______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Nowy biskup w Bractwie św. Piusa X


Zdjęcie https://fssp.com/ordinations-the-international-edition/

Latem ubiegłego roku Jego Ekscelencja biskup Vitus Huonder, ordynariusz diecezji Chur, wobec swoich księży zadeklarował wolę przejścia na emeryturę i spędzenia jej w jednym z ośrodków Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Według informacji Le Salon Beige biskup zamieszka w Instytucie Santa Maria w Wangs (Szwajcaria), szkole, którą zna bardzo dobrze i którą odwiedzał wiele razy.

Jego Ekscelencja biskupem Chur został wybrany przez kapitułę katedralną 6 lipca 2007 r. Jego wybór został potwierdzony przez Benedykta XVI już następnego dnia a sakrę biskupią otrzymał 8 września 2007 r. Uważany jest za konserwatystę i bliskiego przyjaciela Bractwa jak i papieża Franciszka. W 2015 roku jako przedstawiciel Watykanu brał udział w rozmowach z Bractwem Świętego Piusa X odwiedzając niektóre z jego seminariów. Doceniał rolę Bractwa na rzecz liturgii i tradycyjnej duchowości. Dwa lata później, po osiągnięciu wieku emerytalnego, złożył rezygnację na ręce papieża Franciszka, który postanowił przedłużyć jego kadencję o kolejne dwa lata.

Le Salon Beige potwierdza, że papież jest dobrze poinformowany o wyborze biskupa Huondera i milcząco go popiera. Byłby to kolejny dowód na "ratalne" uregulowanie przez papieża Franciszka statusu kanonicznego Bractwa św. Piusa X w Kościele. 

W tym kontekście coraz bardziej zrozumiałe staje się odwołanie głównych hamulcowych w procesje pojednanie Bractwa z Rzymem kard. Mullera z Kongregacji ds. Nauki Wiary i likwidacja Papieskiej Komisji Ecclesia Dei.  

Źródło: Rorate Caeli / Le Salon Beige

niedziela, 20 stycznia 2019

Zapomniane prawdy: Św. Józef Sebastian Pelczar o Kościele



Kościół katolicki istniał przez dziesięć wieków, nim nastąpiło odszczepieństwo wschodnie, a wieków piętnaście, nim zjawił się protestantyzm; w tym czasie uznawano go powszechnie za Kościół Chrystusowy; jakże tedy stać się mogło, że nagle przestał nim być w wieku XI-tym na Wschodzie, a w wieku XVI na Zachodzie? Czyliż on porzucił naukę, powierzoną mu od Chrystusa? Nie. Czy zmienił doszczętnie swój ustrój, ustanowiony przez Chrystusa? Także nie. Więc może uległ gangrenie moralnej aż do szpiku? I to nie. Wprawdzie w wiekach X i XV więcej było zeświecczenia i zepsucia w duchowieństwie, niż kiedy indziej, także nawet na Stolicy św. zasiedli niektórzy papieże, tego urzędu niegodni, jak Jan XII w X-tym Benedykt IX w XI-tym, lub Aleksander VI w XV wieku; ale wnet nastąpiła reforma, którą w wieku XI przeprowadził św. Grzegorz VII, w szesnastym Sobór trydencki; zresztą i w onych wiekach zniesławionych spotykamy Świętych, jak niemniej znakomitych papieży i biskupów. A więc Kościół katolicki w wieku XI i XVI nie przestał być Kościołem Chrystusowym i jest nim dotąd.

Św. Józef Sebastian Pelczar 
Obrona religii katolickiej, tom I, Przemyśl 1920, str. 83.

środa, 16 stycznia 2019

Filozoficzne aspekty śmierci



Często jako ludzie zadajemy sobie pytanie jaki są rzeczy ostateczne. Chrześcijaństwo daje nam tę odpowiedź. W życiu człowieka są 3 sprawy ostateczne. Śmierć, sąd boży, niebo albo piekło. Z filozoficznego punktu widzenia najistotniejsza zdaje się być śmierć. Musimy przyjąć, że filozofia, jako dyscyplina opiera się na rozumie i stara się budować światopogląd oderwany od religii. Nie należy w tym kontekście, rozważać, że filozofia buduje myślenie ateistyczne czy racjonalistyczne w ujęciu nowożytnym. Rzecz idzie o to, jak śmierć jest spleciona z losami człowieka tu na ziemi.

