______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

wtorek, 13 listopada 2018

Czy Franciszek jest dyktatorem? Wywiad z Henry Sire, autorem książki "Papież dyktator"




Wywiad w języku angielskim z dnia 26 marca 2018 roku
przeprowadzony dla „National Catholic Register”

Video: Edward Pentin
Photographs: Daniel Ibanez/CNA
www.NCRegister.com

_________________________

Polskie tłumaczenie wywiadu.
_________________________


Jakie były motywy napisania książki i czego się pan po niej spodziewa?

Napisałem tę książkę, ponieważ mieszkałem w Rzymie i bardzo szybko zdałem sobie sprawę z rozbieżności, jak była pomiędzy obrazem papieża Franciszka przedstawianym w mediach, a tym, jaki Franciszek jest w rzeczywistości – jakiego znają ludzie w Watykanie. Oczywiście pomyślałem, że należy to upublicznić. Co spodziewam się osiągnąć? Dobrze by było, gdyby ludzie powiedzieli papieżowi Franciszkowi: „To nie jest to, czego oczekujemy”. Nie sądzę, by to było prawdopodobne, ale przynajmniej chciałem ostrzec kolejne konklawe, żeby następnym razem nie popełniało tego samego błędu, wybierając zupełnie nieznanego kardynała, który okazuje się całkiem inny, niż się spodziewano.

Dlaczego wybrał pan tytuł Papież dyktator?

Okładka polskiego
wydania książki
Moimi celem było pokazanie, że Franciszek działa jak dyktator i wskazanie – także poprzez prześledzenie jego kariery w Argentynie – że w rzeczywistości jest uformowany jako peronista. Stał się nim w czasach Peróna i jest bardzo mocno zakorzeniony w argentyńskiej tradycji peronizmu. Juan Perón był radykalnym oportunistą. Objął władzę przede wszystkim jako prawicowy rządzący, a kiedy bardziej mu to odpowiadało, stał się skrajnym lewicowcem i przyjął zasady antyklerykała. Na tym właśnie polega tradycja peronizmu – w Argentynie nie jest on ani prawicowy, ani lewicowy: zawiera w sobie oba te światopoglądy. Peroniści są radykalnymi oportunistami. Tak samo można podsumować Franciszka.

Dlaczego na początku zdecydował się pan pozostać anonimowy, a teraz ujawnił pan swoją prawdziwą tożsamość?

Autorytarne rządy papieża Franciszka słyną z odwetów przeciwko każdemu, kto go krytykuje. Chciałem się przed tym chronić, a zwłaszcza ochronić ludzi, których Watykan mógłby uznać za związanych ze mną. Nigdy nie sądziłem, że to mogłoby potrwać dłużej. Byłem przekonany, że Watykan bardzo szybko odkryje moją tożsamość. W każdym razie dla celów związanych z wydaniem papierowej edycji książki konieczne było ujawnienie mojego prawdziwego nazwiska.

Z jaką reakcją na książkę się pan spotkał?

Najbardziej cenne jest dla mnie to, że wiem, iż książkę przeczytało wielu ludzi na wysokich stanowiskach w Kościele, w tym kardynałowie. Wykazali wielkie zainteresowanie nią. A ci, którym znane są te kwestie, są świadomi tego, że rzeczywiście ujawnia ona prawdę o Watykanie.

Co nowego trafiło do drukowanej edycji książki?

Jedną z historii, która została ostatnio ujawniona, jest sytuacja w diecezji kardynała Rodrígueza Maradiagi, który jest prawą ręką papieża. Coraz lepiej wiadomo, że jego diecezja jest jedną z najbardziej skorumpowanych w całym Kościele, zarówno w kwestiach finansowych, jak i moralnych. Te fakty wychodzą teraz na jaw i myślę, że będą lepiej znane w najbliższych miesiącach.

Krytycy mówili, że książka jest niewyważona i tendencyjna. Jak pan na to odpowie?

Książka nie miała na celu przedstawienia wyważonego obrazu papieża Franciszka. Moim zamiarem było podniesienie alarmu w Kościele. Kiedy krzyczy się „ogień”, gdy pali się dom, nikt nie mówi, że ogień tak naprawdę jest potrzebny w kuchni, by ugotować kurczaka. Nigdy nie zamierzałem stworzyć zrównoważonego obrazu papieża Franciszka. Chciałem przedstawić argentyńskie tło pontyfikatu i ukazać portret psychologiczny papieża. Nie wydaje mi się, żebym był niesprawiedliwy w tych kwestiach. Mam tu na myśli choćby to, że sięgnąłem do raportu napisanego przez ojca Kolvenbacha, kiedy pojawiła się propozycja, by Bergolgio został biskupem. W tym raporcie generał jezuitów stwierdził, że ze względu na rozliczne trudności natury emocjonalnej Bergoglio nie jest odpowiednim kandydatem na tę funkcję. Niektórzy ludzie postrzegają to jako zamach na charakter, ale w rzeczywistości jest to dobre studium przypadku. Jezuici są naprawdę dobrymi psychologami i jeśli spojrzy się na to, co napisał ojciec Kolvenbach, można zrozumieć, jakim człowiekiem naprawdę jest Bergoglio.

Które aspekty ujawnianych przez pana spraw powinny najszybciej dotrzeć do opinii publicznej?

Przede wszystkim fakt, że papież jest politykiem i polega na działaniach wizerunkowych, oraz to, że posługuje się nimi bardzo skutecznie. Książka mówi także, że ludzie muszą zajrzeć poza tę fasadę i zwrócić uwagę na to, kim papież Franciszek naprawdę jest i czego dokonał. Bo jeśli spojrzysz na jego dokonania z perspektywy reform, absolutnie nie jawi się jako reformator.

Dlaczego papież Franciszek uczynił tak małe postępy w sprawach reformy finansowej?

Kiedy został papieżem, nie miał zamiaru sprzeciwiać się reformie finansowej. Przed swoim wyborem nie był zaangażowany w całą tę machinerię watykańską. Z pewnością zgadzał się na reformy, które były zalecane. Ale władza polityczna jest dla niego ważniejsza niż reformy i zorientował się, że kardynał Pell, którego umieścił na ważnym stanowisku, nie należy do osób uległych, a takie Franciszek lubi mieć koło siebie.

Ostatecznie okazało się, że robi się niezręcznie, kiedy kardynał Pell bada różne sprawy i wyjawia niewygodne tajemnice. Franciszek sprzymierzył się ze starą gwardią watykańską i przywrócił układ, który funkcjonował przed jego wyborem.

Dlaczego osoby wierne Kościołowi za czasów papieża Franciszka często bywały wykluczane lub zsyłane na wygnanie?

Jest to naprawdę kluczowa sprawa. Papież Franciszek był kandydatem lobby z St. Gallen, którego celem była zmiana nauczania Kościoła i rozluźnienie dyscypliny w sprawach moralności seksualnej. Właśnie te postulaty wprowadza papież Franciszek. Jest oczywiste, że katolicy, którzy wierzą w niezmienność doktryny katolickiej, bardzo się tym martwią.

Czy jest pan „lefebrystą” krytykującym Sobór Watykański II?

Jestem krytyczny wobec soboru, a swoje przekonania zawarłem w wydanej w 2015 roku książce Phoenix from ashes („Feniks z popiołów”). Moją intencją w tej książce jest przedstawienie tego, czym był katolicyzm do wczesnych lat 60. Jeśli niektórym wydaje się, że to jest skrajna postawa, muszą uznać, że wszyscy albo prawie wszyscy katolicy do wczesnych lat 60. byli ekstremistami. Ale wydaje mi się, że to raczej obecne czasy powinny być oceniane w świetle nieprzemijającej filozofii katolickiej niż na odwrót.

Czy ten pontyfikat cechuje się manipulacją i oszustwem?

Oczywiście. Widzieliśmy to chociażby w ostatnim tygodniu. W jednym ze swoich listów papież Benedykt XVI przedstawił wyraźnie krytyczne stanowisko wobec książek, o skomentowanie których go poproszono, a ksiądz Dario Viganò [prezentujący list – przyp. red.] przedstawił go jako głos poparcia dla Franciszka – w ten sposób Watykan manipuluje mediami podczas obecnego pontyfikatu.

Czy to wpisuje się w proces tworzenia bardziej otwartego i kolegialnego Kościoła?

Nie sądzę, aby tego rodzaju manipulacje stanowiły sposób na uczynienie Kościoła bardziej otwartym. Jeśli chcemy mieć bardziej otwarty Kościół, to należy zachować równowagę między frakcjami – z pewnością nie jest to coś, czym zajmuje się papież Franciszek. Kiedy rozmawia się z biskupami i kardynałami w Rzymie, mówią, że papież Franciszek w ogóle nie postępuje z nimi w duchu kolegialnym. Benedykt XVI był wobec nich o wiele bardziej kolegialny. Franciszek, jak już powiedziałem, jest dyktatorem.

Dlaczego więc Benedykt XVI mówi, że pontyfikat Franciszka stanowi „wewnętrzną kontynuację” jego pontyfikatu?

Benedykt był po prostu w oczywisty sposób uprzejmy. Nie studiowałem formacji Bergoglia w szczegółach. Wskazuję jedynie na zwyczajną formację jezuitów w Argentynie w tamtym czasie – mało kto będzie polemizował ze stwierdzeniem, że Bergoglio nigdy nie wyróżniał się jako teolog. Benedykt był po prostu uprzejmy.

Czy jest możliwe, że myli się pan, przypisując Franciszkowi brak teologicznych kwalifikacji – coś, co Benedykt XVI nazwał „głupim uprzedzeniem”?

