Pages

czwartek, 23 czerwca 2016

Aberracje liturgiczne cz. 115 - Adoracja Najświętszego Sakramentu u katolików reformowanych


środa, 22 czerwca 2016

Zapomniane prawdy: O czym powinien pamiętać kapłan w swoim życiu


By placing his hands into the hands of Bishop Richard J. Malone, transitional deacon Michael LaMarca promises obedience and respect to the bishop.
(Patrick McPartland/Staff Photographer)

Okazuj, synu, posłuszeństwo swoim przełożonym i bądź im poddany. Nakazałem tobie taką właśnie postawę, a ty ją ślubowałeś. Obiecałeś posłuszeństwo swojemu Biskupowi i jego następcom: wypełnij to ślubowanie, a zyskasz wielką wartość w Moich oczach. Lepsze bowiem jest posłuszeństwo niż ofiary... Nazywasz niepotrzebnym to, co ci poleca. Nie chciej, synu, rozumieć więcej niż trzeba rozumieć, jak to dzieje się wówczas, kiedy pochopnie uznajesz za niepotrzebne polecenia, jakie wydaje tobie twój przełożony. Z pewnością nie jest rzeczą niepotrzebną posłuszeństwo ze strony tego, kto do posłuszeństwa jest zobowiązany... Bądź zatem posłuszny swojemu Biskupowi bez żadnego wierzgania... Strzeż się zatem, abyś nie był mu nieposłuszny, nie buntował się, nie obmawiał, nie szemrał, nie złorzeczył.

Ks. Klaudiusz Arvisenet, O czym powinien pamiętać kapłan w swoim życiu. Rozdział 81. O posłuszeństwie należnym Biskupowi.

czwartek, 9 czerwca 2016

Biskup Schneider: Adhortacja "Amoris Laetitia" prowadzi do profanacji trzech sakramentów



List Jego Ekscelencji x. bp Atanazego Schneidera do Krzysztofa Ferrary z czasopisma "The Remnant"

"9 maja 2016 roku opublikowaliście na stronie internetowej "The Remnant" list otwarty do mnie w sprawie adhortacji apostolskiej “Amoris laetitia”. Jako biskup, jestem wdzięczny i zarazem podbudowany, otrzymując od świeckiego katolika tak czytelne i piękne zamanifestowanie sensus fidei dotyczącego Boskiej prawdy o małżeństwie i prawie moralnym. Zgadzam się z Pana spostrzeżeniami dotyczącymi tych wyrażeń w Amoris laetitia, zwłaszcza w jej rozdziale VIII, które są wysoce wieloznaczne i wprowadzające w błąd. Używając naszego rozumu i szanując właściwe słów znaczenie trudno interpretować pewne wyrażenia w Amoris laetitia w zgodzie ze świętą, niezmienną Tradycją Kościoła.

Amoris laetitia znajdują się oczywiście wyrażenia, które są w sposób oczywisty zgodne z Tradycją. Ale nie to jest problemem. Są nim naturalne i logiczne konsekwencje wieloznacznych wyrażeń w Amoris laetitia. Zaiste, kryją one prawdziwe duchowe niebezpieczeństwo, które spowoduje zamęt doktrynalny, szybkie i łatwe rozprzestrzenianie się heterodoksyjnych nauk dotyczących małżeństwa i prawa moralnego, a także przyjęcie i umocnienie praktyki dopuszczania rozwiedzionych w ponownych związkach do Komunii Świętej, praktyki, która strywializuje i sprofanuje, można powiedzieć, za jednym ciosem trzy sakramenty: Małżeństwa, Pokuty i Najświętszej Eucharystii.

W naszych mrocznych czasach, w których Nasz Umiłowany Pan wydaje się spać w łodzi Swojego Świętego Kościoła, wszyscy katolicy, zaczynając od biskupów aż po prostych wiernych, którzy na poważnie traktują swoje chrzcielne przyrzeczenia, powinni jednym głosem (“una voce”) złożyć wyznanie wiary, wygłaszając w sposób szczegółowy i jasny te katolickie prawdy, które zostały w pewnych wyrażeniach Amoris laetitia podważone lub w sposób wieloznaczny zniekształcone. Byłby to rodzaj Credo ludu Bożego. Amoris laetitia jest jednoznacznie dokumentem duszpasterskim (tj. ze swej natury i temporalnego charakteru) i nie rości sobie pretensji do definiowania. Musimy unikać "czynienia nieomylnymi" każdego słowa i gestu obecnego papieża. Jest to sprzeczne z nauczaniem Jezusa i całą Tradycją Kościoła. Takie totalitarne rozumienie i stosowanie papieskiej nieomylności nie jest katolickie, jest całkowicie światowe, podobnie jak w systemie dyktatury; jest przeciwne duchowi Ewangelii i Ojców Kościoła.

Oprócz wspomnianego wyżej możliwego wspólnego wyznania wiary, moim zdaniem powinna również zostać opracowana, przez kompetentnych uczonych teologii dogmatycznej i moralnej, rzetelna analiza wszystkich wieloznacznych i obiektywnie błędnych wyrażeń w Amoris laetitia. Taka uczona analiza winna być dokonana bez gniewu i stronniczości (“sine ira et studio”), z synowskim poważaniem dla Wikariusza Chrystusa. Jestem przekonany że w późniejszych czasach papieże będą wdzięczni iż w czasach wielkiego zamętu występowały zatroskane głosy niektórych biskupów, teologów i laikatu. Żyjmy dla prawdy i dla wieczności “pro veritate et aeternitate”!

+ Athanasius Schneider

Tłumaczenie VRS 


Z księgarskiej półki: Odwrócony katolicyzm czyli Kościół reformowany i wymyślony na sposób ludzki


Pomiędzy rzeczywistością a jej wizerunkiem medialnym istnieje nierzadko prawdziwa przepaść. Przez całe lata agencje reklamowe przedstawiały palenie papierosów jako dostarczające niezwykłych wrażeń przeżycie, podczas gdy w istocie nałóg ten prowadzić może do poważnych chorób, a nawet śmierci. Z kolei Związek Sowiecki, wykorzystując swych apologetów na Zachodzie, usiłował kreować się na społeczeństwo postępowe i prawdziwy raj dla mas robotniczych, podczas gdy w rzeczywistości panował w nim ustrój totalitarny, odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi. Także posoborowy okres historii Kościoła przedstawiany był przez jego obecny establishment jako czas wielkiej odnowy i nowa Pięćdziesiątnica, podczas gdy brutalne dane statystyczne, fakt utraty wiary przez znaczną część duchowieństwa i nie-kończące się pasmo skandali jednoznacznie dowodzą, iż cała ta propaganda jest po prostu jednym wielkim oszustwem.

Na długo przed tym, jak większość katolików uświadomiła sobie ostatecznie, iż Kościół znalazł się w poważnym kryzysie, ks. Malachi Martin wskazywał, że w rzeczywistości nie mamy bynajmniej do czynienia z odnową, lecz autodestrukcją. Opinia ta często kwestionowana była w przeszłości jako nadmiernie alarmistyczna, obecnie jednak, w miarę jak przejawy kryzysu w Kościele stają się coraz bardziej widoczne, coraz więcej ludzi skłonnych jest zgodzić się ze stawianą przez niego diagnozą.


Ksiądz Martin obdarzony był wyjątkową przenikliwością i dalekowzrocznością. Owa zdumiewająca przenikliwość pozwalała mu na precyzyjne postrzeganie rzeczywistości po-przez zasłonę dymną propagandy współczesnego świata, bez-błędnie identyfikując istotę problemu. W mojej osobistej opinii dary te były rezultatem życia w świecie, z którym generalnie nie obcują inni ludzie. Świat w którym żył obejmował również sferę nadprzyrodzoną. Jest to cecha dość rzadka, nawet wśród duchownych. Jako egzorcysta ks. Martin zmuszony był nieustannie stawiać czoło siłom zła, należącym do porządku nadprzyrodzonego. W konsekwencji, będąc stale świadomym istnienia otaczającej nas rzeczywistości duchowej i posiadając rozległą wiedzę na temat sztuczek i podstępów Złego, nie dał się zwieść propagandzie, jakiej bombardowany jest nieustannie nasz zdominowany przez media świat.


