_____________________________________________________________________

_____________________________________________________________________

piątek, 25 listopada 2011

Zapomniane prawdy c.d.

Nietrudno jest znaleźć tysiące yuppies, którzy spędzają 2-3 godziny dziennie na siłowni, lecz gdy poprosisz ich o to, aby zgięli kolana przed Bogiem i spędzili 5 minut na modlitwie, zaczną protestować, że to zbyt długo.

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Aberracje liturgiczne cz. 55


Superior dystryktu Ameryki Południowej Bractwa św. Piusa X o spotkaniu w Albano


Martinez, 12 października 2011.

Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X
Superior dystryktu Ameryki Południowej

+
Wielebni Księża,

Przed kilkoma godzinami wróciłem z Rzymu i chcę powiadomić Was o niektórych wiadomościach związanych ze spotkaniem, na które byliśmy wezwani przez naszego superiora generalnego, bpa Fallay. Było to spotkanie informacyjne.

Tak jak mówił opublikowany komunikat, wzięli w nim udział członkowie rady generalnej, wszyscy przełożeni dystryktów i trzech z czterech biskupów Bractwa.

Biskup Wiliamson w końcu nie był obecny w Albano. Także on był zaproszony na spotkanie, ale bp Fellay do zaproszenia dodał dwa warunki: bp. Wiliamson miał zamkną swój blog i zachować milczenie na temat preambuły jaką Rzym przedłożył Bractwu. Bp Wiliamson nie przystał przynajmniej na jeden z warunków i przez to odrzucił możliwość uczestnictwa w spotkaniu w Albano.

Spotkanie podzielono na trzy części. Po pierwsze bp Fellay predstawił historyczny balans kontaktów z Rzymem. Po drugie bp de Galarreta i x. de Jorna mówili o dyskusjach doktrynalnych w Rzymie. I na końcu była przedstawiona preambuła doktrynalna przygotowana przez Kongregację Nauki Wiary i podpisana przez kard. Levadę.

Nie ma potrzeby bym przypominał historię naszych relacji z Rzymem. Księża już je znają co do istoty. W odniesieniu do dyskusji doktrynalnych były przestudiowane 4 tematy: Novus Orda Missae, wolność religijna, eklezjologia – Lumen gentium, „subsistit in” i kolegializm -, Magisterium i Tradycja.

Nasi adwersarze nie starali się odpowiedzieć na nasze argumenty tylko ciągle próbowali udowodnić, że nie istnieje żadne zerwanie z Tradycją. Uznali, że wolność religijna, kolegializm ect. są nowością, ale – wg nich – były one zawarte implicite w Tradycji i wyjaśnione przez Sobór Watykański.

Klimat dyskusji był serdeczny, co pozwoliło każdemu szczerze zademonstrować swoje pozycje. Nasi adwersarze pozostali hermetycznie zamknięci na nasze argumenty, przynajmniej zewnętrznie.

Tekst dokumentu wręczonego bpowi Fallay i jego asystentom pozostaje utajniony. Mimo to mogę Wam zakomunikować niektóre elementy dotyczące treści tegoż. Posiada dwie części: preambuła doktrynalna i krótki projekt rozwiązania kanonicznego dla FSSPX.

Preambuła bazuje na protokole ugody, który w swoim czasie był przedstawiony abpowi Lefebvre, ale w formie bardziej rstrykcyjnej.

Prosi się nas, byśmy uznali w świetle Tradycji Katolickiej Vaticanum II i późniejsze nauczanie papieży aż do dnia dzisiejszego. Dodatkowo musielibyśmy zaakceptować z jednej strony Katechizm KK, który konstytuuje kompendium doktryny soborowej, a z drugiej strony Kodeks Prawa Kan. opublikowany w 1983 r. z dostosowaniem do partykularnej dyscypliny nadanej dla FSSPX.

W ten sposób musielibyśmy uznać prawowitość (legitimidad) Novus Ordo. Wg tłumaczenia watykańskich kanonistów, słowo „prawowity” oznacza „legalny”... To nie jest akceptacja powszechnie otrzymywana.

Potem następowałoby wyznanie wiary i przysięga wierności.

Na koniec, jeśli podpisalibyśmy tę preambułę, zostałaby nam udzielona prałatura personalna, podobna do struktury kanonicznej Opus Dei.

Pozostaje jasnym, że ta preambuła, z zawartością jaką posiada, nie może być podpisana, chociażby naniesiono na nią modyfikacje. Sytuacja Kościoła soborowego, deklaracja Papieża w Niemczech, przyszłe spotkanie w Asyżu pokazują, że sytuacja nie jest dogodna do podpisaywania podobnych dokumentów. Bylibyśmy zduszeni przez system, tak jak stało się to ze zgromadzenimi „motu proprio”.

Bp Fellay w ciągu kilku tygodni pośle swoją odpowiedź i być może opublikuje deklarację doktrynalną, która nie będzie miała nic wspólnego z tą, którą nam przedstawiono y nie zostanie zaakceptowana przez Rzym. Chociaż istnieje otwartość kanoniczna ze strony Rzymu, to sytuacja doktrynalna Kościoła nie zmieniła się.

Rzym nas potrzebuje, potrzebuje byśmy połączyli się z nimi by udowodnić, że Vaticanum II nie jest zerwaniem z Tradycją i by móc zneutralizować progresywne skrzydło, które pokazuje to zerwanie z Tradycją. Jest jasne, że nie możemy iść dalej tą drogą. Musimy trzymać się mocni i oczekiwać, że Rzym poczyni nowe kroki. Rzym cofa się coraz bardziej, ale jeszcze nie jest to wystarczające.

A więc walka trwa dalej! Proszę Was, byście utrzymali w tajemnicy treść tego okólnika. Księża mogą powiadomić wiernych, że nic nie podpisaliśmy i że sytuacja pozostaje identyczna do tej sprzed 14 września. Gdy będę wizytować wasze przeoraty przekaże wam więcej informacji dotyczących bieżącej sytuacji.

Na koniec chciałem powiedzieć, że w poniedziałek byłem w Rzymie, by modlić się przed katedrą św. Piotra. Także udało i się wejść na Św. Schody, prosząc Naszego Pana by udzielił każdemu kapłanowi dystryktu niezniszczalnej wierności w walce prowadzonej przez abpa Lefebvre o dobro dusz, Kościoła i Tradycji. Myśl o tragedii, którą przeżywa dziś Kościół musi stymulować nasz zapał do pracy (gorliwość) o uświęcenie dusz, które były oddane pod naszą opiekę.

Zapewniam Was o mojej braterskiej modlitwie w Sercach Jezusa i Maryi.

Ksiądz Christian BOUCHACOURT

Tłumaczył x. K.N.

Kto powinien rządzić w domu?

Kwestia tradycyjnego podziału ról budzi wśród młodych, nowoczesnych i postępowych ludzi coraz większy sprzeciw. Najczęściej na ten temat zabierają głos kobiety, które wzdrygają się na myśl, że mogłyby słuchać i podporządkować się mężczyźnie. Zresztą, dlaczego miałyby to robić?

Same są dobrze wykształcone, zajmują kierownicze stanowiska i doskonale wiedzą, co jest najlepsze dla nich i dla ich najbliższych. Zastanawiające w tym wszystkim jest jednak to, skąd u inteligentnych i wykształconych kobiet przeświadczenie, że taki model oznacza mężczyznę tyrana, któremu należy się bezwzględne posłuszeństwo, a każdy sprzeciw i własne zdanie są surowo karane! Chyba tylko z seriali i kobiecych czasopism, bo nie z normalnego życia. Taki pogląd to typowy stereotyp – czyli gotowe przekonanie, które nie wymaga myślenia głębszej refleksji. Zresztą po co? Nie daj Boże, jeszcze kobiety zaczną samodzielnie myśleć i spadną wielotysięczne nakłady gazet i oglądalność telenowel…

Stanowisko Kościoła katolickiego

Jeśli ktoś decyduje się na zawarcie małżeństwa, powinien sobie zdawać sprawę, że ta przestrzeń ma być najważniejszą rzeczywistością jego życia i muszą w niej panować pewne zasady i reguły – w tym także odpowiedni podział ról. I trzeba zdecydować się na konkretny model życia małżeńskiego. Jaki? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w Piśmie świętym, w Liście św. Pawła do Efezjan, gdzie są jasno wyłożone zasady życia domowego. Jest tam napisane: ,,żony niechaj będą poddane swym mężom jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła” (Ef 5,32). Ten fragment bardzo często jest interpretowany jako przyzwolenie Kościoła na bezwzględną męską dominację i upokarzanie kobiety. Tymczasem jest to tylko pewien mały fragment, wyrwany z całego rozdziału, oderwany od całości i podawany w skróconej formie, a jak wiadomo, tekst bez kontekstu jest tylko pretekstem…

Rola mężczyzny w małżeństwie i rodzinie

Mąż posiada w małżeństwie i rodzinie władzę daną mu od Boga. Jednak nie jest ona zawężona tylko do prawa wydawania poleceń i egzekwowania posłuszeństwa. Jest to służba mężczyzny dla swojej żony i dzieci. Taki mąż nie kieruje swoją współmałżonką, ani nawet jej nie prowadzi w znaczeniu dosłownym, ale raczej przyciąga ją ku Chrystusowi i daje przykład swoim życiem.