Wydaje mi się, że niektórzy katolicy postrzegają Franciszka jako zupełnie nieznającego się na rzeczy. Nie podzielam tego przekonania. Nie sądzę, że jest on głupcem w jakikolwiek sposób. Zawsze sprawia wrażenie bardzo bystrego. Jestem przekonany, że gdy był odpowiedzialny za te kwestie, w odpowiedni sposób czuwał nad formacją jezuitów. Niemniej trzeba też zauważyć, że okazał się ignorantem w sprawach niektórych punktów doktryny katolickiej i powiedział kilka rzeczy, które są zupełnie nie na miejscu.

Jak ocenia pan – jako historyk – ten pontyfikat w porównaniu z poprzednim?

Można rozpatrywać sprawę w dwóch aspektach. Pierwszy jest doktrynalny i tu jedynym porównaniem jest pontyfikat Pawła VI. Z osobistego punktu widzenia uważam Franciszka za przykład jednego z bardzo nielicznych niepoprawnych papieży, jakich zna historia, którzy byli wybrany bez namysłu i zachowywali się w sposób niedorzeczny. Byli oni krytykowani w swoich czasach i wydaje mi się, że to samo dzieje się obecnie.

Czy uważa pan, że ta książka, będąc wyrazem miłości wobec Franciszka, może mu pomóc?

Czy mogłaby mu pomóc? Możliwe, ale musiałby ją przeczytać. Nie sądzę, by to się stało. Mam na względzie Kościół. Nie wydaje mi się, bym był w stanie pomóc samemu Franciszkowi. Jak mówię, nie wiem, czy książka może stanowić lekarstwo. Mam jednak nadzieję, że pomoże kardynałom w czasie następnego konklawe uniknąć podobnego błędu.

Jaka jest pana odpowiedź na suspendowanie pana jako członka Zakonu Rycerzy Maltańskich z powodu książki?

Spodziewałem się tego. Ale chciałbym zwrócić uwagę na jedną szczególną rzecz. Jeśli Zakon Maltański chce mnie suspendować, musi to uczynić zgodnie z prawem. Dokumenty dotyczące suspensy, które otrzymałem, wskazują, że została ona podjęta przez Wielkiego Kanclerza barona Boeselagera, który obecnie faktycznie rządzi w zakonie, w sposób nieprawidłowy. Ale dzięki temu można tę suspensę podważyć. Jeśli nałożenie suspensy ma być legalne, zakon powinien dokonać tego zgodnie z prawem.

Czy mógłby pan powiedzieć nam nieco więcej o swojej młodości i formacji?

Przez dziesięć lat uczyłem się w jezuickiej szkole. Znam tradycję jezuicką. Znam ją taką, jaka była przed latami sześćdziesiątymi, kiedy została zdeformowana. Napisałem biografię słynnego angielskiego jezuity ojca Martina Darcy, który przez pięć lat był prowincjałem angielskich jezuitów, co było jedną z jego najmniejszych zasług. Miałem wujka, który był jezuitą, i faktycznie był socjuszem, a nawet sekretarzem ojca Darcy przez te lata. A więc dobra tradycja jezuicka – taka, jaka kiedyś istniała – jest mi bliska. Zepsucie jej stanowi dla mnie ogromną tragedię. A jest faktem, że Franciszek wychował się w całkowicie zniekształconej tradycji jezuickiej i bez wątpienia jest jej najgorszym przykładem.

Jest też owocem bardzo złego okresu w Towarzystwie Jezusowym i nagannej tradycji politycznej w Argentynie. To nam pomaga wytłumaczyć, dlaczego jest tak daleki od tradycji papiestwa i od papieży jakich oczekujemy.

Ile to ma wspólnego z Ameryką Łacińską i tamtejszym sposobem myślenia, różnym od naszego?

Papież Franciszek nie jest popularny w Argentynie. Znają go tam z czasów, gdy był arcybiskupem Buenos Aires. Jeśli w Ameryce Łacińskiej standardy są tak niskie, że Franciszek się w nie wpisuje – a mam nadzieję, że tak nie jest – z pewnością nie stanowi to dobrej wiadomości dla reszty świata.

W jaki sposób – pana zdaniem – ten pontyfikat zapisze się w historii?

Jako jeden z najbardziej katastrofalnych pontyfikatów. Wiadomo, że niektórzy papieże byli zupełnymi pomyłkami. Franciszek różni się od nich tym, że nie tylko jako osoba jest pomyłką na tym stanowisku, ale też stara się poprowadzić cały Kościół w kierunku, którzy odrzuca tradycję. Żaden z nikczemnych papieży, których wspominam w książce, nie usiłował tego zrobić. Tak więc mamy do czynienia z dwoma elementami niebezpieczeństwa, jakie płynie ze strony papieża Franciszka.

___________________

Książka "Papież dyktator" została wydana po polsku przez Fundacja pro Maria et Veritate. Już wkrótce trafi do szerokiej dystrybucji (Ateneum, Super Siódemka). Powoli, miejmy nadzieję, będzie pojawiać się w księgarniach. Wczoraj została też udostępniona wersja elektroniczna (e-booki dostępne są już na ebookpoint.pl, legimi.pl i woblink.com). Jeśli książki nie ma w Twojej ulubionej księgarni, a chcesz ją tam kupić, poproś księgarza, by ją zamówił.

środa, 31 października 2018

o. Augustine Thompson OP: Katolickie korzenie Halloween




Geneza Halloween

Wszyscy słyszeliśmy zarzuty: Halloween jest pogańskim rytuałem sięgającym swoimi korzeniami do jakiegoś przedchrześcijańskiego święta, kultywowanym przez celtyckich druidów, którzy uniknęli kościelnego ucisku. Nawet dziś współcześni poganie i czarownice celebrują to starożytne święto. Jeśli pozwolisz swoim dzieciom bawić się w „cukierek albo psikus”, zaczną czcić diabła i pogańskich bożków.

Nic bardziej mylnego. Korzenie Halloween są w rzeczywistości bardzo chrześcijańskie i w dużej mierze amerykańskie. Halloween przypada na 31 października z powodu papieża, a związane z nim obrządki są rezultatem średniowiecznej pobożności katolickiej.

To prawda, że ​​starożytni Celtowie z Irlandii i Wielkiej Brytanii obchodzili niewielkie święto 31 października – tak jak w ostatnie dni każdego miesiąca w roku. Jednak Halloween przypada w ostatni dzień października z uwagi na uroczystość Wszystkich Świętych , czyli „All Hallows” 1 listopada. Święto ku czci wszystkich świętych w niebie było wcześniej obchodzone 13 maja, ale papież Grzegorz III (741 r.) przeniósł je na 1 listopada – dzień poświęcenia Kaplicy Wszystkich Świętych w Bazylice św. Piotra w Rzymie. Później, w latach IX w., papież Grzegorz IV ustanowił powszechne obchody tego święta na całym świecie. W taki sposób święto dotarło do Irlandii.

W przeddzień święta, odbywało się wieczorne, wigilijne czuwanie przed świętem Wszystkich Świętych, zwane Wigilią Wszystkich Świętych – „All Hallows Even”, czy też „Hallowe’en”. W tamtych czasach Halloween nie miało jakiegoś większego znaczenia dla chrześcijan czy dawno wymarłych celtyckich pogan.

W 998 r. Św. Odylon, opat potężnego klasztoru w Cluny na południu Francji, zapoczątkował także zwyczaj obchodów 2 listopada. Był to dzień modlitwy za dusze wszystkich zmarłych. Święto to, zwane Wspomnieniem Wszystkich Wiernych Zmarłych (Dzień Zaduszny), rozprzestrzeniło się z Francji na resztę Europy.

Tak więc odtąd Kościół miał święta poświęcone wszystkim znajdującym się w niebie i wszystkim znajdującym się w czyśćcu. A co z tymi, którzy znajdowali się w innym miejscu? Wygląda na to, że irlandzcy katoliccy wieśniacy zastanawiali się nad nieszczęsnymi duszami, które znalazły się w piekle. W końcu, jeśli dusze w piekle zostaną pominięte, gdy będziemy świętować tych, którzy są w niebie i czyśćcu, mogą być na tyle niezadowolone, by przysparzać jakichś kłopotów. Pojawił się więc zwyczaj uderzania w garnki i patelnie podczas „All Hallows Even”, aby potępieni wiedzieli, że nie zostali zapomniani. Tak więc przynajmniej w Irlandii, zachowała się pamięć o wszystkich zmarłych bez wyjątku – nawet jeśli duchowni zbytnio z tym nie sympatyzowali i nigdy nie pozwolono na obchodzenie Dnia Wszystkich Potępionych w kalendarzu liturgicznym.

To wciąż nie jest nam znane Halloween

Ale to wciąż nie przypomina współczesnego kształtu Halloween. Nasze amerykańskie tradycje w ten dzień polegają na przebraniu się w kostiumy, które wcale nie są irlandzkie. Przeciwnie, ten zwyczaj powstał we Francji na przełomie XIV i XV wieku. Europa w późnym średniowieczu została dotknięta powtarzającymi się wybuchami epidemii dżumy – „Czarnej Śmierci” – na skutek czego utraciła połowę swojej populacji. Nic dziwnego, że katolicy zaczęli bardziej martwić się o życie wieczne.


We Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych zaczęto odprawiać więcej mszy. Zaczęło pojawiać się także coraz więcej artystycznych motywów mających przypominać wszystkim o własnej śmiertelności. Znamy te motywy pod nazwą „danse macabre”, czyli „taniec śmierci”, który był powszechnie namalowany na ścianach cmentarzy i pokazuje diabła prowadzącego korowód ludzi – papieży, królów, kobiety, rycerzy, mnichów, chłopów, trędowatych itd. – do grobu. Czasami taniec był prezentowany w Dzień Zaduszny przez ludzi przebranych w stroje związane z różnymi stanami społecznymi.

