Pages

______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

wtorek, 26 maja 2015

To przez psychologię pustoszeją zakony!



Policzmy - było w zgromadzeniu 615 zakonnic, po roku „terapii” wysłanych zostało 300 próśb do Rzymu o zwolnienie ze ślubów. Wnioski?

Magazyn tradycyjnych katolików "The Latin Mass" zamieścił niepokojący wywiad przeprowadzony ze skruszonym katolickim psychologiem, który twierdzi że jego współpraca z zakonami była bardziej destrukcyjna niż budująca. To niepokojące świadectwo dał Dr William Coulson, który był uczniem wpływowego amerykańskiego psychologa Carla Ransoma Rogersa, jednego z głównych przedstawicieli znanej także w Polsce „psychologii humanistycznej”.

Skruszony psycholog

Opowiadający tę historię William Coulson w 1964 roku został szefem instytucji skupiającej kadrę animatorów przeznaczonych między innymi do współpracy z zakonami (dokładnie Western Behavioral Sciences Institute z siedzibą w La Jolla, California, USA). Jego refleksja o destrukcyjności własnych działań dojrzała dosyć szybko. Już w 1971 roku zaczął się wycofywać z niektórych swoich twierdzeń i działań, a z czasem w pełni poświęcił swoje życie wykładom dla grup katolickich i protestanckich zagrożeniach związanych z psychoterapią.

Uczeń Rogersa

Coulson opisuje rolę jaką odegrał w niszczeniu pewnego katolickiego zakonu. Jego droga rozpoczęła się w latach 50-tych, od doktoratu z filozofii, poświęconego myśli Carla Rogersa. Rogers był wówczas jednym z najbardziej znanych amerykańskich psychologów, a jego myśl nie budziła kontrowersji. Także dr Coulson nie należał do wrogo nastawionych do Kościoła, przeciwnie, właśnie należał do praktykujących swoją wiarę katolików. Nie widział jednak przeszkód w fascynacją teoriami psychologii, która nazywana byłą „nondirective” czyli „bez autorytetów”.

Czy mamy zły (katolicki) „Pomysł na siebie”?

W Polsce istnieje Polskie Towarzystwo Psychologii Humanistycznej, powołujące się na myśl Rogersa http://www.psychologia-humanistyczna.pomoc-psychologiczna.com/. Teoria Rogersa definiowana jest tam następująco : „Kluczowym pojęciem teorii Rogersa jest tzw. "self - concept", czyli "wyobrażenie siebie samego takim jakim chciałoby się być jak i swojej przyszłości". Można by powiedzieć hasłowo iż chodzi tu o "pomysł na siebie". (…) Otóż, podkreśla on, iż w procesie wychowywania do umysłu dziecka są wtłaczane liczne "nakazy i zakazy", które czasami skutecznie blokują naturalny proces "aktualizacji pomysłu na siebie". W rezultacie na samopoczucie lub ogólniej kondycję psychiczną człowieka wpływają dwie siły : (1) "inklinacja do naturalnego, zgodnego z wrodzonym potencjałem rozwoju pomysłu na siebie" i przeciwdziałająca siła (2) "nie uświadamianych lub słabo uświadamianych nakazów i zakazów - kierujących jednak zachowaniem. (…) Skoro tendencja do aktualizowania siebie (pomysłu na siebie) może być znacznie zakłócona, należy więc obmyślić warunki kiedy owa "inklinacja do uaktualniania, rozwoju swoich potencjalnych możliwości" mogłaby być "wzmocniona".

Winne jest „Sumienie”!

Carl Rogers uważał, że kluczem do wielu psychologicznych zaburzeń jest „sumienie” w którym odzywa się echo wmówionych w dzieciństwie zakazów i nakazów. Robił badania nad ludźmi którzy wyrośli w I poł XX w. w tradycyjnie chrześcijańskich, konserwatywnych regionach USA. Jego pacjenci deklarowali, że posiadają „sumienie”, o którym często wspominali, jako o czymś hamującym pewne działania. Rogers wówczas nie nawoływał wprost do tego, aby jego pacjenci porzucili to co im nakazywało „sumienie”. Często jednak używał sformułowania "Kiedy myślę na tym co Pan powiedział, to mam wrażenie, że …” i dalej już zostawiał pacjenta nam na sam z jego myślami o wdrukowanych mu w domu, szkole, zakonie, ograniczeniach. Myślał, że to było ważne, żeby człowiek w kontakcie z „terapeutą” miał „szansę” pomyśleć nie koniecznie stosując się do norm, w których był wychowywany. Twierdził, że wówczas może samemu „usłyszeć Boga” czy nawet „Ducha Świętego”. Ponieważ używał niekiedy tej terminologii religijnej, jego teorie były łatwe do przyjęcia przez wierzących. Czyż źle jest poszukiwać „Głosu Boga”?

Wyleczmy „normalnych ludzi” z ”sumienia” !

