_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

piątek, 10 czerwca 2022

O. Jan P. Strumiłowski OCist: Czy dążenie do jakkolwiek ujętej doskonałości może być błędem?

 


Celem życia chrześcijańskiego jest zjednoczenie z Bogiem. W takiej perspektywie mówienie o doskonałości jako celu życia chrześcijańskiego domaga się pewnego dookreślenia. Doskonałość rozumiana w sposób dowolny sama w sobie nie może być celem. Jest ona celem tylko w zależności od Ewangelii, od jej sedna – jedynie wtedy ma właściwy kształt. I w tym miejscu dochodzimy do pewnego paradoksu. Miarą doskonałości człowieka jest upodobnienie się do Boga. Pismo mówi: „bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec Niebieski” (por. Mt 5, 48). Doskonałość Boga polega zaś na tym, że jest On miłością. A miłość wyklucza jakąkolwiek izolację i zamknięcie. Człowiek zatem nie może być doskonały sam w sobie, nie może być doskonałym, oderwanym i zamkniętym bytem. W doskonałości nie chodzi o szlifowanie siebie i swoich cech w taki sposób, żeby stały się one krystaliczne. Dlaczego podejmujemy tak z jednej strony oczywisty temat, a z drugiej, wydawałoby się, tak marginalny? Czy dążenie do jakkolwiek ujętej doskonałości może być błędem? 

W tym pytaniu dotykamy właśnie istoty problemu. Kościół zawsze dbał o to, żeby przekazywać czystą doktrynę, oraz dawał nam wzór życia chrześcijańskiego, kanonizując kolejnych świętych: a więc troszczy się o czystość wiary i obyczajów z wiary wypływających. Święci w istocie byli ludźmi, którzy doskonale wdrożyli wiarę w życie, którzy doktrynę uczynili programem swojego życia. Być świętym znaczy nie tylko wyszlifować w sobie dobre cechy i zredukować wady. Do takiego procesu nie jest nam potrzebna ani doktryna, ani nawet Ewangelia. Wystarczy świecka moralność. Obecnie, zwłaszcza ze strony ludzi niewierzących, pojawiają się pytania, czy trzeba być wierzącym, żeby być dobrym człowiekiem. Przecież wielu ateistów jest dobrymi ludźmi, niejednokrotnie lepszymi od chrześcijan. Po co zatem tak pieczołowicie dbać o wiarę? Po co upierać się twardo przy trwaniu w jednym konkretnym wyznaniu? 