Mając w pamięci ewangeliczną przestrogę o konieczności wykorzystywania otrzymanych darów, pomimo słabego zdrowia oraz brutalnych ataków ze strony ludzi nie podzielających jego tradycyjnych poglądów, ks. Martin niewzruszenie kontynuował swe dzieło. Prowadzone przez niego audycje radiowe cieszyły się wielką popularnością. Otaczał też opieką duszpasterską liczne dusze, które ze względu na obecny kry-zys wiary nie były w stanie znaleźć pomocy gdzie indziej.

**********

x. Malachi Martin

ODWRÓCONY KATOLICYZM

format A5, ss 130. op. miękka, cena 22,00 zł

http://ksiegarnia.antyk.org.pl

środa, 8 czerwca 2016

ks. Gommar A. DePauw: Nie chodzi o łacinę




Kazanie ks. Gommara DePauwa z 1997 roku, w którym odpowiada on na zarzuty, jakoby tradycjonalistom - nazywanym pogardliwie "prawicowymi ekstremistami" - chodziło jedynie o przywrócenie łaciny.

Jak przetrwać w „heretyckim świecie”? Bp Schneider radzi katolickim rodzinom



DWANAŚCIE RAD BP. SCHNEIDERA, POMAGAJĄCYCH PRZEŻYĆ KATOLICKIM RODZINOM W ZRELATYWIZOWANYM I "HERETYCKIM" ŚWIECIE.
  1. Przyjmuj prześladowanie jako wyraz łaski od Pana Boga dla swojego oczyszczenia i wzmocnienia, a nie po prostu jak coś negatywnego.
  2. Zakorzeń się w wierze katolickiej przez studiowanie Katechizmu (najlepiej starszego, np. kard. Gaspariego - SK).
  3. Nade wszystko chroń integralność własnej rodziny.
  4. Katechizację własnych dzieci traktuj jako swój pierwszy obowiązek.
  5. Módl się codziennie ze swoimi dziećmi. Odmawiaj litanie i Różaniec.
  6. Zmień swój dom w kościół domowy.
  7. W przypadku braku kapłana i Mszy niedzielnej, przyjmij Komunię duchową.
  8. Wycofaj swoją rodzinę z parafii krzewiącej błędy i uczestnicz w parafii wiernej Nauce Kościoła, nawet jeśli musisz podróżować daleko.
  9. Wycofaj swoje dzieci ze szkoły, jeśli są one narażone na niemoralne niebezpieczeństwo seksualne.
  10. Jeśli nie możesz wycofać swoich dzieci, załóż grupę rodziców walczących o prawa dzieci.
  11. Walcz o prawa rodzicielskie używające dostępnych demokratycznych narzędzi.
  12. Bądź przygotowany na prześladowania, kiedy będziesz chronić swoje dzieci (patrz punkt pierwszy).

wtorek, 7 czerwca 2016

Franciszek: LIST APOSTOLSKI "COME UNA MADRE AMOREVOLE" O USUWANIU BISKUPÓW Z URZĘDU Z POWODU ZANIEDBAŃ W OCHRONIE NIELETNICH PRZED NADUŻYCIAMI SEKSUALNYMI.


Herb Franciszek

Franciszek

LIST APOSTOLSKI

COME UNA MADRE AMOREVOLE

O USUWANIU BISKUPÓW Z URZĘDU Z POWODU ZANIEDBAŃ W OCHRONIE NIELETNICH PRZED NADUŻYCIAMI SEKSUALNYMI. 

_________


Kościół jak kochająca matka kocha wszystkie swe dzieci, ze szczególną jednak miłością troszczy się i chroni te najmniejsze i bezbronne: jest to zadanie, które sam Chrystus powierza każdej Wspólnocie chrześcijańskiej w całej jej pełni. Świadom tego Kościół z czujną troskliwością poświęca się ochronie najbardziej narażonych dzieci i nastolatków.

To zadanie ochrony i opieki spoczywa na całym Kościele, ale w sposób szczególny musi być ono wykonywane za pośrednictwem jego Pasterzy. Dlatego biskupi diecezjalni, eparchowie i ci, którzy są odpowiedzialni za Kościół partykularny, winni wykazywać szczególną sumienność w chronieniu tych, którzy wśród powierzonych im osób są najsłabsi.

Już prawo kanoniczne przewiduje możliwość usunięcia z urzędu kościelnego „z poważnych przyczyn”: dotyczy to także biskupów diecezjalnych, eparchów i tych, którzy są zrównani z nimi w prawie (por. kan. 193 § 1 KPK, kan. 975 § 1 KKKW). Niniejszym listem pragnę uściślić, że wśród wspomnianych poważnych przyczyn” znajduje się niedbałość biskupów w sprawowaniu ich urzędu, zwłaszcza w odniesieniu do przypadków nadużyć seksualnych, dokonywanych na narażonych na to nieletnich i dorastających, o których to przypadkach wspomina motu proprio „Sacramentorum Sanctitatis Tutela”, ogłoszone przez św. Jana Pawła II i uzupełnione przez mego umiłowanego poprzednika Benedykta XVI. W takich przypadkach będzie obowiązywać następująca procedura.

Artykuł 1.

§ 1. Biskup diecezjalny, eparcha lub ten, kto – nawet czasowo – ponosi odpowiedzialność za Kościół partykularny albo za inną wspólnotę wiernych zrównaną z nim w rozumieniu kan. 368 KPK i kan. 313 KKKW, może być w sposób prawny usunięty ze swego stanowiska, jeśli wskutek zaniedbania wydarzyły się lub pominięto czyny, które wyrządziły poważne szkody innym, zarówno gdy chodzi o osoby fizyczne, jak i o całą wspólnotę. Szkoda taka może być fizyczna, moralna, duchowa lub majątkowa.
§ 2. Biskup diecezjalny lub eparcha może zostać usunięty tylko wtedy, gdy obiektywnie okaże się, że w bardzo poważnym stopniu nie wykazał się sumiennością, wymaganą od jego urzędu duszpasterskiego, nawet jeśli nie było w tym jego poważnej winy moralnej.
§ 3. W przypadku nadużyć wobec nieletnich lub dorastających wystarczy, jeśli był to poważny brak sumienności.
§ 4. Z biskupem diecezjalnym lub eparchą są zrównani wyżsi przełożeni instytutów zakonnych i stowarzyszeń życia apostolskiego na prawie papieskim.


Artykuł 2.

§ 1. We wszystkich przypadkach, w których pojawiają się poważne oznaki tego, co przewiduje poprzedni artykuł, odpowiednia kongregacja Kurii Rzymskiej może rozpocząć badanie merytoryczne, informując o tym zainteresowanego i umożliwiając mu sporządzenie dokumentów i świadectw.
§ 2. Biskup otrzyma możliwość obrony, z której będzie mógł skorzystać w sposób przewidziany przez prawo. Wszystkie punkty badania zostaną mu oznajmione i zawsze będzie mógł spotkać się z przełożonymi kongregacji. Jeśli biskup nie wykaże w tej sprawie inicjatywy, to wspomniane spotkanie zaproponuje mu sama dykasteria.
§ 3. W następstwie argumentów przedstawionych przez biskupa kongregacja może postanowić przeprowadzić dodatkowe dochodzenie.


Artykuł 3.

§ 1 Przed podjęciem właściwej decyzji kongregacja będzie mogła spotkać się, zależnie od okoliczności, z innymi biskupami lub eparchami należącymi do konferencji biskupiej lub do Synodu Biskupów Kościoła sui iuris, których członkiem jest zainteresowany biskup lub eparcha, w celu przedyskutowania przypadku.
§ 2. Kongregacja podejmuje swe ustalenia po zebraniu się na zwykłej sesji.

Artykuł 4.

W razie uznania za właściwe usunięcie biskupa kongregacja ustali, na podstawie okoliczności danego przypadku, czy:
1) wydać w jak najkrótszym czasie dekret o usunięciu,
2) zachęcić po bratersku biskupa do ogłoszenia swego ustąpienia w ciągu 15 dni. Jeśli biskup nie udzieli odpowiedzi w przewidzianym terminie, kongregacja będzie mogła ogłosić dekret o usunięciu.


Artykuł 5.

Decyzja kongregacji, o której mowa w artykułach 3-4, winna być poddana szczególnemu zatwierdzeniu przez Biskupa Rzymu, który przed podjęciem ostatecznego postanowienia zasięgnie opinii właściwego kolegium prawników, wyznaczonych w razie potrzeby.