Kiedy powiadający tę historię William Coulson poznał swojego mistrza Rogersa, ten stosował już swoje metody nie tylko wobec ludzi wykazujących zaburzenia psychiczne, ale także wobec tzw. „normalnych ludzi” których życie pragnął ulepszyć. Pojechali razem do Kalifornii, opuszczając te regiony USA gdzie katolicyzm był niezwykle tradycyjny, na słynące z tolerancji wybrzeże. Coulson zauważa dziś autoironicznie, iż był to spory błąd, poszukiwanie „normalnych ludzi” w Kalifornii, na dodatek u zakonnic które miały dom w Hollywood. Zgromadzenie prowadziło szkoły i wśród nich był bardzo wysoki procent sióstr z wysokim wykształceniem. Na dodatek niejednokrotnie wywodziły się one z domów aktorów i businessmanów z Hollwood, w których wychowanie odbiegało od tradycyjnych schematów. Tam już na samym początku było spore otwarcie zakonu na nowinkarstwo i siostry Niepokalanego Serca Maryi (skrót od angielskiej nazwy Zgromadzenia - IHM) zgodziły się, aby ekipa psychologów weszła ze swoimi pomysłami do ich szkoły, w środowisko nauczycieli, uczniów i rodziców, aby móc wpływać na rozwój normalnego katolickiego życia rodzinnego. To zapoczątkowało katastrofę!

Brak pomocy u spowiedników

Na pytanie ile czasu zajęło mu niszczenie Zgromadzenia Sióstr, skruszony psycholog odpowiada, że to trwało około półtora roku. Siostry poddane „terapii” likwidującej „sumienie” nie chciały już żadnej innej władzy, niż „własny wewnętrzny głos”. Na przykład: pewna siostra Mary Benjamin IHM, która świeżo wstąpiła do zgromadzenia, została tam uwiedziona przez starszą od siebie zakonnicę lesbijkę. Stało się to pod pretekstem psychologizującego „uwolnienia tego kim się jest naprawdę wewnętrznie”. Oficjalnie gry erotyczne nie były elementem terapii zalecanej przez Rogersa, ale stosowało ją wielu terapeutów jako rzekome narzędzie do wyzwalania „ukrytych pragnień” pacjentów. Bywało też tak, że zakonnice opuszczające zgromadzenie wchodziły w związki z kapłanami również pod wpływem psychologów porzucającymi swoje powołanie. Siostra Mary Benjamin wkrótce po współżyciu ze współsiostrą miała wrażenie że stało się coś złego i wyspowiadała się z tego, trafiła jednak na kapłana który powiedział jedynie, że „nie chce wydawać wyroku na jej działania” i to „od niej należy decyzja o osądzie, czy to co zrobiła było dobre czy złe”. Wówczas ta młoda zakonnica zorientowała się, że tak naprawdę została z tym wszystkim sama. Utraciła podstawową busolę moralności i wystąpiła. Kiedy rodzice przywozili ją do zakonu, robili to w dobrej wierze myśląc że córka oddaje siebie Bogu, niestety oddawali ją władzy psychologii. Co opowiedziałby jej Jezus? To co odpowiadało jej prawdziwe sumienie: „Idź i nie grzesz więcej”, zamiast tego usłyszała psychologizującą odpowiedź, że „sama ma zadecydować”. Tak siostry szły za swoim wewnętrznym głosem, który po prostu powinien być nazwany POKUSĄ i masowo występowały ze zgromadzenia wschodząc w związki z mężczyznami, a często również z kobietami. Istnieje zapis tej katastrofy, która z czasem rozszerzyła się na inne zakony, wydany w formie książki Nancy Manahan, Rosemary Keefer Curb „Lesbian Nuns, Breaking Silence” Która dokumentuje sprawę widzianą od strony zakonnic, które wystąpiły ze Zgromadzenia, po odkryciu pod wpływem owych terapeutów, że są lesbijkami. Książka o wiarygodnej treści stała się bestsellerem, klasyką literatury LGBT.

Co na to zarząd Zgromadzenia sióstr?

Na tym etapie, kiedy już następowały te zbiorowe odejścia, władze Zgromadzenia Sióstr były już nieco zaniepokojone. Trudno było jednak wykształconym siostrom z nie zaufać psychologom , skoro powoływali się na psychologię jako naukę, Rogers był autorytetem w dziedzinie psychologii, a pełniący dużą rolę w zespole Coulson był katolikiem. Siostry doszły więc do wniosku, jakby wbrew już widocznym faktom "Ci ludzie nie zaszkodzą nam.” Tymczasem, Coulson, co obecnie wyznaje, choć był katolikiem miał nieraz podobnie anty-katolickie myśli jak Rogers. Nie lubili hierarchii kościelnej. Myśleli o sobie, że to oni są Kościołem i że to właśnie na nich Jan XXIII „otworzył okna, aby przewietrzyć Kościół”. Tymczasem ze zgromadzenia zaczynało „wywiewać” kolejne zakonnice. Czy i nie dzisiaj ilość odejść z zakonu wzrasta wraz z wpływem teorii psychologicznych na życie zakonne?

