Pages

______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

czwartek, 10 czerwca 1999

Pamięci ks. Malachiego Martina



We wtorek 27 lipca 1999 r., w wieku 78 lat, wskutek następstw udaru mózgu zmarł w Nowym Jorku Malachi Martin, ksiądz katolicki, ex-jezuita, teolog, egzorcysta, wybitny znawca kulis polityki Watykanu, autor 16 bestsellerów. Popularność jego książek, nekrologi, jakie ukazały się we wszystkich dużych gazetach amerykańskich, wreszcie grono jego bliskich przyjaciół, do których należeli m.in. Michael Davies, ks. Charles Fiore, William Marra, ks. Alfred Kunz, Jerry Matatics czy Rama Coomaraswamy świadczą dobitnie, że ks. Martin był z pewnością postacią nietuzinkową i zasłużoną dla Tradycji katolickiej. Ale... czy ks. Martin od samego początku opowiedział się po stronie Tradycji w jej śmiertelnych zapasach z modernizmem? Niestety, nie brak świadectw niechlubnej roli, jaką ks. Martin miał rzekomo odegrać w czasie przygotowań i obrad Soboru Watykańskiego II; niektóre z nich sugerują nawet, że był on... głównym architektem deklaracji Nostra aetate, o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, w tym do Żydów.

Kim był ks. Malachi Martin? Tradycyjnym katolickim kapłanem, czcicielem Matki Boskiej z Gwadelupy, przerażonym obecnym stanem kryzysowym w Kościele (o którym, jako Vatican insider, wiedział więcej niż ktokolwiek inny), jak chcą jedni, czy też cynicznym „Judaszem XX w.” na służbie B’nai B’rith, jak twierdzą inni? A może współczesnym św. Pawłem, który – oślepiony okropieństwami, które widział z tak bliska – postanowił bronić Jednego i Świętego Kościoła?

Jezuita

Malachi Brendan Martin urodził się 23 lipca 1921 r. w Kerry, w Irlandii. W 1939 r. wstąpił do zakonu jezuitów; został wyświęcony na księdza w święto Wniebowstąpienia, 15 sierpnia 1954 r. W międzyczasie wiele studiował, uzyskując magisterium z filologii semickich i historii orientalnej w National University, równolegle poznając asyriologię w Trinity College. Następnie studiował na uniwersytecie w Louvain, w Belgii, gdzie również uzyskał dyplom z filozofii, teologii, języków semickich, archeologii i historii orientalnej. Zdobywał także wiedzę z zakresu psychologii eksperymentalnej i antropologii. Jeszcze później – równolegle na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie i na uniwersytecie w Oxford – specjalizował się w studiach nad rękopisami hebrajskimi i arabskimi z okresu przedchrześcijańskiego. Napisał jedną z pierwszych prac nt. zwojów znad Morza Martwego, a ponadto wiele naukowych artykułów o paleografii semickiej. Jego pierwszą książką było dwutomowe dzieło Kronikarski charakter zapisu zwojów znad Morza Martwego.

Od 1958 do 1964 r. ks. Martin przebywał w Rzymie jako sekretarz Agostino kard. Bei i bliski współpracownik papieża Jana XXIII, wypełniając na ich zlecenie wiele dyskretnych misji. Był również profesorem Papieskiego Instytutu Biblijnego, gdzie wykładał język hebrajski i aramejski, paleografię i biblistykę. W 1964 r. wystąpił z Towarzystwa Jezusowego; w następnym roku uzyskał zwolnienie ze ślubów posłuszeństwa i ubóstwa (nie prosił o dyspensę ze ślubu czystości). Sam ks. Martin twierdził, że Paweł VI zezwolił mu na prywatne odprawianie Mszy św. W pisanym przed śmiercią liście do przyjaciela wspomniał, że odprawiał ją codziennie – codziennie też odmawiał brewiarz.

Pisarz

Po wystąpieniu z zakonu ks. Martin z Rzymu – przez Paryż i Irlandię – wyjechał do Nowego Jorku. Początkowo, wciąż jako ksiądz, pracował tam jako taksówkarz i pomywacz (sic!) (1). Później kardynał Cooke przydzielił mu obowiązki w archidiecezji nowojorskiej; dostojnik nalegał także, aby ks. Martin dla swego własnego bezpieczeństwa zamieszkał u poleconej przezeń rodziny. Ks. Martin, który początkowo chciał mieszkać sam, zgodził się i wprowadził się na Manhattan, do domu Kakii Livanos. Rodzina, chociaż nie katolicka, okazała się troskliwa i opiekuńcza, a Kakia Livanos stała się oddaną gospodynią. Niestety, w czasie jego choroby nadużyła okazywanego sobie zaufania – ale tę sprawę, dotyczącą dwóch stron internetowych ks. Malachi Martina, opiszemy później.

