Pages

poniedziałek, 3 marca 2014

Amerykański biskup zakazuje studentom tradycyjnej liturgii


Amerykański biskup zakazuje studentom tradycyjnej liturgii

Ks. biskup Michael Olson zakazał sprawowania nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego w kaplicy jednego z niewielu w Stanach tradycyjnych katolickich college’ów. Kanoniści nie pozostawiają wątpliwości: „biskup bezprawnie ograniczył prawa wiernych”.

sobota, 1 marca 2014

ks. Johnathan Loop FSSPX: Maryja ofiarą ekumenizmu


W mowie zamykającej trzecią sesję II Soboru Watykańskiego papież Paweł VI ogłosił Najświętszą Maryję Pannę Matką Kościoła. Powiedział wówczas: „Na chwałę Matki Bożej i ku naszemu pokrzepieniu, ogłaszamy Najświętszą Maryję Pannę Matką Kościoła, to jest całego ludu Bożego, zarówno wiernych, jak i pasterzy, którzy nazywają Ją najukochańszą Matką. Pragniemy, by pod tym najmilszym tytułem, od tej chwili, Dziewica Matka była jeszcze bardziej czczona i wzywana przez lud chrześcijański”.

W reakcji na te słowa o. Henri de Lubac powiedział do teologa o. Henri Denis: „Sobór dobiegł końca. Nie ma już Jana XXIII ani aggiornamento”. Reakcja ta nie była w żadnej mierze czymś wyjątkowym. Ów tytuł Matki Bożej, którego używał już Benedykt XIV w połowie XVIII wieku, został źle przyjęty przez postępowych teologów wywierających przemożny wpływ na pracę soboru. Epizod ten dobrze oddaje też prawdziwy stosunek liberałów do Najświętszej Maryi Panny, co z kolei może pomóc nam w zrozumieniu prawdziwego ducha soboru.

Soborowe kontrowersje dotyczące Najświętszej Maryi Panny odnosiły się w głównej mierze do poświęconego Jej osobie dokumentu. Początkowo komisja koordynacyjna, która odpowiedzialna była za określanie porządku prac soboru, przedstawiła projekt osobnego schematu poświęconego wyłącznie Matce Bożej, a zatytułowanego De Beata Maria Virgine, Matre Ecclesiae. Choć tekst ten znalazł uznanie u większości ojców soborowych, progresiści uznali go za nie do przyjęcia.

Zamach na Wszechpośrednictwo Maryi

Podczas spotkania zorganizowanego w Fuldzie latem 1963 roku biskupi i teologowie z krajów niemieckojęzycznych, którą to grupę o. Ralph Wiltgen nazwał „Sojuszem Europejskim”, omawiali swą strategię na najbliższą sesję soboru. Podjęli wówczas decyzję, że postarają się nakłonić ojców do włączenia tekstu o Matce Bożej do Konstytucji o Kościele (znanej później jako Lumen gentium). Zgodnie z tymi postanowieniami kard. Frings z Kolonii zabrał głos podczas jednego z pierwszych zgromadzeń plenarnych III sesji, proponując zebranym, by schemat o Matce Bożej włączony został do Konstytucji o Kościele. Doprowadziło to do trwającej kilka dni namiętnej dyskusji, pod koniec której ojcowie soborowi minimalną większością zaaprobowali (29 października 1963 r.) plan „Sojuszu Europejskiego” stosunkiem głosów 1114 do 1097. Strategia ta opracowana została częściowo przez Karla Rahnera, wedle którego byłby to „najprostszy sposób na usunięcie ze schematu pewnych punktów teologicznych, które nie są dostatecznie rozwinięte”. Do owych punktów, które Rahner uważał za „niedostatecznie rozwinięte” należała doktryna o roli Maryi w rozdzielaniu łask, które wysłużyła zjednoczona z umierającym na krzyżu Synem.

Pomimo faktu, iż liczni papieże określali Najświętszą Maryję Pannę Pośredniczką wszelkich łask, a wybitni teologowie (jak np. o. Garrigou-Lagrange) wykazywali, że mogłoby to być zdefiniowane jako dogmat wiary, Rahner stwierdził, iż doktryna ta powinna być „rozpatrzona ponownie” – wskutek czego tytuł Pośredniczki zupełnie zniknął ze schematu. Choć niemieckojęzyczni biskupi nie do końca zgadzali się z tą argumentacją, zażądali jednak, by tytuł „Pośredniczka wszelkich łask” usunięty został ze względu na potencjalne nieporozumienia.

Taki obrót spraw był zdecydowanie na rękę francuskim progresistom w rodzaju kard. Lienarta, o. Yvesa Congara OP oraz ks. Rene Laurentina. Ojciec Congar pisał w roku 1961: „Muszę walczyć, w imię Ewangelii i tradycji apostolskiej, przeciwko rozwojowi mariologii, która nie wywodzi się z Objawienia, ale znajduje oparcie w tekstach papieskich”. Innymi słowy o. Congar – oraz w mniejszym lub większym stopniu ci, którzy podzielali jego punkt widzenia – pragnął obalić nauczanie Magisterium Kościoła w imię powrotu do „wiary apostolskiej”, która to tendencja potępiona została przez Piusa XII jako „fałszywy archeologizm”. Ludzie ci zapomnieli najwyraźniej, że to nie teologowie, ale Magisterium określa, co należy do Objawienia, a co nie.

