_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

środa, 8 października 2014

Wywiad z bp. Fellayem po jego spotkaniu z kard. Müllerem


Wywiad z bp. Bernardem Fellayem, przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, przeprowadzony po jego spotkaniu z kard. Gerardem Ludwikiem Müllerem, prefektem Kongregacji Nauki Wiary.

23 września br. Wasza Ekscelencja spotkał się z kard. Müllerem. Komunikat Biura Prasowego Watykanu powtarza sformułowania znane z komunikatu wydanego w 2005 r. po spotkaniu z papieżem Benedyktem XVI, w którym również była mowa o tym, że obie strony będą „procedować stopniowo, w rozsądnym okresie czasu (…) i z zachowaniem perspektywy pełnej komunii”. Z drugiej strony tegoroczny komunikat mówi o „pełnym pojednaniu”. Czy to znaczy, że wszystko zaczyna się znów od początku?

I tak, i nie – w zależności od przyjętego punktu widzenia. Nie jest to nic nowego w tym sensie, że zarówno nasi rozmówcy, jak i my sami zdajemy sobie sprawę, że wciąż mamy do czynienia z różnicami doktrynalnymi – jasno określonymi podczas dyskusji teologicznych [prowadzonych] w latach 2009–2011 – i że z tego powodu nie mogliśmy podpisać preambuły doktrynalnej, przedłożonej przez Kongregację Nauki Wiary w 2011 r.

A co jest nowego?

Mamy nowego papieża, a na czele Kongregacji Nauki Wiary stoi nowy prefekt. To niedawne spotkanie pokazuje, że ani oni, ani my nie chcemy przerwy we wzajemnych relacjach: obie strony podkreślają, że wyjaśnienie kwestii doktrynalnych jest niezbędne przed jakąkolwiek formą uznania kanonicznego. To dlatego władze rzymskie domagają się wyraźnego uznania [przez Bractwo] preambuły doktrynalnej, a z kolei my nie możemy jej podpisać z powodu zawartych w niej dwuznaczności.

Kolejnym nowym faktem jest zaostrzenie się kryzysu w Kościele. W przeddzień Synodu o Rodzinie (chodzi o III Nadzwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów, które ma się odbyć w dniach od 5 do 19 października br. – przyp. red.) wychodzą na jaw wysunięte przez kilku kardynałów poważne i dobrze umotywowane zarzuty pod adresem propozycji kard. Kaspera dotyczących udzielania komunii osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach. Podobna sytuacja nie miała w Rzymie miejsca od czasu interwencji kardynałów Ottavianiego i Bacciego i upublicznienia ich Krótkiej analizy krytycznej nowego porządku Mszy w 1969 r.

Ale to, co się nie zmieniło, to fakt, że władze rzymskie wciąż nie biorą pod uwagę naszej krytyki soboru, ponieważ w porównaniu z poważnymi problemami w dzisiejszym Kościele wydaje im się ona sprawą drugorzędną czy wręcz wydumaną. Hierarchowie dostrzegają kryzys, który wstrząsa Kościołem na jego najwyższym szczeblu – teraz dotyka on kardynałów – ale nie uważają, że jego przyczyną może być właśnie sobór. To jest jak dialog głuchych.

Czy Wasza Ekscelencja może podać konkretny przykład?

Przykładem tego, o co obwiniamy sobór, są propozycje kard. Kaspera umożliwienia komunii osobom rozwiedzionym, pozostającym w nowych związkach. W przemówieniu, które kardynał wygłosił podczas konsystorza 20 lutego br., zaproponował, aby uczynić to samo, do czego doszło na soborze, to znaczy: potwierdzić naukę katolicką, ale jednocześnie zaoferować „rozwiązania duszpasterskie”.

