Pages

piątek, 29 lipca 2016

Tradycjonaliści na ŚDM Kraków 2016: Dzień drugi - Wtorek 26 lipca


We wtorek młodzi pielgrzymi z Juventutem rozpoczęli swój kolejny dzień przygotowań do spotkania z papieżem od uroczystej mszy celebrowanej przez Jego Ekscelencję x. bp Atanazego Schneidera. Po Mszy x. bp wygłosił dla nich katechezę w której przypomniał postać św. Maksymiliana, tego który odważnie walczył z wrogami Kościoła a szczególnie masonerią. Następnie młodzi udali się na posiłek i zwiedzanie miasta. Po południu kolejną katechezę wygłosił dla nich x. Armand de Malleray z Bractwa Kapłańskiego św Piotra, w której poruszył temat miłosierdzia i sakramentu spowiedzi. 























Zdjęcia pochodzą ze strony http://juventutem.org/

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: O wielkim środku modlitwy św. Alfonsa Liguoriego



św. Alfons Maria Liguori

O WIELKIM ŚRODKU MODLITWY

DO DOSTĄPIENIA ZBAWIENIA I OTRZYMANIA
OD BOGA WSZYSTKICH ŁASK, JAKICH PRAGNIEMY

––––––––––



__________

O wielkim środku modlitwy (djvu, 16,50 Mb)

Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15.4 Mb)
__________

Św. Alfons Maria Liguori, Doktor Kościoła, Założyciel Zgromadzenia Redemptorystów, O wielkim środku modlitwy do dostąpienia zbawienia i otrzymania od Boga wszystkich łask, jakich pragniemy. Przetłumaczył z włoskiego O. Stanisław Misiaszek, Redemptorysta. Kraków 1930. NAKŁADEM OO. REDEMPTORYSTÓW, str. 211. (Cz. I-II)

Kard. Arinze: Taniec nie powinien być częścią Liturgii!



Kardynał Arinze, który pełnił funkcję prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, mówi o tańcu liturgicznym, a także o roli muzyki podczas Mszy świętej, podczas XX Konferencji Totus Tuus zorganizowanej przez Apostolat na Rzecz Uświęcenia Rodziny jakie miało miejsce w dniach 14-16 września 2007 w U.S.A. 

1 Czy jest taki moment, w którym taniec jest dozwolony podczas Mszy świętej?

Kard. Arinze: Taniec nie jest rozpoznawaną formą na mszy w obrządku łacińskim. Nasza Kongregacja rozpatrywała to przez lata. Nie ma żadnego ważniejszego dokumentu kościelnego na ten temat, jednak dyrektywa naszej Kongregacji jest taka: podczas ścisłej Liturgii, czyli Mszy świętej czy sakramentów w Europie i USA w ogóle nie powinno mówić się o tańcu liturgicznym, ponieważ taniec w rozumieniu Europejczyków i Amerykanów nie jest częścią kultu. Więc powinni o tym zapomnieć. I nie poruszać tej kwestii nigdy więcej.

Natomiast w Afryce i Azji sprawy mają się inaczej. Jeśli dasz typowemu Afrykańczykowi dary do zaniesienia na ofiarowanie i dasz te same dary typowemu Europejczykowi oraz jeśli nie będę obserwować siebie nawzajem, to Europejczyk będzie raczej sztywny podchodząc do ołtarza. Jednak Afrykańczyk będzie zapewne bardziej energiczny. Z lewej na prawą, to nie taniec, to wdzięczny rodzaj ruchu, który pokazuje radość i ofiarność. Także w Azji poruszają się w wyrafinowany sposób okazując w ten sposób szacunek, adorację, radość. W Afryce każda kultura jest inna. Jeśli jesteś w Ashanti, w Ghanie, mają tam wyjątkowy sposób poruszania się.

Biskupi każdego kraju muszą się temu uważnie przyglądać, wiedząc, że celem Mszy świętej jest adoracja, żal za popełnione zło, dziękczynienie i wznoszenie naszych próśb. Jeśli te ruchy odzwierciedlają powyższe, wtedy zgoda. Jeśli jest inaczej, wtedy jej nie ma. Gdy Europejczyk i Amerykanin mówi o tańcu, kojarzy to z sobotnim nocą, tańcem towarzyskim, tańcem damsko-męskim i nie ma w tym nic złego, jako rozrywce.

