______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Bp. Schneider: Neokatechumenat to protestancko-żydowska wspólnota wewnątrz Kościoła, jedynie z katolicką dekoracją.


Jest to fragment wywiadu jaki przeprowadził z Jego Ekscelencją x. bp Atanazym Schneiderem Pan Daniel Fülep z John Henry Newman Center of Higher Education. Dotyczył on różnych spraw, w tym też odnośnie Neokatechumenatu.

(...)

Pan Fülep: (...) istnieją pewne nowe współczesne ruchy , które są silnie wspierane. Jednym z nich jest wspólnota Kiko. Jaka jest Twoja opinia na temat Neokatechumenatu? [11]

Jego Ekscelencja bp Schneider: To bardzo złożone i smutne zjawisko. Mówiąc otwarcie: jest to koń trojański w Kościele. Znam ich bardzo dobrze, ponieważ byłem u nich delegatem biskupim przez kilka lat w Kazachstanie, w Karagandzie. Również uczestniczyłem w ich Mszach i spotkaniach i czytałem pisma Kiko, ich założyciela, więc znam ich dobrze. Jeśli mówić otwarcie bez dyplomacji, muszę stwierdzić: Neokatechumenat to protestancko-żydowska wspólnota wewnątrz Kościoła, jedynie z katolicką dekoracją. Najbardziej niebezpieczny aspekt dotyczy Eucharystii, ponieważ jest ona sercem Kościoła. Kiedy serce jest w złym stanie, całe ciało jest w złym stanie. Dla Neokatechumenatu, Eucharystia jest jedynie braterską ucztą. To protestanckie, typowo luterańskie podejście. Odrzucają pojęcie i nauczanie Eucharystii jako prawdziwej ofiary. Uważają nawet, że tradycyjne nauczanie i wiara Eucharystię jako ofiarę nie jest chrześcijańska, lecz pogańska. To zupełny absurd, to typowo luterańskie, protestanckie. Podczas ich liturgij eucharystycznych traktują Najświętszy Sakrament w tak banalny sposób, że czasem jest to aż straszne. Podczas przyjmowania Komunii siedzą, gubią fragmenty gdyż nie przykładają do nich uwagi, a po Komunii tańczą zamiast się modlić i adorować Jezusa w ciszy. To zupełnie światowe i pogańskie, naturalistyczne.

Drugim niebezpieczeństwem jest ich ideologia. Główną ideą Neokatechumenatu, według założyciela Kiko Argüello jest: Kościół prowadził życie idealne tylko do Konstantyna w IV wieku, tylko wtedy był właściwie prawdziwy Kościół. Wraz z Konstantynem Kościół zaczął degenerować: degeneracja doktrynalna, liturgiczna i moralna. Swoje dno degeneracji doktryny i liturgii Kościół osiągnął wraz z dekretami Soboru Trydenckiego. Tymczasem prawda jest odwrotna: były to czasy świetności w historii Kościoła dzięki klarownej doktrynie i dyscyplinie. Według Kiko, od IV wieku do II Soboru Watykańskiego trwały ciemne wieki w Kościele. To herezja, ponieważ to tak jakby mówić że Duch Święty opuścił Kościół. I jest to typowo sekciarskie i zgodne z linią Marcina Lutra, który uważał że aż do niego Kościół był w ciemności i tylko dzięki niemu pojawiło się światło w Kościele. Pozycja Kiko jest fundamentalnie taka sama, z tym tylko że Kiko postuluje wieki ciemne Kościoła od Konstantyna do II SW. Oni źle interpretują II Sobór Watykański. Uważają że są apostołami V II. Wszystkie swoje heretyckie praktyki uzasadniają Soborem. To wielkie nadużycie.

Jak taka wspólnota mogła być oficjalnie uznana przez Kościół?