W licznie udzielanych wywiadach kard. Kasper ponawia rozróżnienie pomiędzy nauczaniem a praktyką duszpasterską. Twierdzi, że teoretycznie nie można zmienić doktryny, ale jednocześnie zastrzega, że konkretnie, w rzeczywistości, zdarzają się sytuacje, w których doktryna nie znajduje zastosowania. Wówczas, zgodnie z jego opinią, rozwiązanie można znaleźć tylko dzięki podejściu duszpasterskiemu… kosztem nauczania. Winimy sobór za stworzenie tego sztucznego podziału między doktryną a praktyką duszpasterską, ponieważ ta praktyka musi wynikać z doktryny. Na skutek wielu ustępstw poczynionych ze względów duszpasterskich w Kościele zostały wprowadzone istotne zmiany, a jego doktryna została naruszona. Oto, co wydarzyło się podczas i po soborze, a my potępiamy właśnie tę strategię, której dziś używa się przeciwko moralności małżeńskiej.

Ale czy zmiany wprowadzone podczas soboru, które pośrednio naruszały doktrynę, były tylko pastoralne?

Nie, rzeczywiście trzeba zauważyć, że poważne zmiany zostały dokonane również w samej doktrynie: wolność religijna, kolegializm, ekumenizm… Jednak jest prawdą, że te zmiany wyraźniej przejawiają się w swoich konkretnych zastosowaniach duszpasterskich, ponieważ w dokumentach soborowych są one przedstawione jako nieśmiałe sugestie, podane nie wprost, pełne niedopowiedzeń… co czyni z nich – by użyć słów mego poprzednika, ks. Schmidbergera – „bomby zegarowe”.

Gdzie wśród propozycji kard. Kaspera Wasza Ekscelencja dostrzega rozwiązania duszpasterskie, które uwypuklają zmiany doktrynalne wprowadzone podczas soboru? Gdzie można zobaczyć „bombę zegarową”?

W wywiadzie udzielonym 18 września watykaniście Andrzejowi Torniellemu kardynał powiedział: „Doktryna Kościoła nie jest systemem zamkniętym – II Sobór Watykański naucza o jej rozwoju, co oznacza, że ​​jest możliwe jej pogłębienie. Zastanawiam się, czy pełniejsze zrozumienie, podobne do tego, jakie widzieliśmy w eklezjologii, jest możliwe także w tym przypadku (tzn. rozwiedzionych katolików żyjących w związkach cywilnych – przyp. A.T.). Chociaż Kościół katolicki jest prawdziwym Kościołem Chrystusa, to również poza instytucjonalnymi granicami Kościoła istnieją elementy eklezjalności. Czy niektóre elementy małżeństwa sakramentalnego nie mogłyby być, w pewnych przypadkach, uznawane również w małżeństwach cywilnych? Na przykład zobowiązanie na całe życie, wzajemna miłość i opieka, chrześcijańskie życie i publiczna przysięga wierności, która nie występuje w wolnych związkach.”

To, co mówi kard. Kasper, jest całkiem logiczne i doskonale spójne. Proponuje on – w dziedzinie małżeństwa – duszpastersko zastosować nowe zasady dotyczące Kościoła, w imię ekumenizmu wyrażone na soborze: istnieją elementy eklezjalności poza Kościołem. Kardynał logicznie przechodzi z dziedziny ekumenizmu kościelnego do ekumenizmu małżeńskiego. Zatem, jego zdaniem, istnieją elementy małżeństwa chrześcijańskiego poza sakramentem [małżeństwa]. Mówiąc wprost, trzeba by zapytać małżonków, co pomyśleliby o [propozycji] „ekumenicznej” wierności małżeńskiej albo „wierności w różnorodności”! I analogicznie, co my mamy myśleć o tak zwanej „ekumenicznej” jedności doktrynalnej, która jest jednością w różnorodności? To są konsekwencje tego, co potępiamy, ale Kongregacja Nauki Wiary albo tego nie dostrzega, albo nie chce dostrzec.

Jak należy rozumieć wyrażenie „procedować stopniowo”, obecne w watykańskim komunikacie?