Jednakże my nie przychodzimy na Mszę świętą, aby się bawić. Nie przychodzimy na Mszę świętą, aby podziwiać innych ludzi i klaskać im. I wołać: jeszcze jeden! Jeszcze raz! Świetnie! Wspaniale! Jest to odpowiednie, ale dla audytorium, dla teatru, nawet dla sali przyparafialnej. Przypuszczając oczywiście, że taniec ten jest odpowiedni z moralnego punktu widzenia, bo są takie tańce, które są złe, w każdym kontekście! Nawet w sali przyparafialnej i teatrze! Są po prostu złe, bo są niepotrzebnie prowokacyjne. W Afryce, w Azji nie każdy taniec jest do zaakceptowania. Są takie tańce, które są totalnie nie do przyjęcia podczas jakiegokolwiek religijnego wydarzenia, więc bywa różnie,

Jednak w przypadku Ameryki i Europy uważam, że taniec nie powinien być częścią Liturgii pod żadnym pozorem, a ludzie debatujący na temat tańca liturgicznego powinni poświęcić ten czas na odmawianie różańca lub czytając jeden z dokumentów papieskich o Najświętszej Eucharystii.

Mamy już wystarczająco zmartwień! Po co jeszcze bardziej banalizować Mszę świętą? Po co bardziej desakralizować? Nie mamy już dość tych nieścisłości? Jeśli chcesz nacieszyć się tańcem, to wiesz gdzie pójść. Nie na mszę.

2) A co z muzyką nieliturgiczną?

Kard. Arinze: Oczywiście każda muzyka ma swoje przeznaczenie. Przychodzimy na Mszę świętą dla wspomnianych wcześniej 4 powodów, więc muzyka ta powinna oznaczać adorowanie Pana Boga oddawanie Mu czci lub przebłaganie za grzechy czy zadośćuczynienie lub zanoszenie naszych próśb.

Rozrywka to coś zupełnie innego. Na przykład taki dyrygent, co gestykuluje i wykonuje śmieszne ruchy, w większości zbędne, a jak kończy, to nisko się ukłoni i zaczynają się owacje na stojąco. To jak najbardziej na miejscu, ale w filharmonii! Nie na Mszy świętej.

Młodzież i rap! Świetna zabawa! To fajne, ale na pikniku. Nie na Mszy świętej. Wszystko ma swoje miejsce, więc biskupi każdego miejsca powinni powołać dobre komisje do spraw muzyki ze śpiewnikami zawierającymi katolickie pieśni, aby śpiewane były tylko katolickie pieśni, ponieważ to co śpiewamy powinno odzwierciedlać to, w co wierzymy oraz ożywiać naszą wiarę. Nie śpiewajmy czegokolwiek. Powinno to być teologicznie głębokie, zakorzenione w Liturgii i muzycznie akceptowalne. Niestety wiele piosenek w niektórych katolickich kościołach nie powinna być śpiewana wcale! 

czwartek, 28 lipca 2016

Tradycjonaliści na ŚDM Kraków 2016


Kilka zdjęć z poniedziałkowej Mszy św. celebrowanej dla pielgrzymów grup Juventutem przybyłych do Krakowa m.in z Wielkiej Brytanii, Francji, USA, Włoch, Chin, Niemiec, Nigerii, Szwecji, Portugalii, Polski i z Ameryki Południowej. 

Msza celebrowana w kościele p.w. Nawrócenia św. Pawła.







Zdjęcia ze strony http://juventutem.org

poniedziałek, 25 lipca 2016

Zapomniane prawdy: Różne religie nie mogą być równie prawdziwe; lecz koniecznie jedna musi być prawdziwa, a inne fałszywe.



