Pages

______________________________________________________________________

_______________________________________________________________________________

czwartek, 30 października 2014

Ruchy charyzmatyczne - czy to jest katolickie?


Romano Amerio: Posoborowe zmiany w zgromadzeniach zakonnych



Jako że zakony i instytuty religijne zachowujące tzw. rady ewangeliczne wypełniają nadobowiązkowe zobowiązania religijne, oczywiste jest, że obecny kryzys zadać musiał szczególnie bolesny cios zwłaszcza tej szczególnej części Kościoła. Zgodnie z zasadą loquimini nobis placentia, według której ludzie posiadają skłonność do pomniejszania własnych porażek i wyolbrzymiania swych cnót, obecna agonia zgromadzeń zakonnych przedstawiana jest (przyjmując optymistyczny punkt widzenia Jana XXIII) jako ich odrodzenie, biorąc wszelkie zmiany i destabilizację za oznaki żywotności.

Kryzys jest jednak faktem, o czym świadczy chociażby skala odstępstwa osób, które podjęły wcześniej życie konsekrowane. Wszystkie wspólnoty zakonne, wielkie i małe, męskie i żeńskie, kontemplacyjne, aktywne i o charakterze mieszanym, jeśli nie zostały wręcz zdziesiątkowane, skurczyły się w ciągu 20 lat do ułamka swej dawnej liczebności. Według oficjalnych danych opublikowanych w Tabularum statisticarum collectio w roku 1978, w latach 1966–1977 liczba zakonników na świecie spadła z 208 tys. do 165 tys., czyli niemal o 25%. Nie sposób obronić tezy, że spadkowi ilościowemu towarzyszy wzrost jakościowy: jakość przejawia się w ilości. Im więcej ludzi zobowiązuje się do życia według pewnego ideału, tym prędzej praktykowanie tego ideału doprowadzone zostanie do doskonałości. Im większa liczba ludzi angażuje się w jakąś działalność, tym więcej z nich w niej celuje, podobnie jak potrzeba wiele praktyki, aby osiągnąć w czymś biegłość.

Kryzys ten przejawia się w najwyraźniej w pędzie do zmian: wszystkie instytuty zakonne zwołały specjalne zgromadzenia w celu zreformowania swych konstytucji i reguł, dokonywanego często w sposób lekkomyślny i zawsze ze skutkami bardziej niszczącymi niż budującymi. Pytany o kondycję dzisiejszych zakonów, kard. Daniélou odpowiedział wprost: „Myślę, że mamy obecnie bardzo poważny kryzys życia zakonnego i że powinno się mówić nie tyle o odnowie, co raczej o upadku”. Jako przyczyny tego stanu rzeczy Kardynał wymienił wypaczenie rad ewangelicznych, przez traktowanie ich jako raczej poglądu psychologicznego i socjologicznego, niż specjalnego stanu życia, opartego o zalecenia Chrystusa Pana zawarte w Ewangeliach.

Prawdziwa odnowa powinna polegać na podporządkowaniu zewnętrznych form aktywności dążeniu do osiągnięcia świętości, która jest głównym celem Kościoła, a życia zakonnego w szczególności. Stosunki ze światem zewnętrznym zawsze zaprzątały umysły założycieli i reformatorów zakonów. W czasach praktykowania niewolnictwa w celu wykupu chrześcijan z rąk muzułmanów powstał zakon mercedarian; ze względu na zagrożenie epidemiami powstali kamilianie i zakon szpitalny św. Antoniego; kiedy pojawiła się potrzeba nauczania mas – powstali bracia szkolni. Nie sposób wymienić wszystkich współczesnych kongregacji, dostosowujących się na tysiące sposobów do potrzeb społeczeństwa.

Z przystosowaniem mieliśmy więc do czynienia zawsze, jednak dziś generalna zasada reform wymaga, by zmiany przebiegały bez wyjątku od wymagań większych do mniejszych, nigdy zaś odwrotnie. Jest to dokładnym przeciwieństwem tego, co widzimy w historii zgromadzeń zakonnych. Wszystkie poprzednie reformy zostały wywołane rozgoryczeniem z powodu rozluźnienia dyscypliny i pragnieniem życia bardziej uduchowionego i surowego, przepojonego modlitwą i umartwieniami. Cystersi na przykład wyodrębnili się z kluniaków, a trapiści z cystersów. Podobnie pragnienie surowszego życia doprowadziło do powstania z franciszkanów: obserwantów, franciszkanów reformowanych i kapucynów (...); wszyscy oni powodowani byli pragnieniem prowadzenia życia doskonalszego i surowszego, a nigdy odwrotnie – jak ma to miejsce obecnie, po raz pierwszy w historii reform w Kościele.

Dzisiejsze reformy opisywane są w dużej mierze przy pomocy typowej dla naszych czasów nowomowy. Podczas specjalnych zgromadzeń, mających na celu przeprowadzenie odnowy reguł, zakony „zadają sobie pytania”, „konfrontują doświadczenia”, „wyznaczają nowe cele działania”, „poszukują nowej tożsamości” (w wyniku czego stają się czymś innym), „stają się świadome nowych problemów w Kościele”, „zajmują się problemem kreatywności”, usiłują „budować prawdziwe wspólnoty” (tak jakby przez ubiegłe stulecia zgromadzenia zakonne były wspólnotami fałszywymi), myślą o sposobach „umiejscowienia siebie w ich kontekście” itd.

Zmiany zasad

Tak jak w przypadku innych części ciała Kościoła, kryzys zakonów jest rezultatem nadmiernego dostosowania się do tego świata, które wynika z utraty wiary w możliwość zwycięstwa nad nim. W wyniku tej metamorfozy zgromadzenia zatracają część swej własnej istoty, co doprowadza je do kryzysu tożsamości. Istotną oznaką tego zagubienia jest zmiana w strojach członków zgromadzeń zakonnych, spowodowana pragnieniem nie odróżniania się od osób świeckich. (...). Musimy pamiętać, że czasami „ekstrawagancja” w strojach zakonników miała na celu podkreślenie wyjątkowości stanu duchownego, była również ważnym znakiem wolności Kościoła, jego niezależności od mód i stylów. Od wzgardy dla zwykłych strojów duchownych popada się we wzgardę dla szat liturgicznych: w konsekwencji podczas dzisiejszych koncelebr nierzadko widzimy księży odprawiających Msze w strojach całkowicie świeckich.

Życie zakonne, oparte o rady ewangeliczne, jest więc obiektywnie doskonalsze niż życie zwykłych chrześcijan kierujących się ewangelicznymi nakazami – jest ono wyborem dokonanym w oparciu o słowa samego Chrystusa Pana: „Si vis perfectus esse”. Kierunek dzisiejszych reform życia zakonnego zbliżony jest do tego, który rządzi obecną reformą kapłaństwa. Z jednej strony jesteśmy świadkami zacierania różnic pomiędzy kapłaństwem sakramentalnym a kapłaństwem wszystkich wiernych, z drugiej – pomiędzy stanem doskonałości i stanem zwykłym. Wszystko, co specyficzne dla życia zakonnego, tak w życiu wewnętrznym, jak i w zachowaniu, zostało usunięte lub pomniejszone.

