8 grudnia 2015
Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP
Wasza Świątobliwość
Papież Celestyn V (+1294 r.), — uznając swoją niezdolność do sprawowania urzędu, na który w sposób tak nieoczekiwany został wybrany — i mając na uwadze poważne szkody, jakie jego złe rządy wyrządziły Kościołowi, — po swoim pięciomiesięcznym pontyfikacie — zrezygnował z Papieskiego Urzędu. Został kanonizowany przez papieża Klemensa V* w 1313 r. Papież Bonifacy** VIII, usunął wszelkie wątpliwości, co do ważności tego nadzwyczajnego i kwestionowanego aktu papieskiego, ad perpetuam rei memoriam — potwierdził — że „Biskup Rzymu może dobrowolnie zrezygnować."
Coraz więcej katolików, — w tym kardynałowie i biskupi, — dochodzi do przekonania, że obecny pontyfikat, — będący podobnie wynikiem nieoczekiwanego wyboru, — powoduje poważne szkody dla Kościoła.
Nie można zaprzeczyć, że Wasza Świątobliwość, nie posiada zdolności lub woli do wypełniania tego, co jest obowiązkiem każdego papieża, który — używając słów Twojego poprzednika:
"Papież nie ma głosić własnych idei, ale winien nieustannie zespalać samego siebie i Kościół więzią posłuszeństwa Słowu Bożemu, wobec wszelkich prób przystosowywania czy rozwodnienia i wszelkich przejawów oportunizmu”
Jak to wykazano w załączonym Libellus (Dokumencie), — Ty czynisz wprost przeciwnie, dałeś wiele alarmujących oznak wrogości wobec tradycyjnego nauczania, dyscypliny i zwyczajów Kościoła — i wiernych, którzy próbują ich bronić, — będąc pochłoniętym kwestiami społecznymi i politycznymi, pozostającymi poza kompetencjami Biskupa Rzymskiego. W rezultacie czego, — wrogowie Kościoła nieustannie cieszą się w Twoim pontyfikatem, wychwalając Cię ponad wszystkich Twoich poprzedników. Ta przerażająca sytuacja nie ma sobie równych w historii Kościoła.
Ubiegłego roku, mówiąc o rezygnacji Benedykta XVI,
— „Jego Świątobliwość oświadczył, że czuje się niezdolny do sprawowania pontyfikatu. – „”Ja bym zrobił to samo.”
— „Jego Świątobliwość oświadczył, że czuje się niezdolny do sprawowania pontyfikatu. – „”Ja bym zrobił to samo.”
W pierwszą rocznicę rezygnacji Benedykta, prosiłeś wiernych:
— „Dołączcie do mnie w modlitwie za Jego Świątobliwości Benedykta XVI, — człowieka wielkiej odwagi i pokory.”
Z niemałą obawą, w Obliczu Tego, Który będzie nas sądził w Dniu Ostatecznym, — z należnym szacunkiem my, Twoi poddani — kierujemy tę petycję do Waszej Świątobliwości, z prośbą — abyś zmienił kurs swojego pontyfikatu dla dobra Kościoła i dobra dusz.
Jeżeli to jest niemożliwe, — czyż nie byłoby lepsze dla Waszej Świątobliwości, abyś zrzekł się urzędu Piotrowej posługi — aniżeli dalej przewodził — i poprzez katastrofalne kompromisy zagrażał integralności Kościoła katolickiego?
W związku z tym naszymi własnymi czynimy słowa św. Katarzyny ze Sieny, Doktora Kościoła, — która w jej słynnym liście do papieża Grzegorza XI, — błagała zachęcając go, aby uwolnił Kościół od jednego z największych jego kryzysów:
„Ponieważ On dał Wam władzę i przyjęliście ją, — należy używać mocy i cnoty, — a jeśli nie jesteście chętni do korzystania z nich, i wolisz więcej nad Boga odbierać honory, — byłoby lepiej, abyś zrezygnował, i ocalił zbawienie swojej duszy … „
Maryjo! Wspomożycielko Wiernych, módl się za nami!
Twoi oddani w Chrystusie
Christopher A. Ferrara
Michael J. Matt
Dr. John Rao
Professor Brian McCall
Elizabeth Yore
Timothy J. Cullen
Judge Andrew P. Napolitano
Chris Jackson
Eric Frankovitch
Michael Lofton
Father Celatus
Connie Bagnoli
Susan Claire Potts
Robert Siscoe
John Salza, Esq.
James Cunningham
Vincent Chiarello
John Vennari
Libellus
Wasz Poprzednik, Benedykt XVI, zasiadając po raz pierwszy na Stolicy Piotrowej, przypomniał wiernym katolikom, że „Papież nie jest monarchą absolutnym, którego myśli i pragnienia stanowią prawo”, lecz „urząd papieski jest gwarancją posłuszeństwa Chrystusowi i Jego Słowu”. W związku z tym, jak stwierdził Benedykt, Papież „nie może głosić własnych idei, lecz musi nieustannie wiązać siebie i Kościół z posłuszeństwem Słowu Bożemu, w obliczu każdej próby przystosowania go lub rozwodnienia, oraz każdej formy oportunizmu”.
Dotychczasowy przebieg Waszego pontyfikatu zmusił nas do publicznego oświadczenia, że nie uszanowaliście natury urzędu piotrowego, nadużywając go w sposób, jakiego Kościół nigdy dotąd nie widział. Niniejszym przedstawiamy Waszej Świątobliwości główne troski, które wzbudziły niepokój we wszystkich stanach Kościoła i skłoniły nas do wystosowania tej petycji.