Ponieważ różne religie głoszą przeciwstawne nauki o Bogu, dlatego jeśli każda religia byłaby uważana za równie dobrą, równie prawdziwą, równie miłą Bogu, wtedy należałoby stwierdzić, że Bóg zatwierdza błędy. Tak np. katolicy oddają cześć Chrystusowi jako Bogu; żydzi zaś odrzucają Go jako złoczyńcę; jeśli przeto każda z tych dwóch religii byłaby równie prawdziwa, równie dobra, i równie miła Bogu, wtedy podobałoby się Panu Bogu uznawanie Chrystusa zarówno za Boga jak i za złoczyńcę: co jest w całkowitej sprzeczności, ponieważ Bóg, który jest najwyższą prawdą, nie może zatwierdzać żadnego błędu. Zatem różne religie nie mogą być równie prawdziwe; lecz koniecznie jedna musi być prawdziwa, a inne fałszywe.

O. Jan Herrmann CSsR,
Nauki Teologii Dogmatycznej, T. I, wydanie siódme, Lyon-Paryż 1937, s. 79.

piątek, 22 lipca 2016

Aberracje liturgiczne cz. 116 - Mercy Festiwal, Kraków 2016




Kwestia wszechobecnej Mszy cichej i rzadko odprawianej Mszy śpiewanej



Cantabiles mihi erant justificationes tuae in loco peregrinationis meae.
Twoje ustawy stały się dla mnie pieśniami na miejscu mego pielgrzymowania. – Psalm 118:54

Gdyby ktoś chciał opisać Mszę cichą jednym słowem, mógłby to być POKÓJ. A gdyby ktoś szukał słowa do opisania Mszy śpiewanej, mogłaby to być CHWAŁA. Są to dwa aspekty tajemnicy ogłoszonej w pieśni aniołów: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2:14). Bóg na wysokości zasługuje, by otrzymać ofiarę z tego co jest najpiękniejsze i najdostojniejsze, co widzimy w Missa cantata, jeszcze bardziej w Mszy solennej, a najbardziej w Mszy pontyfikalnej. Równie prawdziwe jest, że Syn Boży zamieszkał między nami jako Syn Człowieczy, z cichą pokorą ukazaną w cichej modlitwie i szlachetniej prostocie Mszy cichej [1]. Bez względu na to, czy jest cicha czy solenna, pełna przepychu czy pełna ciszy, tradycyjna Msza wprawia wiernego w stan rozmodlonej uwagi i pozostawia go w stanie prostodusznej adoracji [2].
Kontemplacja jest spojrzeniem wiary utkwionym w Jezusa Chrystusa. "Wpatruję się w Niego, a On wpatruje się we mnie" - mówił w czasach swego świętego proboszcza wieśniak w Ars modlący się przed tabernakulum. (…) Kontemplacja kieruje również wzrok na tajemnice życia Chrystusa. W ten sposób uczy "wewnętrznego poznania Pana", by Go coraz bardziej kochać i iść za Nim. (KKK 2715)
Msza śpiewana była, i w pewnym sensie nadal jest, liturgią normatywną rytu rzymskiego. Nawet liturgie wschodnie są śpiewane co do zasady i to samo niegdyś tyczyło się liturgii rzymskiej. Jej forma śpiewana znacznie poprzedza rozwój Mszy recytowanej i według Magisterium jest nadal wzorem, kiedy zachodzą dogodne okoliczności do jej odprawienia [3].

Niestety, mentalność, według której Msza recytowana jest normą, jest bardzo silna i cechuje wielu ludzi. Przyjaciółka napisała mi, że w jej lokalnej wspólnocie związanej z tradycyjną Mszą około 40 osób uczęszcza na niedzielną Mszę solenną, a podczas Mszy cichej kościół jest wypełniony po brzegi. Ludziom podoba się, że jest ona odprawiana wcześniej, cisza pozwala na osobistą modlitwę, a sama liturgia nie trwa zbyt długo. Taka reakcja, natomiast, może sygnalizować kilka rzeczy.