Jak to działa w praktyce? Przeanalizujmy zwykłą kłótnię w małżeństwie. Gdy wybuchnie konflikt, zadaniem męża jest, by jako pierwszy przeprosił i prosił o przebaczenie za to, co było niedobre w jego zachowaniu. Oczywiście, wina żony może być równie wielka, albo i większa, jednak to jest bez znaczenia. Ponieważ, jak dalej czytamy w liście św. Pawła do Efezjan, mężowie mają miłować swoje żony tak, jak Chrystus umiłował Kościół – a Jezus z miłości upokorzył siebie samego i umarł za nasze grzechy.

Wracając do postawy męża: takie zachowanie to śmierć jego ego. Nie osądza on grzechu żony i nie próbuje kalkulować, jaki efekt może przynieść jego skrucha; po prostu idzie drogą krzyża, rezygnując w tym momencie z własnych praw. Ta duchowa władza jest zakorzeniona w paradoksie: jeśli ktoś chce być pierwszy, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich (Mk 9,35)

Rola żony

Mimo, że mąż posiada władzę i odpowiedzialność za wszystko, co dokonuje się w jego rodzinie, musi w pełni respektować zakres obowiązków i kompetencji żony. Powinien pozostawić część władzy i odpowiedzialności w jej rękach. W żadnym stopniu nie zmniejsza jego roli jako głowy domu, gdy zwraca się do niej z prośbą o pomoc czy radę. Raczej wynika to ze zdrowego rozsądku i pokory, bo naturalną rzeczą jest to, że w pewnych dziedzinach kobieta jest lepsza od mężczyzny i w określonych obszarach posiada szczególne kompetencje, z których mąż powinien korzystać. Tak, jak to się dzieje w poważnych i dobrze prosperujących firmach, gdzie całą instytucją zarządza dyrektor, jednak rozdziela poszczególne obszary (np. finanse, reklamę, czy rekrutacje) swoim zaufanym współpracownikom.

Można rozważać jeszcze wiele aspektów relacji męża i żony w małżeństwie i napisać sporo na ten temat, jednak wszystkich zainteresowanych odsyłam do książki L. Christensona Rodzina chrześcijańska, która nie tylko zainspirowała mnie do napisania tego tekstu, ale także została sprawdzona przeze mnie w praktyce.

Źródło informacji: http://katolickarodzina.pl

FAKTOID: Ujawniamy agentów Opus Dei


Zaprenumeruj FAKTOID na Facebooku

Zapomniane prawdy c.d.

„Bóg Ojciec posłał swego przedwiecznego Syna na świat, aby wypełnił Jego plan zbawienia – mówił Papież. – Jezus Chrystus ustanowił Kościół, aby dobroczynne skutki odkupienia mogły trwać w czasie. Powołanie kapłańskie wyrasta właśnie z tego dzieła Boga Ojca, które dokonało się w Chrystusie przez Ducha Świętego. Powołanie do posługi nie jest owocem szczególnych zasług, lecz darem, który mamy przyjąć i do którego musimy się dostosować, poświęcając się nie realizacji planów własnych, lecz planu Boga, aby On mógł nami dysponować zgodnie ze swą wolą, nawet jeśli nie odpowiadałaby ona naszym pragnieniom samorealizacji”.

Benedykt XVI

O obrządkach Kościoła katolickiego

x. Mateusz Terklau

O OBRZĄDKACH

KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

Przednia okładka

LESZNO

Nakładem i drukiem Ernesta Gunthera

1858

**********


Program do otwierania plików pdf: PDF-XChange Viewer (exe, 18,0 Mb)

Bractwo św. Piusa X eksomunikowane ?


P.N. 569/2011
08 November 2011

FR. FRANCOIS LAISNEY
Priests of the Society of Saint Pius X
# 9 Carpio Subdivision
Buhangin Road, Davao

Drogi Ojcze Laisney:

Jako arcybiskup Davao i prawowity pasterz mający czuwać nad katolicką wiarą tego lokalnego Kościoła, pragnę przypomnieć Księdzu ponownie podstawowe i fundamentalne zasady Kodeksu Prawa Kanonicznego, które muszę regulować i kierować naszą kapłańską posługę.

Piszę, aby Ci je przypomnieć po przyjacielsku. Przypomnienie to kieruję także do Twojego Bractwa tutaj w Davao oraz za pośrednictwem Ciebie także do niektórych naszych wiernych, którzy będąc całkowicie niewinnymi szukali waszej posługi.

Jedną z podstawowych zasad prawnych jest uprawnienie hierarchiczne do posługiwania na tym terenie. Gdy kapłan jest ważnie wyświęcony, posiada on bez wątpienia takie prawo. Niemniej bez prawdziwej autoryzacji lub też mojej zgody jako biskupa i lokalnego zwierzchnika, nie może taki kapłan korzystać z tego prawa pod moją jurysdykcją i na moim terytorium. Nie posiadacie kanonicznego upoważnienia ani zgody, którą tylko ja mógłbym wam dać na piśmie.

Sądzę, że wiecie bardzo dobrze, iż kapłani, którzy nie są kanonicznie inkardynowani do naszej Diecezji, muszą otrzymać pisemne pozwolenie na posługiwanie na tym terenie. Wiecie również bardzo dobrze, że nawet księża posługujący chwilowo na tym terenie, muszą okazać celebret lub zatwierdzenie od ich własnego biskupa lub superiora, gdy sprawują liturgiczne celebracje i sakramenty na terenie naszej Diecezji. Wy tego nie posiadacie. I nawet jeżeli poprosilibyście o to, nie otrzymacie, gdyż nie posiadacie statusu kanonicznego.

Powód tego został już jasno podany i wyjaśniony przez Ojca Świętego Benedykta XVI w jego liście pasterskim na temat Bractwa św. Piusa X z dnia 12-ego marca 2009. W związku z tym, o czym piszę, stwierdził on, co następuje:

„ Fakt, że Bractwo św. Piusa X nie posiada statusu kanonicznego w Kościele nie jest spowodowane w gruncie rzeczy powodami dyscyplinarnymi, lecz doktrynalnymi. Tak długo jak Bractwo nie posiada statusu kanonicznego w Kościele, jego członkowie nie wykonują legalnie posługi w Kościele.”

Jest to sprawą oczywistą, że nie możecie legalnie wykonywać swoich kapłańskich praw w posłudze naszemu Kościołowi, czy też Diecezji. I powodem tego jest- czego prawdopodobnie nie wytłumaczyliście swoim wiernym- poważny błąd doktrynalny popełniany przez Wasze Bractwo przeciwko autorytetowi Papieża i Soboru Watykańskiego, poważne wykroczenie i przestępstwo przeciw jedności Kościoła, nieszczęśliwa schizma.

W związku z tym zastanawiam się dlaczego nie wytłumaczycie ludziom, że są 2 rodzaje ekskomuniki - ipso facto lub automatyczna ( latae sententiae) oraz sub judice, czy też po przeprowadzeniu dochodzenia( ferendae sententiae). Oczywiście ja rozumiem dlaczego nie możecie i nie tłumaczycie tego, że jesteście automatycznie ekskomunikowani, co nie wymaga kościelnej deklaracji. Nadal pozostajecie ekskomunikowani w sumieniu z powodu błędu doktrynalnego. I z tego właśnie powodu wy i wasze Bractwo nie posiadacie statusu kanonicznego.

Idąc dalej, szczególnie dla korzyści ludzi świeckich, oznacza to, że wy i wasze Bractwo nie jesteście na zatwierdzonej liście legalnie posługujących w Kościele, ani legalnie w nim działających stowarzyszeń. Żaden rodzaj rozumowania typu postrzegana przez was konieczność, odwoływanie się do ludzi, do zbawienia dusz, do przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, nie może skutkować pomijaniem zwykłej jurysdykcji czy też autoryzacji ze strony lokalnego biskupa. Nie możecie też powoływać się na jedną zasadę prawa kanonicznego, łamiąc drugą.

Proszę, wybaczcie mi powiedzenie tego, ale logiczną konsekwencją tego, co wyżej powiedziałem jest to, że jako nieupoważnieni bez zgody wdzieracie się do naszych wspólnot i zwodzicie naszych wiernych. Jako oficjalny pasterz stada, nie mogę nie powiedzieć, że naruszacie naszą prywatną własność, wślizgujecie się do naszego stada i porywacie z niego niewinne owce niczym wilki w owczej skórze. ( Mt 7, 15)

Jako główny pasterz lokalnego stada jestem świadomy wad i braków swoich oraz mojego duchowieństwa i świeckich. Tak, są błędy, praktyki nad którymi można stawiać znak zapytania i niewłaściwe zachowanie w życiu liturgicznym, duszpasterskim i moralnym naszych wspólnot. Nie ignorujemy ich. Sprawiają one, że pochylamy się w pokorze, licząc na Boże miłosierdzie i przebaczenie oraz zachęcają nas one do walki o autentyzm i wierność. Nasze Archidiecezjalne Centrum Liturgiczne pod kierownictwem ks. Joela Caasi w niedługim czasie przygotuje ludzi do celebracji z wymaganą godnością Mszy w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, gdzie jest to potrzebne.

Musiałem to powiedzieć jako duchowy przywódca i odpowiedzialny przed Bogiem i Papieżem za dobro powierzonej mi owczarni. Przepraszam, ale nie jest mi miłe ta publiczna wymiana listów, którą sprowokowaliście. Jestem pewien jednak, że nasi wierni- kapłani, duchowieństwo, świeccy, szczególnie ze Stowarzyszenia Mszy Łacińskiej - odpowiedzą na wasze błędne stanowisko we właściwym czasie i odpowiedni sposób.