Nakazuję, aby to wszystko, co postanowiłem niniejszym listem apostolskim w formie motu proprio, było przestrzegane we wszystkich jego częściach, mimo ewentualnych przepisów przeciwnych, także jeśli zasługuje na szczególną wzmiankę, oraz zarządzam, aby zostało to ogłoszone w komentarzu oficjalnym w „Acta Apostolicae Sedis” i promulgowane w dzienniku „L’Osservatore Romano”, wchodząc w życie z dniem 5 września 2016 roku.


W Watykanie, 4 czerwca 2016
Franciszek

Maria Kominek OPs: Neokatechumenat



Neokatechumenat (...) Założony przez Kiko i Karmen, działający na całym świecie, rozwija się ekspansywnie. Jak wielka jest ekspansja tego ruchu widać z danych statystycznych: w 2009 r. formacja neokatechumenalna była prowadzona w 19 tysiącach wspólnot w 4,5 tys. parafii w 820 diecezjach w 101 krajach na 5 kontynentach. Grupy zaś maja od 20 do 50 osób. W Polsce jest około 1000 wspólnot.

Założenia ruchu brzmią bardzo po katolicku, bo w sumie nie ma nic niekatolickiego w chęci prowadzenia w diecezjach i parafiach wtajemniczenia chrześcijańskiego na wzór katechumenatu pierwotnego Kościoła. Jednakże przez swoją ekskluzywność ruch oddalił się stanowczo od rdzenia Kościoła. Ma on swoją własna liturgię, która używał i zasadniczo używa za milcząca zgoda hierarchii, swoja zwyczaje , swoje obchody Świąt, swoje katechezy, które nie są dostępne dla każdego. Najbardziej groźne w tym ruchu jest ekskluzywizm. Polega on na zdobywaniu rzeczonego wtajemniczenia chrześcijańskiego stopniowo, przechodząc przez kolejne etapy wtajemniczenia. W neokatechumenacie nie istnieje komunikacja z «dołu» do «góry», tzn. od członków grup (wspólnot) młodszych do starszych, do tzw. katechistów. Nie ma miejsca na dialog, na wyjaśnianie wątpliwości. Liczy się jedynie transmitowany z «góry» nakaz, katecheza, czy decyzja wyższych katechistów. Jest to typowe dla wszystkich sekt gnostyckich. Zauroczenie hierarchii neokatechumenatem jest co najmniej niezrozumiale dla zwykłego wiernego. Musi być wielkie, jeśli Kiko może odezwać się do 253 biskupów z obu Ameryk w takich słowach: (1)
Droga ma swój język. Nie gorszcie się tym językiem, przeciwnie. Pewien ekspert od mass mediów powiedział nam, że gdyby Droga nie miała swojego języka, to nie miałaby nic. To jest kultura. Niektórzy księża są tak słabo wykształceni, że mówią, iż mamy własny język. I musimy mieć jakąś syntezę, to jest fundamentalne. Trzeba tylko wiedzieć, czy jest on profetyczny, rzeczywisty, prawdziwie pomaga ludziom. Od księży natomiast należy wymagać, aby byli obeznani z różnymi językami w Kościele.
Tych słów nie potrzeba komentować. Starczy dodać, że w ramach „tego własnego języka, tej własnej syntezy neokatechumenat się dorobił wiele dziwactw, wiele groteskowości, wśród których przyjmowanie Komunii św. (prawdopodobnie ważnie, ale niegodnie konsekrowanej) na rękę i na siedząco, specyficzne tańce (słynny już taniec z Hostią jest najlepsza ilustracja swiętokradstw świadomych i nieświadomych, do których dochodzi na spotkaniach neokatechumenatu). Jak dodamy do tego, że Droga buduje własne świątynie, tak zaplanowane, by móc odprawiać swoją liturgię, ma własne seminaria, własną liturgię (o czym już wspomnieliśmy) nie można mieć wątpliwości co do tego, że mamy do czynienia z czymś niespotykanym dotychczas w kościele. Owszem Kościół zna wiele rytów: greko-katolicki, ambrozyjański, mediolański, ryty zakonne, ostatnio nawet ryt rzymski ma dwie formy – zwyczajna i nadzwyczajną. Ale z neokatechumenatem jest inaczej. [Twórca] Neokatechumenatu oddalił się od Kościoła i przestał być jego rzeczywista częścią choć jest w dalszym ciągu formalną. Ale nie tylko o ryt tutaj chodzi. Chodzi o inna doktrynę – już nie katolicka a neokatechumanalną By nie być gołosłownym należy zacytować chociaż kilka nauk Kiko:
Kościół ma być charyzmatycznym, wewnętrznym, wyjętym spod wszelkiego magisterium i jurysdykcji zewnętrznej. Dzisiaj wszelkie odnowicielskie dociekania odkrywają centrum sakramentu i teraz pojmuje się Eucharystię jako pamiątkę męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa… Odkrycie sedna centrum Eucharystii sprawia iż wyjaśniają się inne aspekty, skutkiem czego zanikają rozbieżności z protestantami. W pewnym momencie dla przeciwstawienia się protestantom trzeba było podkreślić realna obecność. Ale w momencie gdy to nie jest konieczne, nie trzeba przy tym się upierać. Gdyż ten historyczny moment już przeminął. Eucharystią jest obwieszczenie, kerygmat o powstaniu Jezusa Chrystusa ze śmieci (2).
I znowu – gdzie tu jest miejsce na ratio? Adepci ruchu uczą się nie myślenia. Za nich myśli katechista, lider, animator. Więc oni nawet nie są w stanie zobaczyć, że nauki Kiko się różnią od tego, co od wieków naucza Kościół.

PRZYPISY:

(1) Nowa Ewangelizacja i Trzecie Milenium. „Tylko nowa estetyka uratuje Kościół”. Konwiwencja w Nowym Jorku. 253 Biskupów z obu Ameryk na temat „Ewangelizacja i Droga Neokatechumenalna”, Lublin 1998, s. 41.

(2) Cytaty z katechez Kiko za: ks. E. Zoffoli, Czy „Droga” neokatechumenatu jest prawowierna?, Komorów 1999.

sobota, 4 czerwca 2016

Skromność = piękno kobiety




Leah Darrow była jedną z finalistek amerykańskiej edycji Top Model. Świat modelingu stał u jej stóp, a jednak dostrzegła w nim wiele grzechu i ludzkiego zagubienia. Powróciła do Boga i głosi Ewangelię dzieląc się swoim świadectwem wiary zwłaszcza z młodymi ludźmi. Posłuchaj jej słów na temat skromności, która odsłania prawdziwe piękno kobiety.

czwartek, 2 czerwca 2016

Pius XI: Encyklika Caritate Christi compulsi o Najświętszym Sercu Jezusowym


Herb Pius IX

Pius XI

Encyklika

 CARITATE CHRISTI COMPULSI

o Najświętszym Sercu Jezusowym

Do Czcigodnych Braci Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów,
Biskupów i innych Ordynariuszy,
utrzymujących pokój i jedność ze Stolicą Apostolską.

Czcigodni Bracia, Pozdrowienie i Błogosławieństwo Apostolskie! 

1. Miłością Chrystusa poruszeni zachęciliśmy w roku ubiegłym w encyklice Nova Impendet z dnia 2 października wszystkich synów Kościoła Katolickiego i w ogóle wszystkich ludzi roztropnych do świętego jakiegoś współzawodnictwa w miłości i w niesieniu pomocy, aby choć w części złagodzić straszliwe klęski, płynące z kryzysu ekonomicznego i zewsząd gnębiące społeczność ludzką. W przedziwnej jednomyślności i zgodnym zapale dali wszyscy wspaniałomyślnie i gorliwie posłuch tej Naszej chęci. Ale wobec wzrastającej wciąż nędzy, powiększają się niemal wszędzie rzesze ludzi udręczonych bezczynnością. Ponieważ trudne to położenie wywrotowcy wyzyskują na korzyść swej partii, znajduje się porządek publiczny w bezpośrednim wręcz niebezpieczeństwie, a nad społecznością ludzką zawisły rozruchy i większa jeszcze groza zagłady. W takich okolicznościach wzywamy ponownie, tą samą miłością Chrystusową spowodowani Was, Czcigodni Bracia oraz powierzonych Wam wiernych i wszystkich w końcu ludzi i upominamy każdego z osobna, aby w przyjaznej współpracy z użyciem wszystkich możliwych sposobów starali się zaradzić klęskom, pod którymi państwa się uginają obecnie, a które w przyszłości mogłyby się stać jeszcze groźniejszymi.