Społeczność bez hamulców.

Psychologowie w środowisko zakonu i szkoły zrobili eksperymentalną małą społeczność, w której miała panować zupełna wolność od wszelkich zahamowań. Korzystali tu ze specyfiki zamknięcia środowiska charakterystycznego dla szkół prowadzonych przez katolickie zakony. Dlaczego siostry na to pozwoliły? Czy nie czuły że są to destrukcyjne prądy? Jak się dało im okłamać jednocześnie ponad 600 zakonnic? Zapewne dla tego że w roku 1967 zakonnice wiedziały że wezwane są przez Sobór Watykański II do przewartościowania tego co było, a otwarcia się na to co nowe. To ogólne wezwanie w swojej gorliwości chciały natychmiast zrealizować. Czuły że jakoś jest to bolesne i rozwala ich wspólnotę, ale nie były dojrzałe do przerwania eksperymentu, który w założeniach wydawał im się dobry, bo był czymś nowym. Psychologowie jawili im się jako odpowiedź na „wezwania soborowe”. Był w tym czasie jeszcze zamęt i sposób odpowiedzi na wezwania soboru dopiero się kształtował, między innymi na tamtym tragicznym przykładzie. Z pewnością nie było to dobre rozumienie nauk soborowych, tylko jakaś manipulacja postanowieniami Soboru. Psychologizująca herezja.

Z 615 zakonnic, ile pozostało do dzisiaj?

Zgromadzenie zostało rozwiązane w sensie prawa kanonicznego, a przekształcone w świeckie zrzeszenie, co jest wyraźną oznaką że Kościół nie akceptuje czegoś takiego. Jest grupa kobiet na emeryturze, które mieszkają w ośrodku opieki; istnieje też niewielka grupa młodszych radykalnych feministek, która prowadzi sklepik w centrum teologii feministycznej w Hollywood. Istnieje też kilka szkół, ale ich sposób kształcenia nie ma już prawie nic wspólnego z tym co było kiedyś. Sprzedano też kampus uczelni. Nie istnieje też słynny niegdyś college. Te drogie szkoły, w fazie swojego upadku, były środowiskiem bardziej gorszącym od szkół państwowych. Jedna matka która zabierała jej córkę przed zamknięciem tego college mówiła: "Można stracić swoją wiarę za darmo na uczelni państwowej."

Skrucha

Skruszony psycholog wyznaje, że musiał zatem przerwać swoje działania po dwóch latach, ponieważ ich przedmiot badań przestał istnieć. Wyznaje: nie chcieliśmy zniszczyć, chcieliśmy ulepszyć. Tymczasem wszystko rozpadło się nam w rękach…

Maria Patynowska

Bibliografia


  1. "WE OVERCAME THEIR TRADITIONS, WE OVERCAME THEIR FAITH" Pierwodruk: "The Latin Mass.", Vol. 3, No. 1, 1994; zamieszczonego na stronie http://www.ewtn.com/
  2. Film „Tearing Down Catholic Schools - Dr William Coulson 1993 https://www.youtube.com/watch?v=8dGy8iuYgWA
  3. Polskie Towarzystwo Psychologii Humanistycznej http://www.psychologia-humanistyczna.pomoc-psychologiczna.com/.
  4. Nancy Manahan, Rosemary Keefer Curb „Lesbian Nuns, Breaking Silence” fragment on-line, http://www.bellabooks.com/mm5/appetizer/app-%20Lesbian%20Nuns%20Breaking%20Silence.pdf
  5. O autorze: http://www.issuesetcarchive.org/issues_site/resource/journals/coulson.htm
  6. Wasiukiewicz Anna, Psychologia jak religia, religia jak psychologia, Bollinari Publishing House, 2015.
Źródło informacji: FRONDA.pl

3 komentarze:

s.Hiacynta Nowosad pisze...

Mądry artykuł-dziękuję.

Marta pisze...

bardzo dobrze opisana wyzej historie przedstawil w swojej ksiazce "libido dominandi"pan Jones.goraco polecam

Anonimowy pisze...

Jestem również byłą zakonnicą.Po 20-tu latach odeszłam z ogromnym bólem i rozdarciem.
Nowości new age i podobne treści,stały się mocno preferowane przez przełożoną prowincjalną i generalną z Rzymu.Zmiana habitu na krótki/pozornie dobrowolna/,zwalczanie sióstr,które pozostały przy poprzednim stroju np.nie mogłyśmy pójść na prywatną audiencję do Ojca św.Jana Pawła II,bo byłysmy w dawnym-długim habicie.Szczytem było wynajęcie b drogiej firmy z USA do planowania kwestii powołań.A gdzie Opatrzność Boża???Właściwie to już nie był klasztor,a firma biznesowa i adorująca...ale przełożonych.

Prześlij komentarz



______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________