Z reguły myśliciele starożytni mało zajmowali się śmiercią. Można powiedzieć kresem ludzkiej egzystencji. Czy jak to określił Jean Paul Sarte rozpadem ludzkiej egzystencji. Myśliciele jońscy skupiali się na ty, co było na początku. Poszukiwali arche. Dla Talesa była to woda, dla Anaksymandra apeiron, Heralkit mówił o ogniu, a Anaksymenes o powietrzu. Rozważania o kresie ludzkiego życia były poza obszarem ich zainteresowań. Pierwszym myślicielem, który dokonał przewrotu w myśleniu filozoficznym był Sokrates. Zainteresował się człowiekiem. Wypowiedział on słowa: „Interesuje mnie to, co dobre i to co złe w domostwach. Pierwszy podjął rozważania etyczne. Można go uznać za ojca etyki. Najbardziej śmiałym wypadem na to, co nazwalibyśmy rozważaniami wokół śmierci były poglądy Platona. Był on idealistą i uważał, że prawdziwym bytem są idee a świat materialny jest tylko jego odbiciem. Głosił, że świat idei jest, a świat materialny staje się. Od Platona znany jest pogląd na naturę ludzką. Uważał, że istnieje ona niezależnie od ciała i jest jego doskonalszą formą. W momencie śmierci dusza odrywa się od ciała i powraca do świata ideii.

Światopogląd chrześcijański przyniósł w rozważaniach nad tematyką śmierci zmianę. Wiążę się ona z poglądami Tomasza z Akwinu. Uważał on że człowiek to harmonijne połączenie ciała i duszy. Materii i formy. Współegzystują one równomiernie. Człowiek oprócz potrzeb materialnych ma również duchowe. Powiedzielibyśmy, że pierwsze zaliczają się do grupy materialno-popędowych a drugie do duchowych. Jednak te pierwsze nie są wystarczające do osiągnięcie szczęścia. Człowiek jest stworzony przez Boga. Jest to nazywane creatio ex nihilo. Przez boskie stworzenie człowiek jest nakierowany na zjednoczenie z Bogiem. W momencie śmierci człowiek nie ginie ale współistnieje z Bogiem i aniołami i w niebie cieszy się on wiecznym szczęściem.

Nowożytny pogląd przyniósł radykalną zmianę na naturę ludzką i świata. Średniowiecze było gruntownie teistyczne i traktowało świat jako okres przejściowy w życiu człowieka. Nowożytność odcięła się od poprzedniej epoki i uznała, że najważniejsze jest ziemskie bytowanie. Człowiekowi do szczęścia nie jest potrzebny Bóg czy wiara. Te poglądy w skrócie można nazwać naturalizmem. Francis Bacon powiedział, że jeśli nauczymy się właściwie żyć, to będziemy wiedzieli, jak w taki sam sposób umierać. Poglądy te wyrażają postawę nowożytną, że nasze wysiłki muszą być skoncentrowane na naszym ziemskim życiu. Z kolei wielki Leibnitz powiedział, że śmierć dzieli się na śmierć całkowitą i częściową. Śmierć całkowita oznacza ostateczny rozpad ludzkiej egzystencji. Natomiast częściowa to rozpad tylko tej części materialnej. Francuski myśliciel La Mettrie autor działa Człowiek maszyna napisał, że człowiek i dusza działają na tej samej zasadzie. Po części wyraził od pogląd starożytnego myśliciela Demokryta. Wg La Mettrie dusza odżywia się w taki sam sposób jak ciało, gdy ciało śpi dusza również śpi. Tym samym nie ma dla niego różnic w naturze pomiędzy nimi i w momencie śmierci można uznać za Leibnitzem, że człowiek w momencie śmierci doznaje śmierci całkowitej.

Najradykalniejszym poglądem w kwestii człowieczeństwa i śmierci są poglądy marksistów-leninistów. Byli oni zagorzałymi wrogami religii, w szczególności chrześcijańskiej i jak stwierdził Lenin ich zadaniem jest budowa naukowego poglądu na świat bez religii i Boga. Nazwali oni religię opium dla ludu. Oznacza to, że ludzie utrudzeni życiem na ziemi, wykonujący z dużym zaangażowaniem swoje obowiązki liczą na nagrodę w niebie, która wynagrodzi im trudy ziemskiego życia. Lenin w swoim dziele Socjalizm a religii napisał, że musimy oczyścić rzeczywistość z pleśni średniowiecza. Zrywa się z chrześcijańskim poglądem, że człowiek jest skierowany na Boga i życie wieczne, tak jak głosiła to epoka nowożytna. Pozbawia się w ten sposób człowieka nadziei na osiągnięcie wiecznego szczęścia i czy się go niewolnikiem naturalizmu.