Z życzeniem wszelkiego dobra i modlitwą;
Wasz przyjaciel i brat w Chrystusie,

(Sgd.) Fernando R. Capalla
Arcybiskup Davao

Życie Karola de Foucauld


"Christianitas": W kościołach powinno się grać wyłącznie muzykę religijną

- List kardynała Dziwisza jest w Kościele zdecydowanie potrzebny. Są dziś w kościołach nadużycia, pomieszanie porządków na wielu poziomach. Pierwszym nadużyciem, jest to, że w kościołach są koncerty muzyki świeckiej, zarówno jeśli chodzi o treść jak i o formę. Są błędy, które należy zwalczyć - mówi portalowi Fronda.pl Michał Barcikowski z „Christianitas”.

- Innego rodzaju przykładem są koncerty muzyki religijnej czy sakralnej, na które sprzedawane są bilety. Pobieranie za to pieniędzy sprawia, że świątynia staje się miejscem tylko dla tych, którzy wniosą opłatę. To zaprzeczenie tego, czym jest świątynia chrześcijańska. Wreszcie nawet jeśli opłaty nie są pobierane, to i tak na takich koncertach muzyka jest zupełnie oderwana od celu w jakim została stworzona. Jeżeli przychodzimy do kościoła słuchać np. „Requiem” Mozarta, czyli faktycznie muzyki napisanej do tekstów żałobnej Mszy Świętej i patrzymy tylko w twarz solistom, orkiestrze, słuchamy modlitwy „Wieczny Odpoczynek”, i wychodzimy z kościoła jakby nigdy nic, to mija się to z celem.
Takie nadużycia muszą być zwalczone i tego w szczególności dotyczy list kardynała Dziwisza. W kościołach ma być grana muzyka religijna. Uporządkowana ma być kwestia opłat za takie koncerty. To jest po prostu dla mnie oczywiste.

Problemem jest również to jaką muzykę słyszymy na co dzień w naszych kościołach podczas liturgii. Bardzo często mamy do czynienia podczas Mszy Świętej z piosenkami o treści co prawda religijnej, ale która jest wykonywania zupełnie w świecki sposób. Są instrumenty, które nie powinny brzmieć tak jak często brzmią na liturgii mszalnej. To określa tradycja Kościoła i dokumenty II Soboru Watykańskiego. Kościół to precyzuje: ma to być muzyka dostojna, przede wszystkim wokalna, a muzyka instrumentalna odgrywaj tu tylko rolę akompaniamentu. Mają być śpiewane teksty liturgiczne zaczerpnięte z Mszału Rzymskiego i do melodii zatwierdzonych przez Kościół (czyli to, co w dużym uproszczeniu nazywamy chorałem gregoriańskim). Dopiero na drugim miejscu jest śpiew w językach narodowych a i to tylko ten, który ze względu na powagę tak formy jak i treści do liturgii się nadaje. Nie każda piosenka religijna nadaje się do użytku liturgicznego. My mamy dziś utożsamienie tych dwu związanych ze sobą, ale jednak nie tożsamych pojęć: muzyki religijnej, która jest pojęciem szerszym i muzyki liturgicznej. Jest to wprost przeciwne zarówno tradycji Kościoła jak i teologii liturgii, którą wyłożył II Sobór Watykański. Tego list kard. Dziwisza niestety nie porusza - uważa Barcikowski.

Not. Jarosław Wróblewski

Źródło informacji: FRONDA.pl

Dbałość o szczegóły w liturgii pomaga w spotkaniu z Bogiem

Papież przywiązuje wielką wagę do szczegółów w liturgii. To bowiem dzięki nim Msza staje się prawdziwą rozmową z naszym Panem – powiedział papieski ceremoniarz w wywiadzie dla agencji CNA. Benedykt XVI często powtarza, że liturgia to najdoskonalsza adoracja – wspomina ks. Guido Marini. Dlatego tak ważne miejsce zajmuje w jego Mszy krucyfiks.

W czasie konsekracji oczy i serca wszystkich powinny być zwrócone na krzyż, na Tego, który stanowi centrum liturgii. W ten sposób odnawia się Jego zbawcza ofiara miłości – wyjaśnił ks. Marini. Papieski ceremoniarz zaznaczył, że liturgia składa się z małych rzeczy i dlatego dbałość o szczegóły jest tak ważna. Klękanie przy przyjmowaniu Komunii czy zachowanie ciszy i skupienia wzmacnia w wiernych postawę adoracji i pozwala im doświadczyć Boga – dodał mistrz papieskich ceremonii liturgicznych w wywiadzie dla amerykańskiej agencji.

Źródło informacji: http://antonianum.pl

środa, 23 listopada 2011

Zapomniane prawdy c.d.



„Ojcze mój, zgrzeszyłem, nie spędziłem dnia duchowo, a zajmowałem się jedynie codziennymi, życiowymi sprawami. Osądziłem, dużo rozmawiałem, śmiałem się, dużo piłem, nie modliłem się. U mnie jedynie słabość i upadki. Przebacz mi Boże…”

POUCZENIE O MODLITWIE starca Hieronima z Eginy (+1966)

Powstanie komisja ds. sztuki sakralnej


W najbliższych tygodniach w obrębie Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów powstanie komisja ds. sztuki sakralnej i muzyki liturgicznej – twierdzi na łamach portalu vaticaninsider dobrze poinformowany włoski watykanista, Andrea Tornielli.

Ponad 2000 uczestników manifestacji przeciwko chrystianofobii w Tuluzie 19 listopada 2011 r.



"Kościół to nie miejsce na muzykę świecką"


Kościół to nie jest miejsce na muzykę świecką - napisał w liście do muzyków kościelnych metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz. Jego zdaniem koncerty takiej muzyki w świątyniach sprawiają, że "nieuszanowana jest sakralność miejsca".

Aberracje liturgiczne cz. 54


Zapomniane prawdy c.d.

"Małe rzeczy są naprawdę małe, ale być wiernym w małych rzeczach - to wielka rzecz"

św. Augustyn

Tamiza wpada do Tybru



Benedyktowi XVI zależy, aby pokazać, że istnieje myśliciel, który może być dobrym przewodnikiem we właściwej recepcji Vaticanum II. Z drem hab. Pawłem Kłoczowskim, znawcą myśli bł. Johna Henry’ego Newmana, rozmawia Marta Kwaśnicka.

Kiedy czyta się pisma Newmana, to widać, że antycypował niemal wszystkie idee, które potem pojawiły się podczas Vaticanum II. Mimo to wydaje się, że Newman w drugiej połowie XX wieku to myśliciel bardzo niedoceniony.

Paweł Kłoczowski: Niewątpliwie ostatnia beatyfikacja zmusza nas do zastanowienia się nad Newmanem. To nie przypadek, że to akurat Benedykt XVI go beatyfikował, ponieważ istnieje duże podobieństwo w formacji ich obu, formacji swoiście patrystyczno-augustyńskiej. Poza tym wydaje mi się, że Ojciec święty chciał podkreślić swoją solidarność z opinią, wyrażona wcześniej m.in. przez Pawła VI, że za każdym wielkim soborem stoi jakiś wielki myśliciel. Swoim aktem Benedykt XVI podkreślił, że owym myślicielem, który stoi za Vaticanum II, jest właśnie Newman.

Ale błogosławiony Newman nie dominuje wśród tych, których cytuje się, kiedy pisze się o nauczaniu SW II.

To wiąże się z kwestią interpretacji dziedzictwa Soboru Watykańskiego II. Niewątpliwie Benedykt XVI chce widzieć to dziedzictwo właśnie w duchu Newmana, to znaczy wąskiej ścieżki pomiędzy integryzmem i modernizmem. Kiedy w 1907 roku ukazała się encyklika potępiająca modernizm, wiele osób zastanawiało się przecież, czy przypadkiem nie stosuje się również do Newmana...

Homoseksualna infiltracja katolickiego kleru

X. Karol Stehlin: Nauka św. Tomasz z Akwinu o Państwie a Unia Europejska

Ks. Karl Stehlin FSSPX, PrtScr Youtube / Militia Immaculatae

Dużo mówi się dziś o Unii Europejskiej, rozważa się jej zalety i wady. Zapomina się jednak często o najważniejszym zagadnieniu: jakie są metafizyczne podstawy nie tylko Unii Europejskej, lecz również całego dominującego dziś na świecie demokratycznego systemu rządów, z jego głównym organem – tj. ONZ – na czele? Czym jest państwo? Na czym polega istota rządzenia społecznością?

Przyzwyczajeni do zastanych systemów społecznych często przyjmujemy je całkowicie bezrefleksyjnie i dopiero kiedy władza zaczyna być zagrożeniem dla naszego osobistego dobra, zastanawiamy się nad jej istotą. Pamiętajmy jednak, że rozum został nam dany po to, abyśmy analizowali fakty, z którymi się stykamy (tzn. wydarzenia, doktryny etc.) i wyciągali z nich wnioski nie tylko w tych kluczowych momentach, kiedy trzeba decydować, czy poprzeć je, czy też stawiać im opór, ale również wybiegając myślą w przyszłość. Dlatego potrzebna jest analiza podstaw funkcjonowania państwa i rządu, bo dopiero na jej podstawie możemy znaleźć odpowiedź, czy Unia Europejska jest instytucją szanującą porządek naturalny, czy nie, czy ma charakter chrześcijański – czy antychrześcijański.