Po pierwsze, nie można zaprzeczyć, że ludzie Zachodniego świata (zwłaszcza Amerykanie) na ogół nie są cierpliwi, jeśli chodzi o uroczyste czy religijne ceremonie i woleliby raczej spełnić swój obowiązek tak efektywnie, jak to tylko możliwe. Liturgia śpiewana w całości z Liber Usualis, wspaniałe śpiewy między lekcjami – chodzi o Graduał i Alleluja lub Graduał i Traktus lub paschalne podwójne Alleluja – bez wątpienia byłyby dla niektórych niczym odwiedziny w czyśćcu. Msza śpiewana jest ucztą dla zmysłów i ducha, ale wymaga zdecydowanie więcej pracy, żeby ją przygotować i więcej wolnego czasu, żeby ją docenić, a zapracowani Amerykanie często nie są skłonni, żeby poświęcić więcej wysiłku lub więcej czasu.

Drugim problemem, związanym z poprzednią kwestią, jest skandaliczny brak muzycznej edukacji zarówno pośród duchowieństwa jak i świeckich, co skutecznie zraża przed podejmowaniem prób śpiewania Mszy. Czasami być może po prostu brakuje źródeł muzycznych, jednak w większości przypadków problemem jest mieszanka niedorzecznych oczekiwań oraz ludzi, którzy są trochę leniwi. Śpiewana Msza nie musi brzmieć jak nagrywana w studiu. Wystarczy, że wszystko, co powinno być śpiewane, jest śpiewane, stosując właściwe teksty i mniej więcej dobre melodie.

Trzecia i najbardziej głęboka kwestia jest następująca: przywiązanie do Mszy cichej jest dowodem świadczącym jak bardzo ludzie łakną ciszy i pewnego rodzaju samotności. Wielu Msza tradycyjna przyciąga właśnie tym, że jest i odbiera się ją jako niespieszne, szczere, intymne spotkanie z Bogiem, jak Mojżesza z krzewem gorejącym. To forma kultu, która jest całkowicie oddana Jemu i wywołuje w każdym wiernym synowski strach, cichą cześć dla Pana nieba i ziemi. Sama postawa księdza i długie chwile ciszy podkreślają, że w tej liturgii nie chodzi o wiernych (jedynie w tym stopniu w jakim należą oni do Boga), lecz tylko i wyłącznie o Niego. W istocie, ta forma Mszy jest tak teocentryczna, że w pewnym sensie, to co wierni myślą czy czują, zdaje się być zupełnie nieważne – jest to bardzo wyzwalające. Jak wielkie poczucie wolności daje świadomość, że można po prostu wejść do kościoła, uklęknąć i zostać ogarniętym wielką modlitwą Wieczystego Najwyższego Kapłana, ofiarą, która jest wspanialsza i donioślejsza niż ty i twoja podłość, a mimo tego nadal jesteś zaproszony do tego, by dorzucić swój wdowi grosz, wiedząc, że Chrystus go przyjmie i pomnoży!

Wszystko to jest obecne zarówno w cichej oraz solennej Mszy tradycyjnej, ale nie w zreformowanej liturgii, w której chodzi przede wszystkim o to, by stworzyć więź z wiernymi obecnymi na nabożeństwie i zachęcić ich do działania. W tej liturgii wierny jest postawiony na świeczniku, staje się obiektem próśb i podmiotem wymagań, jest poganiany aż do czasu Komunii, a jednocześnie przyzwyczaja się go, by czuł się swobodnie w strefie sacrum. Wpaja mu się niewiele, jeśli w ogóle, strachu i zadziwienia, które powinny stać się naszą postawą względem mysterium tremendum et fascinans.

Zatem można się zastanowić, czy ci, którzy obstają przy cichej Mszy, nawet w niedziele i święta, i być może myślą bez entuzjazmu o Mszy solennej, być może nie modlą się dostatecznie poza Mszą Świętą. Skutkuje to tym, że cicha Msza staje się codzienną lub cotygodniową skoncentrowaną dawką modlitwy, wystarczająco silną żeby uzupełnić braki wartości odżywiających duszę spowodowane sposobem życia. W życiu osoby przywiązanej do Pana różnymi więzami miłości – takimi jak Jutrznią, Nieszporami czy innymi krótszymi modlitwami Liturgii Godzin, lectio divina, czytaniem duchowym, adoracją eucharystyczną czy różańcem, żeby wymienić najmocniejsze – nie ma przeszkód, żeby Najświętsza Ofiara Mszy Świętej była naprawdę tym, czym jest: szczytem, fons et culmen vitae Christianae, czasem, by „dać z siebie wszystko”.

