_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

środa, 29 stycznia 2014

Kryptolefebryści?

Do wiadomości i publikacji

Autor: anonimowe świadectwo

Jest pewien element w sprawie Franciszkanów Niepokalanej, który wyłania się obecnie coraz wyraźniej. Słuchając różnych osób ze środowiska braci – z obu „frakcji” – coraz jaśniej widać główny zarzut stawiany o. Stefano Manelliemu: mianowicie to, że doprowadził do tradycjonalistycznego i krypto-lefebvrystycznego zwrotu w Instytucie (i dlatego na oficjalnych stronach F.I. można znaleźć liczne artykuły wymierzone w Bractwo oraz w różnych przedstawicieli – realnych bądź urojonych – świata tradycjonalistycznego).

Z tego powodu czuję się w obowiązku napisać kilka zdań – z obowiązku wdzięczności, jak za chwilę zrozumiecie – w nadziei, że to świadectwo pomoże odzyskać nieco bardziej obiektywną perspektywę. Pragnę zachować anonimowość nie ze strachu, lecz wyłącznie z delikatności wobec innych osób, które pojawiają się w tym tekście.

Byłem „lefebvrystą” (określenie, za którym nie przepadam, ale trudno) przez wiele lat. Nie mogę nie patrzeć z wdzięcznością na Pana Boga za lata spędzone w tym środowisku – zarówno ze względu na to, co dobrego (a nie jest tego mało) tam znalazłem, jak i za przebyte próby wynikające z zamknięcia, błędów i braków, których mogłem doświadczyć (i doświadczyłem).

Jak to ujął kiedyś w poufnej rozmowie ówczesny kardynał Ratzinger: „Bractwo Świętego Piusa X ma wiele racji, ale nie ma racji”. Dwa zdania, które mówią wszystko.

Przechodząc do rzeczy. Mogę zaświadczyć, że kiedy zwróciłem się do jednego z ojców F.I. – jednego z tych, których dziś oskarża się o bycie „krypto-lefebvrystami” i który został już wysłany na wygnanie – brat ten wysłuchał mnie i bez wahania wskazał na twierdzenia i postawy Bractwa Świętego Piusa X, które skażają u samej podstawy jego stanowisko.

Inna bardzo bliska mi osoba w odrębnych okolicznościach chciała zasięgnąć rady bezpośrednio u o. Stefano. Równie w tym przypadku o. Stefano, po wysłuchaniu z wielką uwagą, dodał, że w sumieniu – jeśli Bractwo nie powróci do pełnej komunii z Kościołem (było to w czasach rozmów doktrynalnych) – mój rozmówca ma obowiązek się od niego odsunąć, zgodnie z tym, co wielokrotnie powtarzał Benedykt XVI: że Bractwo nie sprawuje w sposób godziwy żadnej posługi w Kościele. Nic dodać, nic ująć.

Trzeci przypadek. Zapytałem zaniepokojony jednego z ojców F.I. – również tego, który popadł w niełaskę i został „zesłany” – co mam tak naprawdę myśleć o przyjaciołach, którzy nadal spowiadają się u kapłanów FSSPX albo zawarli małżeństwo w ich przeoratach. I tym razem odpowiedź była jednoznaczna: te dwa sakramenty są obiektywnie nieważne, choć w przypadku spowiedzi można domniemywać zasadę Ecclesia supplet [Kościół uzupełnia jurysdykcję].

Jeszcze inna osoba zwierzyła mi się, że była o krok od przejścia do Bractwa i to właśnie jeden z braci – znowu jeden z tych „wysłanych pocztą priorytetową” – powstrzymał ją przed tym krokiem.

Można zgadzać się lub nie z wieloma rzeczami napisanymi, powiedzianymi czy zrobionymi, ale oskarżanie o. Manelliego i innych braci o doprowadzenie zakonu do lefebvrystycznego odchylenia jest niesprawiedliwe i krzywdzące. Ojciec Stefano kocha Kościół i Papieża bardziej niż samego siebie, a ta jego miłość – nie gołosłowna, lecz czynna, która każe mu znosić w milczeniu bardzo niesprawiedliwe decyzje – jest widoczna w każdym z jego duchowych synów i spływa na każdego, kto się do niego zbliża.