Po pierwsze, zamiast nieustannego nauczania Kościoła dotyczącego Słowa Bożego, konsekwentnie głosicie własne idee w homiliach, na konferencjach prasowych, w improwizowanych wypowiedziach, wywiadach z dziennikarzami, różnego rodzaju przemówieniach oraz w idiosynkratycznych odczytaniach Pisma Świętego. Idee te, od niepokojących po jawnie heterodoksyjne, są dobrze reprezentowane w Waszym osobistym manifeście Evangelii Gaudium. Dokument ten zawiera szereg zdumiewających deklaracji, których nie odważył się wypowiedzieć żaden Biskup Rzymski. Wśród nich znajduje się Wasze „marzenie… o przemianie wszystkiego, aby zwyczaje, sposoby postępowania, harmonogramy, język i struktury Kościoła mogły być odpowiednio ukierunkowane na ewangelizację dzisiejszego świata, a nie na jego zachowanie dla niego samego”. To niewiarygodne, aby Biskup Rzymski stawiał nieistniejącą opozycję między zachowaniem Świętego Kościoła Katolickiego a jego misją w świecie.
Po drugie, zamiast wiązać siebie i Kościół z posłuszeństwem Słowu Bożemu, wielokrotnie deprecjonowaliście tradycje apostolskie i kościelne, wraz z wiernymi, którzy ich bronią. Również tutaj Evangelii Gaudium podsumowuje Wasz tok myślenia: „Bardziej niż lęk przed pobłądzeniem, mam nadzieję, że poruszy nas lęk przed zamknięciem się w strukturach, które dają nam fałszywe poczucie bezpieczeństwa, w zasadach, które czynią nas surowymi sędziami, w przyzwyczajeniach, dzięki którym czujemy się spokojni, podczas gdy u naszych drzwi ludzie głodują, a Jezus nie męczy się, mówiąc nam: 'Dajcie im jeść' (Mk 6,37)”.
Umysł katolicki wzdryga się na widok Biskupa Rzymskiego, który deprecjonuje konstytucję, doktryny i zwyczaje Kościoła jako zwykłe „struktury”, „zasady” i „przyzwyczajenia”, które odzierają ludzi z duchowego pożywienia, pozostawiając ich głodujących u drzwi Kościoła. Odważacie się mówić to w odniesieniu do tego samego Kościoła, który zbudował i przekształcił całe cywilizacje, wychowując niezliczone rzesze świętych, zakonów, powołań kapłańskich i zakonnych oraz instytutów charytatywnych dla zbawienia dusz i niezrównanych dzieł miłosierdzia cielesnego.
Jednocześnie tak często szydziliście z wiernych broniących tradycji Kościoła, że pewien obserwator sporządził „Małą książeczkę obelg”, odnotowującą wiele przykładów tego bezprecedensowego werbalnego ataku Papieża na własnych poddanych. Wśród epitetów, którymi z lekkomyślną swobodą rzucaliście w stronę gorliwych katolików, znajdują się: „fundamentaliści”, „faryzeusze”, „pelagianie”, „triumfaliści”, „gnostycy”, „nostalgicy”, „powierzchowni chrześcijanie”, „banda wybranych”, „pawie”, „moralistyczni czepialscy”, „uniformiści”, „dumni, samowystarczalni”, „intelektualni arystokraci”, „chrześcijańskie nietoperze, które wolą cienie od światła obecności Pana” itd.
A jednak nie wypowiedzieliście ani jednego ostrego słowa pod adresem jawnych wrogów doktryny Wiary czy dewiantów seksualnych, którzy zainfekowali katolicką hierarchię. Przeciwnie, oświadczyliście: „Kimże ja jestem, by oceniać?”, odnosząc się do „osób homoseksualnych” wśród duchowieństwa, a w szczególności do owianego złą sławą kleryka-homoseksualisty, którego uczyniliście głową własnego domu i który okazuje Wam odrażającą zażyłość. Udzieliliście szeroko nagłośnionych audiencji dewiantom seksualnym, w tym transseksualistom i homoseksualistom, aranżując te spotkania osobiście przez telefon. Zrehabilitowaliście, a nawet nagrodziliście prestiżowymi nominacjami teologów wyzwolenia uciszonych i zawieszonych przez Waszych dwóch bezpośrednich poprzedników, promotorów homoseksualizmu oraz prałatów, którzy tuszowali zbrodnie seksualne księży-homoseksualistów.
Evangelii Gaudium trafnie podsumowuje otwartą pogardę – bezprecedensową w annałach papiestwa – z jaką odnoście się do obrońców prawości doktrynalnej i liturgicznej. Wyśmiewacie „ostentacyjną troskę o liturgię, doktrynę i prestiż Kościoła” i pochopnie oskarżacie katolików przywiązanych do Tradycji o to, że są „pozbawieni troski o to, by Ewangelia miała realny wpływ na wierny lud Boży i konkretne potrzeby obecnych czasów”, okrutnie i niesprawiedliwie karykaturując ich jako ludzi, którzy chcieliby sprowadzić Kościół do roli „eksponatu muzealnego lub czegoś, co jest własnością nielicznych”.
