Pages


______________________________________________________________________

sobota, 31 maja 2014

Mafia kalwińska w natarciu


Mafia kalwińska w natarciu

Zorientowanie na herezję to nadzieja na korzyści w życiu doczesnym, a nie wiecznym. Tak było w XVI wieku i trudno podejrzewać rodzinę Radziwiłłów, że wybierając wyznanie reformowane czynili to z nadzieją na zbawienie duszy – uważa pisarz i bloger Gabriel Maciejewski.

Skąd taka popularność kalwińskiej herezji u polskiej szlachty?

- Jestem w tym raczej odosobniony, ale zajmuję się herezjami przede wszystkim w ich wymiarze gospodarczym i politycznym. Jej aspekt doktrynalny uznaję za zasłonę propagandową dla działań na wymienionych wyżej obszarach. Oczywiście, jest jeszcze aspekt duchowy herezji, o którym nie możemy zapominać, bo w wymiarze celu ostatecznego człowieka stanowi największą z możliwych tragedii - wiedzie bowiem ku potępieni wiecznemu. Nie możemy jednak zapominać, że Zło działa na ziemi poprzez pośredników. Dlatego właśnie skupiam się w swoich analizach na działaniach tych pośredników i ich planach wobec ziemskiej struktury Kościoła. Zresztą ostatecznie i tak kto niszczy Kościół, ten niszczy dusze ludzi, które idą na zatracenie wieczne.

Zmiana wyznania wśród szlachty polskiej wiąże się moim zdaniem z kilkoma kwestiami. Po pierwsze w rodzinie musiał być silnie zakorzeniony sprzeciw wobec Kościoła, często głęboko ukrywany. Po drugie, konwertyci mieli zawsze na widoku jakieś korzyści, no chyba, że byli całkowicie zmanipulowani przez protestanckich kaznodziejów i stanowili sam dół, nowej, innowierczej grupy, na której wyrastały fortuny magnatów wyznania kalwińskiego czy ariańskiego. Po trzecie herezja zawsze, podkreślam, zawsze jest emanacją siły dworów obcych, jest elementem wojny propagandowej. Sami wyznawcy nowinek religijnych mogą sobie z tego nie zdawać sprawy, mając na widoku jedynie krótkoterminowe korzyści lub obietnice bez pokrycia, które im złożono w zamian za wystąpienie przeciwko strukturze hierarchicznej kościoła na terenie ich ojczyzny. Zorientowanie na herezję to nadzieja na korzyści w życiu doczesnym, a nie wiecznym. Tak było w XVI wieku i trudno podejrzewać rodzinę Radziwiłłów, że wybierając wyznanie reformowane czynili to z nadzieją na zbawienie duszy.

Pozostaje jeszcze kwestia geografii, jeśli rzucimy okiem na mapę, zauważymy, że obszar, na którym najłatwiej zakorzeniła się herezja kalwińska, to tereny gdzie dawniej popularny był husytyzm, czyli południowa Wielkopolska, zachodnia Małopolska, gdzie osadzano w średniowieczu emigrantów z Czech oraz Litwa, na pół pogańska, pozostająca pod silnym wpływem lokalnych, magnackich koterii, które jeśli się temu bliżej przyjrzeć stanowią hierarchię plemienną, wrogom z istoty wszystkim innym hierarchiom, z kościelną na czele.

Czy określenie „mafia kalwińska” pasuje do opisu wpływu tej grupy na losy naszego kraju?

- Jeśli mamy do czynienia z wpływowymi grupami, zaopatrzonymi w pieniądze i glejty z dworów obcych, to formuła taka opisuje je precyzyjnie. To była mafia kalwińska. Mafia nawiązująca tradycją, zachowaniem i ambicjami do francuskich hugenotów, z ich bezczelnością, oporem wobec króla i politycznymi ambicjami.

