_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

środa, 27 lipca 2011

Siostry Franciszkanki Niepokalanej



Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Niepokalanej, zatwierdzone przez Jana Pawła II 9 listopada 1998 roku, zostało założone w 1982 roku we Włoszech przez Ojca Stefana Marię Manelli i Ojca Gabriela Marię Pellettieri (w 1970 założyli oni Braci Franciszkanów Niepokalanej).

Charyzmatem specyficznym Zgromadzenia jest nieograniczone oddanie się Niepokalanej, wyrażone przez ślub maryjny, jaki siostry składają w profesji zakonnej, wraz ze ślubem posłuszeństwa, ubóstwa i czystości, według duchowości świętego Maksymiliana, który pragnął zdobyć wszystkie dusze dla Najświętszego Serca Jezusa przez Niepokalaną.

„Niepokalana – oto nasz ideał.”

- Św. Maksymilian M. Kolbe

Dla urzeczywistnieniu tego celu Franciszkanki Niepokalanej wykorzystują przede wszystkim środki duchowe jakimi są modlitwa i pokuta, które jednocześnie stanowią podstawę ich franciszkańskiego życia zakonnego.

W swoim apostolstwie Franciszkanki Niepokalanej starają się wykorzystywać środki masowego przekazu: prasę, radio, telewizję, (według genialnej intuicji Świętego Maksymiliana), ze względu na ich zasięg i skuteczność. Jednocześnie Siostry zachowują pełną dyspozycję na potrzeby miejsc w których pracują, a przede wszystkim na potrzeby biednych i odrzuconych przez społeczeństwo, bez względu na ich pochodzenie.

Na mocy ślubu maryjnego nieograniczonego oddania się Niepokalanej, każda siostra nosi w sobie powołanie misyjne, które z kolei wyraża w gotowości bycia posłaną gdziekolwiek Niepokalana zechce, aby zanieść Tą, która jest Rodzicielką Jezusa w sercu każdego człowieka.

Dlatego też Zgromadzenie ma otwarte swoje placówki na wszystkich kontynentach gdzie oprócz pracy z masowymi środkami przekazu siostry pomagają w parafiach, zajmują się trędowatymi i ich dziećmi (Afryka), dają schronienie i wychowanie dziewczynkom z trudnych rodzin aby uchronić je przed demoralizacją (Brazylia), lub opiekują się domem dla starszych osób (Australia)

W Polsce, Franciszkanki Niepokalanej mają swoją siedzibę w Warszawie przy Franciszkańskim Centrum dla Europy Wschodniej i Azji Północnej, którym się zajmują.






Więcej informacji na oficjalnej polskiej stronie zgromadzenia

poniedziałek, 25 lipca 2011

Zapomniane prawdy c.d.


"Jedyną drogą do realizacji powszechnej wolności, powszechnej równości i powszechnego braterstwa jest ustanowienie powszechnego panowania Chrystusa."

Louis Veuillot, "Liberalna iluzja"

To nie koniec sprawy ks. Piotra Natanka

Spór wokół działalności ks. prof. Piotra Natanka nie jest wcale zakończony. I, wbrew pozorom, nie zakończą go nakładane na kapłana kary. Ale jednocześnie trzeba mieć świadomość, że jeśli ks. Natanek chce pozostać wiernym Kościołowi, to musi podporządkować się decyzji kardynała Stanisława Dziwisza.

Ks. Piotr Natanek to obecnie jeden z ulubionych przedmiotów żartów i drwin. Jego kazania są hitem internetu, młodzież zaśmiewa się przy nich do łez. Inni nie kryją oburzenia, gdy kapłan rzuca przekleństwo na ekipę TVN czy oznajmia, że arcybiskup Józef Życiński „wyje w piekle”. I nawet trudno się im dziwić, bo jakoś trudno pogodzić takie opinie czy działania z tym, kim powinien być kapłan. Jego dłonie nie są wszak do przeklinania, ale do błogosławienia. Ale jednocześnie ks. Natanek przyciąga do prowadzonej przez siebie pustelni setki osób. Bywają tam młodzi kapłani, świeccy, którzy pod wpływem jego kazań i postawy porzucili dotychczasowe zniewolenia i autentycznie się nawrócili, a także ludzie, którzy chcą, by Chrystus rzeczywiście stał się Królem Polski. W pustelni nabierają sił i zmieniają swoje postawy. I tego też nie da się zakwestionować. Trudno też spodziewać się, że suspensa zmieni tę sytuację.