Ekumenizm zaprzeczeniem prawdy

Jaki cel mieli progresiści w pomniejszeniu roli Najświętszej Maryi Panny? Przede wszystkim uważali oni, że jakiekolwiek szczególne względy okazane Matce Bożej mogłyby zahamować „dialog ekumeniczny z naszym braćmi odłączonymi”, by posłużyć się słowami kard. Fringsa z Kolonii. Innymi słowy, głównym przedmiotem ich troski nie była prawda teologiczna, ale względy ekumeniczne. Ksiądz Rahner, którego opinia – według o. Wiltgena – miała wielki wpływ na postawę niemieckojęzycznych biskupów, stwierdził po przeczytaniu projektu zatwierdzonego przez komisję koordynacyjną w roku 1963, że zatwierdzenie go w tym kształcie „wyrządziłoby niewyobrażalną szkodę z ekumenicznego punktu widzenia, w relacjach zarówno z protestantami jak prawosławnymi”.

Kardynał Frings, ks. Rahner i inni ludzie ich pokroju troszczyli się bardziej o opinię ludzi, takich jak „biskup” Dibelius – niemiecki protestant, wedle którego doktryna Kościoła o Matce Bożej jest jedną z największych przeszkód w zjednoczeniu chrześcijan – niż o przedstawianie światu cudownych prawd dotyczących Matki Bożej. Niemieccy biskupi wysłali więc list do komisji rzymskich, odpowiedzialnych za kierowanie przebiegiem obrad, w którym wyrażali zastrzeżenia wobec dokumentu odnoszącego się do Matki Bożej, uznając przy tym za stosowne przytoczyć opinie kilku prominentnych uczonych protestanckich, wedle których jakiekolwiek nowe deklaracje dotyczące Matki Bożej przyczyniłyby się jedynie do „pogłębienia podziałów” pomiędzy katolikami a protestantami.

Autorzy wspomnianego listu pragnęli więc uszczuplić cześć należną Matce Bożej, aby nie urazić wrażliwości ludzi nie posiadających prawdziwej wiary. Skoro spojrzymy na to jedynie z tej perspektywy, dostrzeżemy natychmiast, jak wielkie niebezpieczeństwo kryje się za owym „ekumenicznym” podejściem. W oczywisty sposób prowadzi ono katolików do zaciemniania prawd wiary. Wiara pozwala nam poznać prawdziwą naturę wszechświata, a jeśli jakieś jej prawdy ukrywane są z obawy, iż ktoś mógłby nie chcieć ich usłyszeć, wówczas niemożliwym staje się zrozumieć dobrego Boga oraz stworzonego przez Niego świata.

Osłabienie wiary oraz czci wobec Maryi

We wspomnianym wyżej przypadku odmowa głoszenia otwarcie prerogatyw i godności Niepokalanej przesłania ludziom nieskończoną mądrość i moc Bożą, która przejawiła się w Jej stworzeniu, jak również niezmierną godność nadaną rodzajowi ludzkiemu, wynikającą z faktu, iż – jak pisze w Prawdziwym nabożeństwie św. Ludwik de Montfort – jednemu z jego członków udzielony został niewysłowiony przywilej wejścia w najściślejszy związek z Osobą Trójcy Świętej. Ta tendencja do lekceważenia przywilejów Matki Bożej pociągnęła za sobą również liczne ataki na ludowe formy pobożności maryjnej (wyczerpującą dokumentację na ten temat znaleźć można w Iota unum Romano Amerio).

Nie ulega wątpliwości, że owa próba ugłaskania protestantów doprowadziła do osłabienia prawdziwego nabożeństwa do Maryi wśród katolików. Próby ukrycia Matki Bożej przed protestantami i wyznawcami innych religii stanowią również zniewagę wobec Jej Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa. Kiedy Maryja przyniosła swego nowonarodzonego Syna do świątyni jerozolimskiej, świętobliwy Symeon wziął Go na swe ręce i ogłosił: „Ten oto postawiony jest na powstanie i na upadek wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą”. Tak więc przez sam fakt swego istnienia Zbawiciel dzieli ludzi na dwa obozy: tych którzy Go przyjmują oraz tych, którzy odpowiadają Non serviam (Nie będę służył).

Święty Ignacy Loyola przedstawia ów podział wyraziście w swych Ćwiczeniach duchowych i wzywa ludzi dobrej woli do przyłączania się całym sercem do armii Chrystusa. Symeon jednak nie ogranicza się do tego. Zauważywszy zdziwienie św. Józefa i Najświętszej Maryi Panny, mówi do Niej: „A Twoją duszę miecz przeniknie, by na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Innymi słowy, wszechmocny Bóg, który przemówił tego dnia przez usta świętobliwego starca, zamierzał powiązać Matkę z Synem jako znak sprzeciwu. Z tego właśnie powodu teologowie postrzegali tradycyjnie w prawdziwym nabożeństwie do Maryi oznakę wybraństwa.

