Pages

______________________________________________________________________

_______________________________________________________________________________

wtorek, 1 września 2015

Dobra wiadomość z Rzymu.


"(...) Ostatnia uwaga dotyczy tych wiernych, którzy z różnych powodów uważają za stosowne chodzenie do kościołów, w których posługują kapłani z Bractwa św. Piusa X. Ten Jubileuszowy Rok Miłosierdzia nie wyklucza nikogo. Niektórzy współbracia biskupi z różnych stron opowiadali mi o ich dobrej wierze i praktykowaniu sakramentów, z czym łączy się jednak dyskomfort życia w trudnej z duszpasterskiego punktu widzenia sytuacji. Ufam, że w bliskiej przyszłości będzie można znaleźć rozwiązania pozwalające przywrócić pełną jedność z kapłanami i przełożonymi Bractwa. Tymczasem, powodowany potrzebą zabiegania o dobro tych wiernych, rozporządzam i postanawiam, że osoby, które w Roku Świętym Miłosierdzia przystąpią do Sakramentu Pojednania u kapłanów z Bractwa św. Piusa X, otrzymają ważne i zgodne z prawem rozgrzeszenie."
List Ojca Świętego Franciszka do przewodniczącego
Papieskiej Rady d/s Krzewienia Nowej Ewangelizacji

https://press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2015/09/01/0637/01386.html#polac

Tradycyjni dominikanie z Steffeshausen w Belgii


poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Ksiądz Stryczek o "hicie" współczesnych nabożeństw



Całość do przeczytania tutaj

niedziela, 30 sierpnia 2015

Forma nadzwyczajna, skarb dla całego Kościoła




LIST NR 55
______


Jesienią 2015 roku ma się ukazać francuskie tłumaczenie książki kardynała Raymonda Leo Burka „Divine Love Made Flesh” [Święta Eucharystia sakramentem miłości]. W wydaniu tym znajdzie się niepublikowany dotychczas wywiad z kardynałem – patronem Zakonu Maltańskiego – przeprowadzony przez księdza Clauda Bartha, duszpasterza pielgrzymki ludu Summorum Pontificum do Rzymu. Wyjątkowo, dlala uczczenia ósmej rocznicy ogłoszenia Motu Proprio Summorum Pontificum przez papieża Benedykta XVI, za uprzejmą zgodą wydawcy (Via Romana) udostępniamy Państwu kilka wybranych fragmentów tego wywiadu.



Ksiądz Claude Barthe: Eminencjo, 7 lipca 2015 jest rocznicą ogłoszenia Motu Proprio Summorum Pontificum. Czy przesadą będzie, jeśli powiem, że to szczególnie znaczący tekst z okresu pontyfikatu Benedykta XVI?

Kardynał Raymond Leo Burke: Rzeczywiście, powiedziałbym nawet, że w jakimś sensie jest on najwyższym wyrazem myśli kardynała Ratzingera, późniejszego Benedykta XVI. Pokazuje jego rozumienie Soboru Watykańskiego II. Otóż, niestety po drugim soborze watykańskim, ekumenicznym, wszak niezależnie od nauczania Soboru, pojawiły się liczne nadużycia, nota bene dotyczące celebracji świętej liturgii. Dostrzegamy, że Papież sięgając po formę Listu Apostolskiego Summorum Pontificum znalazł prawną formę, która stanowi organiczne połączenie tego, co nowe i tego, co stare – formy zwyczajnej i nadzwyczajnej.

CB: Tekst ten pojawił się po 50 latach kryzysu liturgicznego. W swoim wystąpieniu na konferencji „Skarb dla całego Kościoła” poświęconej Summorum Pontificum, która odbyła się w Rzymie 13 czerwca 2015 J.E. nazwał ten kryzys „koniem, który zaczął ponosić” po roku 1970. Czy Motu Proprio to droga do zażegnania kryzysu?