Skąd zatem bierze się taka popularność – na dobre i na złe – księdza prof. Natanka? Odpowiedzi trzeba w brakach współczesnego Kościoła w Polsce. Pierwszym z tych braków, które wykorzystuje suspendowany właśnie duchowny, jest deficyt odwagi. Od jakiegoś czasu można odnieść wrażenie, ze duchowni (nie wszyscy oczywiście, ale wielu) zwyczajnie boją się mówić rzeczy niepolitycznie poprawne, takie, za które można być wyśmianym w mediach. Nie wspominają więc nawet o tym, że pewne typy muzyki nie są obojętne duchowo, że ubranie świadczy o skromności lub jej braku, i że także ma swoje znaczenie religijne i moralne, że pewne lektury są niegodne, czy wreszcie, że w świecie toczy się autentyczna wojna duchowa. Takich obaw nie ma natomiast ks. Natanek. On wyrzuca z siebie wszystko całkowicie otwarcie, nie ma wątpliwości. I choć słuchając go można mieć wrażenie, że niekiedy brak mu roztropności czy nawet wyważenie racji, to nie sposób mu odmówić odwagi, braku lęku.


Kapłani, którzy bez lęku mówili o trudnych sprawach zawsze byli zaś bogactwem polskiego Kościoła. I to już od czasów ks. Piotra Skargi (swoją drogą ciekawe, czy dzisiaj nie zostałby on skrzyczany przez prezydenta i przywołany do porządku przez biskupa), aż do ks. Jerzego Popiełuszki. Brak takich postaci jest więc odczuwany nader silnie, a korzysta z tego choćby właśnie ks. Natanek, który nawiązuje do tamtej tradycji.


Nie mniej istotnym brakiem, znowu jakoś wymuszonym przez strach przed mediami, jest zaprzestanie wielkich religijnych aktów symbolicznych, które zawsze kształtowały nasz naród. Po ślubach jasnogórskich nie pojawiło się nic równie wielkiego, a jak pokazuje popularność ruchu intronizacyjnego (celowo pomijam tu analizę jego teologii) taka potrzeba w narodzie polskim istnieje. Jeśli zatem nie jest ona realizowana przez hierarchię, to zadania tego podejmują się inni, którzy robią to może nienajroztropniej, ale przynajmniej robią.


I wreszcie trzeci deficyt, na którym skutecznie buduje swoją siłę ks. Natanek, to deficyt romantycznego mesjanizmu, który zawsze był istotnym elementem polskiej religijności. Dla nikogo, kto choćby pobieżnie wczytał się w objawienia Rozalii Celakówny czy teksty zwolenników intronizacji nie ulega wątpliwości, że Polska zajmuje w nich miejsce szczególne. Ma do spełnienia misję, także symboliczną. Ten typ myślenia nie jest zresztą właściwy tylko dla zwolenników idei intronizacji, ale związany jest z polską duchowością w ogóle. Błogosławiony Bronisław Markiewicz, św. Maksymilian Maria Kolbe, a także św. Faustyna Kowalska także dostrzegali szczególne zadanie dla Polski i Polaków. Ale próżno szukać wiedzy o tym w głównym nurcie życia kościelnego. Nie słychać też przypomnienia o zadaniach, jakie stawiał przed Polską w Europie Jan Paweł II, a stawia Benedykt XVI. Czasem można wręcz odnieść wrażenie, że samo wejście do struktur europejskich było już celem religijnym, a marzenie o ewangelizacji Europy przez nasz naród, to jakiś wymysł oszołomów, a nie cel, jaki stawiał przed nam papież z Polski. I właśnie na tym braku buduje się siła ks. Natanka i jego zwolenników.


Niezależnie od tych przyczyn trzeba mieć jednak świadomość, że drogą Kościoła jest zawsze posłuszeństwo przełożonym. Ich głos, i to nawet wówczas, gdy nie mają racji, jest zawsze głosem Boga, któremu trzeba się podporządkować. I dlatego ks. Natanek powinien teraz przyjąć ową karę, a jego sympatycy powinni mu w tym pomóc, mając świadomość, że jeśli jest to dzieło Boże, to ono przetrwa. Bez posłuszeństwa ta inicjatywa, mimo tkwiących w niej słusznych elementów, będzie się wyradzać, tak jak wyrodził się ruch mariawicki, który z mającego w wielu kwestiach rację pobożnościowego ruchu kapłanów, sióstr i świeckich przerodził się w wyznanie, w którym siostr brały śluby z kapłanami, a dzieci miały się rodzić „niepokalanie poczęte”.