Ale Francuzi stroili się na Dzień Zaduszny, nie na Halloween; a Irlandczycy, którzy mieli Halloween, nie przebrali się. Połączenie tych zwyczajów prawdopodobnie nastąpiło najpierw w brytyjskich koloniach Ameryki Północnej w XVIII wieku, kiedy to katolicy irlandzcy i francuscy zaczęli zawierać między sobą małżeństwa. Irlandzkie podejście do piekła sprawiło, że francuskie maskarady stały się jeszcze bardziej makabryczne.

Ale jak każdy mały upiór wie, przebieranie się nie jest najważniejsze; chodzi o to, by zdobyć jak najwięcej słodyczy. Skąd zatem do diaska wziął się „cukierek albo psikus”? „Cukierek albo psikus” to prawdopodobnie najdziwniejszy i najbardziej amerykański dodatek do Halloween pochodzący od angielskich katolików.


W okresie karencji od XVI do XVIII wieku w Anglii, katolicy nie mieli żadnych praw. Nie mogli sprawować urzędów i podlegali grzywnom, więzieniu i wysokim podatkom. Odprawianie mszy było ciężkim przestępstwem, a setki kapłanów ginęło śmiercią męczeńską.

5 listopada, Dzień Guya Fawkesa

Czasami angielscy katolicy stawiali opór, niekiedy w głupi sposób. Jednym z najbardziej głupich aktów oporu był spisek mający na celu wysadzenie w powietrze protestanckiego króla Jakuba I i jego Parlamentu za pomocą prochu strzelniczego. To miało wywołać katolickie powstanie przeciwko oprawcom. Niefortunny „Spisek prochowy” („Gunpowder Plot”) został udaremniony 5 listopada 1605 roku, kiedy to człowiek, który strzegł prochu – lekkomyślny konwertyta Guy Fawkes, został schwytany i aresztowany, a następnie powieszony i tak spisek został udaremniony.

5 listopada, Dzień Guya Fawkesa, stał się wielkim świętem w Anglii i takim pozostaje. W okresach karencji, bandy biesiadników zakładały maski i nachodziły w środku nocy miejscowych katolików, domagając się piwa i ciastek na swoje uroczystości krzycząc: „Cukierek albo psikus!”.

Guy Fawkes Day przybył do amerykańskich kolonii z pierwszymi angielskimi osadnikami. Ale do czasu Rewolucji Amerykańskiej, stary król Jakub i Guy Fawkes zostali prawie całkiem zapomniani. Zwyczaj „cukierek albo psikus” jednak, dawał ludziom zbyt wiele zabawy, by go porzucać, więc ostatecznie został przeniesiony na 31 października – dzień irlandzko-francuskiej maskarady. W Ameryce zaś, nie ograniczał się tylko do katolików.

Mieszanka różnych tradycji, które znamy jako Halloween, ustaliła się w Stanach Zjednoczonych na początku XIX w. Do dziś nie jest ona znana w Europie, nawet w krajach, z których pochodzą jej poszczególne zwyczaje.

A co z czarownicami?

Cóż, są one jednym z ostatnich dodatków do święta. Branża kartek z życzeniami dodała je pod koniec XIX wieku. Halloween było już „upiorne”, więc dlaczego nie dać miejsca na kartkami z życzeniami czarownicom? Kartki na Halloween się nie przyjęły (chociaż ostatnio nastąpiło odrodzenie ich popularności), ale czarownice zostały.

Pod koniec XIX wieku niedoinformowani folkloryści wprowadzili także „jack-o’-lantern” (lampiony). Myśleli, że Halloween pochodzi od druidów i pogan. Lampy wykonane z rzepy (nie tak jak obecnie – z dyni) były częścią starożytnych świąt celtyckich, więc zostały włączone do amerykańskich obchodów Halloween.

Następnym razem, gdy ktoś będzie twierdził, że Halloween jest okrutnym fortelem, by wciągnąć twoje dzieci w kult diabła, proponuję opowiedzieć mu o prawdziwym pochodzeniu All Hallows Eve (Wigilii Wszystkich Świętych) i zaprosić go do odkrycia jego chrześcijańskiego znaczenia, a także do odkrycia znaczenia dwóch większych i bardziej znacząych katolickich świąt, które po nim następują.

_________________

o. Augustyn Thompson OP – wyświęcony w 1985 r., Jest profesorem historii w Dominikańskiej Szkole Filozofii i Teologii w Berkeley w Kalifornii, członek Core Doctoral Faculty of the GTU, American Catholic Historical Society, American Historical Association, American Society of Church History, The Medieval Academy of America, Iuris Canonici Medii Aevi Consociatio (International Society of Medieval Canon Law). 


Tekst ukazał się w czasopiśmie uCatholic
Tłumaczenie na język polski Templum Christi

piątek, 12 października 2018

Zapomniane prawdy: Modlitwa na kolanach



Módl się z uszanowaniem i duchu pokuty, a więc na kolanach. Gdy bowiem podczas rozmyślania wolno przybierać postawę wygodniejszą, w modlitwie ustnej należy szukać umartwienia, o ile kogoś słabość lub zmęczenie nie wymawia. Doprawdy, jeżeli Estera, mając stanąć przed królem odzianym w purpurę i siedzącym na wspaniałym tronie, zadrżała i zemdlała od wielkiej czci i trwogi, jakże nie zadrży i nie uniży się biedny człowiek, stojący przed majestatem Bożym i przemawiający do Boga! Gdy zaś duch się uniża, niech się upokarza ciało. Czytamy, że gdy raz św. Małgorzata Maria Alacoque jeszcze w wieku dziecięcym odmawiała koronkę siedząco, rzekła do niej Najświętsza Panna: "Dziwi mnie, moja córko, że mi tak niedbale służysz", Patrz, aby i ciebie nie spotkał ten zarzut, dlatego przemawiaj do Boga w pokornej postawie, unikając poufałości lub wygody, chyba że cię słabość lub inna przyczyna zmusza do tego.

Św. Bp. Józef Sebastian Pelczar

czwartek, 11 października 2018

Bp Andrzej Czaja: Problem pentekostalizacji chrześcijaństwa



Referat wygłoszony na Jasnej Górze 24 stycznia br. podczas XXVI Sympozjum dla księży rekolekcjonistów, ojców duchownych i spowiedników kapłańskich.


Moje wystąpienie na powyższy temat jest bezpośrednio skutkiem zainteresowania się biskupa Pawła Sochy zagadnieniem pentekostalizacji i zaproszenia mnie na wasze doroczne sympozjum. Na ostatnim, październikowym zebraniu plenarnym KEP dzieliłem się bowiem tym, co sam na temat pentekostalizacji usłyszałem w ramach posiedzenia Komisji Nauki Wiary KEP z ust ks. Andrzeja Kobylińskiego, etyka z UKSW w Warszawie[1]. Przedstawione przezeń treści zrobiły duże wrażenie na członkach i konsultorach Komisji, i zobowiązano mnie do przedstawienia tych treści Episkopatowi Polski. Chodzi o zjawisko, które ma już miejsce w naszym Kościele, a stanowi zagrożenie dla jego tożsamości i jedności oraz rozwoju duchowego poszczególnych wiernych, nie wyłączając duchownych.

Poniżej zaprezentuję wyniki badań i refleksji ks. Kobylińskiego, które zaprezentował w kilku artykułach[2] i którymi dzieli się w wywiadach. W naszej rodzimej teologii jest właściwie jedynym badaczem i analitykiem zjawiska pentekostalizacji. Trudno się więc dziwić, że dzieli los prekursora. Ponieważ częstokroć panuje przekonanie, że czegoś takiego jak pentekostalizacja nie ma, myśl jego spotyka się z obojętnością, tudzież ostrą krytyką[3], albo i kpiną, że Autor mówi o rzeczywistości przez niego wydumanej. Oczywiście, w tej sytuacji i przy braku możliwości wymiany myśli, ks. Kobylińskiemu nie jest nieraz łatwo zachować zdrowy krytycyzm i być powściągliwym w wyprowadzaniu wniosków.

Trudno się z nim jednak nie zgodzić, że rozwijający się od wielu lat proces pentekostalizacji ujawnia się ostatnio coraz bardziej także w naszym Kościele w Polsce. Na świecie zjawisko to jest już szeroko omawiane i analizowane przez wielu myślicieli, tak w Kościele katolickim, jak w tradycyjnych Kościołach protestanckich. Pentekostalizacją zainteresowała się też Stolica Apostolska. Mam na myśli konferencję, która została zorganizowana w Rzymie przez Episkopat Niemiec, pod patronatem Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, w kwietniu 2013 roku, pt.: Ewangelikalne, pentekostalne, charyzmatyczne: nowe ruchy religijne wyzwaniem dla Kościoła katolickiego[4]. W maju, rok później, Wydział Historii, Kultur i Religii Uniwersytetu La Sapienza w Rzymie, pod patronatem Włoskiego Stowarzyszenia Nauk Etno-Antropologicznych zorganizował konferencję pt.: Transnacjonalizm, pentekostalizm i procesy pentekostalizacji. Skrzyżowanie spojrzeń na religie w ruchu[5].

Osobiście w refleksji ks. Kobylińskiego znajduję treści, które rzucają światło na trudne do zrozumienia zachowania członków „schorzałej” wspólnoty charyzmatycznej w Raciborzu, którą przez 5 lat starałem się przywrócić do jedności z Kościołem. Treści te odsłaniają też źródło i bazę rozwoju takich zjawisk jak praktykowanie tzw. spowiedzi furtkowej, modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe, które trzeba było negatywnie zaopiniować, czy też innych jeszcze fenomenów religijnych w naszym Kościele, które budzą coraz więcej wątpliwości i obaw. Mam też nieodparte wrażenie, że wiele z tego, co mówi ks. Kobyliński bardzo przystaje do słów papieża Franciszka wypowiedzianych podczas spotkania z biskupami na Wawelu. Papież mówił: „Myślę, że w tym tak zsekularyzowanym świecie mamy też inne niebezpieczeństwo: uduchowienie gnostyckie. […] jest to duchowość subiektywna, bez Chrystusa. […] Modlę się, odczuwam… i nic więcej. To jest gnostycyzm. […] znajdować Boga bez Chrystusa, lud bez Kościoła”[6].

