Pages

______________________________________________________________________

_______________________________________________________________________________

sobota, 26 lipca 2014

Braki w nowej liturgii pogrzebowej, czyli dlaczego wierni przywiązani są do formy nadzwyczajnej obrzędu chowania zmarłych


Msza Requiem w Saint-Eugène,
paryskiej parafii, w której odprawia się w obu formach rytu rzymskiego
© Gonzague Bridault
Wielokrotnie podejmowaliśmy temat słabnącego znaczenia mszy świętej jako bezkrwawej pamiątki ofiary Krzyża. We francuskim numerze Listu (12 listopada 2013 – nr 413) zwracaliśmy uwagę na fakt, że w formie zwyczajnej rytu rzymskiego chrzest został sprowadzony do ceremonii bardziej „przegadanej” i mniej nasyconej znaczeniami teologicznymi niż chrzest w formie nadzwyczajnej. Nota bene aspekt walki z szatanem i znak zaciągnięcia katechumena pod sztandar Chrystusowy są tam bardzo niewyraźne (1)

Podobna refleksja nasuwa się, gdy spojrzymy na obrzędy chowania zmarłych w formie zwyczajnej. A bardziej jeszcze, gdy zaobserwujemy powszechną praktykę w nowym obrządku, gdzie oto w kontekście spraw ostatecznych tak małą wagę przywiązuje się do głoszenia lex orandi. Tak jakby w ramach nauczania o zmarłych bano się jasno głosić niewygodne prawdy o zbawieniu: o sądzie szczegółowym, Czyśćcu, ryzyku potępienia. Obecnie skupimy się tylko na liturgii, w kolejnym zaś Liście zobaczymy, jak wygląda dziś powszechna praktyka chowania zmarłych.

I – ZARZUCENIE GŁOSZENIA NAUKI O SPRAWACH OSTATECZNYCH

Pod pretekstem „dostosowania do współczesności” posoborowi pasterze niewątpliwie przegapili nadzwyczajną okazję do ewangelizacji: zamiast kultywować coś, co olśniewająco wyróżnia liturgię chrześcijańską na tle zeświecczonego społeczeństwa, hedonistycznego, ukierunkowanego na materializm i zanurzonego w dogorywającym modernizmie, kultowi chrześcijańskiemu odebrali smak estetyczny i teologiczny. Tak jakby Chrystusowe przesłanie w formie nadanej mu w tradycyjnej modlitwie Kościoła było dla dzisiejszego człowieka niemożliwe do przyjęcia z powodu zawartych w nim świętych niedogodności.

„Obrzęd pogrzebu powinien jaśniej wyrażać paschalny charakter śmierci chrześcijanina oraz lepiej odpowiadać warunkom i tradycjom poszczególnych regionów, również co do koloru szat liturgicznych”, głosi artykuł 81. soborowej Konstytucji o liturgii. Oznacza to, że pogrzeb koresponduje z pierwszą odsłoną „misterium paschalnego” – śmiercią. Dziś jednak obserwujemy tendencję do podkreślania tylko ostatniej jego odsłony – zmartwychwstania, z jednoczesnym odsuwaniem na bok słusznej obawy przed sądem szczegółowym i sądem ostatecznym. Stąd też częsta praktyka odprawiania liturgii pogrzebowej na sposób „świąteczny”.

Kto uczestniczy dziś w obrzędach chrześcijańskiego pogrzebu, generalnie odnosi wrażenie, że to świętowanie z okazji przejścia zmarłego do nieba, że odprawiany jest nie tyle pochówek, co „podniebek”! Niektórzy mężowie Kościoła nie wahają się zresztą i sięgają po taki właśnie neologizm mówiąc o religijnym sposobie grzebania, gdyż – jak ogłoszono w miesięczniku diecezji Liońskiej w listopadzie 2009 – „wszyscy zmartwychwstaniemy”! Tymczasem tradycyjnie Kościół wystrzega się kanonizowania ludzi bez wcześniejszej oceny tych, których ciała składane są do ziemi. Doskonale wyraża to liturgia za zmarłych odprawiana w formie nadzwyczajnej. Wszak z jednym wyjątkiem – msza za zmarłe ochrzczone małe dzieci jest mszą świąteczną, na przykład mszą o Aniołach.

Należy jednocześnie wystrzegać się zrzucania na kapłanów całej winy za tę utratę właściwego kierunku. W rzeczywistości często realizują tylko pragnienia, patrz wymagania, bliskich lub czynią ustępstwa na prośbę rodziny zmarłego. „Nade wszystko proszę nie skupiać się zanadto na kwestii śmierci, dobrze?”, lub: „Nie powie ksiądz bardzo smutnego kazania, prawda?”. To niektóre z próśb wyrażanych przez krewnych, niezależnie czy są wierzący, czy nie. O ile postawa taka nie stanowi zaskoczenia w świetle obecnej we współczesnym społeczeństwie, a brzemiennej w skutki tendencji do eliminowania wszelkich widocznych znaków żałoby czy cierpienia, to przecież szkoda, że w sukurs jej idzie liturgia i jej interpretacja.

II – OKROJENIE TREŚCI W RYTUALE I TEKSTACH

Zbyt często występujące zaniechanie solidnego chrześcijańskiego nauczania o śmierci i sprawach ostatecznych, nie jest jedyną przyczyną zatarcia granicy między pogrzebem i złożeniem ostatniego hołdu zmarłemu. W istocie przyglądając się rytuałowi pogrzebowemu, stwierdzamy, że już w samej liturgii otwarta została furtka do odchodzenia od takiego nauczania, zasadniczo przez wymazanie czy usunięcie pewnych treści.