Z drugiej jednak strony suspensa czy nawet późniejsza ekskomunika nie wystarczą. Trzeba raczej szukać powodów, dla którego ten kapłan cieszy się taką popularnością i spróbować zapewnić realizację potrzeb religijnych, zgodnie z pełną katolicką ortodoksją (jeśli gdzieś jej zabrakło). Innej drogi nie ma. Karami, kpiną i słowami krytyki – także tej słusznej – nie zgasi się ruchu, który odwołuje się do głębokiej, choć niekiedy źle ukierunkowanej, pobożności.


Tomasz P. Terlikowski


Źródło informacji: FRONDA.pl

niedziela, 24 lipca 2011

Z księgarskiej półki c.d.

o. Tomasz Kwiecień OP

MODLITWA W STYLU RETRO


Wydawnictwo W DRODZE, Poznań
format: 123 x 195, ss. 216, oprawa: miękka, cena 29,40 zł
do nabycia w księgarni internetowej SANCTUS.pl

Książka ta jest próbą odczytania jednej modlitwy eucharystycznej. Przez 1600 lat historii rzymskiego Kościoła była ona modlitwą jedyną, w ciągu ostatnich lat zmieniło się to jednak radykalnie. Wielu wiernych naszego Kościoła prawdopodobnie nigdy nie słyszało tej modlitwy na Mszy św. Starsi dlatego, że przed soborem była odmawiana przez celebransa w ciszy. Młodsi, bo pojawienie się nowych modlitw eucharystycznych zepchnęło tę najstarszą w cień. Może więc dać pokój szlachetnemu zabytkowi i do niego nie wracać, a modlić się za pomocą nowych, bardziej odpowiednich na dzisiejsze czasy tekstów? Może pozwolić każdemu księdzu modlić się własnymi słowami? Być może archaiczne, starożytne teksty nie odpowiadają już współczesnej mentalności? Może, w końcu, poprawić, uwspółcześnić Kanon Rzymski, żeby był prostszy i bardziej logiczny? Nie tak dawno, w latach sześćdziesiątych, wszystkie te propozycje były podnoszone w toku debat nad reformą liturgii. Na szczęście jednak Kanon pozostał w mszale, a jego obecność jest czymś więcej niż starym bibelotem umieszczonym na nowoczesnym kredensie. Każda tradycja liturgiczna jest swoistym sposobem mówienia do Boga. Jednocześnie jednak, jak każda modlitwa, jest również słowem o Bogu. Skoro tak, to tradycja ta - nazwiemy ją rytem - jest więcej niż tylko formą wyrazu, obowiązującym kościelnym savoir-vivre'em. Jest opowieścią o Bogu, jest teologią. I każda jest potrzebna, bo żadna nie wyczerpuje tajemnicy wiary. A w tych tradycjach szczególne miejsce przynależy modlitwie eucharystycznej. Ona przechowuje w najpełniejszy sposób to, co charakterystyczne dla danego rytu. Wyrzec się jej to więcej niż tylko zubożyć ryt - to wyrzec się jego samego. Dlatego trzeba używać Kanonu Rzymskiego. Dlatego nie można o nim zapomnieć i włożyć do szafy na cenne, ale nieprzydatne pamiątki. Wciąż ma nam coś do powiedzenia: o Bogu, o Jego Synu i o nas samych." (z Wprowadzenia)

Suspensa ks. Piotra Natanka: ważna ale niegodna

Ostatnim tygodniom w życiu xiędza Piotra Natanka towarzyszył olbrzymi rozgłos. Stał on się swoistą gwiazdą internetu dzięki poniższemu kazaniu


… a sławę swą podbudował klątwą rzuconą na TVN


Przekleństwo zdaje się być całkiem skuteczne, skoro w zaledwie miesiąc później właściciele stacji oznajmili, że z uwagi na kłopoty finansowe muszą ją odsprzedać. Wydaje się jednak, że nabożne umiłowanie św. Spokoju, kultywowane w tej i innych sprawach zazwyczaj bardzo skutecznie przez J.Em. Stanisława kard. Dziwisza musiało zostać pokonane przez fragment kazania poświęcony niedawno zmarłemu abp. Józefowi Życińskiemu:


W sugestywnym obrazie naszkicowanym przez x. Natanka pojawia się zmarły jako piekielnik, wyjący tak głośno, że słychać go aż w niebie oraz przywiązany wspólnym łańcuchem z Mahometem. Prawda, że Kościół Łagiewnickokatolicki musiał stanąć w obronie jednego ze swoich najważniejszych niekanonizowanych świętych ?

Co zaś może myśleć o tej decyzji i samym x. Piotrze Natanku zwykły wierny Kościoła katolickiego ?