To kolejna tragedia. Ustanowili silne lobby w Watykanie co najmniej trzydzieści lat temu. Jest i inne oszustwo: przy wielu okazjach przedstawiają biskupom wielkie owoce nawróceń i powołań. Wielu biskupów jest zaślepionych owocami, i nie widzą błędów, nie badają ich. Mają oni duże rodziny, mają wiele dzieci, i wysokie standardy moralne w życiu rodzinnym. To są, oczywiście, dobre rezultaty. Istnieją też jednak przesadne naciski na rodziny by mieć maksymalną liczbę dzieci. To nie jest zdrowe. Mówią, akceptujemy Humanae Vitae, i to jest, oczywiście, dobre. Ale w rzeczywistości jest to iluzja, bo istnieje dziś na świecie również wiele grup protestanckich o wysokich standardach moralnych, mających wiele dzieci i protestujących przeciwko ideologi gender, homoseksualizmowi, i które również akceptują Humanae Vitae. Ale dla mnie to nie jest decydującym kryterium prawdy! Istnieje też wiele wspólnot protestanckich, które nawracają wielu grzeszników, ludzi którzy żyli w nałogach takich jak alkoholizm czy narkotyki. Więc owoce nawróceń nie są dla mnie kryterium decydującym i nie będę zapraszał tych dobrych grup protestanckich nawracających grzeszników i mających wiele dzieci do diecezji by prowadzili apostolat. To iluzja wielu biskupów, zaślepionych tak zwanymi owocami.


tłumaczenie: Amid

18 komentarze:

Kocham ludzi. pisze...

Dzieci w kościele urosły do rangi problemu.Wszystkie dzieci są nasze, a gdzie jest miłość do bliźniego? To małe nie rozumiejące dziecko też jest naszym bliźnim.Wiele jednak zależy nie tylko od rodziców,ale również od księdza ,który wprowadza w atmosferę skupienia,czy jemu te dzieci przeszkadzają?Prawie nigdy nie słyszymy żeby ksiądz krzyczał na dzieci.Jestem starą kobietą i mnie te roześmiane dzieci nie przeszkadzają."Nawet usta dzieci i niemowląt oddają ci chwałę"Te słowa wyraźnie mówią że Bogu miły jest płacz dziecka ,bo jest to jego sposób na wychwalanie Boga.Mamy wspaniałęgo księdza ,który znalazł sposób na to ,aby dzieci nie przeszkadzały podczas Eucharystii.Kupił w IKEI stół,kilka krzesełek ,nadrukował z internetu obrazków ,trochę kredek,postawił to w miejscu ,aby rodzice mieli kontrolę nad tym co się tam dzieje i po problemie .Dzieci nie hałasują i bardzo chętnie idą do kościoła.Na każdej mszy jest spokój.Polecam wszystkim proboszczom ,pomysł do skopiowania.Pozdrawiam wszystkich czatujących.

Anonimowy pisze...

Msza Sw jest najwazniejszym spotkaniem z Jezusem, to nie jest rodzinna rozrywka. Nie wierze ze rodzic ktory biega za dzieckiem po kosciele i je ucisza uczestniczy we Mszy Sw. I niech nikt mi nie mowi "pozwolcie dzieciom przychodzic do mnie" bo na Golgocie dzieci nie biegaly a za kazdym razem na mszy to jest dokladnie ten moment. Tylko ze ludzie nie wiedza co sie dzieje na mszy i dlatego nie widza niczego zlego w przyprowadzaniu tam malych rozbrykanych dzieci.

Anonimowy pisze...

bredzisz, plac zabaw to nie w tym miejscu

Michal Brankiewicz pisze...

Ks Biskup mówi, że zna neokatechumenat,ale to co mówi o neokatechumenacie temu zaprzecza. Ks Biskup nawet nie zna tego co mówią o wspólnotach papieże, nie wiem czy ta ignorancja jest usprawiedliwiona,na pewno nie upoważnia do wypowiadania na ten temat. Szkoda autorytetu biskupa na takie nieprzemyślane wypowiedzi. Bardzo szkoda.

Michal Brankiewicz pisze...

Ks Biskup mówi, że zna neokatechumenat,ale to co mówi o neokatechumenacie temu zaprzecza. Ks Biskup nawet nie zna tego co mówią o wspólnotach papieże, nie wiem czy ta ignorancja jest usprawiedliwiona,na pewno nie upoważnia do wypowiadania na ten temat. Szkoda autorytetu biskupa na takie nieprzemyślane wypowiedzi. Bardzo szkoda.

Anonimowy pisze...

Ten biskup to debil. Traktorzysta,którego JPII uszanował bo łaził po całym CCCP jak smród po gaciach i wciskał ludziom perdoły

Anonimowy pisze...

