchowego małżeństwa”. Niektórzy teolodzy dostrzegają już w samej kanonicznej formule Listów Pasterskich unius uxoris vir, odniesionej wyłącznie do biskupa, kapłana i diakona, formułę przymierza, tzn. formułę wyrażającą oblubieńczy charakter kapłaństwa[18]. Oblubieńcza teologia kapłaństwa została we współczesnym Magisterium przypomniana i wyrażona w adhortacji Jana Pawła II Pastores dabo vobis (1992)[19].

Na marginesie należy tu podkreślić, że dynamika ciało-duch wpisuje się w tradycji apostolskiej w hermeneutykę figura-veritas i nie ma nic wspólnego z często zarzucanym Ojcom manichejskim dualizmem:

Nie znajdujemy w tej tradycji żadnego odniesienia do gnostyckiego dualizmu materii i ducha, lecz przeciwnie – liturgiczny rozwój konkretnych, tj. symbolicznych, sakramentalnych implikacji biblijnego dualizmu ciała i ducha, który stanowi zupełnie inne przedsięwzięcie, polegające na afirmacji historii jako zbawczej, zamiast ucieczki od niej jako czegoś demonicznego. Biblijny dualizm ciało-duch ma u Ojców wymiar zbawczo-historyczny, jest przeżywaniem wędrówki w historii […], która nie anuluje, lecz nadaje nowe znaczenie i na nowo integruje wszystkie wydarzenia przeszłości w świetle tego, co przyszłe – zarazem sakramentalnie uobecnianego i sakramentalnie ukrytego tu i teraz.[20]

Zanim przejdziemy do podsumowania, na końcu zostaje jeszcze wskazanie źródeł dyscypliny Kościoła wschodniego, która wymaga ścisłej wstrzemięźliwości wyłącznie od biskupów, natomiast na pozostałych duchownych nakłada jedynie obowiązek tymczasowej wstrzemięźliwości.

Aż do VII wieku zarówno prawodawstwo kościelne, jak i wypowiedzi Ojców zachodnich i wschodnich, zasadniczo potwierdzają nakaz całkowitej wstrzemięźliwości dla żonatych kapłanów. W 691 r. cesarz Justynian zwołał Synod nazwany później „in Trullo”, ponieważ odbył się „pod kopułą” konstantynopolitańskiego pałacu. Choć Justynian chciał, aby ustawodawstwo trullańskie objęło cały Kościół, z powodu uchwalenia kanonów sprzecznych z prawem Rzymu, papież nie podpisał dokumentów synodu, który w związku z tym nie cieszy się znamieniem ekumeniczności. Było to pierwsze w historii formalne odrzucenie przez Rzym dyscypliny wschodniej. Głównym punktem spornym był kanon 13., ograniczający wymóg kapłańskiej czystości do jedynie czasowej wstrzemięźliwości, czyli de facto do praktyki, stosowanej przez wszystkich świeckich żyjących w małżeństwie, zgodnie z radą św. Pawła z 1 Kor 7,5. Warte odnotowania jest, że mimo zasadniczej rozbieżności z dyscypliną wcześniejszą, powołując się (wybiórczo) na kanony kartagińskie, Trullo potwierdziło apostolskie źródła wymagania wstrzemięźliwości dla żonatych kapłanów. Dopuszczając jednak zwykłe życie małżeńskie księży (poza biskupami), Trullo stanowiło „kompletną nowość” w stosunku do wcześniejszego obyczaju i „tworzyło po raz pierwszy w formie legislacyjnej zerwanie związku pomiędzy zakazem używania małżeństwa przez duchownych, a jego [teologiczną] przyczyną”[21]. O ile same kanony trullańskie zachęcały księży do normalnego życia małżeńskiego, o tyle już w następnych stuleciach rada ta zamieniła się w nakaz. Mierząc się z falą nielegalnie zawieranych małżeństw przez duchownych, Kościół wschodni polegając na zasadzie remedium concupiscentiae wprowadził nakaz wyświęcania wyłącznie żonatych mężczyzn. W ten sposób, jak zauważa R. Cholij, tracąc z oczu teologiczne podstawy celibatu – według których, przypomnijmy, zgodnie z tradycją apostolską same święcenia niosły ze sobą zobowiązanie do całkowitej wstrzemięźliwości – „do XI wieku, pierwotne znaczenie ducha tego wcześniejszego prawodawstwa [dotyczącego celibatu] zostało całkowicie zatracone, a w ten sposób już nie małżeństwo było ograniczane ze względu na celibat, lecz samo przyjęcie i wykonywanie święceń zostało ograniczone przez celibat”[22]. Uczony dodaje, że sama zasada nielegalności zawierania małżeństw przez już wyświęconych duchownych straciła tu swoje podstawy teologiczne, a jej stosowanie stało się „szczątkowym śladem pozytywnej dyscypliny, świadczącym o istnieniu prostszej starożytnej dyscypliny, która harmonizowała naturalną relację między kapłaństwem a celibatem”[23].

Choć Kościół łaciński inaczej zachował się wobec przeżywanego w okresie potrullańskim kryzysu wstrzemięźliwości kapłańskiej i potwierdzając zasadę wstrzemięźliwości uznał na I Soborze Laterańskim (XII w.) zawierane przez duchownych małżeństwa za nieważne, to samo ustawodawstwo trullańskie (za sprawą Dekretów Gracjana, który legitymizował dyscyplinę wschodnią jako apostolską) przedostało się do łacińskiego korpusu kanonicznego, przyczyniając się do zagubienia związku przyczynowo-skutkowego między wymaganiem wstrzemięźliwości a przeszkodą w zawieraniu małżeństw przez duchownych. Nie mogąc ustalić tego związku, XII-wieczni kanoniści (a za nimi również św. Tomasz z Akwinu) wypracowali teorię votum adnexum, dodatkowego ślubu czystości, który miał przyłączać się do święceń. Zgodnie z tym, co powiedziane zostało wyżej, teoria ta jest zbędna w świetle apostolskich źródeł pierwotnej praktyki całkowitej wstrzemięźliwości kapłańskiej, jako wynikającej z samych święceń.