Jakie więc dobro wyniknąć może z ukrywania Niepokalanej i milczenia o Jej prerogatywach? Czy naprawdę może to doprowadzić ludzi z powrotem do Boga? To tak, jakbyśmy zaprosili kogoś, by zaprzyjaźnił się z młodym człowiekiem, zamykając równocześnie jego matkę w szafie. Co pomyślałby sobie ów młodzieniec? Nasz Pan Jezus Chrystus powiedział: „Jeśliby się kto wstydził mnie przed ludźmi, ja będę wstydził się ich przed Ojcem mym, który jest w niebie”. Zastanówmy się, jak osądzi On tych, którzy wstydzili się Jego Matki?

Postępowi teologowie, którzy przejęli kontrolę na II Soborem Watykańskim, dokładali wszelkich starań by zminimalizować rolę Najświętszej Maryi Panny w dziele Odkupienia, aby nie urazić uczuć protestantów. Udało się im zablokować poświęcenie Jej osobnego dokumentu i pomniejszyć znaczenie tytułów, jakimi od wieków obdarzali Ją liczni papieże. Wszystko to ukazuje nam prawdziwe oblicze tzw. ducha soboru. Jako że Matka jest nierozłącznie związana ze swym Synem, nie powinno nikogo dziwić, że ci sami ludzie, którzy chcieli przemilczeć Jej rolę z obawy przed urażeniem protestantów, nie wahali się również milczeć o samym Zbawicielu wobec ludzi, którzy w Niego nie wierzą.

W tym kontekście nie powinno też dziwić, że zgodnie z duchem Vaticanum II obecny papież Franciszek rozpoczął swój pontyfikat od skierowania do naczelnego rabina Rzymu Riccardo di Segni przesłania, w którym napisał: „Mam wielką nadzieję, że będę w stanie przyczynić się do postępu, jakiego relacje pomiędzy Żydami a katolikami doświadczają od II Soboru Watykańskiego, w duchu odnowionej współpracy i w służbie światu, by stał się on jeszcze bardziej zgodny z wolą Stwórcy”.

Stanowisko to stanowi całkowite przeciwieństwo postawy pierwszego papieża – Piotra, którego pierwsze, „oficjalne pozdrowienie” przywódców „wspólnoty żydowskiej” miało całkowicie innych charakter. „Niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – którego ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych – że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy. On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 10–12).

Kogo mamy więc naśladować? Jakie powinno być nasze stanowisko? Musimy przejąć się duchem św. Pawła, który pisał: „Nie wstydzę się wiary”. Elementem naszej walki mającej na celu odwrócenie zniszczeń dokonanych przez II Sobór Watykański, powinno być odważne głoszenie prawd odnoszących się do Najświętszej Maryi Panny. Broniąc prerogatyw Matki Bożej, bronimy równocześnie praw Jej Syna. A głosząc ludziom Jej chwałę, pomagamy Duchowi Świętemu pociągać dusze do Kościoła, a więc powiększać szeregi rodziny, w której Niepokalanej słusznie przynależy tytuł Matki.

Za „The Angelus” (lipiec 2013), tłum. Tomasz Maszczyk.

Źródło informacji: ZAWSZE WIERNI

Z księgarskiej półki c.d. - Stworzenie czy ewolucja? Dylemat katolika


Michał Chaberek OP, Tomasz Rowiński

STWORZENIE CZY EWOLUCJA?

DYLEMAT KATOLIKA


Wydawnictwo FRONDA, Warszawa 2014
ISBN: 9788364095153 
Format: 124x205, ss. 264, oprawa: miękka, cena: 21,90 zł
do nabycia w księgarni internetowej XLM


To pierwsza taka książka w Polsce i jedna z bardzo nielicznych na świecie, która porusza istotne kwestie dotyczące debaty ewolucja-stworzenie.

Większość katolickich teologów i filozofów przyrody zdecydowanie przeciwstawia się poglądom ateistycznych ewolucjonistów, takich jak Richard Dawkins i Daniel Dennett. Znajdują więc łatwego „chłopca do bicia” – bo przecież każdy katolik zgodzi się, że ateizm jest zły.

Odpowiadając wspomnianym ateistom badacze ci, w swoich licznych publikacjach proponują, aby ateistyczną ewolucję zastąpić wersją teistyczną, czyli przekonaniem, że Bóg posłużył się ewolucją stwarzając świat. Jednocześnie, zazwyczaj zupełnie ignorują oni tradycyjne chrześcijańskie rozumienie stworzenia.

Tymczasem prawdziwe zagrożenie dla wiary, to nie jest ateizm. Ateizm zbyt wyraźnie przeczy chrześcijaństwu, aby stanowić atrakcyjną propozycję dla wierzących. Prawdziwe zagrożenie dla wiary stanowi powolne rozcieńczanie prawdy chrześcijańskiej poprzez dodawanie różnych obcych chrześcijaństwu idei. Tak powstawały dawne herezje i podobnie dzieje się dzisiaj, kiedy naukę o stworzeniu próbuje się istotnie przedefiniować w ramach teistycznego ewolucjonizmu.