To dzięki niemu i tym ojcom ja oraz inne osoby znaleźliśmy siłę i determinację, by powrócić do Kościoła. To dzięki F.I. mogłem przekonać się, że dwie formy Rytu Rzymskiego, sprawowane z godnością i poczuciem sacrum, mogą współistnieć (co nie oznacza, że są sobie równe). To dzięki nim zrozumiałem, że ewentualne zastrzeżenia co do niektórych fragmentów Soboru Watykańskiego II nigdy nie mogą zastępować ostatecznego orzeczenia Magisterium, a wątpliwości co do niektórych elementów reformy liturgicznej nie mogą prowadzić do odrzucenia nowego Mszału (dokładnie tak, jak napisał Benedykt XVI w liście do biskupów z 2007 roku przy okazji publikacji motu proprio Summorum Pontificum).

A dzisiaj dowiaduję się, że dokładnie ci sami bracia, którzy pomogli mi i innym zdystansować się od Bractwa Świętego Piusa X, są oskarżani o wspieranie lefebvrystycznego zwrotu w zakonie! Co więcej, posuwa się to tak daleko, że twierdzi się, iż należy „pomóc o. Stefano pozostać w Kościele”!

Te oszczerstwa – bo tym właśnie są – zderzają się z faktami: historiami, które opowiedziałem i których jestem gotów zaświadczyć przed kimkolwiek; równie bezdyskusyjnym faktem, że bracia nigdy nie przyjęli formy nadzwyczajnej jako wyłącznej; oraz faktem, że studia prowadzone przez braci nad Soborem Watykańskim II nigdy nie rościły sobie prawa do wypowiadania ostatecznego słowa o Soborze i nigdy nie mówiły o herazjach zawartych w tekstach soborowych.

Jest jeszcze jeden fakt, który pomaga zrozumieć, jak doszło do stworzenia mitu o Instytucie zmierzającym w stronę lefebvryzmu. W styczniu 2010 roku, jak co roku, Bractwo Świętego Piusa X zorganizowało w Paryżu Congrès théologique du Courrier de Rome. W tym roku o. Stefano postanowił wysłać dwóch braci, aby przedstawili swoje świadectwo. Zamiar o. Manelliego był jasny: wyciągnąć rękę, którą Benedykt XVI wyciągał w ich stronę, aby mogli zrozumieć – bardziej przykładem niż słowami – że w Kościele jest miejsce także dla tych, którzy są mocno przywiązani do Tradycji we wszystkich jej przejawach: liturgii, teologii, ascetyce… Ojca Stefano zachęciły poruszające pytania, które Benedykt XVI postawił w 2009 roku w liście wyjaśniającym zdjęcie ekskomuniki z czterech biskupów wyświęconych przez abp. Lefebvre'a:

„Ale teraz pytam: Czy było i jest naprawdę rzeczą złą wyjść w tym przypadku na spotkanie bratowi, który «ma coś przeciwko tobie» (por. Mt 5, 23n) i szukać pojednania?… Czy może być całkowicie błędne dążenie do przełamania usztywnień i zamknięć, aby zrobić miejsce dla tego, co pozytywne i dające się odzyskać dla całości? Sam widziałem w latach po 1988 roku, jak wraz z powrotem wspólnot wcześniej odłączonych od Rzymu zmienił się ich klimat wewnętrzny; jak powrót do wielkiego i szerokiego wspólnego Kościoła pozwolił przezwyciężyć jednostronne stanowiska i przełamać usztywnienia, tak że wyrosły z tego pozytywne siły dla całości. Czy może nas pozostawiać całkowicie obojętnymi wspólnota, w której znajduje się 491 kapłanów, 215 seminarzystów, 6 seminariów, 88 szkół, 2 instytuty uniwersyteckie, 117 braci, 164 siostry i tysiące wiernych? Czy naprawdę musimy ze spokojem pozwolić im dryfować z dala od Kościoła?”

I tak oto intencja była dobra, a skutek opłakany. Ci dwaj bracia zostali natychmiast oskarżeni – co za przypadek, właśnie przez tych, którzy dziś po wprowadzeniu zarządu komisarycznego objęli kierownicze stanowiska w Instytucie – o to, że są lefebvrystami. Podczas gdy ani jeden, ani drugi nie popiera stanowisk Bractwa, które nie zostały zaakceptowane przez Stolicę Apostolską.