Jako wspólne – Rzymu i Bractwa Świętego Piusa X – pragnienie kontynuowania rozmów doktrynalnych w szerszych, mniej formalnych ramach niż to miało miejsce podczas poprzednich dyskusji.

Ale skoro rozmowy doktrynalne z lat 2009–2011 nie przyniosły żadnego rezultatu, to po co je wznawiać, choćby i w szerszym zakresie?

Ponieważ – idąc za przykładem abp. Lefebvre’a, który nigdy nie odrzucał zaproszeń władz rzymskich – zawsze rozmawiamy z tymi, którzy pytają nas o przyczyny naszej wierności Tradycji. Nie możemy uchylać się od tej powinności i będziemy wypełniać ją w duchu i w ramach obowiązków, które zostały określone podczas ostatniej Kapituły Generalnej FSSPX.

Ale, skoro wspomniał Ksiądz moją audiencję u papieża Benedykta XVI w 2005 r., to pamiętam, iż powiedziałem wówczas, że chcieliśmy wykazać, że w dzisiejszym świecie Kościół byłby silniejszy, gdyby stał na straży Tradycji. Chciałbym też dodać: gdyby z dumą wspomniał na swoją dwutysiącletnią Tradycję. Raz jeszcze powtórzę, że pragniemy dać nasze świadectwo – jeśli Kościół chce zakończyć ten tragiczny kryzys, w którym jest pogrążony, to lekarstwem nań jest Tradycja. W ten sposób manifestujemy naszą synowską cześć dla wiecznego Rzymu, dla Kościoła, Matki i Nauczycielki prawdy, któremu jesteśmy głęboko oddani.

Wasza Ekscelencja powiedział, że to jest dawanie świadectwa; czyż nie jest to raczej wyznanie wiary?

Jedno nie wyklucza drugiego. Nasz Założyciel zwykł mawiać, że teologiczne argumenty, przez które wyznajemy wiarę, nie zawsze są rozumiane przez naszych rzymskich rozmówców, ale to nie zwalnia nas z obowiązku ich przywoływania. Co więcej, Arcybiskup, ze swoim charakterystycznym nadprzyrodzonym realizmem, dodawał, że konkretne osiągnięcia Tradycji, takie jak seminaria, szkoły, przeoraty, liczba księży, braci i sióstr, seminarzystów i wiernych świeckich, również ma wielką wartość jako dowód. Wobec tych namacalnych faktów nie sposób użyć bałamutnych argumentów: contra factum non fit argumentum (łac. ‘z faktami się nie dyskutuje’). A w tym przypadku możemy wytłumaczyć znaczenie tej łacińskiej sentencji słowami Pana Jezusa: „przeto z owoców ich poznacie ich”. I w tym sensie, wyznając wiarę, musimy dawać świadectwo żywotności Tradycji.

Interview with Bishop Fellay after his meeting with Cardinal Müller

Źródło informacji: http://news.fsspx.pl

wtorek, 7 października 2014

O. Volpi bezprawnie suspendował sześciu Franciszkanów Niepokalanej



Komisarz przeprowadzający destrukcję Franciszkanów Niepokalanej przekroczył kolejną granicę. Tym razem – ignorując normy kanoniczne – suspendował sześciu braci chcących opuścić zgromadzenie. Dlaczego? Duchowni, obserwując obecny stan ich instytutu życia konsekrowanego, chcieli rozpocząć posługę w diecezjach. Biskupi przywitali ich z otwartymi rękami.

poniedziałek, 6 października 2014

6 mitów na temat Świętej Inkwizycji



Słysząc o Inkwizycji większość współczesnych ludzi przed oczyma wyobraźni widzi płonące stosy i miecze zakonników rozbijające głowy niewiernych. Nic bardziej mylnego – historia Inkwizycji to jedna z najbardziej kłamliwie zmitologizowanych opowieści w dziejach świata. Poznaj sześć głównych mitów na temat Świętej Inkwizycji. Nie daj się oszukiwać historycznym ignorantom!

niedziela, 5 października 2014

x. Jacek Bałemba SDB: Stosowny strój w kościele


Wśród haseł zwodniczych i rozpowszechnionych, którymi nurt rewolucyjny posługuje się w celach destrukcyjnych, jest i to: „Nieważne to, co zewnętrzne, ważne to, co w sercu”. Ten postulat, który nie liczy się z duchowo-cielesną strukturą człowieka, został bezkrytycznie zasymilowany przez wielu katolików. Skutki są takie, że rozpowszechnił się i nadal się rozpowszechnia grzech nonszalancji, zwłaszcza w sferze kultu. Problem dotyczy między innymi ubioru.