Nauka św. Tomasza z Akwinu dotycząca państwa i społeczeństwa jest dla katolików nie tylko przewodnikiem, zatwierdzonym zresztą przez Urząd Nauczycielski Kościoła z powodu swej jasności, logicznego przedstawienia oraz obiektywnej obserwacji faktów historycznych – miała ona również zasadniczy wpływ na filozofię prawa, naukę społeczną i politologię do dzisiejszych czasów. Także – niektóre – niekatolickie środowiska naukowe uznają swą naukową zależność od Akwinaty (tak np. J. Baumann, O. Gierke, E. Troeltsch, A. Carlyle, R. Ihering etc.1). Doktor Anielski jest mistrzem w przedstawianiu zarówno naturalnego, jak i nadprzyrodzonego porządku świata. Głównym dziełem zajmującym się interesującym nas zagadnieniem jest jego praca O władzy (De regimine principum), podsumowująca wszystkie główne teorie państwa rozrzucone w innych dziełach św. Tomasza (np. Suma teologiczna I, 96; Komentarz do Polityki Arystotelesa etc.)2.

Podstawa państwa i rządu

Podstawowa zasada rządząca państwem wywodzi się z celu, dla którego zostało ono stworzone. Wszystko bowiem, co istnieje, ma swój właściwy cel dany mu przez Stwórcę, wyryty w jego naturze: “Otóż wszędzie tam, gdzie jest jakieś ukierunkowanie na cel i gdzie można postępować tak albo inaczej, potrzebny jest jakiś kierownik, dzięki któremu dochodzi się prosto do właściwego celu” (De regimine principum I, 1). Z tej podstawy możemy określać istotne zadania państwa i rządów:

Od samego początku św. Tomasz podkreśla, że podobnie jak każdy człowiek jest stworzeniem zależnym od Boga i ukierunkowanym ku Niemu jako swemu ostatecznemu celowi, tak również państwo jest tworem Boga: “Rządzić znaczy prowadzić odpowiednio to, czym się rządzi, do właściwego celu. Celem ostatecznym społeczności jest żyć według cnoty. Po to przecież ludzie tworzą wspólnoty, aby razem żyć dobrze, czego nie mógłby osiągnąć każdy w pojedynkę. Jeśli jednak człowiek żyje według cnoty, zwraca się ku celowi ostatecznemu, który polega na nasyceniu się Bogiem. Otóż cel ludzkiej społeczności powinien być ten sam, co cel jednego człowieka” (De regimine principum II, 3).

Społeczeństwo jest potrzebne, ponieważ człowiek sam sobie nie wystarczy, aby przeżyć: “Gdyby człowiek żył w pojedynkę, nie potrzebowałby żadnego innego kierowania, lecz każdy sam dla siebie byłby królem, poddanym najwyższemu królowi – Bogu, jako że sam kierowałby sobą w swoich czynach, dzięki światłu rozumu danemu mu przez Boga. Otóż człowiek jest z natury stworzeniem społecznym i politycznym, żyjącym w gromadzie (…) ponieważ nie zdoła on samodzielnie przejść przez życie” (I, 1). “Zwierzęta wrodzonym instynktem rozpoznają, co przynosi im korzyść lub szkodę, na przykład jest w naturze owcy lęk przed wilkiem jako wrogiem; niektóre znów zwierzęta naturalnym instynktem wyszukują sobie lecznicze trawy lub coś innego, co jest niezbędne do życia. Natomiast człowiek ma tylko ogólną naturalną znajomość tego, co jest mu niezbędne do życia; potrafi bowiem na podstawie zasad naturalnych dochodzić rozumem, co mu szczegółowo jest konieczne do ludzkiego życia. Otóż nie jest możliwe, aby jeden człowiek mógł to wszystko ogarnąć rozumem; musi więc żyć w gromadzie, aby jeden wspierał drugiego, aby różni zajmowali się różnymi wynalazkami rozumu, na przykład jeden sztuką leczenia, drugi tym, trzeci innym” (tamże). W innym miejscu św. Tomasz udowadnia potrzebę życia społecznego i państwa w oparciu o niewystarczalność jednostki. Państwo istnieje zatem dla doskonalenia swoich członków, a nie odwrotnie. Państwo musi pomagać człowiekowi w osiągnięciu jego właściwego celu.

Skoro człowiek musi żyć w społeczności, jako że w pojedynkę nie potrafi zaradzić życiowym potrzebom, zatem tym doskonalsza jest społeczność, im bardziej samowystarczalna w zakresie potrzeb życiowych. Wprawdzie pojedyncza rodzina jest już jakoś życiowo samowystarczalna: w zakresie przygotowywania pokarmów, wychowania potomstwa itp.; wieś – w zakresie jakiegoś działu gospodarki; miasto natomiast, jako społeczność doskonała – w zakresie wszystkich potrzeb życiowych. Jeszcze bardziej kraj – ze względu na konieczność zwalczania nieprzyjaciół i wzajemnej przeciwko nim pomocy” (De regimine principum I, 1). Znaczy to, że państwo nie ma pomniejszać roli ani likwidować mniejszych społeczności, lecz przeciwnie – opierać się na nich, szanować je i pomagać im w jak najbardziej samowystarczalnym realizowaniu ich celów. Rząd, który ogranicza i paraliżuje życie mniejszych społeczności, gwałci samą naturę rzeczy i niszczy to, co ma budować. Jest wówczas podobny do generała, który, zazdrosny o swój autorytet, zwalnia wszystkich pułkowników, majorów etc.

“Otóż dobro i ocalenie społeczności polega na tym, aby zachować jej jedność, którą nazywamy pokojem. Jeśli zabraknie pokoju, przepadają korzyści życia społecznego, owszem, społeczność skłócona – sama dla siebie staje się ciężarem” (De regimine principum I, 2) “Toteż Apostoł, wezwawszy wierny lud do jedności, powiada: ŤStarajcie się zachować jedność ducha, związani pokojemť (Ef 4, 3). Zatem im skuteczniej rządy przyczyniają się do jedności pokoju, tym bardziej są pożyteczne” (tamże). O jaki pokój tu chodzi? O pokój, który ma swoje źródło w “jedności ducha”, kiedy wszyscy kierują się tymi samymi zasadami i mają tę samą wiarę. Pokój musi istnieć przede wszystkim pomiędzy członkami społeczności, co jest możliwe tylko wówczas, jeśli mają oni ten sam duchowy fundament i zmierzają do tego samego celu.

Istota rządu

“Jeśli jest naturalne dla człowieka żyć w licznej gromadzie, wobec tego wszyscy potrzebują jakiegoś kierowania całością. Każdy bowiem z licznych ludzi zabiega o to, co jemu odpowiada; całość rozproszyłaby się więc na cząstki, gdyby zabrakło tego, do kogo należy troska o dobro całości. (…) Dlatego wszędzie tam, gdzie jest wielość, musi być czynnik rządzący” (De regimine principum I, 1). “To, co sztuczne, naśladuje to, co naturalne, i z tego drugiego czerpiemy w swoich działaniach kierowanych rozumem” (De regimine principum II, 1). Stosując tę zasadę do rządów państwowych, określa się władzę na wzór rządów naturalnych: “Otóż w naturze rzeczy istnieją rządy zarówno powszechne, jak cząstkowe. Powszechne – o ile wszystko znajduje się pod rządami Boga, który swoją Opatrznością tym kieruje. Natomiast rządy cząstkowe znajdziemy w człowieku, który z tego powodu nazywany jest mikrokosmosem (…) członki ciała i władze duszy polegają władzy rozumu”. Władza zatem jest “jak dusza w ciele i jak Bóg w świecie” (tamże).

Wynika z tego, że władza jest organem harmonii całego Państwa, jest gwarantem sprawiedliwości i realizuje – określone szczegółowo poniżej – cele społeczności, jest “pasterzem szukającym wspólnego dobra społeczności, a nie własnego” (tamże).

 

Modele rządów i ich wypaczenia

Za Arystotelesem rozróżnia św. Tomasz formy dobrych rządów od złych według zasady: “Ktoś jest kierowany słusznie, jeśli prowadzi się go do odpowiedniego celu, niesłusznie zaś – jeśli do celu nieodpowiedniego (…) Jeśli rządzący porządkuje społeczność ku dobru wspólnemu społeczności, będą to rządy słuszne i sprawiedliwe, jakie przystoją wolnym ludziom. Jeśli jednak rządy kierują nie ku dobru wspólnemu społeczności, ale ku prywatnemu dobru rządzącego, będą to rządy niesprawiedliwe i przewrotne” (De regimine principum I, 1). Istnieją trzy rodzaje dobrego rządu oraz odpowiadające im wynaturzenia: jeśli rządy są sprawowane przez jednego władcę, nazywają się monarchią, zaś ich niesprawiedliwa forma tyranią. Jeśli są sprawowane przez “nielicznych, ale cnotliwych, nazywa się je arystokracją, czyli władzą najlepszych” (tamże); ich wypaczenie to oligarchia, czyli władza nielicznych, nie działających dla prawdziwego wspólnego dobra społeczności, lecz tylko dla swej własnej korzyści. Oprócz liczby rządzących oligarchia nie różni się niczym od tyranii. Jeśli sprawiedliwe rządy sprawuje jakaś społeczność, nazywa się to republiką, a “niegodziwe sprawowanie przez licznych nazywa się demokracją, czyli władzą ludu” (tamże).

Najlepszą formą rządu jest monarchia. Doktor Anielski podpiera to twierdzenie następującym argumentem: “to, co zgodne z naturą, jest najlepsze, albowiem w poszczególnych bytach natura sprawia to, co najlepsze. Otóż wszelkie rządy naturalne sprawuje jeden. Częściami duszy kieruje jedna władza podstawowa, mianowicie rozum; pszczoły mają jedną matkę, zaś stwórcą i rządcą całego wszechświata jest jeden Bóg. To się zgadza z rozumem: każda bowiem wielość pochodzi od jednego” (De regimine principum I, 2).