2. Jeśli objąć okiem bardzo długi i gorzki pochód utrapień, nieszczęsną po grzechu spuściznę, którymi śmiertelna wędrówka człowieka po upadku niby przydrożnymi stacjami jest usiana, bodaj pojawi się ludzkość po potopie tylu i tak wielkimi plagami ciała i duszy, tak głęboko i tak powszechnie dotkniętą, jakie ją obecnie ku Naszej boleści dręczą. Straszliwe plagi bowiem i klęski, które na wieczne czasy zapisane są w dziejach narodów, nawiedzały raz kraj jeden, raz drugi. Obecnie jednak ścisnął kryzys finansowy i gospodarczy całą ludzkość w takiej mierze, iż tym beznadziejniej w nim się wikła, im goręcej się z niego wydobyć usiłuje. Doszło do tego, że nie ma już narodu ani państwa, społeczności ani rodziny, które bądź to same nie popadłyby w większe lub mniejsze trudności, bądź też upadłością z innej strony zarwane, w otchłań się nie toczyły. Nawet owa garstka bogaczy, którzy rozporządzają olbrzymimi wprost fortunami i światem bodaj rządzą; ci więc, a jest ich znikoma wprost liczba, którzy nieumiarkowaną żądzą bogacenia się w znacznej części przyczynili się i przyczyniają do takiego nieszczęsnego położenia; nawet oni - powtarzamy - bardzo często pierwsi niepysznie padają ofiarą tego kryzysu, pociągając za sobą w własną ruinę zasoby i majątki mas szerokich. W straszny zatem sposób sprawdziły się na mieszkańcach całej kuli ziemskiej słowa Ducha Świętego, wypowiedziane kiedyś o kilku występnych jednostkach: "Przez co kto grzeszy, przez to karany bywa" (Mdr 11,16).

CHCIWOŚĆ PRZYCZYNĄ ZŁA

3. Bolejąc w głębi serca nad tym pożałowania godnym stanem rzeczy, poczuwamy się jakby pewną przynagleni koniecznością do wypowiedzenia, o ile Nasza ludzka słabość na to pozwala, tych samych uczuć miłości, które Najświętsze Serce Jezusowe odczuwało i wołać wraz z Nim: "żal mi ludu!" (Mk 8,2). Więcej wszakże opłakiwać trzeba rdzeń, z którego przesmutne to położenie wyrasta. Wszakże nigdy bardziej, niż obecnie nie ujawniała się prawda słów Pawłowych, wypowiedzianych z natchnienia Ducha Świętego, mianowicie, że "korzeniem wszystkiego złego jest chciwość" (1 Tym 6,10). Bo czyż nie chciwe pożądanie dóbr znikomych, przez pogańskiego poetę słusznie "przeklętą chucią złota" przezwane; czyż nie owo brudne samolubstwo, które zbyt często stanowi jedyną sprężynę przy załatwianiu koniecznych spraw już to indywidualnych, już to międzynarodowych; czyż w końcu chciwość zarówno, pod jaką nazwą, czy w jakiej bądź postaci występuje, główną ponosi winę, iż ludzkość całą widzimy obecnie nad brzegiem przepaści? Stąd zatem wyrastają wzajemne podejrzenia, nadwątlające trwałość wszelkich stosunków pomiędzy ludźmi; stąd podżeganie nienawiści, uważającej cudzą własność za własną krzywdę; stąd obrzydliwe samolubstwo nieopanowane, które wszystko pod własny tylko podciąga pożytek i jemu podporządkowuje, nie tylko pomijając, lecz świadomie depcząc korzyść innych; stąd w końcu nieszczęsny nieład społeczny nierówny podział dóbr doczesnych, skutkiem którego garstka ludzi skupia w swym ręku bogactwa państw i - jak w ubiegłym roku w encyklice Quadragesimo anno napomknęliśmy - handlem całego świata z ogromną szkodą ludności kieruje, jak jej się podoba.

NIEBEZPIECZEŃSTWO NACJONALIZMU I BEZBOŻNICTWA

4. Jeśliby zaś wybujały patriotyzm i przesadny nacjonalizm (choć uporządkowana miłość chrześcijańska, nie tylko nie potępia przywiązania do narodu, przeciwnie zasadami swymi uświęca je i ożywia), jeśliby tego rodzaju nieumiarkowana miłość siebie i miłość swoich wkradła się we wzajemne sprawy i stosunki narodów, nie byłoby już takiego bezprawia, którego by uniewinnić nie można. Ten sam bowiem czyn, któryby według powszechnego sądu, prywatnemu człowiekowi poczytano za występny, uchodziłby za dobry i pochwały godzien, gdyby był popełniony z miłości ojczyzny. W miejsce przykazania Bożego o braterskiej miłości, która wszystkie szczepy i narody pod okiem jednego Ojca niebieskiego w jedną wielką łączy rodzinę, weszłaby nieuniknienie śmiertelna nienawiść jednych przeciw drugim. W poniewierce byłyby święte ustawy, którymi się rządzą państwa, zasady, kierujące życiem świeckim i religijnym. Poderwałyby się niewzruszone podwaliny prawa i zaufania, na których opierają się państwa; zginąłby na koniec bezpowrotnie obyczaj, po ojcach odziedziczony, który w czci Boga i w wiernym przestrzeganiu Jego przykazań upatrywał dotąd najlepszą rękojmię dobrobytu i bezpieczeństwa państw.

Najgroźniejsze jednak niebezpieczeństwo niechybnie na tym polega, że burzyciele każdego porządku, czy się nazywają komunistami, czy też inaczej się mienią, dokładają, potęgując wśród takiego zamieszania pojęć moralnych ciężki kryzys gospodarczy, z niesłychaną śmiałością sił wszystkich, aby najpierw, głosząc bezwzględną swobodę, znieść prawa ludzkie i Boskie, a następnie nieubłaganą wytoczyć wojnę wszelakiej religii i nawet samemu Bogu. Postanowili więc doszczętnie wymazać z świadomości ludzkiej, i to od najwcześniejszej młodości, wszelką myśl i wszelkie uczucie religijne. Dobrze bowiem wiedzą, że już na wszystko będą się mogli odważyć, jeśli się Boże przykazanie i Bożą naukę usunie z duszy ludzkiej. I tak stajemy się świadkami zdarzenia, którego dotąd w dziejach ludzkości jeszcze nie było, że bezbożnicy, porwani, szałem szatańskim, podnoszą haniebne swe sztandary przeciw Bogu i religii na całym świecie.

5. Nie zbywało co prawda nigdy w ciągu dziejów na ludziach nikczemnych, ani na ateuszach. Byli to jednak ludzie bardzo nieliczni, poszczególni i odosobnieni i obawiali się lub nie uważali za wskazane otwarcie występować ze swoimi przewrotnymi przekonaniami. Ich to pewnie miał na myśli Psalmista, gdy z natchnienia Ducha Bożego napisał słowa: "Rzekł głupi w sercu swoim: nie masz Boga" (Ps 14,1; Ps 53,1). Przedstawia tam takiego bezbożnika, odosobnionego w morzu ludzkim, który co prawda nie uznaje Boga jako swego Stwórcę, zbrodnię tę jednak swoją ukrywa głęboko w duszy. Za naszych dni jednak zgubny ten obłęd jawnie szerzy się w szeregach ludu, wciska się nawet do szkół ludowych i bez osłony rozpościera się w teatrach. Aby zaś jeszcze szerzej mógł się rozlewać apostołowie jego posługują się najnowszymi wynalazkami: kinem, gramofonem, oraz chórami i przemówieniami rozgłośni. We własne wyposażeni drukarnie tłoczą pisma swe we wszystkich językach, z miną i gestem zwycięzców rozszerzają całkiem jawnie bezbożną bibułę i swe wydawnictwa. Nie dosyć jednakże na tym. Utworzyli sprawnie działające organizacje polityczne, gospodarcze, wojskowe i niestrudzenie zmierzają do swego celu przez swoich agitatorów, którzy na wiecach, za pomocą plakatów i czasopism ilustrowanych i jakimi bądź innymi środkami propagandę swą wnoszą już to potajemnie, już to jawnie we wszystkie stany, grupy społeczne i na otwartą ulicę. Nawet Wszechnice ich popierają ruch ten powagą swoją i współpracą i tak niezmordowani w trudach swoich tyle osiągają, że nieprzezornych, którzy się z nimi łączą, z rąk swych już nie wypuszczają. Na widok tak wielkiej obrotności i pomysłowości, które niestety są na służbie, nikczemnej tej sprawy, przychodzi Nam na myśl i ciśnie się na usta przesmutna owa skarga Chrystusowa: "Synowie tego świata są przebieglejsi, gdy chodzi o im podobnych, niż synowie światłości" (Łuk 16,8).

