_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

środa, 1 listopada 2023

Ks. Marian Morawski SJ: Świętych Obcowanie

 


ŚWIĘTYCH OBCOWANIE

CZĘŚĆ PIERWSZA 

KOMUNIA MIĘDZY DUSZAMI

KS. MARIAN MORAWSKI SI
Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego

DZIAŁ III

KOMUNIA Z NIEBEM

PODDZIAŁ 2

Pożycie mieszkańców nieba między sobą. Obcowanie ich z nami 

 

–––––––


Treść: Prócz posiadania Boga święci w niebie mają jeszcze szczęście dodatkowe. Wyraz zachwyt najlepiej określa stan duszy widzącej Boga. Między tym jednak zachwytem a zachwytami w tym życiu na ziemi jest różnica radykalna. Zajmowanie się stworzeniami leży poza sferą istotnego szczęścia błogosławionych, bo posiadanie Boga jest pełnią szczęścia. Uczucia dla stworzeń mogą być mimo to u niebian nawet intensywne. Święci obcują między sobą. Mówi nam o tym Pismo św. Starego i Nowego Zakonu. Tak samo tę prawdę pojmują starzy chrześcijanie w epitafiach i pisarze i Ojcowie współcześni. Ojcowie pocieszają wiernych, że odnajdą w niebie drogich zmarłych. Myśl ta i dla nas ma być pociechą. Dlatego Bóg obowiązuje nas przykazaniem miłości powszechnej w tym życiu, że powołał nas do społeczności niebieskiej. Święci znają się nawzajem, bo w Bogu widzą i stworzenia. Nadto posiadają prawdopodobnie sposób poznawania stworzeń bezpośrednio. Mają i pewną jakąś mowę, język niebian. Wspomina o tym Pismo św.; a naucza autor «Niebieskiej hierarchii» wraz ze św. Tomaszem. Miłość między świętymi odpowiada znaniu się wzajemnemu. Miłość ta doskonałą jest. I w niebie jest ordo caritatis. Niebianie tych kochają więcej, którzy są doskonalsi. Należy jednak przypuścić, że w szczególniejszy sposób kochają tych, którzy im byli bliżsi na ziemi. Racja: te ziemskie stosunki wiążą się pod kierunkiem ręki Bożej. Potwierdzają to Ojcowie i mistycy. Wszelkie związki dusz, wytworzone na ziemi, mogą się i w niebie utrzymywać. Świętych napełnia radość z ich pożycia między sobą. Przedsmak tego miewamy i na ziemi. Ślicznie o tym pisze św. Katarzyna Genueńska. Cieszą się niebianie człowieczeństwem Chrystusa, i Matką Najświętszą, i aniołami, i świętymi. Obcowanie świętych jest dla nich drugim jakby niebem. Święci są w komunii z nami. Określił to Kościół. Poucza o tym Pismo Starego i Nowego Zakonu. Autorowie ksiąg Nowego Zakonu wzywają do modlitwy za Kościoły i za współbraci. Śmierć nie stoi świętym na przeszkodzie, aby w niebie za innymi się przyczyniali wbrew reformatorom XVI wieku. Chrześcijanie pierwszych wieków mocno wierzyli w to wstawiennictwo świętych. Idąc na męczeństwo, przyrzekali przyjaciołom pamiętać o nich w niebie. Po dokonaniu męczeństwa zaraz chrześcijanie modlą się do umęczonego. Święci władają ziemią, bo są równouprawnieni z aniołami; Chrystus zaś dopuszcza swoich świętych do udziału w rządach swych królewskich. Najwyraźniej jest nauka o tym wypowiedziana w Apokalipsie. Potwierdzają ją inne pisma Nowego Zakonu. Wzmianki o tym królowaniu są i w tradycji kościelnej, w klauzuli dekretów papieskich, w Prefacji na święta Apostołów. Rządzenie to analogiczne jest do rządzenia aniołów. Wpływ świętego na ludzkość nie jest nieograniczony. Udział świętych w rządach świata jest według Serca Jezusowego. Po zmartwychwstaniu koniec królowania świętych na ziemi.

 

––––––

 

Pożycie mieszkańców nieba między sobą


Mówiliśmy dotąd o zachwycie duszy w posiadaniu Boga tak, jak gdyby nic innego w niebie nie było: bo rzeczywiście ten zachwyt całkowicie uszczęśliwia duszę – podobnie jak i samego Boga posiadanie siebie odwiecznie uszczęśliwia. Obok tego jednak jest rzeczą pewną, że święci mają jeszcze inne funkcje i radości – które wszelako do istoty ich szczęścia nie należą, bez których byliby niemniej doskonale szczęśliwi.


Jakżeż to wszystko jest możliwym? Zastanówmy się nad tym. Używaliśmy z umysłu wyrazu zachwyt, bo zdaje nam się, że ze wszystkich słów, jakie posiadamy, ono jeszcze najlepiej charakteryzuje ten stan duszy widzącej Boga; i pewnie zjawiska zachwytów, jakie się zdarzają w sferze doświadczalnej: zachwyty naturalne, wobec odkrytych prawd lub piękności, a jeszcze więcej zachwyty nadnaturalne, których doznają w tym życiu święci, zbliżają się, więcej niż co innego na ziemi, do owego stanu niebian. Jest jednak między tym a owym stanem radykalna różnica: zachwyty ziemskie ubezwładniają duszę do wszelkich innych świadomych funkcyj – z przyczyn psychologicznych, łatwo zrozumiałych. Siły duszy naszej są, jak wiemy, ograniczone; pole zwłaszcza świadomości naszej jest tak ciasne, że tylko małą część tego, co się w duszy dzieje, w danej chwili ogarnia. Stąd, gdy przedmiot jaki, ogromnie wielki lub piękny, przedstawia się umysłowi, może on do tego stopnia skoncentrować, nie tylko uwagę lecz i świadomość całą, że wszelkie wrażenia z zewnątrz pochodzące (głosy, dotknięcia, ukłucia) wcale do świadomości nie dochodzą. Świadomość wówczas nie jest właściwie zawieszoną, ale jest skoncentrowaną potężnie w przedmiocie zachwytu. W widzeniu błogosławionym rzecz się ma inaczej: moc widzenia Boga jest, jak widzieliśmy, jakoby nową, wyższą potencją, dodaną rozumowi, i dodającą mu zupełnie nowy sposób działania. W tym tkwi możliwość, żeby umysł błogosławionych, jakoby zdwojony, zarazem widział Boga, zachwycał się Nim w najwyższym stopniu, i zarazem zachowywał całą swą zdolność do zajmowania się zewnętrznie stworzeniami.


Możliwym też jest, żeby to zajmowanie się stworzeniami zostawało poza sferą istotnego szczęścia błogosławionych: dlatego że wnętrze duszy, widzącej Boga, już jest napełnione szczęściem. My, w tym życiu, nie posiadając jeszcze najwyższego dobra, jesteśmy głodni szczęścia, głodni prawdy, miłości. Zaprzątnięcie zjawiskowym światem trochę nam świadomość tego głodu stłumia (lub oszukuje); głód ten jednak, ta próżnia szczęścia, jest na dnie duszy, jest tłem życia naszego. Stąd każda odrobina dobrego, jaką spotykamy w stworzeniach, przedstawia się nam jako część łaknionego szczęścia – i rwie nam się serce do każdej takiej odrobiny dobra – a gdy nam jej nie dają, czujemy żałość, jak gdyby nam coś szczęścia wyrywano. Głód szczęścia w nas ukryty w tym wszystkim się odzywa. W niebie przeciwnie tłem życia duszy jest pełnia szczęścia, posiadanie Boga, nasycające duszę doskonale. Uczucia, jakie ona ma dla stworzeń, nie rodzą się w niej z potrzeby szczęścia, jak w nas; ale odwrotnie, z pełni szczęścia posiadanego wypływają, jako życzenia szczęścia drugim – z miłości doskonałej Boga, jako refleks miłości na wszystko, w czym jest coś Bożego – podobnie jak i u Boga, miłość ku stworzeniom jest refleksem miłości koniecznej swej Istoty.


Uczucia takie – rozumiemy już to do pewnego stopnia – mogą być nawet intensywne, a jednak nie dosięgać istoty szczęścia. Dusza błogosławiona, gdy spotyka w niebie inne dusze sobie drogie, cieszy się tym; gdy wyjednywa łaskę ludziom żyjącym, których kocha, cieszy się; ale ta radość nie jest – jak bywa na ziemi – częścią ni warunkiem jej szczęścia. Gdy znowu nie znajduje kogo ze swoich w niebie, gdy modli się i stara się o coś, czego, bądź wola Boża, bądź zła wola ludzi nie dopuszcza (1) – to ubytek ten radości, jaką by miała ze spełnienia tych życzeń, nie jest ubytkiem jej szczęścia. Ona jest szczęśliwa Bogiem (2).


Powiedzieliśmy, że pewną jest rzeczą, iż święci prócz posiadania Boga cieszą się stworzeniami; w pierwszym rzędzie, znają się i obcują między sobą. Istotnie Pismo św., w wielu miejscach nawet Starego Zakonu, opisuje nam aniołów obcujących między sobą i udzielających, jedni drugim, pewnych posłannictw (3). – Jeszcze wyraźniej Nowy Zakon przedstawia nam niebo, jako królestwo, jako miasto, πόλις, społeczność świętych i aniołów. Tak o nim mówi raz po raz Chrystus w Ewangelii. Tak je opisuje św. Jan w Apokalipsie. Św. Paweł, pisząc do Żydów, którzy opuściwszy Synagogę wstąpili do Kościoła, mówi im, że tym samym przyłączyli się do niebieskiego miasta, zawierającego i aniołów i dawnych patriarchów i dusze wiernych, którzy już zasnęli w Panu (4); co wymownie podnosi św. Chryzostom: «Chcesz dowodu, że i miasto jest tam na górze, i Kościół, i świętowanie? słuchaj Pawła mówiącego: Przystąpiliście do miasta Boga żyjącego, do Jerozolimy niebieskiej i do Kościoła starodawnych, którzy spisani są w niebie, i do pocztu wiela tysięcy aniołów» (5). Tak samo starzy chrześcijanie pojmują pożycie w niebie męczenników i innych dusz już uwieńczonych z nimi. Widzieliśmy, w ich grobowych napisach (6), jak się cieszą myślą, że drogie im dusze żyją w towarzystwie świętych cum spirita sancta, μετα των αγίων; jak zapraszają świętych na spotkanie tych niewinnych dziatek, które do ich królestwa przesłali; jak pewni są, że je Kościół niebieski z macierzyńską radością przyjmuje na swe łono:

 

Quam te laetum excipiet mater ecclesia de hoc mundo revertentem! (7).


Epitafiom wtórują współcześni pisarze i Ojcowie. «Do lepszego stanu przeznaczeni jesteśmy, pisze Tertulian; zmartwychwstaniemy na duchowe pożycie między sobą (a nie cielesne, jak w małżeństwie ziemskim), i rozpoznamy tak siebie jak i drugich» (8). Cyprian św., pod koniec ślicznego swego dziełka o śmiertelności, unosi się i czytelników unosi radością: «Wielki tam czeka na nas poczet ukochanych...; dostać się nam do widzenia ich, do ich uścisku, co to będzie za radość, im i nam wspólna!». «Wtedy nic nie będzie tajne bliźniemu – dodaje św. Ambroży – nic takiego nie będzie, co by kto zwierzał przed swoimi a przed obcymi ukrywał, kiedy żadnego obcego nie będzie» (9). «Wszyscy znać się będziemy w niebie – tak przemawia z ambony Augustyn. – Myślicie może, iż mię rozpoznacie, boście mnie znali na ziemi, a nie rozpoznacie mego ojca, boście go nie znali? Otóż, powtarzam wam, wszystkich świętych znać będziecie». I zaraz tłumaczy, jakim sposobem będą się znać w niebie: «Widzieć tam będą w boski sposób, bo Boga pełni będą» (10). Tak samo nauczają: św. Ireneusz (11), św. Hieronim (12), św. Chryzostom (13), Grzegorz Wielki (14). – Pocieszają też często wiernych Ojcowie św., upewniając ich, że odnajdą w niebie drogie osoby, które im tu śmierć wydarła. Co więcej, sami się tym pocieszają. Ambroży po śmierci brata Satyra (15), Augustyn po zgonach matki, Alippiusza i innych przyjaciół, Bernard po stracie brata ukochanego Gerarda (16), osuszają swe łzy słodką nadzieją, że będą się cieszyć ich towarzystwem w niebie (17).


Kiedy Ojcowie Kościoła cieszyli się myślą, że krewnych swoich w niebie zobaczą, toć i my pociechy w tejże myśli szukać możemy. Nie powinniśmy jednak tak rzeczy sobie przedstawiać, jakoby Bóg dlatego ustroił to pożycie między ludźmi w niebie, ażeby nie zrywać związków, w które zdarzyło im się wejść na ziemi. Odwrotnie, Bóg zamierza najprzód ową społeczność niebian. Sam, choć doskonale szczęśliwy znaniem i kochaniem siebie, upodobał sobie w tym, żeby i stworzenia uczestniczyły w Jego szczęściu; podobnie chce, żeby stworzenia te, nie tylko cieszyły się widzeniem i miłością Jego, lecz i między sobą znały się i kochały i społeczność wieczną tworzyły. I dlatego właśnie obowiązuje nas w tym życiu przykazaniem miłości powszechnej: że powołani wszyscy jesteśmy do kochania się wiekuiście w Ojczyźnie. I dlatego też objawił nam w tym życiu istnienie aniołów, a im posługi względem nas zlecił: że i aniołowie do tejże samej społeczności szczęścia i miłości należą. I kiedy dziś na ziemi zawiązują się między nami, po Bożemu, stosunki pokrewieństwa, przyjaźni w Bogu, rozmaitych zależności duchownych czy świeckich, służących do dobrego – to każdym szczegółem, każdym doborem dusz kieruje ręka Opatrzności: na to, byśmy kiedyś w niebie nie tylko Jej, ale i jedni drugim w pewnej mierze, zawdzięczali zbawienie i dziękowali za nie.


Jakim sposobem, jakim rodzajem wiedzy święci znają się nawzajem? Najprzód to samo tak zwane «światło chwały», które ich uzdalnia do widzenia Istoty Boskiej, daje im też w pewnej mierze widzieć w Bogu stworzenia. Bóg, patrząc na swą istotę, zna nie tylko siebie ale i wszystkie istniejące i możliwe rzeczy – nie jakoby te rzeczy były formalnie w Bogu, ale że Boska istota jest ich źródłem i pierwowzorem: przez co Boski intellekt upatruje je w niej, jako jej odblaski i odwzorowania. Otóż święci, uczestnicząc w widzeniu tejże najwyższej Istoty, mają też udział, w jakiejś mierze, według nauki Ojców i teologów, w tym widzeniu stworzeń w Stwórcy. – Jak daleko sięga sfera tego widzenia, tego ogólnie określić nie możemy. Przypuszczają powszechnie ze św. Tomaszem, że święci przynajmniej to widzą w Bogu, co do nich należy, co wchodzi w sferę ich działalności w niebie. Widzą nawet, jak w swoim miejscu wykażemy, cześć, jaką im na ziemi oddajemy, słyszą modlitwy wznoszące się ku nim; tym bardziej widzą i znają jedni drugich w niebie (18).