Zatem o wyjątkowości naszej publikacji decyduje to, że unikamy obiegowych opinii i staramy się zdefiniować rzeczywiste wyzwanie dla chrześcijaństwa, którym jest teistyczny ewolucjonizm.

(Michał Chaberek OP)

*****

» Czy człowiek pochodzi od małpy?
» Czy nauka i Pismo Święte zgadzają się w kwestii powstania życia?
» Czy Ewa powstała z żebra Adama?
» Kreacjoniści – radykalni tradycjonaliści, czy wrogowie Kościoła?
» Dlaczego nauka o ewolucji wywołuje tyle emocji?
» Czy Darwin odpowiada za obozy śmierci?

BÓG, CZY DARWIN? Wybór nie ogranicza się wyłącznie do jednej z tych dwóch możliwości. Autorzy prowadzą czytelnika ku ekscytującym poszukiwaniom w obrębie relacji pomiędzy STWORZENIEM A EWOLUCJĄ. Także – pomiędzy WIARĄ I NAUKĄ. Postulują odnowę całej koncepcji nauki o Stworzeniu. Zbyt bowiem często zarówno niewierzący, jak i katolicy przedstawiają ją jako KONFLIKT. Bezmyślnych i głuchych na wszelkie argumenty fundamentalistów katolickich z jednej strony i odważnych naukowców oraz teologów z drugiej. Ci ostatni wypracowali rzekomo wspaniałą syntezę pomiędzy interpretacjami Księgi Rodzaju a neodarwinizmem. Odnowa katolickiej nauki o Stworzeniu nie może się jednak oprzeć na żadnym z tych uproszczonych rozwiązań. Wartościowa synteza pomiędzy nimi a nauką zakłada bowiem wierność oczywistemu i dosłownemu zamysłowi Księgi Rodzaju, a jednocześnie obiektywne spojrzenie na dane naukowe.

W 1950 roku zaledwie jedna myśl z encykliki papieża Piusa XII Humani generis – jedno zdanie mówiące o możliwości ewolucji „żywej materii” – doprowadziły do jednej z największych zmian w historii nauczania katolickiego (z Wprowadzenia).

*****

Poniżej fragment książki 
„Stworzenie czy ewolucja? Dylemat katolika”

Dlaczego filozofia chrześcijańska wyklucza teistyczny ewolucjonizm?

Nie chciałbym wchodzić zbytnio w dość trudny język klasycznej metafizyki, dlatego przytoczę tylko po jednym argumencie dla obu tradycji. Metafizyka arystotelesowsko-tomistyczna mówi, że każdy byt składa się z istoty, czyli tego, czym coś jest i przypadłości, czyli tego, co posiada. Można to zrozumieć także na podstawie rozróżnienia, czym coś jest od tego jakiegoś jest. Istotą kota jest „kotowatość”, czyli pewna natura. Ale kiedy widzimy kota, to nie widzimy jego istoty, tylko raczej przypadłości. Widzimy, że jest biały, ma niebieskie oczy, długi ogon i inne cechy. Na podstawie tych cech budujemy jednak pojęcie kota, a więc tego, czym on jest. Dzięki temu, kiedy widzimy innego kota – czarnego o zielonych oczach i krótkim ogonie, wiemy, że jest to kot. Wiemy to, mimo że ten drugi kot różni się od pierwszego niemal wszystkimi cechami. Zatem istota kota nie jest naszym wymysłem, musi jakoś istnieć w tych poszczególnych osobnikach. Widzimy, że cechy nie zmieniają istoty danego zwierzęcia. Kot pozostaje kotem, niezależnie od koloru i długości futra, czy innych cech. Ale według teorii Darwina to właśnie zmiany cech (przypadkowa zmienność, taka jak na przykład przypadkowe mutacje), które są zawsze na poziomie zmian przypadłościowych, mają doprowadzić do powstania nowych gatunków, czyli zupełnie nowych istot lub natur. W ten sposób gad ma się zmienić w ptaka a małpa w człowieka. Według klasycznej metafizyki mechanizm darwinistyczny może zmienić jedynie przypadłości (cechy), a nie istotę bytu. Zatem transformizm gatunkowy na drodze ewolucji biologicznej jest niemożliwy. Z teorii Darwina wynika po prostu tyle, że istoty w ogóle nie istnieją, że nie ma czegoś takiego jak kot, małpa i człowiek. Są tylko poszczególne jednostki, które stanowią ogniwa pośrednie na drodze ewolucji. Oczywiście dostrzegasz od razu, jakie skutki ma takie myślenie choćby dla moralności.

Do zagadnień moralnych jeszcze wrócimy w naszej rozmowie. Jak wygląda drugi argument filozoficzny przeciwko ewolucji – ten wynikający z tradycji platońsko-augustyńskiej?