I tak, usunięto cudowną sekwencję Dies irae, która w liturgii tradycyjnej jest śpiewana między graduałem i traktusem, przed Ewangelią. To posiadający wielką moc poemat o Sądzie Ostatecznym, którego najwyraźniej uszy naszych współczesnych nie tolerują:
Dzień ów gniewu się nachyla,
gdy w proch wieki zmiecie chwila,

(...)
Sędzia zasię gdy rozkaże,
co ukryte, to ukaże,
a bezkarnie nic nie zmaże.
(...)
Pomnij, Jezu, miłościwy,
jakoś dla mnie czynił dziwy,
nie gub mnie w tym dniu straszliwym.
Dla mnieś się utrudził, Panie,
krzyża mękę cierpiał za mnie,
miałby trud ten przepaść marnie?
(przekład Anna Kamieńska, cyt. za http://staropolska.pl/tradycja/sredniowiecze/kamienska.html)

Również zniesione zostało cudowne responsorium Libera me, śpiewane przed marami pod koniec mszy za zmarłego:
„Wybaw mnie, Panie, od śmierci wiecznej w tym dniu przerażenia ostatecznym,gdy niebo i ziemia zachwiane w posadach, kiedy przybędziesz, by świat w ogniu badać.Oto stoję drżący na sąd czekający; on nadchodzi i zbliża się gniew.W dniu owym, dniu gniewu, nieszczęścia i nędzy, w dniu pamiętnym i pełnym goryczy:Daj im, Panie, wieczne spoczywanie, niech zajaśnieje im światłość wieczna”.
Wydawać by się mogło, że w nowej liturgii pogrzebowej dzięki nadmiernemu przywoływaniu myśli o pobłażaniu, odpoczynku, a co więcej o „rosie” czy „ochłodzeniu”, których pragną pośród cierpień dusze czyśćcowe, pojawia się rodzaj szacunku dla człowieka. W nowych tekstach mówi się już tylko o „oddaleniu” tych dusz od Boga, innymi słowy wspomina się jedynie o karze oddalenia od Boga, a przemilcza karę piekielną, choćby była tylko duchowa.

Zauważymy to dobitnie, gdy wśród licznego wyboru modlitw proponowanych w Mszale przeanalizujemy ślady modlitw dawnych, które zostały owszem zachowane, lecz w istocie zmienione.

Pokomunia w tradycyjnej mszy za zmarłych brzmiała:
„Prosimy Cię, wszechmogący Boże, spraw, aby dusza sługi Twego (służebnicy Twojej) N., która dzisiaj zeszła z tego świata, przez tę ofiarę oczyszczona i uwolniona od grzechów, otrzymała przebaczenie i wieczny odpoczynek”.
W nowej liturgii zmieniona jest na (2):
„Spraw, Panie wszechmogący, by oczyszczony za sprawą tej ofiary i uwolniony od grzechów sługa Twój, opuściwszy dziś progi tego świata dostąpił wiecznej radości zmartwychwstania”.
Wyrażona expressis verbis prośba o „odpust” została tutaj pominięta, aczkolwiek obecna jest nadal w całościowym wyborze modlitw. Podobnie zniknęło bezpośrednie odniesienie do duszy zmarłego.

Wśród wyboru kolekt ta, którą nowa liturgia zachowała ze mszy tradycyjnej brzmiała:
„Boże, Tobie właściwe jest zawsze litować się i przebaczać. Błagamy Cię pokornie za duszę sługi Twego (służebnicy Twojej) N., której dzisiaj kazałeś odejść z tego świata. Nie oddawaj jej w ręce nieprzyjaciela i nie zapominaj na wieki, lecz rozkaż świętym Aniołom przyjąć ją i wprowadzić do rajskiej ojczyzny, a skoro Tobie zaufała i wierzyła, niech nie cierpi kar piekielnych, lecz posiądzie radość wieczną”.
Przybrała następującą formę:
„Boże, który zawsze się litujesz i przebaczasz, pokornie Cię błagamy za duszę Twojego sługi (Twojej służebnicy) N., której dzisiaj kazałeś odejść z tego świata, a która Tobie zaufała i wierzyła, racz wprowadzić ją do prawdziwej ojczyzny i cieszyć się wiecznym szczęściem.”
Nie został zachowany fragment z modlitwą, która działa wstecz (jako że dla Boga czasu nie ma), pełną słusznej bojaźni Bożej, która jest błaganiem o to, by łaska nie opuściła duszy odchodzącej z tego świata. To od strony teologicznej zapewne zbyt skomplikowane.

III – INNOWACJE W RYTUALE

Nie tylko niektóre fragmenty zostały wymazane, ale pojawiły się też uzupełnienia liturgiczne, które można uznać za nie najszczęśliwsze.

Kremację jako taką można tolerować, czy jednak trzeba było tworzyć specjalne formuły liturgiczne przeznaczone na liturgię w krematorium, „przed spuszczeniem ciała do pieca, lub podczas spuszczania, lub też po” (Rytuał obrzędów pogrzebowych, nr 294) ?

Czy trzeba było wprowadzać, bardzo nieostrożnie, mszę „za dziecko jeszcze nie ochrzczone”?