Oprócz tego posiadają pewnie święci sposób poznawania stworzeń bezpośrednio, wiedzę czerpaną ze samych stworzeń. Ludzkiemu umysłowi Chrystusa przypisuje teologia, prócz wiedzy z intuicji Bóstwa pochodzącej, jeszcze drugą wiedzę, którą wprawdzie nazywa «wlaną», ze względu na sposób, w jaki dana Mu była w pełni od pierwszej chwili – ale której naturę określa jako najwyższy rozkwit naturalnego ludzkiego poznawania. I święci w niebie taki rodzaj wiedzy mieć muszą, bo ich też naturalny sposób poznawania podobnego rozkwitu wymaga. – Św. Augustyn w niejednym miejscu, wykładając dzieło sześciodniowego stworzenia, którego świadkami byli aniołowie, dwojaką przypisuje im wiedzę: jedną, którą widzą świat w Bogu, drugą, którą poznają Go w samym sobie. Pierwszą, nierównie jaśniejszą, nazywa «poznaniem rannym», drugą «poznaniem wieczornym» (19). Tę samą naukę, z tymiż wyrazami, przejmuje św. Tomasz (20), i wprowadza ją w scholastykę.


Mają wreszcie święci – skoro są społeczeństwem – jakiś sposób udzielania, gdy chcą, drugim swych myśli, przez jakieś ich wyrażenie, czy uzewnętrznienie, ich stanowi odpowiednie. Nazwać to możemy językiem niebian – skoro i św. Paweł wspomina gdzieś o «języku aniołów» (21). – Na czym polegać może to uzewnętrznienie myśli u niebian, tego, nie mając danych z objawienia, odgadnąć nie możemy. Cóż w tym dziwnego? Gdybyśmy nie znali doświadczenia tak prostego, a tak przedziwnego sposobu, jakim, przez poruszenie ust i falę powietrza, udzielamy sobie nawzajem myśli najbardziej subtelnych i oderwanych – nigdy byśmy ani możliwości tej mowy ziemskiej nie odgadli. – Natomiast wiele mamy dowodów na to, że taka mowa w niebie istnieje, że święci dają poznać jedni drugim swe myśli i chcenia.


Pismo Starego Zakonu w wielu miejscach wspomina o takim mówieniu aniołów między sobą; Apokalipsa znowu to samo przypisuje i innym świętym (22). Autor «Niebieskiej hierarchii» uczy, że aniołowie najwyższych chórów oświecają niższych, a ci jeszcze niższych. Oświecanie to nie może oczywiście dotyczyć samego widzenia Bóstwa: bo to, jak widzieliśmy, nie inaczej, jak z bezpośredniego zetknięcia duszy z Bóstwem wynika; odnosić się więc ono musi do innych rzeczy, które najwyższe duchy lepiej poznają, bądź w Bogu, którego są najbliżsi, bądź własną inteligencją, i względem których udzielają niższym światła – i zapewne impulsu. A jeżeli takie oddziaływanie ma miejsce między aniołami, to zarówno i między duszami świętych: boć i one teraz do tychże samych chórów należą. Św. Tomasz uzupełnia pięknie tę naukę, dodając, że na szczycie tej całej hierarchii stoi dusza Chrystusa, i ona najwięcej udziela światła chórom błogosławionych (23). Tak Bóg jest słońcem wiecznego miasta, «a Baranek Jego świecą» (24).


Znaniu się świętych między sobą odpowiada miłość wzajemna. Jest to znowu ta sama miłość, która zrodziła się i wzrosła w ich sercach w tym życiu, którą kochali tu Boga i bliźnich dla Boga – ta sama, którą teraz pałają ku Bogu wieczyście, a w Bogu kochają jedni drugich, wiedząc jak każdy jest Bogu miły i do Boga podobny. Że miłość ta, choć substancjalnie ta sama, aktualnie jednak bez porównania gorętszą jest, niż mogła być na ziemi, to się łatwo rozumie. Tu na ziemi dusza, jakkolwiek doskonała, ma zawsze jakieś resztki wad, jakieś szczątki miłości własnej, które jej cośkolwiek przeszkadzają w kochaniu bliźniego; i bliźni też ma jakieś ułomności, które ostudzają miłość ku niemu. W niebie, ani tej ani tamtej przeszkody nie będzie: wszyscy będą doskonali i takimi widzieć się będą. A co najważniejsza, źródło, przyczyna tej miłości między świętymi, tj. miłość ich ku Bogu, jest w niebie, jakeśmy w swoim miejscu wyłożyli, niepojęcie intensywniejsza i nieporównanie gorętsza, niż może być w tym życiu. Toteż najwięcej potęguje miłość świętych między sobą.


Czy święci się w jednakim stopniu miłują? Pewnie, jak w tym życiu ma miejsce hierarchiczny porządek miłości, ordo caritatis, tak a fortiori istnieje taki porządek w niebie. W tym życiu mamy obowiązki pierwszeństwa w miłości względem rodziców i innych, blisko nas lub nad nami postawionych; kto zaś z bliźnich jest doskonalszy, Bogu milszy, o tym mało wiemy. W niebie, gdzie stopnie doskonałości świecą jak gwiazdy, a miłość, jaką mają jedni ku drugim, zstępuje wyłącznie z miłości Bożej: jest rzeczą prostą, że tych kochają więcej, których widzą doskonalszymi i milszymi Bogu. Tę normę uznają teologowie za główną w porządku miłości niebieskiej. Obok niej jednak, przypuścić trzeba i drugą, analogiczną do ziemskiej: że mieszkańcy nieba kochają też w szczególniejszy sposób tych, którzy im są bliższymi (25), tj. z którymi zrządzenie Boże zbliżyło ich w tym życiu: rodziców, dzieci, przyjaciół w Bogu, tych, co im do zbawienia pomogli – może i takich, u których spotykają w niebie indywidualny ustrój tajemniczo harmonijny ze swoim.


Racja, która nas o tym przekonywa, jest ta, że nawet owe ziemskie między ludźmi stosunki wiążą się, jakeśmy wyżej wyłożyli, nie przypadkowo, lecz pod kierunkiem ręki Bożej i z odnośnią do niebieskiej społeczności. Powag zaś na poparcie tego zdania moglibyśmy przytoczyć wiele, nawet Ojców Kościoła i wielkich mistyków. Już Tertulian pisał, że coś z małżeńskiego związku, to co w nim najszczytniejszego, zostaje na wieczność: to jest wierność serca (26). Św. Cyprian, jakeśmy już słyszeli, zachęcając wiernych do nielękania się śmierci, upewnia ich, że czekają na nich w niebie rodzice ich, bracia, dzieci, i cieszyć się tam będą z nimi (27). Św. Teresa, przeniesiona raz będąc w zachwycie do nieba, spotyka tam najpierw dwie osoby, którymi są – jej ojciec i matka (28). Co do trwania w niebie przyjaźni, które się tu w Bogu zawiązały, energicznie wyraża się św. Hieronim: «Przyjaźń, która koniec mieć może, nigdy prawdziwą przyjaźnią nie była» (29). I znowu Cyprian św., pisząc do przyjaciela swego św. Korneliusza papieża, w przededniu prześladowania, prosi, by się dalej modlili jeden za drugiego i pokrzepiali nawzajem: ażeby i na tamtym świecie – jak mówi – «przyjaźń nasza trwała jeszcze u Pana» (30). To samo, tylko jeszcze wymowniej, o takich przyjaźniach naucza św. Salezy: «Przyjaźń taka, pisze, będzie doskonałą: bo od Boga pochodzi; bo do Boga zmierza, bo węzłem jej jest Bóg, bo trwać będzie wiecznie w Bogu... tak, iż powiedzieć można, że Bóg zlał na tę przyjaźń błogosławieństwo i żywotność na całą wieczność» (31).


Jeżeli związki rodzinne i przyjaźnie mogą się w jakiejś mierze utrzymywać w niebie, to i inne związki dusz, wytworzone bądź przez życie narodu, bądź przez ustrój zakonu, bądź innymi sposoby, mogą się podobnie zachowywać. I kiedy czytamy w brewiarzu o św. Stanisławie Kostce, że mnogimi zasłynął cudami «w swojej zwłaszcza Polsce» (32) – to rozumieć możemy, że i w niebie nasz święty szczególny afekt do rodaków zachowuje. Ani rodzina oczywiście, ani naród – jak je na ziemi pojmujemy – nie mogą mieć miejsca w wiekuistej Ojczyźnie; naturalne jednak skojarzenia i typy, które się w tych warunkach na ziemi wyrobiły, mogą się w coś niebieskiego przeobrazić; i na to się – powtarzamy – tu na ziemi pod ręką Boga wyrabiają, by służyły do zbudowania nieskończenie bogatej, a różnorodnej architektury niebieskiego miasta (33).


To znanie się, ta miłość świętych między sobą, musi ich – któż o tym wątpić może? – niewysłowioną napełniać radością. W ziemskiej nawet sferze, rozmowa i pożycie poufałe z ludźmi szlachetnego charakteru, wykształconymi, delikatnymi w obejściu, jest jedną z większych uciech, jakich doznać można. Kiedy zaś przyjaciele należą do dusz znających Boga wnętrznie i gorąco Go kochających – kiedy zwłaszcza mówią o tej miłości, która napełnia ich serca i węzłem jest ich przyjaźni – wówczas zażywają rozkoszy duchowej, o której ziemskie przyjaźnie ani wyobrażenia nie dają, i którą, nie bez słuszności, przedsmakiem nieba zowią. Śliczne rzeczy czytamy o tym u świętych. «Kiedy ta dusza – tak pisze o sobie św. Katarzyna Genueńska – znajdowała się w towarzystwie kilku swoich przyjaciół duchownych, i mówiono o miłości Bożej, wtedy to zdawało im się – wszystkim razem i każdemu z osobna – że już są w niebie. O słodkie rozmowy, jakie się wtenczas prowadziły! I ten co mówił, i ten co słuchał, karmili się potrawą duchowną, pełną słodyczy i wdzięku. Czas tak prędko uciekał, że nie dawał się nam nasycić; ale wszyscy byli tak rozżarzeni i rozpłomienieni, że nieraz już mówić nie mogli, tym mniej się rozstać; i zdawali się jakby nieprzytomni. O uczty miłości! o słodkie potrawy, wdzięczna jedności, urocze towarzystwo! O niczym innym nie rozmawiano, jak o miłości Boskiej, o jej działaniach, o sposobach usunięcia wszystkiego, co jej przeszkadza...» (34). Czymże więc musi być obcowanie świętych w niebie – jaka radość tryskać z niego musi – kiedy święte przyjaźnie na ziemi, z wszystkimi radościami swymi, są tylko podścieliskiem, jak już wiemy, i dalekim przygotowaniem niebieskich?!


Cieszą się przede wszystkim święci człowieczeństwem Chrystusowym – Jego najsłodszym obliczem, z którego wszelka piękność i dobroć i szczęście na nich promienieje – Jego sercem, w którym Boska miłość po ludzku ich kocha. Cieszą się Jego ranami, w których czytają, jak drogo ich od zatraty wykupił; i – podobnie jak rozbitkowie ocaleni, już w porcie, z radością i wdzięcznością, spotęgowaną przez grozę przebytych niebezpieczeństw – tulą się do nóg Tego, co się rzucił za nimi w nurty, i śpiewają mu dziękę, którą Jan podsłyszał. «Błogosławieństwo i moc i cześć i chwała siedzącemu na stolicy i Barankowi na wieki wieków...: iżeś jest zabit, i odkupiłeś nas Bogu przez krew Twoją ze wszelkiego pokolenia... i uczyniłeś nas Bogu naszemu królestwem» (35).


Cieszą się też Matką Najświętszą, tym drugim arcydziełem wszechmocy i wszechdobroci Boskiej. Widzą nieprzebrane skarby macierzyństwa w dziewiczym sercu złożone; widzą przedziwny udział, jaki wzięła w zbawieniu każdego z nich. Cieszą się wszystkimi chórami aniołów; wszystkimi świętymi, których miłość, na padole łez zdobyta, między tymiż chórami rozmieściła. – Cieszą się, nie wszystkimi zbiorowo, ale każdym z osobna. My tu na ziemi jesteśmy tak ograniczeni, że niewielu tylko znać i kochać możemy indywidualnie; ogół zaś bliźnich miłujemy ogólnikowo. Oni tam znają każdego indywidualnie, każdego też indywidualnie kochają; cieszą się osobistym pożyciem z każdym; wreszcie – na to szczególną zwróćmy uwagę – kochając każdego z świętych, cieszą się tym, że jest święty i szczęśliwy na wieki. I tak, to szczęście dodatkowe pomnożone jest w każdym świętym tyle razy, ile jest wybranych w niebie.


Powiedzieć w końcu można, że obcowanie świętych między sobą jest dla nich drugim niebem – małym niebem, wobec posiadania Boga, ale w sobie niezmiernie wielkim (36).

 

* * *


Obcowanie mieszkańców nieba z nami


Jeżeli tyle mamy danych o obcowaniu świętych między sobą w niebie, to jeszcze więcej wiemy o ich obcowaniu z nami. To nas w tym życiu jeszcze bardziej obchodzi, i dlatego o tym nas poucza wiara najwyraźniej.


Dziś rzecz ta jest różnymi orzeczeniami Kościoła określona. W szczególności Trydencki sobór nauczać każe: «że święci z Chrystusem królujący ofiarują Bogu swe modły za nas; że dobrą i pożyteczną jest rzeczą kornie ich wzywać, i dla otrzymania dobrodziejstw od Boga, przez Syna Jego Jezusa Chrystusa, jedynego Odkupiciela i Zbawcy naszego, do ich modlitw, opieki i pomocy się uciekać» (37). Lecz, cofając się wstecz – aż do epoki pierwotnego Kościoła – już i tam znajdujemy świadomość tego dogmatu bardzo jasną.


Pouczało już o nim Pismo Starego Zakonu. Przed przyjściem Chrystusa, kiedy jeszcze nie ma innych świętych w niebie, prócz aniołów – aniołowie ci występują co krok, jako czynnie opiekujący się losami ludzkości, a w szczególności narodu wybranego. Aniołowie okazują się patriarchom i zwiastują im wybranie Boże; anioł prowadzi Izraela przez puszczę; anioł raz po raz rozgramia jego nieprzyjaciół; aniołowie pośredniczą w daniu Mojżeszowego prawa i różnych dobrodziejstw Bożych. Aniołowie nie tylko Izraelowi przewodzą, lecz i innym narodom: Persowie, jak czytamy w proroctwie Daniela, mają także swego nadziemskiego «księcia», który przez dziesięć dni opiera się Gabrielowi, chcącemu wyprowadzić Izraelitów z Persji (38). Nie tylko narodami się opiekują, lecz i pojedynczymi ludźmi: czego prześliczny mamy okaz w historii Tobiasza. Pismo nie tylko poucza o tej opiece i rządzie aniołów, lecz każe ich czcić, słuchać, bać się kar, które zesłać mogą na nieuległych (39). Przedstawia też aniołów, jako wstawiających się gorącymi modły za lud Boży (40); jako współbolejących nad jego nieszczęściami (41); jako zanoszących przed tron Boży i ofiarujących Panu modlitwy i dobre uczynki sprawiedliwych (42). Wreszcie, choć dusze świętych w owym czasie nie były jeszcze, jak wspomniałem, w obliczu Boga, lecz na łonie Abrahamowym, jednak Księgi Machabejskie uczą, że i tam modliły się za swych braci walczących na ziemi (43).