Jako że życie podlega nieustannym zmianom, a wola ludzka stale buntuje się przeciw nakazom prawa, stan życia wymaga w swym obrębie pewnego niezmiennego porządku. Pewien stały charakter może być nadawany życiu przez podjęcie zobowiązania, wiążącego na stałe wolę jednostki z zakonem, poprzez potrójne śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Obecny kryzys spowodowany jest rozluźnieniem dyscypliny i lekceważeniem ślubów nie przez pojedyncze osoby, ale przez same władze zakonów, które doprowadziły do wprowadzenia zmian w regułach podczas specjalnie w tym celu zwołanych zgromadzeń generalnych.

Po pierwsze, porzucono zasadę stabilności. Stabilność, którą ślubował mnich według reguły benedyktyńskiej, miała podwójne znaczenie, odpowiadające dwóm sensom tego słowa. (...) Łacińskie regere oznacza zarazem ‘podtrzymywać’ i ‘kierować’. Reguła zakonna jest więc normą, która wyznacza kierunek życia i równocześnie go podtrzymuje. Łacińskie stare, od którego pochodzi stabilitas, znaczy równocześnie ‘pozostawać na miejscu’ i ‘pozostawać doskonałym’. Stabilność zakonna polega na tym, że mnich, pozostając w swoim klasztorze i nie zmieniając miejsca zamieszkania, znaleźć może środki konieczne do postępu moralnego.

Obecnie stabilność owa zanika. Oczywiście w ciągu stuleci przełożeni wszystkich zgromadzeń zmieniali miejsca swego pobytu; nawet prawo kanoniczne wyraźnie zezwala na podróż na rozkaz przełożonych. Problem polega na tym, że obecnie brak stabilności stał się wręcz elementem życia poszczególnych wspólnot. Z powodu zwiększonej mobilności współczesnego świata bracia opuszczają swe domy zakonne nie tylko w celu podróży, urlopu lub rozrywki (często przedstawianej jako cel apostolski czy kulturalny); członkowie wspólnoty oddzielają się od innych mieszkając w różnych miejscach i porzucając życie wspólnotowe. Eksklaustracja (zwolnienie z obowiązku zamieszkiwania w klasztorze – przyp. red. Zawsze wierni), która była dotąd czymś niezwykłym, stała się dziś normalną formą życia zakonnego. W miejsce klasztoru powstała pozbawiona stabilności diaspora, wynikiem czego jest niemal całkowity zanik życia wspólnotowego.

Zasadnicza zmiana orientacji

Cała tzw. „odnowa” jest w rzeczywistości fundamentalną zmianą orientacji, która, gdyby została przeprowadzona konsekwentnie do końca, mogłaby doprowadzić do całkowitego zaniku zgromadzeń zakonnych. Zmiana ta jest wyrazem antropocentrycznej rewolucji, cechującej obecny etap historii Kościoła. Widać to dobrze już w nowych, przedefiniowanych celach życia zakonnego: koncentruje się ono raczej na służbie człowiekowi niż Bogu, czy raczej na służbie człowiekowi utożsamionej ze służbą Bogu. Ta zmiana orientacji opiera się na fałszywym założeniu, że celem człowieka nie jest i nie może być jego własne zbawienie, ponieważ byłoby to rodzajem teologicznego utylitaryzmu. Twierdzi się, że mnich nie opuszczający swego miejsca czyni to jedynie z miłości własnej, a dążenie do dobra ze względu na nagrodę w życiu przyszłym jest działaniem samolubnym.

Celem, jaki zwykle stawiali przed sobą ludzie składający śluby zakonne, było przede wszystkim zbawienie swych dusz. Nie cofając się nawet do początków monastycyzmu wschodniego, widać to wyraźnie we wstępie do reguły św. Benedykta: „Et si fugientes gehennae poenas ad vitam perpetuam volumus pervenire, dum adhuc vacat et in hoc corpore sumus, currendum et agendum est modo quo in perpetuum nobis expedit” („I jeśli uciekając przed karaniem piekła, do żywota wiecznego przyjść chcemy, tedy póki czas mamy i w tem ciele jesteśmy i świetle tego żywota to wszystko jeszcze wypełniać możemy – teraz musimy ze skwapliwością biec i to czynić, co nam na wieki pożytecznym będzie”). Motyw ten był nie mniej oczywisty dla wielkich założycieli zakonów czasów współczesnych. (...)

Cnoty zakonne w okresie posoborowym

Czystość i umiarkowanie

To porzucenie orientacji transcendentalnej widoczne jest szczególnie wyraźnie przy analizie praktykowania cnót związanych ze ślubami zakonnymi. Wiemy, że wszystkie cnoty są wzajemnie powiązane i stanowią w rzeczywistości jedną cnotę. Jeśli cnotę zdefiniujemy jako nawyk woli do przestrzegania Bożego prawa, poszczególne cnoty są specyficznymi odmianami tego przyzwyczajenia; można więc powiedzieć, że wszystkie one zawarte są w każdej z nich, nawet, jeśli na to nie wygląda: „Ita quaelibet non tantum cohaeret, sed etiaminest alteri, ut qui unam habet, vere omnes habere dicatur” („Tak więc każda z nich nie tylko łączy się z innymi, ale właściwie w nich się zawiera; wskutek tego można słusznie powiedzieć, że ten, kto posiada jedną z nich – posiada je wszystkie” – św. Bonawentura De profectu religionis, księga II, rozdz. 24).

Konsekwentnie powiedzieć można, że osłabienie którejkolwiek z nich wpłynie na osłabienie pozostałych cnót właściwych dla życia zakonnego.

Co do cnoty czystości – zanik wrażliwości i roztropności przejawia się przede wszystkim w powszechnym rozluźnieniu dyscypliny odnośnie do stroju duchownego, braku rozwagi w kontaktach z przedstawicielami płci przeciwnej, również podczas podróży. Przepisy, którym podporządkowywali się nawet najwięksi święci, są dziś wzgardzone w teorii i zaniedbywane w praktyce. Owa wzgarda dla cnoty czystości jest powodem wielu upadków, co jednak można łatwo ukryć.

Motu proprio papieża Pawła VI Ecclesiae sanctae stwierdza, że „Duchowni powinni większą niż inni chrześcijanie uwagę przywiązywać do dzieł pokuty i umartwienia”. Faktem jest, że cnota wstrzemięźliwości, zalecana przez reguły starszych zgromadzeń, przestrzegana była zarówno indywidualnie jak i zbiorowo nawet we współczesnych zakonach do czasu soborowej odnowy. Nie wspominając już o diecie eremitów wschodnich złożonej z chleba i wody, beztłuszczowej diecie niektórych cenobitów i bezmięsnej kartuzów, trapistów i minimów, można powiedzieć, że wszystkie instytuty zakonne założone po Soborze Trydenckim określały pewne reguły wstrzemięźliwości w jedzeniu i piciu: rano kubek kawy i kawałek chleba, pośrodku dnia zupa, głównie warzywna, jakiś owoc i ograniczona ilość wina; wieczorem zupa. Nie trzeba dodawać, że w dni przepisane regułą praktykowano post i abstynencję od mięsa. Dziś w niektórych bogatych krajach menu wygląda następująco: na śniadanie do wyboru: kawa, czekolada, herbata, mleko, marmolada, bekon, ser, jogurt, chleb i herbatniki; na lunch: antipasto, zupa, przeważnie z dwoma jarzynami, owoce lub deser, chleb i kawa, trochę piwa lub wino. Na podwieczorek: kawa, herbata, mleko, herbatniki i owoce. Na kolację to samo co na lunch, z wyjątkiem antipasto i kawy.