Plaga niesprawiedliwego rządu

Niesprawiedliwy rząd jest dla ludzi wielką plagą. Sposób, w jaki wszystkie dobra społeczności i jednostek są wówczas zagrożone, a nawet niszczone, pokazuje św. Tomasz w analizie tyranii: “Moc niesprawiedliwego władcy działa na zło społeczności, gdyż dobro wspólne społeczności odwraca on wyłącznie dla swojego własnego dobra”, “szuka swojego prywatnego dobra z pogardą dla wspólnego, w rezultacie w różnoraki sposób uciska poddanych, gdyż sam podlega różnorodnym namiętnościom, które pchają go ku jakimś dobrom. Jeśli dał się uwięzić chciwości, rabuje dobra poddanych. Jeśli dał się zwyciężyć gniewowi, z byle powodu rozlewa krew. (…) W ogóle nie można wówczas być bezpiecznym, lecz – wobec odejścia od prawa – wszystko jest niepewne. I nic nie może się wówczas utrwalić, gdyż zależy od czyjejś woli, żeby nie powiedzieć – zachcianki” (De regimine principum I, 3).

“Tyran obciąża poddanych nie tylko w zakresie dóbr cielesnych, ale przeszkadza im w dobrach duchowych (…) Bardziej podejrzani dla nich są dobrzy niż źli i zawsze straszliwie boją się cudzej cnoty. Zatem tyrani starają się nie dopuścić do tego, aby ich poddani stali się cnotliwi i nabrali ducha wielkoduszności, bo wówczas nie znieśliby ich niegodziwego panowania. Zabiegają również o to, aby pomiędzy poddanymi nie utrwalały się związki przyjaźni i aby nie radowali się oni wzajemnym zyskiem pokoju: kiedy bowiem jeden drugiemu nie ufa, nie mogą niczego podejmować przeciw ich opanowaniu. Toteż sieją niezgody wśród poddanych, a istniejące podtrzymują, oraz zakazują tego, co łączy ludzi, na przykład małżeństw i zebrań oraz tym podobnych rzeczy, dzięki którym rodzi się wśród ludzi zażyłość i zaufanie. Wysilają się ponadto, aby poddani nie stali się silni i bogaci – podejrzewają ich bowiem według przewrotności swego sumienia, a ponieważ sami używają potęgi i bogactw do szkodzenia, obawiają się, żeby siła i bogactwo poddanych im nie zaszkodziły” (tamże).

Niesprawiedliwy rząd prowadzi społeczność do moralnego upadku: “Ludzie żyjący w strachu wyradzają się w służalców i stają się małoduszni w dziele wymagającym odwagi i wytrwałości (…) Przez niegodziwość tyranów poddani słabną w doskonałości cnót. ŤKiedy bezbożnicy przejmą władzę, jęczy ludť (Przyp 29, 2), bo został wzięty w niewolę. (…) Toteż powiada Salomon: ŤLew ryczący i zgłodniały niedźwiedź – oto władca niegodziwy nad biednym ludemť (Przyp 28, 15). Dlatego ludzi kryją się przed tyranami jak przed bestiami krwiożerczymi, a poddać się tyranowi to tak samo, jakby padać na twarz przed szalejącą bestią” (tamże).

Porównując ten opis tyranii z różnymi formami sprawowania władzy występującymi w ostatnich dwóch stuleciach należy stwierdzić, że wiele z nich miało cechy rządu niesprawiedliwego. Czy należy do nich zaliczyć również rząd Unii Europejskiej? Czy popiera on i realizuje prawdziwe wspólne dobro społeczności, czy też gardzi nim i szuka swojej prywatnej korzyści kosztem społeczności, którą chce kierować?

Otóż dobro nie jest czymś subiektywnym, ale jest ukierunkowaniem ku ostatecznemu dobru człowieka, którym jest jego wieczne szczęście, czyli Bóg. Każde prawdziwe dobro ma zatem bezpośrednie odniesienie do Boga, zbliża do Niego, prowadząc pewną rzecz czy pewien czyn do doskonałości. Doskonałość społeczności może być naturalna lub nadprzyrodzona: jest naturalna, jeśli społeczność osiągnie swój ziemski cel; nadprzyrodzona zaś, jeśli osiągnie cel wieczny. Właściwym dobrem państwa jest jego naturalna doskonałość, jako że państwo nie istnieje poza doczesnością. Ponieważ jednak wszyscy poddani państwa są przeznaczeni do celu nadprzyrodzonego, musi ono w miarę swoich naturalnych możliwości usuwać przeszkody i pomagać, aby łatwo i spokojnie mogli osiągnąć dobro wieczne.

Na czym polega “dobro wspólne” Unii Europejskiej? Jedność, którą chce ona stworzyć, opiera się na zasadach, które nie znają najwyższego dobra, wspólnego dla wszystkich, zatem nie przewiduje środków, aby to najwyższe dobro osiągnąć.

Przeciwnie, faktem jest, że “dobro” Unii zdaje się raczej wykluczać możliwość istnienia dobra transcendentnego: przeszkadza poddanym w realizacji dóbr duchowych, ustanawia rząd, który nie respektuje ani tych naturalnych dóbr jednostek, ani ich nadprzyrodzonego przeznaczenia. Poza tym UE zamierza na wszystkich poziomach likwidować samowystarczalność poszczególnych społeczności (zob. punkt 3 w rozdziale Podstawa państwa). W ten sposób niszczy tożsamość narodową oraz wszystkie cnoty związane z miłością do ojczyzny, rodziny i instytucji, które kształcą osobę ludzką. – Dlatego wiele punktów (jeśli nie wszystkie), wymienionych w opisie niesprawiedliwego rządu, odnosi się również do Unii Europejskiej.

Aby jeszcze ściślej określić sprawiedliwy oraz nieprawy rząd, należy zdefiniować właściwe cele oraz wynikające z nich obowiązki sprawowania władzy w państwie.

Cele państwa

Rządzący, “pouczony przez prawo Boże, niech ku temu zwraca swój szczególny wysiłek, aby poddana mu społeczność dobrze żyła. Wysiłek ten obejmuje trzy rzeczy: po pierwsze, aby w poddanej społeczności ustanowić dobre życie, po wtóre, aby je zachować, po trzecie, aby zachowywane zmieniać na lepsze”.

1.”Do dobrego życia potrzebne są dwie rzeczy: pierwsza podstawowa, a jest nią działanie według cnoty (cnota bowiem jest tym, dzięki czemu ktoś dobrze żyje), i druga wtórna i jakby nadrzędna, mianowicie dostateczna ilość dóbr cielesnych, które są niezbędne do działania cnotliwego” (De regimine principum II, 4). Dlatego władza musi budować państwo na solidnym fundamencie chrześcijańskiej moralności i zapewnić obywatelom wszelkie materialne środki do właściwego i stosunkowo łatwego spełniania obowiązków i czynienia dobra.

2.”Jeśli zostało ustanowione dobre życie, należy się troszczyć o jego zachowanie. Otóż istnieją trzy przeszkody, nie pozwalające trwać dobru publicznemu, a jedna z nich pochodzi z natury: nie da się bowiem dobra społecznego ustanowić raz na zawsze, lecz trzeba to czynić niejako nieustannie; ludzie są śmiertelni i nie mogą trwać wiecznie ani nie mają tych samych sił przez całe życie, gdyż ono podlega licznym zmianom, toteż nie zachowują oni przez całe życie zdolności do jednakowego spełniania tych samych obowiązków. Druga przeszkoda do zachowania dobra publicznego pochodzi z wewnątrz, a jej źródłem jest przewrotność woli: czy to lenistwo w spełnianiu tego, czego wymaga sprawa publiczna, czy nawet szkodzenie pokojowi społecznemu, kiedy ktoś naruszając sprawiedliwość burzy pokój innym. Trzecia zaś przeszkoda do zachowania rzeczy publicznej pochodzi z zewnątrz: jeśli przez najazd wrogów pokój zostaje zburzony i państwo ulega na jakiś czas dogłębnemu rozproszeniu” (tamże). Dlatego władza musi troszczyć się o wychowanie odpowiedzialnych zastępców, w których świeci w szczególny sposób sens moralności i zasad dobrego życia i którzy potrafią również innych do tych dóbr prowadzić. Również władza “niech swoimi prawami i rozkazami, karą i nagrodą, powstrzymuje poddanych sobie ludzi od niegodziwości i prowadzi ich do czynów cnotliwych” (tamże). Musi wreszcie władza dbać o bezpieczeństwo przed wrogami zewnętrznymi.

3.W końcu władza musi starać się o postęp społeczności w tym sensie, że “poprawia się to, co nieporządne, uzupełnia to, czego brak, a jeśli się da, stara się wieść ku lepszemu” (tamże).

Stosując te trzy główne obowiązki rządów do obecnej sytuacji, należy zauważyć, że:

Ad 1: Nic nie jest tak ważne jak cel. Kiedy buduje się nowe struktury państwowe, należy badać cele, dla których są one tworzone. Ponieważ cele komunizmu i narodowego socjalizmu przeciwne były prawom Bożym, papieże potępili te formy sprawowania władzy jako bezbożne i przeciwne naturze. Z przedstawionej powyżej analizy wynika wyraźnie, że istotne cele państwa i rządzenia społeczeństwem są w Unii Europejskiej pomijane, dlatego też nie może ona zamierzać do “dobrego życia realizowanego przez cnoty”.