Zgodnie z platonizującą tradycją chrześcijańską stworzenie dokonało się według idei Boskich. To znaczy w Bogu, w Boskim umyśle tkwią idee wszystkiego, co w ogóle można pomyśleć i jeszcze więcej. W naszych umysłach też tkwią pewne idee. Na przykład idee przedmiotów materialnych, jak choćby samochodu, czy telefonu, idee zwierząt – konia, słonia, czy żyrafy, a także idee pojęć ogólnych, których nie można sobie zobrazować, jak na przykład idea sprawiedliwości, czy miłosierdzia. Oczywiście w naszym umyśle idee tkwią inaczej niż w Bogu. U nas są jak jabłka w koszyku, natomiast idee w Bogu nie są czymś oddzielnym od samego Boga. Stanowią Jego istotę, czyli są jednością z Bogiem samym. Oczywiście Boskie idee są nieskończenie bardziej wyraźne i są w Bogu od zawsze, wszystkie i niezmienne. My natomiast musimy idee nabywać poprzez doświadczenie lub oświecenie. Uczymy się ich stopniowo. Tradycja chrześcijańska mówi, że świat został stworzony zgodnie z ideami tkwiącymi w Boskim intelekcie. Mówi się, że idee te są „ideami wzorczymi” dla stworzenia, czyli że poszczególne elementy świata realizują w sposób materialny pomysł zawarty w tych ideach. Tak na przykład koń, kot, pies, czy jaszczurka zostały stworzone zgodnie z tą pierwotną ideą Boską, którą Bóg jakby odcisnął w materii w postaci nowej formy substancjalnej, która w połączeniu z materią utworzyła nową istotę, czyli nowy gatunek. Zauważ teraz, że w teorii Darwina nie ma „gatunków”, są tylko ogniwa przejściowe. Zatem według tej teorii idee Boskie nie zrealizowały się w żaden sposób w stworzeniu, gdyż tak naprawdę nie ma samych idei. W teorii Darwina każda jednostka jest efektem kumulacji przypadkowych zdarzeń. Jednak to, co jest przypadkowe, nie jest inteligibilne, to znaczy nie da się tego poznać intelektualnie na drodze abstrakcji, nie może więc być żadną ideą.

Czy takie argumenty w ogóle kogoś obchodzą dzisiaj? Przecież dotyczą one wyłącznie jakichś partykularnych koncepcji filozoficznych. Jakie to ma znaczenie dla debaty o ewolucji?

Przede wszystkim argumenty te nie mają zastąpić argumentów teologicznych, czy naukowych, o których już dużo mówiliśmy. Nie są to także jedyne argumenty filozoficzne wykluczające teistyczny lub darwinistyczny ewolucjonizm. Każdy teolog i filozof musi sobie zdawać sprawę z tego, że dyskusja o ewolucji nie jest jedynie sprawą biologów, lecz ma ogromne znaczenie w obrębie dyskusji filozoficznych i teologicznych. Problem w tym, że jeżeli przyjmiemy „metafizykę Darwina”, to musimy porzucić metafizykę klasyczną. Dla teologów i filozofów chrześcijańskich nie jest to takie łatwe, ponieważ główne dogmaty Kościoła zostały sformułowane w kategoriach metafizyki klasycznej.

Czy może ojciec podać jakieś przykłady?

Dogmaty trynitarne opierają się na filozoficznych pojęciach natury, istoty i osoby. Podobnie dogmaty chrystologiczne opierają się na pojęciach natury i osoby. Z kolei dogmat eucharystyczny opiera się na pojęciach istoty i przypadłości, o których mówiłem. Przyjmując teorię Darwina, musimy porzucić te pojęcia. Ale jeżeli porzucamy metafizykę klasyczną, to nie rozumiemy naszej wiary, nie potrafimy jej ani zdefiniować, ani przekazać poprawnym językiem. Oczywiście jest prawdą, że nie wierzymy w same formuły dogmatyczne, tylko w rzeczywistość, którą te formuły opisują. Ale jest też prawdą, że mimo wielu prób, nie udało się tej rzeczywistości opisać innym językiem, niż język metafizyki klasycznej. Zatem porzucając tę metafizykę, pozbawiamy się racjonalnego uzasadnienia naszej wiary – wiara przeradza się w fideizm. Myślę, że niestety bardzo niewielu teologów zdaje sobie sprawę z tego, że skutki darwinizmu sięgają tak daleko. I nie chodzi tu o jakąś „ideologiczną” interpretację teorii Darwina, tylko o sam trzon – złą metafizykę, na której opiera się ta teoria.

Jak teistyczny ewolucjonizm ma się do klasycznego chrześcijańskiego rozumienia stworzenia?

Zwrócę uwagę na trzy zasadnicze punkty, w których teistyczny ewolucjonizm dokonuje reinterpretacji klasycznej chrześcijańskiej nauki o stworzeniu. Po pierwsze, według tego poglądu, po wyłonieniu materii z nicości (moment utożsamiany zazwyczaj z Wielkim Wybuchem), Bóg nie działał już nigdy w sposób bezpośredni w historii kształtowania świata. Natomiast według ojców Kościoła, i w ogóle całej teologii aż do XIX wieku, Bóg kształtował świat swoim nadprzyrodzonym działaniem na przestrzeni czasu, który Pismo Święte nazywa sześcioma dniami. Po drugie, według teistycznego ewolucjonizmu Bóg stwarzając, posługuje się stworzeniem. Innymi słowy Bóg niejako przekazuje władzę stwarzania swojemu stworzeniu. Natomiast w klasycznym chrześcijańskim podejściu żadne stworzenie nie może służyć Bogu za aktywną pomoc w stworzeniu. Ideę jakoby Bóg przekazał władzę stwarzania światu zawsze uważano za ciężką herezję. W końcu po trzecie, według teistycznego ewolucjonizmu stworzenie się nigdy nie zakończyło. Zwolennicy tego poglądu przyjmują koncepcję nieustannego stwarzania (creatio continua). Natomiast w klasycznym ujęciu chrześcijańskim stworzenie zakończyło się raz na zawsze wraz ze stworzeniem człowieka. Po zakończeniu stworzenia, Bóg podtrzymuje rzeczy w istnieniu (conservatiorerum), ale niczego już nie stwarza. Widzisz,że teistyczny ewolucjonizm istotnie przeinterpretowujeklasyczne chrześcijańskie rozumienie stworzenia. Nie jest to zatem pogląd ortodoksyjny.