Nie chcę popełnić błędu tych, którzy ignorując historię, patrzą na wszystkie czasy i zachowania w tym samym świetle. (...) Surowe umartwienia zmysłu smaku, z których słynie asceza wschodnia, wynikały z pragnienia ograniczenia zwykłej diety, która była wówczas o wiele mniej bogata i urozmaicona niż dziś. Umartwienie jest rzeczą względną, jednak dieta zakonna musi różnić się od zwykłej. W okresach, gdy większość ludzi, np. w Lombardii, jadła głównie chleb żytni – często mający kilka tygodni czy nawet miesiąc – albo kasztany, rygor zakonny wymagał ograniczenia nawet tej skromnej diety, osiągając przez to niewyobrażalną dziś surowość. Reguły dzisiejsze muszą ograniczać dietę nieporównywalnie bogatszą i bardziej urozmaiconą – jednak ograniczenia te są niezbędne. Uwzględniając różnice czasów, konieczne jest, by dieta osób poświęconych Bogu była skromniejsza niż pożywienia innych ludzi, i to w sposób dostrzegalny. Nawet w sposobie odżywiania duchowny nie jest człowiekiem jak inni!

Ubóstwo i posłuszeństwo

Zaliczam wstrzemięźliwość do ubóstwa, ponieważ wymaga ono życia prawdziwie pokornego i skromnego. Wstrzemięźliwość przejawia m.in. w umiarkowaniu w kwestii pożywienia, jednak zakonny ślub ubóstwa obejmuje znacznie więcej niż podstawowe potrzeby – dotyczy wszystkich akcesoriów mających zapewnić komfort życia. (...). Ubóstwo nie wymaga jednak używania w nocy świec czy lamp naftowych zamiast elektryczności czy stosowania zasad z Księgi Powtórzonego Prawa (23, 12–13) w czasach, gdy toalety są tak luksusowe, jak niegdyś królewskie apartamenty. Nie wymaga od zakonników grzania się przy palenisku, w czasach, gdy centralne ogrzewanie zapewnia ciepło w całym budynku, w blokach czy w miastach. Nie będzie też oznaczało konieczności komunikowania się w erze telefonów i telegrafu wyłącznie poprzez tradycyjne listy.

Posiadanie pewnych rzeczy, które niegdyś było przejawem luksusu, stało się niezbędne ze względu na ogólny rozwój technologii. Przemiany, dzięki którym to, co było niegdyś zbyteczne, staje się konieczne dla coraz większej ilości ludzi, nazywa się obecnie „postępem”. Zanik indywidualnej samowystarczalności jest cechą charakterystyczną współczesnej cywilizacji, dostarczającej człowiekowi wszystkiego i we wszystkim nim kierującej. Ale nawet, jeśli taki jest kierunek cywilizacji, właściwe jest, by ludzie, którzy przez ślub wybrali stan doskonałości, wyrzekli się rzeczy zbędnych. Np. słuchanie radia i oglądanie telewizji, które jeszcze kilka lat temu było zakazane w domach zakonnych, zostało najpierw dozwolone całym wspólnotom, a obecnie jest czymś normalnym w pojedynczych celach. Telewizja, wyciskająca na mózgach dzień po dniu kolejne obrazy, podobnie jak kartka papieru zadrukowywana tysiące razy, jest najpotężniejszym narzędziem intelektualnego zepsucia we współczesnym świecie. Nie przeczę, że te ogromne anteny, wywierające na świat wpływ większy niż gwiazdy, mogą być niekiedy używane do celów religijnych. Jednak te wyjątkowe okoliczności nie mogą usprawiedliwić notorycznego i niekontrolowanego wykorzystywania tych technologii, nie mogą one nadawać rytmu życiu zakonnemu. Dziś jednak niektóre wspólnoty porzuciły wielowiekowy zwyczaj recytowania w nocy Oficjum w kościele, by móc oglądać telewizję!

Nowe pojęcie posłuszeństwa zakonnego

Jednakże głównym powodem nacisku na złagodzenie reguł zakonnych jest kryzys posłuszeństwa. (...). Zaniżenie wyobrażenia o tej cnocie doprowadziło w konsekwencji do zaniedbania jej w praktyce. Innowatorzy postarali się zaś, by ta zmiana świadomości znalazła wyraz w reformach reguł, zatwierdzanych przez zgromadzenia generalne. Nie przedstawiali oni innych definicji rzeczy, gdyż zdemaskowałoby to zamiar zmiany ich istoty, starali się raczej sprawiać wrażenie, że chodzi im jedynie o inny styl działania czy zmianę formy. Tak więc zgromadzenia wyższych przełożonych wprowadzały nowe pojęcie posłuszeństwa, deprecjonując zasadę autorytetu i sprowadzając ją do rodzaju braterskich stosunków: „Akcent kładziony na autorytet rozumiany jako służba implikuje nowy styl posłuszeństwa. Posłuszeństwo musi być aktywne i odpowiedzialne. (...) Władza i posłuszeństwo są dwoma uzupełniającymi się aspektami tego samego udziału w ofiarowaniu się Chrystusa”. Przełożeni nie zaprzeczają, że osoby prawdziwie posłuszne powinny pełnić wolę Bożą, nie identyfikują jej już jednak, jak to czyniła teologia klasyczna, z wolą zwierzchników. Przeciwnie, zarówno przełożeni, jak poddani „pełnią pari passu wolę Bożą, odszukiwaną w sposób braterski w owocnym dialogu”.

W ten sposób nowe idee wprowadzane są pod przykrywką klasycznej terminologii. Posłuszeństwo nie polega jednak na rozważaniu, jakiej części polecenia należy być posłusznym; jest prostym poddaniem się woli zwierzchnika. (...) Delegat Apostolski w Anglii mylił się, mówiąc: „autorytet nie ma większej wartości niż jego argumenty”. Jest to prawdziwe w dyskusji, w której znaczenie ma siła logiki, ale nie w odniesieniu do aktów rządzenia. Trzeba tym niemniej pamiętać, że teoria absolutnego posłuszeństwa jest charakterystyczna dla despotyzmu i nie jest częścią doktryny katolickiej. Religia zobowiązuje nas do nieposłuszeństwa tym, którzy nakazują rzeczy w sposób oczywisty zakazane. Ten obowiązek nieposłuszeństwa jest podstawą męczeństwa.

