Pages


______________________________________________________________________

czwartek, 8 września 2011

Tomasz Terlikowski orbituje coraz wyżej i szybciej

Właśnie jestem po lekturze kolejnego tekstu dra Tomasza Terlikowskiego poświęconego konserwatyzmowi i judeochrześcijaństwu.

Prawdę mówiąc nie wiem czy w ogóle mam prawo polemizować z dr Terlikowskim, bowiem podobno ze mną „w zasadzie polemika jest niemożliwa”. Jeśli dobrze rozumiem to dlatego, że jestem osobą „wielbiącą Jaruzelskiego czy Łukaszenkę”. To typowe dla ludzi intelektualnie miernych, że argumenty rzeczowe zastępowane są zarzutami natury personalnej. Szczególnie gorszące jest, że argumentów tego typu używa doktor nauk humanistycznych, któremu zasady klasycznej dyskusji powinny być dobrze znane.

Tak, wywiad z gen. Jaruzelskim zrobiłem i wcale tego nie żałuję. Wywiad jak wywiad. No i co z tego? Czy odniosłem z tego jakąś korzyść materialną? Zarobiłem na tym pieniądze? Dostałem miejsce na liście SLD? Czy w związku z tym faktem wykrycie i opisanie przez mnie judaizującej herezji Frondy ma mniejszą wartość niż gdyby dokonał rozpoznania błędu ktoś, kto przeprowadziłby wywiad np. z Jarosławem Kaczyńskim lub Donaldem Tuskiem? Lub gdybym – jak dr Terlikowski – opisał kiedyś w „Zdradzonej nadziei” machinacje nad obroną życia ze strony Jarosława Kaczyńskiego?

Co jedno ma z drugim wspólnego nie wiem, ale widocznie jest to dla mnie za trudne. Może dlatego, że naczytałem się mniej rabinów-kabalistów, neokonserwatystów i protestanckich amerykańskich teologów niż dr Terlikowski.

Tekst dra Terlikowskiego warto jednak przeczytać. Właściwie zamiast polemiki wystarczyłyby pewnie same cytaty o judeochrześcijańskim konserwatyzmie propagowanym przez Frondę. W tekście „Judeochrześcijaństwo i konserwatyzm” czytamy ciekawe rzeczy:

1.Dowiadujemy się, że „judeochrześcijaństwo” propagowanę przez Frondę nie odnosi się do chęci dokonania syntezy chrześcijaństwa z judaizmem, która zdarzała się pierwotnym chrześcijanom:

„W sposób oczywisty termin tradycja judeochrześcijańska nie odnosi się jednak do tych wspólnot. Ale pewnej wspólnoty ideowej, przedteologicznej, którą łączy judaizm i chrześcijaństwo. Określić ją można odwołaniem się do tej samej matrycy antropologicznej pochodzącej z księgi Rodzaju. Jej istotą jest przekonanie, że to Bóg stworzył świat i nadał mu Prawo, któremu ów świat podlega, że człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boże, i wreszcie że źródłem zła na świecie jest grzech pierwszych rodziców (choć tu widać już wyraźne różnice teologiczne w rozumieniu tego terminu). Obie te religie przyjmują także, że wzorem wiary jest postawa Abrahama, czyli zaufanie, zawierzenie Bogu. I właśnie ta matryca stanowi fundament naszej cywilizacji, która jest judeochrześcijańska”.

Cóż, zasłoniwszy się postmodernistycznym dyskursem o „matrycach antropologicznych”, dr Terlikowski zapomniał wspomnieć o kilku drobnych faktach, które psują tę „judeochrześcijańską” narrację:

- Pragnę przypomnieć Panu Doktorowi, że wszystkie cztery Ewangelie dosyć zgodnie wskazują, że owe elementy „judeo” odpowiadają za śmierć Jezusa Chrystusa. To owe elementy „judeo” wrzeszczały „Barabasz” i stwierdziły, że „krew Jego na nas i na dzieci nasze”. Żadne gadanie o „matrycach” nie jest władne przesłonić tego faktu, który konstytuuje nie przekraczalną przepaść pomiędzy chrześcijaństwem a judaizmem. Nie jest to tylko kwestia „incydentalnego” faktu Bogobójstwa. Nikt nie twierdzi, że współcześni żydzi odpowiadają za ten czyn. Nie mam zamiaru stawiać ich przed żadnym trybunałem za to, czego dokonali ich pradziadowie 2000 lat temu, tak jak nie postawię przed sądem samego siebie za to, że moi przodkowie 1000 lat temu wymordowali Jadźwingów i Połowców do ostatniego człowieka. Problem jest w czym innym: w tym, że po 2000 lat żydzi nie uznali swojej pomyłki i nie przyjęli Chrystusa. Czekają więc 20 stuleci na Mesjasza, który już był, którego nie rozpoznali i ukrzyżowali. To jest pęknięcie w „matrycy antropologicznej”, którego nie da się zaklajstrować żadnymi tanimi sloganami.