„Stworzenie czy ewolucja. Dylemat katolika?”. Z Ojcem Michałem Chaberkiem rozmawia Tomasz Rowiński, s. 168 – 173.

James Hitchock: Liturgia i obrzęd




Tuż po Soborze, Ruch Liturgiczny przeszedł radykalną zmianę. Jego celem nie było już wprowadzanie wiernych coraz głębiej w boskie tajemnice, ale „przybliżenie" liturgii przez minimalizację obecności elementów mistycznych i sprowadzenie jej do wspólnotowego świętowania. Pomimo pewnego opo­ru ze strony zdezorientowanych wiernych, ów biurokratyczny program w du­żej mierze zakończył się sukcesem, zarówno dlatego, że był odgórnie narzucony, jak i dlatego, że dobrze wpisywał się w ducha epoki, oferując liturgię pasującą do luźnego stylu nowobogackiego przedmieścia.

Zapomniane prawdy c.d. - Chrześcijaństwo sprowadzone do moralizowania jest tylko kawałkiem chrześcijaństwa



Chrześcijaństwo sprowadzone do moralizowania jest tylko kawałkiem chrześcijaństwa. Także wtedy gdy morałem jest niezbędna, kluczowa, znajdująca się naprawdę w sercu chrześcijanstwa nauka o miłości bliźniego i o przebaczeniu nieprzyjacielowi. Wielu próbowało tej drogi, kończyli na mieliznach takiego czy innego tołstoizmu - innych zostawiając w ich gniewie na bagnach jakiejś "teologii wyzwolenia". Cud Kościoła katolickiego m.in. w tym, że umie zachować pełnię.

Paweł Milcarek

piątek, 28 lutego 2014

prof De Mattei: kończy się epoka w życiu Kościoła


De Mattei: kończy się epoka w życiu Kościoła

Abdykacja Benedykta XVI, pontyfikat papieża Franciszka i narastająca dyskusja o „pastoralnej” reformie odpowiadającej potrzebom zlaicyzowanego Zachodu – to sygnały świadczące o końcu pewnej epoki w życiu Kościoła. Wzorem do naśladowania są święci Kościoła walczący z kryzysami ich czasów poprzez zmianę obyczajów i ścisłe przylgnięcie do zdrowej katolickiej wiary – pisze włoski historyk i publicysta Roberto de Mattei. Miłość Kościoła wymaga dziś działania.

wtorek, 25 lutego 2014

Prawda o "spoczynku w Duchu Świętym"




Czym są "zaśnięcia w Duchu Świętym"?
Czy naprawdę pochodzą od Boga?
Rzetelna analiza fragmentów Biblijnych
i podanie prawdopodobnego źródła tego zjawiska

poniedziałek, 24 lutego 2014

o. Kirby OSB: Wróćmy do tradycyjnej liturgii!


O. Kirby OSB: wróćmy do tradycyjnej liturgii!

Rośnie dyskusja wokół końca „reformy reformy”. Ojciec Mark Daniel Kirby OSB, przeor benedyktyńskiej wspólnoty z Irlandii, w której celebrowana jest nadzwyczajna forma rytu rzymskiego, także zabrał głos w dyskusji. Benedyktyn potwierdza: próby reformowania zreformowanej liturgii są bezowocne.

niedziela, 23 lutego 2014

x. dr Roman A. Kneblewski: Tradycja w odwiecznej wojnie


Lud Summorum Pontificum wraz z kardynałem Burke u Świętego Piotra w Rzymie!


List stowarzyszenia Paix Liturgique nr 39

Dla całego ludu Summorum Pontificum niedziela 2 lutego była prawdziwym świętem! Nie tylko z okazji Matki Bożej Gromnicznej, czyli święta Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny. Powodem do świętowania stało się również ogłoszenie przez Cœtus Internationalis Summorum Pontificum (CISP) szczegółów na temat mszy uroczystej bazylice świętego Piotra w Rzymie podczas nadchodzącej pielgrzymki Summorum Pontificum ad Petri Sedem. Mszę świętą w bazylice watykańskiej w sobotę 25 października 2014 roku, w południe celebrował będzie kardynał Raymond Leo Burke.

Poniżej przedstawiamy komunikat CISP, a następnie najświeższe deklaracje J.E. na temat liturgii oraz nasz komentarz dotyczący tego wspaniałego początku nowego roku.