Co oznacza pentekostalizacja?

Przez pentekostalizację (ang. Pentecostalization, niem. die Pentekostalisierung, wł. pentecostalizzazione) rozumiemy dwa procesy: szybki wzrost liczebny różnego rodzaju nowych wspólnot stricte zielonoświątkowych oraz proces stopniowego przekształcania tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich i związków wyznaniowych w bliżej nieokreśloną formę chrześcijaństwa charyzmatycznego w wymiarze globalnym.

O pierwszym z procesów tak pisze ks. Kobyliński: „Dynamiczny i ogólnoświatowy proces pentekostalizacji chrześcijaństwa jest nazywany często ‘ucharyzmatycznieniem’ religii chrześcijańskiej lub narodzinami chrześcijaństwa pentekostalnego, charyzmatycznego lub ewangelikalnego. W konsekwencji tego procesu, szczególnie w Afryce czy Ameryce Południowej, na gruncie tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich rodzą się nowe wspólnoty, związki wyznaniowe lub sekty o charakterze charyzmatycznym i zielonoświątkowym”[7].

Dokonuje się jednak także proces uzielonoświątkowienia wewnątrz tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich. Kobyliński wprowadził ten termin do polskiego języka teologicznego, a ma na myśli proces głębokiej transformacji tychże Kościołów na poziomie głoszonej doktryny, liturgii czy praktykowanych form życia religijnego. Chodzi o Kościół katolicki na całym świecie, poszczególne denominacje protestanckie oraz tzw. wolne Kościoły chrześcijańskie. W najmniejszym stopniu proces ten dotyka Kościoły prawosławne, ze względu na mocne akcentowanie w nich konieczności zachowania Tradycji. Jego efektem jest stopniowe przekształcanie tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich – katolickiego, luterańskiego, reformowanego, anglikańskiego, episkopalnego czy metodystycznego – w jedną, uniwersalną „wersję pentekostalną”.

Niestety są tego gorzkie owoce. Na naszych oczach dokonuje się swoistego „uziemienia” chrześcijaństwa, jego wewnętrznej dechrystianizacji, o której mówił papież Franciszek na Wawelu, czyli sprowadzenia go na poziom zaspokajania podstawowych ludzkich pragnień i potrzeb, a także redukcji do poziomu terapii. Gdyby rozwój chrześcijaństwa miał dalej zmierzać w tym kierunku, to może dojść do zupełnego wynaturzenia religii chrześcijańskiej.

Dlatego słusznie zauważa Margit Eckholt, niemiecka teolog z Uniwersytetu w Osnabrück, że dla Kościoła katolickiego fenomen pentekostalizmu stanowi nie tylko wyzwanie o charakterze zewnętrznym, ale jest także poważnym zagrożeniem wewnątrzkościelnym, ponieważ nurt zielonoświątkowy zaczyna od środka dogłębnie zmieniać współczesne oblicze katolicyzmu[8]. Owszem pentekostalizm może być pewną szansą dla katolików i wielu innych denominacji chrześcijańskich. Od chrześcijan pentekostalnych możemy się uczyć spontaniczności, otwartości, zapału misyjnego, chęci przekazywania słowa Bożego. Potrzeba jednak większej czujności doktrynalnej i duszpasterskiej, aby pentekostalizacja nie doprowadziła do narodzin jednej uniwersalnej i synkretycznej wersji chrześcijaństwa.

Pomocą może nam być list Kongregacji Nauki Wiary z 15 maja 2016 roku pt. Iuvenescit Ecclesia, zredagowany w trosce o owocny i uporządkowany udział nowych zrzeszeń religijnych w komunii i misji Kościoła. Autorzy dokumentu mówią o potrzebie otwartości na te zrzeszenia, by dobrze wykorzystać drzemiący w nich potencjał, a równocześnie o potrzebie czujności, rzetelnym diagnozowaniu i rozeznawaniu Bożego ducha w nich. Jeśli bowiem ich współistnienie ma być harmonijne i budujące Kościół, to muszą przynależeć do Kościoła lokalnego, być misyjnie otwarte i posłuszne pasterzom (zob. zwłaszcza nr 17-18).

Tempo rozwoju chrześcijaństwa zielonoświątkowego

Z badań amerykańskiego Centrum Studiów Chrześcijaństwa Globalnego z siedzibą w jednej z bardziej znanych w USA ewangelikalnych uczelni wyższych, w Gordon-Conwell Theological Seminary, w South Hamilton w stanie Massachussets[9], wynika, że co 10 godzin chrześcijanie w świecie zakładają nowy Kościół, związek wyznaniowy lub sektę. Trudno się więc dziwić, że prowadzi to do coraz większej fragmentaryzacji wspólnot chrześcijańskich.

Według ustaleń ks. Kobylińskiego, rozwój wspólnot zielonoświątkowych na świecie przedstawia się następująco: Po 100 latach od chwili narodzin ruchu zielonoświątkowego w 1901 roku, wspólnoty te liczyły 100 milionów wyznawców. Gwałtowny rozwój nastąpił w ostatnich kilkunastu latach. Obecnie szacuje się, że jest już 600-800 milionów chrześcijan zielonoświątkowych. W 2025 roku ma ich być miliard. Do tego trzeba dodać, że biorąc pod uwagę rzeczywiste praktykowanie religii, a nie tylko formalną przynależność kościelną, już dziś zielonoświątkowcy są największym wyznaniem chrześcijańskim. Stąd wniosek, że religia chrześcijańska w wymiarze globalnym podlega postępującej dekompozycji i staje się coraz bardziej zielonoświątkowa, ale w wydaniu neopentekostalnym.

Główną przyczyną gwałtownego wzrostu wielu wspólnot neopentekostalnych na całym świecie jest niezwykła atrakcyjność nowych form religijności, które są przez nie rozwijane. Oferują człowiekowi możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb: uzdrowienia i zdrowia, przebaczenia, szczęścia i spełnienia. U podstaw jest amerykańska Ewangelia sukcesu (Prosperity Gospel) tudzież Ewangelia zdrowia i dobrobytu (Health and Wealth Gospel), które głoszą, że zdrowie i powodzenie materialne są wyrazem Bożego błogosławieństwa. Jest to niebezpieczna „reforma” chrześcijaństwa, która może doprowadzić do jego całkowitego wynaturzenia, do ściągnięcia religii chrześcijańskiej na poziom „opium dla ludu”.

W tej sytuacji mogą się sprawdzić prognozy dotyczące rozwoju chrześcijaństwa globalnego. Niektórzy analitycy przewidują[10], że w 2050 r. na trzech kontynentach Globalnego Południa – tzn. w Azji, Afryce oraz Ameryce Łacińskiej – będzie mieszkać 80% wszystkich chrześcijan świata, podczas gdy w 1900 r. ta grupa stanowiła jedynie 20%[11]. Gdy chodzi o poszczególne kraje, już w 2025 roku najwięcej chrześcijan ma mieszkać w Chinach – 200 mln. Prognozuje się, że w 2030 roku w Państwie Środka będzie ich aż 250 mln. Będą to w znakomitej większości chrześcijanie zielonoświątkowi, których nauczanie o sukcesie życiowym i bogactwie jako przejawie Bożego błogosławieństwa doskonale koresponduje ze współczesną mentalnością chińskiego społeczeństwa[12].

Trzy fale rozwoju pentekostalizmu w świecie

Mówi się powszechnie o trzech okresach, czy falach rozwoju ruchu pentekostalnego w świecie. W pierwszym okresie, od 1901 roku, pentekostalizm rozwijał się na przedłużeniu ortodoksyjnego protestantyzmu i gardził tradycyjną pobożnością. Akcentował takie doświadczenia ekstatyczne jak chrzest w Duchu Świętym czy modlitwa językami, a w życiu charakteryzował się moralnym rygoryzmem i ascetyczną formą życia. Członkowie pierwszych zborów zielonoświątkowych prezentowali radykalnie konserwatywne podejście do kwestii ubioru kobiet i mężczyzn, wyrażali krytyczny stosunek do kultury masowej, wzywali do zakazu słuchania wielu rodzajów muzyki. Społeczna rola wierzących była ograniczona do zachowania wierności Pismu Świętemu w świecie coraz bardziej dekadenckim. Nawoływano do postaw zorientowanych na swego rodzaju ucieczkę ze świata doczesnego, przy jednoczesnym podkreśleniu wartości życia pozagrobowego[13].

Druga fala, nazwana przez kręgi zielonoświątkowe – w nawiązaniu do proroctwa Joela, zapisanego na kartach Starego Testamentu – „deszczem jesiennym” (Jl 2, 23), rozpoczęła się w latach 50. ubiegłego wieku i w formie ruchu charyzmatycznego przeniknęła do Kościołów tradycyjnych. Po tym jak ów „deszcz jesienny” przeniknął do Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych w 1967 roku, pentekostalizm drugiej fali zaczął się szybko rozwijać w wielu krajach jako Katolicka Odnowa Charyzmatyczna. Na tym etapie rozwoju ruchu zielonoświątkowego i uzielonoświątkawiania Kościołów tradycyjnych „spektrum oczekiwanych znaków działania Ducha Bożego poszerzyło się nieco, chociaż nadal oczekiwano, że chrzest w Duchu Świętym będzie się manifestował przez modlitwę w językach”[14].