Jak to się dzieje, że w kontaktach dyplomatycznych, urzędowych, uniwersyteckich i artystycznych przykłada się niejednokrotnie większą wagę do godnego stroju, aniżeli w kontekście spraw najświętszych – modlitwy, kultu, kościoła, Mszy Świętej? Ubiór świadczy o szacunku, bądź o jego braku, dla osoby, wobec której się znajduję. Jest jeszcze kwestia okoliczności i stosowności adekwatnej do czasu i miejsca. Mówimy: strój świąteczny.

W sobotę wieczorem wypastowane buty stoją już przygotowane do kościoła. Pięknie, rodzinnie i po Bożemu.

Rzymski katolik nie prezentuje bylejakości stroju. O nieprzyzwoitości nawet nie mówimy. Rzymski katolik nie prezentuje bylejakości stroju w kościele. Rzymski katolik przywiązuje wagę do godnego stroju, zwłaszcza wtedy, kiedy wybiera się na Mszę Świętą. Dotyczy to dorosłych – mężczyzn i kobiet, oraz młodzieży i dzieci.

Jest kwestia zróżnicowania: inaczej ubierają się mężczyźni a inaczej powinny ubierać się niewiasty.

Także idąc do kościoła, inaczej ubierają się mężczyźni a inaczej powinny ubierać się niewiasty.
Zróżnicowanie, o którym mowa nie jest arbitralnym i przypadkowym, oddolnym wyborem, ale ma swój obiektywny fundament w zamyśle Bożym:

„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,
na obraz Boży go stworzył:
stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27).

Zróżnicowanie jest szlachetną powinnością – zawsze w połączeniu z kryterium stosowności, przyzwoitości, skromności oraz dyskretnego piękna i godnej elegancji.

Szlachetne nakrycie niewieściej głowy w kościele jest wyrazem jej pokory wobec majestatu Pana Boga.

Szlachetne nakrycie niewieściej głowy w kościele jest wyrazem jej szacunku dla Pana Boga.

Szlachetne nakrycie niewieściej głowy w kościele przynosi więcej dobrych owoców niż niejedno kazanie.

Mówiąc o szlachetnym zróżnicowaniu, pisze św. Paweł między innymi o takich szczegółach: „Osądźcie zresztą sami! Czy wypada, aby kobieta z odkrytą głową modliła się do Boga? Czyż sama natura nie poucza nas, że hańbą jest dla mężczyzny nosić długie włosy, podczas gdy dla kobiety jest to właśnie chwałą?” (1 Kor 11, 13-15).

Tenże Apostoł tak poleca: „Kobiety – w skromnie zdobnym odzieniu, niech się przyozdabiają ze wstydliwością i umiarem, nie przesadnie zaplatanymi włosami albo złotem czy perłami, albo kosztownym strojem, lecz przez dobre uczynki, co przystoi kobietom, które się przyznają do pobożności” (1 Tm 2, 9-10).

Kwestia jest istotna i bardziej sięga głębi człowieka, niż by się to na pozór mogło wydawać.
Kto czyta, niech rozumie. Kto nie uległ rewolucyjnemu postulatowi, który przywołałem w pierwszym zdaniu dzisiejszego słówka, ten rozumie.

Błogosławionej niedzieli!
Niech Bóg Was błogosławi, da Wam noc spokojną,
przyszłość dobrą i wieczność szczęśliwą.

