______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

piątek, 18 maja 2018

Noszenie tatuażu jest znakiem odradzania się pogańskiego rytualistycznego symbolizmu


______


Chociaż wzmianka o tatuażach w The Catholic Voice może wydać się odejściem od tematyki zazwyczaj poruszanej na łamach pisma, to jednak wydaje się koniecznym by spojrzeć co nauczanie Kościoła mówi o "sztuce ciała".

W dzisiejszej dobie katolicy nie tylko są poddani presji przyjęcia światowych standardów w tej dziedzinie, lecz co więcej niektórzy z nich (nawet służący do ołtarza) padli ofiarą mody noszenia tatuaży.

Coś o tym trzeba powiedzieć. Chociaż tatuowanie się ma wcale długą historię, istnieje ruch, moda "głównego nurtu" na pokrywanie ciała półtrwałymi większymi lub mniejszymi obrazkami różnego rodzaju.

Dawniej spotykane przeważnie pośród pogańskich szczepów [we wszystkich stronach] świata, tatuaże przywędrowały z ukrytych zakątków dżungli na ciała marynarzy i/lub motocyklowych oraz ulicznych gangów jako symbole ich "męskości".

Tatuaż oznaczał (i nadal oznacza) zamanifestowanie osobistej separacji od jednej normy społecznych obyczajów a faworyzowanie innej – obyczajów, uważanych przez "resztę świata" za mniej cywilizowaną i stosowną.

W ostatnich czasach, tatuaże stały się buntowniczym sposobem "samoekspresji". Śmiali młodzieńcy popisują się nimi, używając "sztuki ciała" za swój "znak" przynależności do ruchów kontrkultury aby odrzucić dawno ustalone cywilizowane wartości moralności i przyzwoitości.

Używając ciała jako tablicy reklamowej dla jakiegoś oburzającego obrazu (zwykle czegoś niemoralnego, albo szatańskiego, lub obu naraz), osoba wytatuowana obwieszcza swoje odrzucenie moralności i społecznych wartości, w których była wychowana, tym samym aprobując bardziej samolubną, bardziej niemoralną, śmielszą formę życia.

Mniej więcej w ostatniej dekadzie, tatuowanie stało się bardziej "modne". "Sztukę ciała", jak to się zwykle nazywa, widzimy na rękach i kostkach gwiazd filmowych, muzyków, mniej zasadniczego sąsiada albo współpracownika, itp.

Nastolatki, które nie dały się uwieść modzie na tatuaż jako symbol buntu, w sobotę wybierają się do centrów handlowych "aby zrobić sobie tatuaż" z tej tylko przyczyny by móc powiedzieć: "Właśnie [że] chcę mieć tatuaż. To jest zabawne". Tatuowanie stało się bardziej dopuszczalnym w nowoczesnym społeczeństwie, tylko dlatego, że samo noszenie tatuaży staje się coraz bardziej powszechne.

Filozofia utylitaryzmu, która ucieleśnia się w słowach wyrażających nową "moralność": "każdy to robi", zmieniła znaczenie noszenia tatuaży z symbolu pogaństwa i/lub buntu, w znak "zwykłej próżności".

Wśród naszej młodzieży, "zrobienie sobie tatuażu" nie różni się niczym od przekłucia sobie uszów, albo zrobienia sobie bardziej jaskrawego makijażu, mimo tego, że ten styl malowania ciała nie może być tak łatwo usunięty (względnie niskim kosztem) jak niejeden by tego chciał.

Powszechne przyzwolenie nowoczesnego społeczeństwa na tatuowanie się nie oznacza,że czyn taki jest moralnie poprawny, albo, przynajmniej, moralnie obojętny.

Moralność cywilizowanego człowieka (ucieleśniona w arystotelesowskiej etyce naturalnej) nie jest oparta na życzeniach tłumu, ale na poruszeniach intelektu.

Poinformowany przez duszę o naturalnych pragnieniach serca aby oprzeć swoje moralne postępowanie na istnieniu Najwyższej Istoty, etyczny "cywilizowany" człowiek wie i rozumie swoje moralne obowiązki wobec Boga i siebie, nawet zanim dowie się, że ten Bóg przemówił do niego przez Objawienie.

Ludzie są w ten sposóbkierowani przez Prawo Naturalne – system moralności i sprawiedliwości, który dobrze służył ludziom, nawet w społeczeństwach pogańskich, aż do tego czasu gdy mogli poznać objawioną wolę Boga i dostosować swoje umysły i życie do tych prawd.

Stosując to do tatuowania, "cywilizowany" człowiek unikał używania tatuaży, być może, po części, z odrazy, ale również dlatego, że wiedział w swoim sercu, że podobnych rzeczy "nie godzi się czynić".

Po otrzymaniu Objawienia, zmysł moralności "cywilizowanego" człowieka wzrósł i, w niektórych przypadkach utwierdził się.

Teraz unikał on tatuaży ponieważ był pewny, że wolą jego Stwórcy nie było to aby miałciało pomalowane w taki sposób.

Zastosowanie zasad

Moralne nauczanie co do prawowitości noszenia tatuażu wypływa z dwóch źródeł: z Prawa Naturalnego i z Objawienia.

Nie ma znaczenia, że niektórzy (albo nawet większość) odrzucą to co muszę powiedzieć na ten temat, ponieważ ich odrzucenie nie czyni tego mniej prawdziwym.

Nie opieram swojej formacji sumienia na sondażu opinii publicznej, ale na trwałym nauczaniu Boga poprzez Jego Kościół.

Prawo Natury (Naturalne) a legitymizacja noszenia tatuażu: Tezę o niemoralności posiadania tatuażu wykażemy odwołując się po pierwsze do Prawa Natury: prawa, które od urodzenia jest wszczepione w serca wszystkich ludzi i z powodu którego mówi się, że wszyscy po prostu "wiedzą" co jest od nich wymagane aby czynili.

Prawo Naturalne uczy tej ważnej i fundamentalnej prawdy: nasze istnienie na tej ziemi nie jest wynikiem czegoś, co zrobiliśmy, ale jedynie skutkiem stworzenia przez Boga.

Z tej nauki (że jesteśmy stworzeniami, nie samo-stworzeni) wnioskujemy, że pierwszym świadomym aktem stworzenia jest być podległym swojemu Stwórcy.

Najwyższym przejawem niewdzięczności i samolubstwa jest aby żyć nie dla tego Stwórcy, wybierając, raczej, by żyć głównie dla siebie.

Częścią tego podporządkowania (stworzenia Stwórcy) jest zrozumienie, że człowiek nie jest bezpośrednim właścicielem, tylko zarządcą wszystkich przez Boga stworzonych dzieł na tej ziemi.

Nie zrobiwszy [(powoławszy do istnienia z niczego)] żadnej z rzeczy wokół niego, człowiek musi używać ich tylko zgodnie z planem i zamiarem Stwórcy.

Ten fakt jest jak najbardziej prawdziwy jeżeli chodzi o nasze ciała. On nas uczynił, a nie my sami siebie [(Ipse fecit nos, et non ipsi nos – Ps. 99, 3)], mówi Psalmista, ponieważ serce powiedziało mu prawdę tego faktu.