Nadal wypełniając obowiązki kapłańskie, ks. Martin wkrótce poważniej zajął się pisarstwem. Liczne artykuły i książki szybko zdobyły mu nie tylko wiele znajomości w literackim światku Nowego Jorku, ale i zasłużoną sławę erudyty i świetnego znawcy tajemnic Watykanu. Już pierwsza powieść, The Encounter, okazała się znaczącym sukcesem, zdobywając tytuł jednej z „Trzydziestu Najlepszych Książek 1969 Roku”, przyznawany przez „Library Journal”. Później przyszły następne książki i następne sukcesy; umiejętnie łącząc obszerną wiedzę teologiczną i historyczną z błyskotliwym stylem pisarskim, wykorzystując wieloletnie obserwacje poczynione na najwyższych szczytach kościelnej władzy w Rzymie (znał osobiście trzech papieży!) ks. Martin co kilka lat zaskakiwał czytelników kolejnymi świetnymi pozycjami. I zarazem proroczymi.

W 1970 r. ks. Martin uzyskał obywatelstwo amerykańskie. W 1972 r. ukazała się powieść Three Popes and the cardinal. Ks. Martin przedstawił w niej wizję niedalekiej przyszłości („na długo przed rokiem 2000”), w której zabraknie instytucji, którą znaliśmy do tej pory jako Kościół Rzymski, Katolicki i Apostolski. Jego wydawca omal nie dostał apopleksji po przeczytaniu rękopisu... W 1973 r. książka Jesus now przyniosła szokującą prawdę o ciężkiej chorobie papieża Pawła VI; chorobie, którą Watykan przez długie lata starał się utrzymać w tajemnicy, a która ostatecznie wyszła na światło dzienne (Paweł VI cierpiał na białaczkę). Rok 1976 r. przyniósł super-bestseller Zakładnicy diabła, długo nie schodzący z list przebojów książkowych: pięć autentycznych historii opętanych Amerykanów. Zakładnicy doczekali się wielu wydań i entuzjastycznych recenzji wśród osób zajmujących się problemem opętania i egzorcyzmów; bez przesady można powiedzieć, że ta książka weszła na stałe do kanonu literatury przedmiotu.

W 1978 r. ukazało się The Final Conclave, książka odsłaniająca wiele ściśle strzeżonych tajemnic Watykanu: polityczne intrygi i cyniczne alianse najwyższych dostojników. Ks. Malachi Martin był jedyną osobą, która nie tylko publicznie przewidziała, że w przeciągu roku odbędzie się konklawe, ale także kto zostanie wybrany papieżem! Ta przepowiednia był tak nieprawdopodobna, że tylko jedna gazeta zdecydowała się ją opublikować przed śmiercią Pawła VI i wyborem jego następcy...

Rok 1987 r. to rok ukazania się Jezuitów (tylko ta książka oraz Zakładnicy diabła zostały wydane w Polsce (2), w ocenie „World Economic Review” „najbardziej przerażającego i kontrowersyjnego portretu Towarzystwa Jezusowego w ciągu ostatnich 300 lat”; portretu przedstawiającego członków szacownego zakonu jako grupę stawiającą sobie za cel propagowanie ideologii marksistowskiej. Liczne głosy jezuitów z całego świata, którym ks. Martin dał do przeczytania rękopis, były zgodne – o. John Hardon SI wyraził to mówiąc: „Jezuici są w 100% prawdziwi”.

Rok 1990 przyniósł kolejną obszerną powieść (ponad 700 stron): The Keys of This Blood. Tytuł nawiązuje do wydarzeń z 13 maja 1981 r. na Placu św. Piotra; podtytuł jest jeszcze bardziej wymowny: „Papież Jan Paweł II kontra Rosja i Zachód [w walce] o kontrolę nad Nowym Porządkiem Świata”. Książka przynosi dogłębną analizę obecnej sytuacji geopolitycznej oraz opis wydarzeń, które do niej doprowadziły. Ks. Malachi Martin daje się tu niespodziewanie poznać jako wyborny znawca historii krajów Europy Środkowej i Wschodniej, a zwłaszcza Rosji i Polski (w indeksie znajdujemy wiele polskich nazwisk oraz kilka terminów, których Autor używał w oryginale, nie tłumacząc na angielski, m.in. „Rzeczpospolita” oraz „racja stanu”!). Co dla nas, Polaków, szczególnie istotne, ks. Martin pisze o historii Polski z największą sympatią i szacunkiem.