Źródło informacji: FACEBOOK

czwartek, 2 października 2014

Abp. Annibale Bugnini - twórca Nowej Mszy




Fragment książki ks. Stephan Messen ,,Hoc est enim corpus meum"

Michael Davies: Reforma liturgiczna à la Cranmer


Kościół jest obecnie targany z pewnością największym kryzysem od czasu protestanckiej reformacji, a całkiem możliwe, że największym od czasów herezji ariańskiej. Papież Paweł sam mówił o dymie szatana, który przeniknął do wnętrza Kościoła (…) liczba powołań wciąż się zmniejsza (…) uczestnictwo we Mszy spada w całym świecie zachodnim, najbardziej dziwaczne wierzenia są prezentowane jako nauka katolicka (…). Nie ma już prawie tradycyjnych nauk ani tradycyjnych praktyk, które nie zostałyby zakwestionowane lub których obecne znaczenie nie stałoby się przeciwieństwem dawnego. Kapłani, którzy przez dziesięciolecia tłumaczyli swemu ludowi, dlaczego Msza musi być zawsze sprawowana w języku łacińskim, teraz zdają się podejrzewać, że wszyscy parafianie, którzy proszą o Mszę łacińską, są na bakier z ortodoksją. Kapłani, którzy przez dziesięciolecia wyjaśniali, dlaczego nie możemy brać udziału w niekatolickich nabożeństwach, teraz twierdzą, że udział w nich jest podstawowym obowiązkiem katolika. I na tym nie koniec — nasze nabożeństwa (…) z każdym następnym etapem reformy liturgicznej coraz bardziej przypominają obrzędy protestanckie. Kolejne zmiany [w porządku] nowej katolickiej Mszy zostały wprowadzone w sposób podobny temu, jak to czynił Cranmer i za co został potępiony przez papieży oraz katolickich teologów i historyków. Jak zmiany, które przez wieki były uznawane za naganne, nagle mogły stać się godnymi podziwu?

Równie ważną kwestią jest sposób, w jaki te zmiany się dokonały. Oczywista i precyzyjna odpowiedź brzmi, że w wyniku II Soboru Watykańskiego. Ale jak ten sobór mógł doprowadzić do tak zdumiewającego naruszenia katolickiej tradycji i praktyki? (…) Czy wszystko, co przychodzi w imię Vaticanum II, musi być przyjmowane bezkrytycznie?

Michael Davies, Cranmer’s Godly Order. The Destruction of Catholicism Through Liturgical Change (fragment wstępu w przekładzie J. Pytla), cyt. za: Jakub Pytel, Sławni Konwertyci, Warszawa 2014, s. 183.

środa, 1 października 2014

Z księgarskiej półki c.d. - W towarzystwie aniołów


Robert Strand

W TOWARZYSTWIE ANIOŁÓW

Obrazek W towarzystwie aniołów

Wydawnictwo M, Kraków 2014
ISBN978-83-8021-001-1
Format: 140x202, ss. 120, oprawa: miękka, cena 22,40 zł

Prawdziwe historie ludzi, którzy w różnych sytuacjach życiowych doświadczyli spotkania z aniołami i ich pomocy. Każda opisana historia zakończona jest pytaniami do refleksji, co może pomóc Czytelnikowi odkryć obecność aniołów we własnym życiu.

Od najdawniejszych czasów ludzie wierzą w cudowną interwencję aniołów , które pojawiają się by uchronić człowieka przed niebezpieczeństwem, zbłądzeniem w grzechu, a nawet śmiercią. Ciągle trudno jest zgłębić prawdziwą naturę tych niezwykłych istot.

Robert Strand przekonuje, że takie cudowne zdarzenia z udziałem posłańców Pana Boga wciąż mają miejsce, choć najczęściej o ich niezwykłości zdajemy sobie sprawę po czasie, kiedy dokładnie przeanalizujemy fakty związane z naszym życiem.