Trzecia fala rozwoju oznacza współczesny neopentekostalizm, który narodził się w latach 80. XX wieku. Doprowadził on do powstania bardzo wielu tzw. wolnych Kościołów, sekt i związków wyznaniowych o charakterze ponaddenominacyjnym. Charakteryzuje się szczególnie intensywną manifestacją znaków i cudów, która oznacza fizyczne uzdrowienia, uwolnienia od demonów i inne somatyczne manifestacje mocy, które przejawiały się np. przez często zbiorowe padanie na podłogę, histeryczny śmiech i różnego rodzaju konwulsje[15].

Ks. Kobyliński stwierdza: „Nowość religijności trzeciej fali polega na większym podkreśleniu tematyki uzdrowienia w Duchu Świętym i wykorzystaniu Internetu, radia i telewizji do głoszenia Dobrej Nowiny. Współczesny pentekostalizm wykorzystuje media elektroniczne i nowoczesne strategie marketingowe. Istotą doświadczenia religijnego staje się Boskie uzdrowienie i bywa, że kościoły stają się formą Pogotowia Ratunkowego dla różnego rodzaju cierpienia duchowego i fizycznego, włącznie z biedą i bezrobociem”[16].

Neopentekostalizm przekazuje wiernym to, co święte zasadniczo nie poprzez Biblię – jak czynił to klasyczny pentekostalizm – ale przez święte symbole jak namaszczenie olejem, nałożenie rąk, palenie karteczek z prośbami modlitewnymi, różnego rodzaju egzorcyzmy, uwalnianie od złych duchów itp. Inaczej aniżeli w początkowym pentekostalizmie, we współczesnym ruchu zielonoświątkowym pobożność ludowa odgrywa bardzo ważną rolę pozytywną. Dlatego w dzisiejszych wspólnotach zielonoświątkowych można spotkać wiele elementów zaczerpniętych z religii afrykańskich: rozumienie obecności złych duchów, ich wpływu na życie ludzi i różne metody uwalniania człowieka od wszelkich form zła. Skutkiem tego zdają się być m.in. stosowane dzisiaj w Polsce przez niektórych katolików tzw. nowe sakramentalia (woda egzorcyzmowana, sól egzorcyzmowana i olej egzorcyzmowany), które mają pomagać w przepędzaniu mocy złych duchów i chronić ludzi przed wpływem sił demonicznych.

I dzieją się dziwne rzeczy; na świecie i coraz częściej także w naszym Kościele. Po raz pierwszy w dziejach Kościoła katolickiego, 20 maja 2015 roku, w Bazylice Katedralnej w stolicy Meksyku, dokonano egzorcyzmu nad całym państwem. Wielki Egzorcyzm nad Meksykiem. Analogicznego egzorcyzmu dokonano na Jasnej Górze w stosunku do Narodu Polskiego, 15 października 2016 roku, w ramach nabożeństwa Wielkiej Pokuty. Zamysł dobry, ale wykonanie, zwłaszcza trzeciej części nabożeństwa, miało nie wiele wspólnego z pokutą. Takich Wielkich Egzorcyzmów nie znano przez 2000 lat. Zawsze egzorcyzmowano osoby, a nie kraj czy Naród. Stąd zasadnicze pytanie, na jakich podstawach teologicznych opiera się tego typu kolektywne uwalnianie całych regionów i krajów?

Współczesny pentekostalizm rozwija też bardzo teologię materialnego sukcesu i dobrobytu oraz całkowite wyzwolenie z tradycyjnych norm, odnoszących się do zewnętrznej świętości. To czyni zeń ruch mocno zorientowany na doczesność. Tego rodzaju religijność ma zapewnić człowiekowi całkowitą samorealizację w teraźniejszości. Kościoły neopentekostalne są zorganizowane hierarchicznie jak duże przedsiębiorstwa czy koncerny międzynarodowe. W Brazylii potęga finansowa, medialna i rynkowa Uniwersalnego Kościoła Królestwa Bożego (Igreija Universal do Reino de Deus), jednego z nowych Kościołów pentekostalnych, jest porównywana z największymi koncernami działającymi w tym kraju. Liderzy wspólnot zielonoświątkowych podejmują decyzje, które są przekazywane ich podwładnym. Członkowie tego rodzaju wspólnot, na wzór wielkich korporacji, są zobowiązani do szczególnego posłuszeństwa w stosunku do swoich liderów, którzy często podejmują decyzje dotyczące osobistego życia członków swoich wspólnot[17].

Zasadnicze elementy współczesnej religijności pentekostalnej

„Zielonoświątkowcy – pisze Andrzej Migda – wyrażają powszechne przekonanie o możliwości nawiązania niezapośredniczonej, bezpośredniej komunikacji z Bogiem. Nie odbywa się ona za pośrednictwem księgi, sakramentu, drugiego człowieka, czyjejś posługi, lecz bezpośrednio”[18]. W ten sposób kwestionuje się tradycyjne przekonanie katolickie, zgodnie z którym doświadczamy Boga w sposób jedynie pośredni, ponieważ bezpośredni kontakt z Bogiem jest wyjątkowym darem, typowym dla przeżyć mistycznych. Dlatego jest coś na rzeczy w stwierdzeniu Migdy, że „społeczności pentekostalne tworzą ludzie spragnieni mistycyzmu. […], którzy czują, że stare formy wiary wypaliły się, którzy silnie odczuwają potrzebę cudów”[19]. Trzeba się też zgodzić z jego tezą, że pentekostalizm jawi się jako spontaniczna ekspresja ludowej religijności.

Jako taki pentekostalizm urzeczywistnia się w formie wielu autonomicznych Kościołów i związków wyznaniowych, które charakteryzuje wiara w konieczność świadomego odrodzenia przez uznanie Jezusa za „osobistego Zbawiciela”, intensywne przeżywanie obecności Ducha Świętego, doświadczenie tzw. chrztu w Duchu Świętym oraz praktykowanie Jego darów. W łonie Kościołów tradycyjnych różne przejawy pentekostalizmu występują w niektórych grupach formacyjnych i wspólnotach charyzmatycznych.

Charakteryzując religijność pentekostalną ks. Kobyliński zwraca uwagę na trzy elementy. Po pierwsze mamy do czynienia z powiązaniem wiary, emocjonalnej wrażliwości oraz doświadczenia. W przeżywaniu Boga liczy się nade wszystko moje osobiste doświadczenie, którego najczęściej ani się nie ocenia ani weryfikuje. Stąd, w miejsce sola scriptura wchodzi zasada sola experientia. Konkretne doświadczenie religijne interpretuje się w odniesieniu do tekstu Pisma Świętego, najczęściej fundamentalnie rozumianego. Dlatego reprezentant środowiska neopentekostalnego zdaje się mówić: „Wierzę, ponieważ doświadczam”. Uznaje się takie podejście za jedynie słuszne, w odpowiedzi na przeintelektualizowanie dotychczasowych form chrześcijańskiego kultu i pobożności[20].

Po drugie, charakteryzując religijność pentekostalną trzeba stwierdzić, że zielonoświątkowcy i zwolennicy ruchów zielonoświątkowych w znacznej mierze kwestionują tradycyjną teologię katolicką i protestancką, tworząc własną wizję religii, moralności i życia społecznego. W ich przekonaniu wszystkie nadzwyczajne zjawiska, jak np. cuda i uzdrowienia opisane w Biblii, mogą występować z taką samą częstotliwością także dzisiaj, jeśli odpowiednio żywa będzie wiara członków kościołów czy grup modlitewnych. Dlatego w pentekostalizmie współczesnym mamy do czynienia z „religijnością mirakularną”, którą znamionuje wyeksponowanie cudu jako fundamentu religii. Przedstawiciele nurtu zielonoświątkowego są przekonani, że także w XXI wieku wciąż da się zaobserwować spektakularne oznaki aktywności mocy Bożej w życiu człowieka wierzącego, tak jak to było w czasach apostolskich[21].

Po trzecie, zjawiskiem typowym dla religijności pentekostalnej są objawy psychosomatyczne, występujące w trakcie wielu różnych spotkań modlitewnych, które przejawiają się w postaci drgawek ciała, spazmatycznego śmiechu lub zjawiska tzw. upadków w duchu. W psychologii religii takie zachowania są klasyfikowane jako przejawy „odmiennych stanów świadomości”. A ponieważ nowi członkowie wspólnot charyzmatycznych są szkoleni, jak osiągnąć możliwość przeżywania stanów ekstatycznych i mistycznych, nie można wykluczyć, że „zielonoświątkowe fenomeny psychosomatyczne powstają wskutek tych samych mechanizmów psychicznych, które umożliwiają transy szamańskie, stąpanie po rozżarzonych węglach czy tańce derwiszów”[22].

Pan Andrzej Migda[23] twierdzi, że pentekostalny ruch prorocki wykazuje wiele strukturalnych podobieństw do praktyk znanych z szamanizmu, nawiązuje do doświadczenia pierwotnego, cechującego się myśleniem prelogicznym. Szamańska wizja świata jest pełna duchów, kwestionuje naukowe podejście do rzeczywistości oraz nie uznaje podziału na świat naturalny i nadnaturalny – oba przenikają się wzajemnie.

Zdaniem Migdy, odzwierciedlenie doświadczeń inicjacyjnych szamana występuje w „odmiennych stanach świadomości” znanego pastora zielonoświątkowego Todda Bentleya, który zapoczątkował słynne przebudzenie w Lakeland na Florydzie w 2008 r. Migda twierdzi, że „w tym przypadku możemy zobaczyć, w jaki sposób szamanizm funkcjonuje na płaszczyźnie mistycyzmu pentekostalnego, wykorzystując funkcjonujące w kulturze popularnej elementy związane z UFO oraz filmami z gatunku science fiction. (…) Język takiej mistyki nasycony realizmem i sensualizmem oddala się od protestanckiego pierwowzoru. Sięga głęboko do korzeni doświadczenia religijnego, odwołując się zarówno do szamańskich schematów narracyjnych, jak i wizji spokrewnionych z popkulturową fantastyką”[24].