Uwagi księdza biskupa oddają istotę rzeczy, zwłaszcza w kontekście rozumienia Eucharystii przez Kiko i Carmen: w katechezach zwiastowania Carmen daje wykładnię neońskiego nauczania o Eucharystii. I realizują ją w praktyce, nie pozostawiając niczego przypadkowi. Katecheza o historii mszy, którą daje Carmen Hernandez dokładnie to ukazuje - stąd widać, że biskup bardzo dobrze musi znać neokatechumenat. Podobnie ma się kwestia z historią Kościoła - neoni mają ciężkiego zajoba na punkcie jakiegoś wyimaginowanego Kościoła pierwotnego, do którego rzekomo wracają i nawiązują. Ich działalność idealnie oddaje określenie: koń trojański w Kościele. Tym bardziej, że sami tworzą swój własny: mają swoje seminaria, swoich księży, swoją, nielegalną zresztą liturgię, swoje pieśni, swoje nauczanie, etapy, stopnie wtajemniczania, mają prywatne objawienia swego założyciela Kiko, swoje obrazy, specyficzny wystrój salek, nawet sposób bycia, odrębność w każdym calu. Mają swój sposób mówienia - neona poznać na kilometr, po tym jak mówi: sieczka terminologiczna z masą kikoneologizmów. Pan Jezus obiecał, że bramy piekielne Kościoła nie przemogą, ale gdyby, zupełnie przykładowo, Kościół nagle zniknął z dnia na dzień, w funkcjonowaniu neonów nie zmieniłoby się nic. Mają wszystko swoje - nieźle to ktoś wykombinował.

quest pisze...


Ciekawe jak to, co mówią polscy biskupi, rozjeżdża się z tym, co mówi papież Franciszek… Oczywiście można przyjąć, że papież to heretyk, więc mówi, co mówi, ale szczęśliwie słucha się raczej papieża, zwłaszcza tego.

- "O Drodze - O Kiko Argüello powiedziano i można powiedzieć wiele rzeczy. Natomiast nie ma wątpliwości, że to święty."
- "Droga Neokatechumenalna to owoc Ducha Świętego w Kościole."
- "Z tego powodu, gorąco was zachęcam, abyście wspierali, zachęcali i dalej prowadzili to Wtajemniczenie Chrześcijańskie."
- "Oceniam bardzo pozytywnie wymiar misyjny wspólnot. W tym roku, niedawno, posłałem ponad sto rodzin do krajów, gdzie nie ma obecności Kościoła lub jest ona niewystarczająca."
- "Co do Seminariów Redemptoris Mater powiem, co następuje: czym byłaby diecezja Rzymu bez Redemptoris Mater? Niedawno wyświęciłem 16 kapłanów, a 13 było z Drogi - Neokatechumenalnej. Sami wyciągnijcie wnioski."
- "Droga Neokatechumenalna przywróciła w Kościele Noc Paschalną, która jest centrum życia chrześcijańskiego."
- "Droga Neokatechumenalna jest tą, która najwięcej wie o Wtajemniczeniu Chrześcijańskim. Konsultujcie i jeśli to konieczne korygujcie katechistów i wspólnoty – ponieważ korygować oznacza miłować – ale korygujcie ich ze Statutem w ręku”.

Anonimowy pisze...

Jaka to misja gdy nie ewangelizuje sie tylko sie jest,,,,

Lorka pisze...

Hm, czytam, co ma do powiedzenia Franciszek i utwierdzam się w przekonaniu, że neo to zło

Anonimowy pisze...

Co z tego że w neo seminariach jest więcej wyświęcanych. Mężczyźni, którzy tam idą są z bardzo poranionych rodzin, mają problemy ze sobą emcjonalno-psychiczne. Robią tam im jeszcze większą sieczkę a potem wyświęcają i posyłają do ewangelizacji. Nie jednego znam, są to ludzie w kryzysach, pełno nałogowców itp. Ludzie!!! I co z tego, że tacy wychodzą z seminariów? Jakby wierzyli to otworzyliby się na uzdrowienie wewnętrzne. Tacy ludzie tylko rujnują małymi krokami KK. Moja koleżanka poszła do jednego z nich do spowiedzi to spotkała się tam z jego oburzeniem co do jej stanu, jest samotną osobą (są przyczyny), nawet jej nie zapytał co się stało. To było szokiem dla tej osoby. Pytam się, i co z tego, że jest ich więcej? Tak, to prawda, patologii i herezji w Kościele Katolickim jest przez to więcej. Pozdrawiam.

Unknown pisze...

Dużo jest dziwnych rzeczy we wspólnotach Po 2Skrutinium jest wymagana dziesięcina na rzecz wspólnoty .Na Eucharystii zamęt przy znaku pokoju calowanie rozmowy przyjmowanie Komunii na siedząc

Unknown pisze...