Vatican insider

Ostatnia książka ks. Martina, Windswept House (1996), jest bodaj najważniejsza w całej jego działalności pisarskiej. Jest też chyba najbardziej szokująca: zaczyna się realistycznym opisem satanistycznego rytuału intronizacji Księcia Piekła, Lucyfera, który miał mieć miejsce w... kaplicy św. Pawła w Watykanie, 29 czerwca 1963 r., zaledwie tydzień po koronacji Pawła VI! (3). W licznych wywiadach ks. Martin z całą mocą powtarzał: „Tak, to prawda. Te rzeczy miały miejsce. Znam nazwiska, i wiele osób z Watykanu również je zna”. Po takich rewelacjach, choć podanych w formie beletrystycznej, trudno się właściwie dziwić, że Windswept House był przyjmowany z niedowierzaniem, a w USA, chociaż wydany przez znaną oficynę „Doubleday”, pominięty milczeniem przez oficjalne media. Ks. Fiore, pisząc dla „Catholic Family News” w czerwcu 1996 r. recenzję tej książki, wyraził się, że jest to „powieść, w której rzeczywiste osoby i wydarzenia są zamaskowane w postaci fikcji literackiej”.

Nawet niezwiązani z Kościołem krytycy zarzucali ks. Martinowi niekatolicki, czy wręcz antykatolicki wydźwięk jego powieści, zaludnionej cynicznymi dostojnikami, zupełnie nie po chrześcijańsku walczącymi o władzę, tajnymi lożami masońskimi, biskupami kontaktującymi się z mafią i wywiadami, kręgami satanistów i pedofilów otaczającymi Papieża. Odpowiadając na te zarzuty, w jednej z audycji radiowych Malachi Martin odparł: „Z teologicznego punktu widzenia (...), przybyliśmy do miejsca, kiedy musimy nazwać czarne czarnym, nawet jeśli jest to zgodne z opiniami, które zawsze wyrażali nasi krytycy i wrogowie”. Jego zamiarem było, aby Windswept House stał się orężem w rękach konserwatywnych katolików.

Czy ks. Martina poniosła tym razem literacka fantazja? Przecież od ponad 20 lat mieszkał poza Wiecznym Miastem, skąd więc mógł wiedzieć, co się tam dzieje, i to w dodatku nie na forum publicznym, ale za kulisami Kurii? On sam, jakby wychodząc naprzeciw podobnym wątpliwościom, w wywiadzie udzielonym stacji NWO 18 kwietnia 1996 r. powiedział:

Opuściłem Rzym i wyjechałem do USA, ale zostawiłem tam przyjaciół, nawiasem mówiąc wrogów też, tak więc miałem dobre kontakty z mnóstwem ludzi w Rzymie. (..) Co jakiś czas jeżdżę tam i utrzymuję bardzo bliski kontakt.

Rewelacje o praktykach satanistycznych w Watykanie zostały potwierdzone w grudniu 1996 r. na Międzynarodowym Kongresie na rzecz Światowego Pokoju „Fatima 2000” przez abp. Emmanuela Milingo, watykańskiego Specjalnego Delegata Komisji Pontyfikalnej ds. Opieki Duszpasterskiej nad Emigrantami i Uciekinierami. Abp. Milingo, ongiś arcybiskup Lusaki i przewodniczący Episkopatu Zambii (4), został oskarżony przez tamtejszych biskupów o czarnoksięstwo i w 1982 r. odwołany do Rzymu. Poddany upokarzającym przesłuchaniom i testom psychologicznym pozostał wierny Kościołowi i swemu powołaniu (5). Dodajmy też, że abp Milingo, podobnie jak ks. Martin, jest praktykującym egzorcystą (6).