Posłuszeństwo nie wymaga również zbieżnej woli przełożonego i podwładnego. W tradycyjnym ujęciu zbieżność ta wynika z podporządkowania własnej woli – woli zwierzchnika; obecnie osiąga się to poprzez kompromis. Takie posłuszeństwo jest całkowicie subiektywne i nie wymaga już ofiary z własnej woli. W tym ujęciu osoba, która się podporządkowuje, podporządkowuje się w rzeczywistości sobie samej. (...) Skonfrontowany z duchem niezależności, egalitaryzmu i emancypacji, nowy rodzaj posłuszeństwa okazuje się jednak niezwykle kruchy. W konsekwencji mogliśmy zobaczyć, jak podczas wizyty Jana Pawła II w USA s. Teresa Kane, Przewodnicząca Federacji Zakonów Żeńskich w tym kraju, otwarcie krytykowała jego decyzje. Kiedy jakiś czas później Stolica Apostolska wydaliła z zakonu s. Marię Mansour za pracę na stanowisku dyrektora stanowej kliniki aborcyjnej, tysiące zakonnic zebrało się w Detroit i protestowało przeciwko decyzji Stolicy Apostolskiej, oskarżając ją o męski szowinizm i naruszanie praw człowieka, dławienie wolności sumienia, a nawet łamanie prawa kanonicznego!

Nauczanie Rosminiego nt. posłuszeństwa zakonnego

Aby dać wyobrażenie o tym, jak dalece „zreformowane” pojęcie posłuszeństwa zakonnego dalekie jest od tego, co Kościół zawsze nauczał, przytoczę słowa nie prawodawców starożytnych zakonów, ale współczesnego założyciela odznaczającego się głębią teologicznych spekulacji oraz prawdziwym duchem religijnym. W swoich pismach ascetycznych Antoni Rosmini (1), założyciel Instytutu Miłosierdzia zaaprobowanego przez Stolicę Apostolską w roku 1839, oczyszcza cnotę posłuszeństwa z najmniejszych śladów subiektywizmu i wyjaśniają samą jej istotę: posłuszeństwo polega na dobrowolnym złożeniu własnej woli, raz na zawsze, w ręce swego przełożonego, wyrzekając się tym samym prawa do badania słuszności jego poleceń (2). Jest ono aktem jak najbardziej racjonalnym, ponieważ opiera się na przesłankach rozumowych, jednak nie przeświadczeniu, że dana czynność nakazywana jest słusznie (doktryna Lamennais’a), ale raczej na świadomości, że przełożony ma prawo prosić o to, o co prosi. Zrozumienie tego ułatwia nieco filologia. W grece „jestem posłuszny” zasadniczo oznacza ‘jestem przekonany’, przekonany co do właściwości aktu, wykonywanego z woli przełożonego. Jeśli zredukuje się posłuszeństwo do subiektywnego przekonania o słuszności rzeczy nakazanej, trudno nazwać je cnotą. Posłuszeństwo staje się samoposłuszeństwem. Jak pisze Rosmini: „Jeśli ktoś czyni słuszność polecenia podstawą posłuszeństwa, oznacza to w konsekwencji jego zniszczenie”. I bardziej dobitnie: „Powinno się być posłusznym w prostocie, bez namyślania się, czy polecenie jest słuszne czy nie, celowe czy bezsensowne”. I znowu: „Ślepota posłuszeństwa jest ślepotą samej wiary. (...) Powinniśmy ofiarować się razem z Chrystusem, poprzez bezwzględne posłuszeństwo”. Do jednego ze swych klasztorów w Anglii napisał: „Jeden akt posłuszeństwa jest więcej wart niż nawrócenie Anglii”.

Autentycznie katolickie nauczanie Rosminiego traktuje posłuszeństwo jako podstawę każdego aktu moralnego – jako uznanie prawa i podporządkowanie się mu. Jest to oczywiście sprzeczne z obecnym poglądem, głoszącym, że posłuszeństwo zawiera się również w wykonywaniu aktów dobrowolnych, nie nakazanych przez zwierzchników. W rzeczywistości jednak polega ono na czynieniu rzeczy nakazanej przez przełożonego, której bez jego polecenia nie wykonałoby się. Zmiana w tym punkcie dotyka podstawy moralności i teologii. Chrześcijaństwo nie przypisuje woli Boga-Człowieka, jak i woli każdego człowieka innego celu, niż podporządkowanie się woli Bożej, poznanej w sposób naturalny czy nadprzyrodzony. W wyniku posoborowych reform posłuszeństwo zanikło. Stwierdził to sam Paweł VI podczas Zgromadzenia Ogólnego jezuitów, mówiąc, że nie może ukryć „swego zdumienia i bólu” z „dziwnych i niebezpiecznych propozycji”, które próbują oderwać Towarzystwo od jego korzeni poprzez przyjęcie całkowicie historycystycznej perspektywy, „jak gdyby katolicyzm nie posiadał charyzmatu stałej prawdy i niezachwianej pewności”. (...)

Posłuszeństwo i życie wspólnotowe

Ponieważ posłuszeństwo jest nakazane regułą, a reguła jest źródłem jedności, osłabienie posłuszeństwa powoduje automatycznie zanik ducha wspólnotowego. Artykuł opublikowany w „L’Osservatore Romano” (z listopada 1966 r.) wspomina „reformatorskie” zgromadzenie pewnego zakonu, „które usunęło z konstytucji założycielskiej wszystkie praktyki religijne (codzienną Mszę, czytanie duchowe, medytację, rachunek sumienia, comiesięczne rekolekcje, Różaniec etc.) i wszelkie formy umartwienia, zakwestionowało też wartość ślubów posłuszeństwa, przyznając członkom prawo do sprzeciwu w przypadkach, kiedy pragną oni być zwolnieni od poleceń przełożonych”. Autor tekstu po słusznym stwierdzeniu, że „mamy tu do czynienia ze zniszczeniem życia zakonnego”, kilka wersów dalej przyznaje, że jest w tej wywrotowej działalności i destrukcji życia zgromadzeń zakonnych pewien „element pozytywny”, mający charakter „oczyszczający”. Naprawdę trudno zrozumieć, w jaki sposób tendencja, która w sposób oczywisty niszczy życie zakonne, mogłaby równocześnie je „oczyszczać”.

W momencie, w którym znikły więzy posłuszeństwa, zobowiązujące wszystkich członków zgromadzenia do wspólnego realizowania celów instytutu i troski o dusze współbraci, poszczególne osoby poczuły się zwolnione z zajęć specyficznych dla stanu duchownego i zachowują się, jak gdyby zgromadzenie nie istniało. Msza odprawiana jest o najróżniejszych godzinach, a modlitwa pozostawiona duchowości poszczególnych członków. Nawet strój, który – podobnie jak mundur – był dotąd wspólny dla poszczególnych zakonów, pozostawiony jest obecnie gustowi członków zgromadzeń: mogą to być habity, czarne marynarki lub wręcz świeckie stroje czy kombinezony robocze. (...) Ponieważ w zgromadzeniach żadne praktyki religijne nie są obecnie realizowane wspólnie, życie wspólnotowe członków instytutu sprowadza się z reguły do wspólnoty stołu i zakwaterowania, wyjątkowo do wspólnej pracy. Nie można jednak usprawiedliwiać indywidualnego wyboru praktyk zakonnych argumentując, że powinny one być dostosowane do indywidualnego charakteru każdego zakonnika. Gdyby tak było rzeczywiście, nie byłoby instytutów zakonnych: ich celem jest właśnie wspólnotowe dążenie do tego, do czego posoborowe reformy zachęcają pojedyncze osoby. Absurdem byłoby przyłączanie się do wspólnoty, by indywidualnie realizować cele, które powinny być realizowane wspólnie.

