Pages

_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

niedziela, 16 lutego 2014

br. Andre Marie: Tożsamość tradycyjnego katolika


Jednym z najważniejszych dóbr, jakie dana osoba posiada, jest jej tożsamość. Dlatego też imiona i nazwy są dla nas tak istotne. W ogrodzie rajskim Adamowi udzielono władzy nadawania rzeczom nazw, co pokazywało jego dominację nad resztą stworzeń, włączając w to Ewę, której nadał on imię. Kiedy dziecko dowie się, że wielkie, dziwnie wyglądające zwierzę ma nazwę, jest to dla niego pocieszające – skoro wie, że ma nazwę i że tatuś jest w stanie je zidentyfikować, to znaczy również, iż to coś nie może być aż takie straszne. To już jest rzecz poznana.

Tradycyjni katolicy, czy tradycjonaliści, nazywają tak samych siebie z powodu swojego przywiązania do tradycji kościelnych. Czynią tak wobec porzucania tych tradycji na wielką skalę przez hierarchię, duchowieństwo i wiernych, dlatego też nazwa „katolicy” nie zawsze jest odpowiednia, choć przecież powinna taką być. Poza tą bardzo ogólną koncepcją tego, czym jest tradycjonalizm, istnieją różnorakie i sprzeczne pojęcia obejmujące dokładną definicję tożsamości tradycjonalisty. Unikając sztywnego dogmatyzmu tam, gdzie Kościół nie dał nam żadnej dogmatycznej definicji – powinniśmy być gotowi umrzeć za katolickie dogmaty, ale nie za nasze własne opinie — chciałbym zastanowić się nad tym, czym jest w swojej istocie tradycjonalizm.

Kontrast rozjaśnia umysł, dlatego też zacznę od tego, czym tradycjonalizm nie jest. Tradycjonalizm nie jest negacją. Nie jest zaprzeczeniem. Nie jest palcem wyciągniętym w geście wskazującym ze słowami „wy się mylicie!” Istnieje nazwa dla takiej ideologii: protestantyzm. Protestantyzm nie jest treścią, ale antytreścią. Nie jest twierdzeniem, ale negacją.

Rzecz jasna, katolik musi zgadzać się w pełni z potępieniami Kościoła na równi z jego definicjami, ale istnienie potępienia jest zależne od dwóch warunków: prawdy, która przyszła pierwsza, i błędu, który zaprzecza prawdzie. Innymi słowy, potępienie, choć dobre i konieczne, ma miejsce tylko dlatego, że ktoś o złej woli (może nawet sam szatan) uknuł zaparcie się bożej prawdy. Boża prawda była jednak pierwsza.

Teksty Soboru Trydenckiego są tego ilustracją. Trydent potwierdza katolicką prawdę w swoich dekretach, będących stosunkowo długimi tekstami objaśniającymi katolicką doktrynę w szczegółach. Na końcu tych bogatych w treść dekretów Sobór potępia rozmaite błędy w krótkich kanonach.

Dlatego też krótka odpowiedź na pytanie dotyczące tożsamości tradycjonalisty brzmi, iż jest on katolikiem potwierdzającym dogmatyczne prawdy, moralne nauczanie i liturgiczne tradycje w Kościele. Jest to rzeczą istotną i pierwszorzędną. Fakt, że dzieje się to przy sprzeciwie nie tylko ze strony świata, ale i innych, którzy nazywają się katolikami, jest rzeczą drugorzędną i poboczną. Nie odwracajmy tego porządku, w przeciwnym razie pozwolimy wrogowi narzucić nam naszą tożsamość.

Kilka słów o poszukiwaniu tożsamości. Myślę, że jest to coś bardzo współczesnego. Wynik braku korzeni współczesnej kultury, która wyrywa nas z naszych tradycji, naszej ziemi i naszego ludu. Współczesność nas wszystkich ujednolica, skutecznie podcinając korzenie lokalnym zwyczajom i kulturom. Katolik jest członkiem Kościoła powszechnego, ale z tego powodu nie jest obywatelem wszechświata. Ma swoje miejsce, i jego spotkanie z Wiarą dokonuje się w kontekście tego miejsca, języka i zwyczaju. Czternastowieczny katolik z Francji i jego współwyznawcy z Egiptu z czwartego wieku mieli tę samą wiarę, moralność i religię (z księżmi, biskupami, Mszą, sakramentami itd.), ale różnorodność języka, rytu, zwyczaju była wielka.

I tak właśnie powinno być. Wiarę przyjmujemy lokalnie. Żyjemy nią w naszych rodzinach. Wyrażamy ją w naszych własnych językach. Praktykujemy w danym kościele, z ludźmi z danej wspólnoty. (Włoskie pojęcie campanilismo i karlistowska koncepcja fueros są kulturowym i politycznym tego wyrazem.) Życie prawdziwą Wiarą jest tym, co tworzy katolicką kulturę, a ta kultura powinna odciskać swoje piętno na młodych, kształtując ich przekonania, popychając ich do działania, wywołując ich reakcje. Tożsamość – ta autentyczna — jest wykuta w ten organiczny sposób. Nie nakładamy jej i nie zdejmujemy z siebie jak niezdecydowany student wybiera swoją specjalność. Tak czyni pozbawiony korzeni, niespokojny współczesny człowiek, i jest to jednym z powodów jego choroby.