To wszystko są poglądy wielkich myślicieli na przestrzeni epok. Jakie jest miejsce człowieka w tej dyskusji? Podczas rozmowy dwóch profesorów filozofii Elzenberga i Czeżowskiego jeden z nich na pytanie o śmierć odpowiedział: Rok wcześniej, rok później, co za różnica. Wielki Arystoteles powiedział, że życie ludzkie musi być nakierowane na cel. Bez celu człowiek traci sen. Naszym celem tu na ziemi jest zgodne współżycie w społeczeństwie i wśród ludzi, z którymi łączą nas szczególne zażyłości. Kolejnym celem jest praca. Tomasz z Akwinu napisał, że jest ona obowiązkiem i celem człowieka i musi ona zapewniać pracownikowi przyzwoite utrzymanie. W końcu przyjdzie taki moment, że nasz czasu tu na ziemi dobiegnie końca. Wtedy za nasz trud i poświęcenie, jakie włożyliśmy w naprawę i godne życie tu na ziemi otrzymamy nagrodę.

Mateusz Sanicki

piątek, 21 grudnia 2018

Zapomniane prawdy: (...) prawdziwymi bowiem przyjaciółmi ludu nie są ani rewolucjoniści ani nowatorowie, lecz tradycjonaliści.





Doktryna zaś katolicka uczy, że pierwszy obowiązek miłości nie polega na tolerancji błędnych przekonań, choćby najbardziej szczerych, ani na obojętności teoretycznej czy praktycznej dla błędu lub występku, w którym widzimy pogrążonych braci naszych, lecz na gorliwości o ich podniesienie umysłowe i moralne, nie mniej jak o ich dobrobyt materialny. Ta sama doktryna katolicka uczy nas również, że źródło miłości bliźniego znajduje się w miłości Boga, wspólnego Ojca i wspólnego celu całej rodziny ludzkiej i w miłości Chrystusa, którego jesteśmy członkami, tak że wspomożenie nieszczęśliwego jest to wyświadczenie przysługi samemu Chrystusowi. Wszelka inna miłość jest złudzeniem lub uczuciem jałowym i przemijającym.

Nie, Czcigodni Bracia, nie ma prawdziwego braterstwa poza miłością chrześcijańską, która z miłości dla Boga i Syna Jego, Jezusa Chrystusa, naszego Zbawcy, obejmuje wszystkich ludzi, by wspomóc ich wszystkich i wszystkich doprowadzić do tej samej wiary i tego samego szczęścia w niebie.

Lecz jeszcze dziwniejsze, jednocześnie przerażające i zasmucające, jest umysłowe zuchwalstwo i lekkomyślność ludzi, którzy, nazywając siebie katolikami, marzą o przerobieniu społeczeństwa w podobnych warunkach i o ustanowieniu na ziemi, ponad Kościołem Katolickim, "królestwa sprawiedliwości i miłości", przez robotników, przybyłych zewsząd, ze wszystkich religii lub bez religii, z przekonaniami lub bez przekonań, byleby tylko zapomnieli tego, co ich dzieli, tj. swych przekonań religijnych i filozoficznych, a oparli swą akcję na tym, co ich jednoczy, tj. na szlachetnym idealizmie i siłach moralnych, zaczerpniętych "gdzie kto może". Gdy się pomyśli, wiele to dla ustanowienia społeczeństwa chrześcijańskiego potrzeba było sił, nauki, cnót nadprzyrodzonych, cierpień milionów męczenników, światła Ojców i Doktorów Kościoła, poświęcenia wszystkich bohaterów miłości, potężnej hierarchii, pochodzącej z nieba, potoków łask Boskich, a wszystko to zbudowane zjednoczone i przeniknięte życiem i duchem Chrystusa Pana, Mądrości Bożej, Słowa Wcielonego - gdy się pomyśli, mówimy, o tym wszystkim, przerażenie zdejmuje na widok nowych apostołów, zacietrzewiających się w usiłowaniach robienia lepiej przez oparcie akcji na czczym idealizmie i cnotach obywatelskich. Co oni stworzą? Co wyjdzie z tego współpracownictwa? Gmach, zbudowany tylko ze słów i chimery, gdzie, zmieszane w czarującym nieładzie, błyszczeć będą słowa: wolność, sprawiedliwość, braterstwo, miłość, równość i wyniesienie człowieka, wszystko oparte na źle zrozumianej godności ludzkiej. Będzie to ruch hałaśliwy, bezowocny dla zamierzonego celu, a którym posłużą się mniej utopistyczni agitatorowie mas.