Ciekawą, ale i kontrowersyjną sprawą jest przedstawienie osoby Jana Pawła II w Windswept House. Występuje on tam jako Slavic Pope – Słowiański Papież. Ks. Martin odmalowuje go jako postać tragiczną, w pełni świadomą nadejścia biblijnej „godziny i władzy ciemności”. Opuszczony przez hierarchię, otoczony przez ludzi pozbawionych wiary, zdecydowany jest walczyć z całych sił, aby opóźnić nadejście Zła. Bo Zło, zdaniem ks. Martina, musi nadejść. Wielokrotnie, w artykułach i wywiadach radiowych dawał on wyraz swemu przekonaniu, że żyjemy obecnie w czasach ostatecznych, opisanych w Apokalipsie św. Jana. I jednocześnie oznajmiał wprost, bez niedomówień, że zna treść Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej, co sprawiało, że jego wizje upadku Rzymu stawały się jeszcze bardziej złowieszcze.

Czy można mu wierzyć? Nawet najzagorzalsi przeciwnicy ks. Martina nie podważają jego opinii eksperta w sprawach dotyczących najściślej strzeżonych tajemnic Watykanu. Najrozsądniej będzie zatem odpowiedzieć na to pytanie tak: można mu nie wierzyć, ale nie można po prostu zbywać ani bagatelizować jego twierdzeń. Pozostaje otwartą natomiast inna kwestia – osobistego udziału ks. Malachi Martina w zakulisowym wyścigu o władzę i zdradzie Tradycji.

Periti

Przez kilka lat ks. Martin był, jak już wspomnieliśmy, sekretarzem kard. Bei. Zaiste, tajemnicza to postać i warto poświęcić jej kilka zdań. Jezuita, długoletni spowiednik Piusa XII i rektor Papieskiego Instytutu Biblijnego, jako Prezydent Sekretariatu Jedności Chrześcijan na II Soborze Watykańskim stał się jednym z nieformalnych przywódców opcji liberalno-modernistycznej pośród Ojców Soboru. Niektórzy przypisywali mu żydowskie pochodzenie (7); pozostaje faktem, że odegrał ważną rolę w dialogu katolicko-żydowskim (por.: ks. K. Stehlin, Zdrada Jezusa Chrystusa, Zawsze wierni nr 29, lipiec-sierpień 1999). Gazety nowojorskie opublikowały informację, że tuż przed rozpoczęciem obrad Soboru złożył wizytę w tamtejszej siedzibie żydowskiej organizacji B’nai B’rith (8). Zapytawszy ich, czego oczekują od Soboru, uzyskał odpowiedź: „Wolności religijnej!”. Kard. Bea istotnie przygotował wówczas projekt dokumentu o wolności religijnej, powołujący się na rewolucję we Francji oraz na Deklarację Praw Człowieka; dokument ten został następnie przeciwstawiony innemu, całkowicie tradycyjnemu, o „tolerancji religijnej”, autorstwa kard. Ottavianiego. Starcie wokół tych dwóch opcji na Głównej Soborowej Komisji Przygotowawczej było zarazem pierwszą większą potyczką Tradycji i moderny (9).

Czy Malachi Martin wiedział o rozmowach kard. Bei z masońską lożą B’nai B’rith? Odpowiedź jest prosta: jako jego sekretarz i bliski współpracownik nie mógł nie wiedzieć. Co więcej, w walce z Tradycją miał także swój własny udział: w wywiadzie, udzielonym Benjaminowi Kaufmanowi („Cincinnati Enquirer”, 22 grudnia 1973) przyznał, że celem jego przyjazdu do Rzymu było zbieranie informacji, które będą mogły posłużyć do szantażowania konserwatywnych kardynałów, aby zmusić ich do popierania opcji przyjętej przez Jana XXIII i kard. Beę (10). Natomiast Joseph Roddy, redaktor cieszącego się ongiś bardzo dużą popularnością pisma „Look” opublikował w styczniu 1966 r. artykuł, w którym twierdził, że choć osobą, która spowodowała, iż Sobór ugiął się pod żądaniami B’nai B’rith był Jules Isaac, współpracujący z „piątą kolumną” pośród Ojców Soboru, to jednak ostateczny sukces dążeń żydowskich został osiągnięty dzięki działaniom tajemniczego „szpiega w sutannie”, który nieustannie kursował pomiędzy Watykanem a nowojorską siedzibą B’nai B’rith, przewożąc instrukcje i – prawdopodobnie – duże sumy pieniędzy. Roddy nie podał nazwiska owego „szpiega”, podał natomiast szereg wskazówek, mogących pomóc w jego identyfikacji. Na ich podstawie inny dziennikarz amerykański, Lawrence Patterson, wydawca miesięcznika „Criminal Politics”, zidentyfikował tego szpiega jako Malachi Martina (11).