Kardynał Burke: Tak, na pewno. Benedykt XVI boleśnie odczuwał cały ten kryzys liturgiczny. Tak też o tym mówi w swojej autobiografii („Moje życie”, Edycja Świętego Pawła, 2005). W liście do biskupów, który pojawił się wraz z Motu Proprio podsumował właśnie swoje doświadczenie: „W wielu miejscach nie celebrowano, jak mówi, wiernie, w zgodzie z przepisami nowego Mszału; wręcz przeciwnie. Na koniec interpretowało się go jako usankcjonowanie, wręcz nakaz, stosowania twórczego podejścia. Takie twórcze podejście często prowadziło do zniekształcania liturgii aż do granic wytrzymałości. Mówię o doświadczeniu, ponieważ również i ja żyłem w tym okresie i przeżywałem wszystkie jego nadzieje i pomyłki”. I sądzę, że pozwalając na powrót świętej liturgii w formie, która w Kościele rzymskim istniała przez półtora tysiąca lat, papież Benedykt XVI wniósł proceduralną możliwość korygowania nadużyć, a także punkt odniesienia dla koniecznego wzbogacenia formy zwyczajnej.

[…]

CB: Jednym z wątków owego ubogacania jest przedstawienie papieżowi Benedyktowi XVI przez kardynała Cañizaresa, Prefekta Kongregacji Kultu Bożego, propozycji zastosowania w formie zwyczajnej ad libitum dawnych modlitw ofertoryjnych oraz ograniczeń w koncelebrze. Co J.E. uważa na ten temat?

Kardynał Burke: Nie wiem, czy kardynał Cañizares sporządził takowe propozycje, lecz w pełni zgadzam się z pomysłem zachowania zbioru modlitw, które forma nadzwyczajna przewiduje na ofertorium, ponieważ z mocą wyrażają one wielkie misterium ofiary, która jest celebrowana. Wszystko we mszy powinno skupiać uwagę na ołtarzu, na sprawowanym sakramencie, actio Dei, a szczególnie te modlitwy pełnią taką właśnie rolę. W ważnym artykule opublikowanym w Osservatore Romano 12 czerwca kardynał Sarah, Prefekt Kultu Bożego, pisze, że byłoby wskazane włączenie do przyszłego wydania mszału, na zasadzie aneksu, rytu penitencjarnego (ma na myśli „modlitwy u stóp ołtarza”) oraz ofertorium z usus antiquior. Odnośnie modlitw u stóp ołtarza, recytowany tu z Wulgaty psalm 42 („I przystąpię do ołtarza Bożego, do Boga, który jest moim weselem”) był śpiewany przez kapłanów zwróconych w kierunku ołtarza przed wejściem do Świątyni Jerozolimskiej. Jest to zatem piękny wyraz jedności kultu „w duchu i prawdzie” (J 4,23) Nowego Przymierza z kultem Starego Przymierza, gdzie stary kult znajduje zwieńczenie i wypełnienie w nowym.

[…]

CB: Papież Benedykt XVI przywracając miejsce mszy w formie tradycyjnej, odprawianej według mszału Jana XXIII z 1962 roku, chciał zatem dać całemu Kościołowi swego rodzaju punkt odniesienia.

Kardynał Burke: Tak. Tak właśnie powinniśmy postrzegać formę nadzwyczajną: jako skarb, który Kościół rzymski ustrzegł przez wieki. To ryt w istocie identyczny z rytem Grzegorza Wielkiego.

CB: … i ma szczególne zastosowanie jak chodzi o działanie Kościoła w świecie współczesnym: często podkreśla ksiądz Kardynał rolę powiedzenia „lex orandi, lex credendi” w nowej ewangelizacji, czy reewangelizacji.

Kardynał Burke: Lex orandi zawsze wiąże się z lex credendi. W zależności od właściwego bądź niewłaściwego sposobu, w jaki człowiek się modli, wierzy też odpowiednio lub nieodpowiednio i zachowuje się właściwie lub niewłaściwie. Święta liturgia jest absolutnie pierwszym zadaniem nowej ewangelizacji. Jeżeli nie wielbimy Boga w duchu i w prawdzie, jeżeli nie sprawujemy liturgii z możliwie największą wiarą, a szczególnie w momencie sakramentu, który dokonuje się w czasie mszy świętej, wówczas nie możemy otrzymać natchnienia i łaski koniecznej do uczestnictwa w ewangelizacji. Święta liturgia zawiera w sumie zalążek ewangelizacji w tej mierze, że jest bezpośrednim zetknięciem z tajemnicą wiary, którą mamy zanieść duszom, ku którym kieruje nas Bóg.