Nowy Zakon naukę o czynności aniołów na ziemi przejmuje i pogłębia. Jedno słówko Chrystusa w Ewangelii – że aniołowie maluczkich zawsze widzą oblicze Ojca – całą rzecz o Aniołach Stróżach przedziwnie rozwidnia (44). Św. Paweł uczy, że aniołowie uczestniczą w liturgicznych zebraniach wiernych, i że, przez wzgląd na należne im uszanowanie, skromności przestrzegać każe (45). Apokalipsa – pisana nieco później, kiedy się srożyło prześladowanie i kiedy już pewna liczba chrześcijan była uwieńczona – przedstawia w niebie nie tylko aniołów ale i innych świętych, w funkcji pośredniczenia za żyjących i ofiarowania Bogu ich modlitw. Gdy opisując owych dwudziestu czterech starców, siedzących u stóp tronu Baranka, wkłada w ich ręce «czasze złote, pełne wonności, którymi są modlitwy świętych», to oczywiście tę myśl wyraża (46).


W ogóle jednak, kiedy się pisały księgi Nowego Zakonu, jeszcze i Matka Boska i Apostołowie i inni znakomitsi święci, których miał później Kościół czcić i wzywać, byli przeważnie między żyjącymi; nie nasuwała się więc sposobność mówienia o przyczynie świętych w niebie. Ale dużo i z naciskiem mówią autorowie tych ksiąg o przyczynianiu się świętych żyjących, czyli sprawiedliwych, jednych za drugich: proszą usilnie wiernych, nakazują im, żeby modlitwą wspomagali prace apostołów; sami się wiele modlą za Kościoły i modlić obiecują. Wykazaliśmy to wieloma cytatami w dziale I (47). Otóż jeżeli święci żywi za żywych modlić się skutecznie mogą, wedle Pisma – jakżeżby tego czynić nie mogli po śmierci? Czy śmierć jest czym innym dla świętych, jak przejściem do lepszego życia?


Reformatorom XVI wieku wydało się, że musi coś temu przeszkadzać. Jedni, (szczególnie Kalwin) szukali tej przeszkody w wysokości stanu błogosławionych w niebie i twierdzili, że to zajmowanie się ziemskimi sprawami nie przystoi ich wielkości. Drudzy znowu utrzymywali, że to pośredniczenie świętych uwłaczałoby godności Chrystusa, który jest jedynym pośrednikiem naszym. Ale już w tymże XVI w. dzielny szermierz wiary, Eck, przyciskał protestantów do ściany tym dylematem, z którego po dziś dzień wykręcić się nie potrafili: Jeżeli święci w niebie nie modlą się za nas, to przyczyną jest jedno z dwojga: albo to modlenie się jest rzeczą za niską, niegodną ich – a w takim razie tym mniej byłaby godną Chrystusa, któremu jednak Pismo najwyraźniej przyznaje, że się wstawia za nami w niebie; albo znowu to modlenie się jest rzeczą za wysoką dla świętych, jedynie Chrystusowi właściwą – a w takim razie tym mniej żyjącym godziłoby się modlić za drugich: co jednak Pismo tak jawnie pochwala (48).


Bądź co bądź dawnym chrześcijanom, z epoki męczeństw i katakumb, żadna o tym wątpliwość przez myśl nie przechodziła. Kreśląc epitafia swym umarłym, prosili w nich braci żyjących o modlitwy za dusze zmarłych – i z tą prostotą i pewnością siebie, prosili męczenników i w ogóle świętych w niebie, o wyjednanie tym duszom refrigerium i pacem. Dosyć napisów, jednych i drugich, podaliśmy w II dziale tej pracy (49). A nie tylko modlitwy za zmarłych wyryły się w katakumbach: chrześcijanie, cisnąc się ze szczególnym nabożeństwem do krypt zawierających zwłoki sławniejszych męczenników, polecali ich przyczynie wszystko co mieli na sercu – i duchowe potrzeby i ziemskie troski – a gorące swe prośby kreślili naiwnie, byle jakim ostrzem po ścianach. Krypta np., w której złożono św. Sykstusa II, cała pokryta jest takimi grafitami: Suste – sancte Suste in mente habeas in horationes Aureliu Repentinu. – Petite spirita sancta ut Verecundus cum suis bene naviget – Otia petite et pro parente et pro fratribus eius (50). – Wierzyli oczywiście ci ludzie, że święci w niebie słyszą ich prośby, i że przyczyną swoją pomóc im mogą.


Wreszcie, gdy sami już stali jedną nogą w niebie, gdy szli na męczeństwo, przyrzekali bez wahania przyjaciołom, pamiętać o nich przed Bogiem; przyjmowali z całą prostotą ich zlecenia do nieba. Pełne są Akta Męczenników takich wynurzeń. Znajoma już nam św. Potamiena, doznawszy pomocy od poganina jakiegoś, Bazylidyasa, obiecuje mu, «że po śmierci swej wyprosi u Pana jego zbawienie, i wypłaci się wkrótce za jego dobrodziejstwa» (51). Gdy św. Juliusza prowadzą na stracenie, przybliża się żołnierz, skrycie wyznający Chrystusa, Hozychiusz, i mówi mu te śliczne prostotą słowa: «Proszę cię, Juliuszu, spełń radośnie coś przyrzekł: bierz koronę, którą Pan obiecał dać tym, co Go wyznają; a pamiętaj o mnie; bo i ja za tobą idę. Pozdrów też serdecznie Pasikrata i Palencyona, sług Bożych, którzy dobrym wyznaniem wyprzedzili nas u Pana». Juliusz uścisnął go i odpowiedział: «Bracie, śpiesz się przyjść. Ci, których mi pozdrowić każesz, już usłyszeli twoje zlecenia» (52).


W końcu, skoro męczennik oczy zamknął na ziemi, już zaczynają chrześcijanie modlić się do niego: już ofiarą eucharystyczną obchodzą jego tryumf, przy świętych zwłokach jeszcze ciepłych, i wyraźnie swą komunię z męczennikiem stwierdzają. W Aktach św. Tryfona i Respiciusza czytamy: «Zeszli się (zaraz po ich zgonie) pobożni mężowie i kapłani Pańscy, i świętowali (dedicaverunt) ich męczeństwo z wszelką czcią, i uczestniczyli z należnym uszanowaniem w tajemnicy zbawienia naszego, polecając swe dusze przyczynie świętych męczenników» (53). – W Aktach św. Perpetuy i Felicyty czytamy, na końcu wstępu skreślonego przez kogoś ze współczesnych: że w tym celu to pisze, «ażebyście i wy, którzyście te rzeczy widzieli, i wy, którzy dopiero o nich słyszycie, komunię mieli ze świętymi męczennikami, a przez nich z Panem Jezusem Chrystusem» (54). – Świadek męczeństwa św. Ignacego kończy swą relację o nim tymi słowy: «Wtedyśmy Boga dawcę wszelkiego dobra wychwalali, a świętego męża błogosławionym głosili; wam zaś wiadomość o dniu i czasie podajemy: abyśmy się zgromadzali w dzień jego męczeństwa, dla stwierdzenia komunii naszej z mężnym szermierzem i męczennikiem Chrystusa» (55).


Nie ulega więc najmniejszej wątpliwości, że święci w niebie są w komunii z nami, że słyszą nasze modlitwy i wstawiają się za nami. Ale czy na tym wstawianiu się kończy się ich stosunek do ziemi? Żadną miarą: Pismo św. poucza nas, że prawdziwie rządzą Kościołem i ludzkością, i mieszkając w niebie, królują na ziemi.


Już to samo, co Stary Zakon naucza o rządach aniołów w świecie, powinno nas naprowadzić na myśl, że w Nowym Zakonie i święci w tym rządzeniu uczestniczą: boć święci są obecnie, jakeśmy już nieraz zauważyli, zupełnie równouprawnieni z aniołami.


Ale to dopiero wstępny wniosek; idźmy dalej. Nowy Zakon przedstawia nam Chrystusa uwielbionego w niebie, nie tylko jako kapłana, który wstawia się za ludzkość do Ojca, lecz i jako króla, który nią rządzi, z najwyższą władzą od Ojca sobie daną. I, według tegoż Nowego Zakonu, Chrystus nie zachowuje tej władzy królewskiej sobie samemu, lecz do udziału w niej przypuszcza wszystkich świętych swoich. – W Apokalipsie obiecuje On siedzenie na wspólnym ze sobą tronie każdemu, co zwycięży, to jest wszystkim świętym: «Kto zwycięży, dam mu siedzieć ze sobą na stolicy mojej; jakem ja też zwyciężył i usiadłem z Ojcem moim na stolicy Jego» (56). Że rozumieć przez to trzeba stolicę królewską i udział dany świętym w królowaniu nad światem, to jeszcze wyraźniej czytamy w drugim miejscu: «A kto by zwyciężył i zachował aż do końca uczynki moje: dam mu zwierzchność nad narodami; i będzie je rządził laską żelazną, a jako naczynie garncarskie będą skruszone; jakom ja też wziął od Ojca mego» (57). Ostatnie te słowa są widoczną aluzją do psalmu II: «Dam ci narody dziedzictwo Twoje a posiadłość Twoją krańce ziemi; będziesz je rządził laską żelazną, a jako naczynie garncarskie pokruszysz je» (58). Tę zwierzchność nad światem, którą tam Psalmista przepowiada Chrystusowi, a którą Chrystus siedząc na prawicy Ojca sprawuje aż do końca świata, tu Chrystus daje w udziale świętym swoim, ażeby i oni, łącznie z Nim i pod Nim, ludzkością rządzili.


Najwyraźniej wreszcie jest to wypowiedziane w opisie owych dwudziestu czterech starców, których św. Jan widzi przed tronem Boskim, trzymających, jak mówiliśmy wyżej, czary z modlitwami świętych. Ci starcy siedzą też na dwudziestu czterech stolicach i, jako jeszcze wyraźniejsze znamię królewskości, mają na głowach złote korony. Korony te składają kornie u stóp stolicy, na znak, że od Baranka i w zależności od Niego mają tę moc; a zarazem śpiewają pieśń, w której królowanie swoje opiewają: «Odkupiłeś nas Bogu przez krew Twoją z wszelakiego pokolenia i języka i ludu i narodu; i uczyniłeś nas Bogu naszemu królestwem i kapłanami; i będziemy królować na ziemi» (59). Z pierwszych słów widać, że starcy śpiewają tę pieśń w imieniu nie tylko swoim, ale i wszystkich w ogóle świętych; ostatnie zaś słowa najwyraźniej znaczą, że nie tylko w niebie cieszą się chwałą i szczęściem, które królewskość ziemska wyobrażać może, ale prawdziwie z wysokości swych stolic niebieskich sprawują królewskie rządy na ziemi (60).


Nic dziwnego, że Apokalipsa, której właśnie założeniem jest pouczyć nas o niebie, więcej i jaśniej, niż inne święte księgi o tym królowaniu świętych mówi. Ale, w świetle tej nauki, niejedno też znajdujemy w innych pismach Nowego Zakonu. Kiedy czytamy w Ewangelii niebo nazywane tak często królestwem, rozumiemy, że nie tylko szczęście i chwała świętych w tej nazwie się mieści – jak mówiliśmy poprzednio – ale także panowanie ich nad światem. Kiedy Chrystus Apostołom przyrzeka, że będą sądzili dwanaście pokoleń izraelskich, to tę samą myśl jeszcze wspanialej wyrażoną w tych słowach uznajemy. Istotnie czyn sądzenia świata nie jest u Chrystusa funkcją odosobnioną, lecz należy logicznie do Jego królowania, jest najwyższym tegoż momentem; Chrystus, dając Apostołom udział w tym sądzeniu, tym samym udział im daje w swym królowaniu. Wymienia tu szczególnie Apostołów: bo na ich zagadnienie odpowiada, lecz nie mówi o nich wyłącznie (podobnie jak obiecując żywot wieczny tym, co świat opuszczają, nie mówi, że inni żywota mieć nie będą). Inne zaś teksty pokazują, że ta godność na wszystkich świętych się rozciąga: czyli, że w onym dniu straszliwym podsądnymi będą tylko potępieni, wszyscy zaś zbawieni sądzić ich będą z Chrystusem (61). W Psalmie 149, po opisie surowego wymiaru sprawiedliwości, jaki święci nad narodami uczynią, czytamy: «Tać jest chwała wszystkim świętym Jego». W Ewangelii, Chrystus raz po raz tak się wyraża, jakoby wszelakie dobre uczynki uwalniały od sądu: kto wierzy, nie będzie sądzony (62); kto nie sądzi bliźniego, nie będzie sądzony (63); kto w ogóle słucha Chrystusowego słowa, nie przyjdzie na sąd (64). W jednym nawet miejscu dzieli Chrystus ogół zmartwychwstać mających na dwie klasy: jedną nazywa «zmartwychwstaniem żywota», drugą «zmartwychwstaniem sądu» (65). W końcu żadnej już, sądzę, nie zostawia wątpliwości ustęp z Listu do Koryntian, który najwyraźniej wszystkich wiernych, świętymi wówczas nazywanych, wszystkich należących do Kościoła, nie wyjąwszy ostatnich między nimi, zalicza do pocztu przyszłych sędziów świata. Paweł, karcąc Koryntczyków, że w sporach swych udawali się do sądów pogańskich, zamiast wybrać rozjemców spośród siebie, mówi im: Czyż nie wiecie, że święci sądzić będą ten świat? Jeżeli więc sądzić macie świat, i nawet aniołów upadłych, tym bardziej godni jesteście sądzić o drobnostkach ziemskich. Wysadźcie na to sądzenie kogo bądź spośród siebie: każdy z was, choćby najwzgardzeńszy, jest tego godzien, skoro święci mają sądzić świat (66).


W tradycji kościelnej znajdują się też wzmianki o tym udziale świętych w rządach Kościoła i świata. Kiedy się czyta uważnie Ojców, nauczających o nieustającym rządzeniu świętego Piotra w Kościele rzymskim, widzi się, że oni nie tylko o moralnej albo jurydycznej jego obecności w tym Kościele mówią, czyli o tym, że władza jemu powierzona trwa prawomocnie w jego następcach; ale twierdzą, że Piotr we własnej osobie nie przestaje się opiekować powierzoną sobie trzodą: że wpływa z nieba na rządy rzymskiego Kościoła; słowem, że zachowuje ze swą stolicą związek wirtualny. Tak Leon św. – przytoczywszy znane słowa Chrystusa: Ty jesteś opoką – mówi: «Trwa tedy rozporządzenie Prawdy (Chrystusa), i błogosławiony Piotr, trwając w danej sobie stałości opoki, ujętego steru Kościoła nie opuścił... Owszem teraz pełniej i potężniej co mu powierzono wykonywa i wszystko co należy do Pasterskich obowiązków i starań, łącznie z Tym, który go uwielbił, wypełnia. Stąd, jeśli ja cośkolwiek czynię dobrze, lub sprawiedliwie rozsądzam, jeśli coś od miłosierdzia Bożego codziennymi modłami wyjednywam, jest to sprawa i zasługa tego, którego moc w jego stolicy żyje i władza góruje» (67). – Podobnie św. Piotr Chryzolog, pisząc do Eutychesa, który go się radził w sprawie wiary: «Nade wszystko, mówi mu, radzimy ci, Wielebny Bracie, żebyś się zdał z największym zaufaniem na pisma błogosławionego papieża rzymskiego; albowiem błogosławiony Piotr Apostoł, który żyje i prezyduje w stolicy swojej, daje szukającym prawdę wiary» (68).