Proces pentekostalizacji w Polsce

Wiele wskazuje na to, że od ok. 2007 r. w naszym kraju można mówić o bardzo poważnym przyspieszeniu procesu pentekostalizacji życia religijnego i zastępowaniu tradycyjnych form pobożności katolickiej nową religijnością zborów zielonoświątkowych. Zdaniem ks. Kobylińskiego, „przenikanie idei pentekostalnych do religijności katolickiej dotyczy dzisiaj wielu sfer naszego życia kościelnego: seminariów duchownych, zakonów męskich i żeńskich, duszpasterstwa akademickiego, nauczania religii w szkole, ruchu oazowego oraz innych ruchów religijnych i wspólnot modlitewnych, Szkół Nowej Ewangelizacji, duszpasterstwa parafialnego itp.”[25]. Ten sam Autor zwraca też uwagę na trzy zjawiska specyficzne dla rozwoju pentekostalizacji chrześcijaństwa nad Wisłą.

Najpierw, nietrudno zauważyć wzajemne przenikanie się, często większe niż w innych krajach, zborów stricte zielonoświątkowych i katolickich wspólnot charyzmatycznych. Do rzadkości należy występowanie z Kościoła katolickiego i tworzenie nowych struktur. Wcześniej, 30% wspólnot Odnowy w Duchu Świętym tworzyło nowe zbory, zwłaszcza w 90. latach XX wieku. Natomiast dziś obserwujemy uzielonoświąkowianie katolicyzmu w Polsce.

Sytuacja w naszym kraju wygląda w ten sposób, że mamy zarejestrowanych kilkadziesiąt Kościołów zielonoświątkowych, m.in.: Kościół Boży w Chrystusie, Zbór Stanowczych Chrześcijan, Chrześcijańską Wspólnotę Zielonoświątkową czy Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej. „Do ruchu zielonoświątkowego – twierdzi Migda – zaliczyć trzeba również katolickie wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Dopiero tak szeroko ujęty pentekostalizm może nam dać pełen obraz ruchu zielonoświątkowego w Polsce. (…) Trudno mówić w Polsce o zielonoświątkowcach i charyzmatykach jako o dwóch oddzielnych ruchach, mając świadomość, że wielu pastorów zielonoświątkowych oraz członków ich zborów ma za sobą formację w katolickich grupach Odnowy w Duchu Świętym”[26].

Choć trudno zgodzić się z tego typu uproszczoną i uogólnioną diagnozą, to jednak nie ulega wątpliwości, że ma miejsce przenikanie religijności pentekostalnej w katolickie środowiska wiary. Ujawnia się to choćby w tym, że przesadnie rozbudzane emocje podczas spotkań religijnych powodują częstokroć psychosomatyczne następstwa: omdlenia, upadki, drgawki, konwulsje, spazmatyczny śmiech, trans. I niestety, te właśnie zjawiska stają się coraz bardziej stałym elementem krajobrazu religijnego w Polsce. Spoczynek w duchu występuje w wielu grupach: w kościołach parafialnych, w zakonach, w sanktuariach maryjnych, w seminariach duchownych, na rekolekcjach oazowych, w duszpasterstwie akademickim, w trakcie rekolekcji adwentowych czy wielkopostnych, w Szkołach Nowej Ewangelizacji itd. Doznają go duchowni, osoby konsekrowane, wierni świeccy, nawet młodzież i dzieci.

W marcu 2016 r. media ogólnopolskie informowały o rekolekcjach szkolnych w Lesznie. Zostały one zorganizowane dla sześciu szkół, żeby uczcić 1050. rocznicę Chrztu Polski. Wzięło w nich udział ok. 700 osób. W trakcie nabożeństw niektóre dzieci padały na ziemię, trzęsły się, krzyczały, traciły przytomność. W marcu 2015 r. media ogólnopolskie informowały o trzydniowych rekolekcjach wielkopostnych w Gryficach, w których wzięło udział ok. 1000 uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych z powiatu gryfickiego. Podczas spotkania niektórzy młodzi uczestnicy zanosili się płaczem, a nawet mdleli. Gdy już podnosili się z ziemi sami, zachowywali się dziwnie: zataczali się, wybuchali histerycznym śmiechem czy płaczem. Tymczasem w relacjach mediów katolickich, czy w komentarzach teologów katolickich trudno znaleźć krytyczną uwagę.

Z kolei, gdy chodzi o wspólnoty stricte zielonoświątkowe można zauważyć, że oddalają się od typowego ortodoksyjnego protestantyzmu czy luterańskiego neopietyzmu, z którymi zielonoświątkowcy byli głęboko związani w ramach klasycznego pentekostalizmu w pierwszej połowie XX wieku. Zbliżają się natomiast coraz bardziej w swym nauczaniu i formach pobożności do charyzmatycznego katolicyzmu. Wymownym tego znakiem jest m.in. to, że już nader rzadko spotyka się w polskich zborach zielonoświątkowych postawy antykatolickie powszechne w latach 80., gdy przedstawiano Kościół katolicki jako biblijną nierządnicę, której porzucenie jest warunkiem wejścia do Królestwa Niebieskiego[27].

Drugim elementem, wyróżniającym polski nurt pentekostalny, jest swego rodzaju mesjanizm narodowy, tzn. przekonanie, że chrześcijaństwo w Polsce – po przeżyciu tzw. przebudzenia charyzmatycznego – ma do odegrania ważną dziejową misję w stosunku do całego świata. Tego rodzaju przekonanie pojawia się w bardzo wielu wypowiedziach duchownych i świeckich liderów charyzmatycznych. Jednym z bardzo znamiennych przykładów takiego myślenia jest wypowiedź pana Lecha Dokowicza, reżysera i producenta filmowego, który stanowi ważny punkt odniesienia w polskich środowiskach penktekostalnych. W jednym z wywiadów współtwórca filmu Duch został zapytany o to, czego szukają nad Wisłą tacy kaznodzieje charyzmatyczni, jak James Manjackal i Rufus Pereira z Indii, Antonello Cadeddu z Brazylii czy John Bashobora z Ugandy, którzy w ostatnich latach gromadzą na swoich spotkaniach w naszym kraju dziesiątki tysięcy ludzi? „Oni niczego nie szukają – odpowiada Lech Dokowicz. Oni przynoszą. To są prorocy, apostołowie, których Pan posyła, aby przebudzić nasz kraj. Według słów niektórych z nich, Pan Bóg rozpoczyna reewangelizację świata na różnych kontynentach od pojedynczych krajów. Od Polski ma się rozpocząć reewangelizacja Europy. Ale jest to zadanie warunkowe. Aby Polska mogła stać się światłem dla naszego kontynentu, Polacy muszą najpierw powrócić do gorącej wiary naszych ojców. Dlatego Pan Bóg z krańców świata posyła do nas ludzi posługujących w Jego mocy, aby kładąc ręce, przebudzili i umocnili tych, którzy przygotują nasz kraj do tego zadania”[28]. Wówczas zaczęto też mówić o jakimś dziwnym i bliżej nieznanym programie przebudzenia Kościoła w Polsce.

Trzecim elementem, charakteryzującym pentekostalizację chrześcijaństwa w Polsce jest swego rodzaju antyintelektualizm, który ujawnił się m.in. w praktykowaniu tzw. spowiedzi furtkowej, czy stosowaniu magicznych obrzędów przez niektórych duchownych. Nawet jeśli sytuacja ta zmienia się obecnie, to ciągle można spotkać w wielu zborach zielonoświątkowych i katolickich wspólnotach charyzmatycznych postawy niechętne naukowemu dyskursowi oraz refleksji teologicznej. W ostatnich latach – twierdzi Migda – widać wyraźny wzrost zainteresowania różnego rodzaju szkołami biblijnymi, jednak nie zmienia to sytuacji, że brakuje wydawnictw naukowych opisujących krytycznie recepcję napływających do Polski zielonoświątkowych idei religijnych. Istnieje natomiast duża liczba literatury tłumaczonej z języka angielskiego, która wypełnia powstałą lukę wydawniczą i dostarcza wielu przykładów opisujących możliwości rozwoju nowej duchowości. Taka sytuacja powoduje, że pastorzy i liderzy podejmują próby przeniesienia na grunt polski idei religijnych przedstawionych w tych publikacjach. Trzeba też dopowiedzieć, że wydawane w Polsce książki stanowią dla wiernych zasadniczo inspirację do działania, rzadko do intelektualnego namysłu[29].

Etyczne zagrożenia związane z pentekostalizacją chrześcijaństwa

Etyka wspólnot pentekostalnych opiera się prawie wyłącznie na nauczaniu zawartym w Piśmie Świętym. Wśród charyzmatyków występuje bardzo często skrajny biblicyzm, czyli dosłowne rozumienie tekstu świętego, oraz podejście fideistyczne. W pewnym sensie neopentekostalizm kwestionuje, bądź lekceważy dwa tysiące lat chrześcijańskiej refleksji filozoficznej i teologicznej nad tajemnicą Boga, człowieka i świata. Dlatego ogólnoświatowy rozwój ruchu pentekostalnego rodzi wiele nowych i trudnych problemów etycznych i moralnych.