Sama z siebie może nas również doprowadzić do poznania tajemnic wiary. Jeżeli liturgia święta jest sprawowana na sposób antropocentryczny, jeżeli jest tylko działaniem społecznym, nie pozostawia trwałego śladu na życiu duchowym. Jednym ze sposobów zwrócenia ludzi z powrotem ku wierze jest przywrócenie godności liturgii. Odprawianie mszy ze czcią zawsze pociąga ludzi ku tajemnicy odkupienia. Dlatego też uważam, że celebrowanie mszy w formie nadzwyczajnej może pełnić bardzo istotną rolę w nowej ewangelizacji dzięki eksponowaniu transcendentnego charakteru świętej liturgii. Podkreśla ona rzeczywistość zjednoczenia Nieba i ziemi, które święta liturgia wyraża. Działanie Chrystusa za pośrednictwem znaków sakramentalnych, za pośrednictwem kapłanów, narzędzi Chrystusa, jest bardzo wyraźne w formie nadzwyczajnej. Poza tym, ta liturgia pomaga nam również z większym szacunkiem podchodzić do odprawiania formy zwyczajnej.

Wszyscy dostrzegają konieczność ewangelizacji w świecie, który żyje dziś tak, jak gdyby Bóg nie istniał. Ważne, by tę nową ewangelizację połączyć z możliwie najlepszą celebracją liturgii. Spotkałem wielu ludzi niewierzących lub niechrześcijan, którzy dzięki poznaniu formy nadzwyczajnej przekonywali się, że rzeczywiście przebywają w kręgu działania Bożego. Doświadczenie to pozwoliło im następnie przyjąć naukę religii. Ludzie powinni zrozumieć, że kapłan działa w osobie Chrystusa. Powinni zrozumieć, że to sam Chrystus zstępuje na ołtarz, by odnowić ofiarę Krzyża. Powinni zrozumieć, że muszą połączyć swe serca z Jego Sercem przebitym dla oczyszczenia ich z grzechu i dla rozpalenia w nich miłości do Boga i do bliźniego. Powinniśmy więc katechizować ludzi za pomocą głębokich prawd obecnych we mszy świętej, szczególnie za pomocą nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego.

CB: Wróćmy do relacji między prawdami wiary i liturgią, często widać, że klerycy, którzy interesują się formą nadzwyczajną pragną również otrzymać gruntowną formację teologiczną. Trzeba dodać, że we Francji tradycyjna forma pociąga wielu kleryków.

Kardynał Burke: Ale i w Niemczech, i w Stanach Zjednoczonych, i we Włoszech. Istniał pogląd, że Włochów nie obchodzi liturgia tradycyjna: to absolutnie nieprawda.

Odnośnie kleryków, gdy byłem arcybiskupem Saint-Louis i Benedykt XVI ogłosił Summorum Pontificum, natychmiast poprosiłem, by studenci w seminarium, czyli wszyscy klerycy, zostali pouczeni o formie nadzwyczajnej, poznali jej ryt, duchowość, by była odprawiana w seminarium raz w tygodniu. Poprosiłem też, by klerycy zdolni do nauczenia się łaciny zostali wykształceni do odprawiania rytu nadzwyczajnego. Zarządzenia te zostały wszystkie dobrze przyjęte i przyniosły, jak sądzę, dobre owoce w archidiecezji.

CB: Bo ta msza młodym się podoba.

Kardynał Burke: Tak, papież Benedykt XVI mówił do biskupów, że można by się spodziewać, iż o starą mszę wnosić będzie starsze pokolenie. Wkrótce stało się jednak oczywiste, że osoby młode odkrywają tę tradycję liturgiczną, że pociąga je ona i że znajdują tu formę spotkania z tajemnicą Eucharystii, która szczególnie im odpowiada. Ja sam, gdy odprawiam mszę tradycyjną, widzę uczestniczące w niej liczne, piękne i młode rodziny wielodzietne. Nie sądzę, by te rodziny nie borykały się z problemami, ale jest jasne, że w ten sposób czują większy przypływ sił do stawiania im czoła. Zawsze bardzo mnie zaskakiwał liczny udział młodych ludzi przyciągniętych przez formę nadzwyczajną mszy. I to nie dlatego, że forma nadzwyczajna jest wartościowsza niż forma zwyczajna. Przyciąga ich, ponieważ posiada bogate środki wyrazu i skupia uwagę na tym, co właśnie dzieje się na ołtarzu.

[...]