Jest to w modzie wśród pewnych środowisk, że, jak tylko przystępuje się do kwestii społecznej, naprzód usuwa się Bóstwo Chrystusa, następnie zaś mówi się tylko o Jego najwyższej łaskawości, o Jego współczuciu dla wszystkich nędz ludzkich, o Jego naglących upomnieniach do miłości bliźniego i do braterstwa. Zapewne, że Chrystus Pan umiłował nas miłością bezmierną, nieskończoną; że zstąpił na ziemię cierpieć i umrzeć, by, zjednoczeni wokoło Niego w sprawiedliwości i miłości, ożywieni tymi samymi uczuciami miłości wzajemnej, wszyscy ludzie żyli w szczęściu i pokoju: lecz za warunek osiągnięcia tego szczęścia doczesnego i wiecznego najwyższą powagą Swoją postawił należenie do Jego owczarni, przyjęcie Jego doktryny, praktykowanie cnoty i poddanie się nauczaniu i kierownictwu Piotra i następców jego. Następnie, jeśli Pan Jezus był dobry dla zbłąkanych i grzeszników, to bynajmniej nie w tym znaczeniu, by miał szanować ich błędne przekonania, chociażby nawet wydawały się najszczersze; lecz miłował ich wszystkich, by ich nauczyć, nawrócić i zbawić. Jeśli wzywał do Siebie, by im ulżyć, wszystkich pracujących i cierpiących, to nie po to, by głosić im zawiść chimerycznej równości. Jeśli podnosił pokornych, to nie po to, by natchnąć ich uczuciem godności niezależnej i buntowniczej wobec posłuszeństwa. Jeśli Serce Jego przepełnione było łaskawością dla dusz dobrej woli, to jednak zarówno potrafił On zapalać się świętem oburzeniem przeciwko profanatorom domu Bożego, przeciwko nędznikom, gorszącym maluczkich, przeciwko władzom, obarczającym lud ciężkimi brzemionami, których nawet palcem nie tkną same. Chrystus byt zarówno nieugięty, jak słodki; karcił groził, karał, wiedząc i ucząc nas, że często bojaźń jest początkiem mądrości i że niekiedy wypada odciąć członek, by uratować ciało.

Zresztą Chrystus bynajmniej nie zapowiadał, że w przyszłym społeczeństwie panować będzie szczęśliwość idealna, wolna od wszelkiego cierpienia; lecz nauką i przykładem wskazał drogę możliwego szczęścia na ziemi i doskonałego szczęścia w niebie: królewską drogę Krzyża. To są nauki, które błędem byłoby stosować tylko do życia indywidualnego, pod względem wiecznego zbawienia; to są nauki w najwyższym stopniu społeczne, które nam ukazują w Chrystusie Panu coś innego, niż humanitaryzm bez konsystencji i powagi.

Niech jednak kapłani owi nie dozwolą, by miraż fałszywej demokracji zabłąkał ich w labiryncie opinii współczesnych; niech od retoryki najgorszych wrogów Kościoła i ludu nie zapożyczają emfatycznego języka, pełnego obietnic, zarówno górnobrzmiących, jak nieziszczalnych. Niech będą przekonani, że kwestia społeczna i nauki społeczne nie zrodziły się wczoraj; że po wszystkie czasy Kościół i państwo, w szczęśliwym porozumieniu, w tym celu powoływały do życia owocne organizacje; że Kościół, który nigdy nie zdradził szczęścia ludu przez kompromitujące alianse, nie ma potrzeby zrywać z przeszłością i wystarcza mu wznowić, z pomocą prawdziwych szermierzy odnowienia społecznego, organizmy, zniesione przez Rewolucję, i przystosować je, w tym samym duchu chrześcijańskim, który był ich natchnieniem, do nowego środowiska, jakie stworzyła ewolucja materialna społeczeństwa współczesnego; prawdziwymi bowiem przyjaciółmi ludu nie są ani rewolucjoniści ani nowatorowie, lecz tradycjonaliści.