Podtrzymuję zdanie sformułowane na blogu niemal dwa miesiące temu. W chwili obecnej x. Piotr prezentuje nauczanie Kościoła z błędami oraz okazuje nieposłuszeństwo swoim przełożonym kanonicznym. Przyznam, że problemem nie jest dla mnie sprawa Życińskiego sama w sobie. Rozmaici płomienni kaznodzieje pozwalali sobie na takie figury retoryczne jak świat światem. Nie ma też sensu wskazywać, że w niebie nie słychać płaczu ni skarg grzeszników. Wszystko są to sprawy drugorzędne.

Prawdziwym problemem tego kapłana jest niewłaściwa struktura i proporcja źródeł objawienia Bożego. Katolikowi powinno wystarczać wszystko, co jest zawarte w Piśmie Świętem i Tradycji jako nierozłącznym depozycie wiary, objaśnianym i przekazywanym przez Kościół. Objawienia prywatne, jeśli zaaprobowane przez hierarchję, mogą stanowić doń dodatek pielęgnowany ze względów pobożnościowych. Wizjoner, niezależnie od prezentowanych mu słów, musi pamiętać, że to również biskupi (i papież) będą rozliczani przez Boga z niewypełnienia jakiegoś objawienia. On ich wszystkich nie zastąpi. Wszystko, co musi robić, to wiernie oddawać przekazywaną mu treść i czekać w posłuszeństwie. Zauważmy zatem, że o ile posłuszeństwo rozmaitym nakazom biskupa czy papieża naruszającym wiarę może być złem czy wręcz grzechem (np. nakaz odprawiania Nowej Mszy, nakaz udzielania Komunji na rękę), to analogiczne posłuszeństwo tym samym ludziom odmawiającym uznania prawdziwości prywatnego objawienia jest zasadne i konieczne, albowiem oznacza nie więcej niż brak ubogacenia wiary a nie zubożenie jej. Temniemniej objawienie publiczne zostało zamknięte wraz ze śmiercią ostatniego z apostołów i do końca świata nie zajdzie potrzeba dodania doń nowej treści, której wyznawanie byłoby konieczne do zbawienia któregokolwiek człowieka.

Słuchając kazań x. Piotra Natanka odnoszę często wrażenie, że rozmaite objawienia stanowią dla niego podstawę wiary katolickiej. Być może dlatego, że nie nabył on jeszcze odpowiedniej wiedzy („przedsoborowej”) na tematy teologiczne; być może wciąż układa ją sobie próbując połączyć wszystko, co czyta w logiczną całość. Z przyczyn tych, jak mniemam, stara się on połączyć rzeczy tak sprzeczne jak objawienia Rozalji Celakówny, Gospy z Medjugorje, Weroniki Lucan z Bayside oraz Mieczysławy Kordas z Chicago. Zauważa w objawieniach prywatnych rzeczy dobre, a nie dostrzega ich wewnętrznych sprzeczności czy ataków na Kościół. Pokusa związana z niemi wynika z faktu, że zawierają one zawsze jedną prostą receptę na bieżącą sytuację. Podążając za objawieniem katolik może działać na rzecz konkretnej sprawy, czy to będzie Intronizacja Pana Jezusa na króla Polski, czy poświęcenie Rossji Niepokalanemu Sercu Maryi przez papieża w łączności z biskupami świata czy ogłoszenie, że papież Montini był więźniem masonów na Watykanie. Celowo pomieszałem powyżej rzeczy prawdziwe (zatwierdzone przez Kościół) i zalatujące fantastyką, by pokazać, że katolicyzm oznacza integralność poglądów, a nie działanie na rzecz jednej rzeczy, choćby orędzia fatimskiego, do którego jestem osobiście niezwykle przywiązany. X. Piotr jako charyzmatyczny kapłan o wielkiej sile duchowej uważa, że może i powinien równocześnie zajmować się kilkoma różnemi przesłaniami, które traktuje jako równoległe, a zatem spójne, a nie przeciwstawne.

Spójrzmy teraz na drugą stronę sporu, a więc na dekret kard. Dziwisza, w którym nałożona została kara suspensy.

Przekazuję Księdzu do wiadomości, że niniejszym dekretem, zgodnie z kanonem kan. 1371, 2º Kodeksu Prawa Kanonicznego wymierzam Księdzu karę suspensy za ostentacyjnie okazywane nieposłuszeństwo, mimo decyzji i upomnień, jakie były do Księdza kierowane. Oznacza to, że nie może Ksiądz sprawować żadnych czynności kapłańskich jak też i wykonywać władzy rządzenia.