Ponieważ jednak nic nie dzieje się bez celu, rządy państw UE stawiają sobie własny cel “prywatny”, co jest cechą niesprawiedliwego rządu, czyli tyranii. Nowoczesnym tyranem może być partia, loża masońska etc., pragnąca realizować swe własne interesy, depcząca prawa Boże i przeszkadzająca człowiekowi w spełnianiu jego podstawowych obowiązków. Zamiast troszczyć się o dobre życie poddanych, rządy te są ogniskami przewrotności, egoizmu, gwałtu i korupcji. Dlatego godne są potępienia.

Ad 2 & 3: Jako że cele te są z konieczności podporządkowane celowi pierwszemu, wynikające z nich obowiązki są również w strukturach Unii niemożliwe do zrealizowania:

-Wychowanie odpowiedzialnych kadr może mieć miejsce jedynie w oparciu o niezmienne zasady moralne: warunkiem koniecznym jest docenianie wspólnego dobra, poświęcenie i bezinteresowność wychowanków. Te jednak skutecznie niszczy unijny liberalizm, promujący niczym nieograniczone wolności i swobody.

-Prawodawstwo oraz formy egzekucyjne Unii (jak we wszystkich nowoczesnych liberalnych demokracjach) raczej popierają przestępstwo i grzech, niż je zwalczają. Niegodziwość i nałogi, grzechy przeciw naturze, profanacja ciała etc. – wszystko to uznane jest za dobre i pożądane. Przestępca jest często bezkarny wskutek bezsilności organów bezpieczeństwa publicznego. Kara śmierci, według św. Tomasza jeden z najbardziej skutecznych czynników zachowania państwowego porządku, została zniesiona.

-O strukturach bezpieczeństwa można mówić, jeśli dobra danej społeczności są z zewnątrz zagrożone i władza używa pewnych środków do zabezpieczenia tych dóbr przed wrogami. W Unii samo pojęcie “wroga” zostało zniekształcone. Jako wróg traktowany jest ten, kto nie chce dopasować się do zasad globalizmu, kto zachowuje swoje przekonania religijne, polityczne, gospodarcze – jeśli są one przeciwne “religii”, polityce czy zasadom gospodarczym UE. Za przyjaciela natomiast uznaje się grupy niszczące dobra kultury, dziedzictwo narodów oraz całą cywilizację chrześcijańską, na której zostały zbudowane państwa europejskie.

Państwo a Kościół

Celem państwa i rządu jest cnotliwe życie całej społeczności i poszczególnych jej członków. Istnieje jednak jeszcze wyższy, ostateczny cel, któremu państwa mają służyć: “jeśli człowiek żyje według cnoty, zwraca się ku celowi ostatecznemu, który polega na nasyceniu się Bogiem (…) Ponieważ jednak celu, jakim jest nasycanie się Bogiem, nie osiągnie człowiek mocą ludzką, lecz Bożą, prowadzenie do tego celu ostatecznego nie jest zadaniem rządów ludzkich, lecz Bożych. Te rządy należą więc do tego Króla, który jest nie tylko Człowiekiem, lecz również Bogiem, mianowicie do Pana Jezusa Chrystusa, który czyni ludzi synami Bożymi i wprowadza ich do chwały niebieskiej” (De regimine principum II, 3). Urząd ten Chrystus powierzył Kościołowi i jego kapłanom. “Tak więc jemu, który ma się troszczyć o cel ostateczny, powinni być poddani i jego rozkazami winni się kierować ci, do których należy troska o cele wcześniejsze” (tamże).

Stąd wynika podstawowa zasada nauki społecznej Kościoła, głosząca, że państwo jest podporządkowane Kościołowi. Nie jest to jednak tzw. postestas directa, tj. władza bezpośrednia, której podporządkowane byłyby nie tylko duchowne, ale także doczesne sprawy państw. Od tych ostatnich wymaga się tylko zachowywania Bożych przykazań i przestrzegania zasad sprawiedliwości, przy czym państwo zachowuje pełną autonomię w kwestiach czysto doczesnych. Władza Kościoła jest więc pośrednia (potestas indirecta) i polega na całkowitym podporządkowaniu świeckiej władzy Kościołowi we wszystkich sprawach czysto duchownych, a także tzw. mieszanych. Te ostatnie sprawy są przedmiotem władzy zarówno duchowej, jak i świeckiej – są to np. zasady wychowania, małżeństwo i rodzina etc. W kwestiach tych obowiązkiem rządu świeckiego jest respektowanie prawa kościelnego, popieranie i bronienie go, usuwanie przeszkód itd. W tym sensie prawdziwe państwo powinno zawsze być katolickie.

Zasady te są dziś gwałcone we wszystkich konstytucjach państwowych. Ostatnie katolickie konstytucje państwowe zostały zlaicyzowane pod naciskiem samej hierarchii, wymagającej dostosowania ich do zmian soborowych. Dominującym modelem rządów jest państwo neutralne w sprawach religijnych, w którym Wiara i moralność Kościoła nie mają żadnego wpływu na życie publiczne i które uważa się za niekompetentne w sprawach religijnych. Sprawy “mieszane” natomiast państwo uważa za swoją własność i pozwala na “ingerencję” Kościoła tylko o tyle, o ile wydaje mu się to korzystne. W tym duchu powstały obecne konkordaty (więcej na temat konkordatów zob. artykuł Tomasza Buji …Nie miałbyś nade mną żadnej władzy…, Zawsze wierni nr 2/2003 (51), s. 80).

Trzeba jednak podkreślić, że w nowoczesnych rządach państw należących do tzw. Grupy G7 laicyzacja idzie jeszcze dalej: państwa te roszczą sobie prawo do kontroli nad wszystkim, w tym także nad życiem religijnym w tym sensie, że religia musi dopasować się do ich liberalnych zasad. Wewnętrzne sprawy Kościoła poddane są ich prawom, np. karane są “nietolerancyjne” kazania, wyznaniowe instytucje wychowawcze zmuszane są do przyjęcia liberalnego programu nauczania etc. Również w życiu moralnym państwo staje się najwyższą instancją: legalizuje grzechy wołające o pomstę do nieba, ustala nowe normy życia społecznego, narzuca “demokratyczny model rodziny”, promuje rewolucję obyczajową etc.

Kontrola ta stanie się jeszcze bardziej skuteczna wtedy, kiedy powstanie super-państwo, ponieważ będzie ono miało cechę powszechności: można będzie wówczas ustalić powszechnie obowiązujące kanony religijne i moralne, zastępując starą religię powszechną (czyli katolicyzm) – nową.

Ocena Unii Europejskiej

Przedstawiona powyżej analiza Unii Europejskiej w świetle nauczania św. Tomasza z Akwinu o metafizycznej istocie państwa i rządów nie pozostawia miejsca na wątpliwości: chodzi o nową formę tyranii. W odróżnieniu od klasycznych tyranii mamy w tym przypadku do czynienia z formą niesprawiedliwego rządu szczególnie niebezpieczną ze względu na cele, dla których jest ustanowiony, oraz środków, którymi posługuje się dla ich realizacji. Im bardziej ktoś odchodzi od swego właściwego celu, tym bardziej staje się niesprawiedliwy i nieprawy. Cele Unii Europejskiej nie tylko odchodzą od wyżej przedstawionych celów rządzenia, ale wręcz przeciwstawiają się im, przypisując sobie prawa samego Boskiego Stwórcy. Można powiedzieć, że w pewien sposób Unia ubóstwia samą siebie, gdyż ona sama, tzn. zjednoczenie świata, staje się najwyższym dobrem, czymś boskim – czymś, co istnieje samo dla siebie i czemu wszystko musi być podporządkowane. Otóż jest tylko jedna absolutna jedność wszystkich cząstek: Bóg i Jego Królestwo, istniejące w sposób zaczątkowy na ziemi (Kościół wojujący) i w sposób doskonały w niebie (Kościół tryumfujący). Zasadą jedności jest tylko najwyższa Prawda i najwyższe Dobro, którym wszystkie inne prawdy i dobra są podporządkowane.

Poprzez próbę budowania podobnej jedności, ale bez Boga i poza Jego królestwem, na zasadach wypracowanych przez masonów i według ich kodeksu (nie)moralnego, jest UE nie tylko tworem bezbożnym, lecz wręcz zapowiedzią Antychrysta.

 

Środki zaradcze

Dochodząc do wniosku, że najwyższe władze UE są szczególnie niebezpieczną formą tyranii, powstaje pytanie, w jaki sposób uratować można rodzaj ludzki od tego nieszczęścia. św. Tomasz wymienia trzy istotne warunki usprawiedliwiające użycie gwałtownych środków: 1° zwycięstwo musi być moralnie pewne, 2° zastępująca władza musi być moralnie w stanie wprowadzić i zachować porządek, 3° przewrót nie może być czynem “prywatnego przeświadczenia, lecz publicznego autorytetu”. Jeśli np. w przypadku akcji Cristeros przeciw masońskiemu rządowi Meksyku w latach 20-tych ubiegłego wieku warunki te były wypełnione, to odnośnie do omawianych tutaj niesprawiedliwych rządów trzeba stwierdzić, że spełnienie tych trzech warunków jest niemożliwością. Dlatego używanie gwałtu, terroryzmu i inne tym podobne sposoby buntu są niemoralne, bowiem prowokują wprost przeciwny do zamierzonego skutek. Pozostaje zatem tylko jeden, najbardziej skuteczny środek zaradczy:

Jeśli zaś w ogóle nie można znaleźć ludzkiej pomocy przeciwko tyranowi, trzeba się odnieść do Boga, który jest “wspomożycielem w czasie dogodnym oraz w ucisku”. Leży bowiem w Jego mocy, aby okrutne serce tyrana nawrócić na łagodność. (…) Natomiast tyranów, których uzna za niegodnych nawrócenia, On może stąd zabrać albo sprowadzić do najniższego stanu. Jak powiada Mędrzec: “Stolicę pysznych książąt Bóg zburzył, a na ich miejscu posadził pokornych”. To On, ponieważ widział ucisk swojego ludu w Egipcie i słyszał ich jęki, tyrana faraona wraz z jego wojskiem wrzucił do morza. To On Nabuchodonozora, który wcześniej wynosił się pychą, nie tylko wyrzucił z królewskiego tronu, ale nawet z ludzkiego towarzystwa i upodobnił do zwierzęcia. I ręka Jego nie jest za krótka, żeby nie mógł swojego ludu uwolnić od tyranów. (…) Lud musi jednak zaprzestać grzeszyć, aby zasłużyć sobie na dostąpienie u boga tego dobrodziejstwa. Albowiem Bóg dopuszcza władzę niegodziwców jako karę za grzech (…) aby więc ustała plaga tyranów, należy usunąć grzech (De regimine principum I, 6).

ks.Karol Stehlin FSSPX

Przypisy:

1.Zob. M. Grabmann, Thomas von Aquin, Monachium 1946.