Ponieważ nie stworzyliśmy naszych własnych ciał, nie mamy żadnego ścisłego prawa posiadania w stosunku do nich.

Bez tego prawa posiadania, nie możemy czynić naszym ciałom rzeczy, które byłyby sprzeczne z pierwotnym zamierzeniem Stwórcy.

Szpecenie i kaleczenie swojego ciała jest przeciwne Prawu Naturalnemu, ponieważ ten kto dopuszcza się takich czynów narusza podstawową zasadę tego Prawa: Bóg mnie uczynił.

Od pierwszej chwili Stworzenia, należeliśmy całkowicie i absolutnie do Boga. Jesteśmy Jego własnością i Jego sługami. Jesteśmy Mu winni obowiązek troszczenia się o siebie i rozsądne dbanie o nasze własne dobro.

Szpecenie ciała przez użycie tatuaży jest niemoralne, ponieważ tatuaże szpecą własność Boga.

Pogańskie plemiona przez wieki zdobiły swoje ciała w ten [właśnie] sposób, ponieważ zagłuszyli oni Prawo Natury w swoich sercach przez pogańskie rytuały. My nie mamy tej samej wymówki. Tatuowanie jest też niemoralne z powodu niepotrzebnego narażania naszego zdrowia na szwank przez tę praktykę.

Nawet pobieżnie studiując popularne książki i witryny WWW dotyczące tematu tatuaży, można znaleźć wiele ostrzeżeń o bardzo realnej możliwości niebezpiecznych zakażeń spowodowanych przez nakłuwanie ciała igłą do tatuażu.

Zakażenia takie jak reakcje uczuleniowe na pigmenty, zaostrzenie przebiegu istniejących chorób skóry, szpecące zabliźnienia, przenoszenie takich nadzwyczaj zaraźliwych czynników chorobotwórczych przenoszonych przez krew jak zapalenie wątroby B oraz AIDS, kiła, malaria, gruźlica, itd. Wszystkie powyższe dolegliwości są udokumentowane przez specjalistów z dziedziny medycyny jako bardzo realne możliwości dla tych, którzy chcą wytatuować swoje ciała.

Tymi chorobami można zarazić się albo przez kontakt z człowiekiem wykonującym tatuaże, albo przez użycie nie wysterylizowanych (albo niedobrze wysterylizowanych) igieł, które przenoszą choroby obecne u osób, na których te igły były wcześniej używane.

Ponieważ dla naszego własnego osobistego dobra potencjalne niebezpieczeństwo jest dużo większe niż potrzeba tatuowania, dlatego też niemoralnym jest tatuowanie naszych ciał.

Nauki Objawienia co do prawowitości posiadania tatuażu: W Księdze Kapłańskiej (19, 28) czytamy: "I nad umarłym nie będziecie nacinać ciała waszego, ani znaków żadnych, ani nakłuwań na sobie czynić nie będziecie. Ja [jestem] Pan" (*).

Znaczenie ciał, nawet ciał umarłych jestzakazane przez wyraźny rozkaz Boga.

Takie znakowanie (tatuowanie) jest zakazane, ponieważ jest pogańskim rytuałem i ponieważ szpeciłoby ciała Wybranych przez Boga ludzi.

Dlatego, tatuowanie jest zakazane przez Pierwsze Przykazanie Boże z powodu jego bezpośredniego związku z pogaństwem i dlatego [również], że szpeci własność Boga.

Tatuowanie jest pogwałceniem piątego Przykazania Bożego z powodu niepotrzebnego niebezpieczeństwa dla życia ludzkiego związanego z barwnikami i igłami.

I w końcu, tatuowanie jest przeciwne Miłości ponieważ jest promowaniem próżności i pychy, głównych grzechów z powodu których Adam i Ewa upadli.

Podsumowanie

Oczywiste jest, że nie ma żadnego moralnego usprawiedliwienia dla tatuowania, zwłaszcza jeżeli ktoś służy przy ołtarzu.

Stopień grzeszności (grzech śmiertelny albo powszedni) tego czynu będzie zależeć od wielkości tatuażu, względnego niebezpieczeństwa, na jakie ktoś się wystawia, od wiedzy posiadanej na temat tego co mówi prawo naturalne i objawione w tym względzie, itd.

Częścią naszego apostolstwa jest upewnić się, że nasza rodzina i przyjaciele są świadomi tych nauk, aby ich w przyszłości nie naruszali.

Tatuaże są zakazane przez Pierwsze Przykazanie Boże!


Pełny tatuaż.


To jest dobry przykład pogańskiego wpływu tatuowania.


Artykuł powyższy po raz pierwszy ukazał się w The Catholic Voice z grudnia 2003 r., OLG Press, 3914 N. Lidgerwood St., Spokane, Washington 99201-1731 USA. ( www.thecatholicvoice.org )

Tłumaczył Mirosław Salawa

Przypisy:

(*) Zob. komentarz Menochiusza SI: "Nie będziecie rzezać ciała waszego. Zwyczaj ten był u pogan, iż na cześć umarłych, i na znak żałoby po nich, nacinali sobie niektóre części ciała, albo czynili rozmaite piętna rozpalonym żelazem, lub atramentem itp. na cześć bogów; i tych znaków żadną sztuką nie można było zniszczyć. (Deut. 14, 1 i III Reg. 18, 28)". – Biblia Łacińsko-Polska, czyli Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, podług tekstu łacińskiego Wulgaty i przekładu polskiego X. Jakóba Wujka T. J. z komentarzem Menochiusza T. J. przełożonym na język polski. Wydanie X. S. Kozłowskiego Arcybiskupa i Metropolity Mohylowskiego. We czterech tomach in 8-vo maj. (fracta pagina). Wydanie trzecie. Tom I. Obejmujący Księgi: Rodzaju, Wyjścia, Kapłańską, Liczby, Powtórzonego Prawa, Jozuego, Sędziów i Rut. Wilno 1896, s. 247. (Przyp. red. Ultra montes).

Źródło informacji: http://www.ultramontes.pl

poniedziałek, 14 maja 2018

Aberracje liturgiczne cz. 122 - "Dziękczynienie" po Komunii Św. u charyzmatyków


niedziela, 29 kwietnia 2018

Tradycja to jedyna możliwa przyszłość Kościoła Świętego



Z ks. Faustem Buzzim, asystentem przełożonego dystryktu włoskiego Bractwa Św. Piusa X, rozmawia Franiszek Boezi z „Il Giornale”.

Co nadal oddziela Bractwo Św. Piusa X od Kościoła katolickiego?

Należy przede wszystkim z naciskiem podkreślić, że Bractwo Św. Piusa X w żaden sposób nie jest odłączone od Kościoła katolickiego. Pozostajemy złączeni z Kościołem i nigdy się od niego nie odłączyliśmy, pomimo różnic w poglądach pomiędzy nami a władzami rzymskimi. To nie my ponosimy odpowiedzialność za pojawienie się tych rozbieżności. Arcybiskup Lefebvre zawsze powtarzał, że został potępiony za te same rzeczy, za które papieże (zwłaszcza Pius XII) go chwalili. Tym, kto się zmienił, był Rzym, który podczas II Soboru Watykańskiego zdystansował się od wielowiekowej Tradycji Kościoła.