Momentem głęboko ujawniającym Waszą pogardliwą mentalność w tym względzie było upokorzenie przez Was ministranta, transmitowane na cały świat i uwiecznione w Internecie. Gdy stał w postawie modlitewnej, ze złożonymi rękami, przy wejściu do Grot Watykańskich, które wizytowaliście, rozdzieliliście jego dłonie, szydząc z niego słowami: „Czy twoje ręce są związane? Ach, wydaje się, że są przyklejone!”. Trzeba oddać chłopcu sprawiedliwość, że natychmiast ponownie złożył ręce, powracając do postawy odpowiedniej dla powagi chwili i zgodnej z solidną formacją duchową. Można jednak zastanawiać się, jaki wpływ to publiczne upokorzenie, teraz trwale dostępne dla całego świata, będzie miało na życie duchowe podatnego na wpływy młodego człowieka.
Być może w najbardziej krzywdzącej z Waszych obelg pod adresem wiernych, Evangelii Gaudium potępia tradycyjnych katolików za to, co uważacie za „samozadowolony prometejski neopelagianizm”. Zakładając ich wewnętrzne usposobienie, deklarujecie, że ci katolicy „czują się lepsi od innych, ponieważ przestrzegają pewnych reguł lub pozostają nieugięcie wierni pewnemu stylowi katolickiemu z przeszłości” – tak jakby nasza święta religia obejmowała „style”, które stają się przestarzałe jak moda na ubrania. Posuwacie się nawet do wyśmiewania „rzekomej solidności doktryny lub dyscypliny” jako „narcystycznego i autorytarnego elitaryzmu, gdzie zamiast ewangelizować, analizuje się i klasyfikuje innych…”.
W imię prawdy i sprawiedliwości, Ojcze Święty, musimy powiedzieć, że wydaje się, iż Wy sami poświęciliście mnóstwo czasu na analizowanie, klasyfikowanie, a wręcz osądzanie innych – ku rosnącemu przerażeniu i zażenowaniu Waszych poddanych, którzy nigdy nie widzieli takiego zachowania u Biskupa Rzymskiego. A to zachowanie nie wykazuje oznak wygasania. Niedawno, na konferencji poświęconej formacji kapłańskiej, zauważyliście – przy śmiechu słuchaczy – że „boicie się sztywnych księży… Trzymam się od nich z daleka. Oni gryzą!”. Jakiż cel ma taka drwiąca retoryka, jeśli nie poniżenie i marginalizacja tych księży, którzy wciąż mają odwagę bronić niepopularnego nauczania Kościoła bez kompromisów w świecie będącym w stanie wojny z Bogiem i Jego prawem? Nic dziwnego, że środki masowego przekazu wychwalają Wasz pontyfikat!
Ale, Ojcze Święty, poza słowami, zarządziliście otwarte prześladowanie zakonów dążących do przywrócenia ortodoksji, trzeźwej pobożności, życia wewnętrznego i tradycji liturgicznej w samym środku tego, co Wasz własny poprzednik opisał jako „nieszczęścia” i „cierpienia”, które Kościół znosił w imię Soboru Watykańskiego II, w tym „zamknięte seminaria, zamknięte klasztory, zbanalizowana liturgia…”. Na Wasze bezpośrednie polecenie, rozkwitające zgromadzenie Franciszkanów Niepokalanej zostało zniszczone z powodu tego, co Wasz komisarz apostolski (który później zmarł na udar) nazwał „zdecydowanie tradycjonalistycznym dryfem”. Stowarzyszone Siostry Niepokalanej zostały również oddane pod zarząd komisarza apostolskiego z powodu „odchyleń” polegających na rzekomej formacji „przedsoborowej” – co oznacza tradycyjną liturgię i tradycyjne życie klasztorne, tak jakby te święte rzeczy były zarazą, którą należy usunąć z Kościoła niczym jakąś chorobę. To działania dyktatora kierowanego ideologią, a nie ojcowskiego opiekuna świętego dziedzictwa Kościoła.
Tymczasem, po trwającym lata dochodzeniu i procesie dyscyplinarnym wszczętym przez papieża Benedykta, pod Waszym nadzorem Leadership Conference of Women Religious (Konferencja Przełożonych Zakonnych Kobiet) została oczyszczona i oszczędzona od jakiejkolwiek dyscypliny, pomimo poparcia dla aborcji, eutanazji i „małżeństw jednopłciowych” oraz jej notorycznego promowania tego, co kardynał Müller, Prefekt Kongregacji Nauki Wiary, opisał jako „fundamentalne błędy dotyczące wszechmocy Boga, Wcielenia Chrystusa, rzeczywistości Grzechu Pierworodnego, konieczności zbawienia i definitywnej natury zbawczego działania Chrystusa w Misterium Paschalnym”.
Po trzecie, zgodnie z Waszym programowym lekceważeniem tradycyjnej doktryny i dyscypliny Kościoła oraz tych, którzy ich bronią, przewodniczyliście i kontrolowaliście „Synod o Rodzinie”, który był próbą rozwodnienia lub przystosowania nieomylnego nauczania Kościoła o małżeństwie, prokreacji i seksualności, aby zadowolić buntowniczego ducha epoki i niemoralność, którą zaszczepił on w całej naszej postchrześcijańskiej cywilizacji.
W imię „miłosierdzia”, postępowi prałaci, którzy dominują w Waszym kręgu doradców, w tym niesławny kardynał Kasper – którego poglądy promujcie od początku Waszego pontyfikatu – głoszą teraz fałszywą rozbieżność między doktryną a jej nierozerwalnie związaną praktyką duszpasterską, tak jakby Kościół mógł w zasadzie zakazywać niemoralnego zachowania, jednocześnie akceptując je w praktyce. Jak ujął to jeden z prominentnych kardynałów, jest to „forma herezji, niebezpieczna schizofreniczna patologia”. Stało się to jednak tematem Waszego pontyfikatu, gdy nieustannie przywołujecie „miłosierdzie” przeciwko prawom moralnym Kościoła, które deprecjonujecie jako „małostkowe zasady”, „przeszkody”, „zamknięte drzwi” i „kazuistykę”.