Znowu powraca zadane przez nas pytanie, tym razem w jakże odmiennym kontekście: czy można ufać tym relacjom? Czy ks. Martin istotnie odegrał tak niechlubną rolę w poddaniu Soboru dyktatowi wrogich katolicyzmowi żydowskich lóż masońskich? W 1964 r., już po śmierci Jana XXIII, Malachi Martin pod pseudonimem Michaela Serafiana wydał książkę The Pilgrim, opisującą wysiłki zmierzające do nieprzyjęcia deklaracji Nostra aetate. Jak twierdzi niechętny ks. Martinowi Michael A. Hoffman II, historyk i rewizjonista o jednoznacznie antysyjonistycznych inklinacjach (12), książka ta zaalarmowała „masońskich infiltratorów Kościoła”, którzy – ostrzeżeni – mogli ponowić wysiłki w walce z konserwatywnymi kardynałami.

To twierdzenie aż razi swoją naiwnością: czy „szpieg w sutannie” musiałby istotnie pisać książkę, aby poinformować swoich mocodawców o grożącym ich planom niebezpieczeństwie? Przecież wystarczyłaby jedna dyskretna rozmowa... I dalej: dlaczego zwykły jezuita miałby wiedzieć więcej niż wpływowy kard. Bea? Chyba Hoffman w swojej niechęci do ks. Martina posunął się tu ciut za daleko.

Wydaje się, że to, co ks. Martin widział i w czym uczestniczył jako sekretarz kard. Bei stało się bezpośrednią przyczyną decyzji o wystąpieniu z zakonu i wyjeździe z Rzymu. Być może właśnie pisana pod pseudonimem książka – wspomniany The Pilgrim – była pierwszym krokiem na długiej drodze walki z siłami, które niszczyły Kościół? Aż sama narzuca się hipoteza, że jedna z głównych postaci Windswept House, młody ksiądz Christian Gladstone, który przybywa z USA do Wiecznego Miasta, by pracować dla watykańskiego Sekretarza Stanu i podczas swojej pracy odkrywa z przerażeniem niewyobrażalną korupcję, dotykającą dosłownie wszystkie amerykańskie diecezje – to literackie alter ego autora. W powieści ks. Gladstone postanawia działać jako podwójny agent na rzecz Tradycji; czy takim „podwójnym agentem” był sam ks. Malachi Martin? Jeśli tak, to krótko; po r. 1964 określił się zdecydowanie po jednej ze stron konfliktu.

Tradycjonalista

Malachi Martin był bardzo ważną postacią w ruchu Tradycji. Akceptował jako swoje własne słynne Wyznanie wiary z Campos. Utrzymywał bliskie kontakty z wieloma księżmi i działaczami organizacji tradycjonalistycznych. Przez pewien czas był redaktorem religijnym konserwatywnego „National Review” Williama Buckleya. W latach 80-tych i wczesnych 90-tych miał stałą kolumnę w „The Remnant”, znanym piśmie katolickiej Tradycji. W 1997 r. założył stronę internetową i wydawał comiesięczny newsletter, rozsyłany pocztą elektroniczną, przynoszący zarówno najnowsze wiadomości prosto z Watykanu, jak i religijne rozważania, często w duchu Maryjnym.

Na jednej ze swych stron internetowych ks. Martin zamieścił odpowiedzi na najczęściej zadawane mu pytania. Jego krótkie i treściwe odpowiedzi jednym mogą wydawać się zbyt łagodne, innym – zbyt konserwatywne; wybierzmy kilka przykładów.

Czy Novus Ordo jest ważnym rytem?

Novus Ordo może być sprawowany w sposób, który ważnie oddaje Ofiarę Chrystusa na Kalwarii (13).

Co sądzi Ojciec o ruchu sedewakantystycznym?

Żeby osądzić, czy Tron Piotra jest pusty, trzeba mieć autorytet. Ja takiego autorytetu nie posiadam.

Czy katolik może należeć do loży masońskiej? Jeśli nie, dlaczego?

Katolik nie może należeć do masonerii, gdyż jest to organizacja, która stawia sobie za cel zniszczenie chrześcijaństwa.

Czy to prawda, że Rosja nie została poświęcona Niepokalanemu Sercu NMP?