Konkludując: kryzys życia zakonnego ma swe źródło w przyjęciu zasady niezależności i subiektywizacji wartości obiektywnych. Wspólnoty rozbite zostały do stanu nieorganicznej wielości: „Chacun dans sa chacunière”. Zezwolenie na sądzenie poleceń przełożonych prowadzi w konsekwencji do anarchii, nawet do wyboru miejsca zamieszkania. To nie przypadkiem w niektórych klasztorach zniesiono stanowisko furtiana. Ω

Z Iota unum (wyd. w jęz. angielskim) wybrał i przetłumaczył Tomasz Maszczyk.

PRZYPISY:

1.) O ks. Rosminim pisaliśmy już w Zawsze wierni nr 3/2002 (46). Oczywiście potępienie przez Św. Oficjum w dekrecie Post obitum jego 40 tez nie oznacza automatycznego potępienia wszystkich jego pism; dlatego prof. Amerio ma pełne prawo cytować te z nich, które zawierają „autentycznie katolickie nauczanie” – przyp. red. Zawsze wierni.
2.) Wszakże z zastrzeżeniem, o którym była już mowa wyżej – tzn. obowiązku nieposłuszeństwa w przypadku nakazania przez przełożonego rzeczy w sposób oczywisty zakazanej (grzechu) – przyp. red. Zawsze wierni.

Zapomniane prawdy c.d. - "Przyszło mi zadąć w siedem trąb Apokalipsy"



“To było po ostatniej sesji soboru, tej najważniejszej, na której papież [Paweł VI] miał ofiarować całej ludzkości nauczanie soborowe. On oznajmił mi to tego dnia używając słów: "Przyszło mi zadąć w siedem trąb Apokalipsy"

Jean Guitton, 'Nel Segno dei Dodici' Wywiad z Maurizio Blondet, Avvenire, 11.10.1992


Źródło informacji: KRONIKA NOVUS ORDO 

wtorek, 28 października 2014

Z księgarskiej półki c.d. - Czy Jezus jest Bogiem?


Paweł Lisicki

CZY JEZUS JEST BOGIEM?

OD JUDAIZMU DO CHRZEŚCIJAŃSTWA

Obrazek Czy Jezus jest Bogiem?
Wydawnictwo M, Kraków 2014
ISBN  978-73-7595-846-1
Format: 168x238 , ss.  300, op. miękka, cena: 40,41 zł
Do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa

Kto i kiedy pierwszy raz zaczął uznawać Jezusa za więcej niż człowieka? Kiedy ktoś pierwszy raz wprost nazwał Jezusa Bogiem? Autor w fascynujący sposób pokazuje, jak rodziła się wiara w boskość Chrystusa.

„Interesuje mnie historia, a kon­kretnie pamięć świadków i to, co przekazali – pisze autor we wstępie. – Interesuje mnie proste pytanie: kto i kiedy pierwszy raz zaczął uznawać Jezusa za więcej niż człowieka? Więcej niż człowieka to znaczy więcej niż nauczyciela mądrości, rabina, posłańca nie­bios, proroka, cudotwórcę, wędrownego kaznodzieję, uzdrowiciela. Więcej niż czło­wieka to znaczy też więcej niż Mesjasza lub sprawiedliwego Wybawiciela. Znaczy to też więcej niż anioła lub inny byt pośredni między Stwórcą a stworzeniem”.    

Wiem, że książkę o tym, czy Jezus był Bogiem, zapewne można by napisać prościej i łatwiej. Jednak ci, którzy przejdą razem ze mną tę drogę do końca, będą mieli -o czym jestem głęboko przekonany -nie tylko wiedzę, dlaczego tak a nie inaczej została ukształtowana wiara Kościoła, ale też będą sami umieli odpowiedzieć na pytania i wątpliwości, które zawsze się w tym kontekście pojawiają.

Z tą książką będzie trochę tak jak z każdym trudnym śledztwem. Będą chwile przyspieszenia, kiedy wydaje się, że wszystko wiadomo, i momenty spowolnienia, kiedy trzeba mozolnie przedzierać się przez teksty, poszlaki, ślady, wskazówki.

Można iść jeszcze dalej i uznać, że opisana tu historia wiary chrześcijańskiej nie tylko jest najbardziej prawdopodobna, ale też że jest prawdziwa. Że tak wielkie nagromadzenie przypadków i dziwności nie jest możliwe, jeśli nie stał za tym wyższy zamysł. W tym miejscu jednak kończy się praca detektywa i historyka, a zaczyna teologa. Ten pierwszy na podstawie poszlak może przedstawić tylko najbardziej prawdopodobny scenariusz wydarzeń, zgodnie z którym wiara chrześcijańska pojawiła się jako odpowiedź na wezwanie Jezusa.

Paweł Lisicki

O KSIĄŻCE

To raport o stanie pychy – pychy współczesnych „uczonych w Piśmie”, którzy Pismo chcą zanegować, aby siebie postawić na pierwszym miejscu. Paweł Lisicki z chirurgiczną precyzją wykazuje tendencyjność, uproszczenia, podstawowe błędy logiczne tych profesorów, którzy uwierzyli, że ich krytyczna misja polega na „uwolnieniu Jezusa od chrześcijaństwa”. Chrystus jako E.T., jako żydowski buntownik albo „Żyd pospolity” – tyle może zaakceptować zaślepiony własną pychą dzisiejszy „rozum historyczny”.  Lisicki śledzi jego wąskie granice i odsłania, jak rodziła się wiara w boskość Chrystusa: za Jego życia oraz przez Jego śmierć i zmartwychwstanie. To zasadniczy temat tej książki. Nie znam ważniejszego. 

Andrzej Nowak, historyk

Czy ubóstwienie Jezusa nie kłóci się z danymi historii i racjonalnym do niej podejściem? – pyta Paweł Lisicki i w przekonujący sposób dowodzi, że Jezus rozpoznawany był jako Bóg przez swoich uczniów stopniowo już za swojego życia, co było przyczyną błyskawicznego sukcesu nowej religii po Jego śmierci. 

Książka Lisickiego jest odtrutką na zalew pseudonaukowej literatury, która usiłuje zredukować Jezusa do roli jednego z wielu żydowskich nauczycieli. Autor z benedyktyńską pracowitością odsłania pozory racjonalności, za którymi ukrywa się niechęć do chrześcijaństwa. 
Bronisław Wildstein
Paweł Lisicki – dziennikarz, publicysta, pisarz, były redaktor naczelny  dziennika „Rzeczpospolita” i tygodnika „Uważam Rze”, obecnie tygodnika „Do Rzeczy”. W 1998 roku otrzymał Nagrodę im. Andrzeja Kijowskiego za książkę Doskonałość i nędza. Autor dwóch dramatów – Jazon (2000) i Próba (2005), powieści Przerwa w pracy (2009), książek: Kto zabił Jezusa? (2013) i Tajemnica Marii Magdaleny (2014), oraz wstępów krytycznoliterackich do Boskiej Komedii Dantego i pism Savonaroli. Przetłumaczył z niemieckiego m.in.: Heidegger i narodowy socjalizm Victora Fariasa, Katolicyzm Karla Adama i Zaćmienie Boga Martina Bubera.