Źródło informacji: PAIX LITURGIQUE

sobota, 29 sierpnia 2015

Wróg śmiertelny telewizja




Telewizja wnosi do naszego domu niespokojny pośpiech i gorączkowe zdenerwowanie świata. Ona uniemożliwia wewnętrzne skupienie. Jest odpowiednikiem pustyni Pana Jezusa: „Radiofonia, film, telewizja przybliżają dzisiaj chrześcijanom wszystkie formy życia i ludzkiej działalności. Jak mieliby oni, ogarnięci tym szałem, który nie pozwala już na spędzenie wolnego czasu w spokoju i ciszy, nie stać się niewrażliwi i stracić zrozumienie dla innych, prawdziwszych i wyższych, a także poważniejszych prawd, a mianowicie dla prawd życia duchowego, dla których mimo wszystko zachowują jeszcze jakąś nostalgię, która jednak grozi zanikiem, aż utraci w ich oczach wszelką wartość i wszelkie znaczenie” (PP Pius XII, 3 IV 1956).

Telewizja powoduje bunt zmysłów przeciw duszy. Ustawiczny natłok obrazów i dźwięku tłumi rozum i przeszkadza refleksji. Telewizja zastępuje prawdziwe fikcyjnym i wprowadza w świat fantazji, co ma fatalne skutki dla osobowości człowieka. Pasywność przed „pudłem” paraliżuje wolę.

Bezmyślne gapienie się jest matką wszelkich wad: prowadzi do lenistwa i nieczystości, przez tzw. informacje rozpowszechnia kłamstwa, reklamami wywołuje chciwość, podsyca pychę i okrucieństwo.

Telewizja jest najznakomitszym środkiem rewolucyjnym czasów obecnych. Stała się dzisiaj narzędziem zniszczenia społecznego panowania Chrystusa na rzecz budowy świata bez Boga.

Telewizja wspiera panowanie egoizmu. Niszczy naturalne więzi społeczne, zagrażając zwłaszcza życiu rodzinnemu.

Z MIŁOŚCI DO NASZYCH DUSZ
DLA WIERNOŚCI PANU JEZUSOWI
PRECZ Z TELEWIZJĄ
___________


POWIEDZIELI:

Nasi rodzice chrzestni przy chrzcie:
„Czy wyrzekasz się szatana, wszystkich dzieł jego i wszelkiej jego pychy?”. „Wyrzekam się”.
PP Pius XII:
„Film, który wyłącznie i przesadnie jednostronnie przemawia do zmysłów, niesie ze sobą niebezpieczeństwo wywołania w duszach stanu powierzchowności i gnuśnej bierności.” (06.10.1948)
Bernhard Henri Levy (głos lewicy):
„Pisarz żyje w obawie rozkładu rzeczywistości przez rozpowszechnienie mediów. Nie ma już żadnej rzeczywistości. Żadnych obrazów. Żadnej materii. Jeszcze tylko fałszywe obrazy. Fałszywe obrazy fałszywych obrazów. Iluzje i pozory. Świat staje się falą... Fala staje się światem... Faliste wygaśnięcie jakiejś rzeczywistości przez jej sygnały, jej cienie, jej iluzje... 
Podoba mi się ten pomysł. Lubię jego lekkość. Lubię nadmierną wolność, jaką sugeruje. Lubię rozluźnienie, jakie nadaje starym, dobrym formułom wiary, „odwiecznym prawdom ludzkiej natury”. Lubię go, tak jak kocham też wszelkie telematyczne, informatyczne, cybernetyczne urojenie”. (w „Mowy pochwalne o intelektualistach”, Paryż 1983).
Sołżenicyn:
„Każdy ma prawo wiedzieć wszystko. Oto fałszywy slogan fałszywej epoki. Znacznie większą wartość ma już dziś utracone prawo człowieka, „by nic nie wiedzieć”, mianowicie prawo jego boskiej duszy, by nie pozwalał się napełniać śmieciami, bezsensami i pustą gadaniną. Osoba, która pracuje i prowadzi rozsądne życie, nie ma żadnej potrzeby przesadzonej i nadmiernej informacji. 
Pośpiech i powierzchowność są duchowymi chorobami XX wieku i już się o nich nie pisze w prasie. Takie spojrzenie jest przeciwne jej naturze. Prasa zamieszcza tylko sensacyjne nagłówki” (Mowa harwardzka, 1978).
 Jerry Rubin (amerykański rewolucjonista):
„Każda nowoczesna rewolucja potrzebuje kolorowego telewizora.”
za Mitteilungsblatt 4/1995
tł. Leszek Królikowski

Zawsze Wierni, nr 7, 10-11.1995, s. 31.