Ponadto współczesny świat stawia przed nami inne wzory doskonałości, nie zawsze skupiające się wokół doskonałości moralnej. Dzisiaj doskonały człowiek to człowiek spełniony, człowiek sukcesu – uśmiechnięty, szanowany, lubiany, świadczący innym dobro, wrażliwy i tym podobne. Ikonami doskonałości są celebryci – to oni wskazują nam cel ludzkiego dążenia, wzór spełnienia, zrealizowania swoich aspiracji i pragnień. W perspektywie katolickiej zaś coraz częściej daje nam się za wzór ludzi szczęśliwych, spełnionych, którzy budują swoje szczęście i doskonałość na kanwie wzorców światowych, a oprócz tego są jeszcze wierzący – podaje nam się ich za przykłady do naśladowania. Wydawałoby się, że jest to bardzo piękne i pociągające. Oto jakaś gwiazda, celebryta, człowiek naprawdę znaczący, który odnosi sukces, zaczyna manifestować swoją wiarę. Świat katolicki temu przyklaskuje. I oczywiście jest to zjawisko pozytywne, jednak kryje się w nim pewnego rodzaju zagrożenie. Otóż doskonałość w świecie chrześcijańskim nigdy nie była czymś oderwanym od treści Objawienia. To nie tak, że człowiek może budować swoją ludzką doskonałość, do której dodaje szczyptę Ewangelii, chrześcijański koloryt – i oto mamy przepis na świętość. Wzorem doskonałości jest świętość, czyli doskonałość rozumiana jako coś, co wyłania się z głębi chrześcijaństwa jako jej właściwy atrybut, a nie dodatek. Doskonałość tożsama ze świętością rodzi się z życia chrześcijańskiego, wyłania się z wnętrza przeżytej doktryny. Oznacza to, że sama Ewangelia i doktryna wyznaczają rys doskonałości. Jeśli natomiast doskonałość jest czymś jedynie ludzkim, co może zaistnieć poza chrześcijaństwem, rzeczywiście Ewangelia traci swój uniwersalizm i konieczność. A w dzisiejszym świecie kulturowy wzór doskonałości jest pozaewangeliczny, niespójny i w istocie niezwiązany z Ewangelią. Błąd polega na postawieniu za wzór doskonałości wykreowanej przez ducha tego świata i usilne twierdzenie, że Ewangelia jest drogą umożliwiającą osiągnięcie tego wzoru – a to jest rzecz jasna czyste szaleństwo prowadzące nie tylko do porażki, ale też do głębokiej deformacji chrześcijaństwa. Świętość w takiej perspektywie sprowadza się jedynie do narzędzia nadającego światowemu wzorowi doskonałości poświatę wiary. Ewangelia staje się zaledwie instrumentem, który ma służyć spełnieniu ludzkich aspiracji. Żeby jednak dobrze to zilustrować, przyjrzyjmy się najpierw samej historii grzechu i zbawienia. Nieszczęście i niedoskonałość człowieka spowodowane są przez grzech. Dzisiaj często rozumiemy go jako skazę na osobowości, skarłowacenie naszego bytu. Dlatego też zbawienie czy łaskę pojmujemy jako moc, która ma nas naprawić. Bóg w takiej perspektywie jawi się w istocie jako narzędzie, przy pomocy którego nasza istota może zostać naprawiona. Nie ma tutaj dużo miejsca na relację, a jeśli już, to ta relacja jest ukierunkowana na nas. Tymczasem w perspektywie Objawienia sprawa z grzechem przedstawia się nieco inaczej. Grzech rzeczywiście spowodował skaleczenie ludzkiej natury. Osłabił ludzką wolę. Wprowadził w nasze życie lęk, samotność, cierpienie, a nawet śmierć. Są to jednak skutki czegoś większego. Grzech nie jest jedynie raną zadaną ludzkiej naturze; jest uderzeniem w Boga. Grzech jest czymś absolutnie innym niż Bóg, a więc jest jakimś antybytem. I kiedy go wybieramy, powoduje on oderwanie nas od Boga i utratę relacji z Nim. Poprzez grzech zatem człowiek żyjący w Bogu, zanurzony jakby w Jego istocie, cieszący się wspólnotą z Nim, zostaje od Boga oderwany. Zaczyna istnieć w odłączeniu od Stwórcy, który przecież jest źródłem i celem jego istnienia – a wymienione wyżej konsekwencje są skutkiem tegoż odłączenia. Zatem człowiek oderwany od Boga nie jest w stanie załatać „dziur” niedoskonałości swojej natury. To rozerwanie, które w sobie dostrzegamy, które nas uwiera i boli i które próbujemy jakoś naprawić, nie da się samo zasklepić, bo jest to rozdarcie nie w nas samych, ale w naszej relacji do Boga. Ta wyrwa w naszej naturze, nieustanny głód, ból, tęsknota, słabość, są nie własnością naszej zamkniętej w sobie natury, ale skutkiem, strzępem pozostałym po oderwaniu nas od Boga. 

Naprawić ludzką naturę można zatem jedynie poprzez zwrócenie człowieka Bogu. Jesteśmy – jak zresztą całe stworzenie – absolutnie zależni od Boga. Nie możemy istnieć bez Niego. Nie możemy „realizować siebie” w oderwaniu od Niego. Nie możemy być bez Niego spełnieni i doskonali. Próba osiągnięcia doskonałości bez Boga zawsze doprowadzi nas do mniejszej lub większej karykatury człowieczeństwa. Wzór, który dzisiaj daje nam świat – ludzkiej doskonałości oderwanej od Ewangelii, doskonałości, w której życie wiarą jest jedynie dodatkiem, wisienką na torcie lub narzędziem – jest z ewangelicznego punktu widzenia fałszywy. 

*fragment pochodzi z książki O. Jana P. Strumiłowskiego OCist „Zachwiana hierarchia. Pomieszanie pojęć i przyczyny kryzysu w Kościele”, rozdział pt. Doskonałość i ludzkie aspiracje, wydanej nakładem Wydawnictwa Esprit, Kraków 2022

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.