Jak wiemy „zestaw czterech pieśni”, który obecnie dominuje prawie we wszystkich parafiach z formą zwyczajną nie jest nowym wynalazkiem buntowniczych lat sześćdziesiątych, lecz wywodzi się z pozwolenia na śpiew pieśni w językach narodowych podczas cichych Mszy w dekadach poprzedzających Sobór Watykański II. Aby rozwiązać problem wspólnotowego sentymentalizmu, który nie odpowiadał publicznemu, formalnemu i obiektywnemu charakterowi liturgii, a także autentycznemu uczestnictwu ludzi w liturgii takiej jaka jest [4], sam Sobór wezwał do stosowania chorału gregoriańskiego, renesansowej polifonii i współczesnej muzyki sakralnej, która bierze wzór z tych wspaniałych kompozycji z przeszłości i naśladuje to, co w nich najlepsze. Co tragiczne, pozostaliśmy w rzeczywistości „zestawu czterech pieśni”, z tym wyjątkiem, że dawny, kiczowaty, wiktoriański styl został zastąpiony stylem pseudoludowym czy też soft rockowym. Nie nastąpiła żadna formalna zmiana, lecz zaledwie materialna zamiana. Żadne podstawowe założenia oraz oczekiwania się nie zmieniły, a apel, by wierni zaangażowali się w liturgię, tak żeby mogli przeżywać prawdziwe vita liturgica, przeszedł bez echa.

Oczywiście można ubrać Mszę cichą w wartościową muzykę, śpiewając odpowiednie pieśni (Adoro te, Ave verum corpus, itd.), wybierając odpowiednią muzykę organową i hymny, jednak to wszystko jest dalekie od Mszy śpiewanej czy solennej, w której muzyka jest liturgią, a liturgia muzyką.

Jeśli dzisiaj nie weźmiemy wystarczająco poważnie różnicy między śpiewaniem Mszy i śpiewaniem na Mszy, czy też między podniosłą, publiczną celebracją a okrojoną, prywatną celebracją, znajdziemy się w niebezpieczeństwie powtórzenia nowej formy katolicyzmu lat pięćdziesiątych. Zaryzykujemy, że znów rozsypie się on jak domek z kart z powodu odrzucenia pełni naszej tradycji liturgicznej [5]. Święta liturgia, tak często jak to tylko możliwe, musi być celebrowana w pełni, z zachowaniem jej rytualnej i muzycznej integralności, jeśli mamy nadal żywić nadzieję na odrodzenie godne naszej tradycji i na upowszechnienie skutecznego lekarstwa na truciznę racjonalizmu i utylitaryzmu, które wkradły się w prawie że każdy aspekt nowoczesnego życia. Liturgię trzeba postrzegać nie tylko jako prawdę, ale jako wspaniałość prawdy, ukazanie się chwały Boga.

Mój syn ostatnio czytał życie św. Huguesa (Hugona) z Lincoln i pokazał mi niezwykle interesujący fragment:
Św. Hugon nigdy nie zapomniał o tym, że biskup powinien przede wszystkim dawać przykład w dziedzinie liturgii. Nigdy nie pozwolił na najmniejsze zamieszanie podczas śpiewania Oficjum. Kiedyś asystował do Mszy z innym biskupem, Hugonem de Nonant z Coventry. Następnie mieli spożyć wieczerzę z Królem. Aby nie opóźniać rozpoczęcia królewskiej wieczerzy, Biskup Coventry chciał odprawić Mszę cichą i zaczął czytać Introit z Mszy o Wyznawcy, Os justi. Św. Hugon nic sobie z tego nie zrobił i zaczął śpiewać Introit bez pominięcia żadnej nuty. Jak św. Dominik, który śpiewał swoją Mszę codzienną, św. Hugon zdawał się przestrzegać doskonałej zasady, odwrotnej do tej, którą stosuje się dzisiaj: nie mów Mszy, jeśli możesz ją zaśpiewać. Można sobie wyobrazić jakie zdanie miałby św. Hugon o licznych parafiach, gdzie Mszy się nie śpiewa, nawet w niedziele i święta.[6]
Artykuł nie ma na celu przedstawienia argumentów przeciwko cichym Mszom w tygodniu lub Mszom „prywatnym”, które mają swoje miejsce w Kościele i własne, medytacyjne piękno [7]. Jest to raczej apel, aby ubogacić nasz wspólnotowy kult w niedziele i święta, żebyśmy mogli świętować te dni odpowiednio uroczyście, korzystając ze wszystkich sił ciała i duszy, a także wykorzystać wszystkie dary naszej wiary.