Powyższą karę otrzymuje Ksiądz, ponieważ nie zastosował się do poleceń dyscyplinarnych zawartych w dekretach z dnia 28 stycznia 2010 r. (nr 213/2010 oraz 214/2010), zignorował upomnienia kanoniczne z dnia 25 maja 2007 r. (nr 1519/2007), z dnia 23 lutego 2009 r. (nr 392/2009) oraz z dnia 9 kwietnia 2010 r. (nr 867/2010), nie zareagował na wielokrotne wezwania do rozmowy z przełożonymi, kontynuuje szkodliwe wystąpienia, które zostały Księdzu zakazane, szerzy nieaprobowane przez Kościół poglądy, publicznie podważa autorytet pasterzy Kościoła, mimo zakazu w dalszym ciągu prowadzi działalność duszpasterską w Grzechyni, bezprawnie próbuje organizować nowe struktury kościelne, a ostatnio dopuścił się nieważnego asystowania przy zawarciu małżeństwa mimo braku stosownych uprawnień. Niech Ksiądz ma też na uwadze szkody, jakie swoim działaniem wyrządza gromadzonym wokół siebie wiernym i całej wspólnocie Kościoła.

Kara suspensy ma charakter poprawczy. Jeśli Ksiądz podporządkuje się decyzjom przełożonych kościelnych, podejmie drogę pokuty i naprawy wyrządzonego zła, może prosić o zwolnienie z kary.

Wskazane powyżej fakty – nieposłuszeństwo, nieważne asystowanie przy zawarciu małżeństwa – są wystarczającemi powodami dla nałożenia kary suspensy. Szkoda jednak, że sam dekret jak i towarzyszący mu komunikat relacjonują niewłaściwe zachowania i poglądy x. Natanka w sposób, który nazwałbym adekwatnym do dokumentacji wpisów na blogach:

Podstawą niniejszej decyzji jest ostentacyjnie okazywane przez ks. Piotra Natanka nieposłuszeństwo, polegające na uporczywym głoszeniu przezeń niezgodnych z nauką Kościoła poglądów dotyczących królowania Jezusa Chrystusa, opartych na prywatnych objawieniach oraz inspirowanych obcymi nauce Kościoła doktrynami sekt eschatologicznych. Ksiądz Piotr Natanek przeinacza w ten sposób nie tylko ugruntowaną naukę o skuteczności zbawienia w Kościele, ale nadto swoje specyficzne głoszenie kultu Matki Bożej, aniołów i świętych miesza z magicznie pojmowaną wiarą, co prowadzi do ośmieszania wyznania Kościoła. W swoim przekazie, rozpowszechnianym przez media elektroniczne, publicznie podważa autorytet biskupów i kapłanów, pomawiając ich o niewiarę i współdziałanie z wrogami Kościoła.

Tak streszczone stanowisko dałoby radę z powodzeniem uzasadnić, a nawet rozwinąć, aby osoba tkwiąca w błędach została przekonana argumentami logicznemi i teologicznemi, że nie miała racji. Nie chce mi się wierzyć, że wcześniejsze pisma kurji krakowskiej kierowane do x. Natanka zawierały analizy w ww. zakresach. Niedawny komunikat był równie lakoniczny co powyższe słowa. Zauważmy, jakie problemy stwarza działalność kard. Dziwisza. Niektóre osoby biegłe w teologji katolickiej, jak np. zacny kolega Dextimus mogą spojrzeć na to streszczenie i przyjąć z ulgą, że kardynał rozwiązał problem nieposłusznego kapłana i potępił jego błędy. Lecz sam x. Natanek raczej do takich wniosków nie dojdzie. Gdzie są konkretne zarzuty przeciw jego błędom ?

1.Królowanie Jezusa Chrystusa samo w sobie nie jest błędem. Wręcz przeciwnie. Naukę o społecznem królowaniu Jezusa Chrystusa wyłożył Ojciec Święty Pius XI w encyklice Quasi Primas i obstawiałbym, że raczej to kard. Dziwisz a nie x. Natanek miałby kłopot z przyjęciem jej treści.

2.Prywatne objawienia – karygodnym błędem jest nie wspomnienie, że chodzi o niezatwierdzone przez Kościół objawienia oraz nie wskazanie, w których miejscach znajdują się w nich błędy i kto je stwierdził.

3.poglądów (..) inspirowanych obcymi nauce Kościoła doktrynami sekt eschatologicznych. Ksiądz Piotr Natanek przeinacza w ten sposób nie tylko ugruntowaną naukę o skuteczności zbawienia w Kościele – zapewne wysłuchałem za mało kazań ks. Natanka, bo niestety nie rozumiem tego fragmentu komunikatu.