Postępowcy, których osobiście mianowaliście do sekretariatu synodu i komisji redakcyjnej, oraz 45 dodatkowych postępowców, których dodaliście do grona głosujących, w tym kardynał Kasper, połączyli siły, by zaatakować nierozerwalność małżeństwa, opowiadając się za „indywidualnym” (case by case) dopuszczaniem rozwiedzionych i „żyjących w nowych związkach” do Komunii Świętej. Oznaczałoby to obalenie dwutysiącletniej dyscypliny sakramentalnej Kościoła, zakorzenionej w słowach samego naszego Pana: „Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo… (Łk 16,18)”. Dyscyplina ta została potwierdzona przez Benedykta XVI i Jana Pawła II w obliczu wyzwań ze strony dysydentów od nauczania katolickiego – z kardynałem Kasperem na czele. Jest oczywiste, że chcecie porzucić tę dyscyplinę, tak jak zrobiliście to, gdy byliście Arcybiskupem Buenos Aires i gdy, nawet jako Papież, osobiście zadzwoniliście do kobiety w Argentynie, cywilnie zamężnej z rozwiedzionym mężczyzną, by powiedzieć jej, że może przyjąć Komunię Świętą, pomimo tego, co jej „sztywny” proboszcz powiedział w tej kwestii.
Podczas pierwszej sesji synodu w 2014 roku, osobiście zatwierdziliście i nakazaliście opublikowanie dla całego świata, zanim Ojcowie Synodalni w ogóle go zobaczyli, synodalny „raport śródokresowy”, który nigdy nie został przez nich zatwierdzony i w rzeczywistości był fabrykacją, najwyraźniej napisaną z wyprzedzeniem, która nawet w przybliżeniu nie reprezentowała ich faktycznego konsensusu. Ten haniebny dokument wzywał do „indywidualnego” porzucenia dyscypliny Kościoła w odniesieniu do rozwiedzionych i „żyjących w nowych związkach” oraz do „docenienia” homoseksualnej „orientacji”. Jeden z odważnych prałatów nazwał to „czarną plamą, która splamiła honor Stolicy Apostolskiej”. A jednak, po tym jak większość synodalna słusznie go odrzuciła, potępiliście „tak zwanych… tradycjonalistów” za „chęć zamknięcia [się] w słowie pisanym… i niepozwolenie sobie na zaskoczenie przez Boga, przez Boga niespodzianek…”. A następnie nakazaliście, aby ten sam dokument został rozesłany do biskupów na całym świecie, wraz z trzema akapitami w raporcie końcowym, które nie uzyskały wymaganej większości, ale które nakazaliście mimo wszystko włączyć, „rozrywając księgę zasad” synodu, który został „ustawiony”, by osiągnąć z góry założony wynik, ale dzięki łasce Bożej tego nie zrobił.
Podczas drugiej sesji synodu w 2015 roku zażądaliście, aby wszystkie obrady opierały się na Instrumentum Laboris tak heterodoksyjnym, że międzynarodowa koalicja duchownych i świeckich ostrzegła, iż „zagraża ono całej strukturze nauczania katolickiego o małżeństwie, rodzinie i ludzkiej seksualności…”. Kiedy dokument ten został również odrzucony przez większość synodalną i zastąpiony w ostatniej chwili dokumentem kompromisowym – który niemniej jednak tworzy wyłomy dla obalenia sakramentalnej dyscypliny Kościoła – potępiliście „zamknięte serca, które często ukrywają się nawet za nauczaniem Kościoła lub dobrymi intencjami, aby zasiąść na katedrze Mojżesza i osądzać… trudne przypadki”. To znaczy, potępiliście Ojców Synodalnych, którzy bronili stałej dyscypliny sakramentalnej Kościoła.
W Waszej oczywistej determinacji, by pójść na rękę rozwiedzionym i cywilnie „żyjącym w nowych związkach”, których niewytłumaczalnie określacie mianem „ubogich”, tuż przed Synodem 2015 opracowaliście w tajemnicy, bez konsultacji z jakimkolwiek kompetentnym dykasterium watykańskim, nagłe i drastyczne „usprawnienie” procesu stwierdzenia nieważności małżeństwa. Znany na całym świecie kanonista, odzwierciedlając powszechny niepokój z powodu tej nierozważnej „reformy”, opisał ją jako „zapewnienie ścieżki, która wygląda jak katolicka wersja rozwodu bez orzekania o winie”. Wy sami otwarcie przyznaliście, że „nie uszło mojej uwadze, jak skrócony wyrok może narazić na szwank zasadę nierozerwalności małżeństwa…”.
Po czwarte, zgodnie z Waszą zdumiewającą sugestią – natychmiast wychwaloną przez środki masowego przekazu – że Kościół ma „obsesję” na punkcie „aborcji, małżeństw homoseksualnych i stosowania metod antykoncepcyjnych”, zgodnie z Waszym własnym przyznaniem „nie mówiliście wiele o tych rzeczach i zostałem za to zrugany”. A jednak te poważne zła zagrażają samemu przetrwaniu naszej cywilizacji w środku tego, co Jan Paweł II nazwał „kulturą śmierci” i „milczącą apostazją”. Choć bardzo głośni w kwestii wielu spraw politycznych, byliście całkowicie milczący, kiedy katolicka niegdyś Irlandia zalegalizowała „małżeństwa homoseksualne” w powszechnym referendum, a Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych narzucił tę obrzydliwość wszystkim pięćdziesięciu stanom.