I – KOMUNIKAT CISP

(Rzym, 2 lutego 2014, w święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny)

25 październik 2014 roku:

Kardynał Burke u Świętego Piotra w Rzymie wraz z ludem Summorum Pontificum

CISP jest nader szczęśliwy mogąc ogłosić, że to właśnie kardynał Raymond Leo Burke, prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, celebrował będzie mszę u Świętego Piotra w Rzymie w sobotę 25 października 2014 roku o godzinie dwunastej. Mszę tę odprawi dla pielgrzymów przybywających z trzecią pielgrzymką ludu Summorum Pontificum.

CISP pragnie podziękować Jego Eminencji kardynałowi Comastri, arcykapłanowi u Świętego Piotra, za dyspozycyjność i niezwłoczność, z jaką nam umożliwił ustalenie już dziś daty i godziny celebracji, która będzie teraz filarem pielgrzymki ludu ad Petri Sedem.

Tym razem możemy więc z większym niż zazwyczaj wyprzedzeniem dać zielone światło przygotowaniom do pielgrzymki. Powinno być również łatwiej przyłączyć się do nas pielgrzymom spoza Europy, i to nawet tym przybywającym z najdalej od Rzymu położonych zakątków. Z roku na rok, dzięki Motu Proprio Summorum Pontificum papieża Benedykta XVI, Kościół powszechny zyskuje coraz lepszy dostęp do skarbca formy nadzwyczajnej rytu rzymskiego (Instrukcja Universæ Ecclesiæ z 30 kwietnia 2011) i słuszną rzeczą wydaje nam się działanie na rzecz otwarcia wiernym z peryferii kręgu katolickiego możliwości zjednoczenia się w tym czasie modlitwy i świadectwa.

Przypominamy, że pielgrzymka rozpocznie się w czwartek 23 października a zakończy w święto Chrystusa Króla, w niedzielę 26 października.

cisp@mail.com / unacumpapanostro.com

II – KARDYNAŁ BURKE – PRZYTOCZENIA

a) Fragment wywiadu udzielonego przez kardynała Burke'a dla przeglądu Alfa y Omega przeprowadzonego przez Ricardo Benjumea (archidiecezja Madrycka) a opublikowanego 5 grudnia 2013

– Często wyrażał ksiądz kardynał troskę w związku z nadużyciami liturgicznymi, jakie miały miejsce w ciągu dziesięcioleci posoborowych. Obecnie, gdy minęło 50 lat od ogłoszenia Konstytucji Sacrosanctum Concilium, czy J.E. uważa problem za rozwiązany?

Kardynał Burke: Bynajmniej, choć przecież dokonał się wielki postęp. Należy zważyć na to, iż od okresu posoborowego aż do ostrzeżeń o degradacji życia liturgicznego przekazywanych przez Jana Pawła II, liczba katolików, którzy wierzą w realną obecność Chrystusa w Eucharystii zmalała. Zawieszono wiele działań, mimo starań Jana Pawła II, a następnie Benedykta XVI, którego głęboka miłość do liturgii jest jednym z największych zapisów testamentalnych. Przyjęła ona konkretny wyraz w działaniu legalizującym poprzez motu proprio Summorum Pontificum oraz Instrukcję Universæ Ecclesiæ Papieskiej Komisji Ecclesia Dei.

Oto klucz otwierający nam drogę do szczęśliwego zwieńczenia reformy zakładanej przez Sacrosanctum Concilium, czyli do zachowania ciągłości tradycji Kościoła. Mam nadzieję, że idea dwu form jednego rytu rzymskiego wzajemnie się ubogacających być może z czasem zaznaczy się na nowo weryfikacją rytu rzymskiego w taki sposób, że odnowa soborowa osiągnie proponowany cel. To jednak wymagałoby również powrotu do znajomości łaciny, która w niespełna kilka dziesięcioleci została niemal zapomniana. W przeszłości łacina pomagała ludziom zachować silne poczucie tradycji. Obecnie ważne jest dla nas jego odzyskanie.

b) 12 grudnia 2013, fragment wywiadu udzielonego Raymondowi Arroyo dla EWTN
Źródło

– Porozmawiajmy teraz o Summorum Pontificum, które można by uznać za kamień węgielny nauczania Benedykta XVI i które formę nadzwyczajną uczyniło formą równorzędną wobec Novus Ordo. Wielu wygłasza opinie, iż z Franciszkiem u steru dobrze by było odstawić tę reformę do lamusa, a przejść do czegoś innego. Czy wydaje się to księdzu kardynałowi możliwe i czy dostrzega ksiądz rodzaj błogosławieństwa płynącego z rozwoju mszy trydenckiej?

Kardynał Burke: Nie widzę takiej możliwości z dwóch powodów.

Po pierwsze mamy do czynienia z powszechną regulacją prawną [Kościoła] i byłoby niebezpiecznym działaniem ze strony Ojca Świętego jej odwoływanie. Musiałby mieć po temu jakieś niezwykle poważne powody.