- Z faktu pierwszego wynika drugi, a mianowicie zupełnie inne rozumienie Prawa o którym wspomina dr Terlikowski. Podczas gdy żydzi mają Stare Prawo, my mamy Nowe Prawo. To już jest nie tyle problem różnych fragmentów „matrycy antropologicznej”, ale to są dwie różne „matryce”. Weźmy pierwszy problem z brzegu, który nas różni fundamentalnie: Czy Bóg, który stworzył świat jest Bogiem wszystkich ludzi, czy tylko Bogiem Izraela (JHWH)? Jeśli tym drugim a tak twierdzą wszak żydzi - to kto jest Bogiem chrześcijan?

- W judaizmie rabinicznym i późniejszym jest inna koncepcja człowieka niż w chrześcijaństwie, a więc nie ma "wspólnoty ideowej przedteologicznej". Zmiana koncepcji Boga musi zmieniać koncepcję człowieka. Cchodzi zwłaszcza o koncepcję osoby. W judaizmie rabinicznym i późniejszym Bóg stopniowo przestaje być osobowy (En-Sof). Jest to religijność co raz bardziej mityczno-gnostycka w której znika koncepcja Boga osobowego i pojawiają się nieosobowe koncepcje mesjasza - np. w postaci całego narodu. Tu jesteśmy już bardzo blisko tego, czemu ma służyć odbudowanie Świątyni i państwo Izrael. To nie jest oczekiwanie Mesjasza jako osoby. Póki żydzi oczekiwali takiego mesjasza, to możemy mieć z nimi coś wspólnego. Skoro oczekują mesjasza w Izraelu, to nie łączy nas z nimi dosłownie nic. Zupełnie inna koncepcja człowieka, zupełnie inna koncepcja Boga, czyli zero "wspólnoty ideowej przedteologicznej".


2. Kolejny kwiatek dra Terlikowskiego to nowatorskie rozumienie konserwatyzmu, polegające na odrzuceniu tezy, że „fundamentem postawy konserwatywnej jest przyjęcie tradycjonalistycznej interpretacji katolicyzmu. Ja się z taką tezą nie zgadzam. Dla mnie (ale mam świadomość, że można takiego widzenia konserwatyzmu nie podzielać, tak z pozycji bardziej integralnych, jak i liberalnych) bycie konserwatystą to właśnie przyjęcie – w wersji zlaicyzowanej czy wprost religijnej – owej matrycy antropologicznej księgi Rodzaju, czyli antropologicznej tradycji judeochrześcijańskiej”.

Tak, tutaj pomiędzy konserwatyzmem a dr Terlikowskim jest przepaść. Katlicki konserwatysta to obrońca katolicyzmu opartego na melanżu Litery Objawienia, greckiej filozofii, prawa rzymskiego w takim rozumieniu i interpretacji jaką głosi niezdolny do błędu Kościół, a w sytuacjach kontrowersyjnych nieomylnie definiuje sobór powszechny lub Biskup Rzymu.

Konserwatyzm rozumiany jako obrona „matrycy antropologicznej księgi Rodzaju, czyli antropologicznej tradycji judeochrześcijańskiej” jest absurdem na gruncie Cywilizacji Zachodniej (chrześcijańskiej czy łacińskiej – terminy jak kto woli). Tak rozumieją konserwatyzm tacy myśliciele jak Eric Voegelin, Leo Strauss i amerykańscy neokonserwatyści – i trudno uznać za przypadek, że wszyscy oni są właśnie Żydami (zresztą zwykle porzucili Synagogę i są agnostykami lub heretykami wobec wszelkiej ortodoksji). Konserwatywna filozofia polityczna Zachodu – od de Masitre’a, Bonalda, Donoso Cortesa, przez Schmitta po Maurrasa - czegoś takiego nie przyjmuje, bowiem konserwatysta broni tradycji katolickiego Zachodu, a nie jakiejś „multi-kulti” mieszanki rozmaitych tradycji, które są wewnętrznie sprzeczne.

Dr Terlikowski twierdzi jednak, że „matrycy antropologicznej” – pojmowanej przezeń jako istota Cywilizacji Zachodniej – nie bronią katoliccy konserwatyści, lecz część adeptów Oświecenia, amerykańscy neokonserwatyści (faktycznie używający chętnie terminu „judeochrześcijaństwo”), a także niektórzy agnostycy.

Tak, agnostyk może bronić katolickiej Cywilizacji Zachodu, a więc być konserwatystą, jeśli szanuje Kościół jako esencjalny element Tradycji, a jego prawdy polityczne i społeczne wywodzi z prawa natury. Można tu przytoczyć przykład wspomnianego Charlesa Maurrasa. Ale dr Terlikowski nie Maurrasa ma na myśli! Oto czytamy:

„Są przecież ludzie myślący podobnie, którzy nie wiążą się z żadną religią, choć niewątpliwie bliska im jest tradycja judeochrześcijańska. Przykładem człowieka, który niewątpliwie myśli w ten sposób jest Bronisław Wildstein”.