Z drugiej strony, podczas gdy świat zachodni pogrąża się w otchłani zepsucia, a muzułmańscy fanatycy dokonują masakr chrześcijan na całym Bliskim Wschodzie, w Afryce i w samym sercu Europy, Wy jesteście pochłonięci „zmianami klimatycznymi”. Wasza encyklika o długości książki, Laudato si’, jedyna encyklika, którą wydaliście, zakłada istnienie „kryzysu ekologicznego” i bezkrytycznie przyjmuje ideologicznie motywowane, silnie kontestowane twierdzenia „nauki o zmianach klimatu”, których papież absolutnie nie ma kompetencji oceniać, a tym bardziej przedstawiać wiernym jako bezdyskusyjnych faktów.
Ta sama encyklika lamentuje nad „globalnym ociepleniem”, nadmiernym używaniem klimatyzacji, utratą namorzynowych bagien, rzekomym zagrożeniem dla planktonu i robaków oraz wyginięciem różnych roślin i zwierząt – potępiając to jako zniewagę wobec Boga – zanim jeszcze wspomni o aborcji (jednocześnie całkowicie pomijając najwyżej antynaturalną praktykę antykoncepcji). Jeśli chodzi o aborcję, encyklika mówi jedynie o niepowodzeniu w „ochronie ludzkiego embrionu”, podczas gdy w rzeczywistości aborcja jest brutalnym masowym morderstwem niewinnych istot ludzkich, rozrywanych kończyna po kończynie w łonie matki lub dźganych na śmierć chirurgicznymi nożyczkami w samym momencie narodzin.
Nic dziwnego, że potęgi tego świata powszechnie uznały Laudato si’ za część „rewolucji Franciszka”, którą media, w tym postępowa prasa „katolicka”, wychwalały przez cały Wasz pontyfikat.
Po piąte, konsekwentnie odrzucaliście wszelkie różnice doktrynalne z protestantami jako nieistotne i wielokrotnie deklarowaliście, zupełnie fałszywie, że „wszyscy ochrzczeni są członkami tego samego Ciała Chrystusa, Jego Kościoła”. Również tutaj ignorujecie nauczanie Jana Pawła II, Benedykta XVI i każdego papieża przed nimi, w tym Piusa XI, który nauczał zupełnie przeciwnie w odniesieniu do kondycji protestantów: „Ponieważ zaś ciało mistyczne Chrystusa, podobnie jak Jego ciało fizyczne, jest jedno, złączone i odpowiednio zespolone, byłoby głupstwem i nie na miejscu mówić, że ciało mistyczne składa się z członków, którzy są rozdzieleni i rozproszeni: ktokolwiek więc nie jest zjednoczony z ciałem, nie jest jego członkiem, ani nie jest w komunii z Chrystusem, jego głową”.
W tym względzie wydajecie się niewrażliwi na coraz gorszą niemoralność i herezję tych samych sekt protestanckich, które angażują się w niekończący się, bezsensowny „dialog ekumeniczny” z Watykanem. Po pięćdziesięciu latach „dialogu” sekty te aprobują rozwód, antykoncepcję, aborcję, homoseksualizm i „małżeństwa homoseksualne”, rzekomo święcą kobiety i praktykujących homoseksualistów na „księży” i „biskupów” oraz nadal stanowczo odrzucają fundamentalne dogmaty jednej prawdziwej religii objawionej przez Chrystusa dla zbawienia świata.
A co z prawdą, która nas wyzwala? (J 8,32). A co ze świadectwem niezliczonych świętych i męczenników, którzy wydali swoje życie i złożyli je w ofierze, by bronić i przekazywać Wiarę katolicką w opozycji do wielorakich błędów i społecznego zniszczenia zrodzonego przez bunt protestancki, którego ostateczne konsekwencje rozgrywają się na Waszych oczach?
Po szóste, w ostatnich dniach Wasze publiczne wypowiedzi wydają się stawać coraz bardziej nieostrożne i nieuporządkowane, wywołując jeszcze większy skandal i obawy wśród wiernych:
15 listopada, podczas Waszego niedzielnego uczestnictwa w nabożeństwie luterańskim, powiedzieliście, że nauczanie katolickie i luterańskie dotyczące Chrystusa jest „takie samo”, będąc jedynie kwestią „języka katolickiego” kontra „język luterański”. Określiliście zdefiniowany dogmat i ontologiczną rzeczywistość przeistoczenia jako zwykłe „wyjaśnienia i interpretacje”, deklarując, że „życie jest większe niż wyjaśnienia i interpretacje” – tak jakby „życie” było „większe” niż Rzeczywista Obecność Boga Wcielonego w Najświętszej Eucharystii, której protestanci przeczą.
Przy tej samej okazji zasugerowaliście, że kwestia tego, czy protestanci mogą przyjmować Komunię Świętą, należy do teologów, podczas gdy Kościół już nieomylnie określił, że jest to niemożliwe bez nawrócenia i wyznania tej samej wiary co katolicy. Stwierdzając, że sprawa ta wykracza poza Wasze „kompetencje” – a przecież właśnie kompetencją Papieża jest podtrzymywanie nauczania Kościoła w tym względzie – zasugerowaliście, że luteranin żonaty z katoliczką może przyjąć Komunię Świętą po „rozmowie z Panem”, ale że Wy „nie odważycie się powiedzieć więcej”. Ale powiedzieliście już o wiele za wiele, publicznie odsyłając kwestię o ogromnym znaczeniu dla zbawienia do podatnego na błędy prywatnego sumienia jednostki: „kto spożywa i pije niegodnie, spożywa i pije wyrok na siebie, nie rozpoznając ciała Pańskiego (1 Kor 11,29)”.