4.nadto swoje specyficzne głoszenie kultu Matki Bożej, aniołów i świętych miesza z magicznie pojmowaną wiarą, co prowadzi do ośmieszania wyznania Kościoła. – Jakoś mało przekonująco wygląda ten argument w ustach człowieka objeżdżającego całą Polskę z puklami włosów śp. Jana Pawła II, które są umieszczane w różnych kościołach, jakby nie było wystarczająco dużo relikwij I klasy kanonizowanych świętych Kościoła. W tej dziedzinie kudy x. Natankowi do swojego arcybiskupa !!

5.publicznie podważa autorytet biskupów i kapłanów, pomawiając ich o niewiarę i współdziałanie z wrogami Kościoła. Rzeczywiście, dyscyplina jest wielkim problemem x. Piotra Natanka, ale nasi hierarchowie solidnie pracują na brak autorytetu u współbraci w kapłaństwie i wiernych.

Dextimus pisze:
Ks. dr Natanek znany jest z chaotycznych, nielogicznych i wydumanych homilii i przesłań umieszczanych w internecie, symulowania sakramentów (np. chrztu) czy też propagowania "orędzi z Medjugorje" tymczasem nigdzie nie znalazłem potępienia ani orędzia Gospy z Medjugorja, ani przesłania pani Mieczysławy z Chicago, choć nadarzyła się świetna okazja ku temu. Ale wówczas, aby być konsekwentnym kard. Dziwisz powinien upomnieć choćby o. Rydzyka i Radio Maryja, które przoduje w promocji fałszywych objawień Gospy. Nawet w sprawie tak ewidentnej jak chrzest dzieci nienarodzonych kurja archidiecezjalna krakowska milczy. Ale zapewne milczy nieprzypadkowo, bo gdyby chciała być konsekwentna, to powinna zareagować na niedawne heretyckie ekscesy abp. Michalika. Czem się różni abp Michalik bezpodstawnie głoszący czyjeś zbawienie od x. Natanka bezpodstawnie głoszącego czyjeś potępienie ?

Podsummowując: już choćby pobieżne zagłębienie się w "affaire Natanek" wskazuje, że kard. Dziwisz działa jak zawsze, aż chciałoby się napisać, „tradycyjnie’ dla siebie. Czyli niszczy kapłanów pragnących na miarę swego rozeznania, wiedzy i gorliwości służyć Bogu, prawdzie i człowiekowi. Wcześniej postępował tak z zacnym x. Tadeuszem Isakowiczem Zaleskim, teraz kolej na krzyż x. Natanka. Obaj wymienieni duchowni nie są idealnymi wzorcami dla tradycjonalisty katolickiego, ale zasługują w pełni na szacunek za walkę z systemem Świętego Spokoja, który ma się nijak do wiary i prawdy katolickiej.

Suspensa powinna mieć charakter poprawczy. Ale jeśli kapłan ma problem z uznawaniem autorytetu przełożonego, to ów powinien wykazać mu swoją rację teologiczną. W takiej chwili argument z siły nic nie da, bo nie odbudowuje autorytetu. Myślę, że z powodzeniem można określić karę nałożoną na x. Piotra Natanka jako ważną, ale niegodną. Posoborowie traktuje posłuszeństwo jako superdogmat, ważniejszy od wszystkich prawd wiary. W sprawie x. Natanka mamy na to kolejny dowód, jakby komu nie wystarczała analiza przyczyn uzurpacji kar kościelnych względem śp. Arcybiskupa Lefebvre'a.

Mnie jako tradycjonalistę katolickiego boli w szczególności, że karany jest kapłan, który chce walczyć z największymi wrogami wiary – masonerią i laicyzmem; który rozwija w sobie zainteresowania katolicką liturgją przedsoborową oraz nauczaniem społecznem papieży wieków XIX i XX. Zaś bezkarni czuć się mogą zarówno zlaicyzowani duchowni, sprzymierzeńcy tzw. salonu, osobnicy notorycznie łamiący celibat jak i regularni heretycy.

Oby dobry Bóg, który dał x. Piotrowi Natankowi żarliwość w wyznawaniu wiary i wiele talentów duszpasterskich, zesłał mu również łaskę rozpoznania błędów doktrynalnych, w których się aktualnie znajduje oraz znalazł sposób, dzięki któremu będzie on mógł pełnić posługę duszpasterską zgodną z zasadami wiary rzymskokatolickiej. Te rogamus Domine, audi nos !!

Źródło informacji: http://przedsoborowy.blogspot.com

Czy krzyż przeszkadza Eucharystii?