Po wtóre papież Franciszek nie przejawia żadnej inklinacji w kierunku zmiany czegokolwiek w związku z celebracją formy nadzwyczajnej. Nawet jeśli w adhortacji apostolskiej czyni uwagę dotyczącą ludzi nadmiernie zajmujących się liturgią, i tak dalej, nie sądzę, by mogło to zostać zinterpretowane jako deklaracja nieprzychylna wobec Summorum Pontificum. Otóż, gdy na początku swojego pontyfikatu przy okazji wizyt ad limina spotkał się z grupą biskupów z Pouilles (patrz nasz list francuski nr 389), pewien niezadowolony biskup, myśląc że Ojciec Święty będzie przychylny, podniósł kwestię Summorum Pontificum i tłumaczył, że było ono krokiem wstecz, i źródłem podziałów. Tymczasem, jak donoszą, papież bardzo zdecydowanie odparł, że nic takiego nie ma miejsca, że potrzebujemy jednocześnie starej jak i nowej formy, i zachęcił biskupów, by powróciwszy do siebie troskliwie pomagali ludziom w stawaniu się coraz bardziej świętymi. Z trudem więc jestem w stanie sobie wyobrazić zmianę perspektywy.

Od momentu objęcia funkcji przez papieża Franciszka ja sam odprawiłem publicznie wiele mszy uroczystych w formie nadzwyczajnej, i ani nie otrzymałem żadnego polecenia, jakobym miał tak właśnie odprawiać, ani też żadnego ostrzeżenia, by tego nie robić, czy cokolwiek jeszcze...

Moją odpowiedzią dla tych, którzy poświęcają się Summorum Pontificum i jego stosowaniu jest więc, że powinniśmy kontynuować. Idąc za radą papieża Benedykta XVI powinniśmy w dalszym ciągu promować odprawianie w obu formach rytu, aby ostatecznie osiągnąć to, co nazwał wzajemnym ubogaceniem i co wielu nazywa, a uważam słowo za odpowiednie, „reformą reformy”. Innymi słowy, Papież Benedykt XVI w liście do biskupów napisanym przez niego w tym samym czasie co promulgowanie Summorum Pontificum, mówi o reformie liturgii i o tym jak odebrano jej właściwy kierunek, patrz wypaczono, po soborze. Widzi w motu proprio próbę dokonania prawdziwej reformy, takiej, jaką zamierzał przeprowadzić sobór.

Nie brak dobrych owoców: od czasu do czasu odprawiam msze święte w formie nadzwyczajnej w różnych miejscach, w Stanach Zjednoczonych, ale i w Europie, i każdorazowo stwierdzam liczną obecność młodych ludzi, a i wielu małych dzieci. Poznaję te rodziny, a niektóre z nich znam już wcześniej, słyszę od nich, że w celebracji formy nadzwyczajnej znajdują bardziej namacalny wyraz działania Bożego w najświętszej liturgii. I jest to wielkim darem dla nich: gdy uczestniczą we Mszy Świętej w formie zwyczajnej są, jak sobie wyobrażam, bardziej w stanie docenić, że to sam Chrystus przychodzi do nas, by odnowić ofiarę swej Męki, i mają bardziej ostre poczucie, że chodzi o działanie Chrystusa, że kapłan działa w Jego osobie i że uczestniczymy we mszy, by się uświęcić; że naszym udziałem jest ofiarowanie siebie wraz z Chrystusem Ojcu.

III – KOMENTARZ PAIX LITURGIQUE

Alleluja! Dobrze znany wiernym we Francji, szczególnie dzięki instytutowi Chrystusa Króla kardynał Burke, częsty bywalec Lourdes, Port-Marly, Rocamadour, jest niezmordowanym i odważnym orędownikiem zgody liturgicznej, upragnionej przez Benedykta XVI. Jego uczestnictwo w najbliższej pielgrzymce Summorum Pontificum do Rzymu nie jest niespodzianką, co przecież nie czyni powyższej wieści mniej dobrą nowiną. Ona uczy, jak bardzo ważne jest, by nie tracić Nadziei. Pod koniec roku 2013 niektóre media chciały rzeczywiście zantagonizować kardynała Burke'a i papieża, puszczając w ten sposób powiew paniki pośród wiernych. Tymczasem zarówno słowa Jego Eminencji jak i jego zamierzona obecność przy głównym ołtarzu w kościele Świętego Piotra 25 października bieżącego roku, dowodzą, że dobroczynne skutki pontyfikatu Benedykta nie przestają być odczuwalne i zataczają kolejne kręgi za pontyfikatu Franciszka.

Podobnie jak w latach 2012 i 2013 Paix liturgique okaże wszelkie możliwe wsparcie dla tej trzeciej pielgrzymki CISP, która ogłoszona z tak dużym wyprzedzeniem powinna pozwolić się zorganizować, przybyć i uczestniczyć licznie rodzinom, a w szczególności, jak wskazują organizatorzy w komunikacie, tym rodzinom zza Atlantyku, gdzie, jak to ostatnio relacjonowaliśmy (List nr 38), działanie Summorum Pontificum nie słabnie.

Źródło informacji: PAIX LITURGIQUE

RZYMSKI KATOLIK nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Przypominamy, że osoba zamieszczająca komentarze zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa RZYMSKIEGO KATOLIKA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.

NASZA POLITYKA PRYWATNOŚCI TUTAJ