My sobie nie do końca zdajemy z tego sprawę, ale XVI wiek we Francji to był czas straszliwy, w którym decydowało się, czy królestwo przetrwa, a jeśli tak to w jakim kształcie. Hugenoci, nie wiem czy świadomie, czy nie, ale zakładam, że jednak nie, dążyli do jego rozpadu. I tu znów doradzam spojrzenie na mapę. Południe i zachód Francji to heretycy, to są częściowo obszary dawnej herezji katarskiej, a także obszar, do którego przez wiele lat zgłaszał pretensje Londyn. Jeśli się komuś zdaje, że roszczenia terytorialne kiedykolwiek wygasają, to jest on niestety w błędzie. Mogą być one podniesione zawsze, to tylko kwestia motywacji i słabości przeciwnika, wobec którego się te roszczenia zgłasza. Musimy pamiętać, że jeszcze na początku XVIII wieku wybuchło we Francji tak zwane „powstanie kamizardów”, protestanckiej ludności zamieszkującej obszary położone pod Pirenejami. Kamizardzi walczyli przez trzy lata przeciwko tyranii króla z Paryża. Kiedy ich w końcu pokonano, przywódca tego powstania wyjechał do Londynu i tam dostał etat w królewskiej piechocie. Nie pamiętam już jakiego stopnia się dosłużył. O ile wiem, nikt też, póki co, nie był na tyle bezczelny, żeby nakręcić jakiś apologetyczny film o tych wydarzeniach.

Polscy kalwini mogli liczyć na możnych protektorów z Prus i Rosji. Czego oczekiwały te mocarstwa w związku z popieraniem tej grupy wyznaniowej?

- Ja szczerze doradzam, dokładne studiowanie dziejów Francji stulecia XVI i XVII, to co się nie udało tam zostało z powodzeniem przeprowadzone w Polsce w XVIII wieku. Potem zaś zostało skutecznie zakłamane poprzez propagandę, w którą wprzęgnięto uniwersytety, instytuty badawcze, urzędników, literaturę i kino. Polityka ma pewną, powtarzalną i łatwo rozpoznawalną mechanikę wewnętrzną, żeby ją ukryć potrzebne są duże budżety na propagandę, inaczej się nie da. Być może budżety te to jedyna siła napędowa literatury i sztuki, ja nie chcę tu formułować aż tak dosadnych stwierdzeń, ale kwestia ta pozostaje do rozstrzygnięcia, a wnioski nie będą jak przypuszczam budujące.

Jeśli jakiś kraj, taki jak Polska istnieje tylko dzięki ofiarności obywateli, ich pieniądzom, pochodzącym ze sprzedaży ogromnych ilości żywności, kośćcem zaś tego kraju jest religia rzymska, to w celu jego zniszczenia należy przede wszystkim podważyć zasadność istnienia hierarchii Kościoła, a następnie pozabijać lub zbankrutować tych, którzy potrafią nie tylko władać bronią, ale także zarabiają duże pieniądze zarządzając uprawami, czyli szlachtę i magnatów. Jeśli zaś nie da się ich zabić lub zbankrutować, trzeba im podsunąć jakąś alternatywę, która uczyni z nich obcych we własnym kraju, czyli herezję po prostu.

Wśród dyskutantów, którzy nie zgadzają się z moimi poglądami żywa jest pokusa, by ten sam schemat zastosować do misji Kościoła Powszechnego. Tyle, że nauka Kościoła nie ma nic wspólnego z żadnym prowadzącym roszczeniową politykę dworem, a w dobie nowożytnej Kościół nie wysyłał na tereny misyjne uzbrojonych ludzi, czego o innowiercach powiedzieć w żaden sposób nie można. Ten pierwszy moment, jest szalenie ważny, ważniejszy niż drugi – Kościół nie prowadzi roszczeniowej polityki wobec Państw, prowadzi politykę misyjną. W momentach zaś kiedy Kościół taką politykę prowadził, na przykład wobec Węgier w średniowieczu, nie skutkowało to nigdy zagładą żadnego kraju.

Rozmawiał Łukasz Karpiel

Źródło informacji: http://www.pch24.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz



______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________