W naszych czasach rzecz jasna nie żyje się już Wiarą tam, gdzie miało to kiedyś miejsce. Włoskie dzwonnice, które dają tym, którzy ich słuchają, poczucie bycia w domu, stoją wysokie, ale często obwieszczają sprawowanie dziwnej liturgii, głoszenie rozwodnionej doktryny i religię dostosowania się do standardów tego świata. Campanilismo, “duch dzwonnicy,” nie jest już więc tym, czym był kiedyś. To też jest faktem w Kościele powszechnym. Dlatego też tradycjonaliści podróżują, często pokonując wielkie odległości, na tradycyjną Mszę z katechizmem i kulturą, która z niej wypływa.

Mimo tego możemy uczynić wiele, by żyć Wiarą w naszych rodzinach i wspólnotach. Czyniąc to, powinniśmy oprzeć się pokusie uczynienia z tradycjonalizmu ideologii, reakcji czy negacji tego, co czynią inni ludzie. Tradycjonalizm jest tym, czym jesteśmy, co wiemy i tym, co robimy. Tutaj wymienię niektóre z tych rzeczy, które twierdzą, czy też powinni twierdzić, tradycjonaliści:
Wyznajemy katolickie Credo w całej jego integralności.

Twierdzimy, że Kościół Katolicki jest jedyną oblubienicą Chrystusa, i że jego Wiara i religia są jedynymi objawionymi przez żywego Boga drogami wiary i służby Jemu. W konsekwencji katolicki Kościół jest jedyną drogą zbawienia.

Twierdzimy, że boska prawda jest w niebezpieczeństwie z powodu wrogów Kościoła Bożego, i że wierni muszą „walczyć żarliwie o wiarę objawioną świętym” (Jdt 1,3).

Wyznajemy nadprzyrodzone pochodzenie Kościoła, naturalną hierarchię rodziny oraz rolę Chrystusa Króla w społeczeństwie. W stopniu, w jakim to możliwe, będziemy pracować na rzecz zachowania czy odbudowy tych wartości w naszych rodzinach i wspólnotach; ponieważ świat, ciało i diabeł podkopują ten porządek ustanowiony przez Boga.

Twierdzimy, że publiczny kult Kościoła, jego liturgia, została nam z wielką troską przekazana przez naszych ojców w Wierze. Zostało to uczynione w pięknej różnorodności rytów. Jest błędem wyrzekanie się tych skarbów przeszłości ostrożnie rozwijanych pod ochroną Ducha Świętego. Dlatego będziemy z nich korzystać, czcić je, kochać oraz nauczać o nich nasze dzieci.

Prawdziwą odpowiedzią na zło jest życie chrześcijańską cnotą i świętością, nie będącą niczym innym niż wierną odpowiedzią na nasze pierwotne powołanie (powołanie do świętości poprzez chrzest), przeżywaną zgodnie z naszym „drugim powołaniem” (czyli kapłaństwem, życiem zakonnym, małżeńskim czy w stanie bezżennym w świecie).

Wiele jest ciemności i zła w życiu, ale jeśli pozwolimy się im ogarnąć, to biada nam. Święty Paweł zauważa, że to, co w Adamie straciliśmy jest nieporównywalnie mniejsze od tego co zyskaliśmy w Chrystusie (zob. Rz 5,15). Nie trzeba mieć Wiary by zobaczyć niegodziwość i rozpacz – są one rzeczą oczywistą dla naszych zmysłów. Prawdziwym cudem jest ilość dobra, które obecnie istnieje, ale do zobaczenia go trzeba Wiary. Wiary potrzeba do zobaczenia wody czyniącej z grzeszników dzieci boże i dziedziców nieba, do zobaczenia Boga samego zstępującego na nasze ołtarze pod postaciami chleba i wina, do zobaczenia Ewangelii głoszonej ubogim.

Tej właśnie Ewangelii, Ewangelii naszego Pana, Jezusa Chrystusa! To właśnie „Dobra Nowina”: dobra bo pochodząca od dobrego Boga, a nowina, ponieważ powinno się ją głosić.

Mamy skarb w postaci tradycyjnej liturgii Kościoła. Mamy też do niej wspaniałe komentarze, a żaden nie jest lepszy od Roku Liturgicznego Dom Guerangera. Mamy też Pismo Święte, pisma Ojców i Doktorów Kościoła, wielkie intelektualne i artystyczne zabytki katolickiej kultury zrodzone z chrześcijańskich społeczeństw. To wszystko mamy, i Boga samego, aniołów, świętych, i obietnicę przyszłej chwały, o ile wytrwamy! A nie zapominajmy, że mamy też Matkę Bożą - Przyczynę naszej radości.

Jeśli mając to wszystko musimy szukać swojej tożsamości, albo definiować ją jedynie w negatywny sposób, jako przeciwną innym grupom ludzi, to znaczy, że naprawdę nie mamy pojęcia, czym jest tradycja.

tł. Agnieszka Maliszewska

Źródło informacji: unacum.pl/

0 komentarze:

Prześlij komentarz




______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________