Formuła prastarym zwyczajem uświęcona należąca po dziś dzień do tak zwanego stylus Curiae, jako końcówka dekretów papieskich, zagraża gniewem błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła tym, którzy by się ważyli owym dekretom się sprzeciwić (69).


W Prefacji, którą śpiewamy we Mszy na święta Apostołów, błaga Kościół wiecznego pasterza: «by nie przestawał trzody swojej przez błogosławionych Apostołów pielęgnować; ażeby ci sami nią rządzili, których jej dał za pasterzy i zwierzchników w zastępstwie swoim» (70).


Jakim jest i na czym zależy to rządzenie świętych? Rządzenie to, jak z wszystkiego cośmy widzieli wypływa, analogicznym być musi do rządzenia aniołów: zawierać musi możność pewnego wpływu osobistego, według rozumu i światła i uczuć, jakie każdy święty posiada; moc dawania pewnych natchnień czy sugestii ludziom; moc poskramiania złych duchów, podobnie jak Rafael skrępował czarta, który córkę Raguela trapił (71). Nie jest też wykluczona pewna moc karania, skoro ją posiadają, jak widzieliśmy aniołowie, i skoro święci, nawet w tym życiu, niekiedy ją okazują: Piotr np. karze śmiercią Ananiasza i Safirę, Paweł ślepotą upornego Elymasa (72).


Pole wpływu każdego świętego na ludzkość ograniczone być musi, bądź miejscem, bądź innymi warunkami, podobnie jak pole stróżowania anioła. Wyżej postawieni święci mają zapewnie moc posyłania niższych aniołów. Wszyscy wreszcie święci królują pod Chrystusem, są Jego narzędziami i ministrami – narzędziami nie martwymi, lecz posiadającymi swój rozum i swą inicjatywę. Naczelny impuls, jaki otrzymują od Chrystusa, kombinuje się przedziwnie z własną ich inicjatywą w wykonaniu. A wszystko niechybnie podlega słodkiej i wszechmocnej opatrzności Boga.


Nade wszystko zaś i najpewniej, ten udział świętych w rządach świata jest ze wszech miar dobroczynny, łaskawy, miłościwy – słowem: według Serca Jezusowego, z którego bierze początek i wzór. Kiedy czytamy w psalmie o Chrystusie: «Będziesz narody rządził laską żelazną, a jako naczynie garncarskie pokruszysz je» – to uważmy, że to się mówi w Starym Zakonie, kiedy straszyć trzeba było narody przyszłą potęgą Mesjasza. W Nowym Zakonie, ta moc straszliwa, zdolna wszelkie zapory pokruszyć, daje się istotnie Chrystusowi. Sam to mówi: «Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi» (73). Ale Chrystus jej używa w sposób, którego ludzie starozakonni nie wyobrażali sobie. Podbija On istotnie wszystkie narody, ale miłością; kruszy swą łaską lepiankę ludzkości i przekształca ją w naczynie wybrane. Grozę i straszliwość swej mocy zachowuje dla tych, którzy stać będą na sądzie po lewicy. Kiedy więc Chrystus, według Apokalipsy, udziela swym świętym tejże mocy, tymi samymi słowy, jakimi Mu ją przyznano w psalmie: «Dam (temu co zwycięży) zwierzchność nad narodami, i będzie je rządził laską żelazną i jako naczynie garncarskie będą skruszone» (74) – to rozumiejmy, że święci, mając udział w panowaniu Chrystusowym, takim samym jak On sposobem, najsłodszym i najzbawienniejszym, panują nad światem.

 

* * *


Tak Chrystus, ze świętymi swymi, «ma królować; aż położy, (wedle słów psalmu) wszystkie nieprzyjacioły pod nogi Jego». Tak naucza Apostoł... «A potem koniec – dodaje tenże – gdy podda królestwo Bogu i Ojcu»: tj. gdy poczet mieszkańców nieba będzie wypełniony, piekło zawarte, śmierć zatracona – wtedy Pan Jezus stawi przed tronem Ojca ukończone dzieło i królestwo swoje. Wtedy zaś koniec tego królowania Chrystusa i świętych na ziemi, o którym nas słowo Boże poucza.


Czy po tym końcu – pyta niejeden – Bóg nowe światy tworzyć będzie? czy znowu panowanie nad nimi świętym poruczy? albo, czy już teraz istnieją gdzieś inne światy, nad którymi może święci królują? O tym żadnych zgoła wskazówek w objawieniu nie mamy. To jedno pewne, że od takiego jakoby zajęcia szczęście świętych jest zupełnie niezależne. Są oni, jak nas niniejsze studium przekonało, doskonale szczęśliwi wiecznym zachwytem w Bogu – i mają naddatek szczęścia w błogosławionym obcowaniu między sobą.

 

O. Marian Morawski SI



Przypisy:


(1) Czytamy u Daniela (X, 13), że anioł stróż Persów usiłował zatrzymać dłużej Żydów w kraju sobie powierzonym, zapewnie, aby tam wiadomość o prawdziwym Bogu dłużej szerzyli; ale że anioł opiekujący się Izraelem uskutecznić mu tego nie dał. W Apokalipsie (VI, 9-11) czytamy, że dusze umęczonych wołały spod ołtarza niebieskiego do Boga, żeby położył już koniec potędze złego na ziemi; odpowiedziano im zaś, że czekać jeszcze muszą, aż się dopełni liczba przeznaczonych im współbraci.

 

(2) Pisarze duchowni podają i drugie tłumaczenie tego zgadzania się świętych, bez żadnej ujmy ich szczęścia, na rzeczy, które by ich po ziemsku smucić mogły: to mianowicie, że wola ich jest doskonale zjednoczona z wolą Bożą i wszelka miłość u nich z miłości Bożej wypływa; stąd skoro wiedzą, że coś jest woli Bożej przeciwnego, tego ani pragnąć, ani kochać nie mogą. Coś podobnego widzimy już w duszach świątobliwych na ziemi; w niebie oczywiście to zjednoczenie jest nieporównanie doskonalsze.

 

(3) Patrz w szczególności dwa pierwsze rozdziały proroctwa Zachariasza, pełne charakterystycznych o tym szczegółów.

 

(4) Żyd. XII, 22, 23.

 

(5) Chryz., Oratio de S. Philogonio.

 

(6) Patrz wyżej działu II, poddział I, str. 105.

 

(7) Tamże: z napisu Magusa, str. 122.

 

(8) De monogamia 10.

 

(9) De obitu Valentiniani.

 

(10) August. Sermo 243, n. 6.

 

(11) C. Haeres. l. II, c. 34, n. I.

 

(12) Epistolarum III Classis, ep. 75 ad Theodorum, n. 2.

 

(13) In Math. homil. 31 (alias 32) n. 4, 5.

 

(14) Dialog. 1. IV, cc. 33, 34.

 

(15) De excessu fratris sui.

 

(16) In cantica, sermo 26.

 

(17) Położyliśmy nacisk na udowodnienie tej rzeczy, dlatego że niektórzy nowsi asceci tak się wyrażają, jakoby w niebie zatopienie w Bogu wykluczało obcowanie świętych między sobą.

 

(18) S. Thom. II, II, q. 83, a. 4 ad 2: suppl. q. 72 a. 1.

 

(19) De Genesi ad lit. l. IV, c. 22; De civit. Dei l. XII, c. 7.

 

(20) S. Th. I, q. 58, a. 6 et a. 7.

 

(21) I Kor. XIII, 1.

 

(22) Jużeśmy takie miejsca przytoczyli, więcej podamy ich niżej.

 

(23) S. Th. III, q. 10. a. 2 i indziej.

 

(24) Apok. XXI, 24.

 

(25) Ten jest też w gruncie sens doktryny św. Tomasza, wyłożonej IIII, q. 26 a. 13.

 

(26) De monog. cap. 10.

 

(27) De mortalitate.

 

(28) Żywot przez nią samą napisany, rozdz. 38.

 

(29) Hieron. Epist. clas. I, ep. 3, n. 6.

 

(30) Epist. IX, ad Cornel. na końcu.

 

(31) Introduction à la vie dévote, III partie, ch. XIX et XX.

 

(32) In sua praesertim Polonia.

 

(33) Zwracamy uwagę na analogię między tym podstawowym prawem całego świata duchowego: że się miłują wzajemnie w stosunku do doskonałości każdego, oraz w pewnym stosunku do bliskości – a prawem ciążenia, które jest podstawowym prawem świata materialnego.

 

(34) Dialogi, cz. III, rozdz. 2.

 

(35) Apok. V, 13, 9.

 

(36) Nie poruszamy tu nawet kwestii o miejscu nieba; bo, pisząc o czyśćcu (patrz wyżej działu II, poddział 4, str. 185 i 186, przypisek) jużeśmy wykazali, że słowa Pisma św., wskazujące niebo w górze, piekło lub czyściec w dole (na czym opierają się hipotezy o topografii zaświata), nie wyrażają wcale fizycznego kierunku lub miejsca, lecz tylko wyższość lub niższość duchową różnych stanów dusz. W rezultacie więc nic zgoła o miejscu nieba nie wiemy. Może dlatego nam Bóg nic o tym nie objawił, że, przy empirycznych naszych wyobrażeniach o przestrzeni, nie moglibyśmy tego należycie zrozumieć. Zresztą nie jest nam to wcale potrzebne.

 

(37) Sessio 25.

 

(38) Dan. X, 13.

 

(39) Exod. XXIII21. «Oto ja poślę anioła mego... Szanuj go i słuchaj głosu jego; ani go lekce poważaj, boć nie odpuści, kiedy zgrzeszysz; i jest imię moje w nim».

 

(40) Zachar. I, 12. «I odpowiedział anioł Pański i rzekł: Panie zastępów, pókiż się Ty nie zlitujesz nad Jeruzalem i nad miastami judzkimi, na któreś się rozgniewał? już to siedmdziesiąty rok jest!».

 

(41) Izaj. XXXIII7. «Aniołowie pokoju gorzko płakać będą».

 

(42) Tob. XII12. «Kiedyś się modliwał z płaczem, i grzebałeś umarłe, i zostawiałeś obiad twój, a kryłeś umarłe przez dzień w domu twoim, a w nocyś je pogrzebał: jam (Gabriel) ofiarował twoją modlitwę Panu».

 

(43) II Machab. XV. Oniasz okazuje Judzie Machabejczykowi Jeremiasza modlącego się za lud Boży.

 

(44) Mt. XVIII10. Z tych słów Chrystusa wynika jasno, że każde nawet dziecko, więc każdy w ogóle człowiek ma swego anioła stróża; i że ci aniołowie nie są na ułomności narażeni (jak sobie niektórzy wyobrażali), ale są już u szczytu doskonałości i widzą Boga twarzą w twarz.

 

(45) I Kor. XI, 10.

 

(46) Apok. V, 8.

 

(47) Poddział 2, str. 57 i nast.

 

(48) Eckius, Enchiridion controv. 14.

 

(49) Poddział 1. Prośby o modlitwę za zmarłych, zwrócone do żyjących: str. 113-116; zwrócone do świętych w niebie: str. 110-111.

 

(50) «Sykstusie!» – «Święty Sykstusie, pamiętaj w twych modłach o Aureliuszu Repentinusie!» – «Uproście, dusze święte, żeby Werekundus z rodziną swą szczęśliwie podróż morską odbył» – «Módlcie się o spokój i dla ojca jego i dla braci».

 

(51) Euseb., Hist. Eccl. l. VI, c. 2.

 

(52) Bolland., Acta s. Julii.

 

(53) Acta Tryph. et Resp. n. 6.

 

(54) Passio ss. Perpetuae et Felicitatis.

 

(55) Acta s. Ignatii.

 

(56) Apok. III, 21.

 

(57) Apok. II, 26, 27, 28.

 

(58) Psalm II, 8, 9.

 

(59) Apok. IV, 4, 10; V, 9, 10.

 

(60) Millenaryści, którzy przypuszczali tysiącletnie królowanie Chrystusa na ziemi przed końcem świata, do tej epoki odnosić to mogli; po potępieniu tej herezji, nic innego rozumieć tu nie możemy, jak udział świętych w Chrystusowym królowaniu nad ludzkością, w czasie teraźniejszym.

 

(61) Nauczają nieraz pisarze duchowni, że ta godność obiecana Apostołom, rozciąga się na wszystkich, którzy za ich przykładem porzucają świat. Pewnie im szczególnie ta godność przypada: mają do tego szczególny tytuł, i mają zresztą szczególną obietnicę zbawienia («kto by opuścił ojca albo matkę... będzie miał żywot wieczny»). Ale jak Apostołom, tak i zakonnikom nie przynależy ta godność wyłącznie; przypada ona, w różnych rozumie się stopniach, wszystkim zbawionym; o czym niżej podane teksty przekonywają.

 

(62) Jan III, 18.

 

(63) Łk. VI, 37.

 

(64) Jan V, 24.

 

(65) Jan V, 29.

 

(66) I Kor. VI, 1-4. «Śmie który z was, mając sprawę przeciw drugiemu, sądzić się przed niesprawiedliwymi, a nie przed świętymi? Azaż nie wiecie, iż święci będą ten świat sądzić? A jeśli od was świat sądzon będzie: nie godniżeście sądzić rzeczy najmniejszych? Nie wiecie, iż anioły sądzić będziemy? jako daleko więcej rzeczy świeckie? Jeśli tedy będziecie mieć sądy świeckie, którzy są wzgardzeni w Kościele, tych wysadźcie na sądzenie».

 

(67) S. Leonis M. sermo III (al. II), cap. 3.

 

(68) Mansi, Conciliorum collectio, tom V, col. 1249.

 

(69) «Si quis autem hoc attentare praesumpserit, indignationem omnipotentis Dei ac beatorum Petri et Pauli Apostolorum eius se noverit incursurum».

 

(70) «Ut gregem tuum, Pastor aeterne, non deseras, sed per beatos Apostolos tuos continua protectione custodias: ut iisdem rectoribus gubernetur, quos operis tui vicarios eidem contulisti praesse pastores».

 

(71) Tob. VIII3.

 

(72) Dzieje Apost. V, 5, 10; XIII, 11.

 

(73) Mt. XXVIII, 18.

 

(74) Apok. II, 28.

 

 

Świętych Obcowanie, przez Ks. Mariana Morawskiego T. J., b. Prof. Uniw. Jag., Część pierwsza: Komunia między duszami. Kraków. NAKŁADEM «PRZEGLĄDU POWSZECHNEGO». 1903, ss. 234-263. (a)

 

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono; ilustracja od red. Ultra montes).


Za: Ultramontes.pl 

sobota, 28 października 2023

Była zakonnica: "Całodniowe milczenie, nocne modlitwy i wąskie łóżka". Piękne świadectwo o życiu zakonnym.