Tak, to prawda.

Czy pisze Ojciec kolejną część Windswept House?

Tak, ale nie będzie to beletrystyka. Będzie to podręcznik dla tych, którzy przeżyją”.
Zacytujmy jeszcze dwa pytania i dwie odpowiedzi ks. Martina:

Należę do parafii Bractwa Św. Piusa X. Słyszałem, jak mówił Ojciec o „podziemnym Kościele” i zastanawiałem się, czy miał Ojciec na myśli FSSPX. Jestem pewien, że zna Ojciec sprawę oraz oskarżenia wysuwane pod adresem Bractwa. Co może Ojciec na ten temat powiedzieć?

Uczestnictwo we Mszach św. w kaplicach FSSPX spełnia wszystkie obowiązki katolickie. Analogicznie, sakramenty udzielane przez kapłanów Bractwa są ważne.

Jak Ojciec sądzi, dlaczego papież Jan Paweł II ekskomunikował świątobliwego arcybiskupa Marcela Lefebvre, a nie robi nic w sprawie biskupów takich jak Weakland, Gumbleton, Mahoney, Bernardin, Clark?

W duchowej rzeczywistości Kościoła ani Marcel Lefebvre, ani jego biskupi i księża, ani wierni uczęszczający do kaplic Bractwa nie byli, ani nie są ekskomunikowani. Historia pokaże, że próba rzucenia takiej ekskomuniki była nieważna i nielegalna (14).
Strona internetowa

Mniej więcej na rok przed śmiercią ks. Martin doznał pierwszego udaru mózgu. Wykorzystując ten fakt i powołując się na zalecenia lekarzy pracująca dla niego wolontariuszka, Denise Zuppe, wspólnie z Kakią Livanos najpierw odcięła go od kontaktu z przyjaciółmi (odłączyła telefon i faks), a następnie wysłała – rzekomo w imieniu ks. Martina – polecenie do teksaskiej firmy Star Harbor, aby ta usunęła z jego strony wszystkie odsyłacze do Unity Publishing, kalifornijskiej organizacji zajmującej się m.in. zwalczaniem „oszustwa Medjugorje”. Kiedy pracownicy Star Harbor odmówili, rozpoczęły się anonimowe telefony i emaile z pogróżkami. Równolegle powstała druga, „autentyczna” strona Malachi Martina, nota bene zawierająca przez długi czas tylko zdjęcie ks. Martina i informację, że zostanie otwarta „po powiadomieniu”. Tymczasem strona na serwerze Star Harbor została zamknięta, co jeszcze bardziej pogłębiło zamieszanie. Odsunięty od kontaktu z przyjaciółmi, ks. Martin nie miał żadnego wpływu na tę żenującą sprawę.

Całe to zamieszanie najwidoczniej miało swój związek z rzekomymi objawieniami w Medjugorje. W licznych rozmowach z przyjaciółmi i współpracownikami ks. Martin dosłownie twierdził, że tamtejsze wydarzenia są „od samego początku dziełem Szatana” (15). Dziękował Unity Publishing za ich walkę z „oszustwem Medjugorje”, dodając, że on sam prowadził ją od piętnastu lat. Nie przeszkodziło to jednak Tedowi i Maureen Flynnom twierdzić czegoś wręcz przeciwnego: że ks. Malachi Martin aprobował posłanie z Medjugorje i napisał przedmowę do ich książki (The Thunder of Justice), w której jest ono uznane za prawdziwe słowa Matki Boskiej.

Śmierć

Niejako ukoronowaniem pełnego tajemnic życia ks. Martina była jego tajemnicza śmierć. Wedle oficjalnych danych zmarł na skutek następstw udaru mózgu, który powstał w wyniku upadku i uderzenia się w głowę. Był to, jak już wspominaliśmy, drugi taki udar w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Stojąc w obliczu śmierci, ks. Martin wyjawił bliskiemu przyjacielowi, że czuł, iż został popchnięty: „Poczułem, że coś mnie popycha, ale... nikogo tam nie było”. Zwidy? Cóż, trzeba przyznać, że sam ks. Martin wierzył, iż ktoś czyha na jego życie; tym kimś miał być... diabeł. Od pewnego czasu ks. Martin obawiał się, że padnie ofiarą maleficium. Wiele wskazuje na to, że nieszczęśliwy upadek miał miejsce, kiedy śpieszył zorganizować kolejną sesję egzorcyzmów.