Peter Kwasniewski

PRZYPISY:

[1] Chciałbym zauważyć, że użyłem tutaj wyrażenia „szlachetna prostota”, która nie może być wyrażona przez odartą z piękna liturgię, która czystość, intensywność i „gęstość” liturgii tradycyjnej zamieniła na prostactwo, płytkość i banalność. Jednak właśnie to stara liturgia wyraża lepiej to, co tajemnicze i nieopisane, i w ten sposób trafia do dusz na głębszym poziomie skuteczniej niż nowe nabożeństwa.
[2] Oczywiście, opiekowanie się dziećmi może rozpraszać, ale nawet rodzice znajdują okazję, żeby pomodlić się czasami na tradycyjnej Mszy i docenić jak porządkuje, ucisza i ożywia duszę.
[3] Warto zapoznać się z moją serią artykułów: (1) “Song Befits the Lover”: Understanding the Place of Gregorian Chant in the Mass, (2) Why Gregorian Chant? And Why Sung by the People? oraz (3) How We Should Sing—And Why People Don’t Sing. Sobór Watykański II, w jednym ze swoich „szczerych” ustępów, mianowicie w rozdziale 6 Sacrosanctum Concilium, nawet uznał Mszę śpiewaną jako ideał, ale lepiej nie mówić o tym liturgistom: nie lubią jak im się przypomina o tej wcześniejszej fazie w teilhardiańskiej rewolucji w kwestii kosmicznej świadomości. Taki krok grozi dopięciem łatki jakiegoś barokowego prymasa, który cudem przetrwał do naszych czasów.
[4] Warto zapoznać się z celnymi uwagami Guardiniego w tej kwestii.
[5] Nie twierdzę, że katolicyzm lat pięćdziesiątych nie był silniejszy i zdrowszy od dzisiejszego. Zaprzeczać temu zakrawałoby na idiotyzm. Martwi mnie raczej to, że niektóre pożałowania godne przyzwyczajenia lub zwyczaje, które już istniały w latach pięćdziesiątych, doprowadziły do radykalizmu, obojętności i apostazji, które miały miejsce w późniejszym czasie.
[6] Cytat pochodzi ze świetnej książki Neglected Saints autorstwa E. I. Watkin (Nowy Jork: Sheed & Ward, 1955), 63–64.
[7] Warto zapoznać się z tym artykułem traktującym o wartości Mszy cichej.

Tłumaczenie: Marek Kormański
Zdjęcie: Joseph Shaw

Źródło informacji: http://www.unacum.pl/

środa, 20 lipca 2016

The Vortex: Michael Voris rozmawia z x. bp Rene Gracidą nt. kryzysu w Kościele



Komunikat przełożonego generalnego do wszystkich członków Bractwa Św. Piusa X



Po spotkaniu wyższych przełożonych Bractwa Św. Piusa X – oprócz komunikatu, ogłoszonego 29 czerwca podczas święceń kapłańskich w Ecône – poprzedniego dnia bp Bernard Fellay zwrócił się do wszystkich członków Bractwa Św. Piusa X w komunikacie, który 17 lipca opublikowała agencja DICI.

Na chwałę Bożą, dla honoru naszego Pana Jezusa Chrystusa i jego Najświętszej Matki, dla naszego zbawienia.

W obecnym stanie wyższej konieczności w Kościele, który daje Bractwu Świętego Piusa X prawo do udzielania duchowej pomocy tym wiernym, którzy się do niego zwrócą, nie stawia ono ponad wszystko uznania kanonicznego, do którego ma prawo, ponieważ jest dziełem katolickim. Rozwiązanie nie jest tylko kanoniczne. Chodzi o pozycję doktrynalną, którą koniecznie trzeba zamanifestować.