21 listopada oświadczyliście na światowej konferencji katolickich edukatorów: „Nigdy nie uprawiajcie prozelityzmu w szkołach. Edukacja chrześcijańska polega na wychowaniu młodych w pełnej rzeczywistości z wartościami ludzkimi, a jedną z nich jest transcendencja”. Przeciwnie, edukacja katolicka jest przede wszystkim wpajaniem wartości boskich: Ewangelii i tego, czego wymaga ona od katolików, a właściwie od całego świata, nie tylko wartości ludzkich czy niejasnej „transcendencji” pozbawionej swojego właściwego przedmiotu, którym jest Bóg, który objawił się w osobie Jezusa Chrystusa, Słowa Wcielonego.
Podczas Waszej podróży do Afryki, w dniach 25-30 listopada, wyraziliście opinię, że świat jest „u granic samobójstwa” z powodu „zmian klimatycznych”. Jak przez cały pontyfikat, nie odnieśliście się do prawdziwego zagrożenia samobójstwem cywilizacyjnym w naszych czasach, o którym wspomniał Wasz wielki poprzednik, Czcigodny Papież Pius XII: że „prawie cały rodzaj ludzki pozwala się dziś prowadzić do dwóch przeciwstawnych obozów, za Chrystusem lub przeciw Chrystusowi. Rodzaj ludzki jest dziś zaangażowany w najwyższy kryzys, który zakończy się jego zbawieniem przez Chrystusa lub strasznym zniszczeniem”. Kierując nieustannie uwagę całego Kościoła na światowy „kryzys ekologiczny”, powodujecie, że wierni tracą z oczu kryzys chrystologiczny, który zagraża wiecznemu dobru niezliczonych dusz w naszych czasach.
Podczas konferencji prasowej w samolocie w drodze powrotnej do Rzymu z Afryki, po raz kolejny potępiliście „fundamentalistycznych” katolików, szydząc z absolutnych przekonań religijnych ortodoksyjnych członków Waszej owczarni, opartych na objawionym słowie Bożym i nieomylnym nauczaniu Magisterium w sprawach wiary i moralności:
„Fundamentalizm to choroba, która jest we wszystkich religiach…. My katolicy mamy niektórych – a nie niektórych, wielu, eh? – którzy wierzą, że posiadają absolutną prawdę (che si credono con la verità assoluta) i idą naprzód, brudząc innych oszczerstwami, dezinformacją, i czynią zło…. Fundamentalizm religijny nie jest religijny, ponieważ brakuje mu Boga i jest bałwochwalczy, jak bałwochwalstwo pieniądza”.
Potępiwszy „wielu” członków własnej owczarni jako bezbożnych bałwochwalców, zasugerowaliście później moralną równoważność między chrześcijanami a muzułmańskimi fanatykami, którzy mordują, torturują, gwałcą, zniewalają i wygnają chrześcijan na całym świecie: „Nie można wymazać religii tylko dlatego, że istnieją niektórzy lub pewna liczba grup fundamentalistów w pewnym momencie historii…. Pomyślcie o wszystkich wojnach, które prowadziliśmy jako chrześcijanie. To nie muzułmanie byli odpowiedzialni za splądrowanie Rzymu”.
Po raz kolejny zawstydzacie Kościół – i siebie – nieprzemyślaną uwagą zupełnie niegodną Biskupa Rzymskiego. Zapis historyczny wymaga sprostowania Waszego błędu:
Po pierwsze, muzułmanie splądrowali Rzym w 846 roku, łupiąc stary Kościół św. Piotra i skłaniając papieża Leona IV do zbudowania „murów leonińskich”, „aby bronić stolicy Piotrowej przed islamskim dżihadem”.
Po drugie, jeśli odwoływaliście się do splądrowania Rzymu w 1527 roku przez armię cesarza Karola V, to nie miało to nic wspólnego z religijnym „fundamentalizmem”, lecz raczej dotyczyło czysto politycznego odwetu na Klemensie VII, słabym i chwiejnym papieżu, który nierozważnie zawarł sojusz z królem Francji (Franciszkiem I), z którym Karol był w stanie wojny. W rzeczywistości armia cesarza obejmowała niemieckich najemników, z których większość była luteranami, i to oni byli głównie odpowiedzialni za spustoszenie Świętego Miasta i przemoc wobec jego katolickich mieszkańców.
Po trzecie, w tej samej epoce, oczywiście, muzułmańscy marauderzy – którzy byli rzeczywiście brutalnymi „fundamentalistami” – rozszerzali Imperium Osmańskie poprzez podbój ziem chrześcijańskich, aż do pamiętnej i cudownej klęski muzułmańskiej floty w bitwie pod Lepanto w 1571 roku, co zapobiegło muzułmańskiemu podbojowi całej Europy i prawdopodobnie kolejnemu muzułmańskiemu splądrowaniu Rzymu.