I tu a propos, często uważa się, że nauka o otchłani, gdzie przebywają zmarłe nieochrzczone dzieci jest dziś odłożona do lamusa. A faktycznie nauka o otchłani jest bardzo pokrzepiającą doktryną teologiczną, a głosi ją szczególnie święty Tomasz, który próbuje doprecyzować, jaki jest stan (naturalne szczęście) dusz dzieci zmarłych bez chrztu. Jest ona dyskusyjna, natomiast Kościół, choć nie podaje żadnych szczegółów na temat „stanu” czy „miejsca” przebywania tych dzieci, mówi przecież jasno w swej nauce o ich niemożności oglądania Boga i równie jasno uczy, że konieczny jest chrzest sakramentalny lub chrzest pragnienia, by dostąpić tej uszczęśliwiającej wizji (por. Innocenty I, Klemens IV, Benedykt XII, Pius XII : „W obecnym stanie rzeczy, nie ma innego sposobu [jak chrzest] na przekazanie tego życia dziecku, które nie włada jeszcze rozumem. Tymczasem stan łaski w momencie śmierci jest absolutnie konieczny do zbawienia. Bez tego nie można dojść do nadnaturalnego szczęścia, do uszczęśliwiającej wizji Boga”, przemówienie z 29 października 1951). Współczesnym dokumentem mającym zgoła odmienną wymowę nie jest nauczanie papieskie, a jedynie studium badawcze przedłożone jako opinia przez Międzynarodową Komisję Teologiczną („Nadzieja zbawienia dla dzieci, które umierają bez chrztu”, 19 kwietnia 2007).

Tak czy inaczej msza, jaką proponuje nowy Mszał, niewątpliwie mająca na celu nieść pociechę rodzicom, beztrosko posuwa się dość daleko, sugerując, że msze i modlitwy mogą wpłynąć na wieczny los tych dzieci: „By [rodzice] umieli powierzyć je Twojej miłości”. W istocie nigdy żadna tradycyjna liturgia katolicka nie zakładała chrześcijańskiego pochówku dzieci zmarłych bez chrztu. Nie są one uznane za potępione, lecz nie można ich zaliczyć w poczet chrześcijan. Ani Mszał, ani Rytuał pogrzebowy przed Vaticanum II nie przewidują ceremonii religijnej dla osób nieochrzczonych, dorosłych czy dzieci. Natomiast dzieci ochrzczone, które zmarły nim osiągnęły wiek rozumu są grzebane według ceremoniału, gdzie wyrażona jest pewność niebiańskiej radości, której kosztują ich dusze (na przykład, jak powiedziano wyżej, poprzez odprawienie mszy za anioły: por. Rituale Romanum, tit. 2, c. 6 i 7). Ciała tych dzieci były niegdyś składane w miejscu specjalnie do tego przygotowanym na terenie cmentarza, gdzie można było nie tyle się za nie modlić, ile wzywać ich anielskiej obecności.

Najbardziej znanym dodatkiem pojawiającym się w nowej liturgii pogrzebowej, jest Alleluja we mszach za zmarłych odprawianych w okresie wielkanocnym. A często też w innych okresach liturgicznych, na przykład w refrenie psalmu 26 czy 41: „Pan moim światłem i zbawieniem moim, Alleluja”. Komentując krótko, mniej niestosowne byłoby śpiewanie alleluja w Wielki Piątek, Jezus zaś zamiast zapłakać przy grobie Łazarza, mógłby…

„Okaż swe miłosierdzie, Panie, Twemu zmarłemu słudze. Racz zdjąć z niego karę, na jaką swymi uczynkami zasłużył, mając wzgląd na jego pragnienie pełnienia Twojej woli”, powiada liturgia tradycyjna. Śmierć sama w sobie niesie wielką naukę. Tak się składa, że dla znacznej większości współczesnych nam ludzi pogrzeb w kościele to już jedna z ostatnich okazji, by uczestniczyć w katolickiej ceremonii i usłyszeć nauczanie Kościoła. W tej sytuacji treści, jakie mogą tu usłyszeć powinny dotyczyć życia ludzkiego i jego kresu, powinny traktować o „powołanych i wybranych”, o sądzie Bożym, o miłosierdziu, które wypływa z Ofiary Chrystusa, o wiecznej drodze dusz opuszczających ten świat: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie”. Jest to więc wyjątkowa i jakby ostatnia szansa, jaką dziś mamy, szansa nauczania i ewangelizowania.

Tymczasem wcale nie wydaje nam się przesadne stwierdzenie, że dzisiaj faktycznie dominujący wydźwięk pogrzebu to: raj dla wszystkich i to natychmiast! To wielka szkoda dla dusz, to też tłumaczy, dlaczego wielu wiernych pragnie przywrócenia nadzwyczajnej mszy za zmarłych, dla siebie, swych rodzin i przyjaciół.

PRZYPISY:

(1) W zwykłym chrzcie egzorcyzmy i rytuał równoznaczny z egzorcyzmem niemal zaniknęły, jak również przepiękny i prastary gest kapłana, który kładzie na dziecku etolę, by przeprowadzić je przez próg kościoła.
(2) Przedstawione tu tłumaczenie z języka francuskiego niektórych modlitw niekoniecznie dosłownie oddaje ich treść znaną w liturgii w języku polskim.

Źródło informacji: PAIX LITURGIQUE

czwartek, 24 lipca 2014

Aberracje liturgiczne cz. 94 - Profanacja Ciała Pańskiego podczas liturgii neokatechumenalnej


wtorek, 22 lipca 2014

kard. Giuseppe Siri: Zatarcie różnicy płci w ubiorze


Do Wielebnego Duchowieństwa, do wszystkich sióstr nauczających, do ukochanych synów ruchów katolickich, do wychowawców zmierzających pójść za prawdziwą doktryną chrześcijańską.

Pierwsze oznaki późno przybywającej wiosny wskazują, że w tym roku obserwujemy wzrost noszeniu spodni przez dziewczyny, kobiety a nawet matki. Do 1959 roku w Genui taki ubiór zwykle oznaczał, że dana osoba była turystą ale teraz wydaje się, że znacząca liczba kobiet i dziewczyn z Genui już tylko dla wygody zaczęła nosić spodnie.

Ciągły wzrost takich zachowań zobowiązuje nas by rozważyć i zapytać osoby do których ten list jest skierowany jak wielkiej wagi jest to problem, szczególnie dla kogoś kto jest świadomy swej odpowiedzialności przed Bogiem.