Gość Niedzielny o tradycyjnym opactwie benedyktyńskim w Fontgombault



Jacek Dziedzina, MNISI BIORĄ FRANCJĘ (GN 35/2015)

Podczas gdy wiele opustoszałych klasztorów w Europie Zachodniej zamienia się w hotele czy restauracje, benedyktyńskie opactwo Fontgombault w centralnej Francji przyjmuje kolejnych kandydatów. W dodatku otwiera swoje filie i przejmuje inne upadające klasztory.

W tej wiosce co czwarta osoba jest katolickim mnichem. Dokładnie tak, bo wśród ok. 250 mieszkańców ponad 60 to benedyktyni z tutejszego opactwa. W ubiegłym roku doszło nawet do kuriozalnego zdarzenia: lewicowi radni chcieli... wykreślić mnichów z list wyborczych, co obniżyłoby frekwencję w wyborach lokalnych o 25 proc. i w sposób oczywisty wpłynęło na wynik końcowy. Ten antydemokratyczny zamiar lewicy powiódł się tylko częściowo – sąd skreślił z listy wyborców 10 mnichów, którzy od pewnego czasu mieszkają już w innym opactwie. Na lewicę oburzyli się jednak mieszkańcy Fontgombault i burmistrz wioski, który rozpoczyna posiedzenia rady gminy od modlitwy. I choć brzmi to jak opowiastka o małej społeczności, która żyje w swoim egzotycznym, jak na francuskie warunki, światku, to tak naprawdę jest to historia jednego z miejsc, które promieniują na inne regiony Francji, a nawet eksportują mnisze życie do... Stanów Zjednoczonych. Tak, jedyny klasztor kontemplacyjny benedyktynów w USA mnisi z Fontgombault, założyli w Clear Creek w stanie Kolorado. We Francji z opactwa wyszły fundacje (klasztory) w Randol, Triors, Donezan, a ostatnio ekspansywni mnisi przejęli i przywracają do życia klasztor w Wisques niedaleko Calais. Gdy liczba mnichów dochodzi do 80 – tworzą nową fundację. Fontgombault jest fenomenem, który sprawia, że życie monastyczne w tym kraju ma przyszłość.

Całość do przeczytania w wydaniu papierowym Gościa Niedzielnego bądź w jego e-wydaniu

piątek, 28 sierpnia 2015

Układ rąk kapłana podczas tradycyjnej mszy świętej


Obserwuj tablicę Układ rąk kapłana podczas tradycyjnej mszy świętej należącą do użytkownika Rzymski.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Jego Ekscelencja bp. Atanazy Schneider w Poznaniu


Z księgarskiej półki: Malachi Martin, Królestwo ciemności


Malachi Martin

KRÓLESTWO CIEMNOŚCI

Samozniszczenie świata i "wspaniała odnowa" Kościoła



Wydawnictwo Antyk Dybowski, Komorów 2015
Format: A5,  ss. 248, op. miękka, cena 34,00 zł
Do nabycia w księgarni internetowej wydawcy

Świadectwa słuchaczy i czytelników wywiadów przeprowadzonych z ks. Malachi Martinem. 
Otrzymałem egzemplarz Catholicism Overturned i czytam go wciąż od nowa. To naprawdę zdumiewające, w jak proroczy sposób ks. Martin potrafił zinterpretować obecne czasy zamętu i cierpienia w Kościele. Książka ta jest tak zajmująca, że chciałoby się przeczytać ją w ciągu jednego dnia. Treść jest po prostu szokująca! Chciałbym zamówić 20 egzemplarzy tej książki aby podarować ją ludziom, którym otworzyłaby ona oczy. Jak wspaniała książka! 
Po pierwsze pragnę podziękować za ostatnie serie wywiadów z ks. Malachi Martinem. Jak zwykle są one niezwykle ciekawe, prowokujące do refleksji i podbudowujące moją wiarę katolicką. 
Wasze wywiady ze śp. ks. Martinem uchroniły mnie przed popadnięciem w rozpacz i doprowadziły mnie do Tradycji. 
Wywiady te stanowią prawdziwy skarb dla przyszłych pokoleń. Tak wiele dowiedziałem się z nich o naszej wierze rzymskokatolickiej. 
Pragniemy podziękować wam za umożliwienia nabycia taśm z zapisem wywiadów z tym bohaterskim kapłanem. 
Słowa ks. Martina postrzegamy jako prawdziwy skarb duchowy. W trakcie lektury wielokrotnie dało się odczuć, że stosunki łączące Pana z ks. Martinem były w istocie relacjami ojciec-syn, czułem też, że w sposób ten mam okazję przysłuchiwać się jednym z najważniejszych rozmów na tematy religijne obecnego stulecia. 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Therese Scarpelli Cory: Jak studiować św. Tomasza?