Wywołując jeszcze większy skandal, w odpowiedzi na pytanie dotyczące tego, czy Kościół powinien „zmienić swoje stanowisko” w sprawie niemoralności antykoncepcji, aby dopuścić stosowanie prezerwatyw jako metody ograniczania nowych infekcji HIV, odnieśliście się do tej złej praktyki jako „jednej z metod”, pozornie ją legitymizując, jednocześnie sugerując, że stanowi ona dylemat moralny dla Kościoła, porównując ją nawet do uzdrawiania przez naszego Pana w szabat:
„Pytanie wydaje mi się zbyt małe, wydaje mi się też pytaniem cząstkowym. Tak, to jedna z metod. A moralność Kościoła znajduje się, myślę, w tym punkcie przed zakłopotaniem. Więc Piąte czy Szóste Przykazanie? Bronić życia [prezerwatywami!], czy żeby stosunki seksualne były otwarte na życie? Ale to nie jest problem. Problem jest większy.
To pytanie przypomina mi jedno, które kiedyś zadano Jezusowi: »Powiedz mi, nauczycielu, czy wolno uzdrawiać w szabat?«. Obowiązkiem jest uzdrawiać…. [A]le niedożywienie, rozwój osoby, praca niewolnicza, brak zdatnej do picia wody, to są problemy. Nie rozmawiajmy o tym, czy można użyć tego typu plastra [cerotto] czy innego na małą ranę, wielką raną jest niesprawiedliwość społeczna, niesprawiedliwość środowiskowa…”.
Zatem, wydaliście się zgadzać, że istnieje przestrzeń dla rozważenia tej „metody”, chociaż postrzegacie ją jako dość błahą sprawę (plaster), mimo że ułatwia ona rozpustę i kulturę całkowitej deprawacji seksualnej. Następnie podporządkowaliście prawo moralne trosce o sprawiedliwość społeczną i środowiskową! I tak, po raz kolejny, Kościół jest zraniony skandalem i zamieszaniem z powodu Waszego nawyku nieostrożnych, improwizowanych uwag prasowych na temat ważnych kwestii moralnych i teologicznych, co do których papież powinien wypowiadać się lub pisać z najwyższą roztropnością i namysłem, wzywając pomocy bożej.
Wreszcie, właśnie ukazał się na stronie internetowej Watykanu wywiad Waszej Świątobliwości dla tygodnika Credere, w którym odnosicie się przychylnie (po raz kolejny) do fałszywego pojęcia „miłosierdzia” kardynała Kaspera i ujawniacie, że zamierzacie przeprowadzić „rewolucję czułości” – co jest aluzją do tytułu książki kardynała Kaspera chwalącej Was: Rewolucja czułości i miłości papieża Franciszka. Deklarujecie, że ta „rewolucja czułości” odbędzie się podczas Waszego Jubileuszu Miłosierdzia, który będzie obejmował „tak wiele gestów”, w tym „inny gest” w „piątek każdego miesiąca”.
Waszym deklarowanym motywem „rewolucji czułości” jest to, że według Was „sam Kościół czasami stosuje twardą linię, wpada w pokusę stosowania twardej linii, w pokusę podkreślania tylko zasad moralnych, wielu ludzi jest wykluczonych”. Potwierdzając sugestię Waszego rozmówcy, że Kościół musi „odkryć” „Boga, który jest poruszony i ma współczucie dla człowieka”, odpowiadacie: „Odkrycie tego doprowadzi nas do przyjęcia bardziej tolerancyjnej, bardziej cierpliwej, bardziej czułej postawy” – tak jakby Kościołowi brakowało cierpliwości i współczucia dla grzeszników przed Waszym wyborem.
Czymże są te zdumiewające twierdzenia, jeśli nie absolutnie bezprecedensową groźbą ze strony Biskupa Rzymskiego, by zignorować „zasady moralne” – czyli stałe nauczanie nieomylnego Magisterium – w imię fałszywego miłosierdzia, najwyraźniej w odniesieniu do rozwiedzionych i „żyjących w nowych związkach” oraz innych, których uważacie za „wykluczonych” w jakiś sposób? Co mamy myśleć o papieżu, który twierdzi, że Kościół, który Chrystus założył, by nieomylnie nauczał o wierze i moralności, „wpadł” w pokusę przyjęcia „twardej linii” w kwestii moralności? Co poza grozą powinni odczuwać wierni, gdy papież mówi takie rzeczy, których nigdy nie słyszano ze Stolicy Piotrowej przez 2000 lat?
Katolicy wiedzą, że prawdziwa rewolucja czułości ma miejsce w każdej duszy, która przechodzi Chrzest lub, odpowiadając na łaskę skruchy, wchodzi do konfesjonału ze stanowczym postanowieniem poprawy i skruszonym sercem, zrzuca ciężar grzechu, otrzymuje rozgrzeszenie od kapłana działającego in persona Christi i wychodzi „bielsza niż śnieg”, by zacytować Waszego własnego poprzednika, mówiącego o Sakramencie Pokuty. Kościół katolicki zawsze był niewyczerpanym źródłem Bożego miłosierdzia poprzez swoje Sakramenty. Co może dodać Wasza proponowana „rewolucja” do tego, co Chrystus już zapewnił w swoim Kościele? Czy możecie ogłosić amnestię na grzech śmiertelny? Czy możecie wybaczyć to, co nie jest wybaczalne bez pokuty i skruchy? Czy możecie przewyższyć miłosierdzie samego Boga?