Pewien proboszcz powiedział mi kiedyś: „Wielu ludzi mówi o schizmie, nie posiadają jednak wiedzy teologicznej Marcelego Lefebvre’a”. Czy sądzi Ksiądz, że ta uwaga jest słuszna?

Wielu krytykuje lub potępia Bractwo Św. Piusa X, nie zetknąwszy się z nim osobiście i nie posiadając wiedzy na temat przyczyn napięć pomiędzy nami a obecnymi władzami Kościoła. Dziś wielu ludzi – zarówno duchownych, jak świeckich – zaczyna się zastanawiać nad tym, co dzieje się w Kościele i zadawać sobie pytanie, czy właśnie ci, którzy przez wiele lat byli stygmatyzowani jako schizmatycy, nie są przypadkiem najbardziej wierni i lojalni wobec Kościoła katolickiego oraz – paradoksalnie – również papiestwa. Arcybiskup Lefebvre pragnął, abyśmy studiowali w naszych seminariach Sumę teologiczną św. Tomasza z Akwinu oraz inne klasyczne traktaty teologiczne. Uważam, że możliwość otrzymania tak gruntownej i solidnej formacji była dla nas wielką łaską.

A jakie jest wasze zdanie na temat papieża Franciszka?

Dla nas Franciszek nie jest ani gorszy, ani lepszy od innych soborowych czy posoborowych papieży. W istocie kontynuuje on jedynie proces zainicjowany przez Jana XXIII, proces demontażu Kościoła katolickiego, który ma umożliwić zbudowanie całkowicie nowego Kościoła – przystosowanego do liberalnego ducha naszych czasów. Powiedziałbym nawet więcej: obecny papież ponosi znacznie mniejszą odpowiedzialność niż Paweł VI. To Paweł VI przewodniczył obradom soboru, zatwierdził jego dokumenty i autoryzował wszystkie późniejsze reformy. To właśnie wywołało w Kościele bardzo poważny kryzys, którego świadkami obecnie jesteśmy. Oczywiście to, co mówi i czyni Franciszek, sprawia wrażenie bardziej przełomowego niż akty jego poprzedników. Tak jednak nie jest. Po prostu dziś media posiadają znacznie większe możliwości i są w stanie bardziej nagłośnić pewne wydarzenia. W istocie jednak to, co uczynił Paweł VI, miało skutki znacznie bardziej doniosłe niż obecne działania Franciszka.

Wydaje się jednak, że Bergoglio zrobił parę kroków w waszą stronę?

Z całą pewnością nie zbliżył się do nas doktrynalnie. Postrzega Bractwo raczej jako coś mającego podrzędne znaczenie – i to jest właśnie przyczyna, dla której okazuje nam pewną życzliwość. W czasie gdy był jeszcze kardynałem w Buenos Aires, jeden z naszych kapłanów podarował mu książkę o życiu założyciela naszego Bractwa. Przeczytał ją i zrobiła na nim silne wrażenie. Być może także to wpłynęło w jakiś sposób na jego stosunek do nas. Wielu zastanawia się, dlaczego nie okazał podobnej życzliwości franciszkanom Niepokalanej, którzy zaczęli wracać do katolickiej Tradycji. W stosunku do nich zachował się w sposób całkowicie odmienny; zapominając o miłosierdziu potraktował ich nadzwyczaj surowo i bezwzględnie.

Wielu uważa was za „ekstremistów” w kwestiach wiary…

Wiara jest cnotą teologalną, a cnota teologalna może wzrastać w nieskończoność, ponieważ jej podmiotem jest sam Bóg. Tak więc dla wiary nie istnieją żadne granice. W tym rozumieniu bycie ekstremistą równałoby się świętości. Mógłbym też przytoczyć w tym miejscu słowa Chrystusa Pana: „Kto nie jest ze mną, przeciwko mnie jest”, czy też słowa św. Piotra: „Nie ma bowiem innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni”. Proszę mi powiedzieć, czy powyższe słowa są wyrazem „ekstremizmu”? Pomyślmy też o męczennikach, którzy woleli raczej śmierć niż zaparcie się wiary. Czy byli oni „ekstremistami”? Wydaje mi się, że tracimy sensus fidei.

A co Ksiądz sądzi o kontrowersjach doktrynalnych związanych z Amoris lætitia?

Chciałbym powrócić jeszcze raz do tego, co powiedziałem już wcześniej. Choć wszystkie inicjatywy mające na celu doprowadzenie do poprawienia tego dokumentu i obronę nierozerwalności uświęconego przez sakrament małżeństwa katolickiego są bez wątpienia godne pochwały, źródła całego problemu poszukiwać należy gdzie indziej. Czy wie Pan, na czym się opiera Amoris lætitia? Na jednym z dokumentów II Soboru Watykańskiego, Gaudium et spes. Tak więc, jak powiedziałem już wcześniej, przyczyną tego straszliwego kryzysu w Kościele, jego „DNA”, jest Vaticanum II. Czy myśli Pan, że pojawienie się dokumentu tak szkodliwego jak Amoris lætitia byłoby możliwe, gdyby miejsce Gaudium et spes zajęła encyklika Piusa XI Casti connubii? Nie sądzę.

A jak skomentuje Ksiądz rehabilitację Lutra?

Cóż mogę powiedzieć? Rehabilitacja największego heretyka w historii, który doprowadził do zsekularyzowania całej religii chrześcijańskiej, który sprawił, że od Kościoła odpadły całe narody, jest zarówno samobójstwem doktrynalnym, jak i fałszerstwem historycznym. Rehabilitacja Lutra należy do ekumenicznej utopii ostatnich 50 lat, utopii, która prowadzi katolików do apostazji już nie milczącej, ale jawnej i otwartej. Zachęcam do lektury wydanej niedawno książki zatytułowanej Prawdziwe oblicze Lutra. Została ona napisana przez jednego z naszych księży, wykładowcę eklezjologii w seminarium w Ecône. Przeczytawszy ją uświadomi Pan sobie całą absurdalność tej rehabilitacji.

Czy uważa Ksiądz za możliwe osiągniecie w przyszłości porozumienia pomiędzy Bractwem a Watykanem w kwestiach doktrynalnych?

Nie jestem prorokiem. Mamy nadzieję że do tego dojdzie, przede wszystkim ze względu na dobro dusz, które znajdują się w niebezpieczeństwie wiecznego potępienia. Jeśli mi Pan jednak pozwoli, chciałbym powiedzieć w jaki sposób możemy się obecnie przyczynić do tryumfu Tradycji w Kościele. Wszyscy – każdy katolik, biskup, kapłan – wszyscy musimy powrócić i przylgnąć do katolickiej Tradycji wszech czasów. I nikt nie powinien się obawiać, że będzie to oznaczało występowanie przeciwko władzom Kościoła. W istocie bowiem nie jest to wcale akt wrogości względem nich, ale najskuteczniejszy sposób na uświadomienie im absolutnej konieczności powrotu do Tradycji, będącej jedyną możliwą przyszłością Kościoła Świętego.