Jeszcze jako kardynał obecny Ojciec Święty zwrócił uwagę na pewną ważną rzecz. Mianowicie na ustawienie krzyża podczas obecnie sprawowanych Mszy Święty. „Do prawdziwie absurdalnych zjawisk ostatnich dziesięcioleci zaliczam fakt, że krzyż jest odstawiany na bok, aby nie zasłaniał kapłana.


Czy krzyż przeszkadza Eucharystii? Czy kapłan jest ważniejszy od Chrystusa?” [1].

Należy rozpocząć od tego, że od początku chrześcijaństwa to co działo się na ołtarzu łączono z tym co wydarzyło się na Kalwarii. Pojmowano Eucharystię jako uobecnienie na nowo ofiary Pana na krzyżu, ale już w sposób bezkrwawy. W pierwszych wiekach nie mamy wystarczających dowodów, aby twierdzić, że cokolwiek stało na ołtarzu. Sama ikonografia i przedstawianie Pana na krzyżu rozpoczyna się właściwie od IV wieku [2]. W tamtym okresie jednakże wizerunku przedstawiały Chrystusa na krzyżu jako Króla, Władcę oraz Arcykapłana. Nie chciano w ten sposób być posądzonym o zbytnie podkreślanie ludzkiej natury [3]. Dopiero synod trullański w 692 roku nakazuje przedstawianie Chrystusa jako prawdziwie cierpiącego człowieka. W następnych latach na tronie papieskim zasiadało wielu papieży pochodzenia syryjskiego, którzy na powrót preferowali obraz Chrystusa królującego z krzyża. Postać Pana przyozdabiana była często koroną. Krucyfiksy takie wieszano nad ołtarzami [4]. Karol Wielki zaś ofiarował około roku 700 krzyż procesyjny, który na czas Mszy Świętej umieszczano na ołtarzu [5].

Arcybiskup Nowowiejski pisze o tym, że krzyży ołtarzowych na stałe zaczęto używać około XII wieku. Mówi także o pobożniejszych kapłanach, którzy stawiali przed sobą relikwiarze z Krzyżem Świętym podczas sprawowania Najświętszej Ofiary. Ustawienie krzyża na środku ołtarza było już odtąd standardem. Aranżacja ołtarza wyglądała podobnie, a krzyż był stałym jej elementem. Ostatecznie w czasach nowożytnych powstał przepis mówiący o konieczności ustawiania krzyża ołtarzowego w jego centralnym punkcie [6].

Krzyż wyraża i przypomina niezmienną prawdę o tym, że każda Msza jest uobecnieniem Ofiary na Golgocie. Daje także przykład pewnej pełni i doskonałości liturgii. Wyrażać ma to symetria aranżacji ołtarza. Liczba świec tez jest określona: dwie, cztery lub sześć. Pośrodku krzyż. Doskonałość i dopracowanie to rzeczy które powinny cechować każdą celebrację [7]. Liturgia ziemska jest wszakże odbiciem najdoskonalszej celebracji – tej w niebie.Jest jeszcze jeden element, równie ważny, o ile nie najważniejszy z punktu widzenia historii liturgii. Chrystus nazywany jest Wschodzącym Słońcem [8]. Na wschodzie był Eden. Również na wschodzie rozpocznie się paruzja, stamtąd przybędzie powtórnie Zbawiciel. W starożytności celebrowano Eucharystię kierując swój wzrok i ciało na wschód [9]. Niemożliwym wydaje się, aby Kościół przez tysiąc dziewięćset lat trwał w błędzie i celebrował Ofiarę w sprzeczności ze starożytną tradycją. Msze odprawiano tak dlatego, że to sposób przejęty z czasów pierwszych wieków chrześcijaństwa. Warto zwrócić uwagę, że wszystkie ryty wschodnie, które uznają realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, zachowują zwrócenie się kapłana na wschód podczas konsekracji. W starożytnym chrześcijaństwie przywiązywano kluczową wagę na kierunek modlitwy liturgicznej [10].

Kapłan jest jedynie szafarzem, wysłannikiem Kościoła do sprawowania świętych czynności. W momencie celebracji Eucharystycznej staje przed Bogiem, a nie przed ludźmi. Nie chodzi o to, aby ograniczać wiernym pole widzenia. Celem jest przywrócenie w liturgii bardzo ważnej rzeczy – symboliki. Krzyż jest figurą Ofiary na Kalwarii. Na nim znajduje się „przebity za nasze grzechy” [11]. Ten, który jest Wschodzącym Słońcem, które na nowo ofiarowuje się za nas na ołtarzu.