Św. Pius X,  Encyklika Notre Charge Apostolique 
o błędach Sillonu z dnia 25 VIII 1910 r.

czwartek, 20 grudnia 2018

George W. Kosicki CSB: Walka szatana wypowiedziana Niewieście



Na naszych oczach realizuje się treść dwunastego rozdziału Księgi Apokalipsy: trwa opisana w nim walka szatana z Niewiastą i jej potomstwem. Walka trwa, ale zwycięstwo zostało przyobiecane Niewieście (zob. Rdz. 3,15). Szatan i jego aniołowie zostali strąceni z nieba (zob. Ap. 12,7-8) i obecnie walka rozgrywa się na ziemi (zob. Ap. 12,9). To co już dokonało się w niebie, dokona się też na ziemi. Walka duchowa obejmuje wszystkie karty Pisma Świętego, poczynając od Księgi Rodzaju, a kończąc na Apokalipsie św. Jana.

Dziś walka ta jest szczególnie bolesna. Podejmuje się zmasowane napaści na kobiety, ich seksualną-tożsamość i rolę, a wszystko po to, by zwalczyć wyjątkowe zadanie zlecone kobiecie - "matce życia". Walka wypowiedziana kobiecie zaniepokoiła i poruszyła głęboka kobiety obecnego pokolenia. Zresztą nie tylko kobiety, zareagowało bowiem i wielu mężczyzn. Powstało tak wielkie zamieszanie, iż ludzie zwalczają się nawzajem, a nikt nie potrafi wskazać na naszego rzeczywistego nieprzyjaciela; większość nawet nie wie o jego istnieniu.

Szatan do tego stopnia zamącił w ciągu stuleci ludzkie umysły, że dziś potrafi już z łatwością zaatakować samą tożsamość mężczyzny i kobiety, nie ujawniając swej własnej tożsamości nienawistnego wroga!

Toczona walka wydaje się naszym oczom tak bardzo niejasna, że nie potrafimy nawet wprost o niej rozmawiać. Nasze słownictwo uległo pomieszaniu przez nadanie słowom nowych znaczeń. Język i zasady gramatyki uległy zniszczeniu tak samo jak wzajemne zaufanie. Konkurencja, niezależność kosztem drugiego wyznaczają bardziej styl komunikacji międzyludzkiej aniżeli współczucie, zrozumienie, dodawanie otuchy, wzajemna pomoc i współpraca. Nawet w chwili, gdy piszę te słowa, nie mam zbyt wielkiej nadziei, by "kobieta wyzwolona" mogła przyjąć przekazywane przeze mnie treści, a może nawet i nie zechce z nimi zapoznać. Ale przecież trzeba głosić naukę o walce, jaką szatan wypowiedział kobiecie. Zły atakuje kobiety, kwestionuje zadania wynikające z ludzkiej płodności, płciowość i samą wartość życia. 

Konsekwencją tego szatańskiego ataku jest zmiana moralności seksualnej i inne spojrzenie na cel pożycia, na kwestię regulacji poczęć, aborcję, cudzołóstwo, rozwody, życie rodzinne, eutanazję, manipulację genetyczną in vitro. To również rewolucyjne tendencje niektórych kobiet ze świeckich ruchów wyzwolenia, eksplozja pornografii i kultu przemocy ukazywane w środkach masowego przekazu, lekceważenie wartości życia ludzkiego, co przejawia się w zwiększeniu potencjału broni nuklearnej i narastaniu politycznej niesprawiedliwości w świecie. Musimy przeanalizować bliżej tę olbrzymią listę i znaleźć "korzenie zła", by w ten sposób odkryć sposób działania  i cele ataku szatana.

W swym Raporcie o stanie wiary kardynał Ratzinger wskazuje nam na cel ataku Złego i mówi o rozejściu się dróg płciowości i prokreacji ludzkiej. Tłumaczy dalej, iż odrębność każdej z płci została zakwestionowana, że mężczyzna przejmuje rolę kobiety i odwrotnie, że pomiędzy życiem i ludzką płciowością stworzono sztuczne rozróżnienie. Seks stał się obecnie przedmiotem przyjemności; życie to rzecz, którą kontrolujemy według własnego upodobania. Chcemy uwolnić się z "niewoli natury".