Tradition is the Only Possible Future for the Church (oryginał wywiadu w języku włoskim: „La tradizione è l’unico futuro possibile per la Chiesa”


ŹRÓDŁO INFORMACJI: https://news.fsspx.pl/

sobota, 28 kwietnia 2018

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Katechizm rzymskokatolicki dla szkół ludowych księdza Deharbe





KATECHIZM RZYMSKOKATOLICKI

dla szkół ludowych

x. Józef Deharbe SI

––––––––––

__________

Katechizm rzymskokatolicki (djvu, 34,3 Mb)

("Otóż tym Kościołem, który Wszechmocny zbu­dował na cudach, którego samo trwanie jest usta­wicznym cudem, tym Kościołem, który bez przestanku, całą ziemię obdarza najobfitszymi dobrodziejstwami, nie może być żaden inny, tylko Kościół rzymsko-katolicki. On tylko jeden jest według świadectwa dziejów, owym zgromadzeniem wiernych, założonym przez Chrystusa, w którym biskupi, jako następcy Apostołów, pod prze­wodnictwem papieża, następcy Piotra, wykonywają w następstwie nieprzerwanym urząd nauczycielski, ka­płański i królewski (§ 22, 30, 31). Niepodobna, aby sekta jakakolwiek, jakiej bądź nazwy, mogła być Ko­ściołem, założonym przez Chrystusa, bo o każdej da się udowodnić, że powstała dopiero po Chrystusie, tylko przez odpadnięcie i oderwanie się od prawdzi­wego Kościoła Chrystusowego (§ 36, 42, 43). Na każdej z tych sekt, spełniają się prędzej lub później słowa Chrystusowe: «Wszelka roślina, której nie szczepił Oj­ciec mój niebieski, wykorzenioną będzie» (Mt. XV, 13). Trwałości one nie mają. Pojawiwszy się, narobią wrzawy, zamącą spokój, wywołają klęski, i niszcząc wszystko, same w końcu ulegają zniszczeniu (§ 36 ku końcowi, 47 na początku). Nie tak zaś Kościół katolicki. Tysiące lat mijają, on ani się nie zmienia, ani nie starzeje; bo do niego tylko odnosi się obietnica Pana naszego: «Na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie zwy­ciężą go» (Mt. XVI, 18)", – ss. 61-62)

Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15,4 Mb)


__________

Katechizm rzymsko-katolicki podług Ks. J. Deharbe T. J. dla szkół ludowych. We Lwowie. NAKŁADEM ZAKŁADU NARODOWEGO IMIENIA OSSOLIŃSKICH. 1885, str. 319.

czwartek, 26 kwietnia 2018

x. Józef Stagraczyński: Jeden jest tylko Kościół



Widzimy tu na ziemi wiele związków, stowarzyszeń religijnych, a z których każde utrzymuje, że pochodzi od Chrystusa Pana, że więc posiada prawdziwą naukę chrześcijańską. Są katolicy, luteranie, kalwini, zwinglianie, nowochrzczeńcy, anglikanie itd. Zachodzi więc teraz ważne pytanie: ile Kościołów założył Pan Jezus? Odpowiadam: Pan Jezus założył jeden tylko Kościół. Będę dziś o tym mówił i pokażę:

I. Że tak jest rzeczywiście.

II. Jakie stąd podają się wnioski.

I.

Pan Jezus założył jeden tylko Kościół. O tym daje znać już Stary Testament, który był figurą nowego Zakonu. Prorocy starozakonni wspominają o górze (o jednej), do której wszystkie ludy schodzić się będą (Izaj. 2, 2. 3). Mówią o prawie (o jednym), mówią o królestwie (nie o królestwach), które Pan Bóg wzbudzi, a które trwać będzie na wieki (Dan. 2, 44).

Jak było przepowiedziane, tak się też stało. Pan Jezus założył jeden tylko Kościół. Wszakże Pan Jezus mówił po wielekroć o Kościele, a więc o jednym, a nie o Kościołach. "Ty jesteś opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój", (a więc nie Kościoły) (Mt. 16, 18). Mówił o jednej owczarni, do której mają wnijść wszystkie owce, które się jeszcze w niej nie znajdują (Jan 10, 16). Pan Jezus jedną tylko naukę opowiadał: "Nauczajcie narody chować wszystko, comkolwiek wam powiedział" (Mt. 28, 20). Umarł, aby wszystkie narody, syny Boże rozproszone, zgromadził w jedno (Jan 11, 52). Tak samo mówią i Apostołowie o jednym tylko Kościele: "Chrystus jest Głową Kościoła... umiłował Kościół i za niego się ofiarował... Tajemnica to wielka, a ja mówię: w Chrystusie i Kościele" (Efez. 5, 23. 25. 32). Mówią o jednym ciele: "Wyście ciałem Chrystusowym i członkami z członka" (1 Kor. 12, 27). "W jednym Duchu my wszyscy w jedno ciało jesteśmy ochrzczeni, bądź żydowie, bądź poganie" (Ibid. 12, 13). Mówią o jednym domu Bożym (1 Tym. 3, 15); o jednej Oblubienicy Chrystusowej (Apok. 21, 9).

Podobnież nauczają i Ojcowie Kościoła. Św. Klemens Aleksandryjski mówi: "Jeden jest Ojciec wszystkich, jedno słowo wszystkich, jeden jest tylko Duch Święty, jedna jest tylko Panna Matka a zowie się Kościół". Św. Cyprian pisze: "Jeden jest tylko Bóg, jeden tylko Chrystus, jeden Kościół, jedna Stolica zbudowana słowem Pańskim na opoce. Okrom tego jednego ołtarza i tego jednego chrześcijaństwa nie może być drugiego ołtarza ni nowego kapłaństwa. Kto gdzie indziej zbiera, ten rozprasza. Cudzołóstwo jest, bezbożność jest, świętokradztwo jest, co ludzi nierozum zaprowadza, przez co się Boskie narusza urządzenie". Dzieje też zresztą osiemnastu wieków świadczą, że chrześcijaństwo wszystko w jeden tylko wierzyło Kościół. Credo unam... Ecclesiam (Symbol Apostolski).

II.

Pan Jezus jeden więc tylko Kościół założył. Z tego podają się dwa nader ważne wnioski. Pierwszy jest ten: że tylko w tym Kościele, który Pan Jezus założył, znajduje się prawda. Rzecz prosta: prawda może być tylko jedna. Białe a czarne, noc a dzień, ogień a woda, ciepło a zimno, światłość a ciemność są to rzeczy różne i przeciwne sobie. Jest-li białe – prawdą, tedy czarne musi być fałszywe; jest-li dzień – prawdą, tedy noc jest – fałszem. Prawda jedna tylko jest i jedna tylko być może; co się z prawdą nie zgadza, jest fałszem, a nieraz umyślnym kłamstwem. Prawdę znaleźć można w samym tylko Kościele Chrystusowym, albowiem wszystkie słowa Jego prawdziwe, a prawda Jego trwa na wieki (Psalm 116, 2). Rozmaite one wyznania chrześcijańskie na świecie sprzeciwiają się sobie nawzajem w wielu a ważnych i istotnych rzeczach, zaczym nie podobna, by wszystkie miały prawdę, boć prawda jedna jest tylko, i jedno tylko wyznanie (konfesja) może ją posiadać.