Ta książka to pełna niezwykłych historii opowieść o ogromnej miłości Boga do człowieka , która przejawia się w nieustannej opiece aniołów. Jest zapisem prawdziwych spotkań z Bożymi posłańcami.

Powołanie należy przyjąć z wdzięcznością


Powołanie należy przyjąć z wdzięcznością

W zatwierdzeniu Instytutu Dobrego Pasterza uznałem znak od Boga, który chciał, żebym podjął to wyzwanie, jakim jest współpraca w zakładaniu nowego instytutu – mówi dla portalu PCh24.pl ks. Mateusz Markiewicz z Instytutu Dobrego Pasterza.

Jest Ksiądz kolejnym Polakiem, który otrzymał święcenia kapłańskie w tradycyjnym instytucie. Czy mógłby Ksiądz na początku opowiedzieć pokrótce, jak toczyła się historia Instytutu Dobrego Pasterza?

Historia naszego Instytutu jest w miarę krótka, został on bowiem zatwierdzony przez Stolicę Apostolską w 2006 roku. Grupa księży należących niegdyś do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X zwróciła się do ówczesnego Przewodniczącego Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, kard. Castrillón-Hoyosa, z prośbą o erygowanie kolejnego tradycyjnego instytutu, otrzymując odpowiedź pozytywną oraz zapis o wyłącznym odprawianiu liturgii według ksiąg obowiązujących w 1962 roku.

Naszym domem-matką był kościół pod wezwaniem św. Eligiusza w Bordeaux, jednocześnie podjęto starania o otwarcie seminarium duchownego, które zostało ostatecznie utworzone w Courtalain. Od tego wszystko się zaczęło. Pozostałe lata to powolny wzrost Instytutu, głównie na terenie Ameryki Południowej, z otwarciem placówek w Brasilii i São Paulo.

Od jak dawna związany jest Ksiądz ze środowiskami tradycyjnymi?

Moja znajomość środowisk tradycyjnych rozpoczęła się kiedy jeszcze byłem w gimnazjum, będzie to więc już ponad dziesięć lat, jak znam te środowiska, głównie dzięki Duszpasterstwu Wiernych Tradycji Łacińskiej w Archidiecezji Wrocławskiej, któremu to wiele zawdzięczam.

Czy przed wyborem seminarium Instytutu Dobrego Pasterza zastanawiał się Ksiądz nad innymi seminariami? Co ostatecznie skłoniło Księdza do takiego wyboru?

Przyznam, że myśl o powołaniu była u mnie wcześniejsza od samego poznania środowisk tradycyjnych. Było dla mnie wtedy oczywistym, iż powinienem przestąpić próg seminarium diecezjalnego. Jednakże, z upływem lat i zagłębianiem tematów związanych z tradycją katolicką, zdecydowałem o tym, że Bóg powołuje mnie do odprawiania Mszy świętej według tradycyjnych ksiąg liturgicznych. W zatwierdzeniu Instytutu Dobrego Pasterza uznałem znak od Boga, który chciał, żebym podjął to wyzwanie, jakim jest współpraca w zakładaniu nowego instytutu.

Jak ludzie z otoczenia Księdza – rodzina, proboszcz, przyjaciele, znajomi – zareagowali na decyzję wstąpienia do tradycyjnego instytutu?

Zaskoczenia nie było. Mogę powiedzieć, że wymienione osoby wiedziały, co będę robił w życiu. Nikt mnie do zmiany decyzji nie nakłaniał i została ona pozytywnie przyjęta.

Jak przebiegała formacja w seminarium Instytutu Dobrego Pasterza? Czym się ono różni od diecezjalnych seminariów?

Formacja w naszym seminarium w Courtalain trwała sześć lat. Pierwszy rok, propedeutyczny, był poświęcony głównie pogłębianiu podstawowych znajomości o Piśmie Świętym, tradycyjnym nauczaniu Kościoła, historii ruchu tradycyjnego. Dwa kolejne lata to głównie filozofia, z przedmiotami teologicznymi, według myśli św. Tomasza z Akwinu. Wreszcie, trzy ostatnie lata, to wyłącznie przedmioty teologiczne, również w świetle Akwinaty.