Pro me tam hrozí na prvém místě elitářství a pro jistou uzavřenost sektářství, nevadí ze byl schválen papežem, své nemoci ma. Taky u nás evangelizoval neon ale jejich prostředky , jak získávali lidi , a to hlavně zraněné .byly az nátlakové.

Anonimowy pisze...

Bp.Schneider ma stuprocentowe rozpoznanie na działalność Neokatechumenatu w Kościele. Spędziłem wiele lat na Drodze Neokatechumenalnej i powiadam Wam, Bogu niech będą dzięki że są w Kościele jeszcze tacy biskupi, którzy odważyli się przełamać zmowę milczenia wśród purpuratów w tej materii.

Anonimowy pisze...

Działania mające na celu ograniczenie wpływu biskupów, którzy są spoza organizacji, oraz deprecjacja ich roli w Kościele Katolickim są niepojęte. Dopiero z czasem zacząłem odkrywać wymiar nieformalnych linii orientacyjnych dla ekip katechistów i odpowiedzialnych (w odróżnieniu od tych, które są formalne). Tzn. Szafarzy święceń, którzy nie zostali z katechizowani lub nie posługują na Drodze neokatechumenalnej traktuje się w rzeczy samej in persona Christi capitis (bo Oni lubią uwielbianie w zastępstwie, całowanie po pierścionkach i kłanianie), by metodami ingracjacji zjednywać ich organizacji, torując w ten sposób Drogę w poszczególnych diecezjach, dekanatach, parafialnych placówkach. Natomiast nie wtajemnicza się ich w sprawy formacyjne organizacji, w zamian serwując papkę marketingową o dobrodziejstwie Drogi Neokatechumenalnej dla Kościoła z jej zbawczo-stwórczą misją, owocach, zwłaszcza korzyściach dla biskupa miejsca.

Sofia pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Sofia pisze...

Bardzo boli mnie jak ktoś mówi źle o wspólnocie Neokatechumenalnej, ponieważ jestem już 5 lat na Drodze i jedno co zauważyłam to że wspólnoty są skupione na Eucharystii i na Słowie Bożym. Bardzo często jesteśmy zachęceni przez Katechistów do zagłębienia się w Pismo Święte. Mam wrażenie że ta nienawiść do Drogi prze niektórych ludzi jest bezsensowna (i nieuzasadniona), bo to tak jakby jakąkolwiek wspólnotę, czy to Odnowę w Duchu Świętym, czy Oazę, zbesztać za to że ich członkowie nie są po teologii i nie są już do końca nawróceni. Jesteśmy tylko ludźmi i czy to we wspólnocie czy też nie, są ludzie bardziej świadomi i mniej świadomi różnych rzeczy w kościele. Wierzę że Pan Bóg postawił mnie w tej wspólnocie bym się nawrcała, a kogo innego postawił być może w innej po to byśmy szli do Niego. Bo różnymi Drogami prowadzi nas pan do Siebie. + Niech nas wszystich Błogosławi Pan, Broni od wszelkiego zła i doprowadzi do Życia Wiecznego!
Podrawiam

www.xmetelica.eu pisze...

Naprawdę aż przykro słuchać takich opinii... Podam tylko jeden przykład: w tym roku uczestniczyłem z jedną ze wspólnot neokatechumenalnych w Rzymie w czuwaniu przed Uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej.

Nabożeństwo rozpoczęło się o 21.00 wystawieniem Najświętszego Sakramentu i śpiewem Pange lingua po łacinie (sic!). Na początku była katecheza o realnej obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie, następnie Różaniec (na kolanach - wszyscy), potem jedna godzina modlitwy w ciszy (na kolanach - wszyscy), nabożeństwo słowa Bożego (na siedząco), Godzina Czytań, pół godziny modlitwy w ciszy (na kolanach - wszyscy), Jutrznia i znowu pół godziny modlitwy w ciszy (na kolanach - wszyscy), śpiew Tantum ergo po łacinie i błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. Ok. godziny 4.00 nad ranem była sprawowana Eucharystia.

Nie jestem na drodze neokatechumenalnej, ale jestem księdzem, studiuję w Rzymie i posługuję tam, gdzie jest taka potrzeba... I tak bez złośliwości, ale niewiele jest katolickich wspólnot, które równie mocno przygotują się do Bożego Ciała i w taki sposób oddają cześć Najświętszemu Sakramentowi.

Pozdrawiam serdecznie, a biskupowi Schneiderowi "przez lata towarzyszącemu wspólnotom" gratuluję rzetelności! ;)

Prześlij komentarz

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.