Codziennie rośnie przekonanie, że chociaż jesteście Wikariuszem Chrystusa, po prostu nie macie żadnego interesu w obronie wiary i moralności, które są atakowane jak nigdy dotąd, ani żadnego zamiaru wezwania błądzących owiec do owczarni, którą nasz Pan ustanowił dla ich zbawienia. Przeciwnie, wydaje się, że poświęciliście swój pontyfikat prawdziwemu programowi doktrynalnego i dyscyplinarnego rozluźnienia, którego tematem jest regularne potępianie ortodoksyjnych katolików w połączeniu z oskarżeniami, że Kościołowi brakuje miłosierdzia. Jednocześnie zajmujecie się sprawami społecznymi i politycznymi, w których papież nie ma kompetencji ani autorytetu, takimi jak „zmiany klimatyczne”, ekologizm i przywracanie stosunków dyplomatycznych między Kubą a Stanami Zjednoczonymi.
Po byciu targanymi jedną burzą kontrowersji po drugiej, wywołaną przez Wasze bezprecedensowe słowa i czyny, wierni czują się coraz bardziej tak, jakby „łódź Kościoła straciła kompas”.
§
Podsumowując, Ojcze Święty, przez ostatnie dwa i pół roku zdobyliście jednogłośną pochwałę świata, jednocześnie wprawiając wspólnotę kościelną w stan zamieszania i podziału. Wyśmiewaliście, strofowaliście i potępialiście ortodoksyjnych, okazywaliście nieograniczoną tolerancję dla heterodoksyjnych i dewiantów seksualnych oraz próbowaliście podważyć dyscyplinę sakramentalną bronioną przez tego samego Papieża, którego ogłosiliście świętym. Towarzyszeni wszędzie przez uwielbienie mediów i ryk tłumów, wydajecie się niewrażliwi na napomnienie naszego Pana: „Biada wam, gdy ludzie was błogosławią, bo tak samo czynili ich ojcowie fałszywym prorokom”.
Sytuacja osiągnęła punkt, w którym wysoki rangą urzędnik watykański, odzwierciedlając obawy katolików wszystkich stanów, czuł się zmuszony ostrzec światowej sławy katolickiego dziennikarza, że „Ten pontyfikat stwarza poważne ryzyko dla integralności nauczania katolickiego w kwestii wiary i moralności”.
W zgodzie z tym prałatem, jesteśmy zmuszeni przed Bogiem publicznie oświadczyć w sumieniu, że Wasz pontyfikat można postrzegać jedynie jako jasne i bezpośrednie zagrożenie dla Kościoła, zagrożenie, które wydaje się rosnąć z każdym mijającym dniem. Rzeczywiście, niszczycielskie skutki Waszego pontyfikatu są wszędzie widoczne, a katolicy na całym świecie traktują coraz bardziej lekceważąco nauczanie Kościoła o wierze i moralności, przyjmując jako punkt odniesienia Wasze własne słowa i czyny – radośnie trąbione światu przez media – zamiast nieomylnego nauczania Magisterium o wierze i moralności przez ostatnie 2000 lat.
Teraz, gdy potępiacie „twardą linię” Kościoła w kwestii „zasad moralnych” i głosicie „rewolucję czułości”, stoimy w obliczu bezpośredniego zagrożenia niesłychanymi „gestami” „miłosierdzia”, które podważyłyby moralny gmach Kościoła ku wielkiej szkodzie dusz, których zbawienie jest zagrożone. Wśród tych gestów wydaje się być posynodalna adhortacja apostolska zezwalająca na dopuszczenie publicznych cudzołożników do Komunii Świętej zgodnie z osądem poszczególnych biskupów lub konferencji episkopatu. Oznaczałoby to nic innego jak masowe świętokradztwo, praktyczne zniszczenie jedności Kościoła, de facto zniesienie doktryny o grzechu śmiertelnym i wymogu stanu łaski dla życia sakramentalnego, załamanie nauczania moralnego Kościoła, a ostatecznie poddanie samego jej roszczenia do nieomylnego Magisterium. Ma się wrażenie niemal apokaliptycznego zwrotu wydarzeń w historii Kościoła.
Nie śmiemy osądzać Waszych subiektywnych motywów ani intencji dotyczących tego, co powiedzieliście i zrobiliście na szkodę Kościoła w trakcie burzliwego pontyfikatu, jakiego Kościół nigdy nie widział. Ale nie możemy pozostać milczący w obliczu obiektywnej szkody, jaką Kościół już poniósł, dla niekończącej się pochwały świata dla „papieża ludowego”, ani dalszej szkody, która teraz wydaje się nieuchronna.
Aby jeszcze raz przypomnieć słowa Waszego poprzednika, papież musi sprawować swoją władzę, by „wiązać siebie i Kościół z posłuszeństwem Słowu Bożemu, w obliczu każdej próby przystosowania go lub rozwodnienia, oraz każdej formy oportunizmu”. Kiedy papież nie jest w stanie lub nie chce dążyć do tego celu, kiedy w rzeczywistości wydaje się zdeterminowany, by działać przeciwko niemu, czyż Kościołowi nie służyłoby lepiej, gdyby zrzekł się on najdostojniejszego urzędu Wikariusza Chrystusa? Lepiej to, niż ryzykować fatalny kompromis doktryny i dyscypliny Kościoła, podważając 2000 lat tradycji apostolskiej i kościelnej i ściągając na siebie, by użyć słynnej formuły papieża świętego Piusa V, „gniew Wszechmogącego Boga oraz błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła”.
8 grudnia 2015 r.
Uroczystość Niepokalanego Poczęcia
___________________
Petycja dostępna jest w kilku językach na stronie