Zastanówmy się przede wszystkim jaka powinna być zrównoważona, zgodna z katolicką moralnością opinia na temat noszenia spodni przez kobiety.

Po pierwsze, kiedy mówimy o przykrywaniu żeńskiego ciała przez noszenie spodni nie możemy stanowić o skromności w opozycji do urazy, ponieważ spodnie przykrywają ciało w zdecydowanie większym stopniu niż nowoczesne spódnice.

Po drugie, o skromności ubrania nie stanowi tylko i wyłącznie fakt jak dużo tego ciała przykrywa, ale także to jak bardzo do ciała ubranie przylega.

Noszenie sukienki przez kobiety oddziałuje przede wszystkim na jej psychikę a to z kolei ma wpływ na nią jako żonę, a w konsekwencji może zepsuć zasadnicze relacje miedzy płciami. Co więcej noszenie spodni przez kobietę, wpływa niezmiernie destrukcyjnie na nią jako matkę poprzez krzywdzenie jej godności oczach potomstwa. Każdy z tych punktów zostanie osobno rozważony.

Psychologia kobiety odmieniona przez noszenie sukienki.

Motywem skłaniającym kobiety do noszenia spodni jest utożsamianie się z człowiekiem który jest silniejszy i bardziej niezależny. Ta motywacja jest bardzo wyraźnie widoczna kiedy spodnie powodują umysłowe nastawienie kobiety jak mężczyzna. Po drugie, od zawsze odzież noszona przez daną osoba wpływała w pewnym sensie na jej gesty, nastawienie i zachowania, tak więc to co nosimy na zewnątrz narzuca nam pewne nastroje wewnętrzne.

Tym samym kobieta nosząca spodnie mniej reaguje na swoją kobiecość. Te powody wystarczają by ostrzec nas, jak noszenie spodni destrukcyjnie wpływa na psychikę kobiety.

Spodnie maja tendencje do psucia relacji miedzy kobietą a mężczyzna.

Relacje miedzy dwojgiem ludzi ujawniają się z nastaniem pełnoletności. W tym okresie wzajemna atrakcyjność jest dominująca. Podstawą tej atrakcyjności jest wzajemne dopełnianie się lub uzupełnianie. Jeżeli te różnice stają się mniej oczywiste, ponieważ jeden z głównych, zewnętrznych czynników jest wyeliminowany a psychologiczna struktura płci jest osłabiona zmieniają się podstawowe czynniki wpływające na relacje między mężczyzną i kobieta. Wzajemna atrakcyjność miedzy płciami jest poprzedzona naturalnie miedzy innymi poprzez wstyd, który trzyma rosnące instynkty pod kontrolą, narzuca pewien szacunek i skłania się do tego, aby rozwijać wzajemny szacunek, zdrowy rozsądek oraz hamuje te instynkty, które w niekontrolowany sposób wpłynęłyby na nasze czyny. To właśnie przez odzież jaką nosimy ujawnia się nasza natura. Kiedy wstyd nie przeszkadza nam w hamowaniu naszych zachowań, wtedy relacje między kobietą a mężczyzną zostają poniżone do czystej zmysłowości, pozbawionej przede wszystkim wzajemnego szacunku. Doświadczenie pokazuje ,że kiedy kobieta nie jest 100% kobietą wtedy następuje wzrost jej słabości.

Spodnie krzywdzą godność matki w oczach jej dzieci.

Wszystkie dzieci opierają swoje zachowania na godności ich matki. Pierwszy kryzys wewnętrzny dzieci, kiedy budzą się do życia następuje w okresie dojrzewania. Dzieci są bardzo wrażliwe na tym punkcie. Dzieci instynktownie opierają swoje zachowania na zachowaniu matki. To właśnie dzieciństwo i dziecięce dramaty wpływają na ukształtowanie późniejszego życia dziecka. Dziecko nie zna definicji frywolności, niewiary ale posiada instynktowny szósty zmysł, aby je rozpoznać i kiedy one następują pozostają bardzo gorzko zranione w duszy. Zmiana kobiecej psychologii powoduje podstawowe i nieodwracalne uszkodzenie rodziny, małżeńskiej wierności, ludzkiej sympatii i ludzkiego społeczeństwa. Jest to tym bardziej niebezpieczne, gdyż w krótkim czasie nie jesteśmy w stanie tych skutków właściwie dostrzec.

Dlatego zwracam się z ostrzeżeniem do duchownych w parafiach, do spowiedników, do członków wszystkich stowarzyszeń religijnych, zakonnic i zakonników. Pragnę abyśmy wszyscy stali się świadomi tego wielkiego problemu. Właściwe zrozumienie tego doniosłego zagadnienia, ułatwi nam skuteczne przeciwdziałanie wobec rosącej fali zła moralnego.

Ludzie przychodzą i odchodzą. Bóg dał nam pokój, wolną wolę ale żelazna linia wiecznego prawa nigdy nie zmienia się i nigdy nie zostanie zmienione.

Konsekwencją pogwałcenia wiecznych praw jest obraz nowego człowieka, jego nieporządek, jego bolesna niestałość oraz wstrząsająca liczba ludzkich rozbitków, którzy nie mogą samoczynnie zmniejszyć odczucia smutku i odrzucenia. Żyją oni krótko z sercami i domami przepełnionymi zimnymi odczuciami. Z jednej strony widzimy starców, z drugiej dzieci.

Duchowni nie mogą pozwolić aby ślepe spojrzenie w kierunku nowego zwyczaju noszenia przez kobiety spodni, który podkopuje moralną pozycje wszystkich instytucji pozostało bez wyraźnego sprzeciwu. Ich głos w konfesjonale powinien być ostry i decydujący.