2.św. Tomasz z Akwinu, Dzieła wybrane, Komorów 1999, s. 223-258.

Zob. M. Grabmann, Thomas von Aquin, Monachium 1946.św. Tomasz z Akwinu, Dzieła wybrane, Komorów 1999, s. 223-258.

Źródło informacji: https://fides-et-ratio.pl/

Zarabiamy pieniądze na tym, przeciwko czemu występujemy w naszych niedzielnych kazaniach. To po prostu skandal!

Od połowy października nie milkną w Niemczech kontrowersje wokół domu wydawniczego Weltbild. Okazało się bowiem, że wydawnictwo to, w całości należące do Kościoła katolickiego w tym kraju, w ofercie ma m.in. 2,5 tysiąca książek o tematyce pornograficznej oraz ezoterykę. Sprawą zajmie się na posiedzeniu 21 listopada Rada Stała Niemieckiej Konferencji Biskupów, która ma powołać niezależną komisję do wyjaśnienia tych zarzutów.

Mająca siedzibę w Augsburgu firma odrzuca krytykę, jakoby zarabiała na pornografii. „Pornografia” jest pojęciem jednoznacznie określonym przez prawo, uważają właściciele wydawnictwa i podkreślają, że w jego asortymencie nie ma i nigdy nie było książek o tej tematyce, a informacje, jakoby „Kościół katolicki zarabiał na pornografii” są „nieprawdziwe i oszczercze”.

Należące do Kościoła od 30 lat wydawnictwo zatrudnia 6,4 tys. pracowników, a jego roczne obroty wynoszą około 1,6 miliarda euro. O jego sile świadczy wykupienie w kwietniu br. od Bertelsmanna działającego w Polsce wydawnictwa Świat Książki, przez co jest ono obecne również w naszym kraju. Udziałowcami Weltbildu jest 12 katolickich diecezji w Niemczech, Związek Diecezji Niemieckich (VDD) i duszpasterstwo wojskowe w Berlinie. Największe udziały mają: VDD – 24,2 proc.) oraz archidiecezja Monachium i Fryzyngi – 13,2 proc. i diecezja Augsburg – 11,7 proc.

O tym, że w ofercie augsburskiej firmy znajdują się liczne tytuły z pogranicza erotyki i pornografii, mówiono od lat. Od dłuższego czasu wzburzeni katolicy, zarówno indywidualnie jak i zbiorowo, przesyłali listy protestacyjne i dokumenty dowodzące jednoznacznie, że erotyka stanowi sporą część internetowej oferty tego wydawnictwa. Jej treść ustalają wspólnie Weltbild i współpracująca z nim duża, prywatna sieć 35 księgarni Hugendubel. Dotychczas na zarzuty te reagowano standardowo, przerzucając odpowiedzialność na drugiego partnera, podkreślając przy tym stale, że wydawnictwo stosuje filtr wyłapujący niestosowne treści. Nie był on jednak zbyt szczelny.

Kilka dni temu, po posiedzeniu Rady Nadzorczej Weltbildu, jej dotychczasowy przewodniczący Klaus Donaubauer i sekretarz episkopatu niemieckiego Hans Langendörfer we wspólnym oświadczeniu stwierdzili, że „grupa wydawnicza Weltbild jest największym przedsiębiorstwem księgarskim w Niemczech i dlatego ponosi szczególną odpowiedzialność społeczną”. Zapewnili jednocześnie, że oferta wydawnictwa jest systematycznie kontrolowana pod względem wartości łączących udziałowców.

Tymczasem głosy protestów i oburzenia, również ze strony hierarchów Kościoła katolickiego, nie ustają. Już po raz kolejny – w przededniu zaplanowanego na 21 listopada posiedzenia Rady Stałej Episkopatu – wypowiedział się krytycznie na ten temat metropolita Kolonii kard. Joachim Meisner. Zażądał „radykalnego” odstąpienia diecezji niemieckich od Weltbildu. „Od lat powtarzam w episkopacie, że musimy się rozstać z tym przedsiębiorstwem” – oświadczył kardynał na łamach berlińskiego „Welt am Sonntag”. Wyjaśnił, że „nie może tak być, że w tygodniu zarabiamy pieniądze na tym, przeciwko czemu występujemy w naszych niedzielnych kazaniach. To po prostu skandal!”.

Oburzenia nie ukrywa również niemiecka zakonnica i obrończyni praw kobiet Lea Ackermann. W wywiadzie dla ukazującego się w Würzburgu „Tagespost” zarzuciła ona grupie wydawniczej z Augsburga wykorzystywanie kobiet jako „towaru” służącego czerpaniu korzyści finansowych.

Do całej sprawy odniósł się też Benedykt XVI. Podczas audiencji dla nowego ambasadora Niemiec przy Stolicy Apostolskiej 7 listopada powiedział, że Watykan zatroszczy się o to, aby Kościół katolicki w tym kraju „bardziej zdecydowanie i wyraźniej” wypowiedział się przeciw rozpowszechnianiu w internecie materiałów o charakterze erotycznym i pornograficznym.

Wszyscy czekają w napięciu, w jakim kierunku potoczą się sprawy. Mówi się, że wydawnictwo może zostać sprzedane, ale rozważane są także zdecydowane zmiany personalne w jego Radzie Nadzorczej (jej przewodniczący już złożył rezygnację) i w sekretariacie niemieckiego episkopatu. Niektórzy biskupi domagają się wglądu w finanse VDD i dokładnego wyjaśnienia, na co wydawane są pieniądze tej organizacji, bo na przykład „większość biskupów diecezjalnych nie wie dokładnie”, kto otrzymuje 14-15 milionów euro z funduszu VDD przeznaczonego na media. Dyrektor finansowy diecezji augsburskiej oświadczył, że jego propozycje rozwiązań w debacie wokół wydawnictwa Weltbild nie znalazły dostatecznego poparcia udziałowców.

Diecezja ta ustami swego rzecznika Markusa Kremsera ogłosiła, że ustąpienie przewodniczącego Klausa Donaubauera należy rozumieć jako „pierwszą decyzję personalną”. Kremser nawiązał do debaty „wokół powiązań przedsiębiorstwa z produkcją i rozpowszechnianiem produktów literackich, głęboko sprzecznych z godnością człowieka, a więc z tym, co głosi i czego naucza Kościół katolicki” i zapowiedział, że diecezja augsburska „ma już od pewnego czasu pewien wyraźny plan”, ale musi go omówić z innymi udziałowcami.

Przed poniedziałkowym zebraniem Rady Stałej Episkopatu pojawiają się też głosy w sprawie ograniczenia uprawnień sekretariatu Niemieckiego Konferencji Biskupów w Bonn. Wielu biskupów narzeka bowiem, że w przeszłości często ogłaszano różne oświadczenia episkopatu, które nie były uzgadniane z biskupami.

Źródło informacji: FRONDA.pl

Z księgarskie półki c.d.

abp Marcel Lefebvre

K O Ś C I Ó Ł 

PRZESIĄKNIĘTY MODERNIZMEM


Wydawnictwo TE DEUM, Warszawa 2012
ISBN: 978-83-89345-79-0
format: 130X195, ss. 128, oprawa: miękka, cena: 14,00 zł

W czasie, gdy ludzie zatykali sobie uszy na prawdę, by zwrócić się w stronę kłamstwa, abp Lefebvre z niestrudzoną cierpliwością i troską głosił słowo Boże, odpierał zarzuty oraz napominał. Jego kazania, Jego odczyty religijne przeznaczone dla księży i seminarzystów, Jego publiczne wykłady głoszone chrześcijańskiemu ludowi pozwalają nam Go poznać jako doktora wiary, jako prawdziwego teologa, który z najwznioślejszych zasad umiał wyciągnąć praktyczne wnioski dla naszych czasów oraz dawał stosowne i żywotne wskazówki dla życia nadprzyrodzonego.