„Widzę w pismach Akwinaty potężną klarowność i prostotę, która staje się tym bardziej atrakcyjna im dłużej się nimi zajmuję. Nie należy on do myślicieli niepotrzebnie wszystko komplikujących czy popisujących się własną błyskotliwością. Chce po prostu zrozumieć świat najlepiej jak potrafi, uznając ograniczenia ludzkiego rozumu. To godny podziwu cel dla każdego uczonego.”

Badanie postaci i pism Tomasza z Akwinu wydaje się onieśmielającym zadaniem – korpus jego pism jest ogromny. Jak zacząć zgłębianie Tomasza i jego pism?

Rzeczywiście, ciężko sobie wyobrazić jak mógł on napisać tak wiele w około dwadzieścia lat. Jego główne dzieło, Summa teologiczna w przekładzie liczy ponad 3200 stron! Dla mnie największym wyzwaniem jest kompleksowy charakter jego myśli. Dla ówczesnych myślicieli typowe było podejmowanie próby zawarcia całej ludzkiej wiedzy na temat całej rzeczywistości w ramach spójnego systemu. Przypomina to dzisiejszych fizyków poszukujących „teorii wszystkiego”. Wszystko, co pisze Akwinata łączy się wzajemnie. Bardzo trudno docenić znaczenie pojedynczego tematu, bez choćby częściowej znajomości szerszego planu.

Powiedzmy, że mamy historyka badającego trzynasty wiek, piszącego na temat tortur albo postaw wobec pokarmów czy rodzącej się koncepcji jednostki. Gdyby chciał zbadać przedstawianie zagadnienie w kontekście akademickim, sięgnie po Tomasza – jednego z najważniejszych intelektualistów swojej epoki. Jak powinien podejść do sprawy?

Summa theologiae, jedno z najczęściej czytanych dzieł Akwinaty, to dobry początek. Jest spójna, dobrze zorganizowana i podzielona tematycznie. Łatwo zatem znaleźć fragmenty na interesujący nas temat. Z tego powodu kusi by od razu przeczytać fragment na wybrany temat, znaleźć wnioski i podsumować „co mówi o tym Tomasz z Akwinu”. Ale Summa to nie encyklopedia. Akwinata napisał ją jako dzieło które ma być czytane od początku do końca, w określonym porządku. Każdy następny fragment spoczywa na fundamencie, tego co wykłada wcześniej. Jeśli przeskoczy się fundamenty i przejdzie od razu do rozważać o torturach, poście czy koncepcji osoby, łatwo popełnić błąd.

Biorąc pod uwagę, że nie każdy może rzucić wszystko na dwa lata i zająć się intensywnymi studiami nad Akwinatą, sugeruję zaznajomienie się najpierw z kluczowymi pojęciami związanymi z interesującym nas tematem. W wypadku badania stanowiska dotyczącego postu, należy mieć pojęcie o stosunku duszy i ciała, wolnej woli i tym, co czyni działanie aktem moralnym. Mogą w tym pomóc opracowania. Po drugie, warto poświęcić czas na zapoznanie się z sąsiednimi częściami Summy, aby zrozumieć kontekst interesującego nas fragmentu. Po trzecie, nie należy ograniczać się do „oczywistych” artykułów. Jedne z najciekawszych i najsubtelniejszych myśli Tomasza pojawiają się w nieoczekiwanym kontekście, kiedy rzuca komentarze omawiając coś zupełnie innego.

Strategia poszukiwania omówień tematu poza „oczywistymi” kontekstami przynosi naprawdę dobre wyniki. Na przykład Tobias Hoffmann i inni wykazali, że u Tomasza i innych myślicieli średniowiecznych, jedne z najciekawszych rozważań o wolności znajdziemy nie – jak mogłoby się zdawać – we fragmentach o wolnej woli, lecz w teologicznych rozważaniach o upadku aniołów. (Aniołowie jako istoty czysto intelektualne były swego rodzaju „przypadkiem sprawdzającym” problem podejmowania decyzji wolnej od niewiedzy czy fizycznych namiętności.) Gdybyśmy ograniczyli się do poświęconych wolnej woli fragmentów Summy, umknąłby nam ważny element szerszej perspektywy.