Dlatego tak ważna jest współpraca wszystkich ludzi życzliwych, wszystkich oświeconych umysłów aby stworzyć potężną tamę, która zatrzyma narastającą powódź.

Powinniśmy bronić się przed sztuka i rzemiosłem mediów. Projektanci mody i ich dzieła maja tutaj zasadniczo decydujący wpływ. Artystyczny sens, wyrafinowanie i dobry smak może razem z nimi pomóc znaleźć właściwe rozwiązanie, jeśli chodzi o trapiący nas dramat noszenie spodni przez kobiety.

Nie zaprzeczam, że nowoczesne życie ustanawia pewne problemy i stawia przed nami wymagania, które nieznane były naszym przodkom. Ale stwierdzam, że wartości musza zostać zawsze chronione gdyż doświadczenia mijają bardzo szybko.

Kiedy widzimy kobietę w spodniach, widzimy w niej pewną dwuznaczność, niedoskonałość i jednym słowem monstrualność.

Genua, 12 czerwca 1960


na język polski przełożyła Bogumiła Janusz

Nowa książka x. Jochemczyka


x. Tomasz Jochemczyk

TRADYCJA I KRYZYS W KOŚCIELE



Wydawca: Agencja SGK, Warszawa 2014
ISBN
Format: A5, s. 96, oprawa miękka, cena 15,00 zł
do nabycia w księgarni internetowej LIBRI SELECTI

Jest to kolejny wywiad z ks. Tomaszem Jochemczykiem, jaki przeprowadził Michał Krajski. Ksiądz Jochemczyk tym razem opowiada o największym kryzysie Kościoła z jakim mamy dzisiaj do czynienia i o jego przyczynach akcentując rolę masonerii w niszczeniu Kościoła. Opisuje także duchowość Mszy trydenckiej i znaczenie prawdziwego, katolickiego kapłaństwa. Ksiądz Jochemczyk zaznacza, że tylko powrót do Tradycji, katolickiej nauki i teologii może przyczynić się do odrodzenia Kościoła.

Spis treści:

Wstęp Stanisława Krajskiego
Wstęp Michała Krajskiego
Rozdział I Źródła kryzysu w Kościele
Rozdział II Duchowość Mszy Świętej trydenckiej
Rozdział III Dystans do Pana Boga i świadomość grzechu
Rozdział IV Cele Mszy Świętej
Rozdział V Kim jest kapłan katolicki?
Rozdział VI Potrzeba prawdziwych kapłanów

NIEZNANI TRADYCJONALIŚCI: Zapiski Juliana Greena (1970 - 1973)


6 grudnia 1970 - Oto słowa, które wyczytałem w nowym mszale w nagłówku drugiej niedzieli Adwentu: "W pragmatyzmie materialistycznym społeczeństwa dotkniętego bezwładem swoich struktur, decydujące mutacje mogą wyjść tylko z percepcji quasi profetycznej umysłów dociekliwych, zestrojone bardziej z przyszłością aniżeli z przeszłością, w której krystalizują się ukryte aspiracje całości". Ciekaw jestem, dla kogo przeznaczony jest ten abstrakcyjny żargon, i co może zeń zrozumieć ktoś o skromnym wykształceniu. Do kogo zwraca sie mszał? Do tak zwanych intelektualistów czy do maluczkich? Czy to język Ewangelii? Ale nie chcę zajmować się dłużej tymi okropnościami.

10 listopada 1970 - W Wersalu sześć tysięcy "milczących" manifestowało przeciw wyskokom niektórych księży, odśpiewując Credo po łacinie. Jacques Petit powiedział mi, że biorą mnie za integrystę; opinia sumaryczna, a więc nieścisła, lecz interesują mnie "milczący".

14 listopada 1970 - "La France catholique" opublikowała artykuł o knowaniach przeciw Kościołowi wewnątrz samego Kościoła. Jak zaprzeczyć, że Kościół dzisiejszy, we Francji przynajmniej, nie potwierdza już podczas mszy, iż Chrystus jest współistotny z Ojcem? Kościół mówił to i głosił w ciągu długich stuleci, a dziś spostrzegł się, że wierni nie rozumieją przymiotnika "współistotny". A czy rozumieją lepiej tajemnicę Świętej Trójcy albo tajemnicę Obecności Rzeczywistej? Ale mówi się coraz mniej o bóstwie Chrystusa i cudach, które czynił, aby swoją boskość potwierdzić. Ariusz dogląda swojej nauki katechizmu.

17 grudnia 1970 - Pięciu znakomitych teologów francuskich wystosowało do biskupów list - przed ich plenarną konferencją w Lourdes - prosząc, żeby w Credo nie zastępowali słowa "powszechny" słowem "katolicki". Bo i rzeczywiście, słowo "katolicki" to rodzaj granicy między Kościołem założonym przez Chrystusa a innymi Kościołami chrześcijańskimi, ale gdyby tę granicę zatrzeć, utworzyłyby już tylko jeden Kościół, w którym Kościół katolicki utraciłby swoje cechy odrębne. Tę powolną pracę wykonuje pewien odłam kleru, żeby Kościół rozszerzał się i rozpływał wśród mas.

22 grudnia 1970 - Dziś rano w "Le Figaro" notatka o liście zbiorowym - wspomnianym wyżej - na temat słowa "katolicki". Obawiają się, że nowy Kościół przyjmie słowo "powszechny". Zgadzając się wciąż na nowe ustępstwa, Kościół traci coś ze swojego autorytetu i zaciera się jego oblicze. Będzie to jedna z klęsk naszej epoki. Ta wędrówka ku protestantyzmowi, który nie żądał odeń aż tyle, skończy się rozdarciem świata katolickiego. Widzę, jak ono już się dokonuje, spoglądam z rosnącym niepokojem jak rozszerza się to zaślepienie.