Ten sam rodzaj zasadniczego (tzn. skierowanego przeciw całej ludzkości) ataku przeprowadził szatan wobec Adama i Ewy: "Będziecie jak Bóg..." (Rdz. 3,5). Również my stajemy w obliczu pokusy stania się jak Bóg przez kontrolę i wyzwolenie z "niewoli natury". Odkrywamy nową formę wolności - wolności, którą szatan obiecał człowiekowi już u początku istnienia rodzaju ludzkiego.

Papież Paweł VI w "Humane Vitae" (1968) w sposób iście prorocki opisał szatański atak na płciowość i życie. Jego list apostolski skupia się bardziej wokół tematyki autorytetu Kościoła w kwestii oceniania prawa naturalnego aniżeli wokół zagadnienia kontroli urodzeń. Podczas ponownej, uważnej lektury encykliki czułem niemal namacalnie ból Ojca Świętego, jego współczucie i łzy z powodu sytuacji Kościoła i życia tak wielu par małżeńskich. W rozdziale podejmującym konsekwencje metod sztucznej kontroli urodzin papież pisał proroczo o otwartych drogach do niewierności i rozwiązłości, i wreszcie o zagrożeniu szacunku do kobiet, o kontrolowaniu życia rodzinnego przez instytucje rządowe. Od ukazania się "Humane Vitae" w samych tylko Stanach Zjednoczonych wystarczająco naocznie spełniają się ostrzeżenia wypowiedziane przez Pawła VI: zalew pornografii, piętnaście milionów aborcji w ciągu dziesięciu lat, strylizacje, eutanazja (negatywna i pozytywna), dzieci z "próbówki", prawa dla homoseksualistów, ruchy wyzwolenia kobiet, lawinowo wzrastająca liczba rozwodów. Nie trzeba szukać bezpośrednich związków przyczynowych pomiędzy tymi zjawiskami; wystarczyło otworzyć przed ludźmi drzwi do antykoncepcji, by zniesiono wszelkie ograniczenia kontroli ludzkiego ciała i jego funkcji.

Wydaje się, że szatan wykorzystał papieską encyklikę, by wprowadzić rozłam pomiędzy nauczaniem Kościoła a poglądami wielu teologów. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych szybko spostrzegł załamanie się  - po opublikowaniu "Humane Vitae" - stanowiska biskupów w kwestii moralności i zdołał doprowadzić do wydania prawa dopuszczającego przerywanie ciąży i zezwalającego na szerzenie pornografii! Ich werdykt był - można rzecz - słuszny, bowiem w owym czasie Kościół wymownie milczał. Myślę, że na nas, katolikach ciąży obowiązek zadośćuczynienia za niepopieranie proroczego głosu papieża Pawła VI mówiącego o kontroli narodzin! Teraz możemy oglądać skutki  przeprowadzonego przez szatana ataku.

George W. Kosicki CSB, Walka duchowa, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1992, s. 39-42

środa, 19 grudnia 2018

Cyfrowa Biblioteka Katolickiego Tradycjonalisty: Etyka katolicka. Podręcznik szkolny


KS. DR MACIEJ SIENIATYCKI

ETYKA KATOLICKA

Podręcznik szkolny




__________

Program do otwierania plików djvu: DjVuBrowserPlugin.exe (exe, 15,4 Mb)
__________