Watykan uchyli obowiązek celibatu? Tego chce Brazylia



Część brazylijskich hierarchów chce, by Stolica Apostolska zezwoliła na wyświęcanie w ich kraju żonatych mężczyzn na kapłanów. Są już prowadzone konkretne rozmowy, ale nie sposób przewidzieć ich efektu.

We włoskiej „La Stampa” pojawił się artykuł watykanisty Marco Tosattiego, w którym autor opisuje dążenia brazylijskich hierarchów do przezwyciężenia kryzysu powołań w ich kraju. Głównym pomysłem tamtejszego Kościoła jest dopuszczenie do święceń mężczyzn żonatych.

O podobnych planach portal Fronda.pl informował już w maju. Przytoczyliśmy wówczas wypowiedź biskupa Erwina Kräutlera, który choć pochodzi z Austrii, posługę sprawuje w brazylijskim Xingu. Biskup twierdził wówczas, że Ojciec Święty Franciszek jest „otwarty” na możliwość uchylenia obowiązku celibatu, by zwalczyć kryzys powołań w Ameryce Południowej. Biskup wyrobił sobie takie zdanie na podstawie osobistej rozmowy z papieżem Franciszkiem.

„La Stampa” porusza tę sprawę ponownie, podając więcej szczegółów. Brazylijczycy prowadzą mianowicie dialog z Kongregacją ds. Duchowieństwa. Chodzi tu o możliwości wyświęcania dojrzałych wiekiem mężczyzn ad experimentum. Mieliby być określani, na wzór Kościoła starożytnego, mianem ‘viri probati’ – a więc „mężowie wypróbowani”. Byliby to małżonkowie lub wdowcy.

Brazylijski Kościół twierdzi, że to potrzebny krok, bo dystanse między parafiami w tym kraju są ogromne i bardzo niewielka ilość kapłanów po prostu nie jest w stanie dotrzeć wystarczająco często do wszystkich wiernych. Promotorem całej inicjatywy jest według „La Stampy” kard. Claudio Hummes, kiedyś prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, a obecnie emerytowany arcybiskup San Paolo. Według Marco Tosattiego kard. Hummes jest bardzo blisko związany z obecnym papieżem, miał być nawet jednym z głównych zwolenników i organizatorów jego elekcji.

Kard. Hummes powołuje się na starożytną instytucję ‘viri probati’, którzy w pierwotnym Kościele mieli być wyświęcani jak kapłani, by pomagać we wspólnotach.

„La Stampa” przytacza też słowa wspomnianego już bp. Kräutlera, który znowu wspominał swoją rozmowę z papieżem. Hierarcha argumentuje, że w Brazylii niektóre diecezje są tak ogromne, że wierni mają możliwość przyjęcia Komunii niekiedy tylko dwa lub trzy razy w rok – a to, trzeba przyznać, rzeczywiście bardzo poważny problem. „W powiązaniu z potrzebami naszej społeczności mówiono także o ‘viri probati’, a więc o żonatych mężczyznach solidnej wiary, którzy zostawaliby wyświęconymi kapłanami” – dodaje bp Kräutler.

Rzecz jasna cała inicjatywa jest wciąż w fazie całkowicie wstępnej. Nie sposób obecnie wyrokować, jaką decyzję podejmie Watykan. Z całą pewnością uchylenie obowiązku celibatu dla Kościoła w Brazylii byłoby sprzeczne zarówno z długą tradycją Kościoła, jak i z nauczaniem ostatnich papieży. Zwłaszcza Benedykt XVI zwracał na ten problem szczególną uwagę i podkreślał, że nie ma możliwości żadnych zmian w tej materii, a o powołania trzeba się po prostu modlić.

Paweł Chmielewski

Źródło informacji: FRONDA.pl

sobota, 25 października 2014

Cykl "Jak to przed Soborem w zakonach bywało" cz. 1 - Siostry Franciszkanki Misjonarki Bożego Macierzyństwa




Film z 1962, nakręcony w domu generalnym zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Misjonarek Bożego Macierzyństwa w Ladywell w Anglii. 

Celibat wynika z Tradycji, a jego krytycy mają problem tożsamości


Celibat wynika z Tradycji, a jego krytycy mają problem tożsamości

Współcześni krytycy celibatu argumentują, że jest on wymysłem podyktowanym li tylko względami praktycznymi. Ich zdaniem nie ma on umocowania w Tradycji ani w Piśmie Świętym. Tymczasem twierdzenia ta nie znajdują poparcia w historii Kościoła. Celibat ukształtował się w Kościele stosunkowo wcześnie, a jego dzisiejsza negacja jest przejawem kryzysu katolickiej tożsamości.


czwartek, 23 października 2014

O PEWNYM PROBOSZCZU, W KTÓREGO SERCU GOŚCI POKÓJ LITURGICZNY


OTO WZORCOWE ŚWIADECTWO W KONTEKŚCIE ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ PIELGRZYMKI „SUMMORUM PONTIFICUM”

W tym miesiącu nasz list poświęcamy wywiadowi, którego udzielił dla dwutygodnika The Remnant proboszcz pewnej parafii w Oklahomie, a mianowicie ksiądz Timothy Davison. Przeprowadził go Alberto Carosa. Ksiądz Timothy Davison, odprawiający w formie nadzwyczajnej od niespełna dwóch lat, będzie towarzyszył grupie pielgrzymów w trakcie zbliżającej się pielgrzymki ludu Summorum Pontificum do Rzymu.

W czasie zbliżającej się pielgrzymki ludu Summorum Pontificum do Rzymu odprawione zostaną trzy msze święte pontyfikalne, celebrowane będą w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego przez trzech kardynałów z „pierwszej ligi”, i w tym nie ma chyba nic zaskakującego. Będą to: kardynał Pell – w parafii personalnej Santa Trinità dei Pellegrini w piątek 24 października; kardynał Burke – 25 października w bazylice Świętego Piotra; i kardynał Brandmüller – w niedzielę 26 października u benedyktynów w Nursji w święto Chrystusa Króla. Wielu watykanistów, a wśród nich Sandro Magister (zob. ) podkreśla znaczenie uczestnictwa jednego z najbardziej znanych kardynałów „nowej” Kurii papieża Franciszka, kardynała George'a Pell, prefekta zupełnie nowego Sekretariatu ds. Gospodarczych Stolicy Apostolskiej, który zainauguruje te celebracje.

Faktycznie dawny arcybiskup Melbourne – który nie obawiał się zająć stanowisko na rzecz nierozerwalności małżeństwa w debacie poprzedzającej październikowy Synod – zawsze był przychylny liturgii tradycyjnej, którą od czasu do czasu odprawia. Zresztą to, że zgodził się odprawić w czasie pielgrzymki mszę inauguracyjną, a będzie to msza dziękczynna za jubileusz dziesięciolecia Juwentutem obchodzony w tym roku, wynika również z jego życzliwości dla tej międzynarodowej federacji, międzynarodowego stowarzyszenia młodych związanych ze mszą tradycyjną. W łączności z tą właśnie dziesiątą rocznicą Juventutem, 1 sierpnia Benedykt XVI przyjął na audiencji jednego z założycieli stowarzyszenia, Cosimo Marti wraz z towarzyszącym mu delegatem powszechnym pielgrzymki Summorum Pontificum, Giuseppe Capoccia.