Po pierwsze, bardzo często w nauczaniu wielu liderów zielonoświątkowych mamy do czynienia z daleko posuniętym synkretyzmem religijnym. Niestety, słuchacze nie mają najczęściej świadomości, że treści religijne, które bezkrytycznie przyjmują, są obce dla Kościoła do którego obecnie należą. Bywa, że katolicy przyjmują zielonoświątkowe rozumienie cudu, uzdrowienia, interpretacji Pisma św., obecności w naszym życiu złych duchów czy opętania.

Po drugie, poważny problem etyczny dotyczy prezentowania przez liderów charyzmatycznych wielu zdarzeń, zjawisk, orędzi lub proroctw jako rzekomo nadprzyrodzonych, podczas gdy wiele argumentów przemawia za tym, że mają one charakter czysto naturalny. Można tutaj mówić o nieuczciwości lub niezawinionym wprowadzaniu ludzi w błąd. Przykładem nieuczciwych praktyk może być interpretowanie wybudzenia człowieka ze śpiączki mózgowej lub ze stanu kataleptycznego jako wskrzeszenia. Spektakularnym przykładem błędnego interpretowania zjawisk naturalnych i uznawania ich za nadprzyrodzone jest dość częsty brak uchwycenia różnicy między glosolalią jako „modlitwą w językach” a jubilacją jako modlitwą głośną, ale całkowicie niezrozumiałą, ponieważ wyrażaną bez sylab tworzących konkretne i zrozumiałe słowa (łac. jubilare – krzyczeć z radości). Gdy w pierwotnym chrześcijaństwie mówiono o darze języków jako zjawisku nadrzyrodzonym, to rozumiano je jako posługiwanie się niewyuczonym i osobiście nieznanym, ale jednak rzeczywistym językiem obcym. Dla św. Augustyna dar języków był udzieloną przez Boga zdolnością porozumiewania się. Natomiast jubilację rozumiał jako wydawanie przez człowieka dźwięków, które wyrażają to, czego się nie da wyrazić słowami; nieskrępowane wyrażanie radości, wychodzące poza sferę sylab, wyrazów i języka, występujące przy żniwach czy winobraniu. Ma więc rację bp Andrzej Siemieniewski, że „charyzmatyczną glosolalię nazywaną we współczesnej Odnowie w Duchu Świętym »modlitwą językami« roztropniej byłoby interpretować jako coś analogicznego do starożytnej jubilacji”[30].

Po trzecie, zdecydowany sprzeciw powinny budzić wszelkie formy psychomanipulacji, stosowane podczas niektórych spotkań. Narusza się prywatność ludzi, ich wolność, a to może prowadzić do różnych form zniewolenia lub rozbicia psychicznego. Analogicznie do relacji lekarz – pacjent, także w relacji liderów charyzmatycznych do członków wspólnot religijnych powinna obowiązywać zasada świadomej zgody. Chodzi o obowiązek uprzedniego wyjaśnienia uczestnikom spotkań modlitewnych tego, co będzie mieć miejsce, aby mogli świadomie i w sposób wolny podjąć decyzję.

Spektakularnym przykładem nieetycznych zachowań o charakterze psychomanipulacyjnym jest stosowanie w wielu wspólnotach religijnych tzw. Toronto Blessing, nazywanego także „darem śmiechu”. Chodzi tutaj o wywoływanie u uczestników dziwnych form histerycznego śmiechu lub wprowadzanie ich w różne formy transu czy histerii[31]. Niepokoi fakt, że choć w wielu środowiskach charyzmatycznych uznano Toronto Blessing za przejaw oszustwa ze strony złych mocy i działalność demoniczną, nadal w wielu krajach na świecie liderzy pentekostalni wywołują u uczestników spotkań ataki histerycznego, niepohamowanego śmiechu lub płaczu, stany „upojenia w duchu” polegające na utracie wszelkiej kontroli nad ciałem i mową, aż po wydawanie przez uczestników tego typu nabożeństw zwierzęcych odgłosów (np. świni, psa, lwa, koguta itp.), które rzekomo są darem Boga i mają prorocze znaczenie. Czasem wywołuje się tzw. rodzenie w duchu: „zarówno mężczyźni, jak i kobiety przybierają pozycje znane z położnictwa. Wydają przy tym odgłosy, jakby rzeczywiście przeżywali bóle porodowe. Sytuacje takie stanowiły pewnego rodzaju akcje prorocze mające na celu zilustrowanie działania Ducha Świętego, który właśnie miał rodzić nowe przebudzenie”[32]. Wszystko to jest dziś praktykowane także w Polsce przez niektórych liderów i księży, a wierni zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że są manipulowani. Szczególnie dramatyczne i naganne moralnie jest stosowanie tego typu psychomanipulacji w stosunku do osób nieletnich.

Po czwarte, poważnym problemem etycznym są też różnego rodzaju nadużycia związane z uzdrawianiem fizycznym i duchowym. Oczywiście spotkania charyzmatyczne mogą pomóc niektórym chorym i cierpiącym, ale niejednokrotnie dochodzi do sytuacji, w których doznają różnego rodzaju uszczerbku na zdrowiu ciała i duszy. Niestety, niektórzy liderzy charyzmatyczni stawiają zbyt łatwo i pochopnie diagnozy dotyczące stanu zdrowia innych ludzi. Czasami tego rodzaju opinie mogą być tak sugestywne, że osoby autentycznie chore rezygnują z koniecznego leczenia medycznego. Można spotkać sytuacje, w których ktoś przestaje przyjmować konieczne lekarstwa, ponieważ chwilowo poczuł się lepiej podczas Mszy świętej, czy nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie. Potrzeba wiele ostrożności, odpowiedzialności i odróżniania – szczególnie w stosunku do ludzi chorych i cierpiących – tego, co naturalne, od tego, co nadprzyrodzone.

Implikacje pastoralne

Dziś w dniu wspomnienia św. Franciszka Salezego staje nam przed oczyma jego Filotea – zakreślona przez niego dobrze ułożona droga do życia pobożnego. Niestety na tym poziomie w dzisiejszym życiu Kościoła w Polsce ma miejsce duże zamieszanie. Przyczyn jest wiele, a objawy zdumiewają i niepokoją coraz bardziej: zalew objawień prywatnych, które się nadmiernie wartościuje (m.in. Anioła Stróża Polski), magia wiary w cudowną przemianę rzeczywistości ziemskiej, połączona z odnową mesjanizmu polskiego, dziwne praktyki w sferze obrzędowości religijnej, czerpanie z demonologii afrykańskiej, zwłaszcza w niektórych środowiskach egzorcystów, sprowadzanie chrześcijaństwa do poziomu terapii, i inne.

Przy tym szczególnie niepokoi częste lekceważenie nauczania Magisterium Kościoła i przepisów liturgicznych. Dobrą ilustracją tego stanu rzeczy jest ogłoszona w 2000 roku, przez Kongregację Nauki Wiary, instrukcja Ardens felicitatis desiderium na temat modlitwy o uzdrowienie. Została wydana z myślą o uregulowaniu posługi tą modlitwą. Niestety jest w naszym Kościele prawie nieznana i trudno się dziwić, że Msze św. i nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie są kształtowane na miarę pomysłów, tych którzy je animują. A przecież główne kryterium odróżnienia prawidłowo funkcjonującej wspólnoty Kościoła od takiej, w której się źle zaczyna dziać, bądź już źle się dzieje, to zgodność praktyk i nauczania danej wspólnoty z nauczaniem Magisterium Kościoła.

Bardzo wymowna jest także reakcja niektórych środowisk w naszym Kościele na dwa dekrety KEP: jeden dotyczący tzw. spowiedzi furtkowej, drugi – grzechu i uzdrowienia międzypokoleniowego. Złość na forach internetowych, atak na biskupów i zejście do podziemia. Tymczasem tzw. spowiedź furtkowa powstała jako wynik połączenia dwóch zjawisk. Na początku lat 90. ubiegłego wieku liderzy zielonoświątkowi zaczęli promować w Polsce koncepcję tzw. zagrożeń duchowych. Istotą tego nowego nauczania było przekonanie, że zły duch może się dostać do naszego życia choćby dlatego, że słuchamy określonych zespołów rockowych, nosimy pewne stroje itp. W ostatnich latach polscy twórcy furtek złego ducha dodali do koncepcji zagrożeń duchowych pewne elementy afrykańskiej antropologii i kosmologii.

Ten nowy, dziwny świat przenika coraz bardziej naszą religijność Kościoła katolickiego w Polsce. Towarzyszy temu zupełnie bezkrytyczne odniesienie do tego, co lansują przyjezdni misjonarze. Powierzamy im prowadzenie Rekolekcji Narodowych, właściwie nie wiedząc do końca, kim są? Nie wiemy, co zawiera program przebudzenia Kościoła w Polsce? Coraz więcej naszych księży wprowadza wiernych w stan upadku, hipnozy, transu, utraty świadomości, histerycznego śmiechu, dokonując psychomanipulacji, bez wiedzy i zgody uczestników. W ramach Pokuty Narodowej na Jasnej Górze ma miejsce obnażanie grzechów przodków i jest egzorcyzm Narodu. Tzw. nowe sakramentalia (woda egzorcyzmowana, sól egzorcyzmowana i olej egzorcyzmowany) stosuje się jako środki, które mają pomagać w przepędzaniu mocy złych duchów i chronić ludzi przed wpływem sił demonicznych. Przecież to nie jest świat Bożego Ducha!

Po owocach rozpoznajemy świat próżnego ducha ludzkiego, a tu i tam ujawnia się działanie złego ducha. Nie wolno nam narażać naszych wiernych. Kto weźmie odpowiedzialność za ich duchowe i życiowe poturbowanie. Dlatego, uważam, że trzeba o tym głośno mówić i głośno z innymi myśleć. Trzeba podjąć konkretne badania tych zjawisk, je opiniować, tak w celach profilaktycznych, jak i z myślą o terapii pogubionych. Sytuacja jest poważna, ponieważ najtrudniej uzdrowić wiarę zmutowaną. Trudno odbudować zdrową tożsamość.