19 lutego 1971 - Wczoraj w wielkiej księgarni. Książki poświęcone dzisiejszej religii. Unosi się z tych dziełek pisanych językiem chwiejnym i często nader pretensjonalnym zapach - mógłbym powiedzieć - odór niemal zwątpienia. Wszystko poddane wątpliwościom: Obecność Rzeczywista, bóstwo Chrystusa, nieomylność papieża. Nie widzę już dla siebie miejsca na tym świecie brutalnym i nudnym zarazem.

18 marca 1971 - Dziś rano rozmowa z ojcem Guissard, z gazety "La Croix". Usiłowałem określić dokładnie swoją obecną sytuację. Nie istnieją dwa Kościoły katolickie, istnieje tylko jeden, ten który nazywają nowym Kościołem, będącym jednak mimo wszystko Kościołem odwiecznym, tyle że ma nowe oblicze, w którym jeszcze rozeznać się trudno.

20 marca 1971 - Młody katolik powiedział mi, że przystąpił do komunii nie wyspowiadawszy się przedtem, chociaż miał grzechy na sumieniu; staje się to coraz częstsze. Dodaje, że utracił już poczucie grzechu...

26 marca 1971 - Ojciec Guissard przesłał mi tekst naszej rozmowy o Kościele. Nic dodać, nic ująć. Gdyby istniały dwa Kościoły, wybrałbym ten, którego głową jest papież. Nie chcę umrzeć jako schizmatyk.

13 sierpnia 1971 - Wczoraj około piątej po południu, w cudownej kaplicy przy rue du Bac, Anna wysłuchała mszy odprawianej przez azjatyckiego księdza w jakimś nie znanym jej języku. Czy ktokolwiek mógł tę mszę zrozumieć? Łacina dziś odrzucona, byłaby tu ogromnie pożyteczna. Wczoraj po południu, zakonnice od Świętego Wincentego a Paulo - była ich setka - zaintonowały głosami prześlicznie czystymi Adoro te, pieśń, która zawsze była mi droga. Następnie Tantum ergo, po czym błogosławieństwo Przenajświętszego Sakramentu. Z czułością słuchałem tych łacińskich hymnów, które przywróciły mi nagle Kościół mojej młodości...

21 października 1971 - Dziś rano u Świętego Tomasza z Akwinu, msza bliska tak jak to tylko możliwe dawnej mszy łacińskiej, a chór i organy powyżej przeciętności. Doznałem ogromnej radości, odnajdując wielkie fragmenty tej mszy tak mi drogiej, z ową zaś radością chwycił mnie nowy poryw. Powiedzą mi zapewne, że jestem sentymentalny, sądzę jednak, iż osiągając w ten sposób to, co zowią afektem, dotykamy czegoś głębszego.

10 grudnia 1971 - Jeśli chodzi o Kościół wstrząśnięty burzą, po której nie łatwo odzyskuje grunt pod nogami, powiem kiedyś - ale dlaczego nie miałbym powiedzieć nie czekając - że pozostanę mu wierny, dopóki papież będzie nauczał tego, w co wierzyliśmy zawsze.

17 grudnia 1971 - Rozmawiałem wczoraj z pewnym duchownym na temat dawnego Kościoła. "Kocham go i nikt mi tego nie wyperswaduje - powiedziałem. - Mnie też nie" - odparł. Dawny Kościół był piękny, surowy i miał wielki autorytet; nie wchodził w parantelę z żadnym innym Kościołem. Nowy nie ma jeszcze oblicz, wielkiego autorytetu nie zyskał jeszcze, jego siła przyciągania wydaje się wciąż słaba w porównaniu z tą jaką odznaczał się Kościół wczorajszy, możliwe jednak, iż to wszystko zmodyfikuje się z czasem.

Nowy Kościół... Nie kocha się dwa razy w życiu, tak jak ja kochałem Kościół dawny, o którym nie mówi się już nawet, gdyż milczy się w jego kwestii, i uważam to za przykre. Zupełnie jak gdyby się go wstydzono i chciano utopić w zapomnieniu.

24 grudnia 1971 - Ktoś powiada mi, że w jednym z największych kościołów paryskich jakiś ksiądz oznajmił, że Ewangelie nie są historyczne. Renan miałby skromniejsze wymagania. A wierni słuchali grzecznie. Mój informator, który doniósł mi o tym ważnym fakciku po prostu opuścił kościół (przez małe k). Mam wrażenie, że kler igra czasami z naszą wiarą.

31 stycznia 1972 - Przed kilkoma miesiącami wraz z setką pisarzy, artystów, muzyków, uczonych, duchownych protestanckich i katolickich (angielskich niemal bez wyjątku) podpisałem list do Ojca Świętego z prośbą, by nie dopuścił, żeby łacińska msza św. Piusa V zniknęła z naszego chrześcijańskiego patrimonium. Wśród sygnatariuszy był Henry de Montherland. Przed paroma dniami nadeszła odpowiedź na ręce, o ile wiem, arcybiskupa Westminsteru, pozwalająca na "okazjonalne" odprawianie rzeczonej mszy. Jeśli o mnie idzie, cieszę się mniemając, że za wszelką cenę należy zachować tę mszę zarówno piękną, jak szacowną.

12 lutego 1972 - Odwiedził mnie wczoraj pewien profesor, katolik, któremu zadałem pytanie tak często nasuwające mi się na myśl: "Co pan sądzi o tym, co dzieje się w Kościele?" Zasępił się i w odpowiedzi padły dobrze znane mi słowa: niepewność zamęt, smutek. Chyba spośród wszystkich katolików zapytanych o to, dwoje tylko wydało mi się całkowitymi zwolennikami dzisiejszego Kościoła.