Benedykt XVI wskazuje, że wierni i kapłan nie mają na siebie nawzajem patrzeć podczas Mszy [12]. Wszystkie serca i oczy powinny być zwrócone na Chrystusa. Słowa kierowane do wiernych są głoszone są z ambony. Natomiast takie elementy jak Modlitwa Eucharystyczna czy prefacja to modlitwa. Modlitwa ma zaś to do siebie, że kieruje się ją do Boga. Warto zaznaczyć, ze małe dzieci, kiedy się modlą klękają przed krzyżykiem na ścianie lub jakim świętym obrazem. Podobnie jest w liturgii. Tym czym jest na Wschodzie jest ikonostas tym w Kościele łacińskim może być krzyż. On wyznacza przestrzeń sakralną oraz skupia wzrok wszystkich.Bez wątpienia jesteśmy świadkami nowego ruchu liturgicznego. Jednym z elementów pozwalających na nowo odkryć sens i charakter liturgii katolickiej jest krzyż jako centrum. Taka aranżacja ołtarza jest uświęcona tradycją Kościoła. To jeden z elementów, który skutecznie ratuje liturgię od pokusy celebrowania samych siebie i zatracania jej charakteru teocentrycznego. Bóg stoi w centrum świętych czynności, a krzyż o tym bez wątpienia przypomina. To również wyraz ciągłości liturgii, jej rozwoju i dodawania do niej wielu elementów przez wieki. Podsumowując krzyż w centrum celebracji ma przypomnieć trzy prawdy. Pierwsza rzecz to pojmowanie na nowo każdej Mszy jako Ofiary. Drugą sprawą jest ponowna orientalizacja modlitwy liturgicznej Kościoła – zgodnie ze sposobem celebracji pochodzącej ze starożytności. Ostatnia rzeczą jest właściwe odczytanie intencji Vaticanum II, w zgodzie w wiarą oraz Tradycją Kościoła.

Paweł Beyga

[1] J. Ratzinger, Duch liturgii, Poznań 2002, s. 77.[2] J. Wierusz Kowalski, Liturgika, Warszawa 1956, s. 109.[3] K. Gamber, Zwróćmy się ku Panu, Poznań 1998, s. 21.[4] J. Wierusz Kowalski, Liturgika, Warszawa 1956, s. 110.[5] Ibidem.[6] Ibidem.[7] por. ibidem, s. 109.[8] Łk. 1, 78.[9] K.Gamber, Zwróćmy się ku Panu, Poznań 1998, s.43.[10] J. Ratzinger, Duch liturgii, Poznań 2002, s. 73.[11] Iz 53, 5.[12] J. Ratzinger, Duch liturgii, Poznań 2002, s. 75.

Źródło informacji: http://zkadzidlem.blogspot.com

Program edukacji jako droga do wtórnego analfabetyzmu

Kazanie x. Łukasza Kadzińskiego wzywające do podjęcia KRUCJATY RÓŻAŃCOWEJ ZA OJCZYZNĘ

W trakcie Mszy Św. podczas spotkania informacyjno - organizacyjnego na Jasnej Górze w sprawie podjęcia KRUCJATY RÓŻAŃCOWEJ ZA OJCZYZNĘ płomienne kazanie wygłosił ks. Łukasz Kadziński.

Poniżej obszerne fragmenty:

/.../z tego miejsca trudno nie myśleć o Polsce. Przed oczami przechodzą nam całe dzieje naszej Ojczyzny, wszystkie wydarzenia przypominają nam się w tym miejscu u stóp Maryi. Pamiętamy, tak to zawsze nazywaliśmy: niesłychane przymierze z Bogiem zawarte przez Maryję, Królową Polski, Królową Korony Polskiej. I niesłychana ( przepraszam za taką naszą polską pychę), ale nieporównywalna z nikim innym i nigdzie historia narodu spleciona z planami Boga, z Jego wolą, z Jego miłością, a Jego obecnością. I dziś znów słyszymy przypomnienie, odwołanie do przymierza, które Bóg kiedyś zawarł z nami, z tym narodem w jego historii, z jego przywódcami, z jego najbardziej żywą częścią tego narodu. Niesłychanym jesteśmy narodem. /…/

To tak, jak w krajach zachodniej Europy moglibyśmy przytoczyć całą gamę świętych królów, świętych władców, którzy jakby wyznaczali kierunki na swój naród, to u nas, jeśli tak można powiedzieć: święty naród. Naród, który sercem się związał z Bogiem. Nie tylko przez świętych władców, a nawet czasem wbrew złym władcom i niesprawiedliwym prawom, naród cały był związany z Bogiem. I tak się dzieje do tej pory.

Czytaj dalej:

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.