Gdy św. Pius X potępił modernizm, całą argumentację zawartą w encyklice Pascendi sprowadził do podstawowej zasady (modernistów – przyp. tłum.): niezależności. Obecnie świat robi wszystko, żeby zmienić ową oś, wokół której musi się obracać. I jest oczywiste dla katolików, a także dla tych, którzy nimi nie są, że krzyż nie jest już tą osią. Paweł VI ujął to bardzo trafnie: jest nią człowiek (por. przemówienie na zakończenie II Soboru Watykańskiego, 7 grudnia 1965 r.).

Dziś świat obraca się wokół tej – zdaniem Pawła VI – ostatecznie wyznaczonej osi: godności człowieka, jego sumienia i wolności. Sensem istnienia nowoczesnego człowieka jest on sam. Człowiek jest królem wszechświata. Strącił z tronu Chrystusa. Człowiek tak bardzo wysławia swoje autonomiczne, niezależne sumienie, że podważa nawet samą podstawę rodziny i małżeństwa.

Bractwo Świętego Piusa X zawsze sprzeciwiało się temu projektowi dezintegracji świata, zarówno państwa, jak i Kościoła.

Aby zaradzić temu powszechnemu chaosowi, Pan Jezus powołał człowieka – chrześcijanina, kapłana, biskupa. I co on zrobił? Założył Bractwo – hierarchiczne stowarzyszenie – którego zasadą i celem jest antidotum na ten powszechny chaos: [a jest to] sakrament kapłaństwa. Bractwo Świętego Piusa X stawia sobie za cel nie tylko pozostanie odtrutką na kryzys, ale także zbawienie wszystkich, którzy wspólnie pracują dla osiągnięcia tego celu. Bractwo ponad wszystko pragnie zachowywać integralność doktrynalną, teologiczną i społeczną, opartą na krzyżu Jezusa Chrystusa, Jego panowaniu, Jego ofierze i Jego kapłaństwie, będących podstawą każdego porządku i każdej łaski. Arcybiskup Marceli Lefebvre przez całe życie walczył o triumf tych podstawowych prawd. W obecnej godzinie ciąży na nas obowiązek, by podwoić wysiłki i zintensyfikować walkę o te same zasady.

Nie jesteśmy „soborowcami”, gdyż ci przeczą, że krzyż Chrystusa jest osią, wokół której kręci się świat; nie jesteśmy też buntownikami, odrzucającymi społeczną naturę Kościoła. Jesteśmy stowarzyszeniem kapłanów Jezusa Chrystusa i Kościoła katolickiego.

Czy nadszedł już moment zasadniczej odbudowy Kościoła? Boża Opatrzność nie opuszcza swego Kościoła, którego głową jest papież, wikariusz Jezusa Chrystusa. Oto dlaczego nieomylnym znakiem tej odbudowy będzie wyrażenie przez Ojca Świętego woli udzielenia środków, którymi będzie można przywrócić porządek kapłaństwa, wiary i Tradycji; znak, który ponadto będzie gwarancją niezbędnej jedności rodziny Tradycji.

Christus regnat, Christus imperat, Deo gratias, amen.

+ Bernard Fellay
Anzère, 28 czerwca 2016 r.,
w wigilię uroczystości śś. Apostołów Piotra i Pawła

Źródło informacji: http://news.fsspx.pl/

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Piękność obrzędów Kościoła katolickiego





PIĘKNOŚĆ OBRZĘDÓW 

KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

opracował

podług niemieckiego dzieła G. Rippla i podług Rytuału Piotrkowskiego

KS. JÓZEF KROŚNIŃSKI

proboszcz w Zassowie

––––––––––




Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15.4 Mb)
__________

Piękność obrzędów Kościoła katolickiego. Opracował podług niemieckiego dzieła G. Rippla i podług Rytuału Piotrkowskiego Ks. Józef Krośniński, proboszcz w Zassowie. Nakładem autora. Drukiem Józefa Pisza w Tarnowie. 1905 (1912), str. 271.


______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________