PROPAGANDA I DZIAŁALNOŚĆ ANTYRELIGIJNA

6. Nadto prowodyrzy i duchowi ojcowie tego ruchu haniebnego umieją wyzyskać dla swoich celów nędzę obecną: tłumaczą bowiem w chytry sposób ludowi, że religia i wiara w Boga jest przyczyną klęsk tak olbrzymich. Przenajświętszy krzyż Chrystusa Zbawcy, krzyż, który jest symbolem pokory i ubóstwa, ten krzyż stawia się obok godeł dzisiejszego imperializmu. Religię łączy się w przyjaznym przymierzu z pewnymi tajnymi stowarzyszeniami, które tyle nieszczęść sprowadziły na świat. I w ten sposób starają się nie bez powodzenia kojarzyć ohydną walkę przeciw Bogu z walką o chleb codzienny, z żądaniami posiadania własności, sprawiedliwej płacy, godziwego mieszkania i w ogóle ludzkich warunków życiowych. Posuwają się nawet do tego, że na równi stawiają i słuszne żądania naturalne i nieposkromione, przesadne wymagania, jeśliby z tego jakąś choćby pozorną korzyść odnieśli dla bezbożnych swoich zamysłów i celów. Przedstawiają sprawę w takim świetle, jakby odwieczne prawa Boże sprzeciwiały się szczęściu ludzkiemu, lub są szczęścia tego najpewniejszymi sprawcami i stróżami, albo jakby można siłami ludzkimi za pomocą technicznych zdobyczy naszej doby nowy i lepszy ustalić porządek świata, wbrew woli Boga Najlepszego i Najwyższego.

7. A jest to doprawdy zjawiskiem bolesnym, że gęste szeregi ludzi, sądząc, że walczą o pożywienie i kulturę, w pomieszaniu pojęć przez popieranie takich wymysłów walczą zarzutami przeciw Bogu i przeciw religii. Walka ta zwraca się nie tylko przeciw religii katolickiej, lecz przeciw wszystkim, którzy uznają Boga za Stwórcę i Władcę Najwyższego wszechświata. Stowarzyszenia zaś tajne, z natury swej, gotowe zawsze - jakiekolwiek by były - do poparcia jak najchętniej wrogów Boga i Kościoła, wysługują się i podsycają ten ruch, oszalały w nienawiści, z którego na pewno nie zrodzi się ani ład społeczny, ani spokój ani dobrobyt, natomiast nieuchronna zguba państw.

8. Nowa ta postać bezbożnictwa, wyzwalając zatem gwałtowne i dzikie namiętności ludzkie, wykrzykuje bezczelnie na cały świat, że nie będzie na ziemi ni pokoju ni szczęścia dopóty, dopóki nie zginie z niej ostatni ślad religii i ostatni sługa tej religii nie będzie w pień wycięty. I jakby sądzili, że zamiast tej przecudnej symfonii, w której cały wszechświat "rozpowiada chwałę Bożą" (zob. Ps 19,2), zalegnie nad ziemią wieczna cisza grobowa.

9. Wiemy doskonale, Czcigodni Bracia, że wszystkie te wysiłki spełzną na niczym. Niewątpliwie bowiem w czasie przewidzianym "powstanie Bóg i rozproszą się nieprzyjaciele jego" (Ps 68,2); wiemy, że "moce piekielne nigdy nie przemogą" (zob. Mat 16,18); wiemy, że Boski Zbawiciel, zgodnie z proroctwem "ubije ziemię rózgą ust swoich", a "duchem warg swoich zabije bezbożników" (zob. Iz 11,4); i straszliwą będzie doprawdy dla ludzi nieszczęsnych owa godzina, gdy wpadną "w ręce Boga żywego" (Hbr 10,31).

ZAPAŁ RELIGIJNY MŁODZIEŻY

10. Niewzruszoną tę naszą nadzieję w ostateczne zwycięstwo Boga i Kościoła wzmacnia co dzień (jakże nieskończona jest Dobroć Boża!) ów szlachetny zapał religijny, który tak widocznie we wszystkich narodach i państwach podniósł niezliczone dusze ku Bogu. Powiał zaiste Duch Święty potężnym tchnieniem po całej ziemi. Uchwycił przede wszystkim młodzież i rozniecił w jej piersiach pragnienie zdobywania szczytów życia religijnego. Wyniósł ją ponad szarzyznę życia codziennego i pobudził do najwznioślejszych czynów. Tchnienie to Boże prawdziwie poruszyło wszystkie dusze, nawet oporne, rzucając w głąb ich serca żagiew niepokoju, budząc pragnienie Boga nawet w tych duszach, które do tego pragnienia przyznawać się nie miały odwagi. Wszędzie, też na świecie znalazły się liczne zastępy ludzi ochotnych i wspaniałomyślnych, którzy dali posłuch wezwaniu Naszemu, skierowanemu do świeckich, aby wstępowali w szeregi Akcji Katolickiej i uczestniczyli w apostolstwie hierarchicznym. W miastach i na wsi wciąż rośnie liczba tych, którzy ze wszystkich sił dążą do rozpowszechnienia chrześcijańskiego poglądu na świat i pragnąc życie państw w chrześcijańskim duchu ukształtować, przykładem własnego nieskalanego życia słowom swoim dodają mocy przekonania.

Jednak na widok tak wielkiej bezbożności, takiego poniewierania wszystkiego, co święte, na widok zguby tylu dusz nieśmiertelnych i tak wielkiej pogardy, okazanej Majestatowi Bożemu, nie możemy, Czcigodni Bracia, powstrzymać się od wynurzenia głębokiej boleści, która Nas przygniata. Podnosimy głos z całą siłą Apostolskiego Naszego przekonania w obronie podeptanych praw Bożych i świętej tęsknoty duszy ludzkiej, która Boga wręcz łaknie. Musimy to tym bardziej uczynić ponieważ rzesze te, szatańskim opętane duchem, nie poprzestają jedynie na wygłaszaniu frazesów, lecz w uciążliwej mozolnej pracy niecne swe zamiary jak najszybciej urzeczywistnić usiłują. Biada zaś rodzajowi ludzkiemu, jeśli Bóg, tak wielce przez własne stworzenia lekceważony, tej powodzi zniszczenia dozwoli rozlać się i jeśli posłuży się nią niby biczem, celem ukarania świata!

KONIECZNOŚĆ OBRONY PRZED BEZBOŻNICTWEM

11. Powinniśmy zatem, Czcigodni Bracia, niestrudzenie "wystawić mur dla domu Izraelowego" (Ez 13,5), skupić w niewzruszony front wszystkie swoje siły i siebie samych przeciw tym złowrogim zastępom, zagrażającym nie tylko Bogu, lecz i ludzkości. W tej walce bowiem chodzi o rozgrywkę najwyższą, jaką podjąć może wolność ludzka: albo za Bogiem, albo przeciw Bogu. Jest to zatem decyzja, w której chodzi o losy całego świata. Wszędzie bowiem, w polityce i ekonomii, w obyczajach, naukach, sztukach, w państwie, rodzinie i towarzystwie napotykamy to zagadnienie, od którego rozstrzygnięcia wszystko zależy. Dlatego też kierownicy światopoglądu materialistycznego, który się chełpił, że już z całą pewnością wykazał, że Bóg nie istnieje, widzą się zmuszeni coraz to nowe wyznaczać dyskusje nad istnieniem Boga, którego, jak im się wydawało, już ze świata usunęli.

12. Zaklinamy zatem wszystkich w Panu i jednostki i państwa, aby w obliczu tak doniosłych rozstrzygnięć, w obliczu tak olbrzymich walk, w których chodzi o byt rodzaju ludzkiego, zaniechali owego bezładnego samolubstwa i przesadnej miłości własnej. One bowiem zamraczają nawet i bystre umysły, podcinają w korzeniu i najszlachetniejsze przedsięwzięcia, jeśli chociaż cokolwiek wychylałyby się poza ciasne granice własnej korzyści. Niech się wszyscy złączą, choćby z narażeniem się, gdyby była potrzeba, na poważne straty, aby siebie i całą społeczność ludzką uchronić od zguby. W tym zjednoczeniu serc i sił przewodniczyć winni ci, którzy z dumą nazywają się chrześcijanami, naśladując przepiękny przykład chrześcijan z okresu apostolskiego, gdy "rzesza wierzących miała jedno serce i jedną duszę" (Dz 4,32). Niech się jednak przyłączą także wszyscy, którzy wierzą w Boga i czczą go z głębi duszy, aby straszliwe niebezpieczeństwo, zagrażające wszystkim, odwrócić od ludzkości. Ponieważ każda ludzka władza koniecznie opierać się musi na wierze w Boga, gdyż on jest niewzruszoną podstawą każdego państwowego ustroju, dlatego powinni ci wszyscy, którzy nie chcą dopuścić do ogólnego przewrotu i rozstroju państwowego, usilnie zapobiegać temu, aby wrogowie religii nie mogli wykonać zamierzeń swoich, rozgłaszanych jawnie z tak wielką namiętnością.

KONIECZNOŚĆ SPRAWIEDLIWEGO PODZIAŁU DÓBR

13. Uprzytamniamy sobie również, Czcigodni Bracia, konieczność korzystania w tej walce za ołtarze z wszystkich godziwych środków przyrodzonych, którymi rozporządzamy. Dlatego występowaliśmy za chwalebnym przykładem poprzednika Naszego Leona XIII stanowczo za bardziej sprawiedliwym podziałem dóbr doczesnych i wskazywaliśmy te środki, które by najskuteczniej mogły zapewnić zdrowie i sprężystość całej społeczności ludzkiej, niedomagającym zaś jej członkom ład i pokój. Stwórca wszechrzeczy sam bowiem wlał w serca ludzkie nieprzeparte dążenie do pewnej godziwej szczęśliwości, którą by już tu na ziemi można osiągnąć. Chrześcijaństwo uznawało zawsze słuszne dążenia postępu naukowego i dobrze zrozumiany postęp kulturalny i popierało je usilną współpracą.

KONIECZNOŚĆ UŻYCIA ŚRODKÓW RELIGIJNYCH

14. Ponieważ, Czcigodni Bracia, na tę iście szatańską nienawiść przeciw religii, która Pawłowe orzeczenie o "tajemnicy bezbożności" (2 Tes 2,7) na pamięć przywodzi, nie wystarczą ludzkie jedynie środki i przezorności, sądzimy, że nie wypełnilibyśmy Swego obowiązku Apostolskiego, gdybyśmy nie ujawnili rozkosznych tajemnic światłości, które zarazem utajoną zachowują siłę zawładnięcia mocami ciemności. Wówczas przecież, gdy Chrystus Pan wracał z blasków góry Tabor i uzdrowił opętane pacholę, a uczniowie, którzy nie mogli go uleczyć, pokornie Go pytali: "Dlaczegóż my nie mogliśmy go wyrzucić?" Pan odpowiedział pamiętnymi słowy: "Tego rodzaju nie wypędza się inaczej, jak tylko modlitwą i postem" (Mat 17,21). Boskie to upomnienie, Czcigodni Bracia, zastosować należy wedle zdania naszego ściśle do chorób obecnej doby, gdyż i one tylko "modlitwą i postem" pokonane być mogą.

MODLITWA

15. Pamiętni zatem na bezradność naszej natury i na zależność naszą od Stwórcy wszechrzeczy, uciekajmy się przede wszystkim do modlitwy. Wiara poucza nas o wielkiej mocy pokornej, ufnej i wytrwałej modlitwy. Wszakże z żadnym dobrym uczynkiem nie związał Bóg Wszechmocny tak pełnych, tak powszechnych i tak uroczystych obietnic, jak z modlitwą, zanoszoną ku Niemu: "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; a kto szuka, znajduje; a temu, co kołacze, otworzą" (Mat 7,7-8). "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeśli o co Ojca w imię moje prosić będziecie, da wam" (J 16,23).

16. Jakiż przedmiot zaś byłby godniejszy modlitwy, cóż odpowiadałoby więcej uwielbionej osobie Tego, który sam jeden "pośrednikiem pomiędzy Bogiem i ludźmi, człowiek Jezus Chrystus" (1 Tym 2,5), aniżeli prośba o to, by wiara w jednego Boga żywego i prawdziwego nie zanikała na ziemi? Taka modlitwa nosi już po części w sobie spełnienie tego, o co prosi: gdzie bowiem ktoś prosi, tam łączy się z Bogiem i tym samym ożywia pamięć o Bogu na ziemi. I naprawdę, kto się modli pokorną już postawą ciała wyznaje jawnie swą wiarę w Pana i Stwórcę wszechrzeczy. Ile razy zaś nie prywatnie, lecz społecznie to czyni, uznaje tym samym najwyższego i wszechmocnego Pana, postawionego nie tylko nad jednostkami ludzkimi, lecz także nad całą społecznością ludzką.

17. Jakie rozkoszne przedstawia widowisko dla nieba i ziemi Kościół modlący się, gdy bez przerwy, dniem i nocą, rozbrzmiewają na ziemi psalmy, spisane pod tchnieniem Bożym: nie ma w ciągu dnia godziny, która by nie była uświęconą swoją właściwą liturgią, nie ma w życiu ludzkim okresu, któryby nie znalazł swego wyrazu w dziękczynieniach, pochwałach, prośbach, przebłaganiach wspólnej modlitwy mistycznego Ciała Chrystusowego, Kościoła. W ten zaś sposób modlitwa ściąga, według obietnicy Boskiego Zbawcy, Boga między ludzi: "Gdzie dwaj lub trzej zbierają się w imię moje, tam jestem pośród nich" (Mat 18,20).

18. Gorliwa modlitwa usunie nawet przyczynę obecnych utrapień, wspomnianą powyżej, mianowicie: nienasycony głód dóbr doczesnych. Kto się bowiem modli, podnosi wzrok ku górze, ku niebieskim dobrom, które rozważa i których pożąda. Zanurza się w rozmyślania nad dziwnym porządkiem świata, wykreślonym ręką Bożą, gdzie nie ma żądzy próżnej chwały, żadnego współzawodnictwa marnego o nowy rekord szybkości. I tak nastąpi poniekąd samorzutnie równowaga pomiędzy pracą a spoczynkiem, która w społeczeństwach dzisiejszych doszczętnie zanikła z wielką szkodą dla życia fizycznego, gospodarczego i moralnego. Gdyby bowiem ci wszyscy, którzy dla nadmiaru produkcji stali się bezrobotnymi i popadli w nędzę, należny czas zechcieli poświęcać modlitwie, wkrótce i praca i wytwórczość musiałyby być sprowadzone do właściwych, rozumnych wymiarów. Współzawodnictwo zaś, które obecnie ludzkość dzieli na dwa olbrzymie obozy, potykające się z sobą o znikome wartości doczesne, zamieniłoby się w szlachetną, pokojową walkę o dobra niebiańskie i nieprzemijające.

MODLITWA DROGĄ DO OSIĄGNIĘCIA POKOJU

19. Utorowałaby się również droga dla pokoju, tak upragnionego w myśl przepięknych słów św. Pawła, który, mówiąc o obowiązku modlitwy, równocześnie wspomina świętą tęsknotę pokoju i zbawienia wszystkich ludzi: "Proszę tedy najpierw aby były czynione prośby, modlitwy, błagania, dziękowania za wszystkich ludzi: za królów, i za wszystkich, władzę mających, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości. Bo to rzecz dobra i przyjemna przed Zbawicielem naszym Bogiem, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i przyszli do poznania prawdy" (1 Tym 2,1-4).

Dla wszystkich mamy prosić o pokój, szczególnie jednak dla tych, którym przypadło odpowiedzialne zadanie rządzenia ludźmi. Jakże bowiem mają dać pokój narodom swoim, kiedy go nie posiadają sami w sobie? Pokoju tego dar winna przynieść, jak uczy Apostoł, modlitwa. Zwraca się przecież do Ojca w niebie, który jest ojcem wszystkich ludzi. Modlitwa, która jest wyrazem jednomyślnych uczuć tej wielkiej rodziny, która nie zamyka się w granicach narodowych lub geograficznych.

20. Ci, którzy w poszczególnych państwach jednego wspólnego Boga proszą o pokój dla ziemi, nie wszczynają zaiste niesnasek pomiędzy narodami. Ci, którzy w modlitwie uwielbiają Majestat Boży, nie rozszerzają zaiste w swoim narodzie imperialistycznych idei, nie uprawiają owego skrajnego patriotyzmu, któremu własne państwo staje się Bogiem. Ci w końcu, którzy nieustannie "Boga pokoju i miłości" (2 Kor 13,11) mają przed oczami i do niego zwracają się w modłach przez Chrystusa, który jest "pokojem naszym" (Ef 2,14), zaiste nie spoczną, póki od Dawcy wszelkiego dobra nie nadejdzie w końcu dla "ludzi dobrej woli" (Łuk 2,14) ów pokój, którego świat dać nie może.

21. Radosne owo pozdrowienie wielkanocne "Pokój wam" (J 20,26), którym Chrystus Pan wzruszył Apostołów i pierwociny swoich uczniów, a które odtąd nieustannie w świętej Liturgii Kościoła rozbrzmiewa, powinno dziś bardziej niż kiedykolwiek w górę porywać i pocieszać dusze ludzkie, nieszczęściami przygnębione.

POKUTA

22. Z modlitwą jednak łączyć się winna pokuta, to znaczy: duch pokuty i ćwiczenie się w chrześcijańskiej pokucie. Tego nas uczy Boski Nauczyciel, który ponad wszystko głosił właśnie pokutę: "Począł Jezus nauczać i głosić: Pokutę czyńcie" (Mat 4,17). Tego ponadto nas uczy i odziedziczona od przodków umiejętność i całe dzieje Kościoła. W wielkich klęskach, w wielkich narodu chrześcijańskiego utrapieniach, ilekroć gwałtowniejsza potrzeba Bożej pomocy nagliła, wierni albo sami z siebie, albo też częściej przykładem i napominaniem świętych Pasterzy zachęceni, do jednej i drugiej broni w życiu duchowym bardzo skutecznie zawsze się uciekali: do modlitwy i pokuty. Jeśli lud chrześcijański nie ulega siewcom niezgody, sam z siebie kieruje się owym świętym duchem, który nie jest niczym innym jak owym "zamysłem Chrystusowym" (1 Kor 2,16), o którym Apostoł wspomina i dlatego wierni zawsze głęboko odczuwali potrzebę oczyszczenia duszy z przewinień i zawsze zabiegali o to, by wzbudzić skruchę serca i stanąć w świętym trybunale, a także zewnętrznymi uczynkami błagalnymi Bożej Sprawiedliwości zadość uczynić.

23. Wiemy zaś i nad tym z Wami, Czcigodni Bracia, głęboko bolejemy, że w naszych czasach samo pojęcie przebłagania i pokuty i sama ich nazwa u wielu utraciły niemało z dawnej swej siły, dzięki której rodziły się niegdyś wielkie umysły i do wielkich pobudzały ofiar. Ukazywały się bowiem ludziom wiarą na wskroś przejętym, jakby uświęcone znakiem Chrystusa i świętych. Nie brak takich, którzy zewnętrzne umartwienie ciała zaliczyć by chcieli między rzeczy przebrzmiałe nie mówiąc już o dzisiejszym wolnym czyli tak zwanym autonomicznym człowieku, który jakąkolwiek pokutą jako czymś niewolniczym zuchwale gardzi. I nic dziwnego: im więcej gaśnie wiara w Boga, tym więcej zaciemniać się musi i ginąć pamięć o grzechu pierworodnym oraz o dawnym buncie człowieka przeciw Bogu; tym mniej odczuwać się musi potrzebę przebłagania i pokuty.

24. My zaś, Czcigodni Bracia, z obowiązku pasterskiego imiona te i święte poczynania w wielkiej czci mieć powinniśmy, starając się też, by ogólnie je czczono, oraz nieskażone zachować winniśmy ich istotę i wielkość, a co więcej, troszczyć się by w życiu chrześcijańskim je stosowano. Tego domaga się od Nas sama obrona Boga i Religii, w której myśl walczymy, zwłaszcza, że pokuta z natury swej porządek moralny uznaje i przywraca, opierając go na wiecznym prawie, to jest na Bogu samym. Kto Bogu ofiary przebłagalne za grzechy składa, ten świętość najwyższych praw moralnych jawnie głosi i uznaje ich moc obowiązującą oraz prawo karcenia tych, którzy je łamią.

NIEBEZPIECZEŃSTWO ODDZIELANIA MORALNOŚCI OD RELIGII

Między zgubniejsze błędy naszych czasów zaliczyć trzeba owo dążenie, które niegodziwie oddziela moralność od religii, pozbawiając prawa wszelkiej podwaliny. Błędne to mniemanie mogło poniekąd być pominięte i mogło wydawać się mniej niebezpieczne, dopóki wśród niewielu się szerzyło i dopóki wiara w Boga była jeszcze wspólnym dziedzictwem całego rodzaju, ludzkiego, tak że nawet ci, którzy jej nie wyznawali otwarcie, milcząc jednak pod wpływem opinii, liczyć się z nią musieli. Dziś wszakże, gdy ateizm także warstwy ludowe zaraża, Straszne skutki owego błędu na każdym kroku dają się odczuć i powszechnie rzucają się w oczy. Na miejsce praw moralnych, które upaść muszą razem z zanikiem wiary w Boga, przychodzi przemoc nieokiełznana, depcząca prawa wszystkich. Tradycyjną dobrą wiarę i uczciwość w działaniu oraz rzetelność we wzajemnych stosunkach, tak wspaniale wysławianą nawet przez pogańskich mówców i poetów, zastępuje teraz obrzydliwa gonitwa za zyskiem, a pod jej wpływem niejeden postępuje bezwstydnie i wiarołomnie w swoich sprawach i w sprawach bliźnich. Zaiste, jak mogą ukształtować się stosunki ludzkie, jak mogą układy wejść w życie, jeżeli żadnego nie ma zobowiązania w sumieniu? Jaki zaś może być przymus sumienia tam, gdzie żadna nie istnieje wiara w Boga, żadna bojaźń Boża? Gdy ten bowiem fundament usuniemy, upada każdy nakaz moralny i nic nie stanie na przeszkodzie, by stopniowo, lecz nieuchronnie, runęły narody, rodziny, społeczeństwo, a nawet i cywilizacja.

25. A zatem pokuta jest tym zbawiennym rodzajem broni, jakiej używają dzielni żołnierze Chrystusowi, pragnący walczyć w obronie powszechnego ładu obyczajowego i o jego przywrócenie: jest tym rodzajem broni, który dociera do samych korzeni wszelakiego zła, mianowicie do pożądliwości przemijających dóbr i poniżających rozkoszy życiowych. Biorąc na siebie ochotnie uczynki przebłagalne, wyrzekając się choć z trudem przyjemności, oddając się różnym uczynkom pokuty, mąż chrześcijański naprawdę wielkodusznie ujarzmia wzgardzone żądze, które do wykroczeń przeciw prawu moralnemu go pociągają. Jeżeli więc tenże mąż tak bardzo pała gorliwością o zakon Boży tudzież miłością braterską, jaką pałać powinien, wtedy nie tylko za siebie i za zgładzenie własnych przewinień czyni pokutę, ale bierze też na siebie ekspiację cudzych grzechów, naśladując wielkie przykłady świętych, którzy siebie samych oddali nierzadko na ofiarę przebłagalną, by karę ponieść za grzechy całego wieku swego. Naśladuje przy tym zwłaszcza Boskiego Zbawiciela, który stał się Barankiem Bożym, "który gładzi grzech świata" (J 1,29).

POKUTA DROGĄ DO OSIĄGNIĘCIA POKOJU

26. Czyż w tymże duchu pokuty, Czcigodni Bracia, nie kryje się także tajemnica pokoju? "Nie ma pokoju dla bezbożnych" (Iz 48,22), powiedział Duch Święty, którzy sprzeciwiają się zawsze i zwalczają porządek z natury, a tym samym przez Boga ustanowiony. Wtedy tylko, gdy ten ład przywrócony zostanie, gdy wszystkie narody chętnie i wiernie uznawać i zachowywać go będą, gdy zewnętrzne sprawy narodów i wzajemne stosunki z obcymi państwami na tym fundamencie opierać się będą, wtedy tylko trwały pokój zapanuje na ziemi. Ale tej upragnionej jutrzenki trwałego pokoju nie zapewnią nam ani traktaty pokojowe, ani najuroczystsze ugody, ani powszechne kongresy i narady narodów, ani szlachetne i szczere wysiłki kierowników państwowych, jeżeli przedtem nie będą uznane uświęcone wskazania naturalnego i Bożego prawa, żaden sternik życia gospodarczego, żadne doświadczenie w sztuce rządzenia nie zaprowadzi na drodze pokoju ładu w zawikłanych sprawach społecznych, zanim w dziedzinie ekonomii samej nie zatriumfuje prawo moralne, oparte na Bogu i sumieniu. To jest główna sprężyna tak życia politycznego jak gospodarczego narodów, to jest wartość z wszystkich najpewniejsza; dopóki jej starczy, wszystko inne zachwiać się nie może, bo moc swą czerpie z niezmiennego i wiecznego prawa Bożego, to jest z najpotężniejszego autorytetu.

27. Lecz pokuta poszczególnym ludziom przynosi stały spokój, odrywając ich od ziemskich i przemijających dóbr a do wiecznych podnosząc, i obdarzając ich nawet w najgorszych trudnościach i utrapieniach owym pokojem, którego świat żadnym bogactwem, żadnymi rozkoszami dać nie może. Czyż jedną z najmilszych i najradośniejszych pieśni, które kiedykolwiek na tym padole płaczu słyszano, nie jest ów znany "Hymn do Słońca" św. Franciszka? A przecież twórcę jego, pisarza i pieśniarza, należy bez zastrzeżeń zaliczyć do najsurowszych naśladowców Chrystusa. Nazywamy go Biedaczyną z Asyżu, bo nic zgoła na ziemi nie posiadał, bo na ciele swoim, głodem wyniszczonym, nosił krwawiące stygmaty Pana Ukrzyżowanego.

KONIECZNOŚĆ POWROTU DO BOGA

28. Modlitwa więc i pokuta to dwie potęgi, przez Boga w tym życiu nam dane, byśmy nieszczęsną ludzkość, samopas bez przewodnika błądzącą, do niego znowu doprowadzili. Niech one rozproszą i wynagrodzą pierwszą i główną przyczynę wszelkiego nieładu i odstępstwa - mamy na myśli odstępstwo człowieka od Boga. Ale i narody również stoją przed decyzją niezmiernie ważną; albo powierzą się tym łaskawym i dobroczynnym potęgom i kornie i ze skruchą wrócą do Pana swego i Ojca miłosierdzia, albo też siebie i te skromne ostatki błogosławieństwa, które się jeszcze na ziemi ostały oddadzą zupełnie w ręce nieprzyjaciela, sprzeciwiającego się Bogu, to jest na zgubę i duchową ruinę.
29. Nie pozostaje więc nic innego, jedno byśmy biedny ten świat który tak obfitą krew przelał, tyle grobów wykopał, tyle wspaniałości zniszczył, tyle w końcu ludzi chleba i pracy pozbawił, nie pozostaje, powtarzamy, nic innego jak usilne nawoływanie tego świata serdecznymi słowy świętej liturgii: "Wróć się do Pana Boga twojego!"

RATUNEK W NAJŚWIĘTSZYM SERCU JEZUSA

30. Jaką zaś piękniejszą sposobność do tego zjednoczenia modłów i ekspiacji moglibyśmy wam wskazać, Czcigodni Bracia, niż dzień uroczysty, który się już zbliża, a poświęcony jest Najświętszemu Sercu Jezusa? Ponieważ znane jest - jak to w encyklice Miserentissimus sprzed czterech lat szeroko wykazaliśmy - szczególne jego pragnienie, wywołane miłością, by zadośćuczynić za występki ludzi, ustanowiliśmy, by we wszystkich świątyniach świata po wieczne czasy co rok, gdy wraca święta rocznica, publicznie przebłaganiem wynagradzano tyle zniewag, raniących Boskie owo Serce.

31. Ufamy, że w tym roku, w dniu poświęconym Boskiemu Sercu, synowie całego Kościoła na wyścigi przykładać się będą gorliwiej do przebłagania za zbrodnie i do uzyskania darów Bożych. Przystępując często do Stołu Eucharystycznego i klęcząc przed ołtarzami, czcząc Zbawiciela rodzaju ludzkiego, ukrywającego się pod zasłoną Sakramentu - Wy, Czcigodni Bracia, o to dbać będziecie, by tego dnia we wszystkich świątyniach była uroczysta ekspozycja - niech na to Serce najmiłościwsze, które gorycz wszystkich cierpień ludzkich na sobie doświadczyło, przerzucą cały ciężar smutków, które ich trapią, wyznając niezachwianą swą wiarę, niewzruszoną nadzieję i gorejącą miłość, niech za pośrednictwem przemożnej opieki Dziewicy Bogarodzicy, wszelkich łask Pośredniczki, zanoszą żarliwe modły do tegoż Najświętszego Serca, za siebie i za swoich, za ojczyznę, za Kościół, za Namiestnika Chrystusowego i za pozostałych Pasterzy, sprawujących każdy w swoim zakresie pełne odpowiedzialności rządy dusz; tak samo za braci tej samej wiary, czy to żyjących w zgodzie czy też niezgodzie, czy zarażonych bezbożnością albo niewiarą, w końcu nawet za nieprzyjaciół Boga i Kościoła, aby się nareszcie nawrócili i żyli.

32. Tej gorliwości w modlitwie i woli przebłagania niech wszyscy rozżarzać nie przestaną przez całą oktawę, którym to przywilejem liturgicznym odznaczyć chcieliśmy uroczystość Najświętszego Serca. Niech w tych dniach odbędą się z sumiennym uwzględnieniem tego, co powyżej poruszyliśmy wyraźnie, te nabożeństwa, które Wy, Czcigodni Bracia, zależnie od miejsca i okoliczności, uważać będziecie za wskazane i zarządzicie: "abyśmy otrzymali miłosierdzie i łaskę znaleźli ku pogodnemu ratunkowi" (Hbr 4,16).

33. W tej zaś oktawie - którą na całej kuli ziemskiej poświęcić pragniemy przebłaganiu za występki, świętej ascezie, poskramianiu namiętności i osobnym publicznym modłom - niech wierni powstrzymują się od widowisk, zabaw i rozkoszy cielesnych, chociaż skądinąd godziwych; ci zaś, którzy większą zamożnością się cieszą, niech pamiętając o chrześcijańskim umartwieniu ograniczają się nieco w zwykłym, chociażby skromnym trybie życia i to, co sobie odmówili, niech dadzą ubogim, zwłaszcza że hojna jałmużna, złożona ubogim, najwięcej przyczynia się do odpuszczenia win i do uzyskania miłosierdzia Bożego. Ci zaś, co ubóstwo cierpią, albo z powodu bezrobocia i zmniejszonych zarobków żyć muszą oszczędniej, niech duchem chrześcijańskiego umartwienia przejęci, z miłości do Boga cierpliwie znosić usiłują niedostatek - który wskutek ciężkich czasów i ogólnego położenia ich dotknął, do którego przeznaczyła ich w społeczeństwie Opatrzność Boża w niezbadanych, lecz niezawodnie łaskawych wyrokach; dolegliwości ubóstwa, dotkliwsze teraz z powodu powszechnego kryzysu, nie oszczędzającego nikogo, niech przyjmą z rąk Boga z uległością i ufnością, niech umysł i serce wznoszą do owego Boskiego wzoru, postawionego dla wszystkich: do Chrystusa Ukrzyżowanego, rozważając też, że chociaż zajęcie i pracę uważa się słusznie za jedną z największych wartości życiowych, jednak zbawienie ludzkości zawdzięczamy miłości cierpiącego Boga. Niech w tej myśli znajdują najpewniejszą pociechę, że przyjmując po chrześcijańsku trudności i cierpienia, najskuteczniej przyczyniają się do tego, by wcześniej wróciły czasy pokoju i miłosierdzia.

34. Usłyszy zaiste Boskie Serce Jezusa wołanie i prośby swego Kościoła i powie w końcu najukochańszej Oblubienicy, nadmiarem tylu boleści i niepokojów zasmuconej i płaczącej: "Wielka jest wiara twoja! Niech ci się stanie jak chcesz!" (Mat 15,28).

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO APOSTOLSKIE

35. Przejęci tą ufnością, spotęgowaną wspomnieniem Krzyża, bezcennego znaku i narzędzia odkupienia ludzkiego, którego chwalebne znalezienie dziś obchodzimy, udzielamy Wam, Czcigodni Bracia, duchowieństwu i wiernym Wam powierzonym, oraz całemu światu katolickiemu miłościwie Apostolskiego Błogosławieństwa.

Dan w Rzymie, u św. Piotra, 3 maja w Uroczystość Znalezienia Krzyża Świętego 1932 roku, jedenastego Naszego Pontyfikatu.


______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________