Benedykt XVI w towarzystwie Cosimo Marti (Juventutem) i Giuseppe Capoccia
(pielgrzymka „Populus Summorum Pontificum”) 1 sierpnia 2014.

Co ciekawe, rzymska liturgia tradycyjna zaczyna przyciągać coraz więcej księży z anglojęzycznego świata, w tym prałatów. Stany Zjednoczone zdają się być w ścisłej czołówce, gdy mowa o odrodzeniu mszy tradycyjnej; i świetnie to pokazuje wywiad Alberto Carozy z księdzem Timothy Davisonem, proboszczem parafii św. Piotra i Pawła w Tulsa, w stanie Oklahoma.

I – WYWIAD Z KSIĘDZEM TIMEM

1) Proszę księdza, dlaczego przyłącza się ksiądz do trzeciej pielgrzymki ludu Summorum Pontificum do Rzymu?

Ksiądz Tim: Od nie tak dawna, bo minęło ledwie półtora roku, odprawiam mszę tradycyjną i kiedy zaproszono mnie do wzięcia udziału w pielgrzymce w roli kapelana grupy wiernych musiałem się poważnie zastanowić. Pod swoją opieką mam na co dzień parafię i szkołę, co oznacza dużo pracy. Ostatecznie stwierdziłem, że decyduję się, ponieważ potrzebuję tego, potrzebuję spotkania z innymi osobami, które przeżywają tę liturgię, jej bogactwo. Liturgia tradycyjna od dawna mnie pociąga i dostrzegłem tu okazję do wspólnego z innymi żywego uczestnictwa w tym wydarzeniu należącym do życia Kościoła.

Krótko mówiąc, postanowiłem uczestniczyć, by poczuć wsparcie i nieść wsparcie innym, tym, którzy odprawiają liturgię tradycyjną.

2) Co doprowadziło księdza do celebrowania mszy tradycyjnej?

Ksiądz Tim: Przez pewien czas moim jakby kierownikiem duchowym był mnich benedyktyński ojciec Mark Kirby (1), znany jako autor książki „Abuse Of The Holy Eucharist Is A Cancer At The Heart Of The Church!” [Nadużycia w Świętej Eucharystii to nowotwór w sercu Kościoła]. Ogromnie wpłynął na moje zainteresowanie liturgią i jej historią, szczególnie liturgią tradycyjną. Pod jego wpływem oraz pod wpływem mnichów z jednego z opactw naszej diecezji postało we mnie pragnienie nauczenia się tej liturgii i odprawiania jej. Tym bardziej, że moja matka, która ma 94 lata, poprosiła, by na jej pogrzebie odprawiano w rycie tradycyjnym.

Wszystko to spowodowało, że poprosiłem Bractwo Świętego Piotra, które działa w naszej diecezji o przygotowanie mnie. Tak też uczynili, a ja, im dłużej uczyłem się odprawiania, tym szczęśliwszy się czułem, bo coraz lepiej rozumiałem naszą katolicką liturgię i jej tradycję. Tego doświadczenia nie przyniosło mi Novus Ordo, w którym odprawiałem przez siedem pierwszych lat mojego kapłaństwa.

Odkrycie liturgii tradycyjnej pozwoliło mi pogłębić szacunek, cześć, swoje rozumienie tajemnicy Eucharystycznej oraz gestów, które powinny jej towarzyszyć.

3) Jaki wpływ na życie parafii miał księdza wybór dotyczący celebrowania in utroque usu, czyli w jednej jak i w drugiej formie rytu rzymskiego?

Ksiądz Tim: W mojej parafii istnieją trzy różne grupy:

– anglojęzyczni, dla których odprawiane jest Novus Ordo po angielsku. To wierni raczej w poważnym wieku, niewielu młodych, zupełnie nie zainteresowani mszą tradycyjną,
– hispanojęzyczni, którzy stanowią większość w parafii, wcale nie bardziej zainteresowani mszą tradycyjną,
– i wreszcie wierni formy nadzwyczajnej, czyli grupa, która przyszła z innego miejsca, gdzie była odprawiana msza i którzy mieli już ministrantów i scholę, czyli wszystko czego potrzebowałem do głównej mszy, którą odprawiamy w niedzielę o godzinie 13.

Na razie te trzy grupy nie przenikają się nic a nic. Kilkoro wiernych anglojęzycznych i kilkoro hispanojęzycznych pojawiło się już na mszy tradycyjnej, ale nie wciągnęli się.

4) Czy pojawienie się mszy tradycyjnej spowodowało podziały? Często jest to podnoszone jako argument przeciwko wdrożeniu Motu Proprio Summorum Pontificum.

Ksiądz Tim: Wcale. Wszystko odbywa się spokojnie i nie ma żadnych problemów. Jedyna trudność dotyczy mnie i leży w tym, że muszę się teraz dwoić, a wręcz troić, by ogarnąć wszystkie trzy wspólnoty. Trzeba powiedzieć, że forma nadzwyczajna odprawiana w poniedziałek, w piątek i w niedzielę wymaga wiele energii i czasu, ponieważ muszę się przygotować, by dobrze ją odprawić i przyzwyczaić się do odmiennego niż w formie zwyczajnej kalendarza.

5) Co na to księdza diecezjalny biskup?

Ksiądz Tim: Nasz biskup, J.E. Edward Slattery, jest bardzo tradycyjny i o ile mi wiadomo jest jednym z niewielu biskupów celebrujących w formie zwyczajnej ad orientem. Chętnie odprawia również w formie nadzwyczajnej. Bardzo otwarty i życzliwy. 24 kwietnia 2010 roku odprawił mszę pontyfikalną solenną w krajowym sanktuarium Niepokalanego Poczęcia w Waszyngtonie na piąte urodziny wyboru na Stolicę Piotrową Benedykta XVI. Była to pierwsza od 40 lat msza pontyfikalna solenna celebrowana w tym miejscu, z udziałem ponad 3500 osób, wśród których kardynał Baum oraz setka księży i kleryków. Co więcej, to właśnie biskup Slattery osadził Bractwo świętego Piotra w diecezji. Prowadzi ono parafię Przenajświętszej Krwi Pańskiej, dawniejszą parafię świętego Piotra.

6) To łaska mieć takiego biskupa: czy może ksiądz nam trochę więcej powiedzieć o jego osobie?

Ksiądz Tim: Ma pan w stu procentach rację. Biskup Slattery ma 74 lata, a zatem zbliża się do końca swej posługi. Pochodzi z diecezji Chicago i nie przez przypadek miasto to odgrywało i odgrywa kluczową rolę w upowszechnianiu formy nadzwyczajnej rytu rzymskiego. To przecież siedziba parafii świętego Jana Kantego prowadzonej przez kanonika Franka Phillipsa, założyciela kanoników od Jana Kantego w 1998 roku, czyli męskiego zgromadzenia duchownego, którego celem jest odnowa sacrum w ramach posługi w parafii (2).

7) Ale co jeszcze?