Jak co dopiero wspomniałem, w tych chrześcijańskich wyznaniach (konfesjach) panuje wielka różność nawet w sprawach bardzo ważnych, istotnych, bo około artykułów Wiary. My katolicy np. wierzymy, że jest siedem Sakramentów, insi przyjmują tylko trzy, albo dwa (kalwini, luteranie). My katolicy jesteśmy przekonani, że tylko Wiara i życie podług Wiary (dobre uczynki) prowadzi do zbawienia; insi przeciwnie utrzymują, że sama Wiara wystarcza, a dobre uczynki są niepotrzebne. My katolicy wyznajemy, że Pan Jezus jest w Najświętszym Sakramencie prawdziwie, rzeczywiście i istotnie obecny; insi przeciwnie w tej Tajemnicy widzą tylko obraz, figurę, przypomnienie Pana Jezusa. My katolicy wierzymy, że Pan Jezus postanowił spowiedź, jako konieczny warunek odpuszczenia grzechów; insi tego nie przyjmują. My katolicy poważamy sobie odpusty jako wielką łaskę z Nieba, insze wyznania odrzucają je i szydzą sobie z nich. My katolicy szanujemy, czcimy obrazy, wzywamy Świętych Pańskich; insze wyznania nie chcą o tym wszystkim ani słuchać. I tak w wielu innych rzeczach. Zrozumie to zaś i najprostszy człowiek, że to niepodobna jest rzecz, aby Pan Jezus miał nauczać tak różnych a przeciwnych sobie prawd, bo to sprzeciwiałoby się Jego nieskończonej świętości i prawdziwości. Prawda jest jedna tylko i ta prawda znajduje się tylko w Kościele katolickim, którego założycielem jest Jezus Chrystus. Stąd wynika, że wszystkie inne wyznania (konfesje), które inaczej, czego inszego nauczają, niż Kościół katolicki, na fałszywej znajdują się drodze; posiadają one tylko jedną lub drugą cząstkę prawdy, a nie posiadają prawdy całkowitej, prawdy wszystkiej, którą Pan Jezus objawił.

Drugi wniosek również nader ważny, jaki się stąd podaje, jest ten, że tylko w Kościele założonym przez Chrystusa Pana, można być zbawionym. Bez Chrystusa nie ma zbawienia. Wszak samże Pan Jezus powiedział: "Jam jest droga, prawda i żywot. Nikt nie przychodzi do Ojca, jeno przeze mnie" (Jan 14, 6). A więc tylko przez Chrystusa przyjść można do Ojca, tylko przez Niego – zbawienie, bo On tylko sam jest drogą, która prowadzi do celu, od Niego tylko pochodzi prawda zbawienia, w Nim tylko jest żywot wiekuisty. Pan Jezus powiedział: "Jamci jest drzwiami. Przez mię jeśli kto wnijdzie, zbawion będzie" (Jan 10, 9). A więc nie ma drugich inszych drzwi, przez które by można dostać się do nieba. – Pan Jezus powiedział: "Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, a kto nie wierzy Synowi, nie ogląda żywota, ale gniew Boży nad nim zostawa" (Jan 3, 36). A więc tylko przez wiarę w Chrystusa Pana można być zbawionym. Apostołowie też święci wyraźnie nauczają, że nie ma inszego imienia, w którym by ludzie mogli być zbawieni, krom Imienia Jezus (Dz. Ap. 4, 12). "Jeden jest tylko Pośrednik między Bogiem a ludźmi, Chrystus Jezus" (1 Tym. 2, 5). A kiedyć jeden tylko jest Pośrednik, tedy tylko przez Niego możemy być zbawieni. Bez Chrystusa więc – śmierć wiekuista, potępienie. Dalej: kiedyć bez Chrystusa, poza Chrystusem nie ma zbawienia, tedy też nie ma zbawienia i poza Kościołem Chrystusowym.

Pan Jezus założył jeden tylko Kościół, ażeby ludzie przezeń stawali się uczestnikami łask niebieskich, i temu Kościołowi zdał wszystką władzę i wszystkie środki ku zbawieniu wszystkich ludzi; zdał je swojemu tylko Kościołowi, to jest, katolickiemu Kościołowi, a nie zdał żadnemu inszemu, boć dwóch lub więcej Kościołów nie założył. Stąd rzecz jasna jak słońce, że tylko w tym Kościele Chrystusowym, to jest w Kościele katolickim, jest zbawienie, można być zbawionym, a poza tym Kościołem nie ma zbawienia. Tak też nauczają wszyscy Doktorowie Kościoła. Św. Augustyn mówi: "Nikt nie przychodzi do zbawienia i do żywota wiecznego, kto nie ma Chrystusa za Głowę. Ten zaś nie może mieć Chrystusa Głową, kto nie należy do ciała Jego, to jest do Kościoła". I dalej mówi: "Ktokolwiek się odłącza od Kościoła katolickiego, acz by nie wiem jak dobrze i chwalebnie żyć rozumiał, ten już dla tego jednego występku, iż się od jedności Chrystusowej oderwał, nie ma żywota wiecznego, lecz gniew Boży zostawa nad nim. Poza Kościołem katolickim, możesz mieć wszystko, tylko nie zbawienie; możesz mieć Sakramenty, możesz śpiewać Alleluja, możesz mówić Amen, możesz wierzyć w Ojca i Syna i Ducha Świętego, lecz zbawienia nie znajdziesz nigdzie, jeno w Kościele katolickim" (Ad Donat.). Św. Piotr Damiani daje takie piękne podobieństwo: "Drzewo, którego korzenie mocno tkwią w ziemi, ciągnie z niej soki dla siebie, i te rozchodzą się, jakoby żyłami, w całym wnętrzu jego. Tak nabiera mocy i wzrostu. Tak i my, chcąc być dobrym drzewem, musimy być od onego niebieskiego Ogrodnika zasadzeni na roli i gruncie Jego Kościoła, i w tej roli musimy być dobrze zakorzenieni, inaczej nie będziem drzewem rodzajnym". Św. Cyprian odzywa się krótko a silnie: "Nie może mieć ten Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za Matkę. Jeżeli kto w czasie potopu uszedł śmierci będąc poza korabiem Noego, tak uniknie też śmierci, kto jest poza Kościołem" (O jedności Kościoła katolickiego).