("Grzechami przeciw wierze są: niedowiarstwo, apostazja, herezja, indyferentyzm religijny, zabobon. 1. Niedowiarstwo jest to brak wiary. Zaliczają się tutaj wszyscy nieochrzczeni, jak poganie, żydzi, mahometanie. Brak wiary może być u nich niezawiniony lub zawiniony. Niezawiniony jest u tych, którzy nigdy nie słyszeli o religii katolickiej lub w dobrej wierze są przekonani o prawdziwości swej religii. Niewiara nie jest wtedy u nich grzechem. Zawiniony brak wiary, wskutek tego grzeszny, jest u tych niewiernych, którzy mając wątpliwość, czy ich wiara jest prawdziwa, nie starają się, choćby mogli, poznać prawdziwej religii, lub, znając prawdziwą, nie chcą jej przyjąć dla różnych ludzkich względów. 2. Apostazja polega na całkowitym odpadnięciu katolika od chrześcijaństwa. Dzieje się to wtedy, gdy katolik porzuca zupełnie religię chrześcijańską, a staje się bezwyznaniowym, żydem, mahometaninem itp. 3. Herezja (kacerstwo) jest to dobrowolne i uporne trzymanie się błędu przeciwnego wierze. Jest formalnym heretykiem, ciężko grzeszącym, kto wie, że jego błąd Kościół potępia; jest tylko materialnym, nie popełniającym grzechu, gdy o tym nie wie i myśli, że jego zapatrywanie jest zgodne z nauką Kościoła, a przy tym jest tak usposobiony, że odstąpiłby zaraz od błędu, gdyby się dowiedział o jego potępieniu przez Kościół. Herezja może być wewnętrzną i zewnętrzną. Jest wewnętrzną, gdy kto w duszy, nie objawiając tego na zewnątrz, przeczy jakiej prawdzie; jest zewnętrzną, gdy ją objawia na zewnątrz. W tym drugim razie, popada w klątwę. Kto w prywatne objawienia nie wierzy, nie jest heretykiem, lecz jeśli fakty tego rodzaju objawień są dobrze uzasadnione, jak np. objawienie w Lourdes, postępuje nieroztropnie, kto je lekceważy i w nie nie wierzy. Popada w herezję także ten i grzeszy ciężko, kto dobrowolnie powątpiewa o jakiej prawdzie wiary. Katolik nigdy nie ma dostatecznego powodu do powątpiewania o prawdach swej wiary. 4. Indyferentyzmem religijnym grzeszy ten, kto każdą religię uważa za dobrą i nie troszczy się wcale o religię i praktyki religijne. Indyferentyzm religijny jest grzeszny, bo skoro Bóg objawił jedną religię, jako jedynie prawdziwą i ją jedynie kazał wyznawać, lekceważy sobie objawienie Boże i wolę Bożą, kto inne religie uważa też za dobre. Jest też nierozumny, bo sprzeciwiające się sobie religie nie mogą być wszystkie prawdziwe. 5. Zabobon jest to przypisywanie rzeczom stworzonym skutków, jakich one nie mogą sprawić ani z natury swej, ani z modlitw Kościoła, ani z ustanowienia Bożego. Zabobon jest grzechem, bo jest rzeczą nierozumną, a więc przez Boga zakazaną, używać całkiem nieodpowiednich środków do osiągnięcia pewnych celów. (Święcona woda, medaliki, w ogóle Sakramentalia, nie są zabobonem, bo im się przypisuje pewne skutki dla modlitw Kościoła. Nie jest też zabobonem odprawiać Nowennę (nabożeństwo przez 9 dni bez przerwy)). Zabobonem jest np. utrzymywać, że piątek jest dniem nieszczęścia; gdy sowa zahuczy na dachu, umrze kto w domu; 13 osób przy stole – nieszczęście; jest zabobonem przypisywać pewnym modlitwom niezawodny skutek; znachorstwo czyli zamawianie chorób", – ss. 62-63)
__________

Ks. Dr. M. Sieniatycki, Prof. Uniw. Jagiel. w Krakowie, Etyka katolicka. Podręcznik szkolny. Wydanie siódme poprawione. Kraków 1931. NAKŁADEM AUTORA, str. 176.

wtorek, 18 grudnia 2018

Kulisy Vaticanum II: Wygląda na to, że ten sobór oznacza koniec religii katolickiej jaką znamy



Czuję, że to zgromadzenie jest kompletnie w duchu liberalizmu. Nie mogę się doczekać, żeby wrócić do domu. Obawiam się, że nic tu po mnie. Bycie na soborze, oczywiście, to wspaniałe doświadczenie mojego życia, ale jednocześnie to jest wstrząsające rozczarowanie. Nigdy nie podejrzewałem, że episkopat może być aż tak zliberalizowany. Wygląda na to, że ten sobór oznacza koniec religii katolickiej jaką znamy. Będą msze w językach narodowych, co więcej - będzie nędzna, ohydna teologia w konstytucjach soborowych (31.01.1962)

Ks. infułat Joseph Clifford Fenton 

Aberracje liturgiczne cz. 125 - Nagranie ze spotkania (Mszy) biskupa z wiernymi w jednym z włoskich kościołów.


Printfriendly


POLITYKA PRYWATNOŚCI
https://rzymski-katolik.blogspot.com/p/polityka-prywatnosci.html
Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.
Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.