Ksiądz Tim: Cele wspólnoty doskonale streszcza dewiza: Instaurare Sacra. Kanonicy Regularni św. Jana Kantego mają ten szczególny rys, że kształcą księży pragnących nauczyć się celebrowania w formie nadzwyczajnej. W mojej parafii mamy księdza meksykańskiego, który zobaczywszy, że odprawiam mszę tradycyjną zapytał, czy może się też nauczyć. Wysłałem go do Chicago i był tysięcznym księdzem, który ich staraniem otrzymał tę formację. Biorąc pod uwagę, że Bractwo świętego Piotra wykształciło zapewne drugi tysiąc, mielibyśmy jakieś 2000 kapłanów, którzy odprawiają mszę tradycyjną w Stanach Zjednoczonych.

8) Czy celebracja mszy w formie nadzwyczajnej ma wpływ na sposób odprawiania przez księdza mszy w formie zwyczajnej?

Ksiądz Tim: Tak, nie ma co do tego najmniejszej wątpliwości. Największy wpływ przychodzi na poziomie ducha; są to cisza, cześć, najwyższa uwaga, z jaką wykonuje się najdrobniejszy gest – na przykład sprawdzanie, czy drobinka hostii nie upadła na ziemię lub nie pozostała na palcach celebransa – które towarzyszą mi odtąd w celebracji. Myślę, że nie byłoby złym pomysłem, by w nowym rycie przywrócić nieco dyscypliny tradycyjnej w tej kwestii, dyscypliny, która wzbudza bojaźń i cześć wobec tego, co mamy zaszczyt spełniać. Jednym słowem od początku do końca liturgia tradycyjna jest dla nas zanurzeniem w przekraczającą nas tajemnicę Boga.


Bp Slattery z wizytą w parafii księdza Davisona
(na zdjęciu pierwszy po lewej).

II – REFLEKSJA PAIX LITURGIQUE

1 – Trudno lepiej niż ksiądz Timothy Davison wyrazić atrakcyjność mszy tradycyjnej dla sporej liczby księży: „stworzeni” do celebrowania najświętszej ofiary dochodzą do tego, że w nowej liturgii czują jakby brak rytu – w najzacniejszym tego słowa znaczeniu, rytu, jako widzialnego i niewidzialnego znaku świętego wydarzenia, które sprawują przy ołtarzu. Ksiądz Tim mówi, podobnie jak wielu księży diecezjalnych, którzy podjęli celebrowanie na sposób tradycyjny, że forma nadzwyczajna przyciąga w sposób zaraźliwy: inni księża widzą ich radość płynącą z celebrowania i owoce, jakie z niej czerpią, więc chcą ich naśladować.

2 – Według księdza Tima od roku 2007 i publikacji Summorum Pontificum 2000 kapłanów amerykańskich, którzy odprawiali wyłącznie w formie zwyczajnej nauczyło się odprawiać w formie nadzwyczajnej. Nigdy nie dość będzie przypominać znaczenia Motu Proprio Benedykta XVI dla powstania powolnego, ale głębokiego nurtu. Należy też podkreślić wybitny tutaj udział wspólnot mających zdolność prowadzenia działań dydaktycznych w zakresie nauczania liturgii, Kanoników Regularnych św. Jana Kantego i Bractwa świętego Piotra (można wszak wspomnieć również o Instytucie Chrystusa Króla i tradycyjnych wspólnotach mniszych w Stanach Zjednoczonych). Zdajemy sobie sprawę jak bardzo ważny jest ten rodzaj działań we wszelkim procesie kształcenia służącego odrodzeniu.

3 – Biskup księdza Davisona, J.E. Edward Slattery, jest szczególnie życzliwy. Należy przypomnieć, że sytuacja w USA jest zgoła różna od sytuacji na starym kontynencie, szczególnie w porównaniu z Francją, gdyż nie wkradła się tam ideologia. Podczas gdy w Europie – którą papież Franciszek niedawno porównał do starzejącego się peryferium, które nie ma ani księży, ani zakonnic (3) – wielu biskupów woli patrzeć na topniejącą z roku na rok ilość powołań i wiernych, zamiast otworzyć serce i kościoły na formę nadzwyczajną. Za Oceanem większość biskupów, nawet jeśli nie są tradycjonalistami, zachowuje podejście pragmatyczne. I nie wahają się, ponieważ liturgia tradycyjna przyciąga wiernych i generuje powołania, więc bez skrupułów oddają jej przestrzeń proporcjonalną do jej rozwoju. To dopiero wzór!

4 – Co się zaś tyczy pokoju panującego w parafii, opisanego przez księdza Tima, jasne jest, że wynika przede wszystkim z pokoju liturgicznego, który gości w sercu tego proboszcza. Zapewne nie musi się on też liczyć z radami świeckich, którzy stali się substytutami księdza w nowej liturgii. W każdym razie w sposób zupełnie naturalny forma tradycyjna odzyskuje swe miejsce w życiu Kościoła, jak w tej parafii w stanie Oklahoma, która jest, w pewnym sensie rodzajem mikrokosmosu.

PRZYPISY:

(1) Ojciec Mark Kirby jest założycielem i przeorem opactwa Najświętszej-Marii Panny z Wieczernika, poświęconego adoracji wieczystej Najświętszego Sakramentu. Pierwotnie powstało w diecezji Tulsa, zrodziło się jako zwieńczenie Roku Eucharystii zainicjowanego przez Jana Pawła II (2004-2005), a obecnie osiadło w Silverstream , w hrabstwie Meath, w Irlandii. Forma nadzwyczajna rytu rzymskiego jest w tym zakonie kontemplacyjnym liturgią codzienną.

(2) Por. nasz list nr 8.

(3) W czasie spotkania z nowymi biskupami z Propaganda Fide, 20 września 2014.

Źródło informacji: PAIX LITURGIQUE

Stolica Apostolska nie chce od lefebrystów kapitulacji



Stolica Apostolska nie chce wymusić na lefebrystach kapitulacji – zapewnił abp Guido Pozzo, sekretarz Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, która jest odpowiedzialna za dialog z duchowymi spadkobiercami abp. Marcela Lefebvre’a. W wywiadzie dla francuskiego tygodnika Famille chrétienne sekretarz watykańskiej komisji zapewnił, że dialog wciąż trwa, nigdy nie został zerwany. Jego celem jest wyjaśnienie i przezwyciężenie trudności o charakterze doktrynalnym, aby można było osiągnąć pełne pojednanie i pełną jedność. Bractwo Kapłańskie św. Piusa X uzyskałoby wówczas status prałatury personalnej.


środa, 22 października 2014

Moralne oblicze kwestii żydowskiej w świetle nauki św. Tomasza z Akwinu



dr Anna Danuta Drużbicka

MORALNE OBLICZE KWESTII ŻYDOWSKIEJ


W ŚWIETLE NAUKI ŚW. TOMASZA Z AKWINU



__________

Moralne oblicze kwestii żydowskiej (pdf, 1,09 Mb)

 Program do otwierania plików pdf: FoxitReader.exe (exe, 37,00 Mb)
__________

RZYMSKI KATOLIK nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Przypominamy, że osoba zamieszczająca komentarze zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa RZYMSKIEGO KATOLIKA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.

NASZA POLITYKA PRYWATNOŚCI TUTAJ