Problemem myśli Tomasza zajmuje się wielu uczonych, a ilość poświęconych jej prac jest olbrzymia. Czy badania te są bardzo zróżnicowane, czy też da się wskazać tematy i zagadnienia które skupiają szczególną uwagę społeczności akademickiej?

Zdecydowanie jest wiele możliwości podejścia do tak złożonego zbioru tekstów. Dostrzegam jednak pojawiający się trend, z którego bardzo się cieszę. Jest nim odczytywanie Akwinaty na tle szerszego rozwoju filozofii i teologii w XIII wieku.

Przykładem może być Aquinas and ‘the Arabs’ Project (projekt „Akwinata i Arabowie”), który rozpoczął się niecałe dziesięć lat temu. Projekt obejmuje konferencje, seminaria i publikacje poświęcone przejmowaniu pojęć z ówcześnie tłumaczonych tekstów tradycji islamskiej i żydowskiej przez Tomasza i jego współczesnych. Badania te prowadzą do ciekawych nowych wniosków. W przeszłości zakładano, że na Tomasza wpłynęli Augustyn i Arystoteles, których myśli usiłował ze sobą pogodzić. Teraz zaczynamy rozumieć, że jest to zbyt daleko idące uproszczenie. Kiedy trzynastowieczni myśliciele łacińscy czytali Arystotelesa, dokonywali jego interpretacji i krytyki korzystając z komentarzy przełożonych z arabskiego, wpisując się w stulecia już trwającej debaty. W rezultacie, wprowadzenie Arystotelesa do myśli chrześcijaństwa łacińskiego nie ograniczało się do tłumaczenia interesujących nowych tekstów. Było to raczej spotkanie z bogatą i zróżnicowaną szkołą myśli filozoficznej w ramach której koncepcje arystotelesowskie i pseudo-arystotelesowskie podlegały interpretacji i rozwinięciu w toku trwających przez wieki rozważań.

Poprzez porównywanie tekstów dowiadujemy się również, że myśliciele muzułmańscy tacy jak Awerroes i Awicenna wpłynęli na myśl Akwinaty w stopniu większym niż dotychczas przypuszczaliśmy. Tomasz często adaptuje rozwinięte przez nich koncepcje, również te, z których wnioskami zdecydowanie się nie zgadza. Znana jest na przykład jego krytyka Awerroesa i jego założenia, wedle którego istnieje tylko jeden powszechny umysł (intelekt materialny) wspólny wszystkim ludziom. Jeśli przyjrzymy się uważnie własnej teorii abstrakcji intelektualnej Tomasza, zobaczymy model, którego korzenie tkwią właśnie u Awerroesa.

Te nowe badania nie tylko dają nam wgląd w fascynujące przekraczanie granic kulturowych przez trzynastowieczną filozofię, ale również pomagają dostrzec, w jaki sposób Tomasz rozumiał swoją własną pracę jako uczonego. Widział siebie jako kontynuatora wspólnego projektu sięgającego różnych źródeł. Korzystał ze źródeł chrześcijańskich, żydowskich, muzułmańskich i greckich podążając ich tropem, gdy znajdował w nich słuszne spostrzeżenia i korygując to, co uznawał za błędne. Osobiście uważam, że powodem jego surowej krytyki „intelektu materialnego” Awerroesa jest pewien podziw dla jego koncepcji działania umysłu i pragnienie skorygowania błędów kładących się cieniem na znakomitej pod wieloma względami teorii.

Jest Pani autorką książki o teorii samopoznania Tomasza z Akwinu. Skąd pomysł na podjęcie tego zagadnienia?

Wszystko zaczęło się jakieś dziesięć lat temu, kiedy pracowałam nad pracą licencjacką z teologii i nieco naprędce wybrałam badanie teorii Tomasza na temat ludzkiego poznania Chrystusa. To ciekawe zagadnienie, mamy osobę o dwóch pełnych naturach – boskiej i ludzkiej. Jak rozumie ona sama siebie? Czy ludzki umysł Chrystusa dostrzegłby i zrozumiał Jego boską naturę? Akwinata twierdzi, że nie. Ten rodzaj samopoznania możliwy jest tylko dzięki łasce Boga. Wtedy zaczęłam się zastanawiać dlaczego Tomasz doszedł do takiego wniosku. Miałam przeczucie, że wiąże się to z założeniami filozoficznymi dotyczącymi samopoznania których wówczas nie rozumiałam.