Ojciec Stefano i bracia, którzy w tej chwili są odsuwani, mają w tej kwestii bardzo jasne pojęcie. Utrzymywanie kontaktów z Bractwem w czasach rozmów doktrynalnych wcale nie oznaczało przyjmowania ich tez, lecz pamiętanie o tym, że miłość należy świadczyć wszystkim… Być może ktoś zapomniał, co Benedykt XVI napisał kawałek dalej w cytowanym już liście:

„Czasami ma się wrażenie, że nasze społeczeństwo potrzebuje przynajmniej jednej grupy, której nie należy się żadna tolerancja; przeciwko której można bez przeszkód występować z nienawiścią. A jeśli ktoś odważy się do niej zbliżyć… sam traci prawo do tolerancji i może być traktowany z nienawiścią bez żadnych obaw i skrupułów”.

W istocie obecny kurs F.I. ma posmak dawno przygotowywanego wyrównywania rachunków (które było aktywne już w 2010 roku…), a które wybuchło nagle. Dzieje się bowiem rzecz niewyobrażalna: oprócz oskarżeń, oszczerstw i aroganckiego tonu, w jakim niektórzy bracia zwracają się do tego, który był dla nich nie tylko przełożonym, ale ojcem, stosuje się środki przymusu bez jakichkolwiek wyjaśnień, manipuluje danymi (wciąż czekamy na rzeczywistą liczbę odpowiedzi w ankiecie…) itd. Do tego dochodzi bardzo smutne „widowisko” nagłego przenoszenia wszystkich braci uznanych za „krypto-lefebvrystów”…

Co pozostanie z F.I., jeśli dalej będzie się tak postępować? Jest taki fragment z Liber vitae meritorum św. Hildegardy, który dokładnie opisuje to, co się dzieje i źródło tej sytuacji. Pisząc o parze niezgoda/zgoda, Święta stwierdza:

„Gdy źli ludzie z chciwości próbują posiąść wiele rzeczy, których mieć nie mogą, w swoim szaleństwie dochodzą do niezgody i rzucają się na innych jak wściekły pies na człowieka. Siejąc zamęt, w swej zaciętości i urazie marnują to, co zostało stworzone przez Boga, ponieważ nie chcą pokoju i czerpią przyjemność z rozrywania innych na kawałki słowami i czynami. Ci ludzie nie chcą ustąpić nikomu, nikogo nie oszczędzają i nie dbają o dobro wspólne. Gdy niezgoda popełni wiele niegodziwych czynów, dochodzi do takiego punktu zamieszania i skandalu, że w jej mniemaniu to tak, jakby nigdy ich nie popełniła!”.

Jeśli ostatecznym słowem w sprawie Franciszkanów Niepokalanej ma być ten obłęd, który oglądamy – gdzie nie szukano rzetelnej równowagi, lecz przyznano rację wyłącznie jednej stronie przeciwko drugiej (co jest widoczne dla każdego, kto ma oczy do patrzenia i rozum do myślenia) – wówczas rzeczywiście zada się śmiertelny cios wielkiemu dziełu wewnętrznego pojednania zapoczątkowanemu przez papieża Benedykta, w którym Franciszkanie Niepokalanej byli wzorem do naśladowania. Nie ma co ukrywać, że podjęte kroki były jednostronne: narzucenie wyłącznie jednej formy Rytu Rzymskiego; ponad 100 wewnętrznych prośb o zgodę na odprawianie w Formie Nadzwyczajnej – oczywiście odrzuconych; brak ponownej nominacji dla braci sprawujących funkcje w zarządzie i formacji do czasu wprowadzenia komisarza; odsuwanie niepożądanych braci itd.

W takiej sytuacji dla wszystkich lepiej będzie naśladować wielkiego Patriarchę Abrahama:

„Niechaj nie będzie sporu między mną a tobą – powiedział do Lota – między pasterzami moimi a pasterzami twoimi, bo przecież jesteśmy bracia! Czyż nie stoi przed tobą cały kraj? Odłącz się ode mnie! Jeśli ty pójdziesz w lewo, ja pójdę w prawo; jeśli ty pójdziesz w prawo, ja pójdę w lewo” (Rdz 13, 8-9).

Źródło: https://www.libertaepersona.org/

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Pewnie, że nie "kryptolefebryści" bo tzw. "lefebryści" nie mówią, że NOM i "stara" Msza to ten sam ryt. Zresztą nie tylko oni tak mówią i wykazują, że to kaleki, protestancki ryt, ale wielu innych też, pierwszy przykład z brzegu z tej samej strony:

http://www.pch24.pl/reforma-liturgii--nie--destrukcja-,20349,i.html

Niech sobie "słodzą" zamiast bronic PRAWDY!

Prześlij komentarz

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.