Powtarzam tedy: zbawionym można być tylko w Kościele Chrystusowym, w Kościele katolickim. Stąd jednakże nie wynika bynajmniej, jakobyśmy wskazywali na potępienie wszystkich tych, którzy się poza widzialnym Kościołem katolickim znajdują. Wielu z pośród innowierców mogą należeć duszą, sercem do Kościoła prawdziwego, i należą też do niego, jeżeli są w błędzie bez własnej winy a starają się żyć podług przykazań Boskich. Słyszeliście w naukach poprzedzających, że Kościół jest widzialnym zgromadzeniem, do którego należą ci, co zostając pod widzialną Głową, Papieżem, i zależnymi od niego Biskupami, wyznają tę samą Wiarę i tych samych używają Sakramentów. I to jest zewnętrzna strona Kościoła, – ciało jego. Lecz Kościół ma też i duszę, a tą duszą jest Duch Chrystusa, mieszkający w Jego żywych członkach, z przedziwnymi darami, a osobliwie z łaską uświęcającą i z onymi podwalinami życia prawdziwie chrześcijańskiego: wiarą, nadzieją i miłością, i z wszystkimi cnotami chrześcijańskimi, którymi się za łaską Ducha Świętego członki Kościoła odznaczają. Do Kościoła można należeć dwojakim sposobem: sposobem doskonałym, gdy się jest członkiem i ciała i duszy Kościoła, i mniej doskonałym, gdy się tylko do duszy jego należy. Są więc ludzie i tacy, co lubo do widzialnego ciała Kościoła Chrystusowego nie należą, należą jednak do niego sposobem wewnętrznym, niewidzialnym, należą do duszy jego, a przeto też przezeń zbawienia dostąpić mogą. Sam Pan Bóg tylko, który przenika serca ludzkie i zna skryte rzeczy człowieka, wie, kto z własnej winy a kto bez winy trwa w innowierstwie i niedowiarstwie. Przeto też Kościół katolicki na nikogo nie rzuca wyroku potępienia, bo się nie wdziera w prawa Boże. Pan Bóg nie dał objawienia, co się stanie z tą lub ową osobą, z tym lub owym człowiekiem, który poza Kościołem widzialnym żyje; Pan Bóg objawił tylko to, co prowadzi do zbawienia, objawił naukę zbawienia.

A i to pewna, że kto pragnie i szuka prawdy, ten też pragnie i szuka Kościoła, a tym samym należy też do Kościoła, a kto wolą, pragnieniem do Kościoła należy, ten będzie zbawiony nie dlatego, że poza Kościołem żyje, lecz dlatego, że jest członkiem Kościoła – wolą swoją (Bellarmin). Mamy też i o tym pamiętać, że i katolik nie jest pewnym zbawienia dla tego jedynie, iż jest synem prawdziwego Kościoła; albowiem wtenczas tylko może być pewny zbawienia, gdy będzie żył prawdziwie po katolicku, tj. gdy będzie wierzył szczerze, i żył podług wiary swojej. "Nie każdy, który mi mówi: Panie, Panie!... itd..." (Mt. 7, 21).

Słyszeliście naukę, że Pan Jezus jeden tylko Kościół założył, i w tym tylko Kościele znajduje się prawda i zbawienie. Obejrzyjcie się po świecie! Tyle milionów jeszcze ludzi nie należy do Kościoła. Jedni siedzą w ciemnościach śmierci, drudzy, lubo znają imię Chrystusowe, jednak żyją poza Kościołem, który jest utwierdzeniem prawdy i źródłem żywota wiekuistego. Nas Bóg bez wszelkiej zasługi naszej przyjął na łono Kościoła swojego. Dziękujmy Bogu za tę wielką a niezasłużoną łaskę, a dla niewiernych i błądzących miejmy politowanie braterskie, przykładajmy się modłami i ofiarami na cele Misyjne, ażeby i onych Pan Bóg powołał co prędzej do owczarni swojej. Amen.

–––––––––––

Nauki katechismowe o prawdach Wiary i obyczajów katol. Kościoła według średniego katechizmu Deharba. Tom I. O Wierze. Wydał X. J. Stagraczyński. Wydanie II. Poznań. NAKŁADEM KSIĘGARNI KATOLICKIEJ. 1886, ss. 274-279 (Nauka XLV. IV. Artykuł Składu Apostolskiego). 


(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).


Pozwolenie Władzy Duchownej:


Imprimatur.
Pelplini, die XIII. Januarii Anno 1883.
Episcopus Culmensis.
† Joannes.

G. V. 4640.

W. Czarnowski.

Dir. Canc. et Secr. Epplis.

Źródło informacji: ULTRAMONTES.pl

wtorek, 24 kwietnia 2018

Zapomniane prawdy: Czyż obecna niezwykle poważna sytuacja Kościoła nie wynika właśnie z lekkomyślności, jaką była chęć wystawiania Boga na próbę?



„Sobór wprawił mnie w konsternację: nadmiar dokumentów, ich długość, często ich język – to właśnie mnie przeraża. Istnieją dokumenty, które bardziej świadczą o czysto ludzkiej pysze i nadmiernej pewności siebie aniżeli o prostej pewności wiary. Ale przede wszystkim jestem oburzony zachowaniem teologów”.

(...)

Sobór jest najwyższym wyrazem Magisterium i jego zwołanie może być uzasadnione tylko w przypadku najwyższej konieczności. Czyż obecna niezwykle poważna sytuacja Kościoła nie wynika właśnie z lekkomyślności, jaką była chęć wystawiania Boga na próbę? Czyż nie istniało, być może, pragnienie, aby przymusić Boga, by przemówił, gdy nie zachodziła ta najwyższa konieczność? Czy nie tak to się odbyło? Usprawiedliwienie zwołania Soboru, który miał odmienić wszystko, wymagało, aby episkopat – a jeśli nie on, to teologowie – mieli pewność, że wszystko idzie źle i że jest to stan chroniczny.

(...)

Nic nie wydaje mi się bardziej poważne, w przeciwieństwie do świętości Boga, niż pycha duchownych, którzy z czysto diaboliczną dumą wierzą, że mogą manipulować prawdą, którzy ośmielają się odnawiać Kościół i ratować świat bez odnawiania samych siebie. W całej historii Kościoła nie ma niczego, co można by porównać z ostatnim soborem, podczas którego katolicki episkopat uwierzył, że może odnowić wszystkie rzeczy nie będąc posłusznym niczemu innemu niż własna duma, bez wysiłku świętości, otwarcie przeciwstawiając się prawom Ewangelii, która wymaga od nas uznania, że człowieczeństwo Chrystusa było instrumentem wszechmocnej miłości, która zbawia przez Jego śmierć”.

ks. Divo Barsotti (1914–2006)

Ruch charyzmatyczny, a tzw. katolicka odnowa w Duchu Świętym


Bp. Atanazy Schneider: Stolica Apostolska jako katedra prawdy




STOLICA APOSTOLSKA JAKO KATEDRA PRAWDY

Ekumeniczny Sobór Konstantynopolitański IV nauczał: „W Stolicy Apostolskiej religia katolicka zawsze była zachowywana w nieskazitelnej postaci i głoszono tam świętą doktrynę. (...) W niej znajduje się prawdziwa siła religii chrześcijańskiej” (Z formuły papieża Hormizdasa, zatwierdzonej przez ojców Soboru Konstantynopolitańskiego IV). A Sobór Watykański I nauczał: „Stolica św. Piotra pozostaje zawsze wolna od jakiegokolwiek błędu, zgodnie z Bożą obietnicą Pana naszego i Zbawiciela, udzieloną księciu Jego uczniów: Ja prosiłem za tobą, aby nie ustała twoja wiara, a ty nawróciwszy się utwierdzaj twoich braci. Zatem ten nigdy nie ustający charyzmat prawdy i wiary został przez Boga udzielony św. Piotrowi oraz jego następcom na tej Stolicy dla wypełniania ich wzniosłego urzędu dla zbawienia wszystkich ludzi, aby cała owczarnia Chrystusa odwrócona przez nich od pokarmu skażonego błędem, karmiona była nauką z nieba, aby po usunięciu okazji do schizmy cały Kościół był zachowany w jedności i wsparty na swoim fundamencie trwał mocno przeciwko bramom piekielnym” (Pastor aeternus, rozdz. IV).

