Pages

______________________________________________________________________

______________________________________________________________________

sobota, 7 czerwca 2014

Bp Fellay o nowym seminarium duchownym Bractwa Św. Piusa X w USA



Dlaczego w czasach tak trudnych, gdy idzie o finanse, zaaprobowano projekt o tak wielkiej skali?

– Otóż projekt założenia nowego seminarium duchownego w Wirginii to skutek wielu, naprawdę wielu innych działań. Rzecz w tym, że naprawdę chcieliśmy uniknąć realizacji tego ogromnego projektu, ale możliwości tańszych rozwiązań (czy też takich, które nam się wydawały tańsze) wyczerpały się. Ostatecznie Boża Opatrzność zmusiła nas do zmierzenia się z tym wielkim przedsięwzięciem. Jeżeli się nie mylę, to obejrzeliśmy ponad 250 różnych nieruchomości. Próbowaliśmy znaleźć już istniejący budynek. Później bardzo poważnie przyjrzeliśmy się możliwości dostosowania obecnego budynku, tutaj, w Winonie. Żadna z tych opcji nie okazała się satysfakcjonująca. Tak więc faktycznie okoliczności zmusiły nas do tego, aby zaakceptować realizację tego projektu.

Czy to przedsięwzięcie ma pierwszeństwo przed innymi projektami Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X?

– Oczywiście. Dla Bractwa pierwszym i najważniejszym celem jest formacja kapłanów. Ustanowienie nowego seminarium otrzymuje zatem najwyższy priorytet. Myślę, że musieliśmy – i faktycznie to zrobiliśmy – wziąć pod uwagę zarzut, że taki projekt opóźni inne przedsięwzięcia. Taki zarzut zawiera nieco prawdy – ale niezbyt wiele. Wierni, aby mieć kapłanów, ofiarują na ich formację dodatkowe pieniądze, których nie daliby na inne projekty i dlatego aż tak bardzo nie obawiam się, że ten projekt zablokuje wszystkie inne. Na jakiś krótki czas je spowolni – to, jak sądzę, jest prawda – ale nie na zbyt długo. Wydaje mi się, tak w każdym razie postrzegam tę sprawę, że nie możemy i że nie jest rzeczą słuszną, żebyśmy rozważali to przedsięwzięcie w aspekcie wyłącznie materialnym: że oto mamy tyle a tyle pieniędzy na ten projekt i tyle a tyle pieniędzy na tamten. Zapomnielibyśmy, że w takich przedsięwzięciach jest obecna niewidzialna ręka i palec Boży. A skoro tak jest, to nie ma się czego obawiać. Dlatego zanim rozpoczniemy realizację, naprawdę staramy się rozeznać, jaka jest wola Boża.

Czy zdaniem Waszej Ekscelencji architektura odgrywa ważną rolę w formacji seminarzystów?

– Ależ tak! Architektura ma wpływ na ludzkie zachowania. Proszę zwrócić uwagę – a jest to istotne spostrzeżenie – że każdy kraj ma swój styl budownictwa, co znaczy, że zachodzi związek pomiędzy tym, jak ludzie żyją a tym, jak budują. Kapłan prowadzi bardzo szczególne życie. Różni się ono od życia innych ludzi. Ten fakt znajdzie swoje odzwierciedlenie w wyglądzie tego budynku. Nie chcę iść za daleko w tej argumentacji, ale widzimy, że szczyt, apogeum doskonałości życia chrześcijańskiego nastąpił w średniowieczu. Objawia się to np. w doskonałości katedry – i jest to doskonałość niezrównana. Nawet obecnie, przy całym postępie i technice, średniowieczne katedry skrywają [przed nami] tajemnice, tak że nie jesteśmy w stanie skopiować tych skarbów. Pamiętając o tym, gdy jednak próbujemy zrozumieć, w jaki sposób życie było zorganizowane w tamtym czasie, ujrzymy ideały, które są ponadczasowe i mogą być ideałami również w naszych czasach. A więc tak – myślmy także o architekturze i o tym, jak może ona pomóc seminarzystom wywierając korzystny wpływ z zewnątrz. Oczywiście nie jest to sprawa zasadnicza. Tym, co istotne, jest życie z Bogiem, praktykowanie cnót, studia. To wszystko jednak będzie niezauważalnie wspomagane przez architekturę budynku.

Czy seminarium naprawdę musi mieć tak niezwykły kształt?

– Seminarium mogłoby mieć kształt pudełka od zapałek – i tak też byłoby dobrze. Powtórzę jednak, że naszym zamiarem jest przekroczyć czas. Jeżeli przyjrzeć się temu, jak się teraz buduje, to widać, że budownictwo ma związek z życiem teraźniejszym, szybkim – żyje się czymś, a potem zapomina. Buduje się na 20 lat, może trochę więcej, a następnie przechodzi się do czegoś innego. To nie jest nasz sposób myślenia. Wiemy, że stabilność, stabilność człowieka, stabilność psychiki ludzkiej, woli zdeterminowanej, by zachować wiarę i w tej wierze wytrwać znajdują dla siebie pomoc w rzeczach zewnętrznych. A zatem wzniesienie gmachu, który wyraża tę stabilność – coś w rodzaju zamku – będzie miało, i to z pewnością, duży wpływ; będzie niosło pewne przesłanie.