O swych podejrzeniach mówił tylko prywatnie najbliższym przyjaciołom; publicznie wyjawił jednak, że widział diabła w swojej bibliotece. W audycji Art Bell, nagrywanej 4 kwietnia 1997 r., powiedział:

Stałem na krześle w swoim pokoju, sięgając po książkę, i zobaczyłem go. Kucał na podłodze, patrząc na mnie. Jego ciało było muskularne jak u pitbullteriera, ale twarz dawała się rozpoznać jako ludzka. To była twarz Diabła. Rozpoznałem oczy. To były oczy najzimniejszej, najbardziej śmiertelnej nienawiści. Kiedy skoczył w moim kierunku, spadłem z krzesła i złamałem rękę, ale miałem szczęście. Widziałem Szatana i przeżyłem.

Starcze halucynacje? Niewykluczone. Ale kiedy doświadczony egzorcysta miewa takie halucynacje, to sceptycyzm zbywający wszystko protekcjonalnym machnięciem ręki wydaje się być jeszcze bardziej naiwny niż najbardziej nawet bezkrytyczna wiara.

Śmierć zaskoczyła ks. Malachi Martina w trakcie przygotowywania kolejnej, siedemnastej już książki; miała ona przedstawiać polityczny krajobraz Watykanu u progu nowego tysiąclecia i nowego pontyfikatu oraz analizować zmiany, jakie zaszły od czasów Soboru w rozumieniu roli papiestwa i Stolicy Apostolskiej. Pozostały obfite notatki, ale – jak pisze jego długoletni przyjaciel, ks. Charles Fiore – nikt już nie napisze tej książki, bo nikt nie jest tak unikalnym i natchnionym wizjonerem, jakim był ks. Malachi Martin.

Requiescat In Pace!

Przypisy:

  1. Ten i wiele innych szczegółów z życia ks. Martina zawdzięczamy relacji jego wieloletniego przyjaciela, ks. Charlesa Fiore z Bractwa Św. Piotra.
  2. Wydała je gdańska oficyna Exter.
  3. Pierwsza wzmianka o tych praktykach ukazała się jednak już w The Keys of This Blood, New York 1990, s. 632.
  4. Jego bezpośrednim poprzednikiem był przez dziesięć lat abp Adam Kozłowiecki SI, od zeszłego roku kardynał.
  5. John Cornwell, Moce ciemności, moce światła. Warszawa: 1998.
  6. Określenie „praktykujący egzorcysta” jest tautologią, której używam celowo, aby podkreślić praktyczny aspekt wiedzy ks. Martina i abp. Milingo; nie wszyscy wiedzą, że np. najbardziej znany współczesny demonolog włoski, bp Balducci, nigdy egzorcyzmów nie odprawiał.
  7. Wspomina o tym choćby Józef Mackiewicz w książce W cieniu krzyża.
  8. Abp M. Lefebvre, Oni Jego zdetronizowali, Warszawa 1997, s. 68-69.
  9. Abp M. Lefebvre, Kościół przesiąknięty modernizmem, Chorzów-Poznań 1995, s. 52-53.
  10. The Siri Thesis, zestawione przez dr. Williama G. von Petersa na podstawie badań Gary’ego Giuffré.
  11. Revilo P. Oliver, How They Stole The Church, „Liberty Bell”, sierpień 1991.
  12. Autor licznych książek, prowadzi „Kampanię Na Rzecz Radykalnej Prawdy w Historii” oraz tworzy w Idaho pierwsze na świecie „Muzeum Żydowsko-Komunistycznego Holokaustu Przeciwko Narodom Wschodniej Europy” oraz „Muzeum Izraelskiego Holokaustu Przeciwko Palestyńczykom”.
  13. Podkreślmy, że chodzi tu o sakramentalną ważność Novus Ordo, nie zaś o jego godność. Ks. Martin codziennie odprawiał w swojej domowej kaplicy Mszę św. w klasycznym rycie rzymskim („trydencką”).
  14. „In the spiritual reality of the Church, neither Marcel Lefebvre, nor his bishops and priests, nor the people who frequent the SSPX chapels suffered or suffer excommunication. History will record that the intent to impose such an excommunication was invalid and illicit”.
  15. To samo twierdził też o mniej znanych „objawieniach” z Bayside.

Źródło informacji: http://www.piusx.org.pl/

0 komentarze:

Prześlij komentarz



______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________