W połowie III wieku św. Cyprian użył określenia „katedra”, by wskazać na władzę Kościoła rzymskiego związaną z tronem św. Piotra, od którego – jak mówi – pochodzi jedność hierarchii (por. Ep. 59, 16). Św. Hieronim także napisał: „Zdecydowałem się poradzić katedry św. Piotra, gdzie znajduje się ta wiara, którą wysławiały usta apostoła; teraz przychodzę, by prosić o pożywienie dla mojej duszy tam, gdzie niegdyś otrzymałem szatę Chrystusa. Nie kieruję się żadnym innym prymatem niż prymatem Chrystusa; z tego powodu stawiam się w komunii z Waszą Świątobliwością, to znaczy z katedrą św. Piotra. Wiem, że na tej opoce zbudowany jest Kościół” (Listy I, 15,1-2).

Charyzmat prawdy jest powierzony przez Boga najpierw św. Piotrowi i jego następcom, rzymskim biskupom, których stolica jest konsekwentnie nazywana par excellence katedrą Prawdy. Wziąwszy pod uwagę ich posługę prawdy, biskupi Rzymu muszą nieustannie mieć świadomość, że nie są właścicielami katedry Prawdy, ale jej sługami i wikariuszami. Charakterystyczna cecha posługi apostołów polega na byciu „pastores vicarii”, jak mówi prefacja o apostołach: „Quos operis Tui vicarios eidem contulisti praeesse pastores”. Posługa Piotrowa w Kościele jest zasadniczo posługą sprawowaną w zastępstwie. Zatem biskup Rzymu nazywany jest „Vicarius Christi”. Św. Grzegorz Wielki (+ 604) bardzo lubił mówić o biskupie Rzymu jako „namiestniku św. Piotra” (Registrum Epistolarum XII, 7). Papież św. Gelzajusz I (+ 496) oświadczył, że biskup Rzymu musi przede wszystkim być „minister catholicae et apostolicae fidei” (Ep. 43).

Przytoczona niżej przysięga, którą papieża składali przez ponad milenium na początku swojej apostolskiej posługi, robi wrażenie i jest niezwykle na czasie: „Przysięgam nie zmieniać niczego z przekazanej mi Tradycji ani niczego, co było przede mną strzeżone przez mych miłych Bogu poprzedników, ani nie naruszać, ani nie zmieniać, ani nie zezwalać na jakiekolwiek zmiany. Przeciwnie: z gorącym umiłowaniem, jako Tradycji wierny uczeń i dziedzic, przysięgam ze czcią zachować przekazane mi dobro, ze wszystkich moich sił i całą moją mocą. Przysięgam usunąć wszystko, co sprzeciwia się porządkowi prawa kanonicznego, gdyby tylko coś takiego się wydarzyło; bronić świętych Kanonów i Dekretów papieskich jako Bożych nakazów otrzymanych z Nieba, ponieważ jestem w pełni świadom, że Ty, którego miejsce zajmuję przy pomocy Łaski Bożej, którego Wikariuszem jestem z Twoją pomocą, poddasz najsurowszemu osądowi przed Twoim Boskim Trybunałem wszystko, co będę głosił.

Przysięgam Bogu Wszechmogącemu i Zbawicielowi Jezusowi Chrystusowi, że zachowam wszystko, co zostało objawione poprzez Chrystusa i Jego Następców i co zostało zdefiniowane i ogłoszone w pierwszym rzędzie przez sobory oraz moich poprzedników. Zachowam bez najmniejszej straty dyscyplinę i ryt Kościoła. Usunę z Kościoła każdego, kto ośmieliłby się działać przeciwko tej przysiędze, czy byłbym to ja sam, czy ktokolwiek inny. Gdybym miał dokonać czegokolwiek przeciwnego tej przysiędze albo zezwolić, aby taki czyn mógł być dokonany, Ty nie będziesz miał nade mną litości w straszny dzień Sprawiedliwości Bożej. Dlatego, bez żadnego wyjątku, nakładamy najsurowszą ekskomunikę na każdego – czy to na Nas samych, czy to na kogokolwiek innego – kto ośmieliłby się powziąć cokolwiek nowego, co stałoby w sprzeczności z tą starożytną ewangeliczną Tradycją i czystością prawowiernej Wiary i religii chrześcijańskiej, albo kto chciałby coś zmienić poprzez swój czynny sprzeciw, lub też zgodziłby się z tymi, którzy podjęliby tak świętokradzkie przedsięwzięcie” (Liber Diurnus Romanorum Pontificum).

W czasach nowożytnych biskupi Rzymu upierali się przy powinności papieży, jaką jest obrona prawdy i chronienie Kościoła od błędu i herezji. Leon XIII nauczał: „Jeżeli zawsze zadaniem Kościoła było szukać chwały Bożej i starać się o zbawienie ludzi, a tym samem głosić prawdę i usuwać wszelkie błędy z serc, to tym więcej jest to zadaniem jego w naszych czasach, kiedy fałszywe i błędne zdania wszelkiego rodzaju tak szerokie znalazły rozprzestrzenienie. Obrona wiary jest bez wątpienia w pierwszym rzędzie sprawą tych, których Bóg uczynił zwierzchnikami swego Kościoła, atoli „każdy chrześcijanin jest zobowiązany wyznawać wiarę, innych w niej pouczać, lub wzmacniać i odpierać napaści niewiernych”.

Przed nieprzyjacielem ustępować albo zamilknąć, kiedy przeciwko prawdzie na ogół powstaje krzyk tak głośny, jest tchórzostwem, albo sprawą tych, którzy o prawdzie wątpią. (...) Jest to zniewagą i obrazą Boga (...), przynoszącym jedynie korzyść nieprzyjaciołom wiary, których odwagę i zuchwałość przez takie zachowanie się umacnia i pomnaża. Łatwo także dalej zbić fałszywe oskarżenie przeciw Kościołowi i wszelkie przeciwko niemu uprzedzenie; za niewielkim staraniem powiedzie się to zawsze. A zresztą nie ma nikogo, co by nie zdołał rozwinąć tej siły ducha, w której się mieści istotna odwaga chrześcijan; wystarcza ona często, aby zawstydzić przeciwnika i ukrócić jego swawolę. Co więcej, chrześcijanie są stworzeni do walki. Im zaciętszą jest walka, tym więcej z pomocą Bożą należy spodziewać się zwycięstwa. „Miejcie ufność, ja świat zwyciężyłem” (J 16,33). (...) Obowiązek ten wymaga w pierwszym rzędzie od nas, abyśmy wiarę katolicką otwarcie i śmiało wyznawali i podług sił naszych starali się o szerzenie jej” (Encyklika Sapientiae christianae, 10 I 1890 r.).