Czy katolicy powinni być podekscytowani tym projektem?

– Mam nadzieję, że są. Mam nadzieję, że nie musimy wytarzać jakiegoś entuzjazmu. Myślę, że te piękne prospekty i fotografie, które wydrukowaliśmy, będą budzić entuzjazm.

Czy to przedsięwzięcie może być postrzegane jako symbol nadziei dla katolików?

– Oczywiście. To jest dobry znak. Już sam fakt, że w takich czasach rozpoczynamy podobny projekt, pokazuje, że nie jest to rzecz ludzka. Po ludzku patrząc, to szaleństwo. Ale właśnie duch chrześcijański gotów puścić się na taką przygodę w takich czasach, bez lęku, bez obaw, mimo trudności.

Nie rozpoczynamy realizacji tego projektu z zamkniętymi oczami. Musimy – jest to absolutnie konieczne – przystępować do niego kierując się cnotami, roztropnie, próbując ograniczyć koszty, a nie trwoniąc pieniądze. Musimy być roztropni, ale, mając to na uwadze, sądzę, że nie jest to jedynie sygnał, lecz wyraz nadziei, kiedy podchodzi się do realizacji takiego projektu.

Czy młode powołania w Bractwie są znakiem nadziei na lepsze czasy?

– Ciekawa rzecz – Bóg nie ograniczył zakresu swojego wezwania. A więc, jeżeli tylko niewielu ludzi puka do drzwi, aby zrealizować swoje powołanie, to nie znaczy to, że Bóg ograniczył powołania. Przyczyna nie tkwi po stronie Boga. Jeżeli zatem obserwujemy, że obecnie jest mniej powołań, to nie jest to wina Boga, a powiedziałbym również, że w dużej mierze nie jest to wina powołanych. Obecnie składa się na to kilka czynników. Jeden pochodzi od świata. Inny to pewien sposób zachowania się Kościoła Novus Ordo. Obydwa te czynniki odgrywają rolę w sterylizacji powołań, w zabijaniu powołań. To jest jak aborcja. Masz powołanie, ale zostaje ono zabite prze okoliczności wrogie jego realizacji.

My, przez nasze zaproszenie, przez nasz przykład pomagamy młodym, pochodzącym z rodzin naszych wiernych, uniknąć działania tych zabójczych czynników. Pomagamy im przyjąć powołanie, które otrzymali. Nie powiedziałbym, że nie ma powołań lub że jest ich bardzo niewiele. Istnieje pewna tego przyczyna, a my próbujemy nie ulec jej działaniu. Walczymy z nią – i mamy powołania. Tak więc nie byłoby niczym trudnym dla całego Kościoła stanąć znowu na nogi. Musi tylko dać przykład, powrócić do starych zasad, a powołania natychmiast się pojawią.

Zatem ten projekt przyniesie pożytek nie tylko w naszych czasach, ale nawet większy w przyszłości?

– Gdy mówimy o architekturze, stylu i materiałach, których używamy, to mamy właśnie to na względzie. Jak już powiedziałem, można wybudować pudełko od zapałek: coś, czego się używa, a następnie wyrzuca do kosza – i koniec. Ale to nie jest nasz sposób działania. My budujemy dla przyszłych stuleci. Tak jak Kościół czynił wiele razy. Ilekroć to było możliwe, Kościół posługiwał się trwałymi materiałami. To nie znaczy, że lekceważył inne – wszystko zależy od okoliczności. Gdy jednak można zbudować cos trwałego, Kościół to czyni. Jeżeli nie jest to możliwe, zadowolimy się czymś tymczasowym. Już to robiliśmy. Nie jesteśmy aż tak nieelastyczni. Nie zamierzamy doprowadzić samych siebie do jakiegoś paraliżu [w działaniu], kierując się błędnymi zasadami. Ale gdy to możliwe, to wybieramy to, co stałe, co tu na ziemi symbolizuje wieczność, która jest ponad czasem.

Jak, zdaniem Waszej Ekscelencji, na ten projekt zareagowałby abp Lefebvre?

– Projekt jest piękny i racjonalny – nawet biorąc pod uwagę jego koszt. Mam taką nadzieję, że nie porywamy się na jego realizację bez moralnej pewności, że się nam uda. Arcybiskup Lefebvre kierował się zasadą, że nigdy niczego nie zaczynał, jeśli nie miał 1/3 potrzebnych środków. Mogę potwierdzić, że mamy więcej niż 1/3.

Czy Wasza Ekscelencja chciałby powiedzieć katolikom coś jeszcze na temat tego projektu?

– Powiedziałbym, że doświadczenie pokazuje, że kiedy ludzie współpracują i pomagają w realizacji tak wielkiego projektu, który naprawdę ma służyć chwale Bożej, to nie ma wątpliwości, że Bóg błogosławi wszystkim tym, których ten cel jednoczy. Takie jest doświadczenie Kościoła katolickiego.



Źródło informacji: http://news.fsspx.pl/

0 komentarze:

Prześlij komentarz



______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________