Wnioski

Apostolskie pochodzenie celibatu potwierdzają współcześnie rzetelne badania biblistyczne, patrystyczne, kanoniczne i teologiczne, cieszące się kościelnym autorytetem. Z badań tych wynika m.in., że:

Mimo że pełna wstrzemięźliwość nie stanowi warunku sine qua non święceń, ani ich ważnego wykonywania, to celibat kapłański – mając swe źródła w praktyce apostolskiej, a jako taki wynikający z Objawienia – nie może być sprowadzony jedynie do poziomu ludzkiego wymysłu, zwyczajnej dyscypliny kościelnej w postaci dodawanego do święceń, opcjonalnego ślubu, lecz należy do pełni Chrystusowego kapłaństwa.

Choć kształt obecnej praktyki Kościoła łacińskiego, utwierdzonej przez współczesne Magisterium[24] – celibat bezżenności – wywodzi się z XVI w. (Sobór Trydencki), to co do zasady – celibat wstrzemięźliwości – jest ona zgodna z najwcześniejszym znanym kościelnym ustawodawstwem dotyczącym tej materii, a najprawdopodobniej wynika z samej praktyki apostolskiej.

Dyscyplina wschodnia ma swoje źródło w Synodzie in Trullo (koniec VII w.). Wymienienie przez Presbyterorum ordinis 16 tej praktyki obok praktyki pierwotnego Kościoła można traktować jako swoistą formę „ekumenicznej kurtuazji”[25], ponieważ został tu pominięty istotny fakt, że w ustawodawstwie przedtrullańskim żonaci księża byli zobowiązani do całkowitej wstrzemięźliwości[26].

Piotr Kaznowski
"Znak" 684, maj 2012


PRZYPISY:

[1]DK 16.
[2]Kościół. Pielgrzymująca wspólnota wiary, Kraków 2005, 139.
[3]Tamże, 141, 139.
[4]Les Origines apostoliques du célibat ecclésiastique (1981) / Apostolic Origins of Priestly Celibacy (1990).
[5]The Case for Clerical Celibacy. Its Historical Development & Theological Foundations (1993).
[6]Clerical Celibacy in East and West (1989).
[7]Por. S. Heid, Discipline of Obligatory Continence for Clrics in East and West (1997), 13n
[8]„Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu.”
[9]XIX-wieczne badania nad źródłami celibatu wyznaczają paradygmaty ustalone przez dwóch uczonych: Gustava Bickella (1838-1917) oraz Francisa Xaviera Funka (1821-1917). Bickell optował za apostolskimi początkami celibatu, tymczasem Funk twierdził, że dyscyplina ta rozpoczyna się z pierwszymi zapisami prawnymi w IV w. i nie ma źródeł apostolskich. Stickler odrzuca stanowisko Funka z powodu błędnej metodologii oraz opierania się na źródłach, których nieautentyczność została dowiedziona (11n).
[10]Por. Stickler, 23-33.
[11]Cyt. za Cochini, 5 (tłum. własne z jęz. ang. – PK). Jak zauważa Th. McGovern, kanon ten był znany wszystkim diecezjom Kościoła Rzymskiego, a na Wschodzie odniósł sie do niego Synod in Trullo, jako do pewnego źródła Tradycji. W XI w. podczas promotorzy odnowy gregoriańskiej znaleźli w kanonach kartagińskich swój „najsilniejszy argument”. Na tej samej podstawie, już w nowożytności, po Reformacji, Paweł IV odmówił zaś prośbę niemieckich książąt dotyczącą ustanowienia żonatego kleru (Priestly Celibacy Today, rozdz. I, korzystam z tekstu zamieszczonego na stronie christendom-awake.org).
[12]Por. Stickler, 28-30; 32-37, McGovern, rozdz. I.
[13]Więcej, zob. Heid, 41-52.
[14]Niektórzy idą jeszcze dalej, twierdząc, że „teściowa” oznacza tu drugą żonę ojca Piotra i Andrzeja, por. J. Galot TJ, Wybrane zagadnienia z teologii współczesnej. Stan cywilny apostołów, 1994, 105-121.
[15]O tradycjach apokryficznych, zob. m.in. Galot, Heid.
[16]G. Ryś, Celibat, 2002, 10.
[17]Cochini. Por. Keefe, przypis 14.
[18]I. de la Potterie, Le fondement biblique du célibat sacerdotal (1993), opieram się na tł. ang. (The biblical foundation of priestly celibacy) z watykańskiej strony Kongregacji ds. Duchowieństwa. Zob. też Keefe.
[19]Zob. zwł. n. 12, 22, 29.
[20]Donald J. Keefe SJ, The Eucharistic Foundation of Sacerdotal Celibacy (http://www.renewamerica.com/columns/abbott/061118)
[21]Por. Cholij, 64, 196; Stickler, 45-48.
[22]Cholij, 197
[23]Cholij, 68; por. McGovern.
[24]Wyłom w tradycyjnej dyscyplinie łacińskiej stanowi, przywrócona po II Soborze Watykańskim, praktyka diakonatu, zwalniająca z całkowitej wstrzemięźliwości przyjmujących święcenia żonatych mężczyzn.
[25]Keefe.
[26]Cholij, 8; 201.


Źródło informacji

christianitas.org

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.