Tak, Bronisław Wildstein jako konserwatysta! Najpierw amerykańscy neokonserwatyści żydowskiego pochodzenia, a teraz jeszcze Wildstein! Do tego były wolnomularz. Ale niechaj będzie, przecież – zgodnie z tym co mówi dr Terlikowski – konserwatysta nie broni cywilizacji chrześcijańskiej, ale „judeochrześcijańskiej”. Przy takim zasięgu pasuje tam Wildstein, Sarkozy, Bush i Beniamin Netanjahu, a także zwolennik aborcji i in vitro Lech Kaczyński. Po ostatnim tekście frondowym Łukasza Adamskiego wiemy przecież, że Lech Kaczyński był swoistym katechonem judeochrześcijańskiej tradycji nad Wisłą.

3.Pamiętacie Państwo taki słynny tekst Pawła Milcarka o „archipelagu ortodoksji”? Wedle tamtej koncepcji, miał powstać „archipelag” konserwatywnych i chrześcijańskich środowisk, na czele ze środowiskiem Marka Jurka, Frondą i (jeśli dobrze pamiętam) środowiskiem „Rzeczpospolitej”? Oto dr Terlikowski ogłasza jego powstanie:

„To, co napisałem jednoznacznie pokazuje, że nie uważam, iż konserwatystą może być tylko tradycyjnie wierzący katolik. Wierzę, i mam na to dowody empiryczne, że w sprawach najważniejszych mogą współpracować ze sobą Żydzi i chrześcijanie, a wśród chrześcijan – protestanci z katolikami i prawosławnymi. Nie wszyscy ze wszystkimi, ale ci, którym bliska jest wspomniana już matryca”.

Teraz rozumiem dlaczego środowisko konserwatyzm.pl nie było zaproszone do „archipelagu”. Faktycznie, nie mieścimy się w tak pojętym „archipelagu”. Nasze środowiska tworzy „archipelag ortodoksji” konserwatywno-katolickiej, podczas gdy dr Terlikowski tworzy „archipelag schizm i herezji”, a nawet „judeochrześcijaństwa”. Swoją drogą ciekawe dlaczego nie zostali tu dorzuceni islamiści? Czy oni nie łapią się do „matrycy antropologicznej”? A może nijak ich pogodzić z żydami i trzeba było kogoś wybrać do „archipelagu”?

4.Trwogę budzi deklaracja dra Terlikowskiego jakoby „matryca antropologiczna” była możliwa, bowiem judaizm po tym, co stało się na Golgocie, miał jeszcze przyszłość. Dr Terlikowski pisze:

„nie sposób zgodzić się z tezą, że w związku z tym judaizm jest już tylko uschniętym figowcem. „Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów, jako odrzuconych, ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma Świętego” - przypomina Sobór Watykański II (Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate, par. 4)”.

Panie Doktorze, proszę się nauczyć czytać teksty ze zrozumieniem. Nie traktujemy Żydów jako „odrzuconych” czy „przeklętych przez Boga”, ale chcemy ich nawrócić na Dobrą Nowiną właśnie dlatego, że od 2000 lat „judaizm jest już tylko uschniętym figowcem”!

Mam do dra Terlikowskiego pytanie: czy jeśli przyjdzie do Pana jakiś Pański kolega-żyd i powie, że zastanawia się nad nawróceniem nad chrześcijaństwo, to co Pan mu odpowie: „Stary nie warto, nie nawracaj się na chrześcijaństwo, nie ma potrzeby, przecież judaizm nie jest uschniętym figowcem” ???

Reasumując powiem tak: środowisko Frondy popadło w liczne błędy (nie chcę Was wyzywać od „kacerzy”, ani nasyłać inkwizytorów), ale jeszcze możecie je odwołać. Gorzej jeśli stworzyć autentyczną „judeochrześcijańską” syntezę. Wszak klasyczni judeochrześcijanie uznawali Stare Prawo, w tym i rytualne, min. obrzezanie. Zawróćcie z błędnej drogi „judeochrześcijaństwa” dopóki możecie. Po spełnieniu pewnych aktów natury rytualnej pewnych uszczerbków nie da się już tak łatwo usunąć…

Adam Wielomski

PS
Chciałbym dr Terlikowskiemu przypomnieć uwagi Josepha Ratzingera, że trzeba uważać ze sformułowaniem "lud boży". W skrócie sprowadzają się one do tego, że może ono prowadzić do takiego właśnie rozumienia Kościoła jako wspólnoty, w którym staje się on jakimś fanklubem ludzi o wspólnych poglądach, czy celach. Tym czasem, jak tłumaczy Ratzinger, Kościół to wyłącznie wspólnota w relacji do Chrystusa. Ta relacja uobecnia się w Eucharystii. Ale to wymaga przyjęcia, że Świątynia jest już odbudowana i znajduje się wszędzie tam, gdzie jest tabernakulum, a nie oczekiwania wypełnienia mesjańskiej misji narodu żydowskiego przez wybudowanie nowej świątyni w odrodzonym państwie Izrael.

Źródło informacji: FRONDA.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz



______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________