6 marca 1972 - Byłby we mnie bogaty materiał na integrystę. Mam książkę dziś arcyrzadką, dawny mszał, Paroissien romain, a strzegę jej niczym smok strzegący skarbu. Szukam, i mam do tego prawo, kościołów, gdzie niektóre partie mszy odśpiewuje się jeszcze po łacinie, gdzie nie sroży się "muzyka" nowoczesna i gdzie odnajduję trochę owego Kościoła, ku któremu z miłością zdążałem za młodu, kiedy porzuciłem protestantyzm. Kościół, który stał się Kościołem wczorajszym, zapewne, pozostał żywy w najlepszej części mojej jaźni, składam więc hołd wiernego serca tej opuszczonej wielkości, to wszystko jednak, co uczynić mogę i nie posunę się dalej. Mogę powoływać się jedynie na Kościół, którego głową widzialną jest papież, bo tego właśnie nauczał mnie Kościół mojej młodości. Ale choćby najmocniejsze było moje przywiązanie do przeszłości, pokładam wielką ufność w Kościele dzisiejszym, gdyż jest dziedzicem obietnic Chrystusa. Niemniej, protestuję ze wszech sił przeciw machinacjom, jakich dopuszcza sie pewna część kleru, którą uważam, za nieodpowiedzialną: pragnę jej odejścia, bluźnierstwa tych ludzi budzą grozę. Moim przekonaniem jest, iż Kościół oswobodziwszy się od tych podejrzanych elementów, w których nie sposób rozpoznać katolicyzmu, odzyska pewnego dnia swój autorytet i swoje prawdziwe oblicze będące niekłamanym obliczem Chrystusa, wzniesie się ponad światem, skąd ja już zapewne odejdę.

6 kwietnia 1972 - Nie ma mowy, żebym oddalił się od Kośćioła, który Kościołem pozostaje, ale drogi, jakimi dziś podąża, dają mi do myślenia. Chcą rozdzielić Kościół i Ewangelię, Skoro Ewangelia wystarczy, po co właściwie Kościół? Tak rozumują ci, którzy chcą go zniszczyć. Nie uda im się, groźne jednak jest to, że wróg uderza na Kościół nie z zewnątrz, ale właśnie od wewnątrz. Istnieje w Kościele drugi Kościół będący kościołem Szatana.

1 maja 1972 - "La France Catholique" (koniec kwietnia 1972) cytuje słowa, jakie do uczniów klasy filozofii wypowiedział pewien ksiądz, który odprawiał dla nich mszę: "Święta Dziewica i święty Józef zdolni byli zrobić dziecko". Oto dlaczego rozsypuje się w gruzy i rozsypać się musi część Kościoła. Przetrwa Kościół prawdziwy lecz uszczuplony.

8 maja 1972 - Podobno Kościół usiłuje swoją liturgię zrekonstruować na wzór liturgii Kościoła pierwotnego, jak gdyby odtwarzając skutki miał nadzieję wskrzesić przyczynę: wiarę pierwszych czasów. A skądinąd tanio sprzedał bogactwa duchowe, jakie liturgia rozwijając się wnosiła w świat katolicki. Nie chciano Kościoła statycznego, zmumifikowanego, Kościoła z XIX wieku. Niebezpieczeństwem byłoby zastąpić go Kościołem statycznym z III wieku.

15 sierpnia 1972 - Poszedłem na mszę do Świętego Tomasza z Akwinu, odprawia się ją tam teraz po francusku. Celebrował młody ksiądz, Murzyn; o twarzy i głosie dziecka. Zagubił się w ogromnym mszale i nie mógł znaleźć Credo, przewracał kartki to w jedną, to w drugą stronę, trafił w końcu na właściwą i pojechał dalej. Co do muzyki wtórującej śpiewom wiernych, jest płaksiwa, brzydka, smutna.

22 października 1973 - Tej niedzieli na mszy w kaplicy cesarskiej Hofburgu. Mieliśmy na szczęście bilety, gdyż na paradnym dziedzińcu Fischera von Erlacha czekał bardzo długi ogonek. Dla mnóstwa wiedeńczyków bez względu na przekonania polityczne religią jest Mozart, Beethoven bądź Schubert. Kaplica jest spora i nader gotycka, lecz nazbyt odrestaurowana, jak mi się wydało. Wiele złoceń, wiele figur świętych. Jesteśmy o pięć, może sześć rzędów od ołtarza, a ścisk tu niebywały. Księża nadchodzą z głębi, bracia zakonni w czarnych sutannach i białych komżach. Celebrans ma na sobie prześliczny ornat gęsto haftowany w róże, ogród na piersi i na plecach; diakoni - zielone dalmatyki z zielonymi wstęgami u rękawów. Mszę odprawia się w całości po łacinie (z wyjątkiem modlitw za nasze czasy). Na lewo od ołtarza ze dwunastu młodzieńców w komżach intonuje śpiew gregoriański. Na chórze - dzieci i muzykanci. Gloria, Credo, etc. buchają wspaniałym wołaniem: to Msza koronacyjna Mozarta. Sopran w Glorii przypominał mi kosa z "schubertiady". Chóry, niemal nadludzko piękne, wydają się odsuwać grzeszników i wzywać jedynie sprawiedliwych, nie mają - zauważył Eryk - owej miłości dla grzeszników, jaką napotykamy u Schuberta. Wysłuchał mszy nieruchomo, nadzwyczaj uważnie, bo to taka msza, jaką lubi, msza kościoła "tryumfującego", z kwiatami i kadzidłem, i owym wzniosłym gromem śpiewu, który bije w stropy.