Nie jestem w stanie, poza oczywistym aspektem różnic liturgicznych, porównać naszej fomacji z tą udzielaną w seminariach diecezjalnych, tej drugiej nie znam.

Jak wyglądają święcenia kapłańskie w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego?

Święcenia kapłańskie w tradycyjnej formie są obrzędem, który liczy sobie wiele wieków. Większość obrzędów odbywa się w tej części Mszy świętej, którą nazywa się Mszą katechumenów. Wraz z przyszłymi diakonami leży się krzyżem w trakcie śpiewu Litanii do Wszystkich Świętych. Mają miejsce pouczenia, nałożenie rąk przez biskupa, obecnych kapłanów, prefacja konsekracyjna. Ważnym elementem jest ubranie przez biskupa w szaty kapłańskie, namaszczenie rąk olejem katechumenów, podanie pateny z hostią i kielicha z winem, czym symbolicznie przekazuje się władzę odprawiania Mszy. Nowi kapłani koncelebrują z biskupem Mszę od ofertorium, recytując te same formuły co on. Neoprezbiterzy klęczą w trakcie owej koncelebracji i przyjmują Komunię wyłącznie pod postacią chleba. Pod koniec Mszy mają miejsce ryty uzupełniające, jak ostatnie nałożenie rąk, z przekazaniem władzy odpuszczania grzechów. Towarzyszy temu rozłożenie ornatu, który przez większość część ceremonii był złożony z tyłu.

Jakie przeżycia towarzyszyły Księdzu przy odprawianiu Mszy świętej prymicyjnej?

Po pierwsze, chciałbym podziękować wszystkim, który pomogli mi w organizacji mojej Prymicji. Ks. Prałat Stanisław Pawlaczek, proboszcz parafii pw. Najświętszej Maryi Panny na Piasku, wieloletni duszpasterz środowiska tradycyjnego, udostępnił mi kościół i okazał wiele sympatii. Obecny duszpasterz, ks. Ireneusz Bakalarczyk, wziął na siebie sporą część „techniczną” wydarzenia i pracował w ukryciu, za co mu serdecznie dziękuję. Roli kapłana asystenta podjął się ks. Leszek Królikowski, który wygłosił również budujące kazanie o roli kapłana. Równie ważna była dla mnie obecność ks. Jarosława Powąski z Kalisza, który był diakonem, oraz posługa subdiakona sprawowana przez kl. Michała Kaczmarczyka z naszego Instytutu. Nie mogę nie wspomnieć ministrantów pod wodzą Piotra Szukla, którzy okazali się niezawodni. Im wszystkim oraz wiernym, którzy mnie wsparli również materialnie, serdecznie dziękuję.

Samo odprawianie Mszy świętej jest czymś, co ciężko opisać, tym bardziej gdy jest to pierwsza Msza uroczysta, w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych. Wdzięczność Bogu za dar powołania, to chyba główne przeżycie, które towarzyszy takiemu wydarzeniu.

Gdzie obecnie Ksiądz posługuje? Czy jest szansa na to, że trafi Ksiądz ostatecznie do Polski?

Obecnie posługuję w naszej parafii personalnej w Bordeaux, która jest domem-matką naszego Instytutu, jak również i miejscem, gdzie przyjąłem wszystkie święcenia wyższe. Pomagam innym pracującym tu kapłanom, zajmują się głównie skautami, chórem i prowadząc jedną z grup katechezy. Jednocześnie, od października, podejmuję zaoczne studia z teologii w celu uzyskania licencjatu kanonicznego. W tym celu będę jeździł w miarę regularnie do Tuluzy, do Instytutu św. Tomasza z Akwinu prowadzonego przez dominikanów.

Bóg zapłać za rozmowę!

Rozmawiał Kajetan Rajski.

Źródło informacji:  http://www.pch24.pl/

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.