Kiedy na studiach magisterskich miałam okazję pogłębić znajomość filozofii średniowiecznej, zaczęłam zagłębiać się w teorię samopoznania Akwinaty. Jego teksty początkowo jawią się jako bardzo proste, niemal schematyczne. Ale jeśli pracuje się nad nimi dłużej i przeniesie poszukiwania na mniej „oczywiste” konteksty, o których mówiłam wcześniej, jego idee wykazują intrygującą tendencję do nabierania życia. To dla mnie najbardziej ekscytujący element badania tekstów średniowiecznych.

Im bardziej zagłębiałam się w jego teksty o samopoznaniu, tym lepiej dostrzegałam, że kieruje nimi cudownie zdroworozsądkowa refleksja zwykłego człowieka na temat doświadczania siebie samego w życiu codziennym i bardzo poważne rozważania o warunkach koniecznych dla zaistnienia takich doświadczeń. Było to zaskakujące, gdyż wielu z nas wydaje się, że poważne teorie dotyczące osobowości i samopoznania są produktem nowoczesności. W książce „Aquinas on Human Self-Knowledge” (Akwinata o samopoznaniu) próbuję pokazać, że myśliciele średniowieczni byli tak samo zainteresowani tymi zagadnieniami. Mieli jedynie inne, w dodatku bardzo interesujące pod względem filozoficznym, podejście.

W teorii samopoznania Tomasza cenię szczególnie poszanowanie dla ludzkiej natury. Uważa on, że do zrozumienia siebie docieramy poprzez nasze interakcje ze światem zmysłowym. Zgadzam się z potrzebą wglądu w doświadczenia. Nie poznaję siebie – tego do czego jestem zdolna, tego co mnie cieszy, tego co to znaczy być człowiekiem – zwracając się do wewnątrz i po prostu „patrząc”. Poznaję siebie w momencie intencjonalnego zaangażowania w otaczający mnie świat, poprzez doświadczanie siebie jako osoby czującej, myślącej, rozumującej, szczęśliwej lub smutnej z jakiegoś powodu.

Dlaczego Pani zdaniem Tomasz z Akwinu i jego dzieła są tak interesującym problemem dla badaczy?

Tomasz znajduje się w kluczowym miejscu historycznym. Jest w czołówce myślicieli filozoficznych i teologicznych biorących za podstawę liczne nowo przetłumaczone teksty greckie i arabskie. Po jego śmierci następne pokolenia scholastyków czuły się w obowiązku brać jego myśl na tyle poważnie, by uczynić z niej punkt odniesienia dla własnego stanowiska. Duns Szkot czy Wilhelm Ockham niekiedy zaczynają istotne wywody od opisania stanowiska Akwinaty i przedstawienia zdania przeciwnego. Jeśli spojrzymy na relacje z jego poprzednikami, pisma Tomasza stanowią historyczny punkt spotkania, w którym liczne nurty myśli łączą się w fascynujący i zmieniający historię nowy sposób. W odniesieniu do myślicieli późniejszych jak Duns Szkot czy Ockham, Tomasz jest odpowiedzialny za postawienie problemów, które uznali za wymagające odpowiedzi.

Osobiście, widzę też w pismach Akwinaty potężną klarowność i prostotę, która staje się tym bardziej atrakcyjna im dłużej się nimi zajmuję. Nie należy on do myślicieli niepotrzebnie wszystko komplikujących czy popisujących się własną błyskotliwością. Chce po prostu zrozumieć świat najlepiej jak potrafi, uznając ograniczenia ludzkiego rozumu. To godny podziwu cel dla każdego uczonego.

Źródło: medievalists.net

Therese Scarpelli Cory jest adiunktem na Wydziale Filozoficznym katolickiego Uniwersytetu Notre Dame. Zajmuje się badaniem średniowiecznych teorii poznania i wpływami arabskimi w myśli trzynastowiecznych scholastyków.

Tłumaczenie: Redakcja Bazy Dokumentów Papieskich

Źródło informacji: http://bdp.xportal.pl/





______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________