Jakże ja odnajduje w tym wszystkim moją młodość i jej wzloty! Ale przecież to zawsze msza. Nie można powiedzieć, że msza w języku potocznym zamiera na stopniach tego ołtarza, ona nie wchodzi tu nawet. Msza niemiecka stoi pod drzwiami, gdy tymczasem msza łacińska włada u Habsburgów.

25 listopada 1973 - Credo w Missa solemnins Bacha. Eksplozja Resurrexit, ten wybuch radości, który przyprawia o drżenie, wiara tryumfująca, uniesiona radością, jaką znaliśmy, a która jest dziś tak tragicznie zagrożona. Bronimy się wśród zmierzchu.

2 grudnia 1973 - Ojciec Dodin opowiada mi, jak pewien młody ksiądz z nowego Kościoła, ksiądz w golfie, pojawił się u komunistów i oznajmił, że chce wstąpić do partii. Odpowiedzieli, że nie chcą go, gdyż nie nosi ani krzyża, ani żadnej innej odznaki, po której dałby się rozpoznać. "My nie wstydzimy się naszej partii, przeciwnie."

Źródło informacji: http://przedsoborowy.blogspot.com

niedziela, 20 lipca 2014

Kim naprawdę był Marcin Luter?


Liturgia trydencka podkreśla ofiarny charakter Mszy


Liturgia trydencka podkreśla ofiarny charakter Mszy

Wejście w świat liturgii tradycyjnej doprowadziło mnie do głębszego zrozumienia Mszy św. jako bezkrwawej Ofiary Chrystusa – mówi dla portalu PCh24.pl ks. Dawid Pietras, wikariusz parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Deszcznie, diecezja zielonogórsko-gorzowska.

piątek, 18 lipca 2014

Dwie formy rytu rzymskiego posiadają ten sam status


Dwie formy rytu rzymskiego posiadają ten sam status

25 lipca 2013 roku kard. Antonio Cañizares Llovera, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego, podpisał wstęp do pracy o. Alberto Soria Jiméneza O.S.B o prawno-kanonicznym statusie tradycyjnej liturgii rzymskiej po wydaniu motu proprio „Summorum Pontificum”. Obydwie formy rytu rzymskiego są sobie równe, tradycyjna liturgia nie może być legalnie ograniczana!

środa, 16 lipca 2014

Zapomniane prawdy: Kościół z pierwszego wieku – twór mroczny i tajemny


„Myślę niekiedy, że to dziwne, iż zachodnie chrześcijaństwo jako jedyna z wielkich religii świata ujawnia swoje tajemnice wszystkim ciekawym, tak jednak przywykłem do otwartości, że nigdy przedtem nie zadałem sobie pytania, czy stanowi ona niezbędną i naturalną cechę chrześcijańskiego systemu wiary. W istocie jesteśmy tak nią przeniknięci, że wielu ludzi postrzega rozwój Kościoła jako proces komplikacji, a nawet zaciemniania; wyobrażając sobie Kościół z pierwszego wieku naszej ery jako garstkę pobożnych osób wspólnie czytających Ewangelie, modlący się i wzajemnie pouczających się z prostotą, wobec której skomplikowane obrzędy i subtelne nauki lat późniejszych wyglądają na zdumiewające i nieznajome.

W Debre Libanos nagle ujrzałem klasyczną bazylikę i otwarty ołtarz jako wielkie pozytywne osiągnięcie, świadomy triumf światła nad ciemnością, teologię zaś jako naukę upraszczania, dzięki której mgławicowe i ulotne idee ulegają formalizacji, tając się zrozumiałe i ścisłe. Ujrzałem Kościół z pierwszego wieku jako twór mroczny i tajemny – sekretny niczym nasienie dojrzewające w łonie; ujrzałem legionistów po służbie, chyłkiem wymykających się z koszar, witających się za pomocą znaków i haseł w ciasnej klitce na pięterku w bocznej uliczce jakiegoś śródziemnomorskiego portu; i niewolników zakradających się o szarym świecie do zadymionych od świec kaplic w katakumbach. Kapłani skrywali swoją posługę i zajmowali się rzemiosłem; ich tożsamość znali tylko wtajemniczeni; w świetle praw swego kraju byli przestępcami. Czyste jądro prawdy tkwiło w umysłach ludzi dźwigających brzemię przesądów, ordynarnych przeżytków pogaństwa, w którym zostali wychowani, wśród mglistych nieprzyzwoitych bzdur przenikających z ezoterycznych kultów Bliskiego Wschodu, magicznej zarazy podbitych barbarzyńców. I zobaczyłem jak mroczne sanktuaria przerodziły się, dzięki jasnemu rozumowi Zachodu, w wielkie otwarte ołtarze katolickiej Europy, gdzie msze odprawia się w powodzi świateł, wysoko na oczach wszystkich, podczas gdy turyści drepczą w krąg z bedekerami*, nieciekawi tajemnicy”.

Evelyn Waugh, Daleko stąd (tyt. org. Remote People)

*Bedeker, seria przewodników stosujących system gwiazdek do oznaczania miejsc szczególnie wartych zwiedzania. Od 1936 publikowane w wersji niemieckiej, francuskiej, angielskiej. Nazwa pochodzi od nazwiska księgarza z Koblencji, K. Baedekera (1801-1859), autora pierwszego przewodnika przeznaczonego dla podróżujących wzdłuż Renu, w cieniu średniowiecznych zamków (1828).

wtorek, 15 lipca 2014

x. Karol Stehlin FSSPX: Jest tylko jedna prawda - katolicka!


RZYMSKI KATOLIK nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Przypominamy, że osoba zamieszczająca komentarze zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa RZYMSKIEGO KATOLIKA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.

NASZA POLITYKA PRYWATNOŚCI TUTAJ