Słuszne jest to, co powiedział o nim ks. Berto, Jego doradca podczas soboru: „Nie zdradzam żadnej tajemnicy, mówiąc wam, że abp Lefebvre jest teologiem o wiele lepszym ode mnie. Dałby Bóg, aby wszyscy ojcowie soboru nimi byli w takim stopniu jak on! Posiada on niesłychanie pewny i wyostrzony zmysł teologiczny, do którego jego wielkie oddanie dla Stolicy Apostolskiej dorzuciło wyczucie pozwalające, nawet przed interwencją logicznej refleksji, intuicyjnie odróżnić to, co się da, od tego, czego nie się da pogodzić z suwerennymi prerogatywami Opoki Kościoła… Ani razu nie przedłożyłem mu memoriału, notatki, szkicu, których by nie przejrzał, rozważył, powtórnie przemyślał i często swoją osobistą wytrwałą pracą przerobił całkowicie na nowo”.

(fragment wstępu ks. F. Schmidbergera)

Zapomniane prawdy c.d.

‎"Żyć swoim kapłaństwem - to przede wszystkim swięcie odprawiać Mszę świętą i sprawować Sakramenty święte, które łączą się ze Mszą świętą - to trwać w jedności ze swoim biskupem a tym samym z Namiestnikiem Chrystusa i samym Chrystusem, by uczestniczyć w dziele, jakim jest chwała Przenajświętszej Trójcy i odkupienie świata."

kard. Mercier

Prof. Roberto de Mattei - Europejski reżim technokratów

Wydarzenia, które miały miejsce we Włoszech na przestrzeni mijającego 2011 roku, coraz wyraźniej ukazują obecność "wielkich potęg", jak się dzisiaj zwykło mówić, działających za kulisami międzynarodowej sceny politycznej. Jakiś czas temu ośrodki te były nazywane "ciemnymi siłami". Dziś natomiast nie muszą się one już ukrywać: ukazują swoją twarz, wchodzą w dialog z rządami poszczególnych krajów i ingerują w działania instytucji politycznych.

Jednym z głównych centrów władzy jest Europejski Bank Centralny z siedzibą we Frankfurcie. Instytucja ta cieszy się autonomią i posiada własną osobowość prawną. Do jej zadań należy prowadzenie polityki monetarnej dla 17 krajów Unii Europejskiej należących do strefy euro. Europejski Bank Centralny, którego idea zawarta została w traktacie z Maastricht z 7 lutego 1992 r. i który został powołany do życia 1 czerwca 1998 r., w rzeczywistości przestał ograniczać się do prowadzenia polityki jedynie walutowej, ale zaczął wpływać na ekonomiczno-społeczną politykę europejską, stopniowo pozbawiając państwa narodowe ich władzy w tych obszarach.

Włochy pod kontrolą EBC

W liście z 5 sierpnia br. skierowanym do premiera Włoch Silvio Berlusconiego, Mario Draghi i Jean-Claude Trichet, w imieniu władzy wykonawczej Europejskiego Banku Centralnego, przedstawili włoskiemu rządowi dokładny program naprawczy. Nie ograniczyli się jednak do ogólnych sugestii i rekomendacji, ale określili punkt po punkcie, jak ma wyglądać włoska polityka ekonomiczna i społeczna, wskazując jako niezbędne przeprowadzenie prywatyzacji na szeroką skalę i reformy systemu zarobków. Postulowali rewizję norm regulujących zatrudnianie i zwalnianie pracowników, zmodyfikowanie systemu emerytalnego, obniżenie kosztów zatrudnienia w sektorze publicznym, aż do redukcji zarobków osób zatrudnionych w strefie budżetowej. Wyrazili w końcu postulat, żeby tego rodzaju reguły zostały zadekretowane prawnie i ratyfikowane przez parlament, a dzięki odpowiednim zmianom w konstytucji stały się bardziej wiążące.

Oto po raz pierwszy grupa eurokratów, niezależnych od władzy politycznej, interweniuje wprost i kategorycznie w życie publiczne naszego kraju. A co stałoby się, gdyby rząd narodowy próbował oprzeć się takiemu dyktatowi?

Europejski Bank Centralny jest dziś jedyną instytucją europejską, która mogłaby przejąć typową dla suwerennego państwa prerogatywę, tzn. emisję pieniądza. Siła pieniądza powinna odpowiadać zasobności państwa. W rzeczywistości Bank Centralny, nie będąc państwem, emituje banknoty, nie pomnażając swojego stanu posiadania. Narzuca państwom narodowym, którym nie wolno wybijać monety, swoje reguły. Jeśli państwa, które mają trudności, wyrównają swój stan posiadania, Bank Centralny pomaga im, kupując prerogatywy należące do organów państwa i w ten sposób zmniejsza ich zadłużenie. W sytuacji gdy nie podporządkują się one otrzymanym wskazówkom, Bank Centralny zaprzestanie udzielania im pomocy finansowej, ograniczając nabywanie kompetencji organów państwa. Prowadzi to do zwiększenia tzw. spreadu, tzn. różnicy pomiędzy wydajnością niemieckich organów państwa (Bund), uważanych za najbardziej godne zaufania, a wydajnością ich włoskich odpowiedników (BTp), postrzeganych przez inwestorów jako "ryzykowne". Jeśli spread się zwiększa, państwo włoskie jest zmuszone do zagwarantowania bezpieczeństwa własnym organom władzy, powiększając w ten sposób swój deficyt na rzecz spekulacji potentatów finansowych. Trudno, żeby w tej sytuacji rząd miał szansę sprawnie kierować państwem. Ani Hiszpanii, ani Grecji, ani Włochom nie udało się przeciwstawić tej ogromnej presji. Europejski Bank Centralny, krótko mówiąc, "pilotuje", a czasem prowokuje, kryzysy polityczne w państwach narodowych.

Utopia republiki uniwersalnej

Europejski Bank Centralny nie działa oczywiście samodzielnie, ale w ścisłej współpracy z innymi aktorami sceny politycznej: Międzynarodowym Funduszem Walutowym, agencjami ratingowymi, które oceniają stabilność finansową państw i rządów narodowych, eurogrupą, do której należą ministrowie gospodarki i ministrowie finansów państw członkowskich należących do strefy euro. Te inicjatywy są uzgadniane w miejscach kiedyś utrzymywanych w dyskrecji, a dziś znanych już wszystkim, takich jak okresowe spotkania Rady Spraw Zagranicznych (Council on Foreign Relations - CFR), Komisji Trójstronnej czy Grupy Bilderberg.

Wyobrażanie sobie, że za tymi posunięciami stoją państwa narodowe, takie jak Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Niemcy czy Francja, byłoby niepełne. Niewyrażonym wprost celem Europejskiego Banku Światowego jest w istocie likwidacja państw narodowych. Powołanie Unii Europejskiej, przedstawiane jako wynikające z potrzeb ekonomicznych, było w istocie precyzyjnym wyborem ideologicznym. Nie zakładał on narodzin silnego państwa europejskiego, ale raczej nie-państwa, policentrycznego i chaotycznego, charakteryzującego się multiplikacją centrów decyzyjnych o złożonych i często przeciwstawnych zadaniach. Znajdujemy się zatem w obliczu przenoszenia ciężkości ośrodka władzy, która zaczyna być sprawowana poprzez wiele instytucji międzynarodowych, których kompetencje celowo pozostają niejasne.

Tym, co charakteryzuje tę sytuację, jest ogromny bałagan w ciałach odpowiedzialnych za sprawowanie rządów i ich jawne bądź ukryte skonfliktowanie - krótko mówiąc - brak suwerennego zarządzania pozwalający na zbudowanie systemu zarządzania odgórnie, na poziomie światowym. Były przewodniczący Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet w swoim przemówieniu z 26 kwietnia 2010 r. w Nowym Jorku w siedzibie Rady Spraw Zagranicznych wyraził wprost pilną potrzebę stworzenia superrządu światowego, który określałby reguły finansowe i ekonomiczne, pozwalając tym samym na skonfrontowanie się z czarnym scenariuszem depresji ekonomicznej.

Wizja ta stawia sobie za cel narzucenie ludzkości modelu "republiki uniwersalnej", będącej w oczywisty sposób antytezą dla cywilizacji chrześcijańskiej, w której miałyby się połączyć wszystkie kraje świata, realizując tym samym egalitarne marzenie stopienia wszystkich ras, ludów i państw. Profetyczna powieść Roberta Hugha Bensona "Zarządca świata" ("Il Padrone del mondo", wyd. Fede e Cultura, Werona 2011) pokazuje, w jaki sposób ta utopia technokratyczna może się połączyć z religijną utopią synkretyzmu. W imię tego superekumenizmu zostanie zaakceptowane wszystko z wyjątkiem Kościoła katolickiego, którego eliminacja planowana jest w następnej kolejności po zlikwidowaniu państw narodowych.

Oczekiwanie na nową Wandeę

Eliminacja suwerenności narodów w konsekwencji prowadzi do usunięcia ich reprezentacji politycznej. Ostatnie słowo ma należeć do technokratów, którzy nie reprezentują organów władzy, takich jak rządy czy parlamenty, do klubów, lóż i grup lobbystów, których interesy często stoją w sprzeczności z interesami narodowymi poszczególnych państw. Technokraci aspirują do tego, aby stanąć na czele "rządów stanu wyjątkowego" i ustalać "prawa stanu wyjątkowego". W ten sposób torują oni drogę dyktaturze jakobińskiej, jak miało to miejsce w czasie rewolucji francuskiej. Jakobinizmowi dały jednak odpór, zarówno we Francji, jak i w całej Europie - przy sukcesach i porażkach - ruchy kontrrewolucyjne. Czy dziś na Starym Kontynencie, zniszczonym przez eurokratów, będzie miała miejsce nowa Wandea?

tłum. Agnieszka Żurek

Autor jest redaktorem naczelnym miesięcznika "Radici Cristiane", autorem głośnej książki "Dyktatura relatywizmu".

Źródło informacji: NASZ DZIENNIK

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.