Rzecz jasna w obszarze podejrzanych praktyk religijnych nie można się poruszać, jak słoń w składzie porcelany. Trzeba zrobić wszystko, by w porządkowaniu zaistniałej sytuacji nie wylewać dziecka z kąpielą. Nie można jej rozpatrywać w skali biało-czarne. To sytuacja, o której mówi Jezus w Ewangelii w obrazie kąkolu posianego na dobrym polu. Stąd nie chodzi o piętnowanie, ale odsłanianie tego co chore i o cierpliwe uzdrawianie; nazywanie schorzeń po imieniu, bez arbitralnego potępiania.

Potrzeba zatem solidnego zbadania różnorakich zjawisk i ich form, zdiagnozowania ich i zaopiniowania. Potrzeba badań filozoficznych, teologicznych, socjologicznych i etnograficznych, żeby lepiej uchwycić i rozumieć proces pentekostalizacji. Pomocą mogą być istniejące opracowania i spokojne analizowanie zachowań w danym środowisku kościelnym[33]. Potrzeba też pozytywnego pokazywania, jak ma być i jaką drogą doprowadzić do uzdrowienia schorzałych sfer i konkretnego środowiska. Trzeba też mówić o tych sprawach w wykładach seminaryjnych, zwłaszcza na teologii pastoralnej i w ramach formacji stałej duchowieństwa i osób konsekrowanych.

PRZYPISY:

[1] Od 2015 r. adiunkt z habilitacją w Katedrze Etyki Współczesnej w Instytucie Filozofii UKSW w Warszawie.
[2] Sam uznaje za podstawowe opracowanie następującą pozycję: Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, „Studia Philosophiae Christianae” 50(2014) 3, s. 91-129.
[3] Por. L. Misiarczyk, Czy Kościołowi katolickiemu w Polsce rzeczywiście grozi pentekostalizacja?
[4] Ks. Andrzej Choromański, pracownik Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, mówiąc w Kamieniu Śląskim o Globalnym Forum Chrześcijańskim (w ramach międzynarodowej konferencji naukowej pt. Aktualny stan ekumenii, 28 maja 2016 r.), stwierdził, że u jego genezy jest pentekostalizm ruchu zielonoświątkowego, zjawisko, które zmieniło wspólnoty zielonoświątkowe, ruchy ewangelikalne, a nawet wspólnoty charyzmatyczne tradycyjnych Kościołów. Jego konsekwencją jest rozwój chrześcijaństwa przeżycia, doświadczenia (subiektywnego) w miejsce „chrześcijaństwa głowy” i trudno się dziwić, że wspólnoty pentekostalne nie są zainteresowane klasycznym ekumenizmem. Z myślą o dialogu z nimi powstało Globalne Forum Chrześcijańskie, które jest platformą spotkania chrześcijan celem dzielenia się doświadczeniem wiary, bez jakichkolwiek wspólnych dążeń i zobowiązań.
[5] W dniach 15-17 kwietnia 2016 r. w Uniwersytecie w Chicago miała miejsce konferencja naukowa pt. Ogień z nieba: pentekostalizm, katolicyzm i Duch w świecie. Sympozjum zostało zorganizowane w ramach corocznego Tygodnia Światowego Katolicyzmu (World Catholicism Week) i zgromadziło kilkudziesięciu mówców z całego świata, a poświęcono je problemom związanym z pentekostalizacją chrześcijaństwa. W referatach omawiano zagadnienia dotyczące m.in. rozumienia zła i szatana, różnych wizji demonologii w Afryce i świecie zachodnim, współczesnych wyzwań ekumenicznych.
[6] Franciszek, Między kanapą a odwagą. Wszystko, co powiedział papież podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016, s. 42-43.
[7] Kobyliński, Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, s. 94.
[8] M. Eckholt, Pentekostalisierung des Christentums? Zur Rekonfiguration „der religiösen Landkarte in Lateinamerika“, Stimmen der Zeit (2013)13, s. 519−520.
[9] Według danych opublikowanych przez ten ośrodek badawczy, który monitoruje rozwój wszystkich denominacji chrześcijańskich na całym świecie, w 1900 r. było na świecie 1600 denominacji chrześcijańskich, czyli różnego rodzaju kościołów, związków wyznaniowych i sekt. 100 lat później liczba ta wzrosła do 34000 podmiotów. W roku 2012 istniało w świecie już 43000 denominacji chrześcijańskich, natomiast w przyszłości, na rok 2025 przewiduje się aż 55000 denominacji chrześcijańskich.
[10] Por. T. M. Johnson, G. A. Zurlo, A. W. Hickman, P. F. Crossing, Christianity 2016: Latin America and Projecting Religion to 2050, „International Bulletin of Mission Research” 40(2016)1, s. 22-29.
[11] Por. B. Grim, T. Johnson, V. Skirbekk, G. A. Zurlo (red.), Yearbook of International Religious Demography2015, Leiden – Boston 2015; B. Grim, T. Johnson, V. Skirbekk, G. A. Zurlo (red.), Yearbook of International Religious Demography 2014, Leiden – Boston 2014.
[12] Por. Kobyliński, Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, s. 99-101.
[13] Por. tamże, s. 107.
[14] A. Kowal, Ekumenizm czy obrona jedności, http://www.apologetyka.katolik.pl (dostęp: 5 maja 2013 r.). Dochodziło czasem do schizmy konkretnych wspólnot z Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej.
[15] Zob. Kobyliński, Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, s. 108.
[16] Tamże.
[17] Zob. tamże, s. 109n.
[18] A. Migda, Mistycyzm pentekostalny w Polsce, Kraków 2013, s. 13.
[19] Tamże, s. 361.
[20] W komentarzu ks. Kobyliński zauważa, że wskutek takiego podejścia prawdy religijne są nie tyle poznawane, ile przeżywane w sposób emocjonalny i czysto subiektywny. Trudno się więc dziwić, że od lat 90. XX wieku w ruchu charyzmatycznym rośnie tendencja do wprowadzania na szeroką skalę nowych technologii akustycznych i efektów multimedialnych. W pentekostalnym doświadczeniu religijnym to właśnie muzyka, dźwięk i światło zaczynają odgrywać zdecydowanie dominującą rolę. Tak jest m.in. w ramach tzw. Wieczorów Uwielbienia. Kobyliński, Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, s. 105.
[21] Por. W. A. Grudem, R. B. Gaffin Jr., R. L. Saucy, S. Storms, D. A. Oss, Dary Ducha we współczesnym Kościele. Cztery stanowiska, tłum. M. Wilkosz, Katowice 2008.
[22] Migda, Mistycyzm pentekostalny w Polsce, s. 198.
[23]Andrzej Migda jest religioznawcą, pracownikiem Instytutu Religioznawstwa UJ. Jego zainteresowania badawcze oscylują wokół biblistyki, demonologii, mistycyzmu oraz psychologii religii. Szczególnie bliskie są mu zagadnienia związane z historią chrześcijaństwa, a zwłaszcza protestantyzmu.
[24] Tamże, s. 295−296.
[25] Kobyliński, Etyczne aspekty współczesnej pentekostalizacji chrześcijaństwa, s. 111.
[26] Migda, Mistycyzm pentekostalny w Polsce, s. 177n.
[27] Por. tamże, s. 14.
[28] Przegrupowanie sił – O nakładaniu rąk, potędze Ducha i walce duchowej, jakiej jeszcze nie było. Z Lechem Dokowiczem rozmawia Marcin Jakimowicz, GN 89(2011) 25, s. 15.
[29] Por. Migda, Mistycyzm pentekostalny w Polsce, s. 17.
[30] A. Siemieniewski, Czy Kościół pierwszych wieków znał modlitwę w językach?, http://www.apologetyka.katolik.pl (dostęp: 10 maja 2013 r.).
[31] Pod koniec stycznia 1994 roku mały charyzmatyczny kościół Vineyard na lotnisku w Toronto doświadczył czegoś, co uznano za nowe wylanie Ducha Świętego. W czasie nabożeństw Toronto Blessing uczestnicy padali w Duchu, mówili językami, wpadali w euforyczne stany tj. śmiech, płacz, drżenie ciała. Ludzie omdlewali, wykonywali nietypowe ruchy i wydawali różnego rodzaju dźwięki, w tym odgłosy wydawane przez zwierzęta, co doprowadziło do wielu kontrowersji. O przeżywanym tam i później na całym świecie wielkim ożywieniu miały świadczyć najróżniejsze „namaszczenia przez Ducha Świętego”. Główną wizytówką stał się niekontrolowany, głośny śmiech w czasie nabożeństwa, omdlenia i padanie pod mocą Ducha co miało być wyrazem szczególnej obecności Bożej. Tłumaczono, że te wszystkie objawy były właściwe i potrzebne innym wierzącym a osoby zachowujące się tak podczas nabożeństw były „pijane Duchem Świętym”. Kościoły zielonoświątkowe z reguły zdystansowały się od tych zjawisk i je skrytykowały. Natomiast charyzmatycy, także z Kościołów historycznych, przyjmowali je z entuzjazmem. W styczniu 1996 roku zbór w Toronto został wyłączony z Vineyard i istnieje jako niezależny Kościół. Znany jest jako Toronto Airport Christian Fellowship.
[32] Migda, Mistycyzm pentekostalny w Polsce, s. 167.
[33] Na spotkaniu w Głuchołazach dziekani wydziałów teologicznych w Polsce wyrazili gotowość podjęcia projektu badawczego z tego zakresu. Sprawie będzie się przyglądać Komisja Nauki Wiary KEP.

Bp Andrzej Czaja – biskup diecezjalny opolski.

Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.