Papież Jan XXIII nauczał: „Przyczyną i źródłem wszystkiego zła, które jakby zatruwa jednostki, ludy i narody i które tak często niepokoi umysły wielu ludzi, jest nieznajomość prawdy, owszem, nie tylko nieznajomość, lecz niejednokrotnie pogarda i odwracanie się od niej. (...) Co się zaś tyczy tych wszystkich, którzy celowo ośmielają się atakować znaną prawdę, mówić, pisać i działać posługując się bronią kłamstwa, by zdobyć poklask ludzi prostych, urabiać według swego pojęcia młodzież, podatna jeszcze i nieuświadomioną, ci bez wątpienia nadużywają niewiedzy i niewinności bliźniego, oddają się całkiem nagannej działalności. (...) Ażeby więc stanowczo usunąć zły wpływ owych niebezpiecznych środków, wpływ, który coraz bardziej się poszerza, trzeba przeciwstawić im broń prawdy i uczciwości. (...) Nie brak również i takich, co nie zwalczając wprost prawdy, okazują wobec niej daleko posuniętą beztroskę i obojętność, jakby Bóg nie dał nam rozumu dla jej szukania i zdobywania.

Ten godny nagany sposób postępowania prowadzi jakby samorzutnie do absurdalnego twierdzenia, że zniesienie wszelkiej różnicy między prawdą i fałszem, stawia wszystkie religie w jednym rzędzie. Tę zasadę – by użyć słów wspomnianego Naszego Poprzednika Leona XIII – wprowadzono po to, by zburzyć wszelką religię, zwłaszcza religię katolicką, której jako jedynie prawdziwej nie można bez jej obrazy stawiać na równi z innymi („Humanum genus”, Acta Leonis, T. IV, 1884, s. 53). Ponadto zaprzeczenie wszelkiej różnicy między przeciwnymi i sprzecznymi rzeczami prowadzi ostatecznie do tego, że w teorii i w praktyce odrzuca się wszelką religię. Jakżeż Bóg, który ze swej istoty jest prawdą, mógłby przyzwalać lub tolerować beztroskie niedbalstwo i bierność tych ludzi, którzy ilekroć chodzi o zagadnienia związane z wiecznym zbawieniem nas wszystkich, wcale nie myślą ani o szukaniu i zdobywaniu koniecznych prawd, ani o oddawaniu Bogu należnego Mu kultu?

Jeśli dziś wkładamy tyle wysiłku i pilności w studium i w rozwój ludzkich nauk, dzięki czemu nasza epoka może słusznie szczycić się podziwu godnym postępem osiągniętym w badaniach naukowych, to dlaczegoż nie należałoby zdobyć się na tę samą, owszem, nawet na większą pilność, pomysłowość i troskliwość, by dojść do niewątpliwego poznania, które dotyczy już nie tego życia ziemskiego i przemijającego, lecz niebieskiego, które nigdy nie przeminie? (...) Z osiągnięcia pełnej, nieskażonej i szczerej prawdy winna płynąć jedność myśli, serc i czynów. Rzeczywiście, wszystkie przeciwności, waśnie i niezgody mają swą pierwszą przyczynę w fakcie, że prawda albo nie jest poznana, albo co gorsza: choć została zbadana i poznana, odrzuca się ją albo w imię wygód i korzyści, jakie ludzie często spodziewają się wyciągnąć z fałszywych poglądów, albo w imię nagany godnego zaślepienia, które każe ludziom usprawiedliwiać ich występki i złe uczynki” (Encyklika Ad Petri Cathedram, 29 czerwca 1959, 1-2).

W ciągu historii Szatan, ojciec kłamstwa, nieustannie atakuje Kościół, a w szczególności katedrę Prawdy, którą jest tron św. Piotra. Z powodu nieprzeniknionego pozwolenia Bożej Opatrzności ataki Szatana przeciwko katedrze rzymskiej w rzadkich przypadkach miały skutek w postaci tymczasowego i ograniczonego zaciemnienia papieskiego Magisterium, kiedy pewni biskupi Rzymu wygłaszali niejednoznaczne stwierdzenia doktrynalne, tym samym wywołując tymczasową sytuację doktrynalnego zamieszania w życiu Kościoła.

Tę możliwość można dostrzec wyrażoną w następujących słowach zaczerpniętych z Egzorcyzmu przeciwko Szatanowi i zbuntowanym aniołom, napisanemu przez papieża Leona XIII w roku 1884.

W oryginalnym tekście czytamy: „Oto starożytny wróg i morderca podnosi mocno swą głowę! Przemieniony w anioła światłości, wraz z całą hordą złych duchów, krąży wszędzie i bierze w posiadanie ziemię, aby wymazać z niej Imię Boga i Jego Chrystusa oraz wykraść, nękać i zgubić na wieczne zniszczenie dusze, których przeznaczeniem jest korona wiecznej chwały. Na ludzi o zdeprawowanym umyśle i zepsutym sercu niegodziwy smok wylewa, jak najobrzydliwszą rzekę, truciznę swej nikczemności, ducha kłamstwa, bezbożności i bluźnierstwa; a także śmiertelny oddech pożądliwości i wszelkich nieprawości, i przywar. Najprzebieglejsi nieprzyjaciele Kościoła – Oblubienicy Baranka – otoczyli go boleściami, przepełnili piołunem; na wszystkim, co w nim godne pożądania, położyli swe nikczemne ręce. Tam, gdzie Stolica Świętego Piotra i Katedra Prawdy została ustanowiona na światło dla pogan, ustawili tron obrzydliwości swych niegodziwości po to, aby gdy Pasterz zostanie uderzony, mogli rozproszyć i owce”.

Rankiem 13 października 1884 roku – dokładnie trzydzieści trzy lata przed ostatnim objawieniem Maryi w Fatimie i niezwykłym cudem słońca – papież Leon XIII w czasie dziękczynienia po właśnie odprawionej przez niego Mszy świętej miał wizję, która jest dziś słynna. Szatan pojawił się przed Bogiem, prosząc Go o pozwolenie, by mógł działać bez zakłóceń przez sto lat w celu zniszczenia Kościoła, na co otrzymał zgodę. Papież wówczas ujrzał rój demonów spadający na Bazylikę św. Piotra, aby dokonać inwazji Stolicy Piotrowej. Bezpośrednio po tej wizji papież ułożył modlitwę do św. Michała Archanioła, której odmawianie nakazał po każdej Mszy zwykłej, oraz słynny egzorcyzm, z którego pochodzi właśnie przytoczony cytat. Dramatyczne wyrażenie: „na Stolicę najświętszego Piotra” zostanie później usunięte przez Piusa XI, aby uniknąć zgorszenia dla wiary, ale dzisiaj jest ono co najmniej prorocze.

Niech będzie nam wolno zakończyć następującą modlitwą o. Prospera Guerangera: „Święty Apostole! Ucisz dzikość burzy, aby słabi się nie zgorszyli. Błagaj naszego Pana, aby nie pozwolił na to, aby rezydencja Następcy była niepokojona w tym Świętym Mieście, które zostało wybrane dla tak wielkiego zaszczytu. Jeśli by tak się stało, że jego mieszkańcy zasługują na karę za swoje przewinienia – oszczędź ich ze względu na ich braci z reszty świata; i módl się za nich, aby ich Wiara stała się ponownie tym, czym była, kiedy chwalił ją św. Paweł i powiedział im: o wierze waszej mówi się po całym świecie (Rz 1,8)” (The Liturgical Year, London, wyd. z roku 1887, s. 436-437).

Biskup Athanasius Schneider

Rzym, 7 kwietnia 2018 r.


Tłum. z j. angielskiego: Jan J. Franczak

Źródło informacji: https://www.pch24.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.