 

Całodniowe milczenie, nocne modlitwy i wąskie łóżka. O życiu w zakonie sióstr karmelitanek bosych opowiada Aleksandra Wojciechowicz, która w zamkniętym klasztorze spędziła prawie 8 lat. 


piątek, 20 października 2023

MODLITWA ARCYBISKUPA VIGANÒ DO CHRYSTUSA KRÓLA PRZED SYNODEM NA TEMAT SYNODALNOŚCI

 


MODLITWA DO CHRYSTUSA KRÓLA, NAJWYŻSZEGO KAPŁANA

Błaganie o ochronę dla Kościoła Świętego

1 października 2023

Panie Jezu Chryste, Królu i Najwyższy Kapłanie Kościoła Świętego,
Który powołałeś Świętego Piotra, Księcia Apostołów,
by karmić owce i jagnięta Twojego stada,
przekazując mu Święte Klucze do Królestwa Niebieskiego:
zwróć Twój wzrok na Kościół Walczący na ziemi,
oblegany przez wewnętrznych i zewnętrznych wrogów, którzy knują Jego zniszczenie
i dążą do upadku dusz, które Ty odkupiłeś za pomocą Twojej Najświętszej Krwi.

Padamy na twarz przed Twoim ołtarzem, uznając Ciebie za naszego Króla i Pana,
i składamy Tobie hołd, jako Najwyższemu Kapłanowi Mistycznego Ciała.

Zbyt długo, Panie, obrzydzaliśmy Cię naszą obojętnością;
zbyt długo w milczeniu byliśmy świadkami zdrady Twojego świętego Prawa;
zbyt długo myliliśmy cnotę Posłuszeństwa z podłą służalczością.

Milczeliśmy, kiedy niewierni najemnicy zaprzeczali Twojej doktrynie;
tolerowaliśmy fałszowanie i zaprzeczanie Twojej Świętej Ofiary;
odwracaliśmy wzrok, kiedy Ty byłeś obrażany i profanowany w Błogosławionym Sakramencie,
położyliśmy poklask ludzi i ducha tego świata,
nad obowiązkiem niesienia świadectwa Twojemu Imieniu
i wyznawaniu Wiary, której Ty nas nauczyłeś.

Jakże możemy być dzisiaj zaskoczeni, że w obliczu tak wielkiej obojętności, tylu zdrad,
Twoja Sprawiedliwość słusznie karze nas surowością Ojca,
znieważonego przez swoje niewdzięczne dzieci?

Jakże moglibyśmy liczyć na Twoją litość, skoro zaprzeczyliśmy Tobie więcej razy niż uczynił to Piotr, skoro czciliśmy złotego cielca, tak jak, a nawet gorzej, niż Żydzi na pustyni?

Nie mamy czelności, by skierować wzrok na Tron Twojego Majestatu,
ponieważ lękamy się spotkania z gniewem i złością,
które nasze niezliczone winy społeczne i prywatne, ściągnęły na nasze głowy.

Pozwól nam więc, Panie Jezu Chryste, Synu Wiecznego Ojca,
odwołać się do Twojej Najświętszej Matki, Naszej Pani i Królowej:
pozwól nam się do Niej zwrócić,
której w pokorze, Ty pozwoliłeś zmiażdżyć głowę Węża,
tak abyśmy my, pewni i skruszeni, mogli otrzymać odpowiedź na nasze modlitwy.

Jako nasz Najwyższy Kapłan, interweniuj u Ojca i Ducha Świętego,
tak, żebyś Ty, Najświętsza i Niepodzielna Trójco, mógł wyzwolić nas od ataków wroga,
który jest tym bardziej srogi, im bardziej zbliża się nieubłagana godzina jego wiecznego potępienia.

Niechaj Przenajświętsza Maryja, Twój Najświętszy Przybytek, Arka Przymierza,
zwycięży Szatana i jego zastępy.

Składamy na ręce Twojej najbardziej Dostojnej Matki,
całą nędzę naszych błagań, naszych postów i pokut;
świadomi, że Ona, Pośredniczka wszelkich Łask i Pomoc Chrześcijanom,
będzie w stanie Tobie je przedstawić i błagać Cię o wybaczenie,
przynosząc koniec tym przeklętym czasom przewrotu i apostazji.

I tak, jak Niepokalana Dziewica złączona została z Twoją Pasją, jako Współ-Pośredniczka,
tak też błagamy Cię, byś zjednoczył Samego Siebie z Pasją Kościoła, Twojego mistycznego Ciała,aby skarby Łaski Odkupienia przez Twój Krzyż,
nadal obmywały Święty Kościół, jego Kapłanów, wszystkich wiernych,
i wiele dusz, które Ty odrodziłeś w Akcie Chrztu.

Miej litość nad swoim stadem, porzuconym przez jego pasterzy i pozostawionym na łaskę
drapieżnych wilków. Miej litość nad Biskupami i Księżmi, którzy cierpią prześladowanie za to, że pozostają Tobie wierni. Miej litość nad pobożnymi mężczyznami i kobietami, którzy błagają Cię w ciszy swoich klasztorów. Miej litość nad wiernymi, głodnymi boskiego pokarmu Przenajświętszej Eucharystii, i spragnionych czystej wody Twego Słowa.

Jeżeli autorytet Głównego Pasterza, którego Ty powołałeś na ziemię, jako Twego Wikariusza,
jest dzisiaj uzurpowany, aby rozpraszać stado i wspomagać tych, którzy pracują dla nieprawości, racz otworzyć oczy tych, którzy odmawiają być świadkami masakry niewinnych, która ma miejsce, ruiny tak wielu dusz przeznaczonych dla chwały Niebios, deprawowania młodocianych.

Dotknij serc Kapłanów, którzy zebrali się na Synodzie;
daj im odwagę do mozolnej obrony, nawet za cenę poświęcenia własnego życia,
tego niezmiernego skarbu Wiary i Moralności, który Apostołowie przekazali nam w stanie
nienaruszonym.

Ześlij Swego Ducha, Pocieszyciela, by oświecił umysły, które zostały wprowadzone w błąd,
Rozpal obojętne i buntownicze serca, ogniem Twojego Miłosierdzia.

Rozbudź w Twoich Kapłanach apostolską gorliwość do zbawiania dusz,
dla honoru Kościoła Świętego i Twojej Chwały.

Odnów męską dumę Konsekrowanych,
aby mieli Cię za wzór czystości i świętości,
i pozwól im uniknąć grzeszności wad i plagi nieczystości.

Zainspiruj tych w pozycji autorytetu, uczuciami prawdziwej pokuty i postanowieniami prawdziwego zadośćuczynienia za skandale, które poniżają Twoją Oblubienicę i obrzydzają dusze, tak aby Kalwaria na którą będzie musiał wspiąć się Kościół, podążając za Twoim przykładem, aby zasłużyć na wieczną chwałę, uznała nas, i naszych Kapłanów, za godnych toczenia duchowej bitwy, która czeka nas pod Twoimi świętymi insygniami, i pod ochronnym płaszczem Twojej Najdostojniejszej Matki.

Niech tak się stanie.

+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup

tłum. Mariusz Skrobała

Arcybiskup Carlo Maria Viganò: Przywiązanie naszych elit do kłamstw i fałszu jest dowodem na to, że są sługami Szatana.


Prawdziwy „reset” to powrót do Chrystusa, który powiedział o sobie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”.
Fratres: Expurgate vetus fermentum ut sitis nova conspersio, sicut estis azymi. Etenim Pascha nostrum immolatus est Christus. Itaque epulemur: non in fermento veteri, neque in fermento malitiæ, et nequitiæ: sed in azymis sinceritatis et veritatis.

„Wyrzućcie więc stary kwas, abyście się stali nowym ciastem, jako że przaśni jesteście. Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha. Tak przeto odprawiajmy święto nasze, nie przy użyciu starego kwasu, kwasu złości i przewrotności, lecz - przaśnego chleba czystości i prawdy” 1 Kor 5: 7-8
Nowoczesny świat jest zakładnikiem kłamstw. Wszystko, co jest teoretyzowane przez elity, propagowane przez instytucje i rozpowszechniane przed media, jest kłamstwem, fałszem i ma na celu zwodzenie.

Stan kryzysu wywołany psychopandemią jest kłamstwem, a wszystko z powodu stworzonego w laboratorium wirusa, za pomocą którego próbuje się narzucać masowe szczepienia, które są nieskuteczne i niebezpieczne dla zdrowia. Teoria gender jest kłamstwem, które zaprzecza różnicom pomiędzy płciami stworzonymi zgodnie z wolą Stwórcy, i które ma na celu zniszczyć obraz i podobieństwo do Boga w człowieku. Zmiany klimatu to kłamstwo, którego podstawą są błędne założenia o tym, że są wywołane przez człowieka i jeszcze bardziej fałszywa chimera, zgodnie z którą zmniejszenie poziomu emisji dwutlenku węgla w wybranych krajach, może nawet w minimalnym stopniu, zmniejszyć temperaturę na ziemi.

Kryzys ukraiński jest kłamstwem, które zostało stworzone po to, żeby zniszczyć społeczną i ekonomiczną strukturę europejskich narodów, poprzez nieracjonalne sankcje nałożone na Federację Rosyjską. Agenda 2030 jest kłamstwem, które jest narzucane przez gang podstępnych, a ich celem jest zniewolenie ludzkości. Ideologia „woke” jest kłamstwem, które powoduje wymazanie naszej tożsamości, historii i wiary, po to by narzucić piekielną religię Nowego Porządku Świata i barbarzyństwo Wielkiego Resetu.

Co jest najbardziej niepokojące, to oszustwo skierowane przeciwko ludziom – stworzone przez tych u władzy, których zadaniem powinna być ich ochrona i obrona – ono również zainfekowało ciało Kościoła, w którym nie mniej poważne kłamstwa korumpują czystość wiary, znieważają Boski Majestat i skazują na wieczne potępienie liczne dusze, za które nasz Pan zapłacił tak wielką cenę, odkupując je swoją Najcenniejszą Krwią.

Ekumenizm to kłamstwo, które zniża żyjącego i prawdziwego Boga do poziomu idola poszczególnych narodów. Droga Synodalna jest kłamstwem, które podważa boską konstytucję Kościoła stworzoną przez Chrystusa, pod fałszywym pretekstem słuchania głosu i woli dzieci bożych. Reforma liturgii jest kłamstwem, wprowadzanym pod wymówką spowodowania, że Msza stanie się zrozumiała dla wiernych, a tak naprawdę jej jedynym celem jest odebranie honoru Bogu, i sprawienie przyjemności heretykom.

Diakonat kobiet jest kłamstwem, które pod pozorem nadania im roli, atakuje Mszę i sakramenty, oraz manipuluje Świętym Porządkiem ustanowionym przez naszego Pana. Możliwość otrzymywania Najświętszej Komunii przez rozwiedzione pary i te, które żyją w konkubinacie jest kłamstwem. 

Błogosławienie związków homoseksualnych jest kłamstwem. Dopuszczenie transseksualistów do seminariów jest kłamstwem: moralność nie naśladuje mody danej chwili, cokolwiek powie Bergoglio.

Akceptacja sodomii to kłamstwo, które zbyt często próbuje usprawiedliwiać zachowanie wielu prałatów i księży, zamiast ocalać duszę biednych grzeszników. Kłamstwa te mają czelność prezentować się, jako oczywiste fałszerstwa, pozbawione jakichkolwiek racjonalnych lub wiarygodnych argumentów. To nie są kłamstwa, za pomocą których, ktoś próbuje coś ukryć: są aroganckimi potwierdzeniami falsyfikacji, podważeniem logiki, negacją prawdy.

Dlaczego tak wielu ludzi dobrowolnie próbuje odrzucić swoją własną ocenę i zaakceptować krzykliwe kłamstwa, jako racjonalne i prawdziwe? Ponieważ przywiązanie do błędu jest ceną, jaką świat wymaga od swoich wyznawców, od tych, którzy nie chcą być marginalizowani, kryminalizowani i prześladowani. A kto jest księciem kłamstwa jeśli nie Szatan, jego ojciec, ten który był mordercą od samego początku?

Szatan, który uwiódł naszych pierwszych rodziców nie mniej bezczelnym kłamstwem: „Jeżeli zjecie ten owoc, będziecie jak bogowie”. To było bezczelne kłamstwo. Wierząc w nie, Adam i Ewa zdecydowali się porzucić rozum i sprzeniewierzyć się Bogu, po to by podążyć za fałszywą obietnicą złożoną przez to odrażające stworzenie.

To, co Szatan obiecał naszemu Panu, kiedy próbował uwieść go na pustyni, również było kłamstwem: „To wszystko będzie Twoje”, a przecież Chrystus był już Panem i zarazem Stwórcą tego wszystkiego.

W liście mszalnym w tym najświętszym z dni, kiedy święcimy zmartwychwstanie naszego Pana Jezusa Chrystusa, Apostoł nawołuje nas do wyeliminowania sfermentowanego zakwasu: expurgate vetus fermentum.

Każdy kto jest zaznajomiony ze starymi metodami wyrobu chleba wie, że podstawowe ciasto jest tą porcją mąki i wody, które pozostawione procesowi fermentacji, staje się początkiem wyrabiania zaczynu. Można go przetrzymywać przez dekady, okresowo ponownie ugniatać z nową mąką i wodą, dlatego też dzisiejszy chleb jest istotowo połączony z całym poprzedzającym go chlebem w historii. Ale jeśli fermentum in vetus, jeżeli zaczyn jest sfermentowany, ma to wpływ na nowe ciasto i nowy chleb.

Oczyszczanie starego zakwasu oznacza rozpoczęcie wszystkiego od nowa, osiągnięcie prawdziwego „wielkiego resetu” każdej indywidualnej duszy i ciała społecznego, anulowanie zepsucia złośliwością i perwersją, rozpoczęcie od nowa, z przaśnym chlebem, symbolem Świętej Eucharystii i Błogosławionego Sakramentu, nowego i wiecznego przymierza stworzonego przez Chrystusa i jego Kościół, odnowionego w łasce, nie podlegającemu zmianom czasu, mód i okoliczności.

Dlatego św. Paweł mówił o azymes, o przaśny chlebie. Chlebie surowości, chlebie tych, którzy nie mają czasu zachowywać początkowego ciasta. Tych, którzy z przepasanymi biodrami przygotowują się do spożycia baranka bez skazy i gorzkich ziół, przed opuszczeniem Ziemi Egipskiej i przekroczeniem Morza Czerwonego.

Reset, nowe stworzenie, Pascha, są wypełnione Chrystusem, unikalną, niezbędną, wieczną prawdą, żywym i prawdziwym Słowem Wiecznego Ojca. Prawdziwy reset to powrót do prawdy Chrystusa. Tego, który powiedział o sobie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”. Prawdą, która jest, kiedy z kolei błąd nie posiada realnej egzystencji. Prawdą, która wymaga szczerości z naszej strony – in azymis sinceritatis – jako koniecznej odpowiedzi na światło prawdy – et veritatis.

Szatan, małpa Boga, w sposób groteskowy naśladuje stworzenie, angażując się w potworności, które każda rozsądna osoba od razu rozpoznaje. Naśladuje odkupienie nawet bardziej groteskowo, obiecując człowiekowi dobro, które nie jest mu znane i którego w pierwszej kolejności sam nie posiada, w zamian wymaga, żeby człowiek uznał go za boga. Powinniśmy rozpoznać to jego prawo za to, czym naprawdę jest; powinniśmy je odrzucić i walczyć przeciwko niemu.

Jeżeli walczymy o prawdę – o jakąkolwiek prawdę, nie tylko teologiczną – ustawiamy się po stronie Chrystusa; po stronie tego, który nie kłamał, kiedy oświadczył swoim apostołom swoją własną śmierć i zmartwychwstanie.

Jeżeli w zamian nie zdecydujemy się walczyć o prawdę, ale pozwolimy na głoszenie błędów lub sami będziemy je głosić, stawiamy się po stronie Szatana, księcia kłamstw, tego który składa obietnice, ale nie dotrzymuje słowa, tylko po to by wciągnąć nas w otchłań potępienia w której on sam zdecydował się zanurzyć, kiedy popełniając grzech dumy, uwierzył że może postawić siebie w miejsce Boga, decydować co istnieje, a co nie, decydować o tym, co jest prawdziwe, a co fałszywe, co jest dobre a co złe, co piękne a co brzydkie. W gruncie rzeczy piekielny świat, do którego w tej chwili zmierzamy składa się z kłamstw, złośliwości i brzydoty. Nie może być inaczej.

Nie jest przypadkiem, że Szatan nazywany jest księciem tego świata: nie jest królem; jego władza jest efemeryczna, i ma na nią pozwolenie ze strony Boga tylko do czasu, gdy dobiegnie końca czas próby i nadejdzie moment sądu.

Nie inaczej w przypadku sług Szatana. Nawet jeśli ich siły wydają się nas tłamsić, nawet jeżeli wydaje się, że środki, które posiadają są nieskończone i dominujące, ich koniec nieuchronnie nadchodzi, gdy Chrystus odbierze swoje uniwersalne królestwo.

Oportet illum regnare, to się stanie koniecznie, jest to w porządku, który jest wolą Bożą, i nikt, nawet całe piekło, nie jest w stanie przedłużyć nieuchronnego triumfu zła, nawet o chwilę dłużej.

Zaledwie dwa dni temu kontemplowaliśmy misterium Pasji i śmierć Pana, po manewrach Sanhedrynu, wzburzeniu tłumu, i torturach egzekutorów. Wraz z Józefem z Arymatei i pobożnymi kobietami, współtowarzyszyliśmy martwemu ciału Jezusa w kierunku do grobu. Pozostawaliśmy w modlitwie, w ciszy naszych Kościołów.

Ale „Consummatum est” nie oznacza „wszystko jest stracone, ale raczej „wszystko się wypełniło”. To znaczy „dzieło odkupienia zostało zrealizowane”. 

Χριστὸς ἀνέστη jest wschodnio-greckim powitaniem: „Chrystus zmartwychwstał”. Odpowiada się na nie: Ἀληθῶς ἀνέστη – Zaprawdę zmartwychwstał – Surrexit Dominus vere. To ἀληθῶς, to vere, zawiera w sobie rzeczywistość zmartwychwstania Zbawcy, prawdę tego historycznego wydarzenia, w którym łaska Człowieka-Boga naprawiła grzech Adama spowodowany kłamstwem Szatana, który kontynuował oszczerstwa, oskarżając Chrystusa za pomocą fałszywych świadków, i który kłamie do dnia dzisiejszego, próbując udaremnić owoce odkupienia.

Dzisiaj, gdy uroczyste nuty Exsultet oznajmiły chwałę zmartwychwstania, świętujmy triumf Chrystusa nad śmiercią i grzechem, Jego zwycięstwo nad Szatanem. Świętujmy również zwycięstwo Kościoła i cywilizacji chrześcijańskiej nad jej ziemskimi wrogami, ponieważ los mistycznego ciała został określony w momencie w którym boska głowa przykuła starożytnego węża do Krzyża. Mors et vita duello conflixere mirando: Dux vitæ mortuus, regnat vivus.

Carlo Maria Viganò, Arcybiskup
Kwiecień 9, 2023
Dominica Paschatis, in Resurrectione Domini

tłumaczenie: MARIUSZ SKROBAŁA

Żródło: https://www.lifesitenews.com/opinion/abp-vigano-our-elites-adherence-to-lies-and-
falsehood-show-them-to-be-servants-of-satan/

piątek, 8 września 2023

BP WŁADYSŁAW KRYNICKI: Kazanie na Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny


Początek Ewangelii św. Mateusza podaje nam rodowód Józefa, oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. Lecz tu by kto od razu zapytał: Na co ten rodowód? Czyż raczej nie należało podać rodowodu samej Niepokalanej Dziewicy, która nam cudownie, za sprawą Ducha Świętego porodziła Zbawiciela świata? Na to odpowiadają Ojcowie święci, iż nie było u żydów we zwyczaju podawać rodowodu niewiast, a nadto że żaden bogobojny żyd nie brał żony z innego pokolenia. Ponieważ tedy Józef św., mąż sprawiedliwy i pilnie wypełniający przepisy zakonu, był bez wątpienia z tegoż rodu, co i Maryja, przeto jego rodowód można uważać za bliski rodowodu Maryi; więc też i Maryja i Pan Jezus (wedle ciała) byli, jak i Józef, potomkami Dawida króla, a właśnie wykazanie tego pochodzenia od Dawida miał na myśli święty Ewangelista.

Rodowód taki zwykle przyrównywany bywa do drzewa. Jak bowiem z korzenia wyrasta pień, z pnia gałęzie grube, z grubych cieńsze, z cieńszych gałązki, z gałązek kwiaty i owoc: tak i w rodowodzie jedne osoby idą za drugimi, od najstarszej aż do najmłodszych. O takim też pochodzeniu Jezusa i Matki Jego od Dawida, jeszcze na lat 700 przed przyjściem Zbawiciela, prorokował Izajasz, gdy mówił: I wynijdzie różdżka z korzenia Jessego, a kwiat z korzenia jego wyrośnie (XI, 1). Nazywa tu prorok Jessego, ojca Dawida, korzeniem, synów i wnuków Dawidowych drzewem (czego się łatwo domyśleć, choć o tym wyraźnie nie wspomina), Pannę Maryję różdżką, a Pana Jezusa kwiatem. Drzewo to święte jest, dobre w korzeniu, dziwne w tej gałązce, a najpiękniejsze w kwiecie. To jest drzewo, które sam Bóg szczepił i błogosławieństwem swoim polewał; stąd tak się rozrosło i wkorzeniło, że ani twarde zimy, ani suche lata, ani straszliwe niepogody, ani gwałtowne wiatry, ani wyrodne i robaczywe gałęzie, tej różdżce i temu kwieciu, które się z niej miało urodzić, nic zaszkodzić nie mogły. I dlatego dzisiaj Kościół nasz święty śpiewa: O Maryjo, Panno błogosławiona, z pokolenia królewskiego narodzona, któraś Króla nad królami, Pana Jezusa porodziła, godnaś chwały nie tylko ludzkiej, ale i anielskiej.

Lecz Izajasz nie tylko narodzenie, ale i wszystkie inne przymioty tej Panny wiernie opisał, naprzód gdy Ją nazwał różdżką, a potem, gdy powiedział, iż nie z zepsutej gałęzi ale z korzenia miała wynijść. Albowiem jako różdżka, chociaż razem z korzeniem z ziemi powstaje, nie ma przecież na sobie ziemi, jak korzeń, lecz wyrasta z korzenia bez wszelkiego plugastwa, tak i ta przeczysta Dziewica, choć z grzesznych poszła przodków, ale się bez grzechu poczęła i narodziła. A jako różdżka cały krzew przewyższa, tak i Ona wszystkich przodków swoich cnotą przewyższyła. Jako różdżka, choć maluczka i mało zabiera miejsca, ale prosto rośnie i coraz bardziej śmiga do góry, tak i Maryja we własnych oczach maleńka i pokorna, żadnych doczesnych pragnień nie miała, ale pobożnością do nieba sięgając, co dzień z łaski w łaskę wzrastała i z cnoty postępowała w cnotę. Na koniec jako różdżka żadnych sęków na sobie nie miewa, giętka jest ale mocna, mnóstwem kwiecia się okrywa i owoc bez naruszenia swego wydaje, tak i Maryja żadnych sęków grzechowych na sobie nie miała, była giętką i skłonną do posłuszeństwa, mocną i stateczną w wierze, a wreszcie bez naruszenia swego panieństwa wydała nam kwiatek najdroższy, najświętszy owoc żywota swego, Jezusa Chrystusa. Tać jest różdżka, mówi Ambroży św., na której ani sęk pierworodnego, ani krzywizna śmiertelnego, ani skaza powszedniego grzechu nie powstała. Prócz tego mówi Izajasz, że różdżka ta miała powstać nie z pnia, ani ze starej gałęzi, ale z samego korzenia. Chciał przez to powiedzieć, iż Maryja jako prawdziwa córka Dawida, miała być podobniejsza korzeniowi, aniżeli gałęziom, to jest, iż prawdziwe cnoty Jessego i Dawida, a nie występki potomnych królów miały ją ozdobić. Albowiem wszyscy nieomal królowie z rodu Dawida żyli bezbożnie i z małym wyjątkiem nie byli mu w cnocie podobni, a nawet wszystkie prawie niewiasty, których Ewangelista w rodowodzie wspomina (Tamar, Rahab, Rut i Betsabea), były grzeszne. Ale Najświętsza Panna od przodków się swoich odrodziła. Lecz Ewangelista święty jeszcze głębiej, niż Izajasz prorok, sięga korzenia rodowodu Zbawiciela Pana, którego na samym wstępie nazywa nie tylko Synem Dawida, ale i Synem Abrahama. Długiego czasu było potrzeba, aby się to drzewo rozrosło (gdyż około trzech tysięcy lat liczą od Abrahama aż do Chrystusa), aż na koniec wiele niewczasów przetrzymawszy, niepokalaną różdżkę, a z niej kwiat i owoc najdoskonalszy, Pana Jezusa, wydało.

Naprzód tedy Bóg wszechmogący postanowił to drzewo przesadzić, aby tym lepiej rosło, i tak rzekł do Abrahama: Wynijdź z ziemi twojej i od rodziny twojej i z domu ojca twego, a idź do ziemi, którą ci ukażę; a uczynię cię narodem wielkim i będę ci błogosławił... a w tobie będą błogosławione wszystkie narody ziemi (Rodz. XII, 1-3). Jakoby mówił: Daj mi się przesadzić, a Ja cię uczynię drzewem wielkim, z którego potem wynijdzie taki kwiat i owoc, że przezeń będą ubłogosławieni wszyscy ludzie. I według obietnicy Bożej rozrosło się to drzewo, ale ponieważ gałęzie jego były zgniłe, spróchniałe i robaczywe, więc je Pan Bóg przesadzał naprzód do Egiptu, a potem znowu do ziemi Obiecanej. W późniejszym czasie dla pobożności Dawida pięknie się miało owo drzewo, więc mu Pan ponowił obietnicę, że potomek jego, prawdziwy Mesjasz, będzie panował od morza do morza i że królestwu Jego nie będzie końca. Niestety, nowa gałąź tak pięknie w Salomonie zapoczęta, skrzywiła się mocno, a im dalej, tym bardziej w bezbożnych jego potomkach karłowaciała (jak w Roboamie, Abiaszu, Achazie, Manasesie, Amonie, Joramie, Jechoniaszu i Sedecjaszu) tak, iż Pan Bóg dalej ich złości nie chciał cierpieć, ale siekierę gniewu swego dał w ręce Nabuchodonozora, króla Babilonu, który mocno gałęzie poobcinawszy, część narodu razem z królami wziął do niewoli. Jednak korzeń nie usechł, gałązki małe i nieznaczne wydawał, aż wreszcie przyszedł czas na ową niepokalaną różdżkę, o której prorokował Izajasz.

Różdżka tedy jest Najświętsza Maryja Panna, a kwiat – Syn Jej najmilszy, Pan nasz Jezus Chrystus; Syn Dziewicy Przeczystej, kwiat biały i rumiany, wybrany z tysiąca; którego się napatrzeć nie mogą aniołowie; kwiat, za którego wonnością biegną wszystkie narody świata; kwiat, w którym sobie dziwnie upodobał Ojciec niebieski, albowiem piękność jego nie z ziemi jest, lecz z nieba, więc nigdy nie uwiędnie, ani nie ujrzy skażenia. O Panno święta, różdżko niepokalana, jakżeś wysoko urosła, żeś taki kwiat wydała! I nie dziw, albowiem głębokoś puściła korzenie pokory, im zaś kto się bardziej uniża, tym go Bóg więcej wywyższa. O prawdziwy szczepie niebieski, droższy nad inne, świętszy nad wszystkie! O cenne drzewo żywota, któreś same tylko było godne nosić owoc naszego zbawienia. O błogosławiona Dziewico, Boża Rodzicielko Maryjo, święte to, a szczęśliwe narodzenie Twoje, które wszystkiemu światu wesele przyniosło! Albowiem z Ciebie, jako z zorzy, weszło słońce sprawiedliwości, Chrystus Pan nasz, który zniweczywszy przekleństwo, dał błogosławieństwo, a umorzywszy śmierć, darował nam żywot wieczny.

Ta więc jest przyczyna dzisiejszej uroczystości, abyśmy obchodząc pamiątkę Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, z wdzięcznością wspominali spełnienie obietnic Pańskich, danych Abrahamowi, Dawidowi i ich potomstwu; abyśmy wielbili Boga za zesłanie na ziemię Matki Zbawiciela, w którym odżyła królewska godność Dawida, owszem którego królestwo i panowanie nieskończenie sławniejsze jest, niż było Dawidowe, bo to do czasu tylko trwało i na jeden naród się rozciągało, a Chrystusowe duchowne jest i wieczne i nad wszystkimi narodami. Ta jest przyczyna dzisiejszej uroczystości, że rozpamiętywamy w niej przyjście na ten świat Orędowniczki naszej przed Bogiem. I dlatego Kościół święty dzisiaj śpiewa: Z weselem i z radością Narodzenie Najświętszej Panny Maryi obchodźmy, aby się Ona przyczyniała za nami do Pana Jezusa Chrystusa. Idąc przeto za głosem Kościoła, całym sercem wszyscy do Niej wołajmy: Święta Maryjo, ratujże nędznych, wspomóż upadłych, pociesz żałosnych; módl się za lud wierny, wstaw za duchowieństwem, proś za pobożnym narodem niewieścim. Niechaj wszyscy doznają Twego wspomożenia, którzykolwiek obchodzą święte a błogosławione Twoje narodzenie.

Krótkie nauki homiletyczne na niedziele i uroczystości całego roku według Postyli Katolickiej Większej Ks. Jakóba Wujka opracował Ks. Władysław Krynicki. Włocławek. Nakładem Księgarni Powszechnej. 1912, ss. 335-339.

wtorek, 15 sierpnia 2023

Chorał gregoriański na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

 

Św. Józef Sebastian Pelczar: Kazanie na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Panny Maryi



Chwała Najświętszej Panny Maryi w Niebie i na ziemi

 
Treść: Życie Maryi po Wniebowstąpieniu Chrystusa Pana. – Dlaczego kazał Jej Pan umrzeć. – Niektóre szczegóły Jej zejścia. – Dlaczego z ciałem i duszą wziętą została do Nieba. – Znaczenie tej prawdy.
 
I. Chwała Maryi przy Wniebowzięciu. – Powitanie Jej przez Aniołów, Świętych i samego Chrystusa Pana. – Jakie dary otrzymała od Trójcy Świętej. – Maryja, wyniesiona ponad wszystkie stworzenia, jest Królową Kościoła tryumfującego, cierpiącego i walczącego. – Obrazem Jej Ester.
 
II. Cześć Maryi na ziemi. – Cześć Patriarchów, Proroków, Apostołów i uczniów apostolskich. – Św. Dionizy i kolyrydianie. – Prawdziwe znaczenie czci Maryi. – Dogmatyczne orzeczenia. – Starożytność tej czci. – Troskliwość Kościoła o rozszerzenie czci Maryi. – Rozległość i głębokość tej czci. – Cześć Maryi w narodzie polskim dawniej i dzisiaj. – Ślub Jana Kazimierza jak dotrzymany. – Wezwanie do czci i miłości gorętszej. – Prośba poddanych u stóp Królowej Niebieskiej.
 
–––––
 
Marja najlepszą cząstkę obrała, która od niej odjęta nie będzie.
 
Łk. X, 42.
 
Pan Jezus, wstępując do Nieba, zostawił na ziemi Matkę swoją, by była Mistrzynią Apostołów, Pocieszycielką wiernych, Opiekunką rodzącego się Kościoła. Życie Jej było wzorem dla wszystkich, jakby Ewangelią w czynie; lecz ile lat ono trwało, czy 63, czy też, co jest rzeczą prawdopodobniejszą, 72, z pewnością powiedzieć nie można, bo Księgi święte o tym milczą; tyle tylko wiemy z podań, że po rozejściu się Apostołów przebywała w Jerozolimie i w Efezie, towarzysząc wszędzie przybranemu synowi Janowi. Acz zgodna z wolą Bożą, wyrywała się jednak do Nieba z niewymowną tęsknotą i zapewne nieraz powtarzała słowa Proroka: Ach mnie, że się mieszkanie moje przedłużyło (1)... Kto mi da skrzydła jako gołębicy (2), bym uleciała do Ciebie, Boże serca mego. Wreszcie z tronu swego zawołał Syn najmilszy: Wstań, spiesz się przyjaciółko moja, gołębico moja, pójdź, będziesz koronowana (3); czyli zbliżyła się chwila zejścia Bogarodzicy. Ale dlaczegoż Pan kazał Niepokalanej i wolnej od cienia grzechu przechodzić do chwały przez bramę śmierci, a nie uniósł Jej, jak Eliasza, na wozie ognistym, to jest, przez Aniołów do Nieba. Oto dlatego, iż chciał, aby była we wszystkim podobną do Niego, by nadto jako Matka nauczyła dzieci swoje umierać, i tym więcej litowała się nad nimi, ilekroć dla nich ta ciężka chwila się zbliża.
 
Śmierć atoli Maryi nie miała w sobie ni grozy, ni boleści, ni trwogi, owszem była dziwnie słodką i miłą, a sprowadziła ją nie choroba lub wiek, ale miłość tak gorąca, że serce jej żaru znieść nie mogło i bić przestało, po czym dusza odleciała do Nieba. Według świadectw pisarzy wiarogodnych, jak np. Juwenala, biskupa jerozolimskiego z wieku piątego, Andrzeja z Krety, Jana Damasceńskiego, Nicephora i innych, Maryja ostatnie dni życia przepędziła w Jerozolimie, gdzie dotąd pokazują ślady Jej domku na Syjonie i grób Jej u stóp Góry Oliwnej. Tam też oznajmił Jej Archanioł Gabriel, że Pan woła Ją do siebie, na co Maryja w sercu odrzekła: Uweseliłam się z tego, co mi powiedziano, pójdziemy do domu Pańskiego (4). Moc Boża, jak głosi stara tradycja, zgromadziła na tę chwilę Apostołów z różnych stron świata, przybyło też wiele wiernych, by po raz ostatni ucałować stopy ukochanej Matki; Ona zaś cieszy swe dzieci, zachęca je do miłości krzyża i obiecuje im swą opiekę. Nagle skromna izdebka napełnia się światłością, Maryja wznosi anielski i pełen zachwytu wzrok w górę, bo oto Syn Najmilszy przychodzi na spotkanie Matki w orszaku Aniołów i duszę Jej, przepełnioną radością, prowadzi do przybytków niebieskich.
 
Nazajutrz niewiasty namaściły wedle zwyczaju święte zwłoki, Apostołowie zaś zanieśli je na własnych barkach do groty, niedaleko ogrodu Getsemani leżącej. Lecz czyliż miały one tu stać się pastwą robactwa i zgnilizny? Nie, – bo wszechmoc Boża już trzeciego dnia połączyła z ciałem uwielbionym błogosławioną duszę Maryi i przeniosła je razem na tron chwały. I zaiste, przystało, aby to ciało, którego żadna zmaza grzechowa nie poplamiła, wolnem było od klątwy, ogłoszonej Adamowi: Proch jesteś i w proch się obrócisz. Przystało, aby świątynia żywa, w której sam Syn Boży zamieszkał, nie uległa skażeniu, skoro Arka przymierza zrobioną została z drzewa nieskazitelnego. Przystało, aby wywyższenie Bogarodzicy było zupełne i doskonalsze niż innych Świętych, których ciała dopiero przy końcu świata będą uwielbione. Przystało wreszcie, aby jako na firmamencie dwa są światła, słońce i księżyc, tak w przybytku chwały dwa wznosiły się trony, jeden zmartwychwstałego Chrystusa, drugi Maryi Wniebowziętej. Cud ten nie był niepodobnym u Wszechmocnego, który Henocha i Eliasza zachował od śmierci, a Domek loretański od niszczącej ręki niewiernych; czemuż by go tedy nie miał uczynić dla Tej, która była najświętszą, najdoskonalszą i najwyższą ze stworzeń. Jakoż cała starożytność chrześcijańska świadczy, że ten cud Pan uczynił, czego dowodem także święto Wniebowzięcia, już w piątym wieku powszechnie znane...
 
Jak stare podanie niesie, trzeciego dnia po zejściu Najświętszej Panny Maryi otworzyli Apostołowie Jej grób, lecz nic nie znaleźli, prócz kwiatów i białej chusty; już bowiem Maryja z duszą i z ciałem opuściła tę ziemię, by zasiąść na tronie niebieskim. Ku tej to Królowej podnieśmy teraz dusze nasze i przypatrzmy się, jaką jest Jej chwała w Niebie i na ziemi.
 
Pierw jednak uścielmy się u podnóża Jej tronu, błagając o błogosławieństwo: Błogosław, o wspaniała Królowo, poddanym swoim, którzy hołd czci u stóp Twoich składają. Błogosław, o dobra Matko, dziatkom swoim, które z ufnością wołają do Ciebie: Zdrowaś Maryjo.
 
I.
 
Piękną była chwila, kiedy Dawid wprowadzał Arkę przymierza z pod namiotów do Jerozolimy, albo kiedy mężna Judyt, zabiwszy Holofernesa, wracała do Betulii, – a w jednym i drugim razie uniesienie ludu nie miało granic; lecz był to tylko słaby promyk tego blasku, jaki roztoczyło Wniebowzięcie Najświętszej Panny Maryi. Nie lud bowiem Izraela, ale niezliczone hufce Aniołów wyszły na Jej spotkanie, witając Ją, jak mówi św. Atanazy, pieniem Gabriela: "Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami"; to znowu przesyłając sobie jakoby hasła: "Podnieście książęta bramy wasze i podnieście się bramy wieczne, bo wnijdzie Królowa chwały". I weszła ta Królowa, a wszyscy mieszkańcy Nieba złożyli Jej hołd głęboki, jako Matce nieśmiertelnego Króla wieków i jako swojej Pani. Uczciły Ją wszystkie chóry anielskie, z Archaniołem Gabrielem na czele; uczcił Ją poważny zastęp Świętych, naprzód pierwsi rodzice, Adam i Ewa, wysławiając prawdziwą Matkę żyjących, dalej Patriarchowie i Prorocy, ze sprawiedliwymi Starego Przymierza, w końcu Jej rodzice, Joachim i Anna, obok nich Zachariasz z Elżbietą, oblubieniec Józef, przesłannik Jan, diakon Szczepan i pierwszy spośród Apostołów męczennik, Jakub Większy.
 
Uczcił Matkę najmilszą sam Syn Boży i jak mówią mistrzowie duchowni, zstąpił z tronu swego na Jej powitanie; Ona zaś padła na twarz swoją przed Majestatem Bożym, uniżając się aż do głębi swego nicestwa i powtarzając ciągle w duszy: Oto ja służebnica Pańska. Tedy cała Trójca Święta dała Jej swe błogosławieństwo i obsypała Ją swymi darami, mianowicie Bóg Ojciec udzielił Jej swojej potęgi, Syn Boży swojej mądrości, Duch Święty swojej miłości, po czym Król chwały Jezus Chrystus posadził Ją na tronie, obok tronu swego wzniesionym, włożył koronę na Jej skroń, dał Jej berło na znak władztwa, podczas gdy wszyscy dworzanie niebiescy śpiewali hymn pochwalny: Witaj Królowo Nieba i ziemi.
 
I któż zmierzy ten ocean szczęścia, w którym Maryja zanurzoną została; kto opisze blask światłości, którą dusza Jej promieniała, a w której widziała Światłość Niestworzoną; kto oceni żar miłości, jakim serce Jej ku Nieskończonej Miłości płonęło; kto zdoła wypowiedzieć Jej chwałę, która na kształt szaty odziała Ją naokoło: skoro najwymowniejsi i najgorętsi Jej słudzy wyznają z pokorą swą niemoc. "Choćby zamiast jednego, sto języków chwałą zabrzmiało – woła św. Bernard – choćby się sto ust otworzyło, jeszcze bym Cię godnie wychwalić nie zdołał... Bo Twoja wspaniałość wyniesioną jest nad Niebiosa i nad wszystkie ziemie chwała Twoja, tak, że ani na Niebie ani na ziemi nie masz stworzenia, które by mogło godnie wysławić Twą wielkość".
 
Jednym słowem, miara szczęścia i chwały, jaką Bóg dał Maryi, przewyższyła wszystko, cokolwiek otrzymali Aniołowie i Święci. I nic w tym dziwnego; skoro bowiem Jej przywileje i łaski były najobfitsze, Jej cnoty najdoskonalsze, Jej zasługi najbogatsze, Jej boleści najcięższe, Jej godność, jako Bogarodzicy, najwyższa, Jej pokora, jako służebnicy Pańskiej, najgłębsza: słuszna również, by Jej nagroda w Niebie była większą. Jako Matka Odkupiciela, uczestniczyła Ona w Jego poniżeniu i boleści: sprawiedliwa zatem, by także miała cząstkę w Jego wywyższeniu i chwale. Jakoż wzięta z ciałem i duszą do Nieba, odziana majestatem królewskim i wyniesiona ponad wszystkie stworzenia, tworzy Ona – jak mówi św. Dionizy – odrębną hierarchię, najwyższą spomiędzy wszystkich innych, a najpierwszą po Bogu, tak, że wyżej Niej tylko Bóg, niżej wszystko prócz Boga (5).
 
Maryja jest zatem Królową Aniołów i Świętych, czyli Kościoła tryumfującego, o tyle od niego wyższą, o ile wyżej stoi pani nad sługami (6), i o ile więcej jaśnieje słońce, niż inne światła (7); wszyscy bowiem Błogosławieni niebiescy uznają się Jej dworzanami, oddają Jej cześć i spełniają Jej rozkazy, ciesząc się niewymownie, że Ona przez Syna swego otworzyła bramy Nieba i miliony dusz pociągnęła za sobą. Nawzajem ta Królowa obecnością swoją przymnaża szczęścia tym dworzanom, składa z nimi hołdy Trójcy Świętej i śle ich w poselstwie do mieszkańców ziemi, albo każe się za nimi modlić przed Stolicą Baranka.
 
Maryja jest Królową Kościoła cierpiącego, bo – jak mówi św. Bernardyn Sieneński – dzierży Ona władzę w czyśćcu, łagodząc lub skracając cierpienia dusz wielowładną swoją przyczyną.
 
Maryja jest Królową Kościoła wojującego, bo sprawuje w nim rządy miłosierdzia, to jest, nie tylko pośredniczy za nim u Syna i wyprasza dlań łaski, ale osłania go płaszczem swej opieki i ratuje w walkach, rozpraszając zuchwałych jego wrogów, tak piekielnych jak ziemskich. Obrazem tej Królowej była Ester. Ubrana w szaty drogie, stanęła Ester przed królem Aswerusem, który rzekł do niej: Cóż jest za prośba twoja, Ester, abyć była dana. Abyś też prosiła pół królestwa mego, uprosisz (8). Tedy Ester przemówiła za ludem swoim i otrzymała cofnięcie wyroku zagłady. Podobnie Pan Jezus wyrzekł do Matki swojej w chwili ukoronowania i mówi do Niej ciągle: "Cóż jest za prośba Twoja, abyć była dana"; owszem, odstąpił Jej połowy swego Królestwa. To Królestwo składa się z miłosierdzia i sprawiedliwości, otóż sprawiedliwość zostawił Syn Boży sobie samemu, bo On "Słońcem Sprawiedliwości", miłosierdzie zaś oddał Matce swojej, iżby dla wszystkich pokoleń i wieków była Matką i Królową miłosierdzia. Stąd słusznie nazywa Ją Kościół Królową miłosierdzia (9).
 
Jednym słowem, Maryja jest Królową Nieba i ziemi, – Królową wspaniałą, którą widział Dawid w zachwycie proroczym: Stanęła królowa po prawicy Twojej (Panie) w ubiorze złotym (10), – Królową chwalebną, którą opisał Jan św. w Księdze Objawienia: I ukazał się znak wielki na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, a księżyc pod Jej nogami, a na głowie Jej korona z gwiazd dwunastu (11), – Królową takiej piękności, chwały i potęgi, że na Jej widok Niebo i ziemia wołają w zdumieniu: któraż to jest, która idzie jako zorza powstająca, piękna jako księżyc, wybrana jako słońce, ogromna jako wojska uszykowane porządnie (12).
 
II.
 
A jakże ziemia uczciła swoją Królowę? Odpowiem na to, że cześć Maryi jest tak stara, jak religia objawiona, tak rozległa, jak świat chrześcijański, tak wysoka, jak duch wiary, tak głęboka, jak serce miłujące. Już Patriarchowie i Prorocy tęsknili za Matką przyjść mającego Zbawiciela i naprzód słali Jej swe hołdy; wyglądały Jej też z upragnieniem narody pogańskie, całą bowiem ziemię obiegła przepowiednia Boża, że Niewiasta zetrze głowę węża. Kiedy wreszcie przyszła ta Niewiasta i zrodziła światu Zbawcę, otoczyły Ją czcią i miłością wszystkie dusze wierzące, przed innymi czysty oblubieniec Józef, cna Elżbieta z mężem i przesłannik Jan, dalej zaś Apostołowie wraz z uczniami i świętymi niewiastami. Opowiadają, że kiedy Dionizy Areopagita, uczeń św. Pawła, ujrzał po raz pierwszy Najświętszą Pannę, uderzony Jej majestatem, upadł na twarz, a potem wyznał, że gdyby go wiara nie była pouczyła inaczej, byłby Maryję uczcił jako bóstwo. Później o parę wieków znaleźli się nawet heretycy, kollyrydianami zwani, którzy Najświętszej Pannie oddawali cześć Boską, jakby jakiej bogini, i składali Jej ciasto w ofierze; lecz Kościół potępił ich błąd, do bałwochwalstwa wiodący, a natomiast uczył zawsze i uczy, że Maryja jest tylko stworzeniem, że zatem nie należy się Jej uwielbienie czyli cześć bezwzględna, do której tylko Bóg sam ma prawo.
 
Z drugiej strony kazał Kościół czcić Maryję więcej niż Aniołów i Świętych, iż jako Matka Syna Bożego, pełna łaski, pełna świętości i pełna chwały, wyniesioną została ponad wszystkie stworzenia. Kiedy w wieku piątym bezbożny Nestoriusz począł uwłaczać tej czci, odmawiając Maryi nazwy i godności Bogarodzicy, rozległ się po całym świecie chrześcijańskim okrzyk oburzenia; po czym Ojcowie Soboru Efeskiego rzucili swe klątwy na zuchwalca, a jeden z nich, św. Cyryl Aleksandryjski, zawołał wówczas z uniesieniem: "Pozdrawiamy Cię, o Dziewico-Matko, Kościele żyjący i nieśmiertelny Bóstwa, skarbie i światłości świata, chwało panieństwa, podporo wiary prawdziwej, mocna kolumno kościołów wszystkich".
 
Chcecie się dowiedzieć, jak cześć Maryi jest starą w Kościele, zbudźcie ze snu śmierci dawne pokolenia, co już od wielu wieków śpią w mogiłach, a opowiedzą wam, że na gruzach bałwochwalni i bożyszczy wznosiły, poniżej tronu Jezusowego, tron dla Bogarodzicy. Spuście się do katakumb rzymskich, czyli tych cmentarzy podziemnych, w których chrześcijanie przez trzy wieki grzebali swoich zmarłych, a na ścianach, zroszonych krwią tylu Męczenników, zobaczycie, w dwóch zwłaszcza miejscach (13), obrazy przedstawiające Najświętszą Matkę z Dzieciątkiem Jezus na ręku; że zaś tych obrazów jest tak mało, nic w tym dziwnego, bo wówczas przed okiem pogan ukrywano skrzętnie tajemnice wiary. Przeglądnijcie wreszcie najstarsze księgi liturgiczne i dzieła Ojców Kościoła, a wyczytacie tam zapisane złotymi głoskami Imię Maryja; jak zaś czczono to Imię w pierwszych wiekach, niech zaświadczy św. Efrem, który w jednym z kazań tak się odzywa do Bogarodzicy: "O niepokalana, nienaruszona, cała czysta, Dziewico Matko Boża, Królowo wszystkich, nadziejo rozpaczających, Pani nasza najchwalebniejsza, najlepsza i najdoskonalsza, wyniesiona nad Niebiany, jaśniejsza nad promienie słońca i nad błyskawice, czcigodniejsza nad Cherubinów,... świętsza nad Serafinów i bez porównania wyższa w chwale, niż wszystkie inne wojska niebieskie" (14).
 
Chcecie się dowiedzieć, jaką cenę ma cześć Maryi dla Kościoła: rozważcie, jak żarliwie stara się Kościół o jej rozkrzewienie. Wszakże to dla uwielbienia Boga a ku czci Bogarodzicy zatwierdził Jej Macierzyństwo Boże na Soborze Efeskim, w naszych zaś czasach usty nieśmiertelnej pamięci Piusa IX Niepokalane Jej Poczęcie jako artykuł wiary ogłosił. Ku czci Maryi ustanowił dwadzieścia pięć uroczystości lub świąt, zdobiących wzorzystą wstęgę roku kościelnego, a prócz tego jeden dzień w tygodniu i cały jeden miesiąc tej przedziwnej Królowej poświęcił. Ku czci Maryi i pod Jej wezwaniem utworzył kilka zakonów, jak np. Najświętszej Panny z Góry Karmelu, Nawiedzenia, Wniebowzięcia, Zwiastowania, Okupu itd., to znowu zawiązał wiele bractw i stowarzyszeń świeckich, że wymienimy tylko bractwa Różańca, Szkaplerza i Niepokalanego Jej Serca. Ku czci Maryi wieńczy złotymi koronami Jej obrazy, łaskami wsławione, i urządza gromadne pielgrzymki; to znowu otwiera swą skarbnicę i ręką Namiestników Chrystusowych rozsypuje hojnie odpusty. Ku czci Maryi wprowadza coraz nowe nabożeństwa i modlitwy, a przez synów swoich głosi z kazalnic Jej chwałę, składa natchnione pieśni lub pisze uczone dzieła. Ku czci Maryi każe dzwonić rano, w południe i wieczór, aby każde kolano zginało się przed Słowem, które stało się ciałem, a każdy język wysławiał Służebnicę Pańską.
 
Chcecie się dowiedzieć, jak cześć Maryi jest szeroką, weźmijcie skrzydła, jako orłowie, i przebiegnijcie ziemię całą. Zaglądnijcie naprzód do Europy; kto to wzniósł te wspaniałe świątynie, których wieże pną się hardo w niebo? Ludy chrześcijańskie. Komu na cześć? Bogu w Trójcy Jedynemu. A pod czyim imieniem? Pod imieniem Maryi. Takich świątyń znajdziecie niemało w każdym kraju, a są między nimi i takie, do których tysiącami spieszą pielgrzymi, bo tam Królowa Nieba i ziemi założyła swe stolice, by rozdawać łaski i przyjmować hołdy. Takie stolice ma Polska na Jasnej Górze, w Wilnie, Krakowie, Leżajsku, Gostyniu, Berdyczowie, na Kalwariach itd., Niemcy w Maria Zell, Altötting itd., Szwajcaria w Einsiedeln, Belgia w Tongern, Halle itd., Francja w Lourdes, la Salette, Lyonie, Marsylii, Chartres itd. Hiszpania w Montserrat, Saragossie, Madrycie itd. Włochy w Rzymie, Lorecie, Florencji, Neapolu, Pompei, i któż je zresztą policzy. Idźcie potem do ludów pogańskich, do których już dotarli misjonarze; jakie to imiona wymawiają ze czcią nowonawróceni chrześcijanie? Jezusa i Maryi. Komu to Chińczyk poświęca pierwszą świątynię w Pekinie, Japończyk w Nagasaki, Murzyn nad brzegami Zambezy, Indianin w dziewiczych lasach Ameryki? Bogarodzicy. Co więcej, sami nawet muzułmanie, acz nie uznają Chrystusa Pana prawdziwym Bogiem, jedno wielkim prorokiem, oddają hołd Najświętszej Pannie, bo wszakże w ich księdze religijnej, Koranem zwanej, taki przychodzi ustęp: "Aniołowie rzekli do Maryi: Bóg wybrał Cię i ustrzegł od zmazy wszelakiej; On wybrał Ciebie spośród wszystkich niewiast świata tego".
 
Chcecie się dowiedzieć jak drogą jest cześć Maryi sercom katolickim, zbadajcie ich tętno, a przekonacie się, że one po Bogu najsilniej biją dla Najświętszej Panny. Przysłuchajcie się potem, do kogo to z ziemi niedoli najwięcej wznosi się jęków i próśb? Do Pocieszycielki strapionych, do Uzdrowienia chorych, do Ucieczki grzesznych. Czyjej to przede wszystkim opiece polecają się wygnańcy synowie Ewy? Matki miłosierdzia. Komu to królowie poruczają swe korony i losy swoich ludów? Komu bogaci ofiarują swe złoto, ubodzy swe łzy, wszyscy swą cześć i miłość? Królowej Nieba i ziemi.
 
Zaprawdę, o Maryjo, spełniła się przepowiednia Twoja: Błogosławioną mię zwać będą wszystkie narody; nie masz bowiem narodu, któryby Cię nie czcił, nie ma duszy wierzącej, która by Cię nie miłowała, a ziemia cała to tylko podnóże tronu Twego!
 
O Najmilsi, czy wy również czcicie i miłujecie tę Królowę? Lecz czemuż ja o to pytam; wszakże wy z podwójnego względu jesteście Jej poddanymi, raz jako chrześcijanie, po wtóre jako dzieci tego narodu, który Maryję uznawał zawsze i uznaje dotąd swoją Królową. Cześć Jej tak ślicznie zakwitła w tym narodzie, iż go słusznie nazwano narodem Maryi; a jeżeliby kto pytał o pomniki tej czci, wskażę mu wspaniałe świątynie, pod wezwaniem Maryi wzniesione, i te liczne pielgrzymki do Jej stolic, dotąd trwające, i tę pieśń "Bogarodzica Dziewica", śpiewaną przez całe rycerstwo od zarania dziejów, i to uroczyste oddanie się całego królestwa Jej miłościwej a potężnej opiece. A dziś czy ta cześć jest u nas tak powszechną i gorącą, jak niegdyś? Czy i dziś każdą pierś okrywa Szkaplerz i każda ręka przesuwa nabożnie paciorki Różańca, jak to ongi bywało? Czy i dziś w każdym domu, bądź włościańskim i mieszczańskim, bądź magnackim, brzmią z rana Godzinki, jak to ongiś bywało? Czy i dziś na głos dzwonu wszelka odkrywa się głowa i wszelkie usta szepcą: Anioł Pański, jak to ongiś bywało? Czy i dziś poszczą wszyscy w wigilię do uroczystości Najświętszej Panny i przynajmniej pragną przystąpić w te dni do Sakramentów świętych, jak to ongiś bywało? Niestety, tego powiedzieć nie mogę; owszem, muszę wyznać z boleścią, że niektóre z tych praktyk świętych, które były chlubą naszych pradziadów, wydają się dziś wielu wykształconym przestarzałymi, – co gorsza, że miłość ku Maryi w wielu sercach wyziębła.
 
Dwieście przeszło lat temu, kiedy Szwed najechał ziemię polską i jedna tylko Częstochowa oparła się tej nawale, pobożny król Jan Kazimierz swoim i narodu imieniem złożył ślub przed obrazem Najświętszej Panny we Lwowie, że cześć i nabożeństwo ku Niej, jako Królowej narodu, będzie rozszerzać po wszystkich krainach Królestwa, – że się postara, aby ku Jej czci dzień ów uroczyście a na wieczne czasy był święcony, – że wreszcie ze wszystkimi stanami sprawi, aby lud wieśniaczy od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków został wyzwolony. Z tych obietnic żadnej naród całkowicie nie spełnił, natomiast wyższe jego warstwy pod wpływem niedowiarstwa, co jak powietrze morowe szło z zachodu, zobojętniały w wierze i we czci Bogarodzicy; ale też głównie za sprzeniewierzenie się Bogu i zapomnienie o Królowej niebieskiej, sprawiedliwość Boża strąciła koronę z czoła narodu, a skazawszy go na ciężką służbę u sąsiadów, kazała mu karmić się chlebem ucisku i pić ze strumienia goryczy.
 
Chcemyż wyprosić znowu miłosierdzie Boże dla narodu, rozpalmy w jego sercu nabożeństwo do Najświętszej Panny, niby ogień Boży, tak wysoki jak Niebo, tak szeroki, jak ziemia polska, i prośmy, by najlitościwsza Królowa orędowała tam za swoimi poddanymi. Niech nas do tego skłoni również wzgląd na szczęście nasze, bo wszakże prawdziwa cześć Bogarodzicy jest nie tylko słodką nader pociechą w życiu, ale też bezpieczną rękojmią zbawienia, jako Ona sama nas zapewnia: Błogosławiony człowiek, który mię słucha i który czuwa u drzwi moich na każdy dzień. Kto mię znajdzie, znajdzie żywot i wyczerpnie zbawienie od Pana (15). Św. Jacek był wielkim czcicielem Maryi i poniósł Jej Imię daleko na wschód, ale też za to, gdy umierał w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Panny, Ona sama przyszła po jego duszę i zaniosła ją do Nieba. O Najmilsi, jeżeli i my będziemy tak czcić Bogarodzicę, może także dostąpimy podobnej łaski.
 
Bo i czemuż nie miałabyś się okazać i dla nas tak łaskawą, o najchwalebniejsza Królowo; przecież dla wszystkich zostałaś wyniesioną tak wysoko i wszystkich mieścisz pod królewską swoją szatą. Spojrzyjże z tronu swego na poddanych swoich, podnoszących ku Tobie załzawione oczy i stęsknione serca. Otośmy nędzni grzesznicy, nieprawościami skalani i win pełni, – więc nas zasłoń przed karzącym mieczem Sędziego, o najlitościwsza Ucieczko grzesznych. Otośmy chorzy i ranami okryci, – więc nas uzdrów i rany nasze balsamem niebieskim ulecz, o najtroskliwsza Lekarko nasza. Otośmy zgłodniali wśród puszczy świata i usychający z pragnienia, bo bez wody żywej, – więc nas nakarm Chlebem Bożym i napój wodą łaski, o najczulsza Opiekunko nasza. Otośmy jako żołnierze porzuceni w ziemi nieprzyjacielskiej, gdzie srogi bój staczać musimy, – więc nas przyodziej w Twą zbroję i omdlewające siły pokrzep, o potężna Hetmanko nasza. Otośmy jako wygnańcy, stęsknieni za ojczyzną i chleb swój polewający łzami, – więc nas pociesz słodkością swoją i zwiędniałe serca rosą górną odwilż, o najsłodsza Pocieszycielko nasza. Otośmy jako sieroty tułające się bez opieki, bez dachu, – więc przytul nas do swego serca i w domu swoim umieść, byśmy przez całą wieczność wielbili z Tobą Boga w Trójcy Świętej Jedynego i jako dworzanie otaczali Twoją stolicę, o słodka, o wspaniała, o niewysłowiona Królowo Maryjo. Amen.
 
–––––––––––
 
 
Kazania na uroczystości i święta Najświętszej P. Maryi. Część pierwsza. Napisał X. Dr. Józef Sebastyan Pelczar, Biskup Przemyski, były Prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego itd., Spółka Wydawnicza Polska w Krakowie. 1911, ss. 198-211. (a)
 
Przypisy:

(1) Ps. CXIX, 5.
(2) Ps. LIV, 7.
(3) Pieśń n. p. II, 10; IV, 8.
(4) Ps. CXXI, 1.
(5) Por. św. Bern. Super Miss. tr. 4 i św. Anzelm.
(6) Św. Antonin.
(7) Św. Bernardyn Sien.
(8) Est. VII, 2.
(9) Richardus a S. Laur. Lib. VI. De laude B. V.
(10) Ps. XLIV, 10.
(11) Apok. XII, 1.
(12) Pieśń n. p. VI, 9.
(13) W katakumbach św. Agnieszki i św. Domitylli. Czyt. Nicolas, La Vierge Marie et le plan divinT. IV, L. III, Ch. III.
(14) Sermo 2 de laud. Virg.
(15) Przyp. VIII, 34-35.

